HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom II

Kazanie XIX. Zamieszkanie Ducha Świętego

W Święto Zesłania Ducha Świętego

Gdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czegoGdy nie umiem się modlić Duch Święty i Jego daryŻycie nadprzyrodzone
„Wy zaś nie jesteście w ciele, lecz w Duchu, jeżeli tylko Duch Boży w was mieszka."
W skrócie. Kazanie zesłaniowe głosi zamieszkanie Ducha Świętego w ochrzczonym jako szczyt przywileju chrześcijańskiego. Newman wykłada, że życie chrześcijańskie jest życiem w Duchu — nie tylko moralną poprawą, lecz realną transformacją natury przez Bożą obecność. Duch w nas jest rękojmią zbawienia.

„Wy zaś nie jesteście w ciele, lecz w Duchu, jeżeli tylko Duch Boży w was mieszka.”

*W Święto Zesłania Ducha Świętego*

*„Wy zaś nie jesteście w ciele, lecz w Duchu, jeżeli tylko Duch Boży w was mieszka."* — Rz 8,9

Bóg Syn raczył objawić Ojca stworzeniom z zewnątrz; Bóg Duch Święty — przez wewnętrzne udzielanie. Któż zdoła porównać te osobne dzieła miłościwego zniżania się, z których każde przerasta nasz rozum? Możemy jedynie w milczeniu uwielbiać nieskończoną Miłość, która ogarnia nas zewsząd. Syn Boży zwany jest Słowem, bo ogłasza Jego chwałę w całym stworzeniu i wyciska jej świadectwo na każdej cząstce natury. Pozwolił nam czytać ją w Swoich dziełach dobroci, świętości i mądrości. Jest żywym i wiecznym Prawem Prawdy i Doskonałości, owym Obrazem niedostępnych Przymiotów Bożych, który ludzie dostrzegali od zawsze w przebłyskach na obliczu świata — przeczuwając jego władczość, lecz nie wiedząc, czy nazwać je zasadą pierwotną i bytem samoistnym, czy też Potomstwem i Zwierciadłem Woli Bożej. Takim był od początku, w łaskawości posyłany przez Ojca, aby odbijać Jego chwałę na wszystkich rzeczach, różny od Ojca, a zarazem tajemniczo z Nim jeden — i w stosownym czasie nawiedził nas miłosierdziem nieskończenie głębszym, kiedy dla naszego odkupienia zniżył się do przyjęcia upadłej natury, którą niegdyś sam stworzył na Swój obraz.

Zniżenie się Ducha Błogosławionego jest równie niepojęte jak zniżenie się Syna. Był On zawsze tajemną Obecnością Boga wewnątrz stworzenia: źródłem życia pośród chaosu, wyprowadzającym z bezładu w kształt i ład to, co było na początku bezkształtne i próżne; głosem Prawdy w sercach wszystkich istot rozumnych, nastrajającym je ku harmonii z nakazami Prawa Bożego, które zewnętrznie były im dawane. Dlatego zwany jest szczególnie Duchem „ożywiającym", będąc niejako Duszą powszechnej natury, Siłą człowieka i zwierzęcia, Przewodnikiem wiary, Świadkiem przeciwko grzechowi, wewnętrznym Światłem patriarchów i proroków, Łaską trwającą w duszy chrześcijańskiej, Panem i Władcą Kościoła. Przeto niechaj chwalimy bez ustanku Ojca Wszechmogącego, który jest pierwszym Źródłem wszelkiej doskonałości, wraz z równym Mu Synem i Duchem, przez których łaskawe posługiwanie dane nam zostało ujrzeć, „jaka jest miłość", którą Ojciec nas umiłował.

W to Święto zamierzam, jak przystoi, opisać możliwie zgodnie z Pismem miłościwe działanie Boga Ducha Świętego wobec nas chrześcijan; ufam, że zdołam to uczynić z tą trzeźwością i czcią, jakiej przedmiot ten wymaga.

Duch Święty od początku napominał człowieka. Czytamy w Księdze Rodzaju, że gdy zło zaczęło panować na całej ziemi przed potopem, rzekł Pan: „Duch mój nie będzie spierał się z człowiekiem po wsze czasy" — co wskazuje, że dotąd ścierał się z jego zepsuciem. I znów, gdy Bóg obrał sobie lud szczególny, Duch Święty raczył być pośród niego w szczególny sposób. Nehemiasz mówi: „Dałeś im również Ducha Swego dobrego, aby ich pouczał"; Izajasz zaś: „Oni buntowali się i zasmucali Jego Ducha Świętego". Dalej, Duch objawił się jako źródło różnych darów — umysłowych i nadzwyczajnych — w prorokach i innych. Tak oto gdy wznoszono Przybytek, Pan napełnił Besaleela „Duchem Bożym w mądrości, rozumności, wiedzy i wszelkim kunszcie rzemieślniczym, aby sporządzał wyroby z pomysłowością" w metalu, kamieniu i drzewie. W innym czasie, gdy Mojżesz był przybity swymi trudami, Bóg Wszechmogący raczył „wziąć z Ducha", który był na nim, i złożyć go na siedemdziesięciu starszych Izraela, aby podzielili z nim ciężar. „I stało się, gdy Duch spoczął na nich, prorokowali i nie ustawali". Teksty te wystarczą, by przypomnieć wam wiele innych, w których mówi się o darach Ducha Świętego pod przymierzem żydowskim. Były to wielkie miłosierdzia; a jednak, wielkie, jak były, są niczym w porównaniu z ową przeobfitą łaską, którą my chrześcijanie jesteśmy zaszczyceni — wielkim przywilejem przyjęcia do naszych serc nie samych darów Ducha, lecz Jego własnej obecności, Jego samego, przez mieszkanie prawdziwe, nie przenośne.

Gdy Pan nasz wstąpił w Swe posługiwanie, postępował, jakby był zwykłym człowiekiem potrzebującym łaski, i dla nas przyjął poświęcenie Duchem Świętym. Stał się Chrystusem, czyli Namaszczonym, aby ukazano, iż Duch pochodzi od Boga i przechodzi od Niego na nas. Przeto niebiański Dar zwany jest nie po prostu Duchem Świętym ani Duchem Bożym, lecz Duchem Chrystusa, abyśmy jasno rozumieli, że przychodzi do nas od Chrystusa i zamiast Chrystusa. Tak też mówi święty Paweł: „Bóg wysłał Ducha Syna Swego do serc waszych"; Pan zaś tchnął na Apostołów mówiąc: „Weźmijcie Ducha Świętego"; a indziej powiada do nich: „Jeżeli odejdę, poślę Go do was". Ów „Duch Święty obietnicy" zwany jest przeto „zadatkiem naszego dziedzictwa", „pieczęcią i zadatkiem niewidzialnego Zbawiciela"; będąc obecnym zastawem Tego, kto jest nieobecny — a właściwie czymś więcej niż zastawem, bo zadatek nie jest jedynie symbolem, który zostanie odebrany po wypełnieniu, jak mogłoby być z zastawem, lecz czymś wziętym z góry na poczet tego, co kiedyś ma być dane w pełni.

Należy to wyraźnie zrozumieć; z tego bowiem zdaje się wynikać, że skoro tak jest, Pocieszyciel, który przyszedł zamiast Chrystusa, musiał raczyć przyjść w tym samym sensie, w jakim przyszedł Chrystus — to znaczy, że przyszedł nie tylko w sposób darów, wpływów czy działań, jak przychodził do Proroków, bo wówczas odejście Chrystusa byłoby stratą, a nie zyskiem, a obecność Ducha byłaby jedynie zastawem, nie zadatkiem; lecz przychodzi do nas tak jak przyszedł Chrystus, przez prawdziwe i osobiste nawiedzenie. Nie twierdzę, że mogliśmy to tak wyraźnie wywnioskować z samej mocy przytoczonych wyżej tekstów; ale skoro zostało nam objawione w innych miejscach Pisma Świętego, możemy dostrzec, że daje się z nich prawomocnie wywieść. Możemy dostrzec, że Zbawiciel, raz wszedłszy w ten świat, nigdy tak nie odszedł, by pozwolić rzeczom być jak przed Jego przyjściem; bo jest z nami nadal, nie w samych darach, lecz przez zastąpienie Siebie Swoim Duchem, i to zarówno w Kościele, jak i w duszach poszczególnych chrześcijan.

Na przykład święty Paweł mówi w tekście: „Wy zaś nie jesteście w ciele, lecz w Duchu, jeżeli tylko Duch Boży w was mieszka". I znów: „Ożywi też wasze śmiertelne ciała przez swego Ducha, który w was mieszka". „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest?" „Wy jesteście świątynią Boga żywego, jako też powiedział Bóg: zamieszkam i będę chodził wśród nich". Tenże Apostoł wyraźnie odróżnia zamieszkanie Ducha od Jego rzeczywistych działań w nas, gdy mówi: „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który jest nam dany"; i znowu: „Duch sam świadczy z duchem naszym, że jesteśmy dziećmi Bożymi".

Zatrzymajmy się tu, nim pójdziemy dalej, i zauważmy, jakie pośrednie świadectwo o Bóstwie Ducha Świętego dostarczają nam te teksty. Któż mógłby być osobiście obecny jednocześnie przy każdym chrześcijaninie, jeśli nie sam Bóg? Któż, jeśli nie On, nie tylko niewidzialnie panując pośród Kościoła, jak Michał mógłby strzec nad Izraelem lub inny anioł mógłby być „księciem Persji" — lecz naprawdę obierając sobie siedzibę, jako jeden i ten sam, w wielu odrębnych sercach, tak aby wypełnić słowa Pana naszego, że pożyteczne jest, aby odszedł; cielesna obecność Chrystusa, ograniczona miejscem, zostaje wymieniona na wielorakie duchowe zamieszkanie Pocieszyciela w nas? Rozważanie to wskazuje nam zarazem na dostojeństwo naszego Uświęciciela, jak i na nieskończoną cenność Jego Urzędu wobec nas.

Idąc dalej: Duch Święty, jak powiedziałem, mieszka w ciele i duszy jak w świątyni. Duchy złe mają wprawdzie moc opętywania grzeszników, lecz Jego zamieszkanie jest o wiele doskonalsze; albowiem jest wszechwiedzący i wszechobecny, może zgłębiać wszystkie nasze myśli i przenikać każdą pobudkę serca. Przenika nas tedy (jeśli tak można powiedzieć) jak światło przenika gmach, albo jak słodka woń przenika fałdy godnej szaty; tak że w języku Pisma mówimy, iż jesteśmy w Nim, a On w nas. Jest oczywiste, że takie zamieszkanie stawia chrześcijanina w stanie zupełnie nowym i cudownym, dalece przewyższającym posiadanie samych darów, wynosi go niepojęcie w hierarchii bytów i nadaje mu miejsce i powołanie, którego przedtem nie miał. W mocnych słowach świętego Piotra staje się on „uczestnikiem Boskiej natury" i ma „władzę" — jak mówi święty Jan — „stać się synem Bożym". Albo, by użyć słów świętego Pawła: „jest nowym stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe". Jego godność jest nowa; nowe jego rodowód i służba. Jest „z Boga" i „nie należy do siebie", „naczyniem ku czci, poświęconym i przydatnym Panu, gotowym do wszelkiego dobrego czynu".

Ta cudowna przemiana z ciemności w światłość, przez wejście Ducha w duszę, zwie się Odrodzeniem, czyli Nowym Narodzeniem — błogosławieństwem, którego przed przyjściem Chrystusa nie posiadali nawet prorocy i sprawiedliwi, a które teraz jest darmo udzielane wszystkim ludziom przez sakrament Chrztu. Natura czyni nas dziećmi gniewu; serce jest sprzedane pod grzech, opanowane przez złe duchy i dziedziczy śmierć jako swój wieczny udział. Lecz przez przyjście Ducha Świętego wszelka wina i nieczystość spalona zostaje jak przez ogień, szatan zostaje wypędzony, grzech — pierworodny i uczynkowy — jest odpuszczony, a cały człowiek poświęcony Bogu. I dlatego właśnie zwany jest On „zadatkiem" owego Zbawiciela, który za nas umarł i pewnego dnia da nam pełnię Swojej własnej obecności w niebie. Stąd też jest naszą „pieczęcią na dzień odkupienia"; bo jak garncarz kształtuje glinę, tak On odciska na nas, członkach rodziny Bożej, Boże podobieństwo. Jego dzieło słusznie może być zwane Odrodzeniem; bo choć pierwotna natura duszy nie jest zniszczona, jej dawne grzechy są raz na zawsze przebaczone, a źródło zła tamowane i stopniowo wysychane przez przenikające ją zdrowie i czystość, które wzięły w niej swe mieszkanie.

Zamiast własnych gorzkich wód wniesione zostaje w nią źródło zdrowia i zbawienia; nie same tylko strumienie owej fontanny „czystej jak kryształ", która jest przed Tronem Bożym, lecz, jak mówi Pan nasz, „studnia wody" w nim — w ludzkim sercu — „wytryskująca ku żywotowi wiecznemu". Stąd indziej opisuje On serce jako wydające, a nie przyjmujące, strumienie łaski: „Z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej". Święty Jan dodaje: „a to mówił o Duchu".

Takie jest zamieszkanie Ducha Świętego w nas, które do każdego z nas osobiście przykłada drogocenne oczyszczenie krwi Chrystusa we wszystkich jego licznych dobrodziejstwach. Taką jest wielka nauka, którą przyjmujemy przez wiarę, bez doświadczenia własnego, które by ją nam potwierdziło. Następnie muszę krótko powiedzieć o sposobie, w jaki dar łaski objawia się w odrodzonej duszy; kwestii, której nie podejmuję chętnie i przy której żaden chrześcijanin nie może się zatrzymać bez pewnego wysiłku, czując, że narazi albo swoją cześć ku Bogu, albo swą pokorę — lecz którą błędy dzisiejsze i zuchwalstwo ich rzeczników zmuszają nas rozważać, by prawda nie ucierpiała przez nasze milczenie.

**1.** Niebieski dar Ducha zwraca oczy naszego umysłu ku Boskiemu Sprawcy naszego zbawienia. Z natury jesteśmy ślepi i cielesni; lecz Duch Święty, przez którego zostaliśmy odrodzeni, objawia nam Boga miłosierdzia i każe nam uznać Go i czcić jako naszego Ojca z prawdziwym sercem. Odciska na nas obraz naszego Ojca niebieskiego, który utraciliśmy, gdy Adam upadł, i skłania nas do szukania Jego obecności samym instynktem naszej nowej natury. Daje nam z powrotem cząstkę owej wolności w chceniu i czynieniu, owej prawości i niewinności, w jakiej Adam był stworzony. Jednoczy nas ze wszystkimi świętymi istotami, jak przedtem byliśmy spokrewnieni ze złem. Przywraca dla nas zerwane węzły, które — schodząc z góry — łączą w jedną błogosławioną rodzinę wszystko, co gdziekolwiek jest święte i wieczne, i oddziela ją od zbuntowanego świata, który zmierza ku unicestwieniu. Będąc tedy synami Bożymi i jednym z Nim, dusze nasze wznoszą się ku Niemu i wołają do Niego nieustannie. Tę szczególną cechę duszy odrodzonej wspomina święty Paweł wkrótce po tekście: „Otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym wołamy: Abba, Ojcze!" I nie zostajemy skazani na zanoszenie do Niego tych wołań w jakiś mglisty, niepewny sposób własny; lecz Ten, który posłał Ducha, aby w nas mieszkał na stałe, dał nam też formę słów, by uświęcała poszczególne akty naszych umysłów. Chrystus zostawił Swoją świętą Modlitwę, by była szczególną własnością Swojego ludu i głosem Ducha. Gdy ją rozważamy, znajdziemy w niej istotę owej nauki, której święty Paweł nadał imię w przytoczonym właśnie fragmencie. Zaczynamy ją, korzystając z przywileju wzywania Boga Wszechmogącego dosłownie jako „Ojca naszego". Postępujemy, zgodnie z tym początkiem, w owym usposobieniu wyczekiwania, ufności, uwielbienia i poddania, jakie powinny cechować dzieci; zwróceni ku Niemu, a nie myślący o sobie; gorliwi o Jego chwałę, a nie lękliwi o nasze bezpieczeństwo; spoczywający w Jego obecnej pomocy, nie z oczami strachliwie wypatrującymi przyszłości. Jego imię, Jego królestwo, Jego wola — oto wielkie przedmioty, które chrześcijanin ma rozważać i czynić swoim udziałem, trwając w spokoju i pogodzie i „pełny w Nim", jak przystoi temu, kto ma łaskawą obecność Jego Ducha w sobie. A gdy przechodzi do myślenia o sobie, modli się, by zdolny był żywić wobec innych to, co Bóg okazał wobec niego — ducha przebaczenia i miłości. Tak rozlewa się na wszystkie strony, najpierw patrząc w górę, by chwytać dar niebiański, lecz gdy go otrzyma, nie zatrzymując go dla siebie, lecz rozlewając „rzeki wody żywej" ku całemu rodzajowi ludzkiemu, myśląc o sobie tak mało, jak się da, i pragnąc zła i zagłady jedynie owej zasadzie pokusy i zła, która jest buntem przeciw Bogu; — wreszcie kończąc, jak zaczął, rozważaniem Jego królestwa, mocy i chwały wiecznotrwałej. Oto prawdziwe „Abba, Ojcze!", które Duch przybrania wymawia w sercu chrześcijanina — nieomylny głos Tego, który „wstawia się za świętymi po Bożemu". A jeżeli dozna czasem — na przykład wśród próby lub utrapienia — szczególnych nawiedzin i pocieszeń od Ducha, „westchnień niewymownych" w sobie, tęsknot za życiem przyszłym, lub jasnych i przemijających błysków odwiecznego wybrania Bożego i idących za tym głębokich poruszeń zdumienia i wdzięczności — zbyt jest pełen czci wobec „tajemnicy Pańskiej", by zdradzać niejako Jego zaufanie i chełpiąc się tym wobec świata, przesadzać to może ponad to, co miało przekazać; lecz milczy i rozważa to jako cenne podniesienie ducha, będące czymś, sam jednak nie wie czym.

**2.** Zamieszkanie Ducha Świętego wznosi duszę nie tylko do myśli o Bogu, ale i o Chrystusie. Święty Jan mówi: „Zaprawdę, naszą społecznością jest uczestnictwo z Ojcem i z Synem Jego Jezusem Chrystusem". Pan nasz zaś: „Jeśli ktoś miłuje Mnie, będzie zachowywał słowo moje; i Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać". Otóż, pomijając inne i wyższe sposoby, w jakie te teksty się wypełniają, z pewnością jeden z nich polega na owym ćwiczeniu wiary i miłości w myśli o Ojcu i Synu, które Ewangelia i objawiający ją Duch dają chrześcijaninowi. Duch przyszedł szczególnie po to, by „uwielbić" Chrystusa, i raczy być jaśniejącym światłem wewnątrz Kościoła i poszczególnego chrześcijanina, odbijając Zbawiciela świata we wszystkich Jego doskonałościach, we wszystkich Jego urzędach, we wszystkich Jego dziełach. Przyszedł w celu odsłonięcia tego, co jeszcze było ukryte, gdy Chrystus był na ziemi, i mówi publicznie to, co zostało przekazane skrycie, ukazując Tego w chwałach Jego przemienienia, kto niegdyś nie miał wdzięku w zewnętrznej postaci i był jedynie mężem boleści, obytym z cierpieniem. Najpierw natchnął świętych Ewangelistów, by zapisali życie Chrystusa, i kierował nimi w wyborze Jego słów i czynów — co uwzględnić, co pominąć; następnie zakomentował niejako owe zapisy i rozwinął ich znaczenie w listach apostolskich. Narodzenie, życie, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa były tekstem, który On objaśnił. Sprawił, że historia stała się doktryną, oznajmiając jasno — czy to przez świętego Jana, czy przez świętego Pawła — że poczęcie i narodzenie Chrystusa było prawdziwym Wcieleniem Odwiecznego Słowa, Jego życie — „Bogiem objawionym w ciele", Jego śmierć i zmartwychwstanie — Odkupieniem za grzech i Usprawiedliwieniem wszystkich wierzących. I to nie było wszystko: kontynuował Swój święty komentarz w tworzeniu Kościoła, kierując jego ludzkimi narzędziami i nad nimi czuwając, i wyrażając słowa i dzieła naszego Zbawiciela wraz z ilustracjami Apostołów w czynach posłuszeństwa i trwałych ustanowieniach przez posługę świętych i męczenników. Wreszcie dopełnia Swego łaskawego dzieła, przekazując ten system Prawdy — tak rozgałęziony i rozwinięty — sercu każdego chrześcijanina z osobna, w którym mieszka. W ten sposób raczy budować całego człowieka w wierze i świętości: „obalając wszelki rozum i wszelką wyniosłość podnoszącą się przeciwko poznaniu Boga, i biorąc w niewolę wszelką myśl, aby była posłuszna Chrystusowi". Przez Jego cudotwórczą łaskę wszystko zmierza ku doskonałości. Każda władza umysłu, każde zamierzenie, dążenie, przedmiot myśli, jest uświęcona w swojej mierze przez trwałe widzenie Chrystusa jako Pana, Zbawiciela i Sędziego. Wszystkie uczucia uroczyste, pełne czci, wdzięczne i nabożne, wszystko, co szlachetne, wszystko, co wyborne w duszy odrodzonej, wszystko, co w postępowaniu jest zaparcie się siebie, a w działaniu pełne gorliwości, jest przez Ducha wydobywane i ofiarowane jako żertwa żywa Synowi Bożemu. A choć chrześcijanin jest pouczony, by nie mniemał o sobie ponad miarę, i nie śmie się chlubić, jest też pouczony, że świadomość grzechu, który w nim pozostaje i psuje jego najlepsze służby, nie powinna go oddzielać od Boga, lecz prowadzić do Tego, który może zbawić. Rozumuje ze świętym Piotrem: „Do kogóż miałby odejść?" i, nie ośmielając się rozstrzygać ani nie niecierpliwiąc się, by mu powiedziano, jak dalece może uważać za własne każde przywileje Ewangelii w jej pełni, patrzy na nie wszystkie z głęboką myślą jako posiadłość Kościoła, przyłącza się do jej triumfalnych hymnów ku czci Chrystusa i przysłuchuje się z utęsknieniem jej głosowi w natchnionym Piśmie, głosowi Oblubienicy wzywającej Umiłowanego i błogosławionej w Nim.

**3.** Święty Jan dodaje, po mówieniu o „naszej społeczności z Ojcem i Synem Jego": „Piszemy to wam, aby radość wasza była pełna". Czymże jest pełnia radości, jeśli nie pokojem? Radość jest gwałtowna jedynie wtedy, gdy nie jest pełna; lecz pokój jest przywilejem tych, którzy są „napełnieni poznaniem chwały Pańskiej, jak wody napełniają morze". „Będziesz strzegł w pokoju doskonałym tego, czyj umysł utkwiony jest w Tobie, bo Tobie zaufa". Jest to pokój wyrastający z ufności i niewinności, a następnie przelewający się w miłości ku wszystkim wokół. Jaki jest skutek samej zwierzęcej łatwości i rozkoszy, jeśli nie ten, że człowiek jest zadowolony ze wszystkiego, co się zdarza? „Serce wesołe jak uczta nieustanna"; i to jest szczególnie błogosławieństwem duszy radującej się wiarą i bojaźnią Bożą. Ten, kto jest niespokojny, myśli o sobie, podejrzewa niebezpieczeństwo, mówi gorączkowo i nie ma czasu dla interesów innych; ten, kto żyje w pokoju, ma czas, gdziekolwiek go los rzuci. Takie jest działanie Ducha Świętego w sercu, czy to u Żyda czy Greka, u niewolnika czy wolnego. On Sam być może, w Swej tajemniczej naturze, jest odwieczną Miłością, w której Ojciec i Syn przebywali w Sobie nawzajem, jak wierzyli dawni pisarze; a czym jest w niebie, tym jest obficie i na ziemi. Żyje w sercu chrześcijanina jako niewyczerpane źródło miłości, która jest samą słodyczą wód żywych. Bo gdzie On jest, „tam jest wolność" od tyranii grzechu, od trwogi, którą człowiek cielesny odczuwa wobec obrażonego, nieprzejednanego Stwórcy. Zwątpienie, przygnębienie, niecierpliwość zostały wypędzone; radość z Ewangelii zajęła ich miejsce, nadzieja nieba i harmonia czystego serca, triumf panowania nad sobą, myśli trzeźwe i umysł spokojny. Jakże miałaby nie podążać za tym miłość ku wszystkim ludziom, będąc zwykłą serdecznością niewinności i pokoju? Tak Duch Boży stwarza w nas prostotę i ciepło serca właściwe dzieciom — co więcej, doskonałości Jego niebiańskich zastępów, w Jego tajemniczym dziele łącząc to, co wielkie, i to, co małe; bo czymże jest ślepa ufność, żarliwa miłość, trwała czystość, jeśli nie usposobieniem zarówno małych dzieci, jak i adorujących serafinów!

Takie myśli wpłyną na nas właściwie, jeśli sprawią, że będziemy się lęknąć i czuwać, radując się zarazem. Nie mogą przecież sprawić czegoś innego; bo umysł chrześcijanina, jak próbowałem go opisać, jest nie tyle tym, co mamy, ile tym, co mieć powinniśmy. Po rozważaniu tego wszystkiego rzucić okiem na mnóstwo ludzi ochrzczonych w imię Chrystusa — to zbyt poważna sprawa i nie ma potrzeby zmuszać się do tego. Nie potrzeba, dalej niż by się za nich modlić i sprzeciwiać się temu, co złe wśród nich; bo co do wyższej i uroczystszej myśli — jak to osoby poświęcone indywidualnie i zbiorowo jako świątynie Prawdy i Świętości stają się tym, czym się zdają być, i jaki jest ich stan w konsekwencji przed Bogiem — jest to pytanie, z którego jest wielkim błogosławieństwem móc się odwołać jako do sprawy nie naszej troski. Troską naszą jest jedynie dbać o siebie i baczyć, by będąc obdarzonymi tym darem, „nie zasmucali Ducha Świętego Bożego, którym zostaliśmy opieczętowani na dzień odkupienia"; pamiętając, że „jeżeli ktoś zniszczyłby świątynię Bożą, tego zniszczy Bóg". To rozważanie i wspomnienie naszych licznych upadków będzie nas — da Bóg — ustrzegało od sądzenia innych lub chełpienia się naszymi przywilejami. Rozważmy tylko, jak odpadliśmy od światła i łaski naszego Chrztu. Gdybyśmy byli teraz tym, czym uczynił nas ów Święty Sakrament, moglibyśmy zawsze „iść w drogę swoją radując się"; lecz splamiwszy nasze niebiańskie szaty w ten lub inny sposób, w większej lub mniejszej mierze (Bóg wie! i sumienia nasze też w pewnej mierze), niestety — Duch przybrania po części odszedł od nas, a poczucie winy, skrucha, smutek i żal muszą zająć Jego miejsce. Musimy odnawiać nasze wyznanie i szukać codziennie na nowo naszego rozgrzeszenia, nim ośmielimy się wzywać Boga jako „Ojca naszego", czy zanosić do Niego Psalmy i wstawiennictwa. A wszelki ból i utrapienie, jakie spotka nas w życiu, musimy przyjmować jako miłosierdzie pokutne nałożone przez Ojca na błądzące dzieci, by było znoszone łagodnie i z wdzięcznością, i by przypominało nam o ciężarze owej nieskończenie większej kary, na którą zasługiwaliśmy przez naturę, a którą Chrystus za nas poniósł na Krzyżu.

← wróć do odkrywania