HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom II

Kazanie VIII. Chwała Kościoła chrześcijańskiego

W Święto Objawienia Pańskiego

Gdy potrzebuję nadzieiGdy wiara wydaje się nierozumna Natura i jedność KościołaApostolat i misje
„Powstań, świeć, bo przyszło twoje światło i chwała Pańska rozbłysła nad tobą."
W skrócie. Kazanie na Epifanię głosi chwałę Kościoła chrześcijańskiego jako wypełnienie starotestamentowych proroctw. Newman pokazuje, że Kościół jest światłem dla narodów i że jego misja jest powszechna i niezniszczalna. Wezwanie do narodów kieruje się zarówno do Kościoła, jak i do każdego wierzącego.

„Powstań, świeć, bo przyszło twoje światło i chwała Pańska rozbłysła nad tobą.”

*W Święto Objawienia Pańskiego*

*„Powstań, świeć, bo przyszło twoje światło i chwała Pańska rozbłysła nad tobą."* — Iz 60,1

Nasz Zbawiciel rzekł do Samarytanki: „Nadchodzi godzina, gdy ani na tej górze, ani w Jeruzalem nie będziecie czcić Ojca." I w dniu dzisiejszego Święta mogę powtórzyć wam Jego słowa wypowiedziane przy innej sposobności: „Dziś wypełniło się to Pismo w waszych uszach." Dziś upamiętniamy otwarcie drzwi wiary dla pogan, rozszerzenie Kościoła Bożego na wszystkie ziemie — podczas gdy przed przyjściem Chrystusa był on zamknięty w granicach jednego tylko narodu. To rozsianie Prawdy po całym świecie było przedmiotem proroctwa. „Rozszerz miejsce twego namiotu, niech rozpostrzą płachty twych przybytków; nie żałuj, wydłuż sznury, wzmocnij paliki, bo rozszerzysz się na prawo i lewo, a twoje potomstwo odziedziczy narody i zaludni spustoszałe miasta." Słowami tymi Kościół jest wzywany jako katolicki — a to jest właśnie tytuł wyróżniający Kościół chrześcijański w odróżnieniu od żydowskiego. Kościół chrześcijański jest tak ukonstytuowany, że zdolny jest rozszerzać się w swoich poszczególnych gałęziach na wszystkie krainy ziemi, tak iż w każdym narodzie może znaleźć się przedstawiciel i latorośl owej świętej i obdarzonej Społeczności, ustanowionej raz na zawsze przez naszego Pana po Jego zmartwychwstaniu.

Ta znamienna błogosławioność Kościoła Chrystusowego — jego katolicka natura — jest u świętego Pawła częstym przedmiotem radości; był on bowiem głównym narzędziem jej rozszerzania. W jednym Liście mówi o poganach, że są „współdziedzicami" razem z Żydami, „jednym ciałem i uczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię." W innym rozwija temat „tajemnicy teraz objawionej świętym," to jest „Chrystusa między poganami, nadziei chwały."

Dzień, w którym upamiętniamy to łaskawe zrządzenie Bożej Opatrzności, nazywa się Epifanią, czyli jasnym objawieniem Chrystusa poganom; jest to bowiem dzień, w którym mędrcy przyszli ze Wschodu, wiedzeni gwiazdą, aby Mu oddać pokłon, stając się tym samym pierwocinami pogańskiego świata. Nazwa ta wyjaśniona jest przez słowa tekstu, który pochodzi z jednej z lekcji wybranych na dzisiejszą służbę Bożą i w którym mowa jest do Kościoła. „Powstań, świeć, bo przyszło twoje światło i chwała Pańska rozbłysła nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i mrok głęboki narody; lecz Pan wzejdzie nad tobą i Jego chwała ukaże się nad tobą. I będą kroczyć narody ku twojej światłości, a królowie ku jasności twego wschodu. [...] Lud twój — wszyscy będą sprawiedliwi, na wieki posiądą ziemię jako latorośl Mojego sadzenia, dzieło rąk Moich, abym był uwielbiony."

To, że to i inne podobne proroctwa miały swój wymiar spełnienia, gdy przyszedł Chrystus — wszyscy wiemy. Wtedy Jego Kościół, zbudowany na Apostołach i Prorokach, cudownie rozgałęził się z Jeruzalem jako centrum w otaczający pogański świat, i gromadząc w sobie ludzi wszelkich stanów, języków i charakterów, kształtował ich według jednego wzoru — wzoru ich Zbawiciela — w prawdzie i sprawiedliwości. Tak więc proroctwa dotyczące Kościoła spełniły się podówczas w dwóch wymiarach: co do jego świętości i co do jego katolickości.

Często zadaje się pytanie: czy proroctwa te miały wówczas i od tamtej pory swoje doskonałe wypełnienie? Czy też oczekujemy pełniejszego schrystianizowania świata, niż dotychczas było nam dane oglądać? I zwykło się dziś przychylać do drugiej odpowiedzi, jak gdyby natchnione przepowiednie z pewnością oznaczały więcej, niż dotąd się ziściło.

Tyle, jak sądzę, wyraźnie wynika z samych ich słów: że Ewangelia ma być głoszona we wszystkich ziemiach, zanim nastanie koniec. „A ta Ewangelia o królestwie będzie głoszona po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom, i wtedy nastanie koniec." Czy była już tak głoszona — to kwestia faktyczna, którą rozstrzygnąć trzeba nie z proroctwa, lecz z historii; tam też możemy ją zostawić. Co jednak do drugiego oczekiwania, że Kościołowi dana jest w przyszłości era większej czystości — tego nie można łatwo przyznać. Same słowa Chrystusa właśnie przytoczone, dalekie od wskazywania na Ewangelię jako zmierzającą do nawrócenia ogółu świata, gdy będzie w nim głoszona, opisują ją jedynie jako świadectwo dla wszystkich narodów — jakby wielu jej nie miało usłuchać. I ta wskazówka jest zgodna z relacją świętego Pawła o Kościele żydowskim, który realizował wiarę i posłuszeństwo jedynie w resztce całego ludu; a ponadto objaśnia ją język świętego Jana w Apokalipsie, który mówi, że „odkupieni spośród ludzi" są tylko pozostałością, „pierwociny dla Boga i dla Baranka."

Chętnie jednak przyznam, że z początku poczujemy niechęć do przyjęcia tej opinii, mając przed oczyma takie miejsca, jak to, które znajdziemy w jedenastym rozdziale proroctwa Izajasza, gdzie obiecano: „Nie będą szkodzić ani niszczyć na całej Mojej świętej górze, bo ziemia napełni się znajomością Pana, jak wody wypełniają morze." Mówię, że naturalne jest — przy takich tekstach w pamięci — wyglądać czegoś, co się powszechnie zwie Tysiącleciem. Pożyteczne może być zatem w tym dniu poczynienie kilku uwag dla wyjaśnienia stanu i widoków Kościoła chrześcijańskiego w tym względzie.

Otóż porządek tego świata zależy, w sposób nam nieznany, zarówno od Bożej Opatrzności, jak i od działania ludzkiego. Każde zdarzenie, każdy bieg postępowania ma dwa oblicza: jest Boskie i doskonałe, i należy do człowieka, noszącego piętno jego grzechu. Zauważam dalej, że właściwością Pisma Świętego jest przedstawianie świata od strony opatrznościowej — przypisywanie wszystkiego, co się w nim dzieje, Temu, który nim rządzi i kieruje w jego przebiegu, wywodzenie zdarzeń z Jego wyłącznego sprawstwa lub oglądanie ich jedynie w takiej mierze, w jakiej On w nich działa. Tak więc mówi się, że On zatwardził serce faraona i przeszkodził Żydom w uwierzeniu w Chrystusa, przez co oznaczona jest Jego bezwzględna zwierzchność nad wszystkimi sprawami i losami ludzkimi. Równie często Pismo rozpatruje Porządki zbawcze — nie w ich rzeczywistym stanie, lecz tak, jak ukształtowałoby je Jego sprawstwo, i o tyle, o ile rzeczywiście je kształtuje. Na przykład: „Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek wykroczeń, razem z Chrystusem przywrócił do życia." Powiedziane jest to tak, jakby w sercach Efezjan nie było już żadnych śladów grzechu Adama i śmierci duchowej. Podobnie jak powiedziano potem: „Byliście niegdyś ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu."

Innymi słowy, Pismo mówi zwyczajniej o Bożym zamyśle i zasadniczym dziele niż o mierze spełnienia, jaką ono otrzymuje w tej lub owej chwili — tak jak wyraża to święty Paweł, gdy mówi, że Efezianie zostali wybrani, „abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem w miłości." Albo mówi o wyznaniu chrześcijanina: jak wtedy, gdy powiada: „Wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa" — albo o dążeniu Bożego daru w długim przeciągu czasu i o jego ostatecznych owocach: jak w słowach: „Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby sam stawił przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany" — w których chrzest i ostateczne zbawienie są rozpatrywane jak nierozerwalnie ze sobą złączone. Ta zasada interpretacji Pisma dopuszcza bardzo rozległe zastosowanie, a ja przystępuję teraz do jej zilustrowania.

Zasada, o której mowa, jest następująca: że skoro Bóg jest jeden, i Jego wola jedna, i Jego zamysł jeden, i Jego dzieło jedno; skoro wszystko, czym jest i co czyni, jest bezwzględnie doskonałe i zupełne, niezależne od czasu i miejsca, i panujące nad stworzeniem — czy to nieożywionym, czy żywym — to jednak w swoich rzeczywistych obcowaniach z tym światem, to jest we wszystkim, w czym widzimy Jego Opatrzność (ponieważ człowiek jest niedoskonały i ma wolę własną, i żyje w czasie, i poruszany jest okolicznościami), zdaje się On działać poprzez proces, poprzez środki i cele, poprzez kroki, poprzez z trudem zdobywane zwycięstwa i naprawiane niepowodzenia, i podejmowane ofiary. Tak więc tylko wówczas, gdy oglądamy Jego Porządki zbawcze z oddalenia — jak to czynią Aniołowie — dostrzegamy ich harmonię i ich jedność; tymczasem Pismo, uprzedzając koniec od początku, umieszcza u samego ich szczytu i pierwszego punktu powstania wszystko, co do nich w swojej pełni przynależy.

Pewne przykłady tej zasady odnajdujemy w powołaniu Abrahama. W każdym wieku świata sprawdzało się, że sprawiedliwy z wiary żyć będzie; a jednak w głębokich radach Bożych postanowiono, by przez pewien czas prawda ta była częściowo zaciemniona — na tyle, na ile sięgały Jego objawienia — by człowiek żył z widzenia, a cuda i zewnętrzne ustanowienia zajmowały miejsce cichych opatrzności i duchowej służby. W późniejszych czasach Prawa żydowskiego pierwotna nauka wyszła na jaw, a gdy Boski Przedmiot wiary narodził się na świat, Apostołowie Jego ogłosili ją autorytatywnie jako podstawę wszelkiego przyjemnego Bogu kultu. Zwróćmy jednak uwagę, że została już wcześniej zapowiedź dana w osobie Abrahama: przymierze ewangeliczne, które miało być głoszone dopiero blisko dwa tysiące lat później, zostało objawione i zawarte w jego osobie. „Uwierzył Abraham Bogu i zostało mu to poczytane za sprawiedliwość." „Abraham cieszył się, że miał ujrzeć Mój dzień; ujrzał go i ucieszył się." Co więcej, w nakazanej ofierze umiłowanego syna został zasłonięcie przedstawiony prawdziwy Baranek, którego Bóg przygotował na całopalenie. Tak więc w powołaniu Patriarchy — w którego Potomku wszystkie narody ziemi miały być błogosławione — zostały uprzedzające zapowiedzi wielkich zrębów Ewangelii: w tym, że był powołany w nieobrzezaniu, że był usprawiedliwiony przez wiarę, że ufał Bożej mocy wskrzeszania umarłych, że wyglądał dnia Chrystusowego i że dostąpił widzenia Ofiary Przebłagalnej na Kalwarii.

Nazywamy te zapowiedzi proroctwem — mówiąc popularnie — i bez wątpienia takimi są dla nas i mają być przez nas z wdzięcznością przyjmowane i używane; lecz właściwiej, być może, są one jedynie przykładami harmonijnego współbrzmienia słowa i czynu Bożego — tego, jak od początku zapieczętowuje On zdarzenia, jak wprowadza je raz na zawsze, choć są one jedynie stopniowo odsłaniane naszym ograniczonym władzom, w tej przemijającej scenie. Zdaje się, że w chwili, gdy Abraham był powołany, zarówno bieg Porządku żydowskiego, jak i przyjście Chrystusa były niejako — że tak rzec — urzeczywistnione; tak iż w pewnym sensie były już dokonane i minione. Stąd w jednym miejscu Chrystus jest nazwany „Barankiem zabitym od założenia świata," w innym zaś powiedziane jest, że „Lewi złożył dziesięciny" Melchizedekowi „w Abrahamie."

Podobne uwagi można by poczynić co do powołania i panowania Dawida oraz budowy drugiej Świątyni.

Podobnie też Kościół chrześcijański miał w dzień swego narodzenia całą tę pełnię świętości i pokoju nazwaną nad nim i zapieczętowaną w nim — stosownie do niego, rozpatrywanego jako Boży zamysł, rozpatrywanego w jego istocie, takim, jakim urzeczywistnia się we wszelkich czasach i w jakichkolwiek okolicznościach, rozpatrywanego jako dzieło Boże bez współdziałania człowieka, rozpatrywanego jako dzieło Boże w swoim dążeniu i w swojej ostatecznej szczęśliwości — tak że tytuły nadane mu na ziemi są obrazem tego, czym będzie doskonale w niebie. Dałoby się to zilustrować także na przykładzie Kościoła żydowskiego, jak w opisie Jeremiasza: „Pamiętam ci oddanie twojej młodości, miłość twych zaślubin, gdy chodziłaś za Mną na pustyni, w ziemi nieuprawnej. Izrael był poświęcony Panu, był pierwszociną Jego plonów." Co do Kościoła chrześcijańskiego — jedno miejsce opisujące jego szczęśliwość od samego założenia zostało już przytoczone; dodaję następujące jako próbkę: „Narody ujrzą twoją sprawiedliwość i wszyscy królowie twoją chwałę; nazwą cię nowym imieniem, które usta Pańskie wyznaczą. Będziesz koroną ozdoby w ręku Pana i diademem królewskim w ręku Boga twego. [...] Jak oblubieniec cieszy się z oblubienicy, tak Twój Bóg będzie się cieszył z ciebie." „Góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie i przymierze Mego pokoju się nie zachwieje, mówi Pan, który ma litość nad tobą. Wszyscy twoi synowie będą uczniami Pana, a wielki będzie pokój twoich synów." „Oto wyryłem cię na obu dłoniach Moich, mury twoje są stale przede Mną. [...] Podnieś oczy dokoła i patrz: wszyscy się zbierają i zdążają ku tobie. Na Moje życie — wyrocznia Pana — wszystkich ich włożysz na siebie jak ozdobę i przybijesz ich sobie jak przystrój oblubienicy." „Nie będzie już słychać o przemocy w twojej ziemi, o spustoszeniu ani zniszczeniu w twoich granicach, lecz nazwiesz swoje mury Zbawieniem, a swoje bramy Chwałą." W tych miejscach, które w swoim kontekście z pewnością odnoszą się do czasu przyjścia Chrystusa, obiecuje się Kościołowi powszechność i czystość, które mają swoje spełnienie jedynie w przebiegu jego historii — od początku do końca — ujmowanej jako skrót i oglądanej jako jedna całość.

Rozważmy też wyobrażenia Królestwa Chrystusowego. Po pierwsze, zwie się ono „Królestwem Niebieskim" — choć jest na ziemi. Dalej, w hymnie Aniołów głoszony jest „pokój na ziemi" — zgodnie z prorockim określeniem Mesjasza jako „Księcia Pokoju" — choć On Sam, mówiąc o ziemskiej, nie Boskiej stronie swego Porządku, rzekł, że przyszedł „nie przynosić pokoju na ziemię, lecz miecz." Rozważmy też zwiastowanie Gabriela do Dziewicy o Jej Synu i Panu: „Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego; a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca Dawida. Będzie On panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego królestwu nie będzie końca." Albo — jak ten sam Zbawiciel był zapowiedziany przez Ezechiela: „Ustanowię nad nimi jednego Pasterza, który będzie je pasł. [...] Zawrę z nimi przymierze pokoju i sprawię, że znikną dzikie zwierzęta z kraju; i będą bezpiecznie mieszkać na pustyni, i sypiać w lasach. Uczynię ich i miejsca wokół Mojej góry błogosławieństwem; i spuszczę deszcz w swoim czasie: będą to deszcze błogosławieństwa." Warto zauważyć, że w dwóch ostatnio przytoczonych miejscach Kościół chrześcijański jest rozpatrywany jedynie jako kontynuacja żydowskiego, jak gdyby Ewangelia istniała w swoim zarodku nawet pod Prawem.

Nie ulega zaś wątpliwości — a jest to prawda tak błogosławiona, że nie chciałoby się jej w żaden sposób kwestionować — że gdy Chrystus przyszedł po raz pierwszy, Jego wyznawcy znajdowali się w stanie duchowej czystości daleko przewyższającym cokolwiek, co oglądamy w Kościele po dziś dzień. Owa chwała, której blaskiem jaśniało jej oblicze — jak oblicze Mojżesza — od obcowania ze Zbawicielem na świętej Górze, jest rękojmią tego, co kiedyś zostanie udoskonalone; jest ona znakiem wystawionym nam w naszej mrocznej epoce, że Jego obietnica stoi pewna i dopuszcza wypełnienia. Trwali oni „w radości i prostocie serca, chwaląc Boga i ciesząc się łaską u całego ludu." Oto było zadatkiem wiecznej szczęśliwości — tego samego rodzaju, co niewinność dziecięca jako zapowiedź świętej nieśmiertelności; i jak ochrzcielna szata delikatnego bisioru, czystego i białego, która jest sprawiedliwością świętych — zadatek podobny typicznym obietnicom danym Dawidowi, Salomonowi, Cyrusowi czy Jozuemu arcykapłanowi. Zarazem jednak skażenia w pierwotnym Kościele — galatyjski błąd w wierze i koryncka rozwiązłość — zbyt dobitnie świadczą, że wczesne chwały Kościoła były tylko zadatkiem, z wyjątkiem poszczególnych jednostek: zadatkiem Bożego zamysłu, świadectwem ludzkiej zepsutości.

Ta sama interpretacja ma zastosowanie do biblijnego opisu Ludu Bożego z wyboru, który jest po prostu Kościołem Chrystusowym pod inną nazwą. Im — z chwilą ich wybrania — zostają udzielone jako ciału dary usprawiedliwienia, świętości i ostatecznego zbawienia. Doskonałości Chrystusa otaczają ich blaskm; Jego obraz odbija się od nich; tak iż otrzymują Jego imię, jako będąc w Nim i umiłowani przez Boga w Umiłowanym. Tak więc w ich wybraniu zapieczętowane są — by być rozwinięte i zakosztowane we właściwym czasie — kolejne przywileje dziedziczących światłość. W Bożym zamyśle — według Jego łaski — w dążeniu i ostatecznych skutkach Jego Porządku — być powołanym i wybranym znaczy być zbawionym. „Których bowiem [Bóg] przedtem znał, tych też przeznaczył; a których przeznaczył, tych też powołał; a których powołał, tych też usprawiedliwił; a których usprawiedliwił, tych też uwielbił." Zwróćmy uwagę, że cały ten plan przedstawiony jest jako rzecz miniona; albowiem w swej głębokiej radzie od wieczności ogarnął On wzrokiem jedno całkowite dzieło i — podjąwszy je — jest ono jedynie kwestią czasu, prędzej czy później, kiedy się urzeczywistni. Jak Baranek był zabity od założenia świata, tak też i Jego odkupieni byli od początku zebrani stosownie do Jego przedwiedzy; i nie jest to bardziej niezgodne z uroczystym stwierdzeniem właśnie przytoczonego tekstu, że niektórzy spośród raz wybranych odpadają (co, jak wiemy, się zdarza), niż to, że zdarzenie, o którym mówi tenże tekst, określone jest jako minione i dokonane, choć jest niedokończone i przyszłe. Wszelkie przypadkowości są wykluczone, gdy On przemawia; teraźniejszość i przyszłość, zwłoki i niepowodzenia, nikną wobec myśli o Jego doskonałym dziele. I stąd pochodzi, że słowo „wybrani" ma w Piśmie dwa znaczenia: oznacza zarówno tych, którzy są powołani ku zbawieniu, jak i tych, którzy w dniu ostatecznym okażą się rzeczywistym owocem owego świętego powołania. Albowiem Opatrzność Boża działa poprzez wielkie i wszechogarniające prawa; a Jego słowo jest zwierciadłem Jego zamysłów — nie częściowego powodzenia człowieka w niweczeniu Jego łaskawej woli.

Kościół zatem, rozpatrywany jako jedno walczące wojsko, postępujące naprzód z domu niewoli do Kanaanu, odnosi zwycięstwo i spełnia to, co jest o nim powiedziane — choć wielu żołnierzy pada w boju. Dopóki jednak pozostają w jego szeregach, są uczestnikami jego szczęśliwości przynajmniej w tej mierze, iż biorą udział w darach płynących z wybrania. I stąd właśnie tyle wagi przywiązać należy do obowiązku wspólnego kultu; albowiem w ten sposób mnóstwo wiernych, gromadząc się razem, upomina się jako jeden człowiek o łaskę wylaną na jedno niepodzielne Ciało mistyczne Chrystusa. „Gdzie dwaj lub trzej zgromadzeni są w imię Jego, tam On jest pośród nich"; owszem — błogosławione niech będzie Jego imię! — jest tak z nimi jedno, że nie należą do siebie, tracą na chwilę ziemskie zmazy, jaśnieją w Jego nieskończonej świętości i mają obietnicę Jego wiecznej łaski. Rozpatrywany jako jedno, Kościół jest nadal Jego obrazem, jak na początku — czysty i nieskazitelny, Jego Oblubienica przesławna wewnątrz, Matka Świętych; według Pisma: „Jedyna jest moja gołębica, moja doskonała; jedynaczka swojej matki, wybranka swojej rodzicielki. [...] Cała jesteś piękna, przyjaciółko moja, i nie ma w tobie skazy."

A to, co jest prawdą o Kościele jako całości, jest w Piśmie przedstawiane jako przynależące w pewnym sensie również każdemu z jego członków z osobna. Mam na myśli to, że jak ciało chrześcijańskie zostało ustanowione na obraz Chrystusa — który ma się w nim stopniowo i we właściwym czasie urzeczywistniać — tak samo i każdy z nas, gdy staje się chrześcijaninem, jest obdarzony darami skupionymi wokół wiecznego zbawienia. Święty Piotr mówi, że jesteśmy „zbawieni" przez chrzest; święty Paweł — że jesteśmy „zbawieni" według Bożego miłosierdzia przez „odrodzenie z wody"; Pan nasz łączy wodę z Duchem; święty Paweł wiąże chrzest z przyobleczeniem się w Chrystusa; a w innym miejscu z tym, że jesteśmy „uświęceni i usprawiedliwieni w imię Pana Jezusa i przez Ducha Boga naszego." W tym samym kierunku idą słowa naszego Pana: „Zaprawdę, zaprawdę mówię wam: Kto słucha słowa Mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia."

Uwagi te poczynione zostały w celu ukazania prawdziwego sensu, w jakim przyjmować należy: z jednej strony prorockie opisy Kościoła chrześcijańskiego; z drugiej — nadanie jego przywilejów oraz przywilejów jego poszczególnych członków. Nic nie jest bardziej sprzeczne z duchem Ewangelii niż łaknienie znaków i cudów; a dana teraz zasada interpretacji Pisma jest szczególnie przystosowana do odwodzenia nas od takich błądzeń serca. Jest naszym obowiązkiem — owszem, naszą szczęśliwością — chodzić wiarą; przeto będziemy przyjmować obietnice (z pomocą Bożą) w wierze; będziemy wierzyć, że są spełnione, i korzystać z ich owocu, zanim go ujrzymy. W pełni przyznamy — będąc o tym mocno przekonani — że Jego słowo nie wróci do Niego bezowocnie; że ma ono swoje posłannictwo i musi się powieść na tyle, by je zasadniczo wypełnić. Będziemy oddawać cześć Błogosławionemu Duchowi jako przychodzącemu i odchodzącemu, dokąd chce, i czyniącemu codziennie cuda, o których świat nie wie. Będziemy uważać Chrzest i inne chrześcijańskie Ustanowienia za czynne znaki łaski — nie za formy i cienie — choć ludzie je nadużywają i profanują; a w szczególności, co do bezpośredniego naszego przedmiotu, oduczymy się — jako ludzie trzeźwi i poważni — oczekiwania na jakiekolwiek publiczne przejawy chwały Bożej w budowaniu Jego Kościoła, skoro jest On przesławny wewnątrz, w owej wewnętrznej świątyni złożonej z wiernych serc i zamieszkałej przez Ducha łaski. Odrzucimy, o ile to możliwe, wszelkie świeckie, wszelkie polityczne poglądy na zwycięstwa Jego królestwa. Pracując ku zjednoczeniu jego rozproszonych przez złość szatana odłamków, ku odzyskaniu tego, co zostało odrzucone, ku oczyszczeniu tego, co skażone, ku umocnieniu tego, co słabe, ku uczynieniu go we wszystkich jego częściach tym, czym Chrystus chciałby je widzieć — Kościołem Walczącym — to jednak (jeśli Bóg pozwoli) nie będziemy rachować na żaden widzialny owoc naszej pracy. Będziemy zadowoleni z wiary, że nasza sprawa triumfuje, gdy widzimy ją pozornie pokonaną. W milczeniu znosimy obelgi nieprzyjaciół Chrystusa i poddajemy się pokornie hańbie i cierpieniu, które sprowadzają na nas błędy Jego wyznawców. Znosimy obrazy, nad którymi pierwsi Święci by się zdumiali, a Męczennicy gotowi byli umrzeć, by je naprawić. Będziemy pracować z gorliwością, lecz jak dla Pana, a nie dla ludzi; pamiętając, że nawet Apostołowie oglądali grzechy Kościołów, które zakładali; że święty Paweł przepowiedział, iż „ludzie źli i zwodziciele coraz bardziej brnąć będą w złem"; i że święty Jan zdaje się nawet uważać niezwykłą niewiarę za sam znak czasów Ewangelii — jak gdyby światło zwiększało ciemność tych, którzy go nienawidzili. „Dzieci, jest ostatnia godzina, i jako słyszeliście, że Antychryst ma przyjść, tak też teraz wielu Antychrystów się pojawiło, przez co wiemy, że jest ostatnia godzina."

Przeto szukać będziemy wewnątrz Epifanii Chrystusa. Zwrócimy się ku Jego świętemu Ołtarzowi i zbliżymy się doń po ogień miłości i czystości, który tam płonie. Znajdziemy pociechę w oświeceniu, które daje Chrzest. Odpoczniemy i będziemy syci w Jego ustanowieniach i w Jego słowie. Będziemy błogosławić i sławić Jego imię, ilekroć raczy On ukazać nam swą chwałę w przypadkowym spotkaniu któregokolwiek z Jego Świętych; i zawsze będziemy modlić się do Niego, by objawił ją w naszych własnych duszach.

---

← wróć do odkrywania