HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom II

Kazanie VII. Obrzędy Kościoła

Na Uroczystość Obrzezania Pana Naszego

Gdy moja wiara stała się letniaGdy nie umiem się modlić Liturgia i jej dziejeNatura i jedność Kościoła
„Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszelką sprawiedliwość."
W skrócie. Kazanie na Obrzezanie Pańskie rozważa znaczenie obrzędów Kościoła jako zewnętrznej formy, która karmi wewnętrzne życie duchowe. Newman broni rytualnych praktyk przed zarzutem zewnętrzności, ukazując je jako ciało, któremu Pismo daje ducha. Właściwe korzystanie z obrzędów jest drogą do autentycznej pobożności.

„Pismo daje ducha, a Kościół ciało naszemu nabożeństwu;”

*Na Uroczystość Obrzezania Pana Naszego*

*„Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszelką sprawiedliwość."* — Mt 3,15

Gdy Pan nasz przyszedł do Jana, aby przyjąć chrzest, dał temu następujące uzasadnienie: „Tak godzi się nam wypełnić wszelką sprawiedliwość" — co zdaje się znaczyć: „Przystoi Mi, oczekiwanemu Mesjaszowi, dostosować się we wszystkim do wszelkich obrzędów i ceremonii judaizmu, do wszystkiego, co dotychczas uchodziło za święte i obowiązujące." Dlatego przyszedł, by przyjąć chrzest — aby okazać, że nie ma zamiaru w żaden sposób pomniejszać ustanowionej Religii, lecz wypełnić ją nawet w tych jej częściach (jak chrzest), które wywodzą się z czasów późniejszych niż Mojżesz; a w szczególności, by uznać tym gestem misję Jana Chrzciciela, swojego Poprzednika. A te ustanowienia, które sam Mojżesz otrzymał polecenie wprowadzić, miały jeszcze większe prawo do czci i zachowania. Z tego właśnie powodu został obrzezany, jak dziś wspominamy; aby mianowicie pokazać, że nie wyrzeka się religii Abrahama, któremu Bóg dał obrzezanie, ani religii Mojżesza, przez którego zostało ono wcielone w Prawo żydowskie.

Mamy w historii Pana naszego inne jeszcze przykłady, oprócz obrzezania i chrztu, które ukazują, z jaką czcią traktował On religię, którą przyszedł wypełnić. Święty Paweł mówi o Nim, że był „zrodzony z niewiasty, zrodzony pod Prawem", i takim był Jego zwyczaj — zachowywać to Prawo jak każdy inny Żyd. Na przykład: chodził na święta do Jerozolimy; posyłał tych, których uzdrowił, do kapłanów, by złożyli ofiarę przebłagalną nakazaną przez Mojżesza; płacił podatek świątynny; a ponadto uczęszczał jak „zwykł" do nabożeństw synagogalnych, choć synagoga była instytucją wprowadzoną na długo po Mojżeszu; a nawet nakazał rzeszom słuchać Uczonych w Piśmie i faryzeuszów we wszystkich rzeczach godziwych, jako tych, którzy zasiadają na miejscu Mojżesza.

Taka była pełna synowskiej czci uwaga naszego Zbawiciela wobec systemu religijnego, w którym się urodził; i to nie tylko w tych jego częściach, które były wprost boskiego pochodzenia, lecz także tam, gdzie były ustanowieniem ludzi nie natchnionych, choć pobożnych, gdzie opierały się jedynie na autorytecie kościelnym. Jego Apostołowie szli w Jego ślady; i jest to tym bardziej godne uwagi, że po zesłaniu Ducha Świętego na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że wszystkie żydowskie ustanowienia powinny natychmiast ustać. Ale dalekie to było od nauki Apostołów. Nauczali wprawdzie, że żydowskie obrzędy nie mają już żadnej mocy w uzyskaniu łaski Bożej; że śmierć Chrystusa jest teraz przedstawiana jako pełne i wystarczające Odkupienie za grzech, przez tę Nieskończoną Miłość, która dotychczas ustanawiała krew ofiar jako pewnego rodzaju środki przebłagania; i ponadto, że każdy nawrócony, który odwracał się od Chrystusa ku Mojżeszowi albo narzucał żydowskie obrzędy braciom swoim jako konieczne do zbawienia, ciężko błądził przeciwko Prawdzie. Lecz ani sami nie porzucili żydowskich obrzędów, ani nie zobowiązywali do tego innych, którzy byli do nich przyzwyczajeni. Zwyczaj był zupełnie wystarczającym powodem, by je zachować; każdy chrześcijanin miał pozostać w stanie, w jakim został powołany; a w przypadku Żyda ich praktykowanie nie kolidowało koniecznie z prawdziwą i pełną ufnością w Odkupienie, które Chrystus złożył za grzech.

Święty Paweł był, jak wiemy, najgorliwszym przeciwnikiem tych, którzy chcieli zobowiązać pogan do przyjęcia judaizmu jako wstępnego kroku na drodze do chrześcijaństwa. A jednak, choć jest tak zdecydowany przeciwko wszelkim próbom narzucania poganom obrzędów Prawa, nigdy nie nakazuje Żydom ich porzucenia; owszem, chciałby, by je zachowali — pozostawiając nowemu pokoleniu, nie urodzonemu pod nimi, możliwość zaprzestania ich praktykowania, tak by użytek z nich stopniowo zanikał. Co więcej, sam obrzezał Tymoteusza, gdy wybrał go sobie na towarzysza — aby nie dawać zgorszenia Żydom. A jak wiernie przestrzegał Prawa we własnej osobie, tego dowiadujemy się z tej samej natchnionej historii; na przykład, słyszymy, jak obciął włosy, jako ten, który był pod ślubem, według żydowskiego obyczaju.

Otóż z tego posłuszeństwa wobec Prawa żydowskiego, nakazanego i okazanego przez naszego Błogosławionego Pana i Jego Apostołów, uczymy się doniosłego znaczenia zachowywania tych form religijnych, do których jesteśmy przyzwyczajeni, nawet jeśli są one same w sobie obojętne lub nie mają boskiego pochodzenia; a ponieważ jest to prawda, która nie jest dobrze rozumiana przez ogół ludzi, może być pożyteczne poczynienie kilku uwag na ten temat.

Spotykamy czasem ludzi, którzy pytają, dlaczego zachowujemy te czy owe ceremonie lub praktyki; dlaczego na przykład posługujemy się Formularzami modlitwy tak ostrożnie i ściśle? albo dlaczego trwamy przy klękaniu przy Sakramencie Wieczerzy Pańskiej? dlaczego przy skłanianiu głowy na imię Jezusa? albo dlaczego sprawując publiczne nabożeństwo Boże wyłącznie w miejscach konsekrowanych? dlaczego przykładamy taką wagę do tych rzeczy? Te i wiele innych tego rodzaju pytań może być stawianych, i wszystkie z tym samym argumentem: „Są to rzeczy obojętne; nie czytamy o nich w Biblii."

Bezpośrednia odpowiedź na ten zarzut jest taka, że Biblia nigdy nie miała za cel nakazywania nam tych rzeczy, lecz spraw wiary; i że choć zdarza jej się wspominać nasze obowiązki praktyczne i pewne kwestie formy i dyscypliny, to jednak nie stawia sobie za cel mówić nam, co czynić, lecz przede wszystkim w co wierzyć; i że istnieje wiele obowiązków i wiele grzechów, które nie są wymienione w Piśmie Świętym, a które musimy odkryć własnym rozumem, oświeconym przez Ducha Świętego Bożego. Na przykład w Piśmie nie ma zakazu samobójstwa, pojedynkowania się, hazardu; a jednak wiemy, że są to wielkie grzechy; i nie byłoby żadnym usprawiedliwieniem dla człowieka twierdzić, że nie znajduje ich tam zakazanych, gdyż może poznać wolę Bożą w tej sprawie niezależnie od Pisma. I podobnie różne kwestie formy i dyscypliny są wiążące, choć Pismo nic o nich nie mówi; bowiem tego obowiązku uczymy się inną drogą. Nie ma znaczenia, w jaki sposób poznajemy wolę Bożą — czy z Pisma, czy ze Starożytności, czy z tego, co święty Paweł nazywa „Naturą" — byleby tylko można być pewnym, że jest to Jego wola. Sprawy wiary objawia nam On przez natchnienie, ponieważ są nadprzyrodzone; sprawy obowiązku moralnego — przez nasze sumienie i rozum kierowany przez Boga; a sprawy formy — przez tradycję i długi użytek, które zobowiązują nas do ich zachowywania, choć nie są nakazane w Piśmie. To — jak mówię — jest właściwa odpowiedź na pytanie: „Dlaczego zachowujecie obrzędy i formy nie nakazane w Piśmie?" — choć, mówiąc prawdę, nasze główne ustanowienia można tam znaleźć: Sakramenty, Publiczne Nabożeństwo, Świętowanie Dnia Pańskiego, Ordynację, Małżeństwo i tym podobne. Lecz dam inną jeszcze odpowiedź, którą nasuwa wydarzenie upamiętnione w dniu dzisiejszym — dostosowanie się Pana naszego do Prawa żydowskiego w obrzędzie obrzezania; i oto moja odpowiedź.

Pismo Święte mówi nam, w co wierzyć i do czego dążyć i czego się trzymać; lecz nie mówi nam, jak to czynić — a ponieważ nie możemy czynić tego wcale, nie czyniąc tego w ten czy inny sposób, w istocie musimy do tego, co Pismo nam mówi, coś dodać. Na przykład Pismo mówi nam, byśmy gromadzili się na modlitwę, i powiązało udzielanie przez Boga chrześcijańskich łask z zachowaniem przez nas jedności; skoro jednak nie mówi nam o czasach i miejscach modlitwy, Kościół musi dopełnić to, co Pismo nakazało jedynie w sposób ogólny. Pan nasz ustanowił dwa Sakramenty — Chrzest i Wieczerzę Pańską — lecz nie powiedział nam, oprócz ogólnych wskazań, jakimi formami mamy je sprawować. A jednak nie możemy ich sprawować bez jakichś modlitw — czy to zawsze tych samych, czy zmiennych, czy też nieuprzednio obmyślonych. Podobnie w wielu innych uroczystych aktach, jak Ordynacja, Małżeństwo czy Pogrzeb Umarłych, jest rzeczą najwidoczniej pobożną i godną chrześcijan, by sprawować je przyzwoicie i w wierze; jakże ma się to jednak dokonać, jeśli Kościół nie zatwierdzi form ich sprawowania?

Można więc powiedzieć, że Biblia daje nam ducha religii; ale Kościół musi dostarczyć ciało, w którym ten duch ma mieszkać. Religia musi realizować się w konkretnych aktach, jeśli ma trwać jako żywa. Ci na przykład spośród religionis­tów, którzy porzucają obrzędy kościelne, są zmuszeni do przywrócenia surowego szabatu judaistycznego. Nie istnieje coś takiego jak abstrakcyjna religia. Gdy ludzie próbują oddawać cześć Bożą w ten (jak to nazywają) bardziej duchowy sposób, kończą w istocie na tym, że nie oddają jej wcale. Tak dzieje się często. Każdy może to wiedzieć z własnego doświadczenia. Młodzieńcy na przykład (a może i ci, którzy powinni wiedzieć więcej od nich) bywają skłonni wewnętrznie rozumować: „Cóż za potrzeba odmawiać modlitwy regularnie rano i wieczór? po co używać ustalonych słów? po co klękać? dlaczego nie mogę modlić się w łóżku, w drodze, w trakcie ubierania się?" — i kończą na tym, że nie modlą się wcale. Zastanówmy się znowu: jak kształtować się będzie pobożność ludzi wsi, jeśli obedrać religię z jej zewnętrznych symboli i każemy im szukać i wpatrywać się w Tego, który jest Niewidzialny? Pismo daje ducha, a Kościół ciało naszemu nabożeństwu; i równie dobrze moglibyśmy oczekiwać, że duchy ludzkie będą dla nas widzialne bez pośrednictwa ich ciał, jak przypuszczać, że Przedmiot wiary może być urzeczywistniany w świecie zmysłów i podniecenia bez pośrednictwa zewnętrznej formy, która ma zatrzymać i skupić uwagę, pobudzić opieszałych i pokrzepić zniechęconych. Zwróćcie jednak uwagę, co z tego wynika: kto powiedziałby, że nasze ciała nie są częścią nas samych? Możemy zastosować to porównanie — bowiem w podobny sposób formy pobożności są jej częściami. Kto może w praktyce oddzielić swój stosunek do ciała od stosunku do ducha? Na przykład: jakimże przyjacielem byłby ten, kto traktowałby nas źle, odmawiał nam pożywienia lub zamykał nas w więzieniu, a potem twierdził, że skrzywdził nasze ciało, a nie naszą duszę? Podobnie nikt nie może naprawdę szanować religii i obrażać jej form. Przyjmijmy nawet, że owe formy nie pochodzą wprost od Boga — długi użytek uczynił je mimo to dla nas świętymi; bowiem duch religii przeniknął je i ożywił do tego stopnia, że zniszczyć je oznacza — w odniesieniu do większości ludzi — wywrócić i usunąć sam zasadniczy pierwiastek religijny. W większości umysłów nawyk tak dalece utożsamił je z pojęciem religii, że jednego nie można wykorzenić bez drugiego. Ich wiara nie znosi przesadzenia. Dopóki nie zwrócimy pewnej uwagi na szczególne właściwości natury ludzkiej — czy to obserwując własne serce, czy z doświadczenia życia — ledwo jesteśmy w stanie właściwie ocenić, jak ściśle wielkie i małe sprawy są ze sobą powiązane we wszystkich przypadkach; jak okoliczności i przypadłości (jak by się mogło zdawać) naszych nawyków są niemal warunkami tych nawyków samych. Jakże to jest powszechne — miewać okresy skupienia, jak wtedy dokładna bywa czyjaś pobożność, jak nagle się kończy, jak zupełnie zanikają wszelkie jej ślady, a jak stosunkowo błahe bywa przyczyny nawrotu — zmiana miejsca lub zajęcia albo jednodniowe zakłócenie regularności w religijnym życiu! Rozważcie nagłe zmiany opinii i wyznania, religijnego lub świeckiego, jakie dokonują się w życiu; znane porzekadło o niestałości tłumu; wpływ haseł i odznak na losy stronnictw politycznych; zadziwiające upadki, które niekiedy dotykają ludzi dobrze myślących i rzeczywiście godnych szacunku; niekonsekwencje nawet najświętszych i najdoskonalszych — a zyskacie pewien wgląd w niebezpieczeństwo, jakie grozi, gdy zabiega się o zewnętrze wiary i pobożności. Cenne nauki wiary zwisają jak klejnoty nawleczone na cienkie nici.

Nasz Zbawiciel i Jego Apostołowie potwierdzają te spostrzeżenia swoim postępowaniem wobec tych żydowskich ceremonii, które dały mi asumpt do ich wypowiedzenia. Święty Paweł nazywa je słabymi i bezużytecznymi, słabymi i nędznymi żywiołami. Takie były same w sobie; lecz dla tych, którzy byli do nich przyzwyczajeni, stanowiły budującą i żywą służbę Bożą. Inaczej bowiem — dlaczego Apostołowie je zachowywali? Dlaczego zalecali je Żydom, których nawrócili? Czy mieli tylko wzgląd na uprzedzenia narodu odrzuconego? Żydowskie obrzędy miały zaniknąć; a jednak nikomu nie nakazano gwałtownie odrywać się od tego, co długo praktykował, by przypadkiem nie utracił wraz z nimi poczucia religii. Tym bardziej będzie to słuszne w odniesieniu do form naszych, które dalekie od tego, by być uchylonymi przez Apostołów, zostały przez nich lub ich bezpośrednich następców wprowadzone; i które — oprócz wpływu, jaki wywierają na nas przez długi użytek — są w dużej mierze świadkami i obrazami cennych prawd ewangelicznych; co więcej, posiadają charakter sakramentalny i są stosownie oraz zasadnie uważane za zdolne do udzielania daru — nawet tam, gdzie nie są formalnie sakramentami z ustanowienia Chrystusowego. Kto na przykład mógłby być tak twardego serca i tak przewrotny, by wyśmiewać myśl, że błogosławieństwo ojca może być z pożytkiem dla jego dzieci, choćby Chrystus i Jego Apostołowie nie oświadczyli tego wprost w tychże samych słowach?

Wiele można by powiedzieć na ten temat, który jest nader ważny. W tych czasach w szczególności winniśmy strzec się tych, którzy żywią nadzieję, że nakłaniając nas do porzucenia naszych form, zdołają w końcu skłonić nas do porzucenia całej naszej chrześcijańskiej nadziei. Dlatego właśnie napadają na sam Kościół, gdyż jest on żywą formą, widzialnym ciałem religii; a przenikliwi ludzie wiedzą, że gdy on upadnie, religia upadnie razem z nim. Dlatego gromią tylu naszych zwyczajów jako zabobon; albo proponują zmiany i innowacje — środek szczególnie zdolny do zachwiania wiary ogółu. Pamiętajcie zatem, że rzeczy same w sobie obojętne stają się dla nas ważne wówczas, gdy jesteśmy do nich przyzwyczajeni. Nabożeństwa i ustanowienia Kościoła są zewnętrzną formą, w jakiej religia była przez wieki przedstawiana światu i w jakiej była nam zawsze znana. Miejsca poświęcone czci Bożej, duchowieństwo starannie wydzielone do Jego służby, pobożnie zachowywany Dzień Pański, publiczne formy modlitwy, przyzwoitość kultu Bożego — te rzeczy, widziane jako całość, są dla nas święte stosunkowo, nawet gdyby nie były — czym są — Bożymi ustanowieniami. Obrzędy, które Kościół ustanowił i słusznie — bo władza Kościoła pochodzi od Chrystusa — będąc długo stosowane, nie mogą być porzucane bez szkody dla naszych dusz. Bierzmowania na przykład można dowodzić przeciw niemu i nie doceniać go; lecz z pewnością nie ma człowieka z pospolitego tłumu, który by rozmyślnie opierał się temu Ustanowieniu, a nie stałby się przez to dostrzegalnie gorszym chrześcijaninem, niż by był inaczej. Przekona się (albo raczej przekonają się o tym inni za niego, on bowiem sam ledwo to dostrzeże), że podupadł w wierze, pokorze, uczuciu pobożności, czci i powadze. Tak samo jest ze wszystkimi innymi formami, nawet najmniej wiążącymi same w sobie — stale zdarza się, że poprawka dokonana w sferze teorii jest w praktyce głupotą, a mądrzy bywają chwytani we własnej chytrości.

Gdy zatem osoby niezbożne naśmiewają się z naszych form, rozumujmy sami z sobą w ten sposób — a jest to rozumowanie, w które wszyscy ludzie, uczeni czy nieuczeni, wejść mogą: „Formy te, choćby nawet były jedynie ludzkiego pochodzenia (czemu uczeni przeczą, lecz nawet gdyby tak było), są co najmniej równie duchowe i budujące jak obrzędy judaizmu. A jednak Chrystus i Jego Apostołowie nie pozwolili nawet traktować tych ostatnich bez czci lub porzucać ich nagle. Tym mniej możemy na to pozwolić w przypadku naszych własnych form — by przypadkiem, zdzierając z siebie odznaki naszego wyznania, nie zapomnieli, że jest wiara, której mamy strzec, i świat grzeszników, którego mamy unikać."

← wróć do odkrywania