*Na święto świętego Michała i Wszystkich Aniołów*
*„Który czyni Aniołami swymi duchy, a sługami swymi ogień płonący."* — Ps 104,4
W dzień dzisiejszego Święta przystoi nam zwrócić myśl ku owym błogosławionym Sługom Bożym, którzy nigdy nie zaznali grzechu; którzy są wśród nas, choć niewidzialni, nieustannie służąc Bogu radośnie na ziemi, jak i w niebie; którzy z woli łaskawej swego Stwórcy służebnie posługują odkupionym w Chrystusie, dziedzicom zbawienia.
Były w dziejach świata epoki, w których ludzie zbytnio myśleli o Aniołach i oddawali im cześć przesadną; czcili ich tak wypacznie, że zapominali o najwyższym uwielbieniu należnym Bogu Wszechmogącemu. To grzech wieku ciemnego. Lecz grzech epoki zwanej oświeconą — takiej jak nasza — jest wprost przeciwny: lekceważyć ich lub w ogóle o nich nie pamiętać; nie przypisywać wszystkiego, co widzimy wokół siebie, ich działaniu, lecz pewnym domniemanym prawom przyrody. To właśnie — powiadam — jest naszym zagrożeniem w miarę, jak wdrażamy się w wiedzę tego świata; i to jest niebezpieczeństwo wielu (tak zwanych) filozoficznych dążności, teraz modnych i gorliwie polecanych uwadze szerokich kręgów społeczeństwa, dotąd im obcych — chemii, geologii i tym podobnych; niebezpieczeństwo zatrzymania się na rzeczach widzialnych i zapomnienia o rzeczach niewidzialnych oraz o naszej niewiedzy co do nich.
Postaram się powiedzieć obszerniej, co mam na myśli. Tekst mówi nam, że Bóg Wszechmogący czyni Aniołami swymi duchy, czyli wiatry, a sługami swymi płomień ognia. Rozważmy, co z tego wynika.
1. Jakże wiele pięknych i przedziwnych rzeczy przedstawia nam Natura ze wszystkich stron! I jakże mało o nich wiemy! W niektórych dostrzegamy wprawdzie oznaki rozumu i zdołamy wyrobić sobie pewne wyobrażenie o tym, czym są. Na przykład o zwierzętach nierozumnych wiemy mało, lecz widzimy przecież, że mają zmysły, i rozumiemy, że ich cielesna postać, dostępna oku, jest tylko wskaźnikiem, zewnętrznym znakiem czegoś, czego nie widzimy. Jeszcze wyraźniej w przypadku ludzi: widzimy, jak się poruszają, mówią i działają, i wiemy, że wszystko, co widzimy, dzieje się z woli ich ducha, bo mają go w sobie, choć go nie widzimy. Lecz dlaczego rzeki płyną? Dlaczego pada deszcz? Dlaczego słońce nas ogrzewa? I wiatr — dlaczego wieje? Tu nasz rozum naturalny zawodzi; wiemy — powiadam — że to duch w człowieku i w zwierzęciu sprawia, że człowiek i zwierzę się poruszają, lecz rozum nie wskazuje nam żadnego ducha zamieszkującego to, co zazwyczaj zwie się światem przyrody, który sprawiałby, że świat ten spełnia swe zwykłe powinności. Oczywiście, wola Boża podtrzymuje to wszystko; tak też wola Boża uzdalnia nas do poruszania się, a jednak nie przeszkadza to, by w pewnym sensie słuszne było powiedzenie, że poruszamy się sami; lecz jak poruszają się wiatr i woda, ziemia i ogień? Otóż tu Pismo Święte wkracza i zdaje się mówić nam, że ta cudowna harmonia jest dziełem Aniołów. Owe zdarzenia, które przypisujemy przypadkowi — jak pogoda — albo naturze — jak pory roku — są powinnościami pełnionymi wobec Boga, który czyni Aniołami swymi wiatry, a sługami swymi ogień płonący. I tak na przykład to Anioł nadał sadzawce w Betesdzie jej leczniczą moc; i nie ma powodu wątpić, że inne zdroje uzdrawiające w tym i innych krajach są takimi za sprawą podobnej niewidzialnej służby. Ognie na górze Synaj, gromy i błyskawice były dziełem Aniołów; a w Apokalipsie czytamy o Aniołach powstrzymujących cztery wiatry. Dzieła pomsty również im są przypisywane. Ognista lawa wulkanów, która (jak się zdaje) była przyczyną zagłady Sodomy i Gomory, zesłana została przez dwóch Aniołów, którzy ocalili Lota. Wojska Sennacheryba wytępił Anioł, za pomocą (jak się przypuszcza) duszącego wichru. Zaraza w Izraelu, gdy Dawid dokonał spisu ludu, była dziełem Anioła. Trzęsienie ziemi przy zmartwychwstaniu było dziełem Anioła. A w Apokalipsie ziemia nawiedzana jest różnorakimi plagami przez Aniołów pomsty.
Tak tedy, o ile pouczają nas objawienia Pisma Świętego, dowiadujemy się, że bieg Natury — tak przedziwny, tak piękny i tak groźny — dokonuje się za sprawą posługi owych niewidzialnych istot. Natura nie jest martwa; jej codzienny trud jest rozumny; jej dzieła są powinnościami. Toteż Psalmista mówi: „Niebiosa głoszą chwałę Boga, a rozpostarcie firmamentu oznajmia dzieło Jego rąk". „O Panie, słowo Twoje trwa na wieki w niebie. Prawda Twoja z pokolenia w pokolenie; Tyś założył ziemię i trwa. Trwają według ustanowień Twoich po dzień dzisiejszy, bo wszystkie rzeczy służą Tobie".
Nie twierdzę, jakoby Pismo Święte mówiło nam, czym jest Materia; lecz utrzymuję, że jak dusze nasze poruszają nasze ciała — czymkolwiek by one były — tak istnieją Umysły Duchowe, które poruszają owe przedziwne i rozległe obszary świata przyrody, zdające się być nieożywione; i jak gesty, mowa i wyraz twarzy naszych bliźnich wokół nas pozwalają nam z nimi obcować, tak w ruchach powszechnej Natury, w następstwie dnia i nocy, lata i zimy, wichru i nawałnicy, wypełniających Jego słowo, jesteśmy przywoływani do myśli o błogosławionych i posłusznych Aniołach. Dobrze tedy, w dzień dzisiejszego Święta, możemy śpiewać hymn owych Trzech Świętych Dzieci, które Nabuchodonozor wrzucił do ognistego pieca. Aniołom nakazano odmienić naturę płomienia i uczynić go dla nich nieszkodliwym; oni zaś z kolei wzywali wszystkie stworzenia Boże, a Aniołów w szczególności, by wielbili Go. Choć od owych czasów minęło już wiele setek lat, a świat próżno mniema, że wie dziś więcej niż dawniej i że odkrył prawdziwe przyczyny rzeczy, które widzi, wciąż możemy mówić z wdzięcznymi i prostymi sercami: „O wszystkie dzieła Pańskie, o Aniołowie Pańscy, o słońce i księżycu, gwiazdy niebieskie, deszcze i rosy, wiatry Boże, światłości i ciemności, góry i pagórki, zielone rzeczy na ziemi, błogosławcie Pana, chwalcie Go i wywyższajcie Go na wieki". Ilekroć tedy wyjrzymy w świat, przypominają nam się owe najłaskawsze i najświętsze Istoty, słudzy Najświętszego, które raczą usługiwać dziedzicom zbawienia. Każdy powiew powietrza i promień światła i ciepła, każdy piękny widok są niejako rąbkami ich szat, falowaniem sukien tych, których oblicza oglądają Boga w niebie. I stawiam każdemu pytanie, czy nie jest rzeczą równie filozoficzną i równie bogatą w intelektualną rozkosz odnosić ruchy świata przyrody do nich — jak usiłować wyjaśniać je za pomocą pewnych teorii naukowych; pożytecznych, co prawda, dla określonych celów i zdolnych (w podporządkowaniu owemu wyższemu oglądowi) do religijnego zastosowania.
2. I w ten sposób dochodzę do innego pożytku z omawianej nauki. Gdy unosi umysł i dostarcza mu materii do myślenia, jest ona zarazem pożyteczna jako nauka upokarzająca, jak to już zresztą pokazałem. Próżny człowiek chciałby być mądry i ciekawie bada dzieła Natury, jak gdyby były martwe i bezmyślne; jak gdyby sam jeden posiadał rozum, a one były tylko martwą, bezwładną materią, jakkolwiek przemyślnie zestawioną na początku. I tak idzie naprzód, śledząc ład rzeczy, szukając przyczyn w owym ładzie, nadając nazwy napotkanym cudom i mniemając, że rozumie to, czemu dał nazwę. Wreszcie tworzy teorię, ogłasza ją na piśmie i mieni siebie filozofem. Teraz wszystkie te teorie naukowe, o których mówię, są pożyteczne, gdyż klasyfikują — a tym samym pomagają nam pamiętać — dzieła i drogi Boże oraz Jego Aniołów służebnych. I znów są one bardzo przydatne, pozwalając nam stosować bieg Jego Opatrzności i ustanowienia Jego woli dla dobra człowieka. W ten sposób możemy korzystać z darów Bożych; dziękujmy Mu za wiedzę, która nam to umożliwia, i szanujmy tych, którzy są Jego narzędziami w jej przekazywaniu. Jeżeli jednak ktoś taki dochodzi do mniemania, że ponieważ wie coś o przedziwnym ładzie tego świata, wie zatem, jak rzeczy rzeczywiście się dzieją; jeśli traktuje cuda Natury (by tak powiedzieć) jako zwykłe procesy mechaniczne, toczące się same z siebie — jak dzieła wyrobu ludzkiego (zegarek na przykład) wprawia się w ruch i idą niejako same z siebie — jeśli wskutek tego jest, by tak rzec, niepoważny w swym sposobie obcowania z Naturą, sądząc (jeśli wolno mi tak powiedzieć), że go nie słyszy i nie widzi, jak się wobec niej zachowuje; a nadto jeśli wyobraża sobie, że Ład Natury, który po części rozpoznaje, zastąpi mu Boga, który go stworzył, i że wszystkie rzeczy trwają i poruszają się nie Jego wolą i mocą, i sprawstwem tysięcy i dziesiątek tysięcy Jego niewidzialnych Sług, lecz przez prawa stałe, z siebie zrodzone i sobą samymi podtrzymywane — jak żałosnym, słabym robakiem i nędznym grzesznikiem staje się! A takim, obawiam się, jest stan wielu ludzi dzisiejszych dni, którzy głośno przemawiają i zdają się sobie i innym być wyrocznią nauki, i o tyle, o ile idzie o szczegóły faktów, wiedzą rzeczywiście dużo więcej o działaniach Natury niż którykolwiek z nas.
Rozważmy teraz, jaki jest rzeczywisty stan rzeczy. Gdyby ów badacz, którego opisywałem, oglądając kwiat albo ziele, albo kamyk, albo promień światła — który traktuje jako coś tak dalece od siebie odległego w hierarchii bytów — nagle odkrył, że jest w obecności jakiejś potężnej istoty ukrytej za widzialnymi rzeczami, które bada; która choć ukrywa swą mądrą dłoń, nadaje im piękno, wdzięk i doskonałość, będąc do tego celu Bożym narzędziem; co więcej — której szatą i ozdobą są właśnie owe przedziwne przedmioty, które tak skwapliwie się bierze do analizowania — jakie byłyby jego myśli? Gdybyśmy nawet przypadkowo okazali nieuprzejmość wobec bliźniego, nadepnęli na kraj jego szaty lub potrącili go szorstko, czyż się nie trapi o to — nie jak gdyby był zraniony, lecz z obawy, że okazał się nieuszanowanie? Dawid przez trzy dni obserwował straszliwą zarazę, z pewnością nie z ciekawością, lecz z nieopisaną trwogą i skruchą; gdy jednak w końcu „podniósł oczy i ujrzał Anioła Pańskiego" (który zarazę zesłał) „stojącego między ziemią a niebem z mieczem dobytym w ręku, wyciągniętym nad Jerozolimą — wtedy Dawid i starszyzna, obleczeni w wory, padli na oblicze swoje". Tajemnicza, nieodparta zaraza stała się jeszcze straszliwsza, gdy poznano jej przyczynę; i to, co prawdziwe w odniesieniu do tego, co groźne, jest z drugiej strony prawdziwe w odniesieniu do przyjemnych i wdzięcznych działań Natury. Gdy tedy chodzimy po polu i „rozmyślamy na polu o wieczornym zmroku", jakże wiele ma każde ziele i kwiat, co by nas zdziwiło i przemogło! Bo choćbyśmy wiedzieli o nich tyle, ile wiedzą najmędrsi z ludzi, są wokół nas — choć niewidzialni — tacy, wobec których największa nasza wiedza jest jak nieznajomość; i gdy rozprawiamy o zjawiskach Natury w sposób naukowy, wymieniając nazwy roślin i gleb i opisując ich właściwości, winniśmy to czynić pobożnie, jak w obecności wielkich Sług Bożych, z ową dozą pokory, jaką zawsze czujemy, mówiąc przed uczonymi i mądrymi naszego własnego śmiertelnego rodzaju, jako ubodzy uczniowie w wiedzy umysłowej, tak samo jak w zdobyciach moralnych.
Zdaję sobie sprawę, że ktoś może powiedzieć, iż to wszystko jest mrzonką; lecz jeśli tak się wydaje, to tylko dlatego, że nie jesteśmy nawykli do takich myśli. Z pewnością nie po to Pismo mówi nam o Aniołach, by wiedzieć napróżno, lecz w celach praktycznych; i nie wyobrażam sobie, by można lepiej praktycznie zastosować naszą wiedzę, niż sprzęgając widok tego świata z myślą o innym. Ani nic bardziej pocieszającego; jest bowiem wielką pociechą myśleć, że gdziekolwiek idziemy, są wokół nas tacy, którzy służą wszystkim dziedzicom zbawienia, choć ich nie widzimy. Ani nic, co łatwiej dałoby się pojąć i odczuć wszystkim ludziom; wiemy bowiem, że niegdyś nauka o Aniołach była przyjmowana nawet zbyt chętnie. A jeśli ktoś chciałby stąd wywodzić argument przeciw niej jako niebezpiecznej, niechaj przypomni sobie wielką zasadę naszego Kościoła, że nadużycie rzeczy nie znosi jej należytego użytku; i niechaj wytłumaczy, jeśli potrafi, dlaczego święty Paweł napomina Tymoteusza nie tylko „przed Bogiem i Chrystusem", lecz także przed „wybranymi Aniołami". Stąd też w Nabożeństwie Komunijnym nasz Kościół uczy nas łączyć nasze uwielbienie z uwielbieniem „Aniołów i Archaniołów, i całego Dworu Niebieskiego"; a pierwsi chrześcijanie żywili nawet nadzieję, że oczekują oni na pory Kościelnych nabożeństw i wielbią z nim Boga. Myśli te nie pozostają też bez bezpośredniego wpływu na naszą wiarę w Boga i Jego Syna; albowiem im szerzej możemy roztoczyć przed sobą obraz świata przyszłego, tym lepiej. Gdy rozważamy Boga Wszechmogącego otoczonego swymi Świętymi Aniołami, tysiącami tysięcy Duchów Służebnych i dziesiątkami tysięcy razy dziesięć tysięcy stojących przed Nim, myśl o Jego przeraźliwym Majestacie wyrasta przed nami coraz potężniej i dosadniej. Zaczynamy dostrzegać, jak mali jesteśmy, jak całkowicie marni i nicościowi sami w sobie, i jak On jest wysoki i straszliwy. Nawet najniższy z Jego Aniołów nieskończenie przerasta nas w naszym obecnym stanie; o ileż wyższy musi być zatem Pan Aniołów! Serafiny same zakrywają oblicza swe przed Jego chwałą, wielbiąc Go; jakże więc spłonionymi powinni być grzesznicy, gdy zbliżają się do Jego obecności!
Na koniec: zachętą do wysiłków w pełnieniu woli Bożej jest myśl, że jeśli osiągniemy niebo, staniemy się towarzyszami błogosławionych Aniołów. Cóż w ogóle wiemy o dworzech nieba, jeśli nie tyle, że nimi są zaludnione? I dlatego bez wątpienia zostały nam objawione, abyśmy mieli coś, na czym utkwić myśl, gdy wznosimy wzrok ku niebu. Niebo jest wprawdzie pałacem Boga Wszechmogącego i o Nim myśleć musimy w pierwszym rzędzie; i znów o Jego Synu, naszym Zbawicielu, który za nas umarł i który objawiony jest w Ewangeliach, byśmy mieli coś konkretnego, ku czemu wypatrywać w przyszłości: z tej samej przyczyny z pewnością i Aniołowie są nam objawieni, by niebo było w naszej wyobraźni jak najmniej miejscem nieznanym.
Żywmy tedy takie myśli o Aniołach Bożych; i gdy staramy się myśleć o nich godnie, strzeżmy się, byśmy nie uczynili ich rozważania jedynie uczuciem i swoistą rozkoszą wyobraźni. Ten świat ma być światem ćwiczenia i trudu; Bóg udziela nam przebłysków Trzeciego Nieba dla naszego pokrzepienia; lecz jeśli je rozsmakujemy jako cel naszego obecnego bytowania, nie próbując dzień po dniu oczyszczać się do przyszłego pełnego ich zażywania, stają się one jedynie sidłem nieprzyjaciela. Nabożeństwa religijne, dzień po dniu, posłuszeństwo Bogu w naszym powołaniu i w zwykłych sprawach, wysiłki naśladowania naszego Zbawiciela Chrystusa w słowie i czynie, nieustanna modlitwa do Niego i zdanie się na Niego — oto należyte przygotowanie do przyjmowania Jego objawień i czerpania z nich pożytku; tymczasem niejeden potrafi pięknie o nich pisać i mówić, nie stając się przez wszystkie swe doskonałe słowa ani trochę lepszym ani bliższym niebu.