HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom II

Kazanie XXVII. Bezpodstępność

Święto św. Bartłomieja Apostoła

Gdy moja wiara stała się letniaGdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Powszechne powołanie do świętościPokora
„Jezus ujrzał Natanaela idącego do Niego i rzekł o nim: Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu!"
W skrócie. Kazanie na święto Bartłomieja Apostoła chwali bezpodstępność — prostotę serca i brak podstępu — jako cechę wybrańców Bożych. Newman ukazuje Natanaela/Bartłomieja jako wzór człowieka cichego, modlącego się pod drzewem figowym i szczerego w szukaniu Boga. Ukryte, monotonne życie jest przygotowaniem do apostolstwa.

„Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu!”

*Święto św. Bartłomieja Apostoła*

*„Jezus ujrzał Natanaela idącego do Niego i rzekł o nim: Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu!"* > — J 1,47

ŚW. BARTŁOMIEJ, którego święto obchodzimy dziś, uchodzi za tę samą osobę co Natanael wspomniany w przytoczonym tekście. Natanael był jednym z pierwszych nawróconych przez Chrystusa, lecz jego imię nie pojawia się więcej aż do ostatniego rozdziału Ewangelii św. Jana, gdzie wzmiankowany jest w towarzystwie niektórych Apostołów, którym Chrystus ukazał się po swym zmartwychwstaniu. Dlaczego zatem powołanie Natanaela zostałoby odnotowane w samym początku Ewangelii, wśród czynów Chrystusa na progu Jego działalności, gdyby nie był on Apostołem? Filip, Piotr i Andrzej, wymienieni w tym samym miejscu, byli wszyscy Apostołami; imię Natanaela wprowadzone jest bez żadnego wstępu, jak gdyby było dobrze znane chrześcijańskiemu czytelnikowi. Na końcu Ewangelii ukazuje się ono raz jeszcze, i to znowu wśród Apostołów. Co więcej, Apostołowie byli szczególnymi świadkami Chrystusa po Jego zmartwychwstaniu.

Objawił się On, „nie wszystkiemu ludowi" — mówi Piotr — „ale świadkom wprzód od Boga wybranym, nam, którzyśmy z Nim jedli i pili po tym, jako wstał z martwych". Otóż owo wydarzenie, przy którym Natanael jest wzmiankowany, było jednym z takich właśnie objawień. „Trzeci to już raz" — mówi Ewangelista — „że się Jezus ukazał uczniom swoim, gdy wstał z martwych." To w obecności Natanaela dał św. Piotrowi jego posłanie, zapowiedział jego męczeństwo i przedłużone życie św. Jana. Wszystko to skłania nas do przypuszczenia, że Natanael jest jednym z Apostołów, noszącym inne imię. Nie jest on Andrzejem, Piotrem ani Filipem — ci bowiem wymienieni są razem z nim w pierwszym rozdziale Ewangelii; ani też Tomaszem, Jakubem czy Janem, w których towarzystwie znajdziemy go w rozdziale ostatnim; ani — jak się zdaje — Judą, gdyż imię Judy pojawia się w czternastym rozdziale u św. Jana. Pozostają czterej Apostołowie, którzy w tej Ewangelii nie są wymienieni z imienia: św. Jakub Mniejszy, św. Mateusz, św. Szymon i św. Bartłomiej; z nich Mateuszowe drugie imię było znane — Lewi — zaś Jakub, będąc krewnym Pana, nie był Mu nigdy obcym, czym Natanael ewidentnie był. Jeśli więc Natanael był Apostołem, był nim bądź Szymon, bądź Bartłomiej. Warto przy tym zauważyć, że wedle św. Jana Filip przyprowadził Natanaela do Chrystusa; Natanael i Filip byli więc przyjaciółmi; tymczasem w pozostałych Ewangeliach, w wykazach Apostołów, Filip zestawiony jest z Bartłomiejem: „Szymon i Andrzej, Jakub i Jan, Filip i Bartłomiej". Jest to pewna wskazówka, że Bartłomiej, nie zaś Szymon, jest Natanaelem z Ewangelii św. Jana. Z drugiej strony zaproponowano też Macieja zamiast jednego z nich, gdyż jego imię znaczy niemal to samo co Natanael w języku oryginalnym. Ponieważ jednak pisarze dawniejszej daty rozstrzygają na rzecz Bartłomieja, ja w dalszym ciągu pójdę za nimi.

Czegóż tedy uczymy się z jego odnotowanego charakteru i dziejów? Daje nam to pouczającą lekcję.

Kiedy Filip oznajmił mu, że znalazł długo oczekiwanego Mesjasza, o którym pisał Mojżesz, Natanael (to jest Bartłomiej) początkowo zwątpił. Znał dobrze Pisma Święte i wiedział, że Chrystus ma narodzić się w Betlejem; tymczasem Jezus zamieszkiwał w Nazarecie, które Natanael wskutek tego uważał za miejsce Jego urodzenia — i nie znał żadnych szczególnych obietnic związanych z owym miastem, które miało złą sławę, i sądził, że nic dobrego stamtąd wyjść nie może. Filip rzekł mu, by przyszedł i zobaczył; on zaś poszedł zobaczyć jako człowiek pokorny i otwarty, szczerze pragnący dotrzeć do prawdy. W następstwie tego dostąpił rozmowy z naszym Zbawicielem i nawrócił się.

Z tego, co się podczas owej rozmowy wydarzyło, zyskujemy pewien wgląd w charakter św. Bartłomieja. Pan nasz rzekł o nim: „Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu!" — a nadto wydaje się, jakby jeszcze zanim Filip wezwał go, by przyszedł do Chrystusa, był on zajęty rozmyślaniem lub modlitwą, w odosobnieniu, jakie dawał mu cień drzewa figowego. I taki właśnie był, zdaje się, żywot kogoś, kto miał odegrać czynną rolę Apostoła: spokój zewnętrzny i bezpodstępność wewnętrzna. Oto było ciche przygotowanie do wielkich niebezpieczeństw i cierpień! Widzimy, kto wyrabia się na najbardziej bohaterskich chrześcijan i jest przez Chrystusa najwyżej uczczony!

Jednostajne, niezmienne życie jest udziałem większości ludzi, mimo sporadycznych trosk czy innych wypadków losowych; i jesteśmy skłonni je lekceważyć, nudzić się nim i tęsknić, by zobaczyć świat — a w każdym razie sądzimy, że takie życie nie daje wielkich sposobności do posłuszeństwa religijnego. Wstawać i wypełniać te same obowiązki, a potem znów odpoczywać, dzień po dniu; tygodnie upływające jeden za drugim, zaczynające się służbą Bożą w niedzielę, a potem obroty doczesnych zajęć — tak trwać, aż rok goni rok i stopniowo się starzejemy — życie tak jednostajne ma skłonność wydawać się nam bezowocnym, gdy się nad nim zatrzymamy. Wielu wprawdzie nie myśli wcale: żyją w kółku swoich zajęć, nie dbając o Boga i religię, unoszeni naturalnym biegiem rzeczy w tępy, bezrozumny sposób, jak bydło skazane na zagładę. Lecz kiedy człowiek zaczyna czuć, że ma duszę, i zadanie do wypełnienia, i nagrodę do zdobycia — większą lub mniejszą, zależnie od tego, jak pomnoży powierzone mu talenty — wówczas pokus go naturalnie lęk płynący z samego pragnienia zbawienia i mówi: „Co mam czynić, aby podobać się Bogu?" I nieraz dochodzi do przekonania, że powinien działać na wielką skalę, i wychodzi poza swój zwykły krąg życia, by robić coś wartego zachodu, jak mu się wydaje. Tu właśnie historia św. Bartłomieja i pozostałych Apostołów przywołuje nas do siebie i upewnia, że nie musimy porzucać zwykłego trybu życia, aby służyć Bogu; że najpokorniższe i najcichsze stanowisko jest Mu miłe, jeśli właściwie się je piastuje — owszem, że stanowi ono środek dojrzewania do najwyższego chrześcijańskiego charakteru, nawet apostolskiego. Bartłomiej czytał Pisma Święte i modlił się do Boga; w ten sposób kształcił się, aż w końcu był gotów oddać życie za Chrystusa, gdy Ten tego zażądał.

Lecz rozważmy bliżej szczególną pochwałę, jaką daje mu nasz Zbawiciel. „Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu!" Jest to właśnie ów charakter, który (dzięki łasce Bożej) najdoskonalej osiągnąć mogą ci, którzy żyją z dala od świata w owym prywatnym sposobie bycia, który opisywałem — i który przez ludzi jest najmniej ceniony i uchodzi za przeszkodę w życiowym sukcesie, choć nasz Zbawiciel wybrał go, by nim oprzeć się całej potędze i mądrości świata. Ludzie światowi uważają nieznajomość jego dróg za ułomność lub hańbę; jak gdyby pewną niemęskością i słabością było powstrzymanie się od wszelkiej zażyłości z jego bezbożnościami i luźnymi obyczajami. Jakże często słyszymy, jak mówią, że człowiek musi tak czy inaczej postępować, jeśli nie chce być dziwaczny i śmieszny; że nie powinien być zbyt surowy ani hołdować wzniosłym wyobrażeniom o cnocie, które może dobrze brzmią, ale do tego świata się nie nadają! Kiedy słyszą o jakimś młodym człowieku, że postanowił żyć konsekwentnie po chrześcijańsku, lub być rzetelnie uczciwym w handlu, lub przestrzegać szlachetnej czystości w mowie i obejściu, uśmiechają się i myślą, że to bardzo ładnie, ale że z czasem i tak to przejdzie. Sami zaś wstydzą się niewinności i udają, że są gorsi, niż są w rzeczywistości. A potem mają wszelkiego rodzaju małe przywary: są małoduszni, zazdrośni, podejrzliwi, zgryźliwi, przebiegli, nieszczerzy, samolubni; i sądzą, że inni są równie niskiego ducha jak oni sami, tyle że pyszni lub w pewnym sensie obłudni, niechętni do przyznania się do swych prawdziwych pobudek i uczuć.

Tej nikczemnej i bezbożnej rzeszy przeciwstawiony jest prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu. Dawid opisuje jego charakter w Psalmie piętnastym; a rozważony w całości, jest to charakter rzadki. Pyta: „Panie, kto będzie mieszkał w przybytku Twoim? kto zamieszkuje na Twojej górze świętej? Ten, kto postępuje bez skazy i czyni sprawiedliwość, i mówi prawdę w sercu swoim. Kto nie obmawia językiem swoim ani nie czyni złego bliźniemu swemu, ani nie wszczyna swarów z sąsiadem swoim. W oczach jego wzgardzony jest niecnotnik, lecz czci tych, którzy się boją Pana. Kto przysiągł ku własnemu swemu uszczerbkowi i nie zmienia się."

Mówię: jest to cnota trudna i rzadka — mówić to, co się myśli; kochać bez udawania; nie podejrzewać złego; nie chować urazy; być wolnym od samolubstwa; być niewinnym i prostodusznym. Ten rys umysłu jest czymś dalece przewyższającym ogół ludzi; i gdy jest należycie urzeczywistniony, stanowi jedną z najpewniejszych cech Chrystusowych wybranych. A przykłady, na jakie możemy tu i ówdzie natrafiać wśród chrześcijan, będą dla nas dowodem — jeśli dowód jest potrzebny — że mimo wszystko, co krasomówcy płaskich dusz mogą mówić o konieczności znajomości świata i grzechu, by dobrze wyjść na życiu, to jednak w ostatecznym rachunku niedoświadczona bezpodstępność wiedzie człowieka równie bezpiecznie, a szczęśliwiej. Bo po pierwsze, już samo przez się jest wielkim przywilejem dla prawdziwie usposobionego umysłu nie odczuwać moralnej nędzy świata; a jest to właśnie najwyższy dar ludzi prostego serca. Wszystko, co ich spotyka, przyjmują w dobrej wierze i ze wszystkich ludzi czynią to, co najlepsze; mają więc zawsze coś, co ich cieszy — bo złego nie widzą, a dobro żywo odczuwają. Udzielając otaczającym ich spokojnej pogody, naprawdę pomniejszają zło życia w społeczeństwie, sami zaś wymykają się jego poznaniu. Tacy ludzie są radośni i zadowoleni, gdyż pragną niewiele i cieszą się najskromniejszymi rzeczami, nie żądając bogactwa ani zaszczytów. Nie podlegają też tyranii żadnych złych lub niskich myśli, nigdy nie pielęgnując tego, co u innych ludzi często sieje nieład i bezbożność przez całe późniejsze życie. Nie nękają ich widma dawnych grzechów — te, które pozostają nawet pokutnikowi, gdy już zdławił ich realność, a wciąż w pamięci wstają, niepokojąc go, na pewien czas przemagając i zostawiając za sobą żądło. Bezpodstępni są ze wszystkich ludzi najbieglejsi w zawstydzaniu i uciszaniu bezbożnych — nie przez dysputę, lecz przez to, że traktują rzeczy jako oczywiste w sposób tak naturalny, iż odsyłają grzesznika do wspomnienia tych czasów jego młodości, gdy był czysty od grzechu i myślał tak samo jak oni teraz; a tylko ludzie bardzo zatwardziali mogą oprzeć się temu rodzajowi odwołania. Ludzie żyjący bezbożnie żyją w niewoli i strachu, choć sami sobie tego nie przyznają. Niejednemu, kto wstydziłby się to przyznać, pewne miejsca, pory czy samotność budzą lęk z jakiegoś instynktownego przeczucia, że nie jest on towarzystwem dla dobrych duchów i że złe duchy mogą go wówczas napaść. Bezpodstępny zaś odznacza się prostą odwagą i książęcym sercem; pokonuje niebezpieczeństwa, przed którymi inni się cofają, po prostu dlatego, że dla niego niebezpieczeństwami nie są — i w ten sposób często zyskuje nawet korzyści doczesne dzięki swej bezpośredniości, których najbardziej przebiegłe osoby nie mogą osiągnąć, choć narażają dla nich swe dusze. Prawda, że tacy ludzie prostego serca wpadają niekiedy w trudności, lecz zazwyczaj z równą łatwością z nich wychodzą, i są prawie nieświadomi zarówno swego niebezpieczeństwa, jak i ocalenia. Może nie odebrali uczonego wykształcenia i nie umieją się płynnie wysłowić; a jednak zawsze zdołają się obronić przed tymi, którzy próbują zachwiać ich wiarę w Chrystusa przez bezbożne wywody lub szyderstwo — bo słabość Boża mocniejsza jest niż ludzie.

Ani też ów błogosławiony rys umysłu nie jest spotykany tylko wśród ubogich i pokornych. Świecka nauka i dostojeństwo mają bez wątpienia każda na swój sposób potężną skłonność do ograbienia serca z jego jasności i czystości; lecz nawet na królewskich dworach i w akademickich katedrach można odnaleźć Natanaelow. Co więcej, podobnie jak Apostołowie, doświadczali oni ciosów ze strony świata, spotykała ich w swoich dniach nieprzychylność losu, żyli w trosce i zdawało się, że traca na swej uczciwości — a jednak nie pozbawiło ich to ani jej chwilowej pociechy, ani ostatecznego owocu. Taki był nasz wielki Arcybiskup i Męczennik, któremu być może zawdzięczamy to, że my, żyjący dziś, jesteśmy wciąż członkami gałęzi Kościoła Powszechnego; jeden z którego „największych niepopularnych braków" — wedle historyka jego czasów — polegał na tym, „że wierzył, iż niewinność serca i prawość obyczajów stanowią tarczę dość mocną, by ustrzec każdego człowieka w jego podróży przez ten świat, w jakimkolwiek by się znalazł towarzystwie i jakimikolwiek drogami miał się przedzierać. A zapewne" — dodaje — „nigdy żaden człowiek nie był lepiej zaopatrzony w tę pomoc."

Mówiłem w tych uwagach o bezpodstępnych jako o członkach społeczeństwa, gdyż chciałem pokazać, że nawet w tym względzie, w którym zdają się być upośledzeni, posiadają ukrytą siłę, nieświadomą mądrość, która sprawia, że żyją ponad światem i wcześniej czy później go pokonują. Oręż ich walki nie jest cielesny; i są stworzeni do tego, by być Apostołami, choć wydają się zwykłymi ludźmi. Taka jest szczęśliwość niewinnych — to jest tych, którzy nigdy nie ustępowali złu ani nie kształtowali w sobie nałogów grzechu; którzy przeto dosłownie nie znają ani jego potęgi, ani jego nędzy; którzy mają przed sobą nieustannie myśli prawdy i pokoju, i potrafią od razu rozpoznać dobro i zło w postępowaniu, jak gdyby za pomocą jakiegoś delikatnego instrumentu, który wskazuje rzetelnie dlatego właśnie, że nigdy nie był źle traktowany. Owszem, ów los może być (przez miłosierdzie Boże) udziałem nawet tych, którzy niegdyś odstąpili od Niego, a potem się nawrócili — w tej mierze, w jakiej nauczyli się miłować Boga i oczyścili siebie nie tylko z grzechu, lecz i z jego wspomnień.

Wreszcie: od chrześcijanina wymaga się czegoś jeszcze więcej niż bezpodstępność na miarę Bartłomieja. Gdy Chrystus posyłał jego i jego braci w świat, rzekł: „Oto Ja posyłam was jako owce między wilki; bądźcież tedy roztropni jak węże, a niewinni jak gołębice." Do niewinności dołączyć się musi roztropność, rozwaga, panowanie nad sobą, powaga, cierpliwość, wytrwałość w dobrym — jak Bartłomiej bez wątpienia uczył się tego stopniowo pod nauką swego Pana; lecz niewinność jest początkiem. Módlmy się tedy do Boga, by wypełnił w nas „wszelkie dobre upodobanie swej dobroci i dzieło wiary w mocy" — aby, gdyby spodobało Mu się nagle postawić nas wobec wielkich prób, jak uczynił to swoim Apostołom, nie zostało nas to zaskoczone, lecz okazało się, że z prywatnego i domowego życia zrobiliśmy przygotowanie do czynów wyznawców i Męczenników.

← wróć do odkrywania