*„Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu; a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, nagrodzi cię."* > — Mt 6,6
Oto własne poświadczenie i błogosławieństwo naszego Zbawiciela, udzielone modlitwie prywatnej w słowach prostych, jasnych i pełnych łaski. Faryzeusze mieli w zwyczaju — gdy modlili się w odosobnieniu — modlić się publicznie na rogach ulic; postępowanie osobliwie sprzeczne wedle naszego rozumienia, jako że w naszym języku modlitwa samotna zwana jest właśnie modlitwą prywatną. Publiczna modlitwa prywatna — oto ich praktyka wewnętrznie sprzeczna. Ostrzegając tedy swoich uczniów przed szczególną postacią obłudy, w jakiej przejawiała się wtedy zarozumiałość natury ludzkiej, Pan nasz obiecuje w przywoływanym tekście błogosławieństwo Ojca tym pokornym błaganiom, które rzeczywiście do Niego są kierowane, a nie czynione dla pozyskania ludzkiej chwały. Ci, którzy szukają niewidzialnego Boga (zdaje się mówić), szukają Go w sercu i ukrytych myślach, nie zaś w głośnych słowach, jakby On był od nich daleko. Tacy ludzie usuwaliby się od świata w miejsca, gdzie żadne ludzkie oko ich nie widzi, aby tam spotkać Go pokornie i w wierze — Tego, który jest „przy ich drodze i przy ich łożu, i przenika wszystkie ich ścieżki". A On, Badacz serc, nagrodzi ich jawnie. Modlitwy zanoszone w skrytości, zgodnie z wolą Bożą, zapisywane są w Księdze Życia Bożej. Może się zdawać, że na ziemi szukały odpowiedzi, lecz jej nie znalazły. Ich pamięć ginie nawet w umyśle samego proszącego, a świat nigdy o nich nie wiedział. Lecz Bóg pamięta nieustannie i w dniu ostatecznym, gdy otwarte będą księgi, zostaną one ujawnione i wynagrodzone przed całym światem.
Takaż jest łaskawa obietnica Chrystusa zawarta w tym tekście: uznaje On w swej dobroci i błogosławi te ćwiczenia pobożnościowe, które były obowiązkiem jeszcze zanim Pismo Święte je nakazało; i przemienia w przywilej ów czyn wiary, który — choć nakazany przez sumienie i uzasadniony przez rozum — zanim On objawił swe miłosierdzie, obarczony był w przypadku każdego, kto go podejmował, winą, wyrzutami i bojaźnią. Jest to nieopisany przywilej chrześcijanina, i tylko jego, że ma w każdym czasie wolny przystęp do tronu łaski przez pośrednictwo swojego Pana i Zbawiciela.
Lecz w tym, co teraz powiem o modlitwie, nie będę rozpatrywał jej jako przywileju, lecz jako obowiązku; dopóki bowiem nie nabędziemy pewnego doświadczenia obowiązków religijnych, nie jesteśmy zdolni należycie wnikać w przywileje; a zbyt modnym jest dziś pogląd, że modlitwa jest przede wszystkim zwykłym przywilejem — takim, zaniedbanie którego jest wprawdzie nierozsądne, ale jedynie nierozsądne, nie zaś grzeszne; i że sięganie po niego jest rzeczą dobrowolną.
Wiemy tedy dobrze, że jesteśmy zobowiązani trwać poniekąd w modlitwie i rozmyślaniu przez cały dzień. Rodzi się tedy pytanie: czy mamy się modlić w jakiś inny sposób? Czy wystarczy utrzymywać przez cały dzień umysł wpatrzony w Boga i obcować z Nim w sercach naszych, czy też konieczne jest — ponad tę nawykową wiarę — wyznaczanie szczególnych godzin na jej bardziej systematyczne i gorliwe ćwiczenie? Czy trzeba nam modlić się o określonych porach dnia w ustalony sposób? Nabożeństwo publiczne wymaga co prawda ze swej natury miejsc, czasów, a nawet ustalonych form. Lecz modlitwa prywatna nie wymaga koniecznie ustalonych godzin, bo nie ma nikogo, z kim trzeba by się liczyć poza sobą samym, a jesteśmy zawsze przy sobie; nie wymaga też form, bo nie ma nikogo innego, czyje myśli musiałyby dotrzymywać kroku naszym. Niemniej jednak, choć ustalone godziny i formy modlitwy nie są bezwzględnie konieczne w modlitwie prywatnej, to przecież są bardzo pożyteczne; ba, godziny są nam wprost nakazane przez Pana w przytoczonym tekście: „Ty, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu; a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, nagrodzi cię".
W słowach tych wyraźnie nakazane są pewne stałe pory dla modlitwy prywatnej, ponad owo tajne myślenie o Bogu, które musi w nas zawsze żyć; a praktyka mężów pobożnych opisana w Piśmie Świętym dostarcza nam przykładu potwierdzającego to przykazanie. Nawet nasz Zbawiciel miał swoje szczególne chwile obcowania z Bogiem. Jego myśli były co prawda nieprzerwaną świętą służbą składaną Ojcu; niemniej czytamy o Jego wchodzeniu „na górę osobno, aby się modlić", i znowu o tym, jak „przez całą noc trwał na modlitwie do Boga". Bez wątpienia dobrze pamiętacie tę samotną modlitwę przed Jego męką, trzykrotnie powtórzoną, „aby kielich od Niego odszedł". Święty Piotr, jak wynika z opisu nawrócenia Korneliusza, centuriona rzymskiego w dziesiątym rozdziale Dziejów Apostolskich, wyszedł na dach domu, aby się modlić około szóstej godziny; wtedy nawiedził go Bóg. I zdaje się, że Natanael był na modlitwie pod figowcem w chwili, gdy ujrzał go nasz Zbawiciel, a Filip go zawołał. Mógłbym mnożyć przykłady z Pisma Świętego takich „Izraelitów bez podstępu", które mają oczywiście zastosowanie do nas, gdyż choć żyli pod boskim rządem pod wieloma względami różniącym się od chrześcijańskiego, to jednak pobożność osobista jest ta sama w każdym czasie: „sprawiedliwy" w każdym przymierzu „żyć będzie z wiary", a wszelkie racje, jakie były wtedy za tym, aby wiara objawiała się i utrzymywała przez stałą modlitwę, trwają zasadniczo w mocy i dziś. Niechaj wystarczą dwa ustępy. Psalmista mówi: „Siedem razy na dzień wysławiam Cię z powodu Twych sprawiedliwych wyroków". A postępowanie Daniela opisane jest przy pamięci wartej wspomnienia sposobności: „Gdy Daniel dowiedział się, że podpisane zostało pismo (bezbożny dekret zabraniający modlitwy do kogokolwiek prócz króla Dariusza przez trzydzieści dni), wszedł do swego domu, a okna jego górnej izby zwrócone były ku Jerozolimie; klękał więc trzy razy dziennie i modlił się, i wysławiał swego Boga, jak to czynił przedtem".
Jasne jest tedy, że poza pobożnym usposobieniem, w jakim winniśmy spędzać cały dzień, nakazane są nam — przez przykazanie Chrystusa, Jego własny przykład oraz przykład Jego Apostołów i Proroków z obu przymierzy — bardziej uroczyste i bezpośrednie akty czci, owszem, regularne i periodyczne.
Konieczne jest zatem naleganie na ten obowiązek odprawiania modlitwy prywatnej o ustalonych godzinach, gdyż wśród trosk i pośpiechu życia ludzie są bardzo skłonni do zaniedbywania go: a jest to obowiązek o wiele ważniejszy, niż się powszechnie uważa, nawet przez tych, którzy go wypełniają.
Jest ważny z dwóch następujących powodów.
**1.** Stawia regularnie sprawy religijne przed umysłem. Modlitwa przez cały dzień jest co prawda cechą charakterystyczną ducha chrześcijańskiego, lecz możemy być pewni, że w większości przypadków ci, którzy nie modlą się o ustalonych godzinach w sposób bardziej uroczysty i bezpośredni, nigdy nie będą się dobrze modlić w innych porach. Wiemy z powszedniego życia, jak ważne jest spokojne i dokładne skupienie i uporządkowanie myśli przed przystąpieniem do jakiegokolwiek ważnego zajęcia, dla właściwego jego wykonania; tak też w tym jednym naprawdę niezbędnym zatrudnieniu — trosce o nasze wieczne interesy — jeśli pragniemy mieć przez cały dzień umysł spokojny, pragnienia powściągnięte, a usposobienie niebiańskie, musimy przed rozpoczęciem dziennych zajęć zatrzymać się na chwilę, aby wejrzeć w siebie i obcować z własnym sercem — jako przygotowanie na próby i obowiązki, w które wstępujemy. Podobny powód można przytoczyć dla modlitwy wieczornej, mianowicie jako stwarzającej nam czas na spojrzenie wstecz na miniony dzień i zebranie (poniekąd) tego rachunku, który, jeśli my go nie prowadzimy, to Bóg przynajmniej prowadzi, i zapisał w tej księdze, która zostanie przedstawiona na Sądzie; czas wyznawania grzechów i proszenia o przebaczenie, dziękczynienia za to, co zrobiliśmy dobrze, i za otrzymane łaski, podejmowania dobrych postanowień z ufnością w pomoc Bożą, i pieczętowania i utwierdzania minionego dnia — przynajmniej jako kamienia wstępnego ku dobremu na jutro. Dokładne godziny modlitwy prywatnej nie są nam co prawda nigdzie nakazane w Piśmie Świętym; najbardziej oczywiste są te, które wymieniłem — rano i wieczorem. W ustępach przed chwilą wam odczytanych słyszeliście o modleniu się trzy razy dziennie, albo siedem razy. Wszystko to zależy oczywiście od możliwości każdej osoby. Niektórzy ludzie nie mają na to czasu; lecz dla modlitwy rannej i wieczornej wszyscy ludzie mogą i powinni znaleźć czas.
Stałe godziny modlitwy prywatnej są zatem pożyteczne jako bodźce (że tak powiem) dla nieprzerwanej pobożności dnia. Pouczają nas i angażują w to, co zawsze jest naszym obowiązkiem. Powszechnie się powiada, że to, co jest obowiązkiem wszystkich, w praktyce nie jest obowiązkiem nikogo — tu to właśnie się sprawdza. Powtarzam: jeśli pozostawimy religię jako przedmiot rozmyślania na wszystkie godziny dnia jednakowo, nie będzie ona przedmiotem rozmyślania w żadnej. We wszystkim rzeczach to przez małe początki i wyznaczone kanały dokonuje się postęp ku wielkim dziełom. Stałe godziny modlitwy stawiają nas w owej postawie (jak ją mogę nazwać), w jakiej zawsze powinniśmy się znajdować; popychają nas naprzód w kierunku niebiańskim, a potem prąd sam nas niesie. Z tego samego powodu wskazane jest — o ile możliwe — zachowywanie powagi w formach naszego prywatnego nabożeństwa, aby wywierać wrażenie na umysłach. Nasz Zbawiciel uklęknął, upadł na twarz swoją i modlił się — tak samo czynili Jego Apostołowie; i tak samo czynili Święci Starego Testamentu. Stąd też wiele osób (takich, które mają ku temu sposobność) przyzwyczajonych jest do wyznaczania sobie szczególnego miejsca dla swoich prywatnych nabożeństw; i tu z tego samego powodu — aby skupić swój umysł — jak mówi nam Chrystus w tekście, wejść do swojej izdebki.
**2.** Przechodzę teraz do drugiego powodu stałej modlitwy prywatnej. Poza tym, że sprzyja wytworzeniu w nas trwałych wrażeń religijnych, o czym już obszernie mówiłem, jest ona również bardziej bezpośrednim środkiem uzyskania od Boga odpowiedzi na nasze prośby. On sam ją w tym tekście poświadczył: „Zamknij drzwi swoje i módl się do Ojca twego, który widzi w ukryciu, a On nagrodzi cię jawnie". Nie wiemy, w jaki sposób modlitwa w ogóle otrzymuje odpowiedź od Boga. Zdumiewające jest zaiste, że słaby człowiek ma siłę wzruszenia Boga; lecz mamy przywilej wiedzieć, że możemy to czynić. Cały ład tego świata jest historią ingerencji człowieka w boże postanowienia; a jeśli mamy tę smutną moc udaremniania Jego dobrej woli — ku własnej zgubie (przerażająca, niepojęta prawda!); jeśli gdy On zamyśla nasze wieczne zbawienie, możemy jednak unieważnić nasze niebiańskie wybranie i doprowadzić do swej wiecznej zagłady — tym bardziej mamy moc wzruszenia Go (niechaj będzie błogosławione Jego imię!), gdy On, Badacz serc, dostrzega w nas usposobienie owego Ducha Świętego, który „wstawia się za świętymi zgodnie z Jego wolą". A skoro obiecał odpowiedź na nasze nędzne modlitwy, nie jest bardziej zdumiewające, że modlitwy zanoszone w szczególnych chwilach i w szczególny sposób powinny mieć u Niego moc szczególnie przemożną. Przyczyna tego może być następująca. Wiara jest ustanowionym środkiem uzyskiwania od Boga wszelkich dobrodziejstw. „Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy". Otóż w ustalonych godzinach, gdy zbieramy myśli, aby się modlić, i wyrażamy nasze prośby w sposób uporządkowany i jasny, akt wiary jest prawdopodobnie silniejszy i gorętszy; wtedy pełniej urzeczywistniamy obecność owego Boga, którego nie widzimy, i Tego, na którym niegdyś złożone zostały wszystkie nasze grzechy, który raz na zawsze dźwignął ciężar naszych słabości i chorób, abyśmy w każdym utrapieniu szukali Go i znajdowali łaskę w stosownej potrzebie. Wtedy świat bardziej usuwa się z oczu, a my po prostu przywłaszczamy sobie owe dobrodziejstwa, które wystarczy pokornie zgłosić, by były naprawdę nasze.
Stałe godziny modlitwy są tedy konieczne: po pierwsze, jako środek utrzeźwienia umysłu i nadania ogólnemu usposobieniu bardziej religijnego charakteru; po drugie, jako środek ćwiczenia gorliwej wiary, a przez to otrzymywania pewniejszego błogosławieństwa w odpowiedzi, niżelibyśmy je inaczej uzyskali.
Inne powody można oczywiście przytaczać; lecz te wystarczają — nie tylko jako zawierające materiał do rozmyślania, który może nam być pomocny, lecz nadto jako służące ukazaniu, jak mądre i miłosierne są naprawdę owe boże postanowienia, które nasz próżny umysł tak chętnie kwestionuje. Wszystkie przykazania Boże powinny być co prawda przyjmowane od razu przez wiarę, choćbyśmy nie widzieli dla nich żadnego uzasadnienia. Nie jest żadną wymówką dla człowieka nieposłuszeństwo im, nawet gdy wydaje mu się, że widzi racje przeciwko nim; Bóg bowiem wie lepiej niż my. Lecz w wielkiej dobroci pozwolił nam tu i ówdzie dostrzegać Jego racje dla tego, co czyni i nakazuje; i powinniśmy skarbić sobie te sporadyczne wskazówki jako pamiątki na czas pokusy, aby gdy napadają nas wątpliwości i niewiara i gdy jesteśmy zakłopotani Jego objawionym słowem, przywołać na pamięć owe dawniejsze przypadki z naszego własnego doświadczenia, gdzie to, co początkowo wydawało się dziwne i trudne, przy bliższym rozpatrzeniu okazało się mieć mądry cel.
Otóż obowiązek wyznaczania stałych godzin modlitwy prywatnej jest jednym z tych nakazów, co do których skłonni jesteśmy żywić niewierne myśli, o których mówiłem. Wydaje nam się formalnością, albo przynajmniej błahostką — przestrzegać go lub pomijać; podczas gdy w rzeczywistości, skoro takimi właśnie stworzeniami jesteśmy, istnieje najściślejszy i najznamienniejszy związek między drobnymi nakazami a trwałością naszych głównych przyzwyczajeń i praktyk. Łatwo pojąć, dlaczego jest to uciążliwe: bo naciska na nas i sprawia niedogodność. Jest to obowiązek, który nieustannie domaga się naszej uwagi, a jego uciążliwość popycha nasze serca do buntu; toteż przystępujemy do szukania racji uzasadniających naszą własną niechęć do niego. Nic nie jest trudniejsze niż bycie zdyscyplinowanym i regularnym w naszej religii. Bardzo łatwo jest być religijnym od czasu do czasu i podtrzymywać uczucia za pomocą sztucznych pobudzeń; lecz regularność zdaje się nas krępować i stajemy się niecierpliwi. Ma to miejsce szczególnie u tych, dla których świat jest jeszcze nowy i którzy mogą postępować wedle własnej woli. Religia jest głównym przedmiotem, który ich spotyka i który nakazuje regularność; a znoszą ją tylko do tego stopnia, do jakiego mogą upodobnić ją do rzeczy tego świata — czegoś ciekawego, zmiennego lub podniecającego.
Szatan dobrze zna tutaj swoją przewagę. Doskonale spostrzega, że stała modlitwa prywatna jest właśnie ucieleśnieniem i zabezpieczeniem prawdziwej pobożności wobec Boga, gdyż wdraża w nas i podtrzymuje zasadę postępowania. Ten, kto rezygnuje z regularności w modlitwie, stracił główny środek przypominania sobie, że życie duchowe jest posłuszeństwem Prawodawcy, nie zaś zwykłym uczuciem lub gustem. Stąd to tak wielu ludzi — zwłaszcza w wytwornych kręgach towarzyskich, których nie dotykają pokusy do grubych grzechów — popada w zaledwie wytworne, dogadzające sobie nabożeństwo, które biorą za religię; odrzucają wszystko, co zakłada zaparcie się siebie, a regularną modlitwę w szczególności. Stąd to inni popadają we wszelkiego rodzaju entuzjastyczne fantazje; bo porzuciwszy stałą modlitwę prywatną w ustalonych formach, utracili główną regułę swoich serc. Toteż usłyszycie, jak wykrzykują przeciwko regularnej modlitwie (która jest właśnie lekarstwem dopasowanym do ich choroby) jako służbie formalnej, i utrzymują, że godziny, miejsca i stałe słowa są poniżej godności chrześcijanina duchowego. A inni, wystawieni na uwodzenie grzechu, całkowicie upadają z tej samej przyczyny zaniedbania. Bądźcie pewni, bracia moi — ktokolwiek z was dał się nakłonić do zaniechania swych modlitw rannych i wieczornych, ten porzuca oręż, który ma go chronić przed podstępami diabła. Jeśli zarzuciliście ich odprawianie, możecie upaść w każdej chwili — i upadniecie bez ostrzeżenia. Przez pewien czas będziecie wydawać się sobie tymi samymi, co przedtem; lecz równie dobrze Izraelici mogliby mieć nadzieję na zebranie zapasów manny, jak wy — zapasów łaski. Modlicie się do Boga o chleb powszedni, o chleb dzień po dniu; a jeśli nie modliliście się o niego dziś rano, mała wam korzyść z tego, żeście modlili się wczoraj. Wczoraj modliliście się i otrzymaliście — ale nie zapas na dwa dni. Gdy porzucicie praktykę stałej modlitwy, stopniowo słabniecie, nie zdając sobie z tego sprawy. Samson nie wiedział, że utracił siłę, dopóki nie przypadli nań Filistyni; wy będziecie się uważać za tych samych ludzi, którymi byliście, dopóki nagle wasz przeciwnik nie napadnie na was gwałtownie i równie nagle nie upadniecie. Będziecie mogli stawić niewielki lub żaden opór. To jest droga, która wiedzie ku śmierci. Ludzie najpierw zaniechują modlitwy prywatnej; potem zaniedbują należyte świętowanie dnia Pańskiego (który jest stałą służbą tego samego rodzaju); potem stopniowo wypuszczają ze swych umysłów samą ideę posłuszeństwa ustalonemu, wiecznemu prawu; potem faktycznie pozwalają sobie na rzeczy, które ich sumienie potępia; potem tracą kierownictwo swego sumienia, które — źle traktowane — odmawia w końcu przewodzenia im. Tak więc, opuszczeni przez prawdziwego wewnętrznego przewodnika, zmuszeni są wziąć innego — swój rozum, który sam przez siebie mało wie albo nie wie nic o religii; wtedy ów ślepy rozum tworzy dla nich, jak może, system dobra i zła — pochlebny ich własnym pragnieniom, a zuchwały tam, gdzie nie jest wprost skażony. Nic dziwnego, że taki system sprzeciwia się Pismu Świętemu, co wkrótce wychodzi na jaw; nie żeby sami to koniecznie dostrzegli — często tego nie wiedzą i mniemają, że wciąż wierzą w Ewangelię, tymczasem wyznają nauki, które Ewangelia potępia. Lecz niekiedy spostrzegają, że ich system sprzeciwia się Pismu Świętemu; i wtedy zamiast go porzucić, porzucają Pismo Święte i ogłaszają się niewiernymi. Taki jest bieg nieposłuszeństwa, które zaczyna się od (pozornie) drobnych zaniedbań, a kończy na jawnym braku wiary; i wszyscy ludzie kroczący szeroką drogą, która wiedzie ku zatraceniu, znajdują się jedynie na różnych jej etapach — jeden bardziej zaawansowany od drugiego, lecz wszyscy idą jedną drogą. A mówiłem o tym tutaj, aby wam przypomnieć, jak ściśle jest to związane z zaniedbywaniem stałej modlitwy prywatnej; natomiast ten, kto jest ścisły w odprawianiu modlitwy rannej i wieczornej, modląc się sercem równie jak ustami, ledwo może zbłądzić, bo każdy ranek i każdy wieczór przynosi mu napomnienie, które go zawraca i przywraca.
Strzeżcie się tedy przebiegłości waszego Nieprzyjaciela, który chciałby was ograbić z waszej obrony. Nie ulegajcie jego złym rozumowaniom. Bądźcie szczególnie czujni, gdy znajdziecie się w nowych sytuacjach lub okolicznościach, które was interesują i zachwycają, by nie wyrwały was z regularności modlitwy. Cokolwiek nowego lub niespodziewanego jest dla was niebezpieczne. Wchodzenie wiele w towarzystwo mieszane i widywanie wielu nieznajomych osób, udział w miłych rozrywkach, czytanie ciekawych ksiąg, wstępowanie na nową drogę życia, zawieranie nowej znajomości, nagła perspektywa jakiejś doczesnej korzyści, podróżowanie — wszystkie te rzeczy i tym podobne, niewinne same w sobie i zdolne do religijnego wykorzystania, stają się środkami pokusy, gdy nie czuwamy. Dbajcie, abyście nie utracili przez nie równowagi; na tym polega niebezpieczeństwo; lękajcie się utraty wewnętrznej stałości. Poczytajcie sobie stałość umysłu za najwyższą z cnót, gdyż jest nią Wiara. „Tego, komu umysł jest skupiony na Tobie, zachowasz w doskonałym pokoju, bo Tobie zaufał" — taka jest obietnica. Lecz „bezbożni są jak wzburzone morze, gdy nie może spocząć, a wody jego wygrzebują błoto i mułek; nie ma pokoju, mówi Bóg mój, dla bezbożnych". Ani tylko dla bezbożnych w potocznym znaczeniu słowa „bezbożny", lecz dla nikogo nie ma spoczynku, kto w jakikolwiek sposób opuszcza swego Boga i błądzi za dobrami tego świata. Nie oddawajcie się marzeniom o dobrach ziemskich, przylgnijcie sercami do rzeczy wyższych, niech wasze myśli ranne i wieczorne będą punktami spoczynku dla oka waszego umysłu, a niech owe myśli będą o wąskiej drodze i szczęśliwości niebios, i o chwale i potędze Chrystusa, waszego Zbawiciela. Tak będziecie strzeżeni przed nieprzystojnymi wzlotami i upadkami, i utwierdzeni na równej drodze. Ludzie w ogóle nic o tym nie będą wiedzieć; nie są świadkami waszych modlitw prywatnych i mylić was będą z tłumem, na który się natykają. Lecz wasi przyjaciele i znajomi zyskają blask i pociechę z waszego przykładu; ujrzą wasze dobre uczynki i zostaną nakłonieni do odnalezienia ich prawdziwego, ukrytego źródła — wpływów Ducha Świętego szukanych i uzyskanych przez modlitwę. Tak będą wielbić waszego Ojca niebieskiego i naśladując was, będą Go szukać; a On, który widzi w ukryciu, nagrodzi was w końcu jawnie.