*(nota wydawcy)*
Ks. Benson po raz pierwszy rozwinął temat, który tu przedstawia, jako materiał do konferencji dla katolickich studentów w Oksfordzie w semestrze letnim 1907 roku. Błędem byłoby szukać w nich jakiegoś szczególnego i naukowo ścisłego systemu psychologicznego. Benson posługuje się potocznymi pojęciami i wyrażeniami, idąc za własnym temperamentem. Jego argumentacja bywa narażona na wszelkie zarzuty, jakie łatwo wysuwać przeciw takiemu podziałowi działalności duszy — jak na przykład wtedy, gdy przedstawia Wolę jako ostro odróżnioną od Intelektu, a mimo to zasiadającą w sądzie nad racjami, które Intelekt jej przedkłada; Benson odpierałby je wszakże, mówiąc, że posługuje się przybliżonymi i łatwo zrozumiałymi analogiami, a jego zadaniem jest uczyć ludzi posługiwać się własną duszą, nie zaś snuć teorie na jej temat. Niemniej te notatki — zwłaszcza ustępy, które polecono nam oznaczyć gwiazdką — mogą łatwo być źle rozumiane. Kładąc tak mocny nacisk na rolę Woli, ks. Benson — może nieuchronnie, a zwłaszcza w tym, co stanowi jednak tylko notatki, szkic wymagający uzupełnienia jego własną wykładnią lub inteligentną interpretacją słuchaczy — zdaje się pomniejszać rolę Intelektu w aktach wiary i religijnej czci. Te zaś, wedle nauki katolickiej, nie są niezależne od Intelektu, tym mniej zaś z nim sprzeczne — ani w swoim początku, ani w swoim przebiegu. Ks. Benson znał dobrze te odmiany modernizmu, które negują lub pomniejszają ortodoksyjną naukę o tym, że w akcie wiary wola wspomagana nadprzyrodzoną łaską musi niejako uchwycić praktycznie te prawdy, które Intelekt jej pierwej przedstawia. Ten zaś, nie mniej oświecony łaską Bożą, przyjmuje je na słowo Boże jako Boże objawienie. Kościelne pozwolenie do druku zostało zatem udzielone ze względu na zaznaczenie i wyjaśnienie owych ustępów, co do których — z braku ścisłego ujęcia technicznego — mogłoby dojść do nieporozumień. Kazania wzbogaca uprzednia znajomość własnych procesów duchowych Bensona, one zaś z kolei rzucają na nie światło. W niniejszym tomie cytaty biblijne przytaczane są wedle Biblii Douay.
*I. Wola Boża*
Wstęp. — Stań na London Bridge nocą: brzęk i blask wielkiego miasta; białe światła; rudawe kominy; pociągi jak ogniste węże; parowce; huk maszyn; ryk ula. Wyobraź sobie ciche lasy pełne zwierząt, wielką rzekę, które niegdyś były tutaj. Zważ, że to wszystko zbudował człowiek — człowiek ze swym egoizmem, sprzecznymi pragnieniami, krótkim wzrokiem, ze swoją kruchością — a przez to wszystko przebijała się jego wola, usuwając przeszkody z drogi, stopniowo wznosząc to dzieło, które zwiemy Londynem. Omal upadasz na twarz w adoracji, jak czynią panteiści — nie przed tym czy owym człowiekiem, lecz przed Człowiekiem, który wydaje się niemal boski.
Potem patrzysz w rozległe przestrzenie… niepojęte odległości, wirujące słońca. Jedna jedyna gwiazda unicestwiłaby… i w jednej chwili Londyn kurczy się do rozmiarów mrowiska. „Cóż jest człowiek…" — jak rzekł Dawid w Betlejem. Bo to wszystko jest podtrzymywane przez Wolę Bożą. Na chwilę człowiek zdaje się niczym… lecz znów przywracasz równowagę — bo widziałeś największe rzeczy w bycie: Wolę Bożą i Wolę Człowieka.
Niech to będzie naszym tematem w tym Poście — wzajemne stosunki między Wolą Bożą a Wolą Człowieka. Dzisiaj — Wola Boża.
**I. (1) Transcendencja Boga.**
Uchwyjmy najpierw zasadę, że Bóg przerasta wszystko, co stworzył. Patrząc przed chwilą w górę, widzieliśmy zaledwie drobny szczegół tego, co On stworzył i podtrzymuje. Gdybyśmy ujrzeli także świat duchowy — Maryję na Jej tronie, miliony istot duchowych — niebo i piekło, i czyściec — nawet wtedy zaledwie przybliżylibyśmy się do zrozumienia Boga. On istnieje w innym sposobie bytu. Nie zajmuje przestrzeni; nie podlega postępowi. Nic nie można o Nim powiedzieć w dokładnie tym samym sensie, w jakim mówi się to o człowieku… On jest… To jest tajemnica, co do której widzimy, że tak być musi, a jednak jest całkowicie poza naszym zasięgiem. Gdy uczymy się poznawać Boga, wydaje się, że z początku możemy tylko mówić, czym On nie jest. Nie jest jak my. Nie jest ograniczony… Nie porusza się… Nie postrzega, nie rozumie, nie sądzi tak jak my…
Stopniowo, po niezliczonych negacjach, dostrzegamy ogromny pozytywny Fakt. On jest; i żaden inny nie jest Mu podobny — bo On jest Stwórcą, a my stworzeniami. Oto; powiedziano. Milczymy i adorujemy…
**(2) Immanencja Boga.**
Zstąpmy teraz i odetchnijmy niższym powietrzem. Ten transcendentny Bóg wyraził swój Umysł, swój Charakter w stworzeniu — Nieskończone i Wieczne w kategoriach przestrzeni i czasu. Nie wyczerpuje Go to: stworzenie nie jest — jak sądzą panteiści — Bogiem; nie jest nawet „wyrazistym obrazem Jego Osoby" — to zarezerwowane dla Innego — lecz stworzenie jest kształtem, w który Jego Wola się wylała. (Por. muzyk dochodzi do białożarowego rozżarzenia namiętności — pełen uczuć, pragnień, intuicji. Bierze drgania dźwięku i przelewa się w nie. A jednak sam je przerasta. Poznajesz go przez muzykę, a przecież jest w nim coś więcej.)
Gdy patrzymy na Stworzenie i Odkupienie — na całe Boże działanie wobec nas — mamy wgląd w Boga. Jest On immanentny w swoim stworzeniu — przeto wszystkie wielkie nauki: teologia, przyrodoznawstwo, sztuka — wszystkie mówią o Bogu, mówią nam o Bogu. Żadna gałąź wiedzy nie prowadzi gdzie indziej niż do Niego — (trudność niesłychana, by je pogodzić! lecz w ostatecznym rachunku to prawda). A jednak wróćmy na chwilę — gdy wszystko powiedziane, gdy cała przyroda leży jak mapa, gdy cała dogmatyczna teologia jest zdefiniowana — On jest transcendentny; On jest ponad wszystkim — wszystko jest prawdziwe, wszystko zostanie pogodzone; a my i tak zrobiliśmy nie więcej niż przeanalizowaliśmy doskonałą muzykę Jego Działania — kształt, w który wylała się Jego wola. On nadal stoi za wszystkim, taki jakim jest sam w sobie.
**II. Życie wewnętrzne.**
1. (1) To właśnie prowadzi nas do tego, co istotne — wiedza o Bogu nie jest sednem sprawy. Dlaczego prości są tak drodzy — ci, którzy nic nie wiedzą o transcendencji i immanencji, całkowicie nieświadomi nauki? Dlaczego oglądamy się ku wiekom wiary? Nie dlatego tylko, że wiedza o Bogu była tak powszechna; lecz dlatego, że wierzymy, iż powszechne było poznanie Boga. Galileusz był wielki; lecz św. Franciszek — większy. Akwinata: „Samego Ciebie, Panie" — nie „głębszego wglądu, błyskotliwszego uchwycenia intelektualnego" — lecz „Samego Ciebie".
(2) Jest bowiem w człowieku władza bardziej zdumiewająca niż wszystkie inne. Jest on stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Jest „capax Dei".
Tu zatem świętobliwe dziecię jest nieporównywalnie większe niż błyskotliwy, pozbawiony miłości teolog.
„Jeśli kto słyszy głos mój, będę z nim… wieczerzy i on ze Mną". Bóg niejako odsuwa na bok swe nieskończoności i Transcendencję; dziecię przechodzi przez nie jak przez oszałamiający pałac, by znaleźć swego Ojca. Obaj spotykają się w uścisku. Bo „to jest życie wieczne, aby poznali Ciebie i Jezusa Chrystusa".
2. Widzisz zatem te dwa wielkie rozmachnięcia Woli Bożej.
(a) Przywiódł świat do istnienia, ukrył tajemnicę za tajemnicą swego Umysłu w ziemi i kwiatach, i zachodzie słońca. Jest Immanentny. Można Go poznać i miłować przez Jego Dzieła; bo każda nowa piękność jest zachętą do miłowania Go.
(b) A przez cały ten czas On sam spoczywa ukryty w sercu. „Królestwo Boże jest wewnątrz". Kontemplatyk stoi wyżej niż uczony przyrodnik czy nawet teolog — tamci studiują o Bogu — ich praca jest konieczna i pożyteczna — poznają królestwo, które leży zewnątrz. Lecz Kontemplatyk mieszka w Królestwie Wewnętrznym. Odsuwa wszystko inne na bok; ono go pochłania, fascynuje — tam, w pobielonym wapnem klasztornym pokoju, zapada się coraz głębiej, przez obrazy i rozważania, i idee, ku Temu, który spoczywa wewnątrz i poza nimi wszystkimi, nieskończenie daleki i bliski.
Niech to więc będzie naszym studium. Tu jest Wola Boża — poza tym materialnym światem, a przecież wyrażająca się przez niego. Oto jesteśmy my — jedyni spośród wszystkich rzeczy zdolni do zrozumienia Go i poznania Go. Zobaczmy, jak wprowadzić się w te stosunki i jak w nich trwać — bo On nas stworzył dla siebie; a serce nasze niespokojne jest, dopóki nie spocznie w Nim. „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni".
*Powtórzenie.* — Ostatnio rozważaliśmy Wolę Bożą jako jedyną wielką siłę sprawczą w bycie. Każdy ruch i każde istnienie pochodzi z niej bezwzględnie — w kształtowaniu się kropli rosy, w wirze epok, w tchnieniu łaski. Wszystko to nieustannie zmierza ku celowi, ku wypełnieniu samej siebie. *Fiat Voluntas Mea!*
*Wstęp.* — Lecz to, co zwiemy Religią — choć w rzeczywistości całe życie jest religią — systemy wierzeń, itd. — bezpośrednie, zamierzone obcowanie z Bogiem — te przybliżają nas do Jego Serca. Prócz pośredniego poznania Boga przez naukę i sztukę — jest bezpośrednie poznanie Go w sercu; i to przybrało kształt w różnych religiach.
**I. Religie naturalne.**
Naszym pierwszym odruchem jest przed nimi wzdrygać się — potępiać je, by wysławiać własną; uważać własną wiarę za wyłączną. To z pewnością wielki błąd. Sprowadza to naszego Boga do bóstwa plemiennego. Lecz gdy raz wyobrazimy sobie Wolę Bożą jako jedyną Siłę, dostrzegamy, że nic — nawet najbardziej zdegenerowane obrzędy — nie jest całkowicie pozbawione prawdy. Są jak potworne cienie, zniekształcone karykatury — lecz karykatury prawdy. Gdy to pojmiemy, jakiego wsparcia nasza wiara doznaje! Dogmat po dogmacie Kościoła katolickiego okazuje się zilustrowany. Objawienie przemienia instynkty człowieka. Ofiara, skrucha, sakramentalia, Komunia, Odkupienie… — wszystko okazuje się tkwić głęboko w sercu człowieka jako resztki dawnego objawienia w duszy. Gdy patrzymy na te straszliwe cienie — ogarnia nas lęk, zastanawiamy się, jakim musi być Bóg. Aż wreszcie przychodzi Wcielenie, cienie wirują i znikają, a my stoimy w pełnym blasku światła.
**II. Kościół katolicki.**
Oto więc w Kościele katolickim mamy wielki i ostateczny organ Woli Bożej — wszystkie inne systemy religijne są tylko drobnymi dopływami; wszelka nauka, sztuka i wiedza są tylko nikłymi strumyczkami. Tu jest wielki centralny nurt wypływający spod Tronu — Wola Boża — nasze uświęcenie.
(1) *Osobowość Kościoła.* — Możemy wyobrażać Kościół pod tysiącem obrazów: sieć, pole, perła, królestwo — każdy z nich jest prawdą. Lecz najpełniejszą prawdą jest wyobrażać go jako Osobę.
(a) Zobaczmy, co zwykle rozumiemy przez Osobę. Jest to centralna świadomość otoczona przez pewną liczbę jednostek. Jestem wiązką tysięcy rzeczy — myśli, dążeń — które skupiają się w jednej świadomości.
(b) Zobacz, jak ludzkie społeczności zdają się rozwijać jakby rodzaj osobowości — ława przysięgłych, komitet… nie są to tylko sumy ich jednostek. Tłumem miota namiętność, która przerasta sumę jego jednostek — rodzina ma prawdziwy charakter.
(c) Tak samo Kościół katolicki. Jest jednością woli; jest, jak rzekł Pan nasz, Winoroślą; jest Oblubienicą; jest Królową — złożoną z niezliczonych jednostek, które — o ile są prawdziwe — skłaniają się ku zatraceniu jednostkowości. To z pewnością jest prawdziwą przyczyną, dla której Sąd Prywatny jest jej wstrętem. Musimy żyć przez Kościół, mówić i myśleć razem z Kościołem. Jego osobowość — w miarę jak dąży ku doskonałości — zmierza coraz bardziej ku centralizacji. Nie jest on tylko sumą swoich jednostek. Przerasta je wszystkie.
Lecz znowu — tu jest tajemnica. Wznosi się na taki szczyt bytu, że utożsamia się z Bogiem. Jeśli głos ludu jest — w przenośnym sensie — głosem Boga, o ileż bardziej jest nim głos ludu wybranego. Pan nasz potwierdza to w zdaniu doniosłym: „Jam jest winna macica, wy jesteście latorośle". Nie ma zatem prawdziwego rozróżnienia między głosem Kościoła a głosem Boga. Ten, który przyodział się Ciałem ze swej Matki — Matki Świętych — przyobleka się w Ciało dzień po dniu w swoim Ciele Mistycznym. Jak cząstki Jego Ciała zmieniały się na ziemi, zachowując tożsamość — tak że Ciało narodzone w Betlejem zostało ukrzyżowane — tak teraz istnieje tożsamość między Katakumbami a Katedrą. I nade wszystko Duch, który ożywił Ciało w dniu Zesłania Ducha Świętego, ożywia je i dziś. „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni".
(2) *Wola Kościoła.* — Teraz z pewnością rozumiemy: „Wierzę w jeden święty… Kościół". Pokładam ufność w jego Woli tak jak w Woli Chrystusa — są one tożsame. Nie jesteśmy Towarzystwem dla badań starożytniczych… jesteśmy raczej jednostkami w Ciele Boga. Ziarno rozsiane na górach staje się jednym Chlebem, konsekrowanym przez naszego Melchizedeka, przeistoczonym w jedną Ofiarę… Można by to rozwijać bez końca… widząc, jak Życie na ziemi jest przedłużane… jak cuda Chrystusa, Jego słowa, Męka… są przedłużane…
Pragnę jednak zatrzymać się przy jednej myśli.
Ta Wola Kościoła jest jedna, nie mnoga. Nasza wyobraźnia odczuwa pewien niepokój, gdy myślimy o niektórych szczegółach naszej wiary — gdy rozważamy na przykład dziesięć tysięcy kapłanów odprawiających mszę równocześnie: czy naprawdę ci wszyscy mężczyźni dokonują tego cudu? Gdy dziecko przynosi krzyżyk do pobłogosławienia… czynię znak krzyża i oddaję go z powrotem! Czy naprawdę go błogosławię?… Ja, małe, indywidualne człowieczeństwo, sprowadzam nań błogosławieństwo Trójjedynego Majestatu… Ach! ilu zachwieje się w wierze, myśląc o takich rzeczach?
Lecz raz pojąwszy przez chwilę, że Wola Kościoła jest jedna; że działa ona przez każdy akt… że kapłan, który „zamierza to, co zamierza Kościół", łączy tym aktem swoje moce z Wolą Kościoła… jak ruch mojego palca jest aktem mojej woli… a dalej: że Wola Kościoła jest Wolą Boga, który stworzył niebo i ziemię… — to wszystko staje się dość proste. Sakramenty nie są zaklęciami; odpusty nie są nieprawdopodobnymi przechwałkami. Jest to jedna potężna Wola Boża, spływająca przez ów Organ, który uczynił Mistycznym Ciałem swego Syna.
*Zakończenie.* — Jakież to olbrzymie roszczenie… daleko poza ludzką zuchwalość, by je wymyślić! A jednak — gdy raz to ujrzymy — jakże proste, pewne i oczywiste! Wznieś się raz ponad swoją jednostkową izolację, porzuć swe ograniczenia, stań się mniej zaściankowy — spójrz na cały świat, strumień wieków, Wszechświat jako Wolę Bożą, która wszystko podtrzymuje lub wszystko ku sobie pociąga… a Kościół katolicki staje się koniecznością jako centralny i nieomylny organ Jego Woli.
„Gdyby nie było Kościoła katolickiego, trzeba by go wymyślić!"
*Powtórzenie.* — Rozważaliśmy Wolę Bożą w ogóle i Wolę Bożą jako wcieloną w Kościele katolickim: cały nurt skierowany ku człowiekowi. Teraz trzeba nam zobaczyć przedmiot tego wszystkiego.
**I. Ustrój człowieka.**
Gdy zaglądamy w siebie, dostrzegamy jakąś wspólnotę sił: z początku całkowicie dezorientującą — jak patrzenie na mrowisko lub na miasto z balonu. Jest to tak mylące jak wówczas, gdy po raz pierwszy patrzymy na przyrodę i próbujemy pojąć, o co w niej chodzi. I nie bardziej niż przyrodę w pełni rozumiemy przyrodę, rozumiemy samych siebie. A jednak badanie nauczyło nas pewnych praw o przyrodzie, a psychologia — o nas samych. Są te same pozorne sprzeczności, nastroje i arbitralne ruchy, stopniowo grupujące się. I podobnie jak te w przyrodzie nabierają zrozumiałości dopiero wtedy, gdy grupujemy je wokół Woli Bożej — tak i nasze własne dopiero wtedy, gdy grupujemy je wokół naszej własnej woli. Przypisywanie wszystkiego przypadkowym okolicznościom, dziedziczności itd. — w sobie samych — prowadzi do równie dzikiego zamętu, co sądzenie, że świat jest wynikiem przypadku.
Różne skłonności i siły w nas samych zostały dla wygody pogrupowane w klasy. W istocie są wszystkie przejawami jednej siły; lecz wygodnie jest wyrażać je z osobna.
Wyobraź je sobie zatem jako wspólnotę — rodzaj Gabinetu rządzonego przez Monarchę.
1. (i) *Intelekt.* — Rodzaj Premiera. Ma zimno rozważać dane mu fakty. Ma analizować, ważyć, oceniać, sprawdzać i podsumowywać fakty, możliwości i niebezpieczeństwa. Musi kalkulować… Rodzaj Ministra Skarbu.
(ii) *Pamięć.* — Stary mąż stanu, który żyje przeszłością: przytacza precedensy; polega wyłącznie na doświadczeniu; opowiada, co się zdarzyło poprzednio w podobnych okolicznościach; absolutnie konieczna dla bezpieczeństwa całości.
(iii) *Wyobraźnia.* — Żyje niemal całkowicie przyszłością; pesymistyczna lub optymistyczna: marzy, tworzy teorie, buduje. Pozostałe byłyby bez niej odtwórcze i bez polotu. Przynosi ryzyko, ale i natchnienie.
(iv) *Emocja…* to mówca Rady — gdy przemawia, porywa go ogniem i wymową, przeprowadza sprawy siłą uczucia.
Każda ma zatem swoje funkcje; każda jest konieczna; lecz każda ma też swoje niebezpieczeństwa.
(i) Intelekt może być błędnie poinformowany, może się mylić, dać się schwytać przez sofizmaty; może tyrannizować, być zbyt zaściankowy i despotyczny.
(ii) Pamięć może być zawodna; może wyolbrzymiać własne znaczenie; może zmyślać; może być zbyt bojaźliwa, zawsze się cofać i eksperymentować.
(iii) Wyobraźnia może być zbyt żywa i optymistyczna, lub zbyt chorobliwa, rozgorączkowana, niezdrowa.
(iv) Emocja może być zbyt namiętna i patetyczna; to czysto fizyczne pożądanie; lub słodkawe i sentymentalne.
Tak więc jesteśmy ukonstytuowani; każda władza ma swój pożytek i swoje niebezpieczeństwo; musimy jak najlepiej radzić sobie z naszymi doradcami.
2. Lecz najwyższa jest Wola. — Jest Monarchą; musi dać przyzwolenie, nim coś stanie się Prawem. Udziela audiencji radcom; niemal nigdy — z wyjątkiem jednego nadprzyrodzonego przypadku — nie odrzuca wszelkiej rady. *Lecz musi wybierać między sprzecznymi wskazaniami. Innymi słowy — jest wolna.
Musi kontrolować i powściągać swoich radców.
(i) *Intelekt.* — „To jest sprawa wyłącznie dla ciebie. Czy 2+2=4? Nie chcę, by emocja i wyobraźnia doradzały."
„Cofnij się! Powiedziałeś dość. Czy mam zawrzeć tę przyjaźń? Wyobraźnio, chodź mi zamiast pomóc!"
(ii) *Pamięć.* — „Naprzód. Powiedz mi, czy ryzykować. Co się przedtem zdarzyło?"
„Cofnij się. To są szczególne okoliczności. Intelekcie, chodź i przeanalizuj je dla mnie."
(iii) *Wyobraźnio.* — „Chodź — jest muzyka do słuchania. Powiedz mi, czy muszę się wzruszyć."
„Idź precz… to zbyt wielkie ryzyko. Muszę zaufać starej pamięci."
(iv) *Emocjo.* — „Chodź i zainspiruj mnie. Zdecydowałam działać — pomóż mi działać energicznie."
„Idź! Ogłuszasz i dezorientujesz mnie. Muszę być spokojny." — Tak więc musi rządzić. Jeśli nie rządzi — jest anarchia.
**II. Cel.**
Czymże jest zatem cel, dla którego istnieje ta Wspólnota?… jej ostateczna Polityka. Każde królestwo ma jakiś szczyt, jakieś warunki, które oznaczają sukces lub klęskę.
(a) Spójrz znowu z London Bridge. Oto Londyn — sukces w pewnym sensie; jest kwitnącym miastem z nowoczesnymi udogodnieniami. Ma pociągi, telegraf, oświetlenie… Dlaczego? Z pewnością dlatego, że Londyn słucha Naturalnej Woli Bożej.
Parowiec działa, bo słucha się rozszerzania pary; oświetlenie — bo słucha się procesów chemicznych… nie zaś podbija się je.
(b) Ajax sprzeciwił się elektryczności i zginął. Marconi poddał się jej, poznał jej prawa i wolę, i prosperuje!
Podobnie jest z postępem umysłowym. Te szkoły, które widzisz, są miejscami, gdzie praw się uczy — nie tworzy. Dziecko uczące się francuskiego i kształcące się, nie tworzy praw, lecz się ich uczy.
Dążyć ku przeciwnemu — to prawdziwe szaleństwo. Mówić: „Skoczę z tego domu, bo jestem wolny od Grawitacji." „Będę mówić bez ładu, bo nie chcę być skrępowany."
(c) To samo dotyczy całego duchowego Człowieka. Postępuje on nie przez sprzeciwianie się Woli Bożej; lecz przez pokorne jej poznawanie i wypełnianie jej. Mówić: „Jestem wolny… złamię Szóste Przykazanie" — to śmierć, to grzech śmiertelny.
Lecz w pewnym sensie człowiek jest wolny. Może pozostać „wolny", odmawiać uczenia się praw przyrody i umysłu, i zatrzymać się jako dzikus i grzesznik. Może poddać się — uczyć przyrodoznawstwa, praw umysłu i łaski; i przez to wprowadzić swoją wolę w jedność z Wolą Bożą, nabywając ogromnej mocy; zjednując sobie wszechmoc jako sprzymierzeńca.
*Zakończenie.* — Czym zatem jest cel tej dziwnej mieszaniny, którą zwiemy Jaźnią? Wola człowieka jest skuteczna jedynie wtedy, gdy poddaje się Woli Bożej. Nasze niebezpieczeństwa tkwią w niezrozumieniu tego… A wzorem jest Pan nasz — „który nie przyszedł czynić woli swojej, lecz woli Tego, który Go posłał".
*„Ty człowiekiem się wydajesz i Bogiem,* *Najwznioślejszy, najświętszy z ludzi, Ty:* *Nasze wole są nasze — skąd? — nie wiemy;* *Nasze wole są nasze — ku Twej woli."*
*Powtórzenie.* — Myśleliśmy o tym, jak Wola jest dominująca w człowieku i o jej stosunkach z Bogiem. Jedynie przez zjednoczenie z Jego Wolą przychodzi pokój i moc, a zjednoczeniem między nimi jest Łaska. Ona zaczyna, pobudza, utwierdza i wywyższa. Zaczyna od Woli i stopniowo zalewa inne władze. Święty to ten, u kogo wszystkie władze są nią przeniknięte. Przyjmując zatem Łaskę za daną — rozpatrujemy teraz role, jakie gra oświecona Wola.
*Wstęp.* — Wszyscyśmy słyszeli o książce *Wola wierzenia*. Tytuł znakomity i znamienny.
… A jednak z początku zdaje się sugerować, że wiara jest niczym więcej jak autosugestią — że człowiek może wierzyć w co chce. To po części prawda, lecz nie cała. Zastanówmy się. Najpierw człowiek miłuje — potem ma nadzieję w to, co miłuje — potem wierzy w to, czego się spodziewa. Wszystko opiera się w końcu na tym, co miłuje.
Prędzej czy później człowiek miłujący zmysłową rozkosz uwierzy, że jest ona najwyższym dobrem.
**I. Przesłanki wiary.**
Wielu nigdy nie kwestionuje systemu, w którym zostało wychowane. Nie przychodzi im do głowy, że coś innego może być prawdziwe. (Bóg ma z pewnością swoje racje.) Ale wielu z nas rozważa — wszyscy nawróceni, na przykład. Mamy czasy ożywionej aktywności religijnej; nie możemy nie zdawać sobie sprawy, że istnieją inne systemy wierzeń.
Weźmy sprawę najszerzej — i mamy taką sytuację. Czy dobro jest rzeczywistością, czy zło? Czy jest dobry Bóg?
(1) *Świat jako szachownica.* — Istnieje i dobro, i zło. Czy świat jest biały z czarnymi plamami — czy czarny z białymi plamami? Jeśli jest biały, dlaczego jest w nim czerń? Jeśli jest czarny, skąd się wzięła biel? Czy bezinteresowność i miłość są najwyższe, czy egoizm? Przyroda zdaje się nie dawać pewnej odpowiedzi. Altruizm jest konieczny: tak samo samoutwierdzanie się. Gdy patrzymy na to, wchodzą w grę nasze władze.
Emocja zaczyna: „Chcę, żeby był biały — umrę, jeśli nie jest. Jestem świadoma, że miłować jest najlepiej. Tęsknię za Bogiem i nieśmiertelnością."
Intelekt mówi: „Wspieram Emocję. Żadne pragnienie bez zaspokojenia. Poza tym postęp jest prawem życia — od kokonu do motyla. Musi istnieć umysł, by wydać umysł; i dobrotliwy, skoro jesteśmy szczęśliwi, gdy jesteśmy dobrzy."
Pamięć wspiera: „Takie jest moje doświadczenie. Gdy wierzyłam, byłam szczęśliwsza niż gdy nie wierzyłam."
(2) *Autorytet.* — Decydujemy się zatem wierzyć w Boga; potem pytamy, co o Nim wierzyć.
*Intelekt.* — „Jeśli Bóg jest dobry, musi mieć jakiś autorytet, by mi powiedzieć. Kościół katolicki jest jedynym powszechnym, ciągłym autorytetem, który zadowala rozum."
*Emocja.* — „Miłuję go — wywyższa moje uczucia."
*Pamięć.* — „Patrzę wstecz przez historię — on odniósł sukces tam, gdzie inni ponieśli klęskę."
Potem znowu wszystkie władze zaczynają od nowa i przeczą sobie.
(1) *Szachownica.*
*Intelekt.* — „Skoro tak, dlaczego jest zło — zło moralne?" *Emocja.* — „Dlaczego zabrania mi się zmysłowej rozkoszy?" *Pamięć.* — „Wychowałam się w tym, więc tylko skojarzenia każą mi wierzyć."
(2) *Autorytet.* — I tu podobnie — Intelekt mówi: „Żąda ode mnie tego, czego dać nie mogę." Emocja może nienawidzić ceremonii…
Tak to trwa — władze mówią raz tak, raz owak. Barwą farbują je okoliczności: chwiejemy się, idziemy raz w górę, raz w dół. Jaka jest nasza odpowiedź?
**II. Wiara spoczywająca na Woli.**
(1) *Decyzja.* — W tym momencie wchodzi Łaska. Wiara jest wlana. „Oto" — mówi Łaska — „wybierz dobro. Nie tłumaczę wszystkich trudności. Na tym polega istota wiary, że nie tłumaczy. Działaj odważnie. Powiedz: jest biały i Kościół katolicki jest prawdziwy. Działaj zgodnie z tym, a przekonasz się, że z doświadczenia twoje władze zyskają — intelekt zostanie uszlachetniony, emocja oczyszczona." Dzięki Bogu — my katolicy to czynimy — weryfikujemy przez doświadczenie to, w co wierzymy. Dopóki jakaś nienawistna namiętność nad nami nie zapanuje, nigdy nie pragniemy niedowierzać. Chór zawiści: „O, wy szczęśliwi katolicy. Chciałbym wierzyć tak jak wy!"
(2) *Wytrwanie.* — Lecz nie wszystko jest dokonane, gdy akt wiary zostaje dokonany. Nasze władze bowiem nie dają nam spokoju. Intelekt przynosi nowy argument — na który nie potrafimy odpowiedzieć. Emocja wysycha lub uderza w nas. „Weź tę rozkosz. Nie ryzykuj utraty tego świata." (Jak ludzka przyjaźń.)
Wtedy Wola, utrzymana mocno przez Łaskę, musi interweniować. „Milcz, Intelekcie. Nie jesteś najwyższy. Gdyby schemat Zbawienia był dość mały dla ciebie, byłby zbyt mały dla mnie. Spokój, Emocjo i Wyobraźnio; jesteście zbyt patetyczne. Pokazujecie mi rozkosz grzechu, lecz nie mękę wyrzutów sumienia. Nie oddam wszystkiego dla was."
I tak ciągła walka, aż władze nauczą się swego podrzędnego miejsca. Ilu traci wiarę, bo ich wola nie była panem. Emocja postawiła na swoim — zła przyjaźń — opór wobec własnego obowiązku. Modlitwa została porzucona — sakramenty zaniedbane wbrew wierze. Władze skupiły się, by pomóc buntowi, i Wola została obalona. Łaska została przepędzona, i uczciwie — człowiek nie wierzy — wygnany na pustynię naturalnej rozkoszy i samolubstwa — myśli, że wiara była snem. Żaden człowiek nie traci wiary inaczej niż z własnej winy. Anarchia władz.
*Zakończenie.* — Utrzymuj zatem Wolę jako Króla. Od tego zależy wszelki pokój. Jesteś monarchią, nie republiką. Posyłaj Emocję do więzienia niekiedy, karm ją chlebem i wodą. Nie pozwól jej maszerować przy fanfarach. Chłoszcz i uniżaj Intelekt. Jest zarozumiałym głupcem, który łatwo staje się tyranem. Nie pozwól Wyobraźni wałęsać się i gadać. Zmuszaj ją, żeby mówiła o tym, czego chcesz. Trzymaj ją przy temacie. Uciszaj Pamięć, gdy chwali się przeszłymi grzechami. Nade wszystko trwaj w łączności z Łaską. Oddychaj głęboko. Trzymaj okna życia wewnętrznego otwarte na Łaskę. Nie będziesz miał i połowy spodziewanych kłopotów. Trwaj w ciągłej łączności ze swoim Najwyższym Panem, a twoje niższe władze uznają twoje Królestwo i staną się pilnymi sługami Bożej Natury, której jesteś uczestnikiem.
*Powtórzenie.* — W zeszłym tygodniu widzieliśmy, że *Wola jest siedzibą wiary — inne władze dają niekiedy sprzeczne świadectwa. *Wola pobudzona Łaską decyduje się na chrześcijaństwo i trwa przy nim — odpierając burzliwe nastroje. W ten sposób stopniowo wlewa się poznanie Boga.
*Wstęp.* — Sama wiedza i wiara nie wystarczają; musi być obcowanie. Musimy wprowadzić w czyn nasze stosunki z Bogiem. Stosunki te z Bogiem utrzymujemy jednak pod dwoma aspektami — indywidualnym i zbiorowym — gdyż, jak widzieliśmy w zeszłym tygodniu, Kościół katolicki jest organem Woli Bożej dla naszego uświęcenia. W tym właśnie punkcie różnimy się od protestantów. Ściśle rzecz biorąc — o ile nie przechowują idei katolickich — nie ma powodu, dla którego nie mogliby „czcić Boga w domu".
Jest jednak jeszcze inna, nawet większa różnica między nami a protestantami, którą pragnę teraz podkreślić.
**I. Obiektywna idea kultu.**
Widzieliśmy, jak istnieją dwa bieguny wszechświata — Bóg i człowiek — naprawdę dwa, bo człowiek jest „wolny". Kres ostateczny leży jedynie w Bogu — „wszystko we wszystkich" — lecz tymczasem są dwa. Bóg wyodrębnił człowieka, jak matka dziecko, by nauczyć go chodzić. Lecz człowiek jest wolny — są dwa ośrodki.
Głębokim instynktem jest naturalnie dążenie do jednego ośrodka. Święty jest „niespokojny, aż znajdzie spoczynek w Bogu" — lecz inni ludzie znajdują spoczynek w sobie samych — są niespokojni, aż połączą się z Bogiem albo całkowicie zamkną w sobie. (Stąd „spoczynek" apostatów.) Pragnę jednak prześledzić to w tendencjach religijnych.
(a) Kult niekatolickie ma skłonność do stawania się subiektywnym — szukania spoczynku w sobie — np. kaznodziejstwo i śpiew hymnów. „Idę tam, gdzie doznaję największego dobra." To brzmi tak dobrze. A jednak, gdy to analizujemy, znaczy po prostu: „Wolę tę religię, w której moje naturalne instynkty są najszybciej zaspokojone… gdzie mój intelekt jest pobudzany, a moje emocje rozbudzane." Jaki jest wynik? Bóg i Jego prawa są coraz mniej uznawane. Uważa się Go za nic więcej niż Powszechnego Dobroczyńcę — którego powołaniem jest zadowalać i nagradzać człowieka. Ginie więc wszelkie poczucie Majestatu — On staje się obwodem, a człowiek ośrodkiem. Kara wieczna naturalnie znika. Bóstwo Chrystusa zanika. To po prostu logika Historii i Sądu Prywatnego.
(b) Kult katolicki jest odwrotny. Bóg jest Ośrodkiem — wolność człowieka polega na służbie. On ma być czczony przede wszystkim. Z pewnością „dobro" człowieka nie jest zaniedbane — lecz „Kto straci duszę swą dla Mnie, znajdzie ją". Bóg jest najwyższy — to Wola musi być poddana. *Intelekt i Emocja są drugorzędne.
**II. Ofiara.**
Zobaczmy teraz, jak Kościół katolicki to urzeczywistnia. Streszcza się to krótko w Idei Ofiarniczej.
(1) *Instynkt pierwotny.* — Jak wyraźne jest to w instynkcie człowieka. Wydaje się, że to przeżytek pierwotnego objawienia. Już u Kaina i Abla — Kain ofiarował to, co jemu samemu sprawiało przyjemność, Abel to, co go coś kosztowało. Już nawet w ofiarach ludzkich, w straszliwych pogańskich obrzędach, ten instynkt przeżywa — poczucie Majestatu. Nie zadowalają się śpiewem hymnów. Nie — Wola musi działać — wziąć byka i kozła i zabić je dla Boga. Było to w istocie samym kręgosłupem Objawienia żydowskiego — Bóg jest Ośrodkiem — Bóg musi być ubłagany. Aż wreszcie w Adorowalnej Ofierze Krzyża wszystko staje się jasne. Jest to Ofiara Woli — ludzka Wola jednoczy się doskonale i absolutnie z Wolą Bożą — posłuszna aż do śmierci. Niewiele przyjemnych uczuć na Kalwarii! Nie żywe objawienie intelektowi. Nie — ludzka Wola wznosi się na Krzyżu w czarnych ciemnościach i pragnieniu, aby dać świadectwo Centralnemu i Najwyższemu Majestatowi Boga i Go zadowolić.
(2) *Msza.* —
(a) Widzisz teraz, dlaczego jedynym obowiązkiem jest Msza?… Bo jest to niezmienne twierdzenie Boga jako Ośrodka. Całość jest skierowana ku Bogu. Kapłan przebywa się w szaty Jezusa Chrystusa — szaty Męki. Odwraca się plecami do ludu. *Całość jest sprawą woli ludzkości adorującej Wolę Bożą.
(b) Następnie jedyną rzeczą konieczną do ważności — poza kapłaństwem — jest „intencja". Kapłan może być nieświadomy, niereligijny, nawet bez wiary. Kościół odsuwa to wszystko na bok. „Nie — wola jest tym, co się liczy. Niech ten kapłan, choćby w najniklejszym stopniu, złączy siebie z moją wolą — wszystko jest dokonane. Bo Wola jedynie się liczy."
(c) Od swoich dzieci żąda tego samego. „Nie wymagam pobożnych uczuć ani ekstaz — nawet spójnego rozumienia doktryny. *Spełniasz swój obowiązek przez akt woli, który cię tu przyprowadza i tu utrzymuje. Zapewniam inne nabożeństwa — lecz nie musisz z nich korzystać. Benedykcja — Różaniec — Droga Krzyżowa. Korzystaj z nich, jeśli chcesz. Lecz wszystkim, czego się wymaga, jest Msza."
**III. Nabożeństwa ofiarnicze.**
Inne przykłady jej nauczania można znaleźć w innych nabożeństwach — np. pielgrzymki, świece, nawiedzenia. Są one też ilustracjami tej zasady. Czujesz oziębłość — albo jesteś zajęty. Kupujesz świecę i ją zapalasz — nie po to, żeby inni patrzyli, ani żeby rozpalić własną pobożność. Nie — to twierdzenie zasady Woli…
*Zakończenie.* — Następnym razem rozważymy pobożność i intelektualne uchwycenie religii… Lecz najpierw ustal tę zasadę. Wznieś oczy w chwilach zniechęcenia i spójrz na obiektywny kult Kościoła i przyrody. To wszystko jest olbrzymią Wolą jednoczącą się z Wolą Bożą. Kwiaty kwitną dla Boga, grzmot grzmi, a wysoko ponad wszystkim unosi się dym Ofiary ołtarza — stwierdzający, że Bóg, nie człowiek, jest ośrodkiem.
Tu we Mszy jest obiektywny fakt, z którym przez samą wolę możemy się zjednoczyć… wbrew tępemu intelektowi, martwym emocjom, śpiącej wyobraźni. Bo w niej mamy Naturę Ludzką w doskonałej jedności z Boską — doskonałą Ofiarę doskonałej Woli, przez łączność z którą zostajemy przyjęci w Umiłowanym.
*Powtórzenie.* — Ostatnim razem — jak u podstaw wszelkiego kultu leży Wola. Kościół nie pozwala nam nigdy myśleć, że intelektualizm lub emocjonalizm jest religią. Wynika to jasno z tego, że jesteśmy tak różnie obdarzeni — a jednak wszyscy mamy Wolę, która jest wolna — może jednoczyć się z Bogiem przez Mszę, wbrew oziębłości…
*Wstęp.* — Nie oznacza to jednak, że Intelekt i Emocja mają być zagłodzane i bite. Nie — mają być sługami. Świętość polega na poddaniu każdej myśli Chrystusowi — lecz przy ich czynności w Jego służbie. Stąd Quietyzm jest potępiony.
Rozważajmy zatem dziś miejsce Intelektu i Emocji w naszych stosunkach z Bogiem w modlitwie.
**I. Intelekt.**
Jest to, jak widzieliśmy, okrutny tyran, gdy uzyska pełne panowanie. (Weź nierozumną postawę twierdzenia, że roszczenia Kościoła katolickiego są jawnie absurdalne. Człowiek ma prawo mówić, że w nie nie wierzy — lecz nic ponadto.)
Ma jednak być kształcony i używany — w pobożności tak samo jak w religii w ogóle.
Cóż — kto nie przyzna, że cierpimy z braku intelektu w naszych nabożeństwach? Kościół katolicki w swej dobroci nieustannie ułatwia rzeczy — tak łatwo jak tylko możliwe — dla nieuczonych i zajętych. Lecz mający czas i wykształceni powinni wznosić się wyżej.
Weźmy jeden tylko punkt — Mszał i Brewiarz. Pięćset lat temu regularnymi niedzielnym nabożeństwami wiernych były Jutrznia, Msza i Nieszpory; Mały Oficjum ku czci Matki Bożej odmawiały codziennie tysiące. W Eton np. wszyscy uczniowie odmawiali je codziennie. A teraz spójrzmy, czego używamy zamiast! Nieszpory uchodzą za nudne. Oficjum opuszczone. Msza to udział wiernych w Różańcu i modlitwach. Nie rozumiej źle… Prostota i dziecięcość są największymi cnotami — lecz powinniśmy też „śpiewać z rozumem". W Mszale i Brewiarzu mamy skarbiec piękna. Życie Wcielone i Męka to sens wszystkiego. Psalmy są Jego Słowami — mistyczny Baranek prowadzi wielkie mistyczne dialogi i monologi z Ojcem. W oficjach Świętych znów mamy życie i Mękę Jego w Ciele Mistycznym. Nie zostawiaj zatem — w twoim uchwyceniu zasady Woli w kulcie — intelektualnej strony pobożności samemu duchowieństwu. Z pewnością Kościół ułatwia rzeczy — wszystkim, czego jako minimum wymaga, jest czynne przyzwolenie twojej woli; lecz skupiaj też swój intelekt.
Też w Medytacji rozważaj pracę Intelektu. On ją przygotowuje, porządkuje. Nasze modlitwy nie powinny być jedynie powtarzaniem myśli innych ludzi. Nasz intelekt jest nam dany, by używać go bezpośrednio ku Bogu — choć Wola musi też przyswajać i działać.
**II. Emocja.**
Ta też jest tyranem, i kapryśnym. Ma jednak być sługą. Doskonałość oznaczałaby pełne nad nią panowanie; lecz bez doskonałości musimy używać jej, gdy możemy, i obywać się bez niej, gdy jest zmęczona.
Lecz czy nie jest niemożliwe nad nią panować? W pewne dni jesteśmy martwi i pogrzebani… Cóż — dwie trudności.
(1) *Oschłość.* — Kto tego nie zna? Schemat jest jasny, wiemy intelektualnie, wolą trwamy… a emocja jest niema. Ludzi, którzy wzięli emocję za wiarę, ogarnia przerażenie. Wydaje się, że wiara odeszła.
(2) *Rozproszenia.* — Druga trudność. Czym są? To tematy myśli podsuwane przez zmysły lub intelekt, na których emocja się żywi. Skrzypnięcie drzwi — wspomnienie rozmowy — wyskakują, emocja się ich chwyta, i cała nasza uwaga pochłonięta jest ich odpieraniem. Wola w najgorszym razie poddaje się i my jesteśmy w nie wciągnięci całkowicie.
Wydaje mi się, że najlepszy sposób ich ujarzmiania to — praktykowanie tego, co się zwie „Introwersją".
*Introwersja.* — Jest to spokojny, cichy ruch w głąb — zaprzestanie usiłowań biczowania emocji w aktywność, gdy jest oschła; lub walki z nią, gdy jest czynna. Polega na prostym wewnętrznym wycofaniu się ku owej płaszczyźnie, gdzie Wola i Wola Boża się spotykają. „Królestwo Boże wewnątrz". Nie sposób przesadzić w opisie spoczynku i pokoju, które następują. To jest zdanie kontroli w ręce Boga. Co się dzieje? — intelekt i emocja tracą swą buntowniczą aktywność; są bezsilne bez Woli — a gdy już uciszą się, można z nich korzystać. Jest to mniej więcej Modlitwa Skupienia świętej Teresy. Staje się Quietyzmem dopiero wtedy, gdy Intelekt i Emocja są pogardzane.
*Korzystanie z Emocji.* — Gdy jednak Emocja sama z siebie jest chętna, niech mówi. Jest jak Marta, która służy czynnie, poruszając się żywymi gestami, by Mu służyć. Nigdy nie jest tak blisko Niego jak Maria, która siedzi w milczeniu u Jego stóp — a jednak i ona jest. Nie bój się jej, nie każuj jej milczeć. Pobożność odczuwalna jest dodatkowym darem Bożym — daje ją i odbiera; jest bezwzględnie niekonieczna. Nie mamy więc prawa jej żądać. Wszystkim, czego możemy żądać, jest wystarczająca łaska, by nasza Wola trwała niewzruszona — bo to jest przyjście Jego Królestwa i pełnienie Jego Woli… to jest nasz chleb powszedni. Lecz Emocja jest luksusem — często pożytecznym, często wprost szkodliwym. Jej odejście jest konieczne, by pobudzić nas do wysiłku.
Nie próbuj zatem dyktować Bogu w tej sprawie.
*Zakończenie.* — I znowu — Wola jest rzeczą konieczną — jest niejako substancją naszego bytu. Przez łaskę Bożą ona, przez prawdziwe nawrócenie, zostaje przeistoczona w Wolę Bożą. „Nie ja żyję, ale Chrystus". *Nasze inne władze są jak przypadłości — pozostają zazwyczaj niezmienione. A jednak i one muszą być święte i czyste; i niekiedy one też jaśnieją mocą Konsekracji. Lecz to jest niekonieczne. Dziękujmy Bogu za cud łaski, gdy się to zdarza. Te rzadkie chwile, gdy Intelekt jest przenikliwie oświecony, a Emocja zalana i przemieniona. Trzymaj się jednak wewnętrznej tajemnicy Wiary. Bóg patrzy na nawróconą Wolę trwającą niewzruszenie jak na własnego Syna. Widzi przez zasłony przypadłości, przez naturę ludzką, i woła z nieba: „Ten jest Syn mój umiłowany".