HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom II

Kazanie XII. Należna Jej cześć

Święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny

Gdy potrzebuję nadzieiGdy moja wiara stała się letnia Macierzyństwo BożeMaryja w Ewangelii
„Odtąd błogosławioną zwać mnie będą wszystkie pokolenia."
W skrócie. Kazanie na Zwiastowanie głosi szczególną godność Maryi jako Matki Bożej i wzoru wiary. Newman dowodzi, że cześć należna Maryi nie jest bałwochwalstwem, lecz częścią pełni chrześcijańskiej wiary. Ten tytuł zobowiązuje wierzących do pobożności maryjnej.

„Odtąd błogosławioną zwać mnie będą wszystkie pokolenia.”

*Święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny*

*„Odtąd błogosławioną zwać mnie będą wszystkie pokolenia."* > — Łk 1,48

Dziś obchodzimy Zwiastowanie Maryi Dziewicy; gdy Anioł Gabriel posłany został oznajmić Jej, że ma zostać Matką naszego Pana, i gdy Duch Święty zstąpił na Nią i osłonił Ją mocą Najwyższego. W tym wielkim wydarzeniu spełniła się Jej zapowiedź wyrażona słowami tekstu. Wszystkie pokolenia nazwały Ją błogosławioną. Anioł pierwszy skierował do Niej pozdrowienie; rzekł: „Bądź pozdrowiona, łaski pełna; Pan z Tobą; błogosławionaś Ty między niewiastami." I znowu rzekł: „Nie bój się, Maryjo, albowiem znalazłaś łaskę u Boga; oto poczniesz w łonie i porodzisz Syna, i nadasz Mu imię Jezus. Będzie wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego." Elżbieta, krewna Jej, jako następna powitała Ją stosownym tytułem. Choć sama była wówczas napełniona Duchem Świętym, kiedy mówiła, to właśnie ten dar — zamiast skłonić ją do mniemania, że jest równa Maryi — pobudził ją do słów pokorniejszych i pełnych głębszej czci. „Zawołała donośnym głosem i rzekła: Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twego. I skądże mi to, że Matka Pana mego przychodzi do mnie?" ... I znowu powtórzyła: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana." Wtedy to Maryja dała wyraz swoim uczuciom w Hymnie, który czytamy w modlitwie wieczornej. Jakże liczne i splątane musiały one być! W Niej miała się właśnie wypełnić obietnica, na którą świat wyczekiwał przez tysiące lat. Potomstwo niewiasty, zapowiedziane winnej Ewie, po długim zwlekaniu zjawiało się wreszcie na ziemi i miało z Niej się narodzić. W Niej odwrócić się miały losy świata, a głowa węża — zmiażdżona. Na Nią zstąpił zaszczyt największy, jaki kiedykolwiek spotkał jakiegokolwiek człowieka z naszego upadłego rodu. Bóg brał na Siebie Jej ciało i uniżał Się, dając się zwać Jej potomkiem — oto głęboka tajemnica! Ona sama czuła oczywiście niewyraźną własną niegodność; a nadto swój pokorny stan, swoją niewiedzę, swoją słabość w oczach świata. A miała ponadto, jak możemy słusznie mniemać, ową czystość i niewinność serca, owo jasne widzenie wiary, owo ufne zdanie się na Boga swego, które wznosiły wszystkie te uczucia do intensywności, jakiej my, zwykli śmiertelnicy, pojąć nie możemy. Nie możemy ich pojąć; odmawiamy codziennie Jej hymn — a jednak zastanówmy się przez chwilę, jak różnym sposobem go wymawiamy niż Ona go po raz pierwszy wypowiedziała. Spieszymy się nawet przy nim i nie zastanawiamy się nad znaczeniem tych słów, które wyszły z ust najwyżej umiłowanej, najwspanialej obdarowanej spośród dzieci ludzkich. „Wielbi dusza moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim. Bo wejrzał na uniżenie służebnicy swojej: oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia. Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, a święte jest imię Jego. A miłosierdzie Jego z pokolenia na pokolenie nad tymi, którzy się Go boją."

Rozważmy teraz, w jakim sensie Maryja Dziewica jest błogosławioną — tytuł nadany Jej najpierw przez Anioła, a następnie przez Kościół po wszystkie wieki aż do dnia dzisiejszego.

**1.** Stwierdzam, że w Niej przekleństwo, którym dotknięto Ewę, przemieniło się w błogosławieństwo. Ewie nakazano rodzić dzieci w bólu; lecz teraz to właśnie owo postanowienie, przez które wyrażał się znak Bożego gniewu, stało się narzędziem, przez które zbawienie przyszło na świat. Chrystus mógł był zstąpić z nieba, jak odszedł z powrotem i jak znowu przyjdzie. Mógł był przybrać ciało z prochu ziemi, tak jak Adam otrzymał je z ziemi; albo zostać ukształtowany, jak Ewa, w inny boski sposób. Lecz dalekie to było od rzeczywistości — Bóg posłał Syna swego (jak powiada św. Paweł) „zrodzonego z niewiasty". Albowiem było Jego łaskawym zamiarem przemienić w dobro wszystko, co nasze, a złem skażone. Gdyby tak chciał, mógłby był, gdy zgrzeszyliśmy, znaleźć inne istoty do swojej służby, nas strącając w piekło; lecz postanowił nas ocalić i przemienić. I podobnie wszystko, co nasze — nasza rozumność, nasze uczucia, nasze dążenia, nasze więzi życiowe — niczego nie chce w swoich uczniach znosić, lecz wszystko uświęcać. Dlatego zamiast zsyłać Syna z nieba, posłał Go jako Syna Maryi, by okazać, że cały nasz smutek i całe nasze skażenie mogą być przez Niego pobłogosławione i przemienione. Nawet kara za upadek, nawet zmaza grzechu pierworodnego dopuszcza lekarstwo przez przyjście Chrystusa.

**2.** Jest jednak jeszcze inna część pierwotnej kary nałożonej na niewiastę, którą można uważać za uchyloną wraz z przyjściem Chrystusa. Powiedziano kobiecie: „Mąż twój panować będzie nad tobą" — wyrok, który wypełniał się w sposób uderzający. Mężczyzna ma dość siły, by poskromić ciernie i osty, którymi przeklęta jest ziemia, lecz ta sama siła niezmiennie przyczyniała się do spełnienia kary, jaka przypadła w udziale kobiecie. Spójrzcie na pogański świat i zobaczcie, jak słabsza połowa rodzaju ludzkiego wszędzie była tyranizowana i poniżana przez przemoc silnej ręki. Zważcie na wszystkie te narody wschodnie, które nigdy w żadnym czasie Jej nie szanowały, lecz bezlitośnie czyniły z niej niewolnicę wszelkich złych i okrutnych celów. Tak triumfował wąż — sprawił, że mężczyzna nadal się poniża przez tę, która go pierwotnie skusiła, a ta, co go skusiła, teraz cierpi od tego, który dał się uwieść. Owszem, nawet w świetle Objawienia kara na kobietę nie została od razu usunięta. Nadal (mówiąc słowami przekleństwa) mąż panował nad nią. Świadczy o tym sama praktyka wielożeństwa i rozwodów, tolerowanych za czasów patriarchów i pod prawem żydowskim.

Lecz gdy Chrystus przyszedł jako potomstwo niewiasty, przywrócił prawa i cześć swojej Matce. Nie że pod Ewangelią zniesione zostały różnice stanów; kobieta jest nadal niżej od mężczyzny, jak mężczyzna niżej od Chrystusa; lecz zniesiona została niewola. Św. Piotr nakazuje mężowi „oddawać cześć żonie jako słabszej, gdyż oboje są dziedzicami łaski życia". A św. Paweł, nakazując jej wprawdzie uległość, mówi o szczególnym błogosławieństwie, jakie jej użyczono w tym, że stała się wyznaczonym wejściem Zbawiciela na świat. „Adam bowiem był stworzony pierwszy, potem Ewa; i Adam nie był zwiedziony, lecz niewiasta, będąc zwiedziona, popadła w przestępstwo." Lecz „jednak zbawiona będzie przez rodzenie dzieci" — to jest przez narodziny Chrystusa z Maryi, które były błogosławieństwem zarówno dla całej ludzkości, jak i w szczególny sposób dla kobiety. Dlatego od tego czasu małżeństwo nie tylko przywrócono do jego pierwotnej godności, lecz nawet obdarzono je duchowym przywilejem jako zewnętrznym znakiem niebiańskiego zjednoczenia, jakie istnieje między Chrystusem a Jego Kościołem.

Tak więc Najświętsza Panna, rodząc Pana naszego, zdjęła lub złagodziła szczególną hańbę, którą kobieta odziedziczyła za zwiedzenie Adama — jedną jej część uświęcając, drugą uchylając.

**3.** Co więcej, bez wątpienia należy Ją uważać za błogosławioną i uprzywilejowaną w samej sobie, nie tylko ze względu na dobro, które nam wyświadczyła. Któż potrafi ocenić świętość i doskonałość Tej, która wybrana została na Matkę Chrystusa? Jeśli temu, kto ma, więcej jest dawane, a świętość i Boże upodobanie idą w parze (a zostało nam to wyraźnie powiedziane) — jakąż musiała być przeczystość Tej, którą Duch Stworzyciela raczył osłonić swoją cudowną obecnością? Jakież musiały być Jej dary, Jej, która wybrana została na jedyną bliską ziemską krewną Syna Bożego, jedyną, wobec której był On z natury zobowiązany do szacunku i uległości; na tę, której powierzono Jego wychowanie i kształcenie, pouczanie Go dzień po dniu, gdy wzrastał w mądrości i wzroście? To rozważanie prowadzi ku wyższemu zagadnieniu, gdybyśmy śmieli je śledzić dalej; bo czymże, jak sądzicie, był uświęcony stan tej ludzkiej natury, z której Bóg uformował swojego bezgrzesznego Syna — wiemy przecież, że „co z ciała się rodzi, ciałem jest", i że „nikt czystego z nieczystego nie wyprowadzi"?

Teraz, po rozmyślaniu o takich sprawach, gdy wracamy do Ewangelii, myślę, że każdy z nas odczuwa pewne zdziwienie, iż nie powiedziano nam więcej o Najświętszej Dziewicy, niż tam znajdujemy. Po opowiadaniu o narodzeniu i dzieciństwie Chrystusa słyszymy o Niej niewiele. Niewiele jest powiedziane na Jej chwałę. Wspomina się Ją jako towarzyszącą Chrystusowi aż pod krzyż i przez Niego oddaną pod opiekę św. Jana; i wspomina się Ją jako przebywającą z Apostołami na modlitwie po Jego Wniebowstąpieniu; a potem nie słyszymy o Niej więcej. Lecz i w tym milczeniu znajdujemy pouczenie, nie mniejsze niż w wzmiance o Niej.

**1.** Nasuwa ono nam myśl, że Pismo Święte zostało napisane nie po to, by wynosić tego czy owego poszczególnego Świętego, lecz by oddać chwałę Bogu Wszechmogącemu. Przez wieki, o których traktuje historia biblijna, żyły tysiące świętych dusz, o których nic nie wiemy, bo ich życie nie przypadło na linię Bożych publicznych działań z ludzkością. W Piśmie nie czytamy o wszystkich dobrych ludziach, jacy kiedykolwiek żyli, lecz jedynie o niewielu — to jest o tych, w których imię Boże było szczególnie czczone. Bez wątpienia w Izraelu było wiele wdów służących Bogu w postach i modlitwach, podobnych do Anny; lecz ona jedyna jest wymieniona w Piśmie, gdyż znalazła się w sytuacji umożliwiającej jej uwielbienie Pana Jezusa. „Mówiła o Nim niemowlęciu wszystkim tym, którzy oczekiwali odkupienia w Jerozolimie." Ba, o ile wiemy, wiara taka jak Abrahamowa i żarliwość taka jak Dawidowa płonęły w sercach tysięcy, których imiona nie zachowały pamięci; Pismo bowiem, mówię, zostało napisane, by ukazać nam bieg wielkich i przedziwnych Bożych dzieł opatrzności, i słyszymy tylko o tych Świętych, którzy byli narzędziami Jego celów jako ci, którzy wprowadzali na świat lub głosili Jego Syna. Umiłowanym Apostołem Chrystusa był św. Jan, Jego przyjaciel osobisty; a jednak jak mało wiemy o św. Janie w porównaniu ze św. Pawłem — i dlaczego? bo św. Paweł był wybitniejszym głosicielem i szafarzem Jego Prawdy. Jak sam św. Paweł powiedział, że „nikogo nie zna według ciała", tak i Zbawiciel, z poniekąd podobnego powodu, ukrył przed nami wiedzę o swoich bardziej sakralnych i poufnych uczuciach, swoich uczuciach ku Matce i przyjacielowi. Nie godziło się ich odsłaniać jako niestosownych dla świata — i niebezpiecznych, bo niedopuszczalnych bez ryzyka, że cześć, jaką owi Święci otrzymali przez łaskę, przyćmi w naszych umysłach cześć Tego, który ich uczcił. Gdyby błogosławiona Maryja została nam pełniej objawiona w niebiańskim pięknie i słodyczy ducha, który w Niej mieszkał, prawda, byłaby Ona czczona, Jej dary byłyby wyraźnie widoczne; lecz zarazem Darczyńca byłby nieco mniej kontemplowany, bo w Jej historii nie byłoby widać żadnego Jego zamiaru ani dzieła. Wydawałoby się, że wprowadzono Ją dla Jej własnego dobra, nie dla Jego. Kiedy Świętego widzimy pracującego ku celowi wyznaczonemu przez Boga, widzimy, że jest on jedynie narzędziem — sługą, choć uprzywilejowanym; i chociaż go podziwiamy, to w końcu uwielbiamy Boga w nim. Przechodzimy od niego do dzieła, któremu służy. Lecz gdy ktoś jest nam ukazywany pełen darów, a bez widocznego i bezpośredniego służenia Bożym zamysłom, taki zdaje się objawiony dla siebie samego. Trwalibyśmy może w myśli o nim i więcej rozmyślalibyśmy o stworzeniu niż o Stwórcy. Jest więc rzeczą niebezpieczną, jest przywilejem zbyt wysokim dla grzeszników takich jak my, znać najgłębsze i najskrytsze myśli Bożych sług. Nie możemy znieść widoku takich ludzi w ich własnym miejscu, w zaciszu życia prywatnego i spokoju nadziei i radości. Im wyższe ich dary, tym mniej nadają się do oglądania. Sam nawet św. Jan Apostoł był dwukrotnie kuszony, by paść na twarz przed Aniołem, który mu ukazywał rzeczy przyszłe. I jeśli ten, kto widział Syna Bożego, tak został przemożony przez stworzenie, jakże my bylibyśmy zdolni wpatrywać się w pełnię świętości stworzenia — zwłaszcza że o wiele łatwiej przyszłoby nam ją pojąć i ocenić niż nieskończone doskonałości Wiecznego Bóstwa? Dlatego wiele prawd jest, jak „słowa siedmiu gromów", „zapieczętowanych" przed nami. W szczególności jest miłosierdziem dla nas, że tak mało objawiono o Najświętszej Dziewicy — miłosierdziem wobec naszej słabości, choć o Niej jest „wiele rzeczy do powiedzenia", lecz są one „trudne do wyłożenia, zważywszy, żeśmy ociężali w słuchaniu".

**2.** Ale dalej: im więcej zastanawiamy się nad tym, kim była św. Maryja, tym bardziej niebezpieczna okazuje się nam taka wiedza o Niej. Inni święci są jedynie pobudzani lub natchnieni przez Chrystusa i stają się uczestnikami Jego mistycznie. Lecz co do św. Maryi, Chrystus wziął od Niej swoje człowieczeństwo i miał z Nią szczególną jedność natury; a nad tą przedziwną więzią między Bogiem a człowiekiem jest nam może niemożliwe dłużej się zatrzymywać bez pewnego wypaczenia uczuć. Bo zaprawdę jest Ona wyniesiona ponad stan grzesznych istot, choć z natury jest grzesznicą; jest przybliżona do Boga, a przecież jest tylko stworzeniem — i zdaje się, że w naszym ograniczonym rozumie brakuje Jej właściwego miejsca, ani za wysokiego, ani za niskiego. Nie możemy w naszej myśli o Niej połączyć wszystkiego, co powinniśmy Jej przypisać, z wszystkim, co powinniśmy Jej odmówić. Przeto idąc za przykładem Pisma Świętego, lepiej myśleć o Niej tylko razem z Jej Synem i ze względu na Niego, nigdy nie oddzielając Jej od Niego, lecz używać Jej imienia jako wspomnienia o Jego wielkim uniżeniu się, gdy zstąpił z nieba i nie „wzgardził żywotem Dziewicy". I taka jest reguła naszego własnego Kościoła, który wyznaczył jedynie takie Uroczystości ku czci Najświętszej Maryi, które mogą być zarazem uroczystościami ku czci naszego Pana: Oczyszczenie upamiętnia Jego ofiarowanie w świątyni, a Zwiastowanie upamiętnia Jego Wcielenie. Przy tej zaś ostrożności myśl o Niej może być bardzo pożyteczna dla naszej wiary; bo nic tak nie jest zdolne utrwalić w naszych umysłach, że Chrystus jest naprawdę uczestnikiem naszej natury i pod każdym względem człowiekiem poza grzechem jednym, jak łączenie Go z myślą o Tej, przez której służbę stał się naszym bratem.

Na zakończenie. Zauważmy, jaką naukę czerpiemy dla siebie z historii Najświętszej Dziewicy: że najwyższe łaski duszy mogą dojrzewać w ukryciu i bez owych gwałtownych prób, na które narażeni są liczni, by osiągnąć uświęcenie. Tak twarde są nasze serca, że ucisk, ból i niepokój zsyłane są na nas, by nas ukorzyć i usposobić do szczerego przyjęcia słowa niebieskiego, gdy jest nam głoszone. A jednak tylko nasza skrajna zatwardziałość w niedowiarstwie sprawia, że owa chłosta staje się konieczna. Pomoce, których Bóg udziela na mocy przymierza ewangelicznego, mają moc odnawiać i oczyszczać nasze serca bez niezwykłych opatrzności zmuszających nas do ich przyjęcia. Bóg daje nam swego Ducha Świętego cicho; i ciche obowiązki każdego dnia (jak można pokornie żywić nadzieję) są błogosławieństwem ku dostatecznemu uświęceniu tysięcy, których świat nie zna. Najświętsza Dziewica jest tego pamiątką i pocieszającą rzeczą, a zarazem pouczającą, jest to wiedzieć. Gdy gasimy łaskę Chrztu, wtedy właśnie potrzebujemy ciężkich prób, by nas odnowić. Taki jest los rzeszy, której najlepszym udziałem jest stan chłosty, nawrócenia, błagania i rozgrzeszenia — wciąż na nowo. Lecz są i tacy, którzy kroczą spokojnym i niechwiejnym biegiem — ucząc się dzień po dniu kochać Tego, który ich odkupił, i przezwyciężając grzech swojej natury przez Jego niebiańską łaskę, w miarę jak rozmaite pokusy do złego sukcesywnie się pojawiają. A spośród tych nieskalanych naśladowców Baranka Najświętsza Maryja jest na czele. Mocna w Panu i w potędze Jego mocy, „nie zachwiała się w obietnicy Bożej przez niedowiarstwo"; wierzyła, gdy Zachariasz wątpił — wiarą jak Abrahamową uwierzyła i była błogosławiona za swą wiarę, i miała spełnienie tych rzeczy, które zostały jej powiedziane przez Pana. A gdy potem dosięgł Ją smutek, był to jedynie błogosławione uczestnictwo w świętych cierpieniach Jej Syna — nie smutek tych, którzy cierpią za grzechy własne.

Jeśli my, przez niepojęty dar Boży, naśladowaliśmy w jakiejś mierze niewinność Maryi w naszej młodości, dziękujmy Temu, który nam to umożliwił. Ale w tej mierze, w jakiej jesteśmy świadomi odejścia od Niego, opłakujmy naszą nędzną winę. Uznajmy z serca, że żadna kara nie jest dla nas za surowa, żadna chłosta nie powinna być nie na miejscu (choć trudna to nauka — witać ból z otwartymi ramionami), jeśli ma spalić skażenie, które rozrodzić się w nas zdążyło. Liczmy sobie za zysk wszystko, co Bóg zsyła, by zmyć znamiona grzechu i hańby, które są na naszych czołach. Przyjdzie kiedyś dzień, gdy Pan i Zbawiciel nasz odsłoni owo Święte Oblicze całemu światu, którego żaden grzesznik nigdy jeszcze nie mógł ujrzeć i żyć. Wtedy świat zmuszony będzie spojrzeć na Tego, którego przebodli swymi nieodpokutowanymi nieprawościami; „wszystkie twarze pobladną". Wtedy ujrzą — czego teraz nie wierzą — pełną brzydotę grzechu; gdy tymczasem Święci Pańscy, którzy na ziemi zdawali się nosić jedynie oblicze zwykłych ludzi, przebudzą się jeden po drugim na podobieństwo Jego i będą straszliwi do spojrzenia. I wtedy spełni się obietnica złożona Kościołowi na Górze Przemienienia. Będzie „dobrze" być z tymi, których przybytki mogły być sidłem dla nas na ziemi, gdybyśmy byli dopuszczeni do wznoszenia ich. Ujrzymy Pana naszego i Jego Najświętszą Matkę, Apostołów i Proroków, i wszystkich owych sprawiedliwych, o których teraz czytamy w historii i których pragnęlibyśmy poznać. Wtedy będziemy wtajemniczeni w owe Tajemnice, które teraz nas przerastają. W słowach Apostoła: „Umiłowani, teraz dziećmi Bożymi jesteśmy, a jeszcze się nie objawiło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. I każdy, kto tę nadzieję w Nim pokłada, oczyszcza się, tak jak On jest czysty."

← wróć do odkrywania