HomiliaDB

Thomas N. Burke OP · Wykłady i kazania

27. Dobre uczynki z wiarą konieczne do zbawienia

Wygłoszone w kościele św. Wincentego Ferreriusza, dnia 2 maja 1872 r.

Gdy chcę zacząć od nowaGdy wiara wydaje się nierozumna Macierzyństwo BożeOdkupienie
W skrócie. Kazanie majowe o miejscu Maryi w planie odkupienia, jako argument przeciw dwóm skrajnościom: humanitarianom (wystarczy natura bez Boga) i sola-fide protestantom (wystarczy wiara bez uczynków). Burke dowodzi, że odkupienie wymagało ofiary o nieskończonej wartości (Bóstwo) i ofiary zdolnej do cierpienia (człowieczeństwo), a zatem Maryja jako dawczyni ludzkiej natury Chrystusa była konieczna do odkupienia. Kończy apelem o cześć Maryi na wzór biblijnych bohaterek (Debory, Estery, Judyty).

„świat nie mógł być odkupiony bez niej, bo dała ona ludzką naturę Jezusa Chrystusa, bez której nie było odkupienia dla człowieka.”

*Wygłoszone w kościele św. Wincentego Ferreriusza, dnia 2 maja 1872 r.*

*„I rzekł do ucznia Jezus: Synu, oto matka twoja."*

Najdrożsi: Poprzedniego wieczoru starałem się ukazać wam piękną harmonię i analogię między rzeczami natury a duchowymi darami łaski, tak przedziwnie rozwiniętą i zilustrowaną w poświęceniu miesiąca maja Najświętszej Dziewicy Maryi; mówiłem wam wówczas, że tego wieczoru postaram się objaśnić wam miejsce i znaczenie, jakie Matka naszego Boskiego Pana zajmuje w planie odkupienia człowieka. Otóż istnieją dziś na świecie dwie wielkie klasy ludzi, różniące się w pojmowaniu zamysłu Bożego objawionego w odkupieniu człowieka. Pierwsi to ci, którzy twierdzą lub zdają się twierdzić, że odkupienie nie było nam w ogóle potrzebne. Zaprzeczają upadkowi człowieka — zaprzeczają wrodzonej grzeszności natury ludzkiej. W konsekwencji zaprzeczają konieczności wcielenia wszechmogącego Boga. Zaprzeczają konieczności sakramentów i ich skuteczności, a głoszą, że człowiek posiada w sobie samym, w samych pierwiastkach swej natury — że przez samo rozwinięcie swych naturalnych sił może osiągnąć wszelkie cele Boże i pełnię doskonałości swego bytu. Taką jest na przykład nauka szeroko rozgałęzionej sekty socynian. Takie też, w znacznej mierze, są poglądy wielu rozlicznych sekt — unitarianów, humanitarianów, wyznawców samej tylko natury ludzkiej — progresistów, ludzi pokładających wszystkie nadzieje w tym świecie, w jego zdobyczach naukowych i wielkich osiągnięciach dokonanych przez człowieka, odbitych w jego duchu i rozumie — jako w jedynym źródle wszelkiej doskonałości ludzkości i społeczeństwa. Do tej klasy należą wszyscy ci, którzy odrzucają jakąkolwiek określoną formę religii — którzy odpychają od siebie wszelką myśl o konieczności jakiejkolwiek stałej wiary. Pogląd ten reprezentuje ogromna rzesza ludzkości, spotykana wszędzie, a nigdzie liczniejsza niż tutaj, w tej właśnie ziemi; ludzie, którzy przy najtrafniejszych pojęciach w sprawach handlowych, finansowych, prawnych, politycznych i tym podobnych — okazują się trwać w bezmyślnym, niechlujnym, nieokreślonym, a nie tylko nieświadomym, lecz i świadomie nieświadomym braku wszelkiej określonej formy wiary lub wiary w objawienie w ogóle. Nie oddają Bogu w swoich myślach, w swoich umysłach, w uznaniu swych dusz należnego miejsca w tej kwestii odkupienia człowieka. Z drugiej zaś strony jest ogromna liczba tych, którzy wyznają chrześcijaństwo i którzy, jeśli chcecie, oddają Bogu w tej sprawie odkupienia zbyt wiele; którzy mówią, że gdy Syn Boży stał się człowiekiem, dokonał odkupienia ludzkości tak zupełnie, że zgładził grzech świata tak doszczętnie, iż jedyne, co nam pozostaje, to oprzeć się na Nim — kierować się wiarą, Jego usprawiedliwieniem, Jego zasługami, i że bez żadnej własnej pracy równoległej, bez żadnego czynu z naszej strony, lecz jedynie przez łatwe działanie „wiary w Chrystusa", jak to nazywają, możemy być zbawieni. Stąd słyszymy tak wiele o usprawiedliwieniu przez wiarę; stąd tyle bezczelnych napaści na katolickie sakramenty — na post, na Mszę świętą, na wszystkie zewnętrzne zwyczaje i sakramentalne środki świętego Kościoła katolickiego; wszystko wyśmiane, wszystko oplute jako sprzeczne z duchem wszelkiej prawdziwej religii, która według nich polega po prostu na tym, by wierzyć z całą duszą w Jezusa Chrystusa, w Jego odkupienie, w Jego zadośćuczynienie — i wszystkie grzechy są zgładzone. Człowiek może mieć na duszy tysiąc morderstw; człowiek może być obciążony wszelką najobrzydliwszą formą nieczystości; człowiek może wyrządzać krzywdy bliźniemu ze wszystkich stron i bogacić się łupami ze swej nieuczciwości — nie istnieje żadne prawo regulujące stosunki Boga do człowieka ani człowieka do bliźniego — wystarczy tylko „wierzyć w Boga, a będziesz zbawiony". Stąd tyle osób udających się na te schadzki w plenerze i te zebrania modlitewne, popadających tam w stan uniesienia i wołających: „O, znalazłem Pana Jezusa, znalazłem Go!" Nie ma już o czym mówić — są bierzmowani; są wybrani; są doskonali; są odrodzeni, a kres wszystkim ich dawnym grzechom. Nie potrzebują ronić łzy skruchy, lecz tylko wierzyć w Pana. Nie muszą wzbudzać aktu żalu, nie muszą umartwiać ciał swoich, lecz tylko wierzyć w Pana. Jest to nauka gładka i bardzo łatwa, nadzwyczaj łatwa, i gdyby prowadziła do nieba, byłaby zaiste słodką i łatwą drogą, którą moglibyśmy używać sobie tutaj tak długo, jak nam się podoba, oddając się wszelkiej nikczemnej namiętności, by potem zwrócić się i oprzeć na Panu, i tak dostać się do nieba.

Pomiędzy tymi dwoma skrajnościami — skrajnością niedowiarstwa i błędnym pojęciem oraz zapałem tego, co uchodzi za wiarę nadgorliwą, a czym w rzeczywistości nie jest wcale wiara — bo wiara oznacza ujęcie prawdy, a nie wypaczone rozumienie tego czy innego miejsca Pisma Świętego — pomiędzy tymi dwoma skrajnościami stoi święty Kościół katolicki Boży i powiada nam, przeciw pierwszej klasie, humanitarianom, że jesteśmy rodem upadłym, że grzech jest w naszej krwi, że grzech tkwi w naszej naturze, że natura ta jest przez grzech zeszpecona i zdeformowana; że samo źródło naszego człowieczeństwa zostało skażone w Adamie, i podobnie jak gdy zaburzysz lub zatruwasz źródło strumienia, cały nurt, który z niego wypływa, jest mętny i zatruty, tak cały nurt naszego człowieczeństwa, wypływający z grzechu Adamowego, jest skalany, zeszpecony i zatruty grzechem; a zatem potrzebowaliśmy Odkupiciela, który zadośćuczyniłby za nasze grzechy i który, ofiarując siebie samego i stając się ofiarą, zgładziłby grzech ludzkości. Z drugiej jednak strony święty Kościół katolicki poucza nas, przeciwko drugiej klasie, że do zbawienia człowieka konieczne są dwie wole, dwa działania: wola Boga i wola człowieka, który ma być zbawiony; że musimy zjednoczyć naszą wolę z wolą Bożą i postanowić się zbawić, bo inaczej ta wola Boża, która nigdy nie jest opieszała, sama nie wystarczy do uświęcenia ani zbawienia żadnego człowieka; że nie tylko musimy chcieć zbawienia razem z Bogiem, lecz musimy też pracować z Bogiem w dziele naszego zbawienia — wedle słów świętego Pawła: „W bojaźni i drżeniu sprawujcie zbawienie wasze." A chociaż dar zbawienia pochodzi od Boga i jest Jego darem, to jednak nie da go On temu, kto nie wyciąga rąk, aby go pochwycić, wedle owego innego słowa Apostoła: „Porwij się na życie wieczne." Bóg w zupełności może nas zbawić; Bóg chce nas zbawić. Zbawić nas może jedynie Jego łaska, ale jeśli nie pochwytamy rękami tej łaski i nie odpowiemy na nią, zbawienia dla nas nie ma. Podobnie jak gdybyście ujrzeli człowieka wpadłego do morza i rzucili mu linę, którą, jeśli jej się uczepi, możecie wciągnąć go do łodzi lub wyciągnąć na ląd — chcecie go ocalić, pragniecie go ocalić; włożyliście dosłownie w jego ręce środek, przez który może być ocalony — ale jeśli odmówi uchwycenia się tego środka zbawienia, jeśli odrzuci ofiarowany mu dar życia, nie możecie go zmusić i tak ginie z własnej winy.

A zatem, ponieważ zbawienie każdego człowieka wymaga dwóch woli i dwóch odrębnych działań — woli i działania Bożego oraz naszej woli i naszego działania idącego z nimi w parze — tak samo i w odkupieniu konieczne były dwie rzeczy, aby człowiek mógł być zbawiony. Przede wszystkim, najdrożsi, konieczne było znalezienie jakiejś ofiary, której sam czyn byłby w oczach Bożych tak nieskończonej wartości, że byłaby zdolna do zbawienia ludzkości i zdolna zadośćuczynić nieskończonej czci i chwale Bożej, zhańbionej przez grzech. Trzeba było znaleźć ofiarę, której sam czyn jest nieskończonej wartości — i dlaczego? Bo zadośćuczynienie, którego ma dokonać, jest nieskończone; bo żadne stworzenie Boże, działając jako stworzenie, z zasługą i mocą skończoną i ograniczonym działaniem stworzenia, nigdy nie może zadośćuczynić wszechmogącemu Bogu za grzech, który jest złem nieskończonym. Pierwszą rzeczą konieczną jest zatem nieskończona moc zadośćuczynienia, nieskończona moc zasług w ofierze za grzech człowieka. Drugą rzeczą konieczną do odkupienia jest gotowość i zdolność odkupiciela do cierpienia i przez swe cierpienia, i przez swe ofiary, i przez swe zadośćuczynienie do zgładzenia grzechu. Gdzież znaleźć tę ofiarę o nieskończonych zasługach, a jednak — ofiarę? Jeśli domagamy się spełnienia pierwszego warunku, mianowicie mocy przywrócenia Bogu tej nieskończonej czci i chwały, zhańbionej przez grzech — szukać jej możemy na próżno w całych szeregach Bożych stworzeń; możemy wznosić się w niebiosa niebios i szukać po wszystkich chórach świętych aniołów Bożych, a nigdy jej nie znajdziemy, bo taki siedzi na samym tronie Bożym. Bóg jedynie jest nieskończony w swojej świętości, w swoich łaskach, i — jeśli zgodzi się być ofiarą — w swojej mocy zadośćuczynienia; Bóg jedyny może tego dokonać. Człowiek mógł dać przyczynę, człowiek mógł popełnić grzech; ręka Boża jedyna może ten grzech przez zadośćuczynienie zgładzić; a jednak, dziwna rzecz, najdrożsi bracia, sam Bóg tego uczynić nie może, bo sam Bóg nie może nam dostarczyć drugiego przymiotu odkupiciela, mianowicie charakteru ofiary. Jakże może Bóg cierpieć? Jakże może Bóg być wzruszony? Jakże może Bóg krwawić i umierać? On jest szczęściem, chwałą, czcią i wielkością samą w sobie. Jakże może być pokorny Ten, który jest ponad wszystkim? W istocie swej nieskończenie chwalebny. Jakże może być zasmucony Ten, który jest istotnym szczęściem nieba? Musi zstąpić z nieba i przyodziać naturę zdolną do cierpienia i bólu, do przelewania krwi; musi przyodziać naturę zdolną do zniewag, zmiażdżenia i bycia ofiarowaną, bo inaczej świat nigdy nie znajdzie swego Odkupiciela; a jednak musi tę naturę tak przyodziać, by wszystko, co czyni jako ofiara, i wszystko, co znosi jako ofiara w tej naturze, było przypisane Bogu. Musi to być działanie Boga; musi to być cierpienie Boga, bo inaczej nigdy nie zostanie obdarzone nieskończoną wartością konieczną do zadośćuczynienia za grzech człowieka.

Oto dwie wielkie rzeczy, które trzeba było znaleźć i które Bóg znalazł w planie swego odkupienia: Bóg dostarczył jednej, ziemia dostarczyła drugiej. Bóg dostarczył nieskończonej zasługi, nieskończonej łaski, nieskończonej wartości zadośćuczynienia w swoim własnym Boskim i niestworzonym Słowie, Drugiej Osobie Trójcy Przenajświętszej; ale gdy chodziło o znalezienie ofiary — o znalezienie natury, w której to Słowo miało działać, natury, w której to Słowo miało cierpieć i być zgniecione, i krwawić, i płakać, i modlić się za człowieka — Bóg musiał spojrzeć z nieba i znaleźć tę naturę na ziemi. Dlatego też, najdrożsi moi bracia, niebo i ziemia zjednoczyły się, wydając Jezusa Chrystusa, i równie konieczna jest dla nas wiara w rzeczywistość Bóstwa, które zstąpiwszy z nieba, w Nim zamieszkało, jak wiara w rzeczywistość człowieczeństwa, które zostało przez Niego przyjęte i wchłonięte w Jego Boską Osobę. Człowiek może wywyższać Bóstwo kosztem człowieczeństwa i mówić: „Był Boski, ten człowiek, Jezus Chrystus, ale pamiętajcie — nie był prawdziwym człowiekiem; przyjął tylko ciało ludzkie w pewnym celu, a potem, odrzucając je, wstąpił na najwyższe niebiosa Boże." Kto tak mówi, nie jest chrześcijaninem, bo nie wierzy w rzeczywistość ludzkiej natury Jezusa Chrystusa. Powiedzieli to heretycy i Kościół odciął ich anatemą. Albo też można wywyższać Jego człowieczeństwo kosztem Jego Bóstwa i mówić: „Był prawdziwym człowiekiem, ale nie był zjednoczony z Bogiem unią osobową; nie był Osobą Boską, lecz ludzką; był prawdziwym człowiekiem, ten człowiek ukrzyżowany za nasze grzechy — prawdziwy, i święty, i doskonały — ale nie Bóg." Powiedzieli to heretycy i mówią to do dziś. Nawet Mahomet uznał, że Pan Jezus Chrystus był najdoskonalszym z ludzi, ale że Bogiem nie był. Kto tak mówi, nie jest chrześcijaninem, bo nie wierzy w Bóstwo Jezusa Chrystusa.

Otóż sądzę, że z tego, co powiedziałem, musicie natychmiast wyciągnąć wniosek, że w planie odkupienia człowieka Bóstwo było tak samo konieczne jak człowieczeństwo, a człowieczeństwo tak samo konieczne jak Bóstwo; że świat nigdy nie mógł być odkupiony bez Bóstwa; że sam człowiek tego dokonać nie mógł; że świat nigdy nie mógł być odkupiony bez człowieczeństwa, bo sam Bóg cierpieć nie może. Cóż z tego wynika? Wynika, najdrożsi moi, w logice i w prawdzie, że dla odkupienia świata Maryja na ziemi była tak samo konieczna jak Ojciec Przedwieczny w niebie; że w postanowieniach i radach Bożych — w planie Boga — Matka Jego człowieczeństwa była tak samo konieczna jak Ojciec Jego Bóstwa; i że wynosi się ona natychmiast w zamysłach Bożych do tej wspaniałej roli, jaka została jej wyznaczona w planie odkupienia, mianowicie: świat nie mógł być odkupiony bez niej, bo dała ona ludzką naturę Jezusa Chrystusa, bez której nie było odkupienia dla człowieka.

Kto umarł na krzyżu? Syn Boży. Czyje to ręce przybite były do twardego drzewa? Ręce Syna Bożego. Kto to jest ów człowiek pokryty ranami, krwawiący, ukoronowany cierniem? Kto to jest owa osoba ogarnięta boleścią? To jest Druga Osoba uwielbionej Trójcy! Ten sam Bóg, zrodzony w Nim, współistotny Ojcu, który był od początku i przez którego wszystko się stało. A jeśli jest to Syn Boży, jakie prawo ma owa kobieta patrzeć na Niego oczyma matki? Jakie prawo mają te konające usta, by zwracać się do niej jako do matki? Ach, bo, najdrożsi moi, był On tak prawdziwie Synem Maryi, jak był Synem Bożym.

A teraz, pragnąc postępować we własnym rytmie i wejść w pełnię tych wszystkich spraw w kolejnych rozważaniach, zakończę tylko jedną uwagą. Odkąd doszedłem do używania rozumu, nauczyłem się katechizmu i pojąłem tę naukę, którą mi wpojono o tym, jak Bóg w niebie zaplanował i zamierzył odkupienie ludzkości — największą zagadką mego życia, rzeczą, której nigdy nie mogłem zrozumieć, było to, jak ktokolwiek, wierząc w to, co powiedziałem, mógłby odmówić czci, honoru i miłości Najświętszej Dziewicy, Matce Jezusa Chrystusa; bo wydaje mi się, że nic nie jest bardziej naturalne dla serca ludzkiego niż wdzięczność i że w miarę daru otrzymanego od kogokolwiek, w tejże mierze odczuwamy, jak serce nasze wzbiera wdzięcznością, i jakiś dziwny głód, i jakieś dziwne, niespełnione pragnienie, by znaleźć sposób wyrażenia tej wdzięczności, którą czujemy. I czyż jest to uczucie święte? Najświętsze; naturalne, lecz najświętsze. Odnajdujemy w Piśmie Świętym głośny ton pochwały, czci i uwielbienia oraz wdzięczność, którą natchnieni pisarze wyrażali wobec tych, którzy byli wielkimi dobroczyńcami ludzkości, a zwłaszcza wobec kobiet Starego Testamentu. Jakże głośne są na przykład pochwały, którymi Pismo Święte darzy córkę Jeftego, bo poświęciła siebie zgodnie ze ślubem ojca za lud. Jakże głośne pochwały sławiły chwalebną kobietę, Deborę, która w dniu ucisku i niebezpieczeństwa stanęła na czele wojska izraelskiego, dobywszy miecza — i mówi Pismo, że cały lud chwalił ją po wszystkie wieki, śpiewając: „Błogosławiony Bóg, że matka powstała w Izraelu." Jakże głośne pochwały Estery, o której Pismo opowiada, że Żydzi obchodzili doroczne święto na jej cześć, bo wstawiła się u króla Aswerusa i ocaliła lud od zagłady. Jakże głośne pochwały Judyty, która wyszedłszy z miasta na skalistym szczycie góry, swą kobiecą ręką zabiła nieprzyjaciela Izraela i Boga Izraela — Holofernesa — i powracając w triumfie, starcy miejscy wyszli jej naprzeciw, wołając: „Błogosławiony Pan Bóg Izraela, i tyś błogosławiona; tyś chwałą Izraela; tyś chwałą Jeruzalem; tyś radością Izraela; tyś chlubą ludu naszego." A jednak — cóż uczyniły Debora, Estera czy Judyta — cóż uczyniło którekolwiek z nich ani żaden inny człowiek na obliczu ziemi dla nas, w porównaniu z tym, co uczyniła Maryja? Judyta ucięła głowę Holofernesowi — Maryja starła piętą głowę węża, który był zgubą naszego rodu; Estera błagała za ludem przed monarchą asyryjskim i ocaliła go od zguby doczesnej — Maryja błaga, i błagać nie przestaje, Króla Królów, Króla Niebios, i ocala lud od zguby; córka Jeftego oddała życie — Maryja sprowadzi­ła z nieba życie samo i dała je nam.

A jednak, dziwna rzecz, ci, którzy ustawicznie krzyczą o „Biblii, Biblii, Biblii, otwartej Biblii, Biblii wolnej dla każdego człowieka", ci, którzy zwą siebie ludźmi Biblii, ci, którym ta Biblia bez przerwy wypływa z napuszonymi ustami, każdy jej werset, jakbyście nauczyli papugę w klatce recytować ją, rozumiejąc tyle, ile by rozumiał ten ptak — to właśnie ci ludzie mówią nam, że możemy łączyć się z dawnymi Żydami w sławieniu Estery i Debory, że możemy wołać z podziwem do Marii, siostry Mojżesza, do Racheli, ale że nie wolno nam powiedzieć ani słowa, by wyrazić wdzięczność, miłość, cześć i honor dla tej Kobiety, Kobiety nad kobietami, duchowej Matki całego naszego rodu, bo jej Dziecię było naszym pierworodnym Bratem — dla Kobiety, która dała nam Jezusa Chrystusa, Kobiety, która dała Mu krew płynącą z Jego żył na Kalwarii i zbawiła świat — dla tej Kobiety ani słowa, prócz słowa nagany, echa syczenia piekła, echa syku piekielnego węża rozgniecionego przez Boga. Chrystus ją czcił — my nie możemy z Nim złączyć się w tej czci. Chrystus był jej posłuszny — my nie możemy z Nim złączyć się w tym posłuszeństwie. Chrystus ją miłował — my nie możemy dopuścić do swego serca żadnego uczucia miłości. Kimże są ci, którzy tak mówią? Słyszałem z ich ust słowa, których nie pozwoliliby żadnemu człowiekowi powiedzieć o własnych matkach, a jednak mieli piekielną zuchwałość wypowiadać te słowa o Matce Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. I wierzę, moi przyjaciele, że nie możemy lepiej pożytkować tego miesiąca maja i jego nabożeństw, niż czyniąc zadośćuczynienie naszemu Panu i Zbawicielowi oraz Jego świętej Matce za zniewagi, które spadają na Niego, gdy są wymierzone w Nią. Najgłębszą zniewagą, jaką możesz wyrządzić jakiemukolwiek człowiekowi, jest obrazić jego matkę; a im doskonalsze dziecię i im bardziej miłujące, tym boleśniej odczuje ową zniewagę. On, z konającymi ustami, zapewnił Maryi, swej Matce, syna, drugiego syna — najczystszego i najmiłującego spośród ludzi. Pokazuje to, jak myślał o niej w swoich ostatnich chwilach; jak była najdroższą mu istotą, którą zostawiał na tej ziemi; a to, co drogie sercu Jezusa Chrystusa, winno zawsze być drogie waszym sercom i umysłom. Tuż za miłością — wieczną, nieskończoną, istotową — łączącą Go w Jego Bóstwie z Ojcem Przedwiecznym, tuż za nią, w sile, natężeniu i czułości, była miłość łącząca Go z Matką, która z Nim w najściślejszym trwała związku. I o, Panie Jezu Chryste, naucz nas miłować to, co Ty miłujesz, i tak czcić i wielbić to, co Ty raczyłeś uczcić.

← wróć do odkrywania