*Mk 16, 9: A gdy Jezus zmartwychwstał wczesnym rankiem pierwszego dnia po szabacie, ukazał się najpierw Marii Magdalenie.*
GDYBY Pan nasz zechciał, mógłby był być stworzony wprost — a jednak narodził się z niewiasty. Zdumiewający zaszczyt dla kobiecości. I ukazał się najpierw kobiecie — te dwa typy czystości: jedna czysta od początku — czystość niewinności — druga, czystość pokutników. Obie stanęły jak siostry przy Krzyżu.
Święta Maria Magdalena przyszła wcześnie — ujrzała grób pusty — wróciła z innymi niewiastami: pozostała — potem ujrzała aniołów; nic jej to nie obchodziło — chciała Jezusa; potem Go ujrzała.
Dlaczego jej pierwszej? Świętemu Piotrowi? Świętemu Janowi? wiernemu — którego umiłował — Jego własnej Matce?
1. Ponieważ była pokutnicą. — Znów i znów Pan podkreśla, jak drogi jest Mu pokutnik. Zgubiona owca — srebrnik — syn.
Ludzie mogą żyć dość pobożnie: (a) bez pokus; (b) z miłości przyzwoitości; (c) z pragnienia Nieba.
Nic nie zdoła odzyskać pokutnika jak tylko miłość; grzech to rzecz najsilniejsza ze wszystkich, ale miłość: ten, kto zgrzeszył głęboko, może powrócić jedynie z miłości: „Wiele jej odpuszczono, bo wiele umiłowała". „Miłuj i czyń co chcesz" — jak śmiałe! — życie musi być dobre, gdy w jego fundamencie jest prawdziwa miłość.
Te wszystkie różne drogi życia: tyle do wyboru — a miłość jaśnieje jak diament; Pan nasz skłania się, by ją zebrać. I dlatego ukazuje się najpierw pokutniczce — by pokazać, że przeszłość może zostać całkowicie odłożona; droga Jego sercu.
2. Ponieważ była wierna na tyle, na ile wiedziała.
(a) Namaściła Go. — Co mogła — jakże miałaby wspomóc Syna Bożego? Tylko wylać swój olejek.
(b) Przyszła pod Krzyż w Jego konaniu; żołnierze mogli jej przeszkodzić ulżyć Mu, ale mogła tam być.
(c) Przyszła namaścić Ciało. — Całe światło jej życia zgasło, a jednak chciała trwać przy tym, co znała — przy tych drogich rękach i stopach; zamknąć te oczy, zmyć stężałą krew — owo Ciało było „Jej Panem" — nie odeszła lekkomyślnie w grzech: stare życie: bo zawiodła się. Prawda, że pobito Go; lecz ona chciała być wierną temu jedynemu dobru, jakie znała — Radość minęła: więc przyjęła łzy i smutek — i tak smutek jej przemienił się w radość.
3. Dla nas Wielkanoc świta z radością — w odróżnieniu od jej radości: i, w odróżnieniu od niej, my również nie widzimy Jezusa. Droga pośrednia: radość — ale wiary, nie widzenia.
Jak mamy żyć dalej? Pragnąć rzeczy dobrych — lecz dawna nauka: Czyń co możesz. (Pokuta nie ma końca.) Narzekamy czasem na zwykłe dni, zwykłe sprawy: i odkrywamy, że jesteśmy zwykłymi ludźmi. „Gdybym żył wtedy!" Krzyż! Grób! Żadnej szansy, żeby być świętymi.
To nieprawda. — Czyń co możesz (artysta i bryła gliny). Na tym polega świętość (artysta to nie człowiek ze wspaniałymi farbami — narzędziami rzeźbiarskimi). Święty to człowiek, który robi zwykłe rzeczy nadzwyczajnie dobrze. Musimy kształtować Chrystusa w sobie.
(a) Małe rzeczy do zrobienia. — Maria musiała tylko namaścić ciało Jezusa. Wstać wcześnie — przyjść do grobu. A jednak za to jest nagrodzona. Miłość czyni je cennymi.
(b) Skromne zdolności. — Niekoniecznie bystrość — silna wola: ale masz serce — Nie wiesz, jak wiele możesz kochać — ogromne siły, rozległe serce — dopóki Go nie pokochasz (święty Franciszek Ksawery: „Już nie więcej").
(c) Zwykli ludzie wokół. — „O ile…" — Maria myślała, że to tylko ogrodnik: a to był Jezus. Pod twarzami naszych bliźnich: Jego oblicze.
Jakże łatwo zdobyć Niebo! Bóg nie prosi, byś za Niego umarł — lecz byś żył — i tylko żył zwykłym życiem dobrze. To właśnie znaczy „szukać tego, co w górze" — szukać rzeczy niebieskich na ziemi. (Wniebowstąpienie: nie przez wpatrywanie się w górę, lecz przez wychodzenie, by czynić dobro.) Dobre spowiedzi, dobre Komunie — prostota. I ziemia staje się Niebem — rzeczy ludzkie — Boskimi.
„Panie, nie dokonałem wielkich rzeczy — wielu rzeczy — ale uczyniłem to, co mogłem."
„Dobrze, sługo dobry i wierny — wejdź do radości Pana swego."
*Iz 63, 1–3: Któż to jest, co przybywa z Edom, z Bosry w szatach purpurowych? Ten, co świetny w swej ozdobie, kroczy w wielkości swojej mocy? To Ja, który mówię sprawiedliwość, potężny, by zbawić. Czemu czerwona jest Twoja szata i odzienie Twoje jak tego, kto tłoczy w tłoczni? Tłocznię deptałem sam jeden, a z ludów nie było nikogo przy mnie.*
Wstęp. — (i) Pan nasz w Nowym Testamencie stoi: Jedyna Doskonała Postać — za Nim Stary Testament, odbijający tu i ówdzie na jasnej powierzchni; promienie Jego chwały. Wszystkie wielkie zdarzenia Jego życia odbite — Jego narodzenie — jak w obietnicy Izaaka — Jego post na pustyni — Izrael na pustyni — Eliasz — Jego zdrada: Józef sprzedany wrogom — Najświętszy Sakrament — Pascha — dźwiganie Krzyża — drewno złożone na Izaaka; jedynego Syna — Jego pogrzeb „z bogatymi w śmierci Jego": trzy dni Jonasza — Jego zmartwychwstanie: Jonasz. A tu wspaniały obraz [TEKST] Jego zmartwychwstania w triumfie Chrystusa mający w Starym Testamencie. To i wiele więcej wyłożył On dwom uczniom na drodze do Emaus i apostołom w Wieczerniku.
(ii) To samo — Wieża strażnicza w Jerozolimie — patrząca na wschód — Tajemnicza Postać przechodzi przez wzgórza z Edom — „Kto to jest?" Odpowiedź: „To Ja, który mówię sprawiedliwość…" Pytanie: „Czemu czerwona Twoja szata?…" Odpowiedź: „Deptałem…sam."
**I. Moc naszego Boga.**
Przychodzi na Wielkanoc jak zdobywca — „Zasiane w słabości, wzbudzone w mocy." To uderza strażnika — Przeszedł najwyższą próbę siły — cierpienie w samotności. Łatwo cierpieć w towarzystwie — Ale „wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli." I bardziej tajemnicza samotność. „A jednak nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną." A jednak: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?" Oto wielka trwoga śmierci — towarzyszy nam się aż do bram śmierci, lecz nie dalej — Nawet znajome ciało zostaje za sobą. Lecz w Wielkanoc zapominamy o tym — Widzimy Go jako zdobywcę — Na końcu zawołał: „Wykonało się" — tak że setnik woła: „Prawdziwie Ten był Synem Bożym."
**II. Moc nieprzyjaciela.**
Edom to nieprzyjaciel. Przez cały Stary Testament wszystko układa się parami. Jakub i Ezaw. Ezaw — ojciec Edom. Edom zawsze opierał się Izraelowi. Diabeł zawsze opiera się Bogu — aż po Syna Bożego stojącego naprzeciw Heroda Edomity — Edom to typ grzechu i śmierci. Pan nasz na Wielkanoc powraca z Edom czy Bosry.
Lecz jak potężny był szatan — Nie zwycięstwo bez krwi — Nie: „Rzekł i stało się" — ale gorzka walka — gnąca Go ku ziemi w Ogrodzie, wynosząca Go na Krzyż, miotająca Go tam i z powrotem. Przychodzi w szatach czerwonych — rany jeszcze na Nim — Święty Tomasz je widział — Święty Jan ujrzał je w Niebie (wizja mnicha: „Nie widzę ran").
Jakże zuchwały i jakże silny jest grzech! — zdolny tak bardzo udręczyć Syna Bożego — zbić Go tak, że zatracił wszelkie ludzkie podobieństwo. Nikt prócz szatana, który niegdyś śmiał wyzwać Boga, nie odważyłby się teraz Go ukrzyżować.
**III. Doświadczenie uczy nas tego samego.**
Moc grzechu. — (i) Spójrzmy na siebie — a zobaczymy moc grzechu. (a) Pijak — skowany i ślepy — pragnący wolności. Inny trzymany mocno przez miłość pieniędzy lub zwykłe bezbożność. — Nic nie wygląda na bardzo złe — a jednak wszystko jest złe: żaden gruby grzech, a jednak skowany tysiącem nici. (Guliwer i Liliputy.) Jeden łańcuch czy tysiąc nici.
(b) Lub widzimy kraj zrujnowany przez grzech. Afryka Południowa — Grzech u korzenia. Dlaczego tamte ciała gnijące? domy płonące? Albo kraj jak Francja — ustawicznie apostazjująca — zrywająca Krzyż: albo jak Anglia — dryfująca od wiary — sto sekt — podziały. — Co to sprawiło? Grzech.
(c) Lub my sami. Jeden grzech: wyżerający naszą duszę? jak rak — lub osłabiona wola — lub beznadziejne zobojętnienie. — Brak wiary — egoizm. Świadomi tych rzeczy w najlepszych chwilach. Co to sprawiło? Grzech. Któż nas wyzwoli?
Moc Pana naszego. — I powinniśmy rozpaczyć — gdybyśmy nie ujrzeli tej oto postaci naszego triumfującego Pana.
Może ktoś z obecnych może spojrzeć wstecz i dostrzec Jego moc we własnym życiu. Ten, który zstąpił do śmierci i piekła — skruszył miedziane bramy — strącił z nas nasze własne kajdany. W waszej Komunii wielkanocnej przyszła nowa siła.
A jeśli nie? Nadal jest potężny, by zbawić. Nie ma żadnego powodu do rozpaczy. On jest silniejszy z dwojga. To bodaj największa lekcja Wielkanocy — że Ten, który przez śmierć zniszczył śmierć — który zrzucił całun grobowy i przeszedł przez skałę w mocy i pięknie, może zdjąć z nas bezład, który przygniata, i odsunąć ciężki kamień — i wskrzesić nas ze śmierci do nowości życia.