HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom II

Kazanie XXI. Królestwo Świętych

We wtorek Tygodnia Zielonych Świątek

Gdy wiara wydaje się nierozumnaGdy potrzebuję nadziei Natura i jedność KościołaProroctwa i typologia
„Kamień, który rozbił posąg, stał się wielką górą i wypełnił całą ziemię."
W skrócie. Drugie kazanie o Królestwie Świętych kontynuuje analizę proroctwa Daniela, ukazując Kościół jako jedyne trwałe Królestwo. Newman zestawia kolejne imperia historyczne z Kościołem, który je wszystkie przeżył. Typologia Starego Testamentu wskazuje na chrześcijańskie spełnienie.

„Kamień, który rozbił posąg, stał się wielką górą i wypełnił całą ziemię.”

*We wtorek Tygodnia Zielonych Świątek*

*„Kamień, który rozbił posąg, stał się wielką górą i wypełnił całą ziemię."* — Dn 2,35

Wczoraj skierowałem waszą uwagę na zarysy dziejów Kościoła oraz na jasne i dokładne ich zapowiedzi, które dał nam Pan nasz i Jego Apostołowie. Ewangeliczna Dyspensacja jest powszechnie uznawana za zjawisko wyjątkowe w ludzkich sprawach — wyjątkowe, czy rozważamy zasięg, który zajmuje w historii, harmonię swego systemu, spójność swego zamysłu, jego sprzeczność z istniejącym biegiem rzeczy i powodzenie wbrew tej sprzeczności, a wreszcie jawnie wyznany zamiar pierwszych jej głosicieli, by osiągnąć te cele, które rzeczywiście zostały osiągnięte. Wyznawali oni, że zakładają Królestwo — Królestwo nowe, różne od wszystkich poprzednich przez wyrzeczenie się przemocy; w tym świecie, a jednak nie z tego świata — a mimo to mające być z natury swej zaczepne i zdobywcze: cesarstwem podboju i wzrostu, które niszczy wszystkie dotychczasowe potęgi, samo zaś trwa na wieki. Niewierni zarzucają nam nieraz, że nasze wyjaśnienie proroctw Pisma Świętego dotyczących Królestwa Chrystusowego jest ostatecznie jedynie alegoryczne, a przez to wykrętne. Nie tak jest; my, mówiąc ogólnie, gotowi jesteśmy oprzeć się na ich dosłownym wypełnieniu. Chrystus głosił, że „Królestwo Boże jest bliskie". On je założył i po odejściu swoim ustanowił Piotra oraz pozostałych Apostołów swymi namiestnikami w nim, a nadto zapowiedział jego nieograniczone szerzenie się i nieograniczony czas trwania. I rzeczywiście, istnieje ono po dziś dzień: jego rządy spoczywają w tej samej dynastii, którą Apostołowie Jego zapoczątkowali, zaś jego terytorium rozciąga się na obszar większy niż ówczesny świat znany Żydom; z różnym wprawdzie powodzeniem w różnych czasach i miejscach, z niejednolitą wewnętrzną jednością i zgodnością — jednak, gdy się weźmie pod uwagę wszelkie owe częściowe niepowodzenia, jest to niezaprzeczalnie potęga widzialna, wywierająca wpływ polityczny oparty na niewidzialnych podstawach. Zatem oczekiwania jego założycieli są bezprzykładne w swej nowości, śmiałości i trafności. Ciągnijmy dalej nasz przegląd.

3. Jeśli Kościół chrześcijański rozwinął swe gałęzie wysoko i szeroko nad ziemią, jego korzenie tkwią równie głęboko pod powierzchnią. Zamysł Chrystusa i Jego Apostołów, nad którym się zatrzymałem, jest sam w sobie jedynie wypełnieniem dawnych proroctw.

Na wstępie niechaj będzie odnotowane, że wśród pogan, w chwili gdy Kościół powstawał, istniało już przekonanie, iż ze Wschodu wyjdzie nowe Cesarstwo świata. Ta pogłoska, skądkolwiek pochodziła, znana była w Rzymie, ówczesnej siedzibie władzy, i zanotowana przez historyka rzymskiego. Następnie stała się — jak się zdaje — tworzywem pogańskiej poezji. Najsławniejszy z poetów rzymskich zapowiedział przyjście nowego Królestwa pokoju i sprawiedliwości pod panowaniem boskiego i przez bogów umiłowanego Króla, który miał przyjść na świat. Choćby utrzymywać, że pisał z własnej wyobraźni, nie czerpiąc ze znanych tradycji, nie umniejszałoby to wcale cudu, nie wyjaśniając go w żadnej mierze — w takim bowiem razie poeta stanąłby w rzędzie Proroków. Co więcej, jeśli przyjmiemy świadectwo świętego Mateusza, którego nie mamy żadnej podstawy odrzucać, musimy wierzyć, że właśnie w chwili narodzin Chrystusa pewni Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy szukając Dziecięcia, od którego oczekiwali rzeczy wielkich i które pragnęli uczcić już w kolebce. A wreszcie inny Mędrzec ze Wschodu, na czternaście wieków wcześniej, choć był poganinem i nie miał osobistego interesu w tej sprawie, głosił, że „wzejdzie Gwiazda z Jakuba i Berło powstanie z Izraela... i będzie panował Ten, który wyjdzie z Jakuba". Niezależnie zaś od tego, czy wolno nam przyjąć, że proroctwo to zostało wiernie zapisane przez Mojżesza, jedno jest pewne i nader godne uwagi: że żydowskie tradycje dotyczące oczekiwanego Cesarstwa powołują się na źródła pogańskie. Jest to wyraźna zbieżność z faktem, który już był wzmiankowany, mianowicie z rozpowszechnieniem podobnych przepowiedni wśród pogan w chwili przyjścia Chrystusa.

Skoro takie było świadectwo wrogów i obcych co do przeznaczonego wzrostu potężnego Cesarstwa z Judei, o ileż pełniejsze i bogatsze są przepowiednie wyznawane przez samych synów tego kraju. Przepowiednie te, zawarte w naszych świętych księgach, zostały już wielokrotnie omówione przez pisarzy chrześcijańskich i nie potrzebują tu, ani nie dopuszczają wyliczania. Przytoczę jedynie jeden lub dwa ustępy, by wam je przypomnieć. „Proś Mnie, a dam Ci narody w dziedzictwo i krańce ziemi w posiadanie. Będziesz je rozbijał berłem żelaznym i jak naczynia garncarza potłuczesz." „Przepasz miecz na biodro, o Najmężniejszy, w chwale swej i w majestacie swoim. I w majestacie swoim rusz naprzód zwycięsko w obronie prawdy, łagodności i sprawiedliwości, a prawica twoja dokona straszliwych czynów. Strzały twoje są ostre w sercu wrogów Króla, narody padają pod tobą... Na miejscu ojców twych będą synowie twoi, których ustanowisz władcami po całej ziemi." „Pan ześle z Syjonu berło twojej potęgi; panuj wśród swych wrogów... Pan po twojej prawicy zetrze królów w dniu swojego gniewu." „Stanie się na końcu czasów, że góra domu Pańskiego zostanie utwierdzona na wierzchołku gór i wyniesiona ponad wzgórza, a wszystkie narody do niej popłyną... Albowiem z Syjonu wyjdzie Prawo i słowo Pańskie z Jeruzalem. On będzie rozjemcą narodów i wyda wyroki dla wielu ludów; i przekują swe miecze na lemiesze, a włócznie swe na sierpy; naród przeciw narodowi nie uniesie miecza ani się nie będą więcej zaprawiać do walki." „Za mało, abyś był moim sługą i przywracał pokolenia Jakuba, i przywodziłeś znowu ocalałych z Izraela; ustanowię cię światłością dla pogan, abyś był zbawieniem moim aż do krańców ziemi." I niemal tymi samymi słowami starzec Symeon rozpoznaje w niemowlęciu Jezusie obiecane Panu „zbawienie, światłość na oświecenie pogan i chwałę ludu Izraela".

W tych ustępach przepowiednia krwawego przewrotu i przepowiednia pokoju są połączone równie zadziwiająco, jak w relacji Pana naszego o Jego Królestwie, które jest zarazem schronieniem i pociechą, i mieczem. Utrzymujcie, jeśli chcecie, że nie zostały one dotychczas wypełnione w jego dziejach tak w pełni, jak byłoby to możliwe; a jednak, w rzeczy samej — czyż ów dwoisty charakter Dyspensacji nie urzeczywistnił się w takiej mierze, że odpowiada zasadniczo słowom przepowiedni? Rozważcie same tylko wojny i wrzawy Wieków Średnich, których Kościół był powodem, a zarazem jego zbawienne oddziaływanie na dzikich i bezprawnych wojowników zasiadających wówczas na tronach Europy. Weźcie Proroctwo, weźcie Historię i powiedzcie uczciwie, czy zgodnie z perspektywą Pisma Świętego nie znajdujemy rzeczywiście w owych stuleciach potęgi politycznej, która czyniła wasalami królów ziemi, upokarzała ich u swoich stóp, dostarczając zarazem przedmiotu nieustannych sporów, a mimo to stanowiąc prawdziwe spoiwo pokoju, na tyle, na ile pokój był rzeczywiście osiągany. Jakże prawdziwie „synowie tych, którzy gnębili" Kościół, „przyszli kłaniać się mu pokornie, i ci, którzy nim gardzili, uniżyli się u stóp jego", i „nieprzyjaciele Chrystusa stali się podnóżkiem Jego nóg!"

Może nam pomóc w ujęciu stanu rzeczy rozważenie tego, jakie byłoby nasze zdumienie, gdybyśmy w toku naszych badań historycznych znaleźli jakiekolwiek podobieństwo do tej proroczo odgadniętej historii w dziejach innych królestw. Nawet jedna uboga zbieżność w historii Rzymu — mianowicie między przewidywanym a rzeczywistym czasem trwania jego wielkości — nie przestaje przykuwać naszej uwagi. Wiadomo nam, że jeszcze przed erą chrześcijańską augurowie rzymscy byli tego zdania, iż dwanaście sępów, które Romulus ujrzał przed założeniem miasta, oznaczało dwanaście stuleci przeznaczonych jako granica jego potęgi — przepowiednia, która wydarzeniami została osobliwie potwierdzona. A jednak cóż znaczy ten pojedynczy fakt wobec ciągu różnorodnych i szczegółowych proroctw, które poprzedziły chrześcijaństwo i wypełniły się w nim? Rozciągnijcie dwanaście stuleci panowania rzymskiego o dodatkową połowę tego okresu, zachujcie jego formę monarchiczną nietkniętą — czy to przed arystokratycznymi, czy przed ludowymi innowacjami — od początku do końca, i cofnijcie się przez poprzedni, niemal równie długi okres do przepowiedni, które go dotyczyły, a wówczas przybliżycie jego historię — nie całkowicie, lecz w jednej lub dwóch rysach — do cech charakterystycznych Ewangelicznej Dyspensacji. W obecnym stanie rzeczy ów cudowny przykład Rzymu służy jedynie temu, by wyobraźnia łatwiej ogarnęła niezwykłość owych systematycznych proroctw dotyczących Królestwa Chrystusowego, które ze względu na swą liczbę, różnorodność, następstwo i wpływ na epokę im współczesną można niemal same w sobie, bez odwołania do ich wypełnienia, uznać za pełną i samodzielną dyspensację.

4. Wreszcie bieg Opatrzności współdziałał z tym planem prorockim; słowo Boże i ręka Boża szły razem. Stan Żydów przez ostatnie czterysta lat przed Chrystusem był przygotowaniem celowym i zamierzonym do tego, co miało nastąpić — podobnie jak wędrówki Abrahama i jego potomków, zejście do Egiptu i trwająca tyle samo czasu tamtejsza niewola stanowiły proces wstępny prowadzący do ustanowienia Kościoła żydowskiego. Rozważcie naturę owego przygotowania: podbicie narodu przez Chaldejczyków zakończyło się rozproszeniem jego członków po całym cywilizowanym świecie, tak że we wszystkich głównych miastach istniały gminy żydowskie, które stopniowo przyciągały do swej wiary nawróconych spośród pogan i w ten czy inny sposób stały się zarodkiem Kościoła chrześcijańskiego, gdy Ewangelia została ostatecznie ogłoszona. Pragnę tu przede wszystkim zwrócić waszą uwagę na ów zdumiewający związek, widoczny od pierwszego wejrzenia, między rozproszeniem Żydów a szerzeniem się chrześcijaństwa. Czy taki wyraźny pozór przyczyny i skutku nie wygląda bardzo jak wskazanie na celowe działanie? Następnie zauważam, że owo rozproszenie nastąpiło później niż przepowiednie dotyczące Kościoła chrześcijańskiego zawarte w Pismach żydowskich: nie można im zatem zarzucać, że zapożyczyły ową myśl z jakiegoś faktycznego układu rzeczy. I dalej niechaj będzie odnotowane, że ów układ wynikł z pozornego przekreślenia wszelkich nadziei — jest to wymowny przykład, jak się zdaje, kierowniczej Opatrzności, która nie pozwoli pokonać się w swoim celu nawet wówczas, gdy te jedyne narzędzia, przez które ludzkie oko mogło dostrzec środki jego urzeczywistnienia, zawiodły.

Przed zakończeniem muszę wyjaśnić pewien punkt, który był tu mimochodem wzmiankowany więcej niż raz, mianowicie co do związku między doczesnymi losami Kościoła w Wiekach Średnich a natchnionymi przepowiedniami go dotyczącymi. Może się wydawać, zanim poświęci się temu zagadnieniu należytą uwagę, że jedynie członkowie Kościoła Rzymskiego mogą uważać je za części Bożego Porządku; pozwolę sobie zatem uczynić następującą uwagę:

Zachodzi znaczna analogia między historią tak zwanych Wieków Średnich a historią monarchii izraelskiej. Monarchia ta była przewrotnie domagana i zarozumiale ustanowiona przez naród wówczas, gdy Bóg nie otworzył ku niej drogi; skończyła się rozpadem federalnego związku Plemion, zepsuciem ludu i ruiną jego potęgi doczesnej. A jednak nie można zaprzeczyć, że w pewnym sensie owe królestwo było celem ustanowień Mojżeszowych i wypełnieniem proroctwa. Wielu jego królów było osobiście wielce umiłowanych przez Boga i stanowiło typy obiecanego Zbawiciela; a ich rządy i poddani byli w niezwykłej mierze błogosławieni. Rozważcie okoliczności towarzyszące budowie Świątyni. Można ją uznać za najchwalebniejsze wydarzenie w ich dziejach — owoc trosk Mojżesza i trudów Dawida, uwieńczenie i spoczynek całej Dyspensacji, i zadatek głębszej szczęśliwości duchowej, która miała przyjść. Zestawcie ją z panowaniem Salomona, jego pokojem i pomyślnością — z drugiej zaś strony z jego zmysłowością, odejściem od prostoty Prawa Mojżeszowego, z osobistym charakterem Salomona, który degenerując się z wiary i czystości wpadł w grzechy, których głębi nie dane nam jest zmierzyć. Czy potrafimy słusznie określić stosunek błogosławieństw przeznaczonych dla Izraela do rzeczywistej prosperity i wielkości owego królestwa ustanowionego buntowniczo wobec Boga — tak by móc powiedzieć, w jakim stopniu było ono uznane w radach Bożych, a w jakim nie? Czy możemy wyznaczyć granicę między dziełem Bożym a dziełem ludzkim?

Nie twierdzę, że przypadek papiestwa jest analogiczny do przypadku monarchii żydowskiej; nie przywołuję tej ostatniej ze względu na ową analogię, cokolwiek by była warta — mocną czy słabą — lecz jedynie po to, by wykazać, że możliwe jest, iż pewne wydarzenia są w pewnym sensie wypełnieniem proroctwa, nie zakładając przy tym, że każda ich cząstka — sposób ich urzeczywistnienia, okoliczności, narzędzia i tym podobne — jest zatwierdzona przez Boga. Łaciński ustrój kościelny Wieków Średnich mógł być w każdym razie wypełnieniem owego łaskawego zamysłu, który zostałby urzeczywistniony jeszcze dokładniej, gdyby chrześcijanie posiadali dość wiary, by trzymać się ściśle objawionej woli Bożej. Bóg jeden wie, czy było zamiarem, by wszystkie królestwa ziemi zostały poddane rządom duchownym Kościoła. Słabość ludzka udaremniła ten zamysł, lecz nie zdołała go udaremnić tak dalece, by nie nastąpiło żadne wypełnienie. Drzewo gorczycy, zahamowane w naturalnym wzroście, wypuściło nieregularne gałęzie. Szatan nie mógł przeszkodzić — mógł jedynie osłabić Królestwo obiecane Świętym. Mógł jedynie skusić ich, by pokładali ufność w ramieniu cielesnym. Mógł jedynie siać wśród nich ziarna zepsucia, nęcąc ich do oddawania pokłonu „Asztarcie, bożynie Sydończyków, i Milkomowi, ohydzie Ammonitów". Gdyby nie owo apostazjowanie w różnych czasach i miejscach, z pewnością chrześcijaństwo nie byłoby w obecnym opłakanym stanie rozbicia i słabości, a proroctwa dotyczące go nie zakończyłyby się w żadnej mierze klęską i rozczarowaniem. Przecież, choć ich wypełnienie jest cząstkowe, jest go więcej niż dość nawet w tym, co jest i było, by poświadczyć w Kościele obecność owej Wszechmocnej Ręki, której same nawet niepowodzenia — że tak rzekę — i straty są czynami zwycięstwa i triumfu. Co do nas samych — jaka była dokładna miara win naszych przodków w wierze, gdy znużyli się Teokracją chrześcijańską i oblekli Kościół w „purpurowy płaszcz" Cezara, nie warto ustalać. Nie zaprzeczając ich grzechowi, a jednak po rozważeniu chwał Świątyni, które były mu współczesne, możemy słusznie opłakiwać nasz obecny upadek — kapłani i lewici, i naczelnicy ojców, my wszyscy „płacząc głosem donośnym", choć wielu raduje się weselnie — „chwaląc" wprawdzie „i dziękując Panu, że jest dobry, że na wieki miłosierdzie Jego trwa nad Izraelem" — nie pomniejszając dobrodziejstw, które posiadamy, lecz poniżając się jako grzeszne potomstwo grzesznych rodziców, którzy od początku stawiali opór łasce Bożej i udaremniali ją, i dostrzegając w obecnej słabości i zaślepieniu Kościoła znaki Jego sprawiedliwych sądów nad nami — a przecież z Jego nieustających ku nam miłości czerpiąc pocieszającą nadzieję, że dla Syna swego nie opuści nas w przyszłości, i zachowując pewną ufność, że jeżeli „nie damy Mu spocząć" przez nasze posługi modlitwy i dobrych uczynków, to — choć z pewnością w sposób, którego nie możemy zrozumieć — „uczyni w końcu Jerozolimę chwałą na ziemi".

← wróć do odkrywania