*Lwów, 20 stycznia, w dzień N. Imienia Jezus 1901*
Najdrożsi moi w Chrystusie Panu!
Wielu z was, Najmilsi moi w Chrystusie, zapewniało mię niejednokrotnie w ciągu roku — a byli to tudzież z wszystkich stanów — że z radością czytaliście pierwsze moje orędzie, które wystosowałem do was w dniu mojej Konsekracji na waszego pasterza. Mogę tedy powtórzyć za Apostołem: „Znam już ochotne serce wasze, którem się przechwalał z was" (2. list do Koryntyan 9, 2). Też zasiadam znowu do pisemnej z wami rozmowy, aby wam przypomnieć i położyć na serce sprawę wielką, publiczną, obchodzącą nas wszystkich, sprawę, od której zależy wprost pomyślna przyszłość Kościoła i narodu w naszej archidyecezyi. — Mam tu w ogóle na myśli powszechniejsze i wydatniejsze nauczanie dziatwy katechizmu i głębszą znajomość prawd naszej świętej Wiary we wszystkich warstwach społeczeństwa.
Dzięki Bogu, wolno u nas kapłanom uczyć religii w kościele i szkole. Widocznie jednak to samo nie wystarcza, kiedy nieznajomość katechizmu jest jeszcze bardzo wielka. Dowiedziałem się o tem z ust Najczcigodniejszego Księdza Arcybiskupa, mojego Sufragana, który co roku styka się z wami na wizycie kanonicznej; to samo powtarzają mi wasi Księża proboszczowie; przekonałem się też o tem osobiście, kiedy minionego lata objeżdżałem wasze miasta i wioski. Serce moje ściskało się nieraz z żalu i smutku na widok nieoświecenia i ciemnoty w najważniejszych sprawach zbawienia. — Jak bowiem z jednej strony niemasz większej radości dla biskupa od tej, którą czuje jego serce, gdy dziatwa dobrze umie i rozumie katechizm, tak z drugiej nigdy nie doznaje większego bólu, jak wtedy, gdy dzieci stoją nieme i nie znajdują odpowiedzi na najprostsze pytania i nawet nie umieją należycie pacierza. A wy, rodzice, przypomnijcie sobie, jak to wielu z was wtedy ze wstydu nie wiedziało gdzie oczy podziać. —
Brak regularnej służby Bożej i ta niedostateczna znajomość katechizmu u waszych dzieci i dorastającej młodzieży, i co za tem idzie, coraz częstsze wybryki, swawole i zgorszenia w naszych miastach i wioskach, były też powodem, że wielu z was przybyło do mnie w poselstwie od swoich Braci-parafian z prośbą, żeby wam dać kapłana tam, gdzie go jeszcze wcale niema, mimo, żeście już dom Boży wybudowali.
Dzięki ci za to, mój ludu kochany, że tak spragniony jesteś obecności duszpasterza w pośrodku siebie! Niezmierną to moją pociechę, że rozumiecie, jakiem błogosławieństwem jest kapłan w wiosce. Ale pamiętacie, moi Bracia, co wam najczęściej odpowiadałem ze zbolałem sercem: oto, że z całej duszy rad bym wam dał ojca i opiekuna duchownego, bo was kocham, bo wiem, z jaką to nieraz trudnością stawialiście u siebie świątynię Pańską, od ust sobie prawie chleba odejmując, bo mi wiadomo, jak w niektórych miejscach małe dzieci znosiły cegły i piasek, żeby tylko czemprędzej zadzwonił wam dzwonek własnego kościółka na Anioł Pański — ale niestety, nie mam dosyć kapłanów.
Dzisiaj w większych parafiach i najgorliwszy pasterz nie zawsze jest w stanie bywać często i regularnie z nauką w każdej wsi, bo wioski liczne i nieraz znacznie oddalone od kościoła parafialnego, a szkół z każdym rokiem przybywa. Temsamem nie może, choćby z duszy chciał, poświęcić każdemu dziecku tyle czasu, ile by należało poświęcić, aby prawdę Bożą poznało, zrozumiało ją i całem sercem pokochało. Szkoda to ogromna, bo takie dziecko wyrośnie w niewiadomości rzeczy najpotrzebniejszej i może już nigdy nie nauczy się i nie ukocha zasad naszej Wiary Świętej.
Co począć? Czy czekać z założonemi rękami i patrzeć, jak wielka część dziatwy przepada i wyrasta jak dziczki, bez znajomości katechizmu? Nie, pod grzechem dopuszczać tego nie wolno. Pomóżcie sobie, a Pan Bóg nam dopomoże. W czasie wojny każdy obywatel jest żołnierzem. Módlmy się nadal o liczniejsze powołania kapłańskie, ale równocześnie uczmy się i uczmy wszyscy katechizmu! — Postanówmy sobie w myśl ślubów króla Jana Kazimierza, że uczynimy wszystko, co w naszej mocy, i nie pozwolimy, aby w naszych miastach, w naszych wioskach, było choćby jedno dziecko polskie, któreby nie umiało i nie kochało polskiego pacierza, polskiego katechizmu. Niech nigdzie nie będzie u nas takiego miejsca, gdzieby jęknąć można skarga Św. Hieronima: „Bydle chore, upadłe ratują, podnoszą, tłoczą się koło niego, a dusze giną i nikt o to nie dba."
Jaka jest wartość i potrzeba katechizmu?
Katechizm jest co do objętości książeczką małą, ale co do bogactwa treści nie może z nim równać się żadna inna książka, a nawet wszystkie na świecie. Zawiera on streszczenie i sumę tego wszystkiego, co Pan Bóg objawił, sobory uchwaliły, Papieże ogłosili, Ojcowie Kościoła i Święci nauczali. — Daje on krótko i jasno odpowiedź na wszystkie najważniejsze pytania, poruszające umysł i serce człowieka.
Rozum ludzki, sam sobie zostawiony, nawet nie miał pewności, czy Bóg jest jeden, lub czy jest więcej bogów; owszem wytworzył sobie w czasie, kiedy Pan Jezus narodził się w Betleem, w samym Rzymie, przeszło trzydzieści tysięcy bożyszcz. Byliby poganie mieli ich jeszcze daleko więcej, ale wiele dawnych poszło z czasem w niepamięć. Za to nowych przybywało z każdym rokiem, bo po każdej zwycięskiej wojnie sprowadzali do Rzymu wraz z jeńcami podbitych ludów także ich bogów. Innych znowu kuglarze i oszuści znosili we workach i pakach do stolicy świata.
Na to zasadnicze pytanie katechizm odpowiada, że Bóg jest jeden w trzech Osobach, bo gdyby bogów było więcej, żaden nie byłby prawdziwym Bogiem, ponieważ każdemu z nich brakowałoby tyle doskonałości, ile by miał drugi, a wówczas żaden nie byłby istotą najwyższą.
Nie wiedzieli też poganie, skąd się wziął świat, jakie jest przeznaczenie człowieka i skąd zło na świecie. Katechizm uczy, że świat stworzony jest wszechmocną wolą Bożą z niczego, a do grzechu i wszystkich jego następstw szatan przywiódł człowieka, który, obdarzony wolną wolą, może wybierać między dobrem a złem, Bogiem a czartem.
Pytasz i dziś niedowiarka: „Skąd idziesz?" — odpowiada — „Nie wiem." „A dokąd idziesz?" — „Tam, dokąd idą wszyscy — na cmentarz." „A co potem?" — „Nie wiem." Jakże strasznie smutne to „Nie wiem!" Przeciwnie każde dziecko chrześcijańskie wie, że wyszło od Boga i przez to życie ma wrócić do Boga na wieczną szczęśliwość, jeśli tu na ziemi pełni sumiennie Jego świętą wolę, a między innemi, jeśli dla miłości Boga kocha bliźniego jak siebie samego, bo w wypełnieniu tego przykazania jedyne i najlepsze lekarstwo na wszystkie nędze, potrzeby i nierówności społeczne. —
Ludzie bez wiary, nie rozumiejąc przeznaczenia swego na ziemi, nie mają też dość światła i siły, aby zwycięsko potykać się z trudnościami życia i nieraz samobójstwem usuwają się ze świata. Biedni oni: uciekli przed cierpieniami mniejszemi, a wpadli w zło większe, bo wieczne. I dobremu katolikowi nieraz ciężko w życiu. Ale on nie rozpacza, nie złorzeczy i nie targa się na życie, którego sobie nie dał, bo wie, że kiedy mu najsmutniej i najciężej, kiedy mu nawet przyjaciele nie podają pomocnej ręki, to z ratunkiem i posileniem spieszy mu Bóg, byle Go wezwał, ten Bóg, który jest tuż przy nas przez Swe święte Sakramenta.
Uczy też katechizm, dlaczego mamy wierzyć i pełnić to wszystko, co Bóg objawił, a Kościół Święty do wierzenia podaje, bo Bóg mianowicie jest nieomylnym, a Kościół Święty ze swą widzialną Głową, Papieżem, to aż do końca świata zastępca Boga na ziemi, to sam Jezus Chrystus dla tych wszystkich, którzy nie żyli za dni Apostołów i nie dotykali się szat Zbawiciela własnemi rękami.
O jakże piękna jest ta nasza Święta Wiara katolicka, która tyle wnosi światła i pociechy w rozum i w serce! Jakże cenna jest też ta książka, w której zebrane są jej wszystkie główne prawdy i przepisy! Jest to najgłębszy traktat filozoficzny, któryby w zachwyt był wprawił mędrców starego świata; jest to najlepszy poradnik wychowawczy i obywatelski, wskazujący jedynie pewną i skuteczną drogę do wykształcenia umysłu i serca, aby życia użyć dobrze dla siebie i drugich, na czas i wieczność.
A komu więc potrzebna nauka i znajomość katechizmu?
Najpierw dzieciom. Kiedy Pan Jezus chodził po ziemi, brał dziateczki na kolana i uczył je katechizmu, aby nam pokazać, że umysł i serce dziecka jak najwcześniej należy kierować do Stwórcy i napełnić je miłością i bojaźnią Boga. Idąc za nauką i przykładem Pana Jezusa, jeden z moich czcigodnych poprzedników na arcybiskupstwie lwowskiem, dbały o szczęście doczesne i wieczne dziatek, upomniał rodziców i służbodawców, nie troszczących się o to, czy ich dzieci i podwładni znają prawdy wiary, iż grzeszą oni przeciw Bogu, przeciw dzieciom i służbie, zakazał im udzielać rozgrzeszenia przy spowiedzi i pozwał na sąd Boży za to zaniedbanie najistotniejszego obowiązku.
Rodzice, którzy nie dbają, aby ich dzieci nauczyły się wcześnie a gruntownie katechizmu, są w znacznej mierze odpowiedzialni za zbrodnie, jakie by one w późniejszem życiu popełnić mogły. Oby u nas nigdy żadne dziecko nie miało powodu podnieść przeciw swoim rodzicom zarzutu, że oni są spółwinnymi jego zbrodni!
Ale czy znajomość katechizmu potrzebna jest tylko dzieciom? Nic mylniejszego i nic szkodliwszego nad takie mniemanie, że katechizm jest tylko dla dzieci. Gruntowna i do wyżyn zawodowego wykształcenia świeckiego dostrojona znajomość katechizmu jest konieczna także dla dorosłej młodzieży, a więc i akademickiej. Wyznaliście to sami, młodzi przyjaciele, którzy przed kilku laty wystosowaliście pismo do Biskupów i władz świeckich, kierujących sprawą oświaty w kraju, z prośbą, żeby więcej i lepiej uczono w szkołach katechizmu, tak, izby jego zasady mogły wejść w krew i istotę waszą, sterowały wami stale w życiu prywatnem, rodzinnem i publicznem, a zapobiegły temu smutnemu zjawisku, że po ulicach miasta snuje się dziś mnóstwo młodych starców bez sił, bez woli, bez zapału, bez krwi, tak, iż zdaje się, że słychać już za nimi kroki grabarzy, spieszących unieść te żywe trupy.
Gruntowna znajomość katechizmu potrzebna także ludziom dojrzałym, bo bez niej sumienność, i co za nią idzie, wzajemne zaufanie między ludźmi prawie pomyśleć się nie da.
Tak być powinno. Czy jest?
Nie przeczę, że są u nas katolicy, którzy dobrze znają i rozumieją naukę Wiary Świętej, ale jest daleko więcej takich, którzyby nawet z Małego Katechizmu nie zdali egzaminu. Mają oni wiarę i sami się nazywają katolikami, ale ten ich katolicyzm, to nie tyle katolicyzm, w pełni świadomy swej wiary i obowiązków, ile raczej tradycyjny, przejęty z ziemią po przodkach. Nie znając zaś, jak należy, Kościoła i jego nauki, nie umieją też dosyć cenić sobie prawdy katolickiej, nie rozumieją, że Kościół jako instytucya, zbudowana przez odwieczną Prawdę i Miłość, nie może przeciwić się żadnej prawdzie i zdolen jest pomieścić w sobie, wziąć w opiekę i ku szczęśliwemu rozwiązaniu przywieść wszystkie godziwe i szlachetne dążenia ludzkości do wyrównania waśni, krzywd i niesprawiedliwości społecznych.
Dlatego czytajmy, powtarzajmy i zgłębiajmy katechizm! Dobrze powiedział Piotr Skarga, że lud powinien do katechizmu zaglądać jak do szkoły, tj. jak najczęściej, a człek wykształcony, który się go więcej uczył w szkołach, jak do apteki, a więc przynajmniej od czasu do czasu; inaczej nie uchroni się od wątpliwości w rzeczach wiary i nie potrafi ich zwalczyć.
Tymczasem dziś wszystko ludzie czytają: czytają takie dzienniki i pisma illustrowane, które nigdy nie powinny przekroczyć progów domu chrześcijańskiego, czytają powieści, zatruwające umysł i serce, czytają tygodniki polityczne i społeczne i wszelkie możliwe dzieła zawodowe. Jednej tylko książki nie widać w ręku ludzi wykształconych — katechizmu.
Do nich więc i do całego społeczeństwa wołam dzisiaj: Katechizm musi stać się najulubieńszą książką naszych rodzin! Każdy katolik, który kocha swą duszę, ma czytać katechizm choćby kwadrans co niedzielę i święto i przeczytać cały od początku do końca przynajmniej raz w roku, jak długo żyje i powinien spowiadać się z tego, jeśli nie czyni tak, mimo że katechizmu nie umie. Niech nikt sobie nie wyobraża, że za wysoko postawiony na świeczniku nauk świeckich, aby jeszcze miał czytać katechizm.
Mężu nauki, może dziś wzruszasz jeszcze lekceważąco ramionami na te moje wywody. Ale pójdziesz dalej w wiedzę i w lata, nawiedzi cię krzyż ciężki, zrobisz może, czego nie daj Boże, najboleśniejsze ze wszystkich doświadczeń, że syn twój lub córka, wychowane na twoich zasadach bezreligijnych, zmarnują życie i okryją wstydem twoje imię — wtedy powrócisz do wiary twej matki i przyznasz u schyłku życia, żeś skrzywdził siebie, dzieci swoje i społeczeństwo, jeśli w pracy nad rozpaleniem kagańców wiedzy ludzkiej, zwracałeś się pogardliwie plecyma do słońca wiary katolickiej, które jedno zdolne uczynić świat do pewnego stopnia rajem, byle ludzie pozwolili prześwietlić jego promieniami wszystkie zakamarki swoich dusz, rodzin i wielkich organizmów społecznych.
Zaręczam wam, moi Bracia, że rozczytawszy się raz w katechizmie i zasmakowawszy w nim, nie będziecie się go mogli naczytać do syta, tyle tam znajdziecie światła dla umysłu, pociechy dla serca. O nim można prawdziwie powtórzyć, co pobożne podanie głosi o Chrystusie na krzyżu w starej Katedrze Św. Szczepana we Wiedniu. Jest to krzyż dziwnego rodzaju. Przyjdzie najmniejsze dziecko, to krzyż ten pochyla i zniża się do niego i staje się małym. A gdy przyjdzie olbrzym, to Zbawiciel na Krzyżu wznosi się i patrzy ponad niego. Tak samo rzecz ma się z nauką Chrystusa w katechizmie. Daje ona już dziecku przez łaskę wiary zrozumienie najważniejszych prawd tyczących się Boga i człowieka, a z drugiej strony jest niezgłębiona i pozostawia nawet najuczeńszemu badaczowi tajemnice, których rozjaśnienie znajdzie dopiero w życiu przyszłem.
Nikt też nie jest tak stary, aby mu już nie wypadało uczyć się katechizmu. Do uczenia się tego, co koniecznie wiedzieć trzeba, powiada Św. Augustyn, żaden wiek nie jest zapóźny. Wprawdzie starcowi bardziej przystoi uczyć drugich niż uczyć siebie, ale bądź co bądź lepiej przystoi mu uczyć się, niż pozostać w niewiadomości zwłaszcza rzeczy, sięgających swą doniosłością poza grób.
Słowem, katechizm musi stać się codziennym chlebem wszystkich dzieci Bożych, wielkich i małych. Musi leżeć ciągle na stole urzędnika i uczonego, publicysty i adwokata, aby go zawsze mieli pod ręką. Do katechizmu i jego mądrości musimy wszyscy wrócić, żeby się nauczyć tak używać świata i dóbr ziemskich, abyśmy nie stracili dóbr niebieskich. Jeśli mądrość katechizmu świata nie zbawi, to własna mądrość świata prędzej czy później popchnie go w przepaść. Nic katechizmu nie zastąpi. — Chcesz być szczęśliwym i w sumieniu spokojnym, czytaj i żyj według katechizmu! Chcesz świat uczynić szczęśliwym, naucz go znać, kochać i w życiu stosować katechizm.
Zaznaczywszy ważność nauki i gruntownej znajomości katechizmu dla każdego człowieka z osobna, dla rodziny i społeczeństwa, pragnę teraz rozniecić wśród was, Ukochani moi wszystkich stanów i klas społecznych, ducha Apostolstwa tak, żeby jak najwięcej osób obojej płci pospieszyło z pomocą kapłanom w nauczaniu religii naszej drogiej dziatwy, która jest przecież nadzieją narodu i podstawą lepszej przyszłości. Przedewszystkiem chodzi mi o biedne dzieci wiejskie, które do szkoły nie uczęszczają i nawet pacierza dobrze nie umieją w języku polskim, albo jeśli chodzą do szkoły, to bardzo nieregularnie, bo w porze cieplejszej pasą bydło i pomagają rodzicom lub chlebodawcom w pracy, a w zimie nie mają dostatecznej odzieży. — Kapłana swego nie znają lub widzą go tylko rzadko, gdyż do kościoła parafialnego daleko, a duszpasterz ma do obsłużenia nieraz więcej wsi i szkół niż jest dni w tygodniu. Biedne one, te dzieci polskie, stokroć biedniejsze od ruskich, które mają swojego duszpasterza w bliskości, bo w każdej niemal wiosce.
Otóż dla nich chcę znaleźć pomocniczych katechistów, tak, żeby ani jednego dziecka, ani jednej sieroty, ani jednego sługi w dworach i we wsi nie było, któryby nie znał w swoim ojczystym języku najważniejszych prawd Wiary Świętej i nie czuł się jak najściślej związanym z Świętym Kościołem rzymskim i tegoż Głową widomą na ziemi, Ojcem Świętym.
W pierwszym rzędzie wasz to obowiązek, rodzice, a zwłaszcza wasza powinność, dobre matki chrześcijanki, starać się, aby wasze dzieci ugruntowały się w zasadach katolickich i zawczasu wdrażały się do wiernego spełniania praktyk naszej Świętej Wiary. Uczcie je pacierza i katechizmu polskiego i zróbcie wszystko co w waszej mocy, aby ułatwić pracę kapłana, żeby go dziecko w szkole i w kościele rozumiało. Na was to spadnie odpowiedzialność, jeśli rok i więcej minie, zanim dziecko rozumieć pocznie polski wykład księdza katechety, jeśli przez wasze niedbałstwo nie oświeci i nie utwierdzi się należycie w wierze, jeśli źle wyrośnie i na wieki się zgubi. Czuwajcie pilnie, aby dzieci nigdy nie opuszczały godziny religii; wracające ze szkoły pytajcie, czego się tam uczyły, a kiedy idą na naukę, odpytajcie je wprzód w domu, aby mieć pewność, że idą należycie przygotowane. Tam, gdzie nauka religii odbywa się ledwie raz w tygodniu, a może tylko raz w miesiącu, uczcie je sami w domu, czytajcie z niemi i ze służbą katechizm i Biblię przynajmniej w niedzielę i pokażcie im w ten sposób słowem i czynem, jak wysoko cenicie tę naukę. Takiem czytaniem i odpytywaniem katechizmu osiągniecie dwie rzeczy: nauczycie dzieci katechizmu i sami znajomość prawd wiary w sobie odświeżycie i pogłębicie. Gdzie rodzice i dzieci pilnie będą czytywali i rozważali katechizm, tam będą też głębokie przekonania religijne i wiara, nabożeństwo, praktyki religijne nie będą tylko czczą formą, ale treścią życia, źródłem czynu i poświęcenia, słowem tam w całej pełni będzie życie według wiary.
Był dawniej w Polsce zwyczaj, że matka dawała córce swej na wiano między innemi rzeczami kropielniczkę, aby woda święcona u progu chroniła domostwa od złego; dawała jej książkę do modlenia i Żywoty Świętych, by na wzorach Świętych kształciła się na wzorową żonę, kochającą matkę i dobrą gospodynię. Czyńcie, drogie matki, i dzisiaj to samo, ale dzieciom, zabierającym się do ślubu, dodajcie do wyprawy jeszcze katechizm i Biblię, bo w nich znajdą zawsze najlepszego przyjaciela, doradcę i pocieszyciela.
Raz przyszedł z parą narzeczonych także ojciec panny młodej do proboszcza na naukę i egzamin przedślubny. Proboszcz zadał pytanie narzeczonej — odpowiedziała bardzo dobrze. Potem pytał narzeczonego, ale ten nie znał najprostszych rzeczy, ani sześciu prawd wiary, ani ile jest Sakramentów. Kiedy się pokazało, że nie umie nawet pacierza, ojciec nie wytrzymał dłużej, wziął córkę za rękę i wyszedł z pokoju proboszcza, mówiąc: Takiemu człowiekowi nie mogę dać mego dziecka. Mądry to był ojciec i prawdziwie dobrze życzący swemu dziecku!
Pamiętajcie wogóle, kochani rodzice, że za nic wam dziecko tak nie będzie wdzięczne w tem życiu i w wieczności, jak za wpojenie zasad chrześcijańskich. Co do mnie, to do gorących modlitw za dobrą moją zmarłą matkę nic bardziej mnie nie skłania, jak to, że wtenczas, kiedy jeszcze czytać nie umiałem, brała mię na kolana co niedzielę i święto, bo kiedy indziej nie miała czasu, i uczyła mię katechizmu na obrazach biblijnych. Dobrze też powiedział jeden z wielkich katolików naszych czasów, że matka przedstawia się na fotografii najpiękniej i najkorzystniej, gdy widzieć ją można otoczoną dziećmi i uczącą je katechizmu.
Dalej zwracam się do was, zacne Polki w dworach naszych. Po rodzicach, którzy nie umieją, lub nie chcą wyuczyć swych dzieci katechizmu, na Was przedewszystkiem spada ten obowiązek. Gdzieindziej niewiasty polskie cierpią prześladowanie i więzienie za to, że uczą dzieci polskie polskiego pacierza, polskiego katechizmu. Wszak wy nie mniej szlachetne i nie mniej kochacie Kościół i ojczyznę, a ta dziatwa opuszczona to cząstka Kościoła, cząstka ojczyzny. Prawda, macie własne dzieci. Lękacie się nieraz słusznie zetknąć z tem biedactwem wiejskiem, aby nie wnieść w swój dom chorób zakaźnych. Nie dziwię się, żeście ostrożne, że boicie się o swoje największe skarby, o swoje maleństwa. Ale niech ta ostrożność nie idzie za daleko. Były Święte, które myły, czesały dzieci wiejskie i leczyły ich wrzody, a swoim dzieciom nie zaszkodziły.
W kraju belgijskim przydarzył się niedawno następujący wypadek. Pewien młody robotnik powracał późnym wieczorem do domu, gdy wtem w ulicy usłyszał kwilenie niemowlęcia. Ponieważ było bardzo ciemno, więc tylko rękami odszukał dziecinę, owiniętą raczej w łachmany niż w pieluszki. Ulitował się jego opuszczenia, nawrócił ku domowi i wpadł do izby, wołając: Patrz żono, com znalazł. Chyba tego biedactwa nie odtracimy! Ciężko muszę pracować, żeby swoją kochaną rodzinę wyżywić, ale Pan Bóg nas nie opuści, jeśli tej sierotce zastąpimy miejsce rodziców, którzy bezlitośnie ją porzucili. Młoda matka, która właśnie karmiła w łóżku własne swe dziecię, zrobiła w pierwszej chwili ruch, jak gdyby ze wstrętem broniła się przed biednym podrzutkiem, ale wnet wzruszona jego niedolą, przygarngła je z drugiej strony do piersi.
Oto do czego zdolna miłość chrześcijańska! Przy sercu zacnej matki pomieści się jeszcze i sierotka. Miłość, która ogrzewa własne gniazdko, własne dzieci, rozpromieni się u nas, jak ufam i na dziatwę wiejską. Jeśli, matki kochane, przygarniecie obce dzieci i zaopiekujecie się ich duszą, to Boże Dziecię da wam lepiej wychować wasze własne. Jeśli litujemy się nad pogańskiemi dziećmi w Chinach i w Afryce, ulitujmy się też nad naszą biedną młodzieżą. Sporządźcie sobie dokładny spis tej dziatwy i niech we wsi nie będzie ani jednej sieroty, ani jednego pastuszka, ani jednej dzieciny opuszczonej, której los i stan duszy nie byłby wam lepiej znany niż samemu proboszczowi, zmuszonemu pamiętać o całości swoich parafian. Otwórzcie swe domy na naukę katechizmu, albo gromadźcie młodzież w szkole lub w domu wiejskim. Dopomóżcie kapłanom, aby pierwsza spowiedź i pierwsza Komunia we wsi wypadła jak najświąteczniej. Wiele z was odprawia u siebie nabożeństwo majowe i październikowe: odczytajcie przy tej sposobności zawsze trochę katechizmu. Nie podaję tutaj szczegółów, jak zorganizować i urządzić tę pracę w powiecie i podzielić dzieci po kilka lub kilkanaścioro między siebie na naukę katechizmu. Miłość przemyślna jest, wynajdzie i podsunie w każdem miejscu środki i drogę prowadzącą najskuteczniej do celu. Organizacya ta i praca pociągnie za sobą pewną stratę czasu, a nawet pewne ofiary w pieniądzach; ale pamiętajcie, że chodzi tu o nasze dzieci, o te nadzieje lepszej przyszłości. Nie zrażajcie się też, jeśli dziatwa nie przyjdzie na wasze pierwsze zawołanie; musimy jej szukać, prosić i iść do niej. Nie pytajcie też o wdzięczność: Kościół i cała ojczyzna będą wam wdzięczne, a zresztą i dziecko nigdy wam nie zapomni, co uczyniliście dla ukształcenia jego duszy. Przy tem nauczaniu spotkacie się z duszą dziecka na wspólnych wyżynach wiary, nadziei i miłości i wedle życzenia Apostoła nastąpi między tym „który bywa nauczany w słowie, a tym, który naucza" (List do Gal. 6, 6), najzupełniejsze zjednoczenie myśli i dóbr duchownych na życie i śmierć i wypełni się, wyrówna i zniknie też owa przepaść, która w wielu miejscach dzieli jeszcze dwór od chaty wiejskiej, i stany więcej wykształcone od mniej oświeconych.
Podobną prośbę mam do Was, panowie po dworach. Imiona szlachetnych mężów, którzy własnym, lub przeważnie własnym kosztem przyczynili się do utworzenia nowych parafii i do wybudowania kościołów i kaplic, wymawiają tysiące ust z wdzięcznością w całej archidyecezyi. Niech wam Pan Bóg zapłaci; nie możecie swych kapitałów lepiej lokować, jak składając je na ręce Boże przy budowie świątyń Pańskich. Bodaj wasz przykład zapalił i porwał za sobą wielu innych, którzy nieraz od was są bogatsi! Bodaj i oni zrozumieli potrzebę nowych kościołów i kaplic i przykładem swoim podniecali ofiarność ludu, pamiętając o tem, że nikt z nas nie poniesie do grobu tego, co swojem być mienił za życia, ale poniesie przed sąd Boży odpowiedzialność za użytek, jaki robił z majątku swego. Ale to jeszcze nie koniec naszego obowiązku. Idźmy jeszcze o krok naprzód. Pomóżcie też wybudować, urządzić, upiększyć żywy Kościół Jezusa Chrystusa. Starajcie się mianowicie przyjść z pomocą równie ważnej sprawie nauki katechizmowej. Pozwólcie, aby dzieci gromadziły się w domach i oficynach waszych. Jeśli nie możecie sami poświęcić w tygodniu dwóch godzin nauczaniu, to pozwólcie i przykazcie, aby to uczynił ktoś z rodziny waszej, córki wasze albo ktoś z waszej służby więcej oświecony i utwierdzony w Wierze Świętej. Zakładajcie jak najwięcej ochronek po wsiach, starajcie się, żeby jak najwięcej zakonnic objęło szkółki wiejskie. Złóżcie u siebie lub przy szkole doborową biblioteczkę dla ludu, i miejcie w niej także jak najwięcej egzemplarzy wykładu Wiary Świętej pod tytułem: „Ojców naszych Wiara Święta, czyli Katechizm przystępnie wyłożony i przykładami objaśniony", którego nowe wydanie wyszło w ostatnich dniach w Warszawie.
Nie urządzajcie wypłat w niedzielę; dbajcie o to, aby cała służba regularnie wysłuchała Mszy Św. w każdą niedzielę i święto, a jeśli niema dwóch Mszy Św. w parafialnym kościele, to przestrzegajcie sumiennie, żeby służba, która koniecznie potrzebna jest w domu, zmieniała się kolejno i przynajmniej co drugą niedzielę była na Mszy Św., na kazaniu i katechizacyi.
Miejcie też baczne oko na to, aby nikt z domowników waszych i służby waszej nie dawał zgorszenia ludowi, ale by wszyscy byli mu przykładem i zbudowaniem w spełnianiu obowiązków religijnych. Tego wymaga interes wiary, interes narodu i interes wasz własny. Kto inaczej myśli i działa, niech nie mówi, że kocha Kościół, że kocha ojczyznę; bo Kościół i ojczyzna nie ponad nami, ale w nas, — a więc ich cząstką jest też każde i najbiedniejsze dziecko nasze.
Z rozrzewnieniem dowiaduję się ze sprawozdań Księży proboszczów, jaką pomocą są im nieraz w parafii nauczyciele, a zwłaszcza nauczycielki w przygotowaniu dzieci do pierwszej spowiedzi i pierwszej Komunii Św. Dziękuję wam za to, cześć i błogosławieństwo! Jesteście matkami duchownemi tych dzieci, w których młodych sercach pomagacie zaszczepić prawdę i miłość Bożą i odbierzecie też od Pana Boga nagrodę dobrych matek. Wszystkie te dzieci w dzień sądu wołać będą: Nagródź je Panie, nagródź obficie, te dobre nasze matki-nauczycielki!
Odzywam się dalej do Was, niewiasty miłosierne w miastach i miasteczkach, które związane w różne stowarzyszenia, staracie się nakarmić dzieci głodne, ogrzać i przyodziać nagie i zziębnięte, pocieszać chore, zająć pracą i zabawą opuszczone. Nie zapomnijcie też, proszę, że największym uczynkiem miłosierdzia jest pouczanie nieumiejętnych, a więc dzieci i sług waszych, o prawdach wiary. Miłosierdzie to duchowe najlepiej świadczyć będzie, że jest w was owa religia czysta i niepokalana, którą tak gorąco zaleca Św. Jakób Apostoł, mówiąc: „Nabożeństwo czyste i niepokalane u Boga Ojca jest, nawiedzać sieroty i wdowy od ucisku ich: a siebie zachować niezmazanym od tego świata." (r. 1; 27).
Wreszcie jeszcze ważne słowo do Was, osoby pobożne pod strzechą włościańską, które nie macie własnych dzieci, albo już ich los zabezpieczyłyście. Weźmijcie, wołam do was słowy Pisma Św., weźmijcie dzieci opuszczone, zajmijcie się ich losem, a Pan wam hojnie zapłaci! Smutno by też było, gdyby Bracia i Siostry Różańcowe mniemały, że są tylko dla przechowania i rozdawania światła w kościele. Będziecie wtedy dopiero prawdziwymi starszymi Braćmi i Siostrami, jeśli na wezwanie dopomożecie kapłanom, aby dzieci i młodzież w parafii, ten właściwy żywy Kościół Boży, był oświecony gruntowną znajomością zasad naszej Wiary Świętej. Zbierajcie dziatwę, ile kto może — i gdzie może, w ogrodzie, w stodole, gdy ciepło, gdy zaś pora nieprzyjemna, to w domach, w kaplicy.
Przyjmujcie zwłaszcza tam pod swój dozór i opiekę po kilkoro dzieci, gdzie niema dworu, lub gdzie dwór nie może albo nie chce zająć się dziatwą wiejską. Czuwajcie, żeby w Niedzielę i Święta dzieci i młodzież doroslejsza uczęszczała do kościoła na katechizacye i wogóle nad ich całem prowadzeniem się czuwajcie!
Pamiętajcie, że macie nauczyć Małego Katechizmu. Nauczanie ma się odbywać w ten sposób. Gdy się młodzież zgromadzi, poklękniecie wraz z dziećmi, uczynicie na sobie znak Krzyża Świętego i odmówicie Ojcze nasz i Zdrowaś Maryja. Po skończeniu modlitwy, zaczniecie z Małego Katechizmu naukę na stronie 52, gdzie jest napis: „Modlitwy i prawdy" i nauczycie po kolei: Ojcze nasz, Zdrowaś Maryja, Wierzę w Boga Ojca, Prawdy, które każdy człowiek przedewszystkiem znać i wierzyć powinien, Dziesięcioro przykazań Bożych, Pięć przykazań kościelnych, Siedm grzechów głównych, Cztery rzeczy ostateczne, Akty cnót Boskich, Anioł Pański, Tajemnice Różańca Św., Modlitwę do Anioła Stróża.
Kiedy sobie dzieci już te modlitwy i prawdy spamiętają, zaczniecie naukę z Małego Katechizmu na stronie pierwszej „O wierze i o Składzie Apostolskim" i to tak. Przeczytajcie z katechizmu pytanie: „Co znaczy wierzyć po chrześcijańsku? Potem odczytacie z katechizmu odpowiedź i to dwa, trzy razy lub więcej, aby każde dziecko ją sobie spamiętało. Dalej zadacie każdemu z dzieci to samo pytanie i każecie za sobą powtarzać odpowiedź. Gdy każde z osobna ją powtórzy, powtórzcie ją jeszcze raz wszyscy razem. Kiedy tak kilka pytań nauczycie, odczytacie za każdym razem z przepięknej książki „Ojców naszych Wiara Święta", którą kupi sobie kto może, a dostanie od Księdza proboszcza, kogo na kupienie nie stać, odczytacie, mówię, jeden rozdział, wraz z przykładem tam podanym. W czytance tej dzieci otrzymają najpiękniejszy wykład i objaśnienie katechizmu. Po odczytaniu i powtórzeniu tego objaśnienia, odśpiewacie znowu jakaś pieśń nabożną, odmówicie Ojcze nasz i Zdrowaś Maryja, dacie dziatwie, jeśli możecie, bułkę lub kromkę chleba i puścicie ją do domu.
Drugą naukę zacznijcie odpytaniem dzieci tego, czego się ostatnim razem nauczyły, a potem poprowadzicie naukę dalej od tego pytania, na którem skończyliście i to w ten sam sposób, jak pierwszego razu.
Dokładniejszy sposób wskaże wam jeszcze Ksiądz proboszcz, który też z ambony oznajmi parafianom swoim, kogo upoważnia do nauczania religii w Swojem zastępstwie i zaleci parafianom, izby posyłali dzieci na naukę i przeznaczy na nią stosowny czas i miejsce.
Niech się nikt nie lęka, że ima się pracy nie swojej, że dotyka się świętokradczo arki Pańskiej, że takiem uczeniem przez ludzi świeckich toruje się drogę do herezyi i schizmy, do obywania się bez kapłanów, a więc do pewnego rodzaju szttundy w kraju.
Nie przeczę, że najlepiej byłoby gdyby całe nauczanie religijne w każdej wiosce spoczywało wyłącznie w rękach duchowieństwa; urząd to bowiem jego istotny i ważna część jego pracy. Ale ponieważ to niemożliwe, aby kapłani zajęli się każdą duszą tak, jak Kościół i społeczeństwo tego pragnie, więc dla zaradzenia potrzebie najpilniejszej proszę o pomocników, którzyby uczyli katechizmu, a czynili to w porozumieniu, pod kierownictwem i dozorem proboszcza i przygotowywali mu w ten sposób drogę, żeby nie tracił czasu na uczenie pacierza, ale mógł czy w szkole czy w kościele gruntowniej wpajać, obszerniej rozwijać oraz utrwalać i do praktycznego życia zastosować naukę wiary.
Przywołując do pomocy ludzi świeckich, nie wprowadzam rzeczy nowej, lecz znaną i wypróbowaną w Kościele zalecam. Instytucya pomocniczych katechistów świeckich jest tak dawna, jak nasza Święta Wiara.
Wystarczy otworzyć listy Apostolskie, aby się przekonać, że mężowie i niewiasty oddawali nie tylko domy swoje na zgromadzenia wiernych, ale i siebie „na posługiwanie Świętym i chłodzili tem ducha Apostołów i współbraci" (1. l. do Korynt. 16, 15—18). W wieku drugim i trzecim znakomici uczeni jak Dydym, Pantenus, Origenes, Klemens aleksandryjski, już jako ludzie świeccy wykładali prawdy wiary w szkołach, na ulicy, na placach publicznych. Obok nich inni, ojcami Składu Apostolskiego zwani, katechizmu uczyli mężczyzn gotujących się do Chrztu Św., podczas gdy pobożne wdowy, znane pod imieniem Dyakonis, przygotowywały do chrztu niewiasty. W wieku XVI powstały dla obrony i utwierdzenia ludzi w wierze wobec ówczesnych wielkich herezyi osobne bractwa katechizmowe, które papieże Pius V. i Paweł V. sławili jako instytucye pobożne, dla sprawy katolickiej bardzo pożyteczne a jako takie godne, aby je biskupi we wszystkich swoich parafiach zaprowadzili. Paweł V. nadał nawet odpust stu dni ojcom, matkom, nauczycielom, ilekroć dzieci albo służbę nauczają katechizmu, a nadto takiż odpust wszystkim wiernym, ile razy zastanowią się przez pół godziny nad nauką chrześcijańską, aby ją sami lepiej poznali, albo ją drugim łatwiej wyłożyli. Klemens XII. zaś wszystkim tym, którzy mają pobożny zwyczaj udzielania nauk katechizmowych, albo brania w nich udziału nadał odpust zupełny w dniu Bożego Narodzenia, Wielkanocy i w uroczystość Św. Piotra i Pawła, jeśli także w tych dniach przystąpią do Spowiedzi i Komunii Świętej.
Nic tedy dziwnego, że wielcy Święci, jak Św. Karol Boromeusz, Św. Franciszek Salezy i inni zaprowadzili te bractwa w swoich dyecezyach, że w Wiedniu liczyło ono pięć tysięcy członków, a wśród nich także cesarza Franciszka I. i cesarzową Marię Teresę, że we Francyi i w Belgii rocznie kilkakroć tysięcy dzieci pobiera w ten sposób naukę religii. Niech się też nikt nie zasłania niezdolnością do tej pracy, bo chodzi tu tylko o uczenie z podanej książki podstaw katechizmu, na to zaś nie potrzeba być uczonym, ale wystarczy być dobrym chrześcijaninem i znać katechizm. Nie jest to też praca niska i podła, aby się jej wstydzić, ale najszlachetniejsza, której z rozkoszą oddawali i oddają się do dziś dnia w innych krajach ludzie znakomici.
W mieście francuskiem Aix-les-Bains przebywał pewien arcybiskup celem poratowania swego nadwątlonego zdrowia.
Pewnego dnia zawołano go do chorej. Była to córka francuskiego jenerała. Arcybiskup udzielił jej Św. Sakramentów i bardzo się zdziwił, że znalazł u umierającej tak gruntowną znajomość religii. „Kto panią uczył?" — zapytał on. „Najczcigodniejszy Ojcze — odpowiedziała chora — po Bogu zawdzięczam znajomość zasad wiary cesarzowi Napoleonowi I." A potem opowiadała co następuje: „Przebywałam z rodzicami na wyspie Św. Heleny. Często spotykałam Napoleona, który tam był na wygnaniu. Pewnego razu powiedział on do mnie: „Dziecko, na świecie czeka cię wiele niebezpieczeństw. Czy potrafisz się im oprzeć, jeżeli się nie zasłonisz tarczą religii? Lecz kto cię ma jej nauczyć? Twój ojciec nie ma żadnej religii; matka nie ma jej wiele. Chcę tedy obowiązek, na nich spoczywający, wziąć na siebie. Przyjdź jutro do mnie: dam ci pierwszą lekcyę." — „Przez całe dwa lata chodziłam kilka razy w tygodniu do cesarza z katechizmem w ręku. On kazał mi czytać i wszystko wyjaśniał. Gdym miała lat dwanaście, powiedział do mnie: „Jużem cię dostatecznie przygotował. Teraz poproszę z Francyi kapłana, który tobie pierwszą, a mnie ostatnią Komunię Świętą poda."
Wielka nagroda czeka tego, który spieszy z pomocą i nauką dzieciom, wołającym: „Ojciec mój i matka moja opuścili mię, ale Pan przyjął mię." (Psalm 26, 10). Jeśli szklanka wody, podana ubogiemu w imię Chrystusa, nie ujdzie zapłaty, to tem obfitsza musi czekać zapłata tego, który ratuje dusze tych, „których Aniołowie zawsze widzą oblicze Ojca w Niebiesech" (Mat. 18, 10). Zbawiciel zapewnia zresztą wyraźnie: „Ktoby przyjął jedno dzieciątko takowe (opuszczone) w Imię moje, mnie przyjmuje" (Mat. 18, 5).
Choćbyś tedy, mój Bracie i Siostro, był najmniejszym tu na ziemi, to w Królestwie Niebieskiem będziesz wielkim, bo i do ciebie odnosi się ta obietnica, dana w Starym Testamencie, że „który ku Sprawiedliwości wprawiał wielu, świecić będzie jako gwiazdy na wieki wieczne" (Daniel 12, 3).
Przyjmijcie też moje zapewnienie, że co miesiąc odprawię Mszę Św. na intencye tych, którzy uczą dzieci katechizmu. Będę prosił Chrystusa, aby błogosławił zbożnej pracy waszej i szczęścił wam w wychowaniu własnej dziatwy waszej.
A wy rodzice, którym obowiązki nie pozwalają na to, byście częściej uczyli swe dzieci katechizmu, albo bez swojej winy nie znacie tyle prawd Wiary Świętej, abyście mogli spełniać ważną tę sprawę z większym pożytkiem, wiedzcie, że stalibyście się już bardzo winnymi wobec Pana Boga z chwilą, gdybyście odepchnęli ludzi, którzy na moje wezwanie gotowi są przyjść wam z pomocą. Nie bójcie się, nie odbiorą oni wam miłości waszych dzieci, ale wam je powrócą oświeceńsze, lepiej Boga i Jego przykazania znające, a temsamem bardziej was miłujące i bardziej wam posłuszne. Zapewniam was także, że równie wielką zasługę ma u Pana Boga ten, który uczy dzieci katechizmu, jak ten, który ochotnie prowadzi dziecko na naukę.
Nie wątpię, że wszyscy, którzy zajmą się uczeniem Katechizmu po wsiach znajdą chętne i gorące poparcie i wszystkie możliwe ułatwienia u naczelników gmin i rad gminnych, bo przecież rzecz jasna, że jeśli młodzież będzie wychowana religijnie i moralnie, to wzrośnie w gminie także cnota i co za tem idzie, ład i dobrobyt.
A teraz jeszcze do was, dzieci moje drogie, słów kilka. Pan Jezus bardzo was kochał. I ja was bardzo kocham i aby pokazać jak bardzo jesteście mi drogie, piszę cały ten list o was.
Chciałbym wszystkich ludzi namówić i pobudzić, aby was także bardzo kochali i pomagali kapłanom wychowywać was na poczciwe dzieci, z których Pan Bóg, rodzice i inni ludzie mieliby pociechę. Ale i wy też, moje dzieci, musicie pomóc, aby się ta sprawa powiodła. Musicie mianowicie uczyć się pilnie wszystkich nauk, lecz najbardziej katechizmu i Biblii. Będę się też częściej dopytywał u waszych Księży Proboszczów, czy chodzicie pilnie na naukę religii, czy się nie spóźniacie, czy się podczas niej spokojnie i uważnie zachowujecie. A kiedy do was przybędę, każę sobie pokazać te, które się najlepiej uczą, ażeby je pochwalić, pobłogosławić i obdarzyć pamiątką.
Gdy wam Pan Bóg pozwoli szczęśliwie skończyć szkołę, nie rzucajcie katechizmu w kąt, ale go oprawcie w czysty papier i napiszcie na nim: „Moja ukochana książka." Uczęszczajcie też pilnie na kazania i katechizacye w kościele wtedy, gdy wyrośniecie, abyście przybywali nie tylko w latach i na ciele, ale też rośli i pomnażali się w mądrości Bożej i w cnocie.
Zapisali ludzie w książkach na wieczną pamiątkę przykład niejakiego Janka, który wcześnie zrozumiał, jak bardzo ważna jest nauka religii Św. Był on bardzo biedny i z daleka musiał iść na naukę w lichej sukmanie i boso, pomimo mrozów, bo biedna matka nie miała za co kupić obuwia. Ksiądz proboszcz, litując się nad nim, pozwolił mu podczas zimy w domu pozostać. „O, nie! — odpowiedział chłopczyna, choćby mi nogi miały zamarznąć, będę przychodził, aby się coraz lepiej dowiedzieć, jaka jest droga do nieba."
I dobrze mówił biedny chłopiec. Nauka religii Świętej, to jakby drogowskaz, pokazujący drogę do nieba, bo uczy nas, co mamy wiedzieć i czynić, a czego unikać, aby się dostać do Pana Boga.
Na niewiele by się nauka przydała, gdyby uczeń i uczennica nie robili tego, czego katechizm wymaga. I tak: mówi on, w co macie wierzyć; upomina także, czego unikać, aby wiary nie stracić, a więc złych ludzi, złych książek i złych gazetęk, a przedewszystkiem pijaństwa, kradzieży i nieczystości. Mówi dalej o modlitwie i wzywa was, byście codziennie pobożnie modlitwy swe odprawiali. Mówi on o Najśw. Ofierze Mszy Św. i upomina, abyście jej żadnej niedzieli i święta nie opuścili; a jeśli możecie, byście jej i w dzień powszedni słuchali pobożnie. On mówi o Świętych Sakramentach i wzywa was, abyście je dobrze i godnie przyjmowali; szczególnie żebyście często a dobrze się spowiadali i komunikowali. Mówi o przykazaniach Boskich i kościelnych i napomina was, byście je dobrze spełniali. Mówi o grzechu i ostrzega przed nim, bo niczego bardziej nie należy się lękać jak grzechu śmiertelnego. Mówi o łasce poświęcającej i każe pilnować czujnie najkosztowniejszego skarbu tego, tej białej szaty godowej naszej duszy. On mówi o rzeczach ostatecznych i upomina was, byście byli zawsze gotowymi na śmierć, każdego wieczora doskonały żal wzbudzali w sobie i prosili o szczęśliwą godzinę śmierci.
Wszystko to musicie robić, musicie iść za nauką katechizmu. Wtedy jesteście na bezpiecznej drodze do Nieba; a nawet już tutaj doznacie prawdziwego szczęścia.
Jeszcze jedno, moje dzieci ukochane! Nie tylko same dobrze uczcie się katechizmu i według jego przykazań żyjcie, ale niech każde z was nauczy także choćby jedno dziecko katechizmu. Dzieci we dworach i majętniejszych rodziców mają przecież dużo czasu wolnego, a i wy dziateczki wiejskie możecie sobie same powtarzać katechizm przy paseniu bydła i nauczyć jeszcze drugie. Będzie to dla mnie największą pociechą, jeśli podczas moich odwiedzin w waszej parafii przyprowadzicie mi takiego chłopca lub dziewczynkę, których nauczyliście znać i kochać lepiej Pana Boga i Matkę Najświętszą.
Mam, Ukochani moi, wielką ufność, że prośba moja nie będzie bezskuteczna, lecz znajdzie u was głośny serdeczny oddźwięk. Ufam, że liczni zelatorzy i zelatorki katechizmowe zgłoszą się niezadługo u Księży Proboszczów, a będzie was tak wiele, iż stanowiąc będziecie prawdziwe wojsko posiłkujące Kościoła. Do was, szlachetne i bliźniego jak siebie miłujące dusze, stosuję już naprzód pozdrowienie, które św. Paweł przesłał waszym poprzedniczkom i poprzednikom: „Pozdrówcie Maryę, która wiele pracowała dla was. Pozdrówcie Andronika i Junię, którzy znacznymi są między Apostoły. Pozdrówcie Ampliata mnie namilszego w Panu. Pozdrówcie Urbana pomocnika naszego w Chrystusie Jezusie i Stachina mnie miłego... Pozdrówcie Tryfenę i Tryfozę, które pracują w Panu. Pozdrówcie Persydę najmilszą, która wiele pracowała w Panu... Pozdrówcie jedni drugich pocałowaniem świętym. Pozdrawiają was wszystkie Kościoły Chrystusowe" (List do Rzym. 16).
Ufam, że przy łasce Boga, u nas w kraju niezadługo ze czcią mówić będą: „Czy znasz wielkodusznego obywatela i obywatelkę, zacnego dzierżawcę, starszego brata i siostrę różańcową, pobożną wdowę, nauczyciela i nauczycielkę, którzy wszyscy „miłością braterstwa drugich miłując, uczciwością nawzajem się uprzedzając" (List do Rzym. 12, 10), pracują nad ludem i dziatwą wiejską, jak prawdziwi apostołowie i „pomocniki Boże" (I. List do Korynt. 3, 9)?
Fiat lux — niech się stanie światło! Zakładajmy jak najwięcej szkół, aby w naszych miastach i wioskach znikli jak najrychlej ludzie nie umiejący czytać, ale wprzód a przynajmniej równocześnie nauczmy całą naszą dziatwę katechizmu, i uczyńmy wszystko, co w naszej mocy, aby ze wzrostem oświaty, wzrastało też u ludu głębsze poznanie i rozumne pojmowanie religii katolickiej, aby jego służba Boża była rozumną służbą Bożą. Póki wiary, póki pacierza polskiego i polskiego katechizmu, póty narodu! Kto w tej pracy nie spieszy z pomocą albo jej nawet przeszkadza, ten popełnia grzech przeciw ludowi, przeciw narodowi.
Jeśli zaś tak jest, jeśli czynna religia jest naszem zbawieniem i największą siłą, jeśli tylko na jej gruncie wyrasta sumienność i poświęcenie się dla obowiązku, to niech każdy będzie apostołem w swoim domu, w swojej wiosce, w swoim powiecie! Niech kiedyś powiedzą o naszych czasach, co Pismo Święte mówi o narodzie żydowskim, że w chwili niebezpieczeństwa kiedy zagrożone były jego największe świętości dźwigał się jak jeden mąż, a Pan go wyswobodził.
Błogosławieństwo Boże i łaski duchowne i doczesne wszelkiego rodzaju niech spoczną na Was wszystkich, Najdrożsi moi, i na waszych dzieciach.