HomiliaDB

Robert Hugh Benson · Notatki kaznodziejskie

U08

Gdy nie mam oparciaGdy moja wiara stała się letnia Natura i jedność KościołaŻycie nadprzyrodzone
W skrócie. Druga część cyklu na Dni Krzyżowe i Wniebowstąpienie: medytacja o Kościele jako koniecznej wspólnocie wiary podtrzymującej w oschłości; kazanie środowe o znaczeniu czterdziestu dni obecności Zmartwychwstałego; nauka na Mszę Wniebowstąpienia i kazanie o Życiu w Chrystusie (Dz 17,28) jako świadectwie sakramentalnej bliskości świata nadprzyrodzonego. Benson wzywa do łączenia codzienności z perspektywą niebieską.

„Możesz mieć Religię Osobistą — ale tracisz połowę duchowej radości, jaką Bóg zapewnia, jeśli zapominasz, że Ten, który jest twoją Głową, jest zarazem Głową Kościoła.”

*Łk 11, 1:* — *Mk 9, 23.*

Wprowadzenie. — W poniedziałek rozważaliśmy nasze osobiste odniesienie do Pana. To zasadnicze centrum. Nasze nawrócenie polega w gruncie rzeczy na uświadomieniu sobie tego. Musimy żyć w żywej łączności z naszą Głową — nic nie może przerywać strumienia komunii między nami. Ale konieczne są też więzi z innymi — nie tylko Życie w Chrystusie, lecz Życie w Kościele. Wielu tego nie pojmuje — zatrzymuje się na Życiu w Chrystusie.

Rozważmy: „Tomasz zaś, jeden z Dwunastu, nie był razem z nimi, gdy przyszedł Jezus." A przecież powinien był. Była w Tomaszu pewna szlachetna rozpacz. „Chodźmy i my, abyśmy umarli z Nim." Prawdziwe oddanie — ale żadnej z nadzieją siły, jaka rodzi się z jedności. „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz, jakże możemy znać drogę?" — ten wyrafinowany sceptycyzm — wywyższenie Pana zdawało się zbyt piękne, by mogło być prawdą.

I tak teraz święty Tomasz opuszcza radość Wielkanocy, mimo głębokiego oddania Panu — nie chciał jednak przyjąć świadectwa swoich braci. Dlatego, jeśli nie żyjemy życiem wspólnotowym, jeśli nie rozumiemy, czym jest Kościół, stracimy wiele prawdy — i radości.

**I. Kościół kontynuuje dzieło Pana — udzielanie prawdy i łaski.**

(1) *W udzielaniu prawdy.* — Zasada „samej Biblii" jest podziwu godna w teorii, lecz beznadziejna w praktyce. Byłaby to droga na skróty do prawdy, gdybyśmy mogli odwoływać się do drukowanej księgi. Lecz nie możemy. Żadne pisane prawo nie działa bez interpretatora.

*Ilustracja.* — W teorii sędzia ma jedynie stosować prawo, a jednak do tego potrzeba najwyższego intelektu. W teorii możesz nauczyć się języka z gramatyki — w praktyce nie możesz. Tysiąc walczących sekt — oto owoc odwołania się do samej Biblii. Nie twierdzę, że zawsze łatwo odkryć naukę Kościoła. Ale katolicka postawa brzmi: „Pokaż mi, że to była prawda od początku, a przyjmę ją." To ta właśnie postawa ducha, która przeważa u Boga — nie niezależny badacz, lecz pojętne dziecko. I faktycznie każdy może dostrzec główne zarysy Wiary, wszystko, co konieczne do zbawienia. Nade wszystko jednak ważna jest postawa.

Nie potrzebujemy Objawienia, by powiedzieć nam: „Niedobrze jest człowiekowi być samemu." Czujemy przemożną potrzebę jedności z drugim. Dlatego Chrzest zostaje nam dany, by wcielać, Komunia — by podtrzymywać, Rozgrzeszenie — by przywracać przerwaną wymianę. Co więcej, jesteśmy w ciele; pragniemy rzeczy dotykalnych i słyszalnych, na których możemy się oprzeć. „W tym dniu, o tej godzinie otrzymałem łaskę."

(2) *W udzielaniu łaski.* — Możemy być pewni, że gdziekolwiek istnieje żywotna potrzeba, tam zostanie zaproponowane jej zaspokojenie. [Romanes nawrócił się ostatecznie głównie dzięki temu argumentowi. Serce musi mieć swój przedmiot.] Niezależnie od nauczania Kościoła, sami doszlibyśmy do wniosku, że Sakramenty są rzeczywistością. Nic poniżej Boga nie może zaspokoić człowieka. Dlatego zostają dane dwa wielkie Sakramenty. Jakże uderzająco są oczywiste! Boski Głód i Boży Pokarm. Ojciec nasz nie daje nam kamienia, gdy prosimy o Chleb. To element Religii Naturalnej. Człowiek domaga się Boga i wymyśla Sakramenty tam, gdzie nie są objawione. [Dziewczynka przeznaczona, by zostać matką, bawi się lalkami.]

**II. Kościół podtrzymuje nas, gdy życie osobiste słabnie.**

(a) Właśnie brakiem tego o mało nie upadł święty Tomasz. Jego osobista więź z Chrystusem zdawała się zerwana — i popadł w rozpacz. [Powiedziano, że ciało wspiera ducha nie mniej, niż duch podtrzymuje ciało — np. wyrobiłeś sobie nawyk modlitwy, a impet tego nawyku niesie cię naprzód, gdy siła motywu zamiera.] Podobnie z Kościołem. Nasza wiara słabnie — ale jeśli jesteśmy prawdziwie złączeni z innymi duszami, ich wiara niesie nas naprzód. Przestajemy wierzyć w siebie — lecz Kościół wierzy w nas, mówi nam, że jesteśmy dziećmi Bożymi.

(b) Gdy jesteśmy w prawdziwej potrzebie, ona działa za nas — gdy nie możemy się modlić, ona modli się za nas, w godzinie śmierci — po śmierci, gdy leżymy, prawdopodobnie bez zdolności wyboru, ona zanosi nieustanne modlitwy i ofiary w naszym imieniu.

(c) *W samotności otwiera ramiona.* — Absolutnie potrzebujemy domu. Niedobrze człowiekowi być samemu. Potrzebujemy atmosfery życzliwości. Jesteśmy samotni w tym, co najwyższe — rodzina nas nie rozumie. Uważają nas za marzycieli. A oto nowa rodzina szeroko otwarta. Drzwi opadają — i oto grono wiernych wierzących jak my, mających tę samą nadzieję, miłujących tego samego Pana, a dalej w głębi mroku widzimy Wiernych Departed — Świętych. Nie ma samotności. [„Jestem samotną starszą panią — i lubię myśleć, że Aniołowie i Święci mają mnie w swojej opiece."] (Czy nieobecność tego nauczania nie ma wiele wspólnego z rozwojem spirytyzmu?)

(d) *Jak każdy dom ma swoje rodzinne zwyczaje.* — Łatwo je praktykować, trudno dostrzec ich sens z zewnątrz.

Możesz mieć Religię Osobistą — ale tracisz połowę duchowej radości, jaką Bóg zapewnia, jeśli zapominasz, że Ten, który jest twoją Głową, jest zarazem Głową Kościoła.

---

*Dz 1, 3: Ukazywał się im przez czterdzieści dni.*

Dotarliśmy do ostatniego wieczoru wielkich Czterdziestu Dni. Apostołowie poruszają się jak we śnie, przyjmując najbardziej zdumiewające wydarzenia spokojnie. Wielkie wstrząsy ogłuszają wyobraźnię. Niezwykłe napięcie Niedzieli Palmowej, potem załamanie, ciemność, potem chwała Wielkanocy — a teraz przez czterdzieści dni nigdy nie wiedzą, kiedy się zjawi — za murami, w mieście, nad jeziorem, na górze, w karczmie przy drodze.

Zdawałoby się bardziej naturalne, gdyby Wniebowstąpienie nastąpiło tuż po Zmartwychwstaniu. Tymczasem minęło czterdzieści dni. Rozważmy kilka powodów.

**I. By upewnić uczniów o Zmartwychwstaniu.**

My wyrośliśmy w przekonaniu o nim — a i nam jest trudno. [Ksiądz powiedział mi, że prawie lękał się Adwentu. Przerażająca tajemnica Wcielenia go niepokoiła. Czy wierzy? Oczywiście, że wierzy. Całe jego życie jest jej poświęcone — i to jest dowód.] Ale jakże trudno było im!

(1) *Konieczne jest ukazywanie się raz po raz.* — Cóż za zdumiewający cud! Widzieli Go martwego i pogrzebanego, zranionego w każdym miejscu. Gdyby tylko zemdlał i odzyskał przytomność, byłby przykurczonym, szepczącym kaleką — odpychającym i przerażającym. Gdyby widzieli Go tylko raz, tak łatwo mogliby to złożyć na karb złudzenia, obrazu rzuconego przez mózg lub ducha.

(2) *Konieczne jest ukazywanie się w różnych miejscach.* — Gdyby tylko w jednym miejscu, to miejsce mogło być nawiedzonym. Zdaje się, że wielkie tragedie mają moc naznaczania materii tajemniczymi siłami duchowymi. Lecz On ukazywał się w dzień i w nocy, w każdych okolicznościach.

(3) *Konieczne jest ukazywanie się jednocześnie więcej niż jednej osobie.* — To jest ostatecznie dowód naukowy. Powiedz człowiekowi nauki, że widziałeś zjawę — powie: „imaginacja"; lecz jeśli inny widział ją w tym samym czasie, zainteresuje się. I tak Pan ukazał się kobietom, Apostołom, dwóm uczniom, pięciuset braciom naraz, pod gołym niebem, w pełnym świetle dnia.

Czy nie jest przejawem troskliwości wobec naszego braku wiary, że pozostał przez te czterdzieści dni na ziemi?

**II. By przyzwyczaić ich do nowego sposobu swej Obecności.**

Żyli z Nim w bliskiej łączności i nauczyli się na niej polegać — „Panie, czemu teraz nie mogę iść za Tobą?" — „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego" — jak tego pragnął. Lecz gdyby nagle wstąpił do nieba, jak porzuceni by się poczuli. Musiał więc nauczyć ich, że przebywa w świecie duchowym, nie skrępowany warunkami ziemskimi. „Aż do skończenia świata" nic by nie znaczyło. Toteż, stopniowo wycofując widzialną Obecność, nauczyli się wierzyć. Nigdy nie wiedzieli, kiedy się ukaże — przy połowie ryb, w drodze, w rozmowie. Nie mogli postępować niegodnie ani zapomnieć o Nim, skoro w każdej chwili mógł być obecny.

Całe ich późniejsze życie jest tego świadectwem. Owi ubodzy rybacy głosili wymownie, znosili mężnie, „poczytywali wszystko za gnój" — bo żyli w Świetle Jego Obecności. [Wizja świętego Szczepana, świętego Pawła, świętego Jana nie była dla nich cudem.] Chrystus był tam obecny — wiedzieli o tym sami.

**III. By otworzyć ich oczy ku rozumieniu Pism.**

[Zagadkowy obrazek.]

Prawie niepojęte dla nas, że uczniowie nie rozumieli, iż Chrystus jest centrum Starego Testamentu. Każda księga jest Nim pełna. Czy kiedykolwiek próbowałeś czytać Stary Testament od deski do deski, starając się Go tam znaleźć? W typach i cieniach jest On w każdej księdze. Lecz dla uczniów proroctwa o Nim nie były tak wyraźne. „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy!" — najłagodniejsza nagana. Objaśniał im w Emaus, a potem i w Wieczerniku, wszystko, co Go dotyczyło. Jakże konieczne dla nich! Musieli „zacząć od Jerozolimy" — głosić tym, którzy Prawo znali na pamięć — a jakiż większy znak mogli przedstawić, niż ten, że ów Mesjasz, Jego cierpienia, odrzucenie i śmierć — wszystko było w Pismach. Toteż ich kazania w Dziejach Apostolskich pełne są Pisma. Przegląd historii Izraela — a kluczem i rozwiązaniem jest Chrystus.

**IV. By pouczyć ich o sprawach dotyczących Królestwa Bożego.**

Pan nasz nie pozostawił po sobie nowej Księgi, lecz Kościół. Przekazał Tradycję, której główne punkty, konieczne do zbawienia, zawarte są w Nowym Testamencie. Powierzył im władzę uzupełniania stanu duchownych, wyświęcania starszych i diakonów. Trójstopniowe kapłaństwo z pewnością tkwiło w zarodku w ustnym nauczaniu Pana. Chrzest dzieci, sposób i częstotliwość udzielania Sakramentów, Bierzmowanie, Posługa Pojednania — wszystko to, co w Pismach zaledwie jest zaznaczone, a w Kościele funkcjonuje w pełnym porządku, — wszystkiego tego trzeba było nauczać ustnie. To jest nasza główna zasada jako katolików: w kwestii metody interpretacji, porządku Kościoła itp. musimy odwoływać się do Tradycji Kościoła. Do niej odwołuje się Modlitewnik.

*Zakończenie.* — I tak oto w tej chwili Pan czeka w Niebie. Tu na ziemi jest Jego Kościół — rozdarty, poraniony, lecz zdolny do uzdrowienia. Tylko żywy organizm może się sam uleczyć. To Królestwo, które On założył, jest pośród nas — całe wsparte na Zmartwychwstaniu jako swym najgłębszym fundamencie, zamieszkane przez Jego trwałą Obecność, niosące Biblię jako swój podręcznik, ciągle na dawnym wzorze pierwszych wieków, nade wszystko podtrzymywane i chronione przez swego Pana, który je stworzył i odkupił. „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?"

---

*(i)*

*Łk 24, 50–51.*

Wprowadzenie. — Strome zbocze usiane drzewami oliwnymi i ogrodami. Gdy wchodzimy ku Jerozolimie, roztacza się jak na mapie. Dziś wskazuje się pewne miejsce na szczycie, gdzie nastąpiło Wniebowstąpienie, lecz bardziej prawdopodobne, że nieco dalej w prawo i ku tyłowi — „aż do Betanii", na równi z nią. Gdy zamknęli oczy na czas Błogosławieństwa, głos zaczął się oddalać; spojrzeli — nisko płynący obłok; gdy się rozwiał, było tylko niebo, puste — lecz dwie nowe postacie, które powiedziały im prawdę i że „On przyjdzie znowu."

Rozważmy pokrótce kilka powodów Wniebowstąpienia.

**I. Jest ono dopełnieniem Jego dzieła na ziemi.**

Każde życie ma swój właściwy kres — gdy kończy się inaczej, czujemy wstrząs. Lecz gdy żołnierz ginie w boju, marynarz w burzy, starzec w domu przy dzieciach, kapłan na posterunku — czujemy, że nie chcielibyśmy, by było inaczej. Śmierć Pana, mimo jej grozy, ma pewną stosowność. Baranek Boży musi umrzeć śmiercią krwawą. Mąż Boleści musi umrzeć „wzgardzony i odrzucony" — jednak potrzebujemy przeciwwagi: i znajdujemy ją we Wniebowstąpieniu. Ten, który „dokonał swego dzieła" tak doskonale, powinien mieć doskonałe odejście. Król Chwały powinien mieć triumf.

A jednak ten Król ma „Królestwo nie z tego świata." Królestwo, które wzrasta w ciszy i ukryciu — toteż choć jest to triumf, nie dzieje się na oczach świata, nie z Dziedzińców Świątyni, gdzie przerażeni kapłani kłaniają się przed Nim — lecz pośród cichej adoracji, z dala od miasta, widoczny dla wiernych, lecz dla nikogo innego.

**II. Jest ono wywyższeniem natury ludzkiej.**

To jednak nie tylko triumf Boga, ale triumf Człowieka — taka jest myśl w Liście do Hebrajczyków: „Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom." Wstępuje człowiek. Jak niekiedy ogarnia nas rozpacz na widok natury ludzkiej — w gazetach, w kronikach zbrodni, lub w sobie samych, w naszej sparaliżowanej woli — „zła, którego nie chcę, tego właśnie dokonuję." Tu mamy wspaniałą zachętę: ów Kształt wstępujący na Dziedzińce Nieba jest Doskonałym Człowiekiem. Jest w tym poczucie wyjścia z pułapki. Nie może być pesymizmu w obliczu Wniebowstąpienia. Szyderstwo szatana, że rodzaj ludzki jest zupełnie skażony, milknie — bo Natura Ludzka została wniesiona na Tron Boży. Dla nas wszystkich jest możliwość odkupienia.

**III. Jest ono wejściem w Jego dzieło w Niebie.**

Nieznajomość tego dzieła w Niebie leży u źródeł tylu sporów wśród chrześcijan. Prawda, że Pan w pewnym sensie „dokonał swego dzieła" — ale to dzieło musi być jeszcze zastosowane. Tak jest z każdą inną „ukończoną" rzeczą. Ukończona, by mogła być zastosowana. Książka. Laska. Pan przechodzi teraz, niosąc Krew, niosąc udoskonaloną Naturę Ludzką i ofiarowaną Ludzką Wolę — by je przedstawić.

Musimy teraz mówić o tych rzeczach w kategoriach czasu. W pewnym sensie Baranek był „wiecznie zabity." Dawid był zbawiony Krwią Kalwarii nie mniej niż my. A jednak, w naszych ludzkich ograniczeniach, musimy powiedzieć, że we Wniebowstąpieniu Jego nowe dzieło „się rozpoczęło." Cała łaska zasłużona przez owo doskonałe Życie — niewyczerpana — zaczyna spływać na ziemię jak potok, z przemożnej siły Wstawiennictwa przed Obliczem Ojca, który „tak umiłował świat, że Syna swego dał."

**IV. Było warunkiem daru Pocieszyciela.**

Poruszamy się tu wśród wielkich tajemnic. Dotyczy to samej Istoty Boga. Możemy tylko powtarzać słowa Pana, że „jeśli nie odejdzie, Pocieszyciel nie przyjdzie do nas." Było „konieczne" — więcej powiedzieć nie możemy — by trzecia wielka dyspensacja była dyspensacją trzeciej Osoby, i że tylko przez Niego możemy posiadać Chrystusa. Żaden dar Chrystusa — nawet Jego własne najdrogocenniejsze Sakramenty — nie może do nas dotrzeć inaczej, jak przez Ducha Świętego. „Nie po to, by zastąpić nieobecność, lecz by wypełnić Obecność Chrystusa."

Tak minęło te dziewięć dni. Znowu tajemnica. Czy możliwe, jak sugerowano, że owe dziewięć dni wyobraża dziewięć chórów świata Anielskiego, i że Natura Ludzka przechodzi stopień po stopniu — od bycia „mniejszą od Aniołów" do bycia „uwieńczoną chwałą i czcią"?

I tak dotarliśmy do Triumfu. Jesteśmy zbyt uwikłani w ziemskość, by odczuwać tę samą intensywność radości co na Boże Narodzenie. To najtrudniejszy akt wiary — „sercem i umysłem wstępować tam." Lecz przynajmniej możemy radować się Jego radością — Tego, który przeszedł ponad niebiosa, niosąc ze sobą samą Naturę nas, grzeszników, których umiłował i za których oddał życie.

---

*(ii)*

Głoszone w: Kemsing. St. John's, Guisborough. All Saints, Clifton. Good Shepherd, Carshalton. St. Matthew's, Stoke Newington. St. Hugh's, Market Harborough. St. Albans, Bradford. 1900. St. Agnes, Kennington. Runwell. St. Andrew's, Worthing. St. Matthew's, Burnley, 1901. St. Michael, Halifax. St. Olave's, York. St. Barnabas, Tunbridge Wells. Hebden Bridge. Cable Street, Rawmarsh. St. Giles', Cambridge. St. Paul's, Mirfield. All Saints, Wellingborough.

*(Dołączono z dłuższej formy Notatek, właściwie należących do serii kazań roku 1900.)*

*Dz 17, 28: W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.*

(Pewien przyjaciel powiedział kiedyś, że lubi przebywać sam w pokoju nieznajomego — by z pokoju poznać jego charakter.)

Wprowadzenie. — Mowa wygłoszona na Areopagu — bezpośrednio za Świątynią Marsa — poniżej „Eryni" — wysoko po prawej stronie Akropolu — świątynia i gigantyczny posąg Ateny — z kości słoniowej i złota — poniżej świątynia Tezeusza — w każdym kierunku ołtarze, posągi — zadziwiająca piękność.

Wszystko to były świadectwa świata nadprzyrodzonego. Tak w całych Atenach — i na wsi — przy strumieniach — ołtarze nimf — w codziennym życiu teatr na pół świątyni — ofiara składana — ołtarz — picie — kąpiel — wszystko to działania na wpół święte.

(Tak teraz w Indiach — cieśla modli się do swego młotka.) Wszystko to rodzi intensywne uświadomienie świata nadprzyrodzonego — świata bardzo złego — nieczystego — kapryśnego — lecz oba światy — zmysłów i ducha — były ze sobą ściśle przeplatane.

**I. Święty Paweł musiał zastąpić świat diabłów światem łaski.**

Głosił Ewangelię — „nieznanemu Bogu."

Jeden Bóg — zamiast wielu.

Bóg Święty — zamiast lubieżnych i nieczystych — którzy szydzili z niewinności.

Bóg Miłujący — zamiast obojętnego.

[Porównaj Hermesa i Bachusa — kuszącego kiścią winogron boga pijaństwa — to piękne — lecz czy boskie?

Matka Boska z Dziecięciem: przedziwna czystość — Dziecię patrzące ku światu, by go błogosławić.

Ich księgi religijne muszą być ocenzurowane, zanim angielski chłopiec będzie mógł je czytać.]

Nade wszystko Bóg Wcielony — który umarł z miłości — „głupstwo dla Greków" — absolutnie sprzeczne z grecką ideą.

Porównaj Apollina i Krucyfiks!

[Apollo — doskonałe zwierzę — symetria — mięśnie — poza głowy — nerwiaste członki — wszystko w „pysze życia."

Krucyfiks — wykrzywiony — wyczerpany — głowa zwisająca — zmęczone przygasłe oczy — „wzgardzony i odrzucony… znający boleść."]

Tak więc jego przesłanie brzmiało: „Istnieje wokół was świat duchowy. Macie rację, przypominając sobie o jego istnieniu — lecz nie jest to świat, który sobie wyobrażacie."

Kościół chrześcijański słusznie przejął wiele zwyczajów pogańskich — jak przejął pogańskie świątynie (np. w Egipcie).

Nasze procesje — obrazy — wszystko przejęte od pogaństwa. To jest chwała chrześcijaństwa.

**II. Dzisiejsza tendencja polega na odsuwaniu świata nadprzyrodzonego daleko.**

(1) Chodź dziś po dużym mieście. Rzeczy, które rzucają się w oczy, to budynki użyteczności publicznej [gdzie organizuje się sprawy kanalizacji i elektrycznych tramwajów] — dworce — banki — teatry — nie obiekty religijne. Gdybyś zaproponował postawienie krzyża lub krucyfiksu na środku ulicy, ludzie byliby zszokowani i przestraszeni. [Nasze wsie pełne są pni krzyży, które angielscy materialiści ścinali. Jeśli ojcowie nasi zabijali proroków — my nie budujemy ich grobowców; poszliśmy dalej — niszczymy ich grobowce też, np. świętego Tomasza z Canterbury. Puste nisze Dworu Niebieskiego.] — nie z prawdziwego strachu przed bałwochwalstwem — mają własne bożki — lecz dlatego, że wyraźnie przybliżałoby to świat nadprzyrodzony przed ich oczy i umysły. Por. mówienie łaski — wspólna modlitwa rodzinna — odchodzą w niebyt.

(2) Wejdź do czyjegoś domu — fotele — obrazy — Biblia (jeśli jest, zakryta serwetką). Modlitwa — jedynie dogmat może nadać treść modlitwom. Katolik ma Matkę Bożą i Krucyfiks — Armia Zbawienia ma generała Bootha — bo w nich wierzą: a my co mamy? Jeśli mamy cokolwiek poza stołami lub porcelaną, to sentymentalne obrazki niczego w szczególności — i w to właśnie wierzymy.

Idź za nim w codziennym życiu — co go naprawdę porywa? Praca — rozrywki — piwo — fajka — piłka nożna — i wieczorne gazety!! Idź za nim w jego religii — Dożynki zamiast Bożego Ciała — nabożeństwo noworoczne związane z przemijaniem czasu, zamiast wiecznych prawd o zabitym Baranku. On nazywa to [Boże Ciało] materializmem — cóż za nieświadoma ironia!!! Człowiek jest znużony tą mężną, praktyczną, angielską osobowością, która wierzy wyłącznie w siebie — i w Boga ulepanego na swój własny obraz i podobieństwo.

(3) Głoś bliskość świata duchowego — tj. doktrynę sakramentalną — chrzest — rozgrzeszenie — Mszę — Świętych — lub choćby JEZUSA jako obecnego Zbawiciela — wszelka bowiem doktryna sakramentalna ukazuje, jak bliski jest świat duchowy — a ludzie są tym dotknięci: „niebezpieczne," „zabobonne," „niepraktyczne."

Życie byłoby nieznośne dla „człowieka praktycznego," gdyby uwierzył, że JEZUS naprawdę przychodzi na każdej Mszy — i że prawdziwa ofiara wznosi się do Boga — i że w samotności jest widowiskiem dla aniołów i ludzi.

Nasza obecna tendencja polega na rozdzielaniu tych dwóch światów — a oznacza to stopniowe wygaszanie duchowego. Np. gdy człowiek chlubi się „modlitwą w ukryciu" — „uwielbianiem Boga pod błękitnym sklepieniem" — „wyznawaniem grzechów samemu Bogu" — zaczyna je rozdzielać. Albo gdy mówi: „Niech funkcje obywatelskie będą wspaniałe, lecz religia niech będzie prosta" — rozdziela je. Nie można ich rozdzielać: „służyć Bogu i mamonie." „Jeśli Pan jest Bogiem — idź za Nim — we wszystkim, co czynisz; a jeśli mamona — idź za nią — we wszystkim — jak czynią jej czciciele."

**III. Naszym zadaniem jest świadczyć o bliskości świata nadprzyrodzonego.**

*(To jest myśl Odpustu Parafialnego — i jak wypełniamy nasze powołanie?)*

(a) *Przez nasze zewnętrzne czyny i przez cześć.* — Przez wszystko, co nazywa się „rytualistycznym." To gorszy — lecz uderza. (Człowiek w restauracji czyniący znak krzyża jest świadkiem — „on ceni obecność Boga wyżej niż opinię sąsiadów.")

Adoracja Najświętszego Sakramentu — zwłaszcza że nasi przełożeni pouczyli nas, że wyraża to Rzeczywistą Obecność.

Nie możemy wystawiać naszych krucyfiksów — są zrywane — ale możemy je nosić. (Pan przestrzegał przed motywem popisywania się — lecz teraz jest odwrotnie.)

„Ale to nie jest odpowiedni czas!" — O właśnie, że jest: „Kościół może kroczyć ostrożnie w czasach spokoju, a śmiało w czasach ucisku." Atakować będą tak czy owak — albo oskarżą o tajemniczość, albo o bezczelność.

(b) *Przez połączenie na nowo codziennego życia i religii.* (To wartość Dożynek.)

1. Prowadzenie naszych spraw po bożemu — kierując się wyłącznie sprawiedliwością.

2. Prowadzenie naszej religii po ludzku — zachowywanie reguł — wytrwałość — metodyczność — Kazanie na Górze — głodować, jeśli trzeba — bycie naturalnym.

3. Nade wszystko przez myślenie o sprawach niebieskich. — „W Nim żyjemy…" Pamiętaj o sobie w Obecności Boga, aniołów i wszystkich świętych. Nadaje ci to rys „obcości" — obywatele niebieskiej ojczyzny — pielgrzym.

*Zakończenie.* — Jesteśmy otoczeni rzeczami niebieskimi. Powietrze drży od łaski — widowisko dla ludzi i aniołów — Święty Szczepan w Sanhedrynie, święty Jan na Patmos — wystarczyło otworzyć oczy, a świat duchowy był tam — „Oto drzwi otwarte w niebie."

[Zamiast ptaków w locie — był widziany orzeł niosący Wieczną Ewangelię.

Zamiast Słońca — ujrzano Oblicze Jezusa.

Zamiast szumu Morza — usłyszano Jego Głos.

Zamiast Morza — morze szklane.

Zamiast plaży — bruk ze złota.

Zamiast ptaków — orzeł i aniołowie.

Zamiast fal — głos JEZUSA.

Zamiast Słońca — oblicze JEZUSA.

Zamiast obłoków — gromady aniołów.

Jest tu wokół nas — ten Kościół jest Bramą Nieba — gdybyśmy mieli oczy, by zobaczyć, powietrze jest pełne koni i rydwanów wokół nas.

Panie, otwórz nasze oczy!]

← wróć do odkrywania