HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom III

Kazanie XIII. Gorliwość żydowska wzorem dla chrześcijan

Gdy moja wiara stała się letniaGdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Powszechne powołanie do świętościStary Testament
„Tak niechaj giną wszyscy nieprzyjaciele Twoi, Panie; lecz ci, którzy Go miłują, niechaj będą jako słońce wschodzące w pełni mocy swojej. I ziemia zażywała pokoju przez czterdzieści lat."
W skrócie. Newman odczytuje starotestamentalne nakazy gorliwości i wytrwałości w służbie Bożej nie jako historyczne osobliwości Izraela, lecz jako trwały wzorzec dla chrześcijańskiego charakteru. Gorliwość — nie przemoc, lecz duchowa stanowczość, gotowość do ofiary, oburzenie na grzech — jest obowiązkiem wszystkich rozumnych stworzeń Bożych. Kazanie pokazuje, że obojętność religijna i letniość to nie cnota spokoju, lecz duchowe tchórzostwo, które niweczy Kościół od wewnątrz.

„Tak niechaj giną wszyscy nieprzyjaciele Twoi, Panie; lecz ci, którzy Go miłują, niechaj będą jako słońce wschodzące w pełni mocy swojej.”

*„Tak niechaj giną wszyscy nieprzyjaciele Twoi, Panie; lecz ci, którzy Go miłują, niechaj będą jako słońce wschodzące w pełni mocy swojej. I ziemia zażywała pokoju przez czterdzieści lat."* — Sdz 5,31

Jakiż kontrast przedstawiają te słowa wobec historii, która je poprzedza! „I stało się" — pisze święty pisarz — „gdy Izrael wzmocnił się, że Kananejczyków uciskał daniną, ale ich zupełnie nie wypędził. Efraim zaś nie wygubił Kananejczyków mieszkających w Gezer... Zabulon nie wygubił mieszkańców Kitronu... Asher nie wygubił mieszkańców Akko... Neftali nie wygubił mieszkańców Bet-Szemesz." Jakiż był tego skutek? „A synowie izraelscy czynili zło przed obliczem Pańskim i służyli Baalom... porzucili Pana i służyli Baalowi i Asztarot. Zapłonął więc gniew Pański na Izraela i wydał ich w ręce łupieżców, którzy ich łupili, i sprzedał ich nieprzyjaciołom dookoła... Dokądkolwiek wychodzili, ręka Pańska była przeciwko nim ku złemu, jak Pan powiedział i jak przysiągł Izraelowi, i doznawali wielkiego ucisku." Oto obraz gnuśności i niewierności prowadzących do tchórzostwa, odstępstwa i narodowej zguby.

Z drugiej strony rozważmy dla kontrastu narrację zawartą w rozdziale kończącym się słowami naszego tekstu. Efraim i Beniamin, Machir i Zabulon, Issachar i Neftali — budzą się, jednoczą, uderzają na wrogów i zwyciężają; zwyciężają w mocy Pańskiej. Długa ich niewola była jakby niczym, dzięki wielkiemu miłosierdziu Bożemu, gdy nawrócili się do Niego. Na próżno nieprzyjaciele tłoczyli ich do ziemi; Kościół Boży miał w sobie ową moc i łaskę, że ilekroć można go było skłonić do otrząśnięcia się z ospałości i do skupienia sił, uderzał równie ostro i skutecznie, jak gdyby nigdy nie był skrępowany zielonymi witkami i nowymi powrozami Filistynów. I tak było tym razem. „Obudź się, obudź się, Deboro; obudź się, obudź się, zaśpiewaj pieśń! Powstań, Baraku, i prowadź jeńców swoich, synu Abinoama." Taki był natchniony okrzyk wojenny — i usłuchano go. W następstwie tego Kananejczycy zostali pobici w boju i uciekli; „i ziemia zażywała pokoju przez czterdzieści lat." Oto obraz mężnego posłuszeństwa woli Bożej — krótka próba trudów i cierpień — a potem nagroda: pokój.

Zamierzam teraz poczynić kilka uwag na temat lekcji zawartej w tym obrazie, który rozciąga się przez większą część Starego Testamentu — lekcji dla nas jako jednostek; bo zaiste z myślą o naszych własnych obowiązkach jako jednostek winniśmy czytać każdą część Pisma Świętego.

To, czego uczy nas przede wszystkim Stary Testament, jest następujące: że gorliwość jest równie istotnym obowiązkiem wszystkich rozumnych stworzeń Bożych, jak modlitwa i chwała, wiara i poddanie; a jeśli tak, tym bardziej dotyczy to grzeszników, których On odkupił. Gorliwość polega na ścisłym przestrzeganiu Jego przykazań — na skrupulatności, czujności, całym sercu i punktualności, która nie znosi żadnego rozumowania ani wątpienia w ich sprawie — na gorącym pragnieniu pomnożenia Jego chwały — na odwracaniu się z odrazą od zmazy grzechu i grzeszników — na oburzeniu, co więcej, na niecierpliwości wobec oglądania zniewagi zadawanej Jego czci — na żywości uczucia, gdy wspomniane jest Jego imię, i na zazdrości o to, jak jest wspominane — na pełni postanowień, bohaterskiej gotowości oddania Mu służby za cenę jakiejkolwiek ofiary z osobistych uczuć — na energicznym postanowieniu przebijania się przez wszelkie trudności, choćby były jak góry, gdy Jego oko lub ręka dadzą tylko znak — na pogardzie dla obmowy, hańby czy prześladowania, na zapomnieniu o przyjacielu i krewnym, co więcej, na nienawiści (by tak rzec) do wszystkiego, co nam z natury drogie, gdy On powiada: „Pójdź za Mną." Oto niektóre z cech gorliwości. Takim duchem odznaczali się Mojżesz, Pinchas, Samuel, Dawid i Eliasz; taki duch nakazany był wszystkim Izraelitom, zwłaszcza w ich postępowaniu wobec odrzuconych narodów Kanaanu. Tekst wyraża ów duch słowami Debory: „Tak niechaj giną wszyscy nieprzyjaciele Twoi, Panie; lecz ci, którzy Go miłują, niechaj będą jako słońce wschodzące w pełni mocy swojej."

Otóż niekiedy utrzymywano, że nakazy gorliwej i surowej służby dane Izraelitom — na przykład te dotyczące zdobycia i utrzymania Ziemi Obiecanej — nie odnoszą się do nas, chrześcijan. Nie ulega wątpliwości, że nie jest naszym obowiązkiem chwytać za miecz i zabijać wrogów Bożych, jak nakazano Żydom; „Schowaj miecz swój na jego miejsce" — oto słowa naszego Zbawiciela do świętego Piotra. O tyle więc, jeśli takie jest znaczenie twierdzenia, że owe nakazy nas nie obowiązują, to oczywiście nie obowiązują. Nie wynika z tego jednak, że usposobienie ducha, które owe nakazy zakładają i kształtują, nie jest od nas wymagane; inaczej bowiem historia żydowska nie byłaby już pożyteczna ani ku nauce, ani ku napomnieniu, ani ku poprawie, ani ku wychowaniu w sprawiedliwości. Święty Piotr był ganiony nie za swoją gorliwość, lecz za posłużenie się mieczem.

Obowiązek człowieka, jego doskonałość, jego szczęście zawsze były jednym i tym samym. Nie jest on dziś inną istotą niż kiedykolwiek był; zawsze nakazane mu były te same obowiązki. To, co było świętością Izraelity, jest nadal świętością chrześcijanina, choć chrześcijanin posiada o wiele wyższe przywileje i pomoce do osiągnięcia doskonałości. Święci Boży żyli zawsze wiarą i chodzili drogą sprawiedliwości, miłosierdzia, prawdy, panowania nad sobą i miłości. Niemożliwe jest zatem, by wszystkie owe obowiązki nałożone na Izraelitów — wypędzania ich wrogów, zdobywania i utrzymywania Ziemi Obiecanej — nie stosowały się do nas w jakimś sensie; jasne jest bowiem, że w ich przypadku nie były to jedynie przypadkowe akty posłuszeństwa, lecz kształtowały pewien wewnętrzny charakter — i równie jasne jest, że nasze serce musi być sercem Mojżesza lub Dawida, jeśli chcemy być zbawieni przez Chrystusa.

Jest to zupełnie oczywiste, gdy uważnie rozważymy historię żydowską i Boże nakazy będące jej zasadami. Owe bowiem nakazy, o których niektórzy powiadają, że nas nie obowiązują, są tak liczne i różnorodne, i powtarzane w tak wielu i rozmaitych okolicznościach, że z pewnością musiały ukształtować szczególny charakter w sercu posłusznego Izraelity i były czymś o wiele więcej niż zewnętrzną formą i rodzajem służby ceremonialnej. Są one tak obfite w całym Starym Testamencie, że jeśli w jakiś sposób nas nie obowiązują, trudno dostrzec, do czego bezpośrednio służy nam Stary Testament w zakresie przykazań; i właśnie do takiego wniosku ci sami ludzie nieraz dochodzą. Chętnie by się pozbyli Starego Testamentu i twierdzą, że chrześcijanie nie mają z nim nic wspólnego, a Żydzi byli prawie barbarzyńcami; podczas gdy święty Paweł mówi nam, że historia żydowska jest „napisana ku naszemu napomnieniu i nauce."

Rozważmy niektóre z nakazów, o których mówiłem, i warunki, w jakich są one przekazane. Na przykład nakaz wytępienia przeklętych narodów z ziemi Kanaanu: „Gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, do której idziesz, by ją objąć w posiadanie,... będziesz bił" narody ją zamieszkujące „i wytracisz je doszczętnie; nie zawrzesz z nimi przymierza ani się nie zlitujesz nad nimi; nie będziesz z nimi zawierał związków małżeńskich... Poburzycie ich ołtarze, skruszecie ich słupy, wytniecie ich gaje i popalicie ogniem ich posągi... Wytracisz wszystkie ludy, które Pan, Bóg twój, wyda tobie; oko twoje niechaj się nad nimi nie lituje."

Następnie zauważmy, że owo bezlitosne usposobienie — jak nazwaliby je ludzie bezbożni — a jak je słusznie nazywają chrześcijanie dobrze pouczeni: gorliwość Boża, było nakazane Izraelitom w okolicznościach o wiele bardziej bolesnych, mianowicie wobec grzechów własnych krewnych i przyjaciół. „Jeśliby cię podjudzał skrycie twój brat, syn twojej matki, albo twój syn lub córka, albo żona twojego łona, albo twój przyjaciel, który ci jest jak twoja własna dusza, mówiąc: chodźmy, służymy bogom obcym... nie będziesz mu przyzwalał ani go słuchał, nie będzie mu litować twoje oko, nie będziesz go żałował ani ukrywał. Ale śmiercią zabijesz go. Twoja ręka pierwsza wzniesi się na niego, aby go zabić, a potem ręka całego ludu." Otóż bezsprzecznie my dzisiaj nie jesteśmy nakazani zabijać ludzi za bałwochwalstwo; lecz równie bezsprzecznie, jakiekolwiek usposobienie ducha wymagało od Żyda wypełnienie tego nakazu — takie, w swej istocie, musi być nasze usposobienie ducha, cokolwiek innego jeszcze ono być może; gdyż Bóg nie może mówić dwóch praw. Nie może miłować dwóch charakterów — dobre jest dobrem, a złe złem — i prawo, które dał Żydom, było w swej istocie „doskonałe, nawracające duszę; świadectwo Pańskie pewne, dające mądrość prostaczkom; ustawy Pańskie prawe, radujące serce; przykazanie Pańskie jasne, oświecające oczy;... więcej godne pożądania niż złoto i kamień drogi najczystszy, słodsze nad miód i plaster miodowy. Ponadto" — jak dalej mówi Psalmista — „sługa Twój jest przez nie pouczany, a nagroda wielka jest w ich zachowywaniu."

Panowanie nad sobą i mężne posłuszeństwo stanowiły inny aspekt tego samego ducha religijnego nakazanego Żydom, a nadal obowiązującego — ośmielam się twierdzić — nas, chrześcijanie. „Bądźcie bardzo mężni w przestrzeganiu i wypełnianiu wszystkiego, co napisane jest w księdze Prawa Mojżeszowego." Żydzi potrzebowali niezwykłej moralnej odwagi, by iść prosto naprzód, nie ulegając uwodzeniu ani uczuć, ani rozumu.

Surowe zaś usposobienie, o którym mowa, nie było obowiązkiem jedynie we wczesnych czasach judaizmu. Księga Psalmów pisana była w różnych czasach, między epoką Dawida a niewolą, a przecież najwyraźniej tchnie tą samą nienawiścią grzechu i oporem wobec grzeszników. Przytoczę tylko jeden tekst ze Psalmu sto trzydziestego dziewiątego: „Czy nie nienawidzę Cię, Panie, tych, którzy Cię nienawidzą, i nie odczuwam obrzydzenia do tych, którzy przeciw Tobie powstają? Nienawidzę ich pełną nienawiścią; stali się moimi wrogami." Następnie natchniony pisarz otwiera swoją duszę przed Bogiem, jakby świadomy, że wyraził uczucia, które On zatwierdzi: „Zbadaj mnie, Boże, i poznaj moje serce; doświadcz mnie i poznaj moje myśli, i obejrzyj, czy jestem na drodze nieprawości, i prowadź mnie drogą wieczną."

Co więcej, już po powrocie z niewoli, gdy Prorocy rozszerzyli zakres Bożego Objawienia i oczyścili oraz pogłębili religijną wiedzę narodu, nadal ta surowa i rygorystyczna gorliwość była nakazywana i przestrzegana w całej swej dawnej sile przez Ezdrasz. Żydzi przystąpili do reformy; co zaś było jej najbardziej znamiennym czynem? Słuchajmy słów Ezdrasza: „Przyszli do mnie przywódcy, mówiąc: Lud Izraela, kapłani i lewici nie odłączyli się od ludów tych krajów; bo wzięli z ich córek dla siebie i dla synów swoich, i zmieszało się nasienie święte z ludami tych krajów; a ręka przełożonych i zarządców była pierwsza w tej nieprawości." Zatrzymajmy się tutaj i zapytajmy, jakie byłoby najpewniej postępowanie ugodowego chrześcijanina naszych czasów, gdyby on w tamtych dniach był na miejscu Ezdrasza? Powiedziałby bez wątpienia, że małżeństwa owe były zupełnie nieuzasadnione — owszem — lecz że skoro już zostały zawarte, nie ma na to rady; że należy im zapobiec w przyszłości; lecz w wypadkach już zaistniałych zło dokonane cofnąć się nie da; a ponadto wielcy ludzie uwikłani byli w grzech, z którymi niepodobna było się mierzyć. Tak by powiedział, sądzę, choć zakaz Mojżeszowy zdawał się czynić takie małżeństwa nieważnymi od samego początku. Nie twierdzę, że każdy powinien był postąpić tak jak Ezdrasz, bo on był nadprzyrodzenie kierowany; ale czy sposób postępowania, który obrał, przyszedłby kiedykolwiek na myśl ludziom naszych czasów? Czy mogą go nawet rozumieć lub przyjąć, teraz gdy go znają? Cóż bowiem uczynił? „A gdy usłyszałem o tej sprawie" — powiada — „rozdarłem suknię i płaszcz mój, wyrywałem włosy głowy i brody mojej i siedziałem osłupiały. I zebrali się do mnie wszyscy, którzy drżeli na słowa Boga Izraela z powodu grzechu tych, co powrócili z wygnania, a ja siedziałem osłupiały aż do ofiary wieczornej." Następnie złożył wyznanie i wstawiennictwo w imieniu ludu; wreszcie on i lud doszli do decyzji, która była ni mniej, ni więcej jak taka: nakazać wszystkim, którzy pojęli cudzoziemskie żony, odesłać je. Naprawił zło zamiast jedynie zapobiegać mu na przyszłość. Jakiż to był czyn zaparcia się siebie i gorliwości u tak wielkiej rzeszy ludzi!

Oto niektóre z wielu przykładów, jakie można by przytoczyć z historii żydowskiej na dowód obowiązku ścisłej i surowej wierności Bogu i Jego objawionej woli; przytaczam je tu, po pierwsze, by wykazać, że nakazy ją zakładające — tak liczne i różnorodne, że zupełnie nie mogły — nie mogły dotyczyć jedynie zewnętrznego i ceremonialnego posłuszeństwa, lecz musiały wytworzyć w Żydach pewne usposobienie ducha miłe Bogu, a zatem niezbędne do posiadania i przez nas. Następnie wywodzę z owej samej okoliczności ich liczby i różnorodności, że muszą być dla nas wiążące; inaczej bowiem Stary Testament byłby jedynie cieniem objawienia lub prawa dla chrześcijanina.

Pragnę nalegać na lekcję czerpaną wyłącznie ze Starego Testamentu i nie będę wprowadzał do wywodu rozważania nauki Apostołów, która jest z nią całkowicie zgodna. Jednak wypada może krótko odnieść się do bezgrzesznego wzoru naszego Pana oraz do tego, co powiedziane jest nam o świętych mieszkańcach nieba, aby wykazać, że usposobienie ducha nakazane Żydom przynależy do tych, którzy są w stanie bytowania wyższym od naszego, podobnie jak do tych, którzy żyli pod ułomnym i tymczasowym Porządkiem. Była pewna chwila, gdy wyraźnie powiedziane jest, że nasz Pan wziął na siebie gorliwość, która trawiła Dawida. „Jezus wszedł do Jeruzalem i znalazł w świątyni tych, którzy sprzedawali woły, owce i gołębie, i bankierów siedzących za stołami; i uczyniwszy bicz ze sznurków, wszystkich wygnał ze świątyni, owce i woły, i pieniądze bankierów rozsypał, a stoły powywracał." Zaiste, gdybyśmy nie mieli tego opisu od natchnionego pisarza, nie uwierzylibyśmy w to! Powodowani własnymi wyobrażeniami, mówilibyśmy, że ów gorliwy czyn naszego Pana jest zupełnie niezgodny z Jego miłosiernym, łagodnym i — można by rzec — majestatycznym i pogodnym usposobieniem. Pominąć ceremonie, zrezygnować ze służby towarzyszących Mu Aniołów, działać wprzód, nim wygłosił swoje niezadowolenie, użyć własnych rąk, biegać w tę i ową stronę, być sługą w dziele oczyszczania — z pewnością musiało to wynikać z ognia oburzenia na widok zniewagi zadanej Domowi Jego Ojca, który my grzesznicy pojąć nie jesteśmy w stanie. Jakkolwiek jednak to widzieć, jest to jedynie doskonałość owego ducha, który — jak widzieliśmy — był pielęgnowany i urzeczywistniany w Kościele żydowskim. Ów zapał, stanowczość i surowość, które Mojżesz nakazał swemu ludowi, przejawia się w samym Chrystusie i jest zatem — niezbicie — obowiązkiem człowieka jako takiego, w jakimkolwiek miejscu i na jakimkolwiek stopniu drabiny ludzkiej natury by się znajdował.

Taki jest wzór dany nam przez naszego Pana; dodajmy do tego przykład Aniołów, którzy Go otaczają. Zaiste, w Nim złączone jest „dobroć i surowość"; tacy więc są wszystkie święte stworzenia: miłujące i surowe. Czytamy o ich myślach i pragnieniach w Apokalipsie: „Bójcie się Boga i oddajcie Mu chwałę, bo nadeszła godzina sądu Jego." I znowu: „Sprawiedliwyś, Panie, który jesteś i który byłeś i który będziesz, bom Ty tak osądził. Ponieważ przelali krew świętych i proroków, dałeś im też krew do picia; godni są tego." I znowu: „Nawet tak, Panie Boże wszechmogący, prawdziwe i sprawiedliwe są sądy Twoje." I jeszcze raz: „Bo grzechy jej dosięgły aż do nieba i wspomniał Bóg jej nieprawości. Oddajcie jej tak, jak ona oddawała, i płaćcie jej dwa razy tyle według uczynków jej." — wszystkie te słowa wyrażają głęboką i uroczystą zgodę na Boże wyroki.

Tak więc pewien ogień gorliwości, przejawiający się nie przez przemoc i krew, lecz równie realnie i pewnie, jak gdyby się przez nią przejawiał — przebijający się przez naturalne uczucia, gardzący sobą, przedkładający chwałę Bożą nad wszystko, stanowczo opierający się grzechowi, protestujący przeciw grzesznikom i spokojnie rozważający ich karę — jest obowiązkiem należącym do wszystkich stworzeń Bożych, obowiązkiem chrześcijan, pośród wszelkiej owej znakomitej i przeobfitej miłości, która jest najwyższą łaską Ewangelii i wypełnieniem drugiej tablicy Prawa.

I takim właśnie duchem odznaczał się w rzeczywistości zawsze Kościół chrześcijański; na dowód czego wystarczy mi powołać się na uderzający fakt, że żydowski Psałterz był wzorcową księgą chrześcijańskiej pobożności od początku aż do dnia dzisiejszego. Pragnę, byśmy więcej rozmyślali o tej okoliczności. Czy może ktokolwiek wątpić, że gdyby ów błogosławiony podręcznik wiary i miłości nigdy nie był w użyciu wśród nas, wielka liczba ludzi obecnego pokolenia oburzałaby się na niego jako nieodpowiedni do wyrażania uczuć chrześcijańskich, jako ubogi w miłość i łagodność? Co więcej, czy nie wiemy — choć śmiem twierdzić, że wielu poważnych chrześcijan zaskoczy usłyszenie, że tak jest — że są ludzie, którzy w tej chwili (ledwo śmiem o tym wspomnieć) pragną, by pewne części Psalmów opuszczone były w nabożeństwie jako niełagodne i surowe? Niestety, że ludzie naszych czasów śmią pochopnie stawiać własny osąd w sprzeczności z sądem wszystkich Świętych każdej epoki, od przyjścia Chrystusa dotąd — że chcą niejako powiedzieć: „Albo oni się mylili, albo my" — zmuszając nas do rozstrzygnięcia między jednymi a drugimi. Niestety, że śmią krytykować słowa Bożego natchnienia! Niestety, że idą śladami odszczepieńczych Izraelitów i uchylają się od stanięcia po stronie Prawdy w jej zmaganiu ze światem, zamiast mówić z Deborą: „Tak niechaj giną wszyscy nieprzyjaciele Twoi, Panie!"

Teraz poczynię kilka uwag na zakończenie, mających na celu wykazanie, jak łagodność i miłość są zgodne z owym surowym i dzielnym duchem chrześcijańskiego żołnierza.

1. Oczywiście jest absolutnie grzeszną rzeczą żywić jakiekolwiek osobiste urazy. Nawet najdotkliwsze osobiste napaści nie powinny nas skłaniać do odwetu. Musimy odpłacać dobrem za zło, „miłować tych, którzy nas nienawidzą, błogosławić tych, którzy nam złorzeczą, i modlić się za tych, którzy nas krzywdzą." Dopiero gdy jest niemożliwe jednocześnie być dla nich życzliwym i oddawać chwałę Bogu, wolno nam zaprzestać życzliwości wobec nich. Gdy Dawid mówi o nienawidzeniu nieprzyjaciół Bożych, było to w okolicznościach, gdy utrzymywanie z nimi przyjaźni byłoby zdradą Prawdy. Święty Jakub powiada: „Czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem?" — a zatem, odwrotnie, oddanie sprawie Bożej jest nieprzyjaźnią ze światem. Lecz żadne osobiste uczucie nie może się w żadnym przypadku wdzierać. Nienawidzimy grzeszników, wymazując ich z naszego widoku, jakby ich nie było, unicestwiając ich w naszych uczuciach. I tak czynić musimy nawet wobec przyjaciół i krewnych, jeśli Bóg tego wymaga. Lecz w żadnym przypadku nie wolno nam pozwalać sobie na urazy ani złość.

2. Dalej, jest zupełnie zgodne z najżarliwszą gorliwością okazywanie uprzejmych posług nieprzyjaciołom Bożym, gdy są w potrzebie. Nie twierdzę, że odmowa tych posług nie może być obowiązkiem w zwykłych okolicznościach; jest bowiem naszym obowiązkiem, jak mówi nam święty Jan w swoim Liście drugim, nie przyjmować ich nawet do domu. Lecz sprawa przedstawia się zupełnie inaczej tam, gdzie ludzie znaleźli się w skrajnym niebezpieczeństwie. Bóg „sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i dobrymi, i zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych." Musimy iść i czynić podobnie, naśladując dobrego Samarytanina; a jak on nie zwracał uwagi na różnicę narodów, gdy Żyd znalazł się w potrzebie, tak samo i my nie powinniśmy brać pod uwagę świadomej herezji ani bezbożności w takich okolicznościach.

3. A dalej, chrześcijanin stroni od grzeszników po to, by im czynić dobro. Czyni to w najszczerszej i najdoskonalszej miłości. Małostkowym i słabym uczuciem jest sprawiać komuś przyjemność tu i teraz, narażając jego duszę. Prawdziwym przyjacielem jest ten, kto mówi wprost i gdy ktoś grzeszy, daje mu do zrozumienia, że grzechem jest zniesmaczony. Kto nie powstaje jako świadek przeciw grzechowi swojego przyjaciela, ten jest „uczestnikiem jego złych uczynków." W tym duchu przemawia Psalmista, gdy po modlitwie do Boga, by „prześladował" bezbożnych „swoją burzą", dodaje: „Napełnij oblicza ich wstydem, aby szukali imienia Twojego, Panie."

Tak więc im gorliwszy jest chrześcijanin, tym bardziej jest miłosierny. Izraelita, gdy wchodził do Kanaanu, nakazane miał nie oszczędzać ani starych, ani młodych; słabi i chorzy nie mieli być wyjątkiem na liście ofiar, których krew miała być przelana. „Ze wszystkich miast tych ludów, które Pan, Bóg twój, daje ci w dziedzictwo, nie zostawisz żywego żadnego, co oddycha." Gdy przeto lud walczył z Sihonem, „wziął wszystkie jego miasta i wytracił do szczętu mężczyzn i kobiety, i dzieci każdego miasta" — „nie pozostawili żadnego, by ocalał." A gdy Jerycho zostało zdobyte, „wytracili wszystko, co było w mieście, mężczyzn i kobiety, starych i młodych, i woły, i owce, i osły, ostrzem miecza." Jakiż to był straszliwy obowiązek, jakiż do głębi serce rozdzierający trud — nieomal wystarczający, by doprowadzić człowieka do szaleństwa, gdyby nie był podtrzymywany mocą Tego, który dał ten rozkaz! A jednak Mojżesz, tak surowo nastawiony do wypełniania woli Bożej, był najłagodniejszym z ludzi. Samuel też, który posłał Saula, by wytracił w Amaleku „mężczyznę i kobietę, niemowlę i niemowlę przy piersi, wołu i owcę, wielbłąda i osła" — był od swej młodości mądrym i niebieskiego usposobienia przewodnikiem i prorokiem Izraela. Dawid, który miał płomienną gorliwość tak wielką, że go wręcz trawiła, był (jak widzimy z jego Psalmów) najbardziej czułego serca i delikatny w uczuciach i myślach. Bez wątpienia, podczas gdy słudzy Boży wykonywali Jego wyroki, mogli jeszcze ze współczuciem i nadzieją pochylać się nad starymi i młodymi, których zabijali mieczem — miłosierni wśród swej surowości — niewyobrażalna bez wątpienia próba wiary i panowania nad sobą, wymagająca niezwykle wzniosłego i szlachetnego ducha, by ją z powodzeniem przebrnąć. Bez wątpienia, gdy zabijali tych, którzy cierpieli za grzechy ojców, myśli ich kierowały się najpierw ku upadkowi Adama, potem ku owej niewidzialnej krainie, gdzie wszystkie nierówności są wyrównane, i powierzali siebie jako narzędzia w ręce Pana, by tajemniczo wyprowadzał dobro ze zła.

I czyż my mamy upadać pod daleko lżejszymi próbami, gdy oni dźwigali cięższe? Oszczędzeni ciężkiej konieczności przebijania włócznią Pinchasa i rąbania Agaga w Gilgal — którym wolno zamiast zadawać ból — go znosić, i „czynić różnicę" zamiast uciekać się do bezkrytycznej surowości — czyż my, jak tchórze, będziemy się uchylać od dźwigania lżejszych brzemion, jakie nakazuje nam Pan i w których On Sam jest nam wzorem? Czy damy się przewrotnie zwieść pozorom uprzejmości lub życzliwości u tych, od których słowo Boże nakazuje nam oddalić się jako od heretyków, rozwiązłych w życiu lub tych, co burzą Kościół? Józef mógł mówić szorstko do swoich braci i traktować ich jak szpiegów, zamknąć jednego z nich w więzieniu i żądać przywiezienia drugiego z Kanaanu — a tymczasem ledwo się hamował i wnętrzności jego rwały się ku nim; i na przemian karał ich i płakał nad nimi. Oby było w nas to wzniosłe usposobienie, splatające surowość z miłością! Rzadko kiedy łączymy surowość i łagodność — kto je jednak potrafi złączyć? Sądzimy, że nie możemy być łagodnymi, nie przestając być surowymi. Kto jest taki, że chodzi przez świat raniąc wedle prawidła gorliwości i swobodnie rozlewając balsam w pełni miłości; karcąc jako obowiązek, a uzdrawiając jako przywilej; kochając najbardziej, gdy wydaje się najsurowszy, i najczulej obejmując tych, którym z pozoru szorstko się sprzeciwia? W jakim my jesteśmy stanie, gdy każdy, kto powtarza jawne groźby naszego Pana i Jego Apostołów wobec grzeszników, lub odważa się bronić anatem Jego Kościoła, uważany jest za bezdusznego raczej niż miłosiernego; gdy ci, którzy oddzielają się od bezbożnego świata, ganieni są jako śmieszni i przesadni, a ci, którzy wyznają prawdę taką, jaka jest w Jezusie, zwani są zawziętymi, gorącogłowymi i nieopanowanymi! A jednak, z Bożą łaską, mając przed sobą historię Starego Testamentu i straszliwą odpłatę, jaka spadła na odstępczy Izrael ku przestrodze dla nas — my, słudzy Chrystusa, nie możemy milczeć wobec tego wielkiego błędu. W imię Chrystusa, naszego Zbawiciela i Pana, który oddał za nas swoje drogie życie i teraz karmi nas swoją własną Krwią, dla dobra dusz, które odkupił, a które fałszywa i okrutna miłość świata chciałaby utrzymywać w nieświadomości i grzechu — nie możemy się powstrzymać; a jeśli Jego Duch Święty jest z nami, jak ufamy, iż jest — cokolwiek się zdarzy, cokolwiek nadchodzi na ten kraj — prawdę mówić będziemy i w mówieniu zwyciężyć musimy; bo On dał nam zwyciężać!

← wróć do odkrywania