HomiliaDB

Thomas N. Burke OP · Wykłady i kazania

38. Boskie posłannictwo Kościoła

Wygłoszone w kościele św. Wincentego Ferreriusza w Nowym Jorku, w niedzielę rano 16 czerwca 1872 r.

Gdy potrzebuję nadzieiGdy wiara wydaje się nierozumna Natura i jedność KościołaKościół a świat i państwo
Owoż stało się, gdy go tłum naciskał, żeby słuchał słowa Bożego, że stanął nad jeziorem Genezaret. I ujrzał dwie łodzie stojące przy jeziorze; a rybacy wyszedłszy z nich, płukali sieci. Wsiadłszy tedy do jednej łodzi, która była Szymonowa, prosił go, żeby się trochę odciągnął od ziemi. A siedząc, uczył rzeszę z łodzi. A gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębię i zapuśćcie sieci wasze na połów." A odpowiadając Szymon, rzekł Mu: „Mistrzu, przez całą noc pracując, niceśmy nie złowili; ale dla słowa Twego zapuszczę sieć." A gdy to uczynili, ogarnęli wielką mnóstwo ryb, tak że się sieć ich rwała. I skinęli na wspólników, którzy byli w drugiej łodzi, żeby przyszli i pomogli im. I przyszli, i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Co ujrzawszy Szymon Piotr, padł do kolan Jezusowych, mówiąc: „Odejdź ode mnie, bo jestem człowiekiem grzesznym, Panie." Albowiem podziw ogarnął jego i wszystkich, którzy z nim byli, nad połowem ryb, które złowili. Podobnież też Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. I rzekł Jezus do Szymona: „Nie bój się; odtąd ludzi będziesz łowił." A przyciągnąwszy łodzie do lądu, opuściwszy wszystko, szli za Nim.
W skrócie. Kazanie o Boskim posłannictwie Kościoła oparte na alegorii łodzi Piotrowej (Łk 5,1–11). Burke wyjaśnia, że Chrystus zasiadając w łodzi Piotrowej nauczał lud — symbol Kościoła głoszącego Bożą prawdę — a nakazując Piotrowi zapuścić sieci, zapowiedział sakramentalne działanie Kościoła wyciągającego dusze z głębiny grzechów. Łódź Piotrowa nie może się rozbić, bo jest w niej Chrystus i steruje nią Piotr (w swoim następcy). Burke odpowiada na zarzut klęski chrześcijaństwa: Kościół jest jak statek próbowany przez oceany prześladowania, co właśnie dowodzi jego mistrzowskiego wykonania. Kończy ostrzeżeniem wobec von Bismarcka — żaden cesarz nie może zmienić nauczania Kościoła.

„Głos Chrystusa jest w Kościele; głos Boży nigdy nie przestał w nim brzmieć; głos Boży nigdy nie umilkł — od dnia, gdy dziecię Maryi po raz pierwszy uchyliło niemowlęce usta na łonie Maryi, aż do ostatniej godziny istnienia świata.”

*Wygłoszone w kościele św. Wincentego Ferreriusza w Nowym Jorku, w niedzielę rano 16 czerwca 1872 r.*

*Owoż stało się, gdy go tłum naciskał, żeby słuchał słowa Bożego, że stanął nad jeziorem Genezaret. I ujrzał dwie łodzie stojące przy jeziorze; a rybacy wyszedłszy z nich, płukali sieci. Wsiadłszy tedy do jednej łodzi, która była Szymonowa, prosił go, żeby się trochę odciągnął od ziemi. A siedząc, uczył rzeszę z łodzi. A gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębię i zapuśćcie sieci wasze na połów." A odpowiadając Szymon, rzekł Mu: „Mistrzu, przez całą noc pracując, niceśmy nie złowili; ale dla słowa Twego zapuszczę sieć." A gdy to uczynili, ogarnęli wielką mnóstwo ryb, tak że się sieć ich rwała. I skinęli na wspólników, którzy byli w drugiej łodzi, żeby przyszli i pomogli im. I przyszli, i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Co ujrzawszy Szymon Piotr, padł do kolan Jezusowych, mówiąc: „Odejdź ode mnie, bo jestem człowiekiem grzesznym, Panie." Albowiem podziw ogarnął jego i wszystkich, którzy z nim byli, nad połowem ryb, które złowili. Podobnież też Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. I rzekł Jezus do Szymona: „Nie bój się; odtąd ludzi będziesz łowił." A przyciągnąwszy łodzie do lądu, opuściwszy wszystko, szli za Nim.*

Gdy czytamy pozytywne nauki zawarte w Ewangelii, jesteśmy zobowiązani otworzyć umysły na słowa Wszechmogącego Boga. Zobowiązani jesteśmy też rozważać nawet to, co wydaje się być najdrobniejszymi zdarzeniami odnotowanymi w czynach i słowach Jezusa Chrystusa. Każde zapisane o Nim słowo ma głębokie i zbawienne znaczenie. Nie ma w Ewangelii ani jednego słowa, ani jednego zdarzenia, które by nie było dla nas pełne nauki; a dowody, jakich ta Ewangelia dostarcza na boskość religii chrześcijańskiej i na Boże pochodzenie Kościoła, leżą nie tylko w wielkich, jawnych twierdzeniach — takich jak na przykład to, gdzie Chrystus mówi: „Zbuduję mój Kościół na opoce, a bramy piekielne nie przemogą go" — albo gdzie indziej: „Kto by Kościoła nie słuchał, niech ci będzie jako poganin i celnik" — lecz te dowody tkwią również w drobniejszych zdarzeniach, tak starannie i szczegółowo notowanych przez Ewangelistów.

Proszę was przeto, byście w tym właśnie duchu rozważyli Ewangelię, którą wam właśnie odczytałem. Święty Piotr — który stał się potem papieżem Rzymu — zaczął życie jako rybak na brzegach Morza Galilejskiego. Miał swoje łodzie i sieci; przemierzał te wody, trudniąc się swoim skromnym rzemiosłem w towarzystwie Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, i Andrzeja, swojego starszego brata. Ci mężowie przepędzili noc na łonie wód, mozołem i trudem, a nie złowili nic. Smutni i przygnębieni za tyle czasu i pracy zmarnowanej, wylądowali rankiem ze swych łodzi; i wyjęli sieci, żeby je umyć. Kiedy tak byli zajęci, ukazał się wielki tłum — ludzie, którzy szli za Panem Jezusem Chrystusem i naciskali na Niego, pragnąc słyszeć słowa Bożej prawdy z Jego ust. Przyszedł na brzeg jeziora i wszedł do jednej z łodzi; a Ewangelista pilnie zaznacza, że łodzią, do której wstąpił Zbawiciel, była właśnie łódź Szymona Piotra. Nakazał następnie Piotrowi odbić nieco od brzegu, aby mieć trochę wody między sobą a ludem, a jednak nie oddalić się tak bardzo, żeby go nie mogli słyszeć. I oto — podczas gdy lud stał w pobożnym skupieniu, słuchając prawa Boskiego Odkupiciela — siedział Zbawiciel w łodzi Piotrowej, nauczając rzeszę. Gdy oświecił ich umysły skarbami boskiej mądrości, która z Niego płynęła, zwrócił się do Piotra i rzekł mu: „Wypłyń na głębię i zapuśćcie sieci wasze na połów." Piotr odpowiedział: „Mistrzu, przez całą noc pracowaliśmy i nic nie złowiliśmy. Wszelako — odrzekł — ufam słowu Twemu; i na Twój rozkaz zapuszczę sieć." Ledwie zarzucił ową sieć w morze — pod oczyma i na rozkaz Jezusa Chrystusa — już w tejże chwili napełniła się rybami, a łódź Piotrowa była pełna po brzegi, niemal się zatapiając.

Oto fakt zapisany. Cóż on znaczy? Jakie jest znaczenie tego ustępu Ewangelii? Czy ma ono w ogóle jakiś sens? Czy było przepowiednią rzeczy, które miały nastąpić? O, najmilsi bracia, jakże znamienne i jakże prorocze były, w historii tej religii chrześcijańskiej i w historii Kościoła, czyny Jezusa Chrystusa opisane w dzisiejszej Ewangelii. Siedział w łodzi Piotrowej; i z tej łodzi nauczał lud. Cóż to znaczy? Czymże jest ta barka Piotrowa? Czy potrzebuję wam tłumaczyć, moi katoliccy przyjaciele i najmilsi bracia, co oznaczała ta barka Piotrowa? Pan Chrystus zbudował sobie swój Kościół! Uczynił go takim, żeby nigdy nie rozbił się na burzliwych falach tego świata; zbudował go tak, że On sam zawsze będzie w nim obecny, choć Piotr siedzi przy sterze. Zbudował go tak, że jego losem jest być wypuszczonym na wiecznie zmienne, wiecznie wzburzone i burzliwe morze tego świata i jego społeczności. Oznajmił, że Piotr stoi na czele tej okrętu, gdy rzekł do niego: „Paś owieczki moje; paś owce moje;" „Utwierdzaj braci twoich;" „Uczynię was rybakami ludzi;" „Wypłyń na głębię i zapuść sieci na połów."

Święty Piotr sam, natchniony Duchem Świętym, nauczał w późniejszych czasach, że Kościół Boży jest jak piękny okręt zbudowany przez Jezusa Chrystusa, w którym mają być zbawieni wszyscy, którzy mają być zbawieni aż do końca czasów; przyrównuje on bowiem tę łódź do arki Noego, w której wszyscy uratowani podczas wielkiego potopu znaleźli swoje schronienie; mówi bowiem, że wszyscy zginęli i pomarli, z wyjątkiem owych ośmiu dusz, które znalazły przytułek w arce Noego; a pozostałe miotane były na burzliwych, rwących bałwanach potopu; rzucane przez prądy; a gdy wody wznosiły się wokół nich potokami, mąż silny szedł w przepaść głęboką; niemowlę wydawało krzyk, który wnet grzebały pieniące się fale. Wszędzie tylko spustoszenie; wszędzie tylko zniszczenie — z wyjątkiem arki, która triumfalnie unosiła się ponad wodami, płynąc ponad szczytami gór, stawiając czoło nawałnicom nieba z góry i rozszalałym falom z dołu, aż wyładowała swój żywy ładunek ośmiu dusz ludzkich bezpiecznie i radośnie. Tak samo i Chrystus Pan zbudował sobie okręt — swój Kościół; wypuścił ten Kościół na burzliwe fale świata i jest rzeczą zdumiewającą, że ten ocean ludzkiego społeczeństwa nie ma dla Kościoła Bożego nic przyjaznego. Ludzie mówią: „Czy chrześcijaństwo poniosło klęskę?" Dlaczego tak mało jest zbawionych? Dlaczego tak mało przykłada się do wypełniania warunków, których wymaga Kościół Święty? Dlaczego, jeśli otrzymał on posłannictwo rozkazywania całemu światu i nawracania go, dlaczego ten Kościół Boży wydaje się zawsze prześladowany i poniżany?

O, moi przyjaciele, istnieje głęboka i gruntowna analogia między rzeczami natury a rzeczami łaski. Piękny okręt buduje się na pochylni; buduje się solidnie, z najlepszego tworzywa; okłada i obija wszystkim, co może go chronić przed działaniem mórz; buduje się go tak, że w każdej swej linii będzie rozcinał wody i nad nimi panował; a gdy jest już gotowy, wypuszcza się go na głębię; a jego posłannictwem jest rozwinąć żagle i przemierzać wszystkie morza aż po najdalszy kraniec świata. Przez wszystkie musi przejść; ponad wszystkimi musi się unosić; tysiąc nawałnic musi przetrwać; i ten ocean, który przyjmuje ją w swe łono, przyjmuje ją pozornie tylko po to, by miotać ją z fali na falę, by wystawiać na próbę jej wytrzymałość, by sprawdzać każdą belkę i każde złącze, otwierając swe potężne otchłanie, by ją pochłonąć; a gdy mu się to nie udaje — uderza w nią rozszalałymi falami, jak gdyby w porządku natury okręt i morze były wrogami, i jak gdyby ocean, który przyjął ten statek, pragnął tylko jego zagłady. Czy tak właśnie nie jest w porządku natury? Czy to właśnie nie to burzliwe morze, te potężne, pianą okryte bałwany, te rozgniewane, ryczące fale, grzmot toczący się nad nimi i błyskawice migające dokoła — czy to wszystko właśnie nie wystawia na próbę i nie dowodzi doskonałości okrętu; i jeśli on to wszystko przetrwa — jeśli jest w stanie niezawodnie pokonać je wszystkie i przywieźć ładunek i pasażerów do wyznaczonego portu — czy nie jest to dowód, że jest zbudowany należycie? Gdyby ocean był gładki jak lustro; gdyby wiatry były zawsze sprzyjające; gdyby żadna przeszkoda nie stanęła na drodze; gdyby żadna fala nie uderzyła w statek i nie starała się go cofnąć, i gdyby żadna otchłań nie otworzyła się, by przyjąć go w swe potężne, wodne łono — jakiż mielibyśmy dowód, że okręt jest dziełem mistrza i opiece mistrzowskich umysłów powierzonym? I tak oto Chrystus Pan zbudował okręt swego Kościoła i wypuścił go na świat; i z samej natury rzeczy było konieczne, by od pierwszego dnia, w którym wyruszyła w drogę, aż do ostatniego, gdy wyładuje swój ładunek dusz w przystani nieba, spotykała na oceanie tego świata i ludzkiej społeczności burzliwe fale gniewnego sprzeciwu ze wszystkich stron. Taki był jej los; i niestety jest to los, który świat pilnie stara się wypełnić.

Ludzie mówią, że chrześcijaństwo poniosło klęskę, bo ten Kościół nie zdołał uśmierzyć każdego morza i płynąć triumfalnie, bez przeszkód i oporu, po wszystkich oceanach. Odpowiadam, moi przyjaciele: chrześcijaństwo poniosłoby klęskę, gdyby okręt się rozbił; chrześcijaństwo byłoby klęską, gdyby istniał jakiś ocean, w który ten okręt bałby się wejść; chrześcijaństwo byłoby klęską, gdyby wiadomo było, że ten okręt kiedykolwiek — przez choćby jedną chwilę swego istnienia, od dnia, w którym został zbudowany i wyposażony przez boską mądrość i boskiego architekta, Chrystusa — gdyby przez jedną chwilę poszedł na dno; gdyby przez jedną tylko chwilę pozwolił rozszalałym wodom prześladowania i błędu zamknąć się ponad swoją głową. Wtedy chrześcijaństwo byłoby klęską. Ale stać się to nie mogło — z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że sternik, którego wyznaczył Chrystus, stoi przy kole; a jest nim Piotr i następca Piotra. Po drugie dlatego, że na pokładzie — sam w niej zasiadający i przez nią przemawiający, zarzucający sieci, które mają zebrać wszystkich, którzy wejdą na pokład i zostaną zbawieni — jest Chrystus, Pan i Bóg nasz. Wielkie nauki tego ustępu Ewangelii są następujące: łódź Piotrowa nie może się rozbić, bo jest w niej Chrystus Pan; łódź Piotrowa nie może być pozbawiona żywego ładunku dusz, bo jest w niej Ten, który nakazał zarzucać sieci, dopóki łódź nie napełni się po brzegi; łódź Piotrowa nie może być zniszczona, bo sam Piotr — w swoim następcy — stoi przy sterze. A tą łodzią Piotrową jest Święty Kościół Rzymskokatolicki. W żadnym innym okręcie wypuszczonym na to burzliwe morze świata nie słychać głosu Bożego. Na każdym innym statku rozkazy wydaje głos ludzki; ręka ludzka obraca dziób okrętu ku twarzy burzy; ręka ludzka zbudowała ów okręt; i dlatego każdy inny doktrynalny statek, który kiedykolwiek wypłynął na fale tego świata, poszedł na dno i rozbił się w drzazgi — gdy tymczasem najstarszy ze wszystkich, Kościół Święty Katolicki, unosi się dziś na falach, równie piękny oku, tak samo tryumfalnie niosący swój sztandar, rozwijający tak samo szerokie żagle, jak w dniach, gdy wyszedł z mistrzowskiej ręki Jezusa Chrystusa Pana naszego. W nim słyszalne jest Słowo i głos Boży. Chrystus zasiadł w łodzi Piotrowej; i Chrystus dziś zasiadł w łodzi Piotrowej — mamy na to Jego własne słowo: „Niebo i ziemia — mówi — przeminą, ale słowa moje nie przeminą, a słowa moje są takie: Jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata." Lecz po co, pytamy, jesteś z nami? Odpowiada i mówi: Jestem z wami, żeby prowadzić was ku wszelkiej prawdzie; żeby trzymać was w całej prawdzie; żeby uczyć was wszelkiej prawdy; i żeby rozkazywać wam, byście tak, jak was nauczyłem, szli i nauczali wszystkich narodów wszystkiego, czego was nauczyłem. Głos Chrystusa jest w Kościele; głos Boży nigdy nie przestał w nim brzmieć; głos Boży nigdy nie umilkł — od dnia, gdy dziecię Maryi po raz pierwszy uchyliło niemowlęce usta na łonie Maryi, aż do ostatniej godziny istnienia świata.

Ten głos jest błędnie tłumaczony; ten głos bywa niekiedy błędnie rozumiany. Ludzie mówią: tu jest głos Boży, a tam jest głos Boży; lud podnosi głosy z głośnymi żądaniami, niekiedy sprzecznymi z prawem, niekiedy sprzecznymi ze sprawiedliwością; a koniunkturalny polityk i mąż stanu mówi: „To głos ludu; to głos Boży. *Vox populi, vox Dei.*" Lecz głos ludu nie jest głosem Bożym. Jest wprawdzie głos Boży rozbrzmiewający na ziemi; ale słyszalny jest on tylko w nieomylnym Kościele; dlatego możemy z prawdą powiedzieć: *Vox Ecclesiae, vox Dei* — głos Kościoła jest głosem Bożym. Gdzie jest głos Boży, tam żadne kłamstwo nie może być wypowiedziane, żadna nieprawda nauczana, żadny fałsz głoszony; gdzie jest głos Boży, tam jest głos, który nigdy przez chwilę nie sprzeciwia się sam sobie w swoich naukach; bo głosi tylko jedną prawdę, czerpaną z jednego źródła — z umysłu i serca nieskończonej mądrości Wszechmogącego. Gdzie jest w historii przykład głosu, który kiedykolwiek rozbrzmiewał na tej ziemi, a który nigdy sobie nie zaprzeczył — oprócz głosu Kościoła Katolickiego? Wyzywam was, byście go wskazali. Nie ma żadnego systemu religijnego, który pretenduje dziś do nauczania ludzi na tej ziemi, a który by nie zaprzeczył sam sobie jaskrawo — z wyjątkiem jedynie Świętego Kościoła Katolickiego Jezusa Chrystusa. Weźcie którykolwiek z nich i poddajcie próbie: gdzie jest głos nauczający z władzą, jeśli nie w Kościele Katolickim? Pamiętajcie: gdzie jest głos Boży, tam musi on nauczać z władzą; gdzie jest głos Boży, musi nauczać z pewnością i jasnością, i naciskiem — nie pozostawiając niczego w wątpliwości, nie dozwalając, by lud trwał w jakimkolwiek nieporozumieniu. Gdzie ten głos słyszalny jest dziś, jeśli nie w świętym Kościele Katolickim?

Ludzie mówią: „Czy chrześcijaństwo poniosło klęskę?" Odpowiadam: nie! Klęskę poniesie w tej chwili, gdy głos Kościoła Katolickiego zostanie stłumiony; klęskę poniesie wtedy, gdy jakiś król, lub jakiś cesarz, lub jakiś wielki mąż stanu, zwycięski w boju i w radzie, zdoła ugiąć Kościół Katolicki i zmusić go, by nauczał według swoich widzimisię i swoich poglądów. Gdzie w jego historii skłonił się kiedykolwiek przed królem lub monarchą? Gdzie kiedykolwiek kształtował swoje nauki, by odpowiadały poglądom tego człowieka i sprzyjały zamysłom tamtego, dlatego że mogli go prześladować — tak jak go prześladują dziś? Najpotężniejszy człowiek na świecie mówi Kościołowi Katolickiemu: „Musisz przebudować swoje nauczanie; musisz zmienić niektóre ze swoich dogmatów i niektóre ze swoich zasad podstawowych; musisz przyznać, że państwo ma prawo wychowywać dzieci; że ty nie masz tego prawa; musisz przyznać, że religia nie jest koniecznym elementem wychowania; zmuszę cię do tego." Tak przemawia von Bismarck. Wyobraża sobie, że skoro postawił stopę na karku najdzielniejszego i najbardziej bohaterskiego narodu na ziemi, może teraz zdeptać Kościół Boży. O, jakiż to głupiec! O, jakiż nierozumny człowiek! Myśli, że skoro zdeptał naród, może zdeptać Chrystusa i Jego świętą Oblubienicę. Mówi do Kościoła: „Wydam dekret i wygnę każdego jezuitę z Niemiec; będę prześladował waszych biskupów; zajmę wasze kościoły; odciągnę wasz lud; będę prześladował i więził waszych kapłanów; a jeśli trzeba, pośle ich na śmierć." Lecz Kościół Boży stoi przed nim spokojnie i mówi: „Możesz to wszystko uczynić, ale nie możesz zmienić mojego nauczania; jestem posłańcem i głosem Bożym, a Bóg jest prawdą!" Chrystus przemawia w łodzi Piotrowej. Prawda, że wielu odmawia słuchania Jego głosu. Pytam was: jaki jest ich los? Jaki los czeka tych, którzy odmawiają słuchania głosu prawdziwego Kościoła? Odwołują się do Pisma Świętego. W dzisiejszym porannym wydaniu „New York Herald" jest list pewnego człowieka, który przeczy nieśmiertelności duszy — i dowodzi tego „pięcioma tekstami z Pisma." Tę właśnie prawdę, którą pogański filozof Platon pisał całą księgę, by dowieść — człowiek, który nigdy nie słyszał imienia Bożego, który nigdy nie znał światła Bożego — mocą naturalnego światła swego pogańskiego, nieobjaśnionego rozumu doszedł do wniosku, że dusza jest nieśmiertelna i że jej nieśmiertelność jest jej wrodzoną właściwością, przynależną jej z natury. To, co odkrył i dowiódł pogański filozof, dzisiejszy chrześcijanin zaprzecza; przytacza pięć tekstów z Pisma, żeby udowodnić, że dusza ludzka nie jest nieśmiertelna; że ludzie, gdy umierają nawet w swoich grzechach, przestają istnieć. Nie czeka ich żaden sąd, żadne następstwa, żadna kara; dla nich nie ma żadnych mąk; nie ma dla nich piekła. Dowodzi tego Pismem, zadając kłam Temu, który rzekł: „Odejdźcie ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny." Taki oto los wszystkich tych, którzy są poza Kościołem Katolickim. Miotani są przez każdy kaprys i zachciankę doktorów, którzy to stawiają jedną teorię, to znowu inną; którzy to kwestionują natchnienie Pisma, to znowu bóstwo Jezusa Chrystusa; którzy to przeczą nieśmiertelności duszy, a potem przychodzą i lżą mnie, i mnie podobnych, bo mówimy im, że dopóki nie wstąpią na pokład łodzi Piotrowej, nie mają żadnej pewności, żadnej stałości, żadnego prawdziwego światła, żadnej prawdziwej religii, i że muszą zginąć. Nazywają nas bigotami, bo głosimy słowo Boże i odmawiamy zmiany naszego nauczania lub dostosowania go do wciąż zmieniających się poglądów ludzkich. Jeśli Kościół nie głosi prawdy, to na cóż jest Kościół światu? Lecz jeśli Kościół naucza prawdy; jeśli przychodzi z przesłaniem od Boga — nie jest w jego mocy, ani w mojej, ani w niczyje mocy ludzkiej, by ją zmienić. Przychodzę głosić wam same słowa Chrystusa: „Kto by Kościoła nie słuchał, niech ci będzie jako poganin i celnik." Gdybym więc przyszedł i rzekł: „Nie potrzeba słuchać Kościoła Katolickiego; jeśli miłujecie Pana i wierzycie, wszystko jest w porządku" — gdybym tak mówił, kłamałbym i potępiałbym własną duszę. Nie mogę tego uczynić. Muszę głosić przesłanie, które powierzył mi Chrystus Pan. Chętnie bym głosił wiarę szerzej zakrojoną, gdyby Bóg mi na to pozwolił — lecz muszę głosić Boże przesłanie. Jeśli zatwardzą serca i odwrócą uszy od naszych nauk, Bóg pociągnie ich do odpowiedzialności; bo rzekł: „Kto nie uwierzy, będzie potępiony."

Nie tylko bowiem, najmilsi bracia, głos Chrystusa słyszalny jest w tym Kościele w prawdzie, która nigdy się nie zmieniła ani sobie samej nie zaprzeczyła — lecz drugie wielkie działanie Kościoła Bożego jest zapowiedziane w czynie naszego Boskiego Pana w dzisiejszej Ewangelii. Piotrze — rzekł — wypłyń łodzią swoją na głębię i zapuść sieci na połów. Nie chodzi tu już o głoszenie nauki. Lud wysłuchał głosu Pańskiego; odszedł od brzegów jeziora i rozszedł się do domów, każdy niosąc z sobą tyle z owego słowa, ile padło na żyzną glebę dobrego serca. Teraz zaczyna się następna czynność — i jest to rzecz między Chrystusem a Piotrem. „Wypłyń na głębię" — mówi — „zaarzuć sieci." Piotr zarzucił sieć i napełnił łódź rybami. Co to oznacza? Oznacza to zapowiedź zbawczego i sakramentalnego działania Kościoła Bożego; albowiem nie tylko głos Chrystusa jest słyszalny — lecz działanie Chrystusa jest w nim czynne, i wyciąga ciebie i mnie, i wszystkich ludzi, którzy poddadzą się temu działaniu, z wód namiętności i nieczystości, i próżnego pożądania, i wszelkiego rodzaju grzechów — i unosi nas mocą sakramentalną z tych wód i umieszcza w okręcie, przed Jego własnymi oczyma — w świetle Jego świętości i blasku Jego chwały. Jego działanie spoczywa w Kościele Katolickim, i on jeden może wyciągnąć z burzliwych, niszczycielskich wód grzechu duszę, która zechce poddać się takiemu wydobyciu. Człowiek wpada w to morze — człowiek — podobny Piotrowi w innym miejscu Ewangelii — chrześcijanin, który kroczy po zmiennych falach własnych namiętności, własnych złych pragnień i przewrotności, ledwie utrzymuje grunt pod nogami; zdoła to zaś jedynie tak długo, jak długo utkwi oczy w Jezusie Chrystusie i przy Nim trwa. Nadchodzi jednak chwila — jak nadeszła dla Piotra — gdy fale zdają się rozstępować pod nogami, gdy człowiek zapada się, zapada w fale własnych namiętności, własnej podłości, w fale własnej skażonej natury, gdy czuje, że fale te za chwilę zamkną się nad nim. Ginie z oczu Bożych; i już Go nie widzi. Bóg już nie patrzy nań oczami miłości; Bóg już nie patrzy nań oczami upodobania. Stracił przeszłość z wszystkimi jej łaskami i przyszłość z wszystkimi jej nadziejami; zszedł w wielki ocean ludzkiej nieprawości i ludzkiego grzechu, i głęboko zapadł się w te wody zguby. Cóż za ręka może go uratować! Jaka moc go dosięgnie! Nauczyciel fałszywej religii przychodzi ze swym przesłaniem ufności i spokoju ducha; przychodzi ze słowami gładzenia i pochlebstwa; przychodzi, by powiedzieć temu upadłemu, grzesznemu człowiekowi: „Jesteś człowiekiem uczciwym; jesteś człowiekiem miłym; masz wiele dobrych przymiotów; nie lękaj się; ufaj Panu; wszystko jest w porządku" — a tymczasem wąż nieczystości trucizną nasyca całe jego życie. O, gdybym miał głos dziesięciu tysięcy Bożych gromów, żebym mógł zagłuszyć fałszywe nauki i stłumić głos tych, którzy zatruwają lud, schlebiając jego wadom i pochlebiając jego próżności, a którzy nie są zdolni — ani nawet nie chcą, choćby zdolni byli — uczyć o następstwach grzechów! Jedyny Kościół Katolicki, pomijając wszystko to, co dobrego może być w człowieku, jeśli znajdzie go w grzechu śmiertelnym, kładzie rękę na tym grzechu; sprawia, że człowiek dotknie się własną ręką, spojrzy na siebie i pozna swoje nędze. Zrywa bandaże, którymi miłość własna zakrywa ranę; a następnie swoją sakramentalną mocą wycina całe to pyszne i zgangrenowane ciało; oczyszcza ranę zbawczą krwią Jezusa Chrystusa; wydobywa go z tej moczary, z tej kloaki nieczystości i nieprawości; uzdrawia go i wyprowadza z łzami żalu na obliczu, z nowo narodzonym umiłowaniem Boga w sercu, w białości niewinności chrzcielnej; i oto już nie jest on w sieciach piekła, lecz zajmuje swoje miejsce i podnosi oczy z radością przed obliczem Pańskim. Cóż inny Kościół mógłby uczynić? Cóż inne wyznanie nawet udaje, że to czyni — i czyni rzeczywiście? W swoich sakramentach ona to sprawia. Jej sakramentalna ręka, choćby grzech wsiąkł do krwi, zstąpi i przemierzy samo dno głębokiego jeziora nieprawości; wydobędzie nawet tych, którzy leżą tam skamieniali w swoim grzechu; wyskarpauje ich z samego dna ich nędzy i uczyni ich znowu zdolnymi do Boga. Jak poza drogą zbawienia są ci, którzy nie słuchają głosu Kościoła — głosu Chrystusa — tak też poza drogą zbawienia są ci katolicy, którzy nie chcą przyjść i poddać się jej oczyszczającemu i sakramentalnemu działaniu; którzy odmawiają otwarcia jej swej duszy; którzy odmawiają częstego i gorliwego przystępowania do jej konfesjonału i do jej stołu komunijnego. Postępować tak jest równie złe, jak gdyby odmawiali nawet słuchania jej głosu, jak gdyby kwestionowali jej świadectwo. Zły katolik jest w równie złym — a nawet gorszym — położeniu niż ten biedny człowiek, który spiera się i podnosi pytania o nieśmiertelność duszy i o to, czy Jezus Chrystus jest Bogiem.

O, najmilsi bracia, bądźmy mądrzy w porę; miejmy tę radość, że znamy i słyszymy głos przemawiający w Kościele. Ach, otwórzmy się na jej sakramentalną moc i odkryjmy łona przed jej uświęcającym dotykiem i oczyszczającą dłonią, byśmy tak mogli być wprowadzeni w skarby jej najcenniejszych i najlepszych darów; byśmy tak — jeśli nie mamy niezgłębionego daru czystości, jeśli zgrzeszyliśmy — mogli przynajmniej mieć szaty nasze uprane w wodach łaski i przywrócone do ich pierwszej jasności przez Jezusa Chrystusa, który jest naszym Zbawicielem; i w tej nadziei spędźmy kilka pozostałych dni naszego życia tutaj, uczestnicząc w trudach naszej matki; biorąc udział w jej zmaganiach; przetrwawszy wraz z nią każdą nawałnicę, która nad nami się zerwie, w ufności, że przeznaczona jest do triumfu i do bezpiecznego uniesienia się ponad grzbietem każdej przeciwnej fali. Nie zawsze tak będzie. Przystań jest blisko. Kościół walczący przechodzi z rozgniewanego oceanu swoich zmagań do spokojnej i cichej przystani swego triumfu. O, w tej przystani żadne burzliwe wiatry nigdy nie zawiją; żadne rozszalałe fale nigdy nie wzniosą swych spienionych grzbietów; tam — i tylko tam — gdy noc z jej nawałnicami i burzami prześladowania i trudności — noc z jej uderzeniami na czarne oblicze gniewnego oceanu — gdy to wszystko zostanie przeżyte, z nastaniem poranka chrześcijanin ujrzy przedsmak swojej wieczności. Wtedy usłyszy głos Tego, który był obecny w burzy, mówiący falom: „Uciszcie się! Uspokójcie się!" — a do zawyłych wokół burzliwych wiatrów: „Odejdźcie! Zostawcie nas w pokoju." Wtedy chmury przejaśnią się i każda zmarszczka ucichnie; i tam, na tym oceanie, który był tak burzliwy, każdy gniewny podmuch wiatru wygaśnie w doskonałym spokoju; i w odległym widnokręgu przed nami ujrzymy Kościół triumfujący — gdy tymczasem, niczym rozpostarcie bezkresnego oceanu, zobaczymy ów spokojny ocean Bożej wieczności rozświetlony słońcem Jego szczęśliwości. I tam będzie wszelkie piękno i szczęście. To wszystko będzie nasze, jeśli tylko stoczymy dobry bój, jeśli tylko zachowamy wiarę i przykazania Boże, przekazane nam przez Jego Święty Kościół.

← wróć do odkrywania