HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom III

Kazanie XVIII. Dar Ducha

Gdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Duch Święty i Jego daryŻycie nadprzyrodzone
„My wszyscy, odsłoniętą twarzą oglądając jako w zwierciadle chwałę Pańską, przemieniamy się w ten sam obraz, od chwały do chwały, jako od Ducha Pańskiego."
W skrócie. Newman wykłada naukę o darze Ducha Świętego jako „chwale" wlanej w Kościół: chrześcijański stan łaski nie jest jedynie odpuszczeniem grzechów ani moralną poprawą, lecz realnym uczestnictwem w życiu niebiańskim już tu i teraz. Przez Chrzest zostaje w człowieku ustanowiona Boska Szekina, unosząca go w hierarchii bytów ponad porządek natury. Kazanie wzywa do adorowania tej świętej Obecności i działania zgodnie z jej wymogami w codziennym życiu.

„Oto tajemniczy stan, w jakim stoją chrześcijanie — o ile wolno szerzej się nad nim rozpisywać. Są w niebie, w świecie duchów, i wystawieni na wszelkiego rodzaju niewidzialne wpływy.”

*„My wszyscy, odsłoniętą twarzą oglądając jako w zwierciadle chwałę Pańską, przemieniamy się w ten sam obraz, od chwały do chwały, jako od Ducha Pańskiego."* — 2 Kor 3,18

Mojżesz prosił o jedno: by ujrzeć chwałę Bożą — i pozwolono mu oglądać ją w takiej mierze, że gdy zstąpił z Góry, „skóra jego twarzy promieniała", tak iż lud „bał się przystąpić do niego". Tylko jemu udzielono tego przywileju w sposób tak bezpośredni, i to zaledwie raz jeden; ale dana była obietnica, że w jakimś przyszłym czasie rozciągnie się ona na całą ziemię. Bóg rzekł do niego: „Jako żyję, napełniona będzie chwałą Pańską cała ziemia" — chwałą, którą Izraelici widzieli z rzadka i którą zbeszcześcili. Później prorocy Izajasz i Habakuk przepowiedzieli w podobny sposób, że ziemia będzie napełniona chwałą Pańską i jej poznaniem. Gdy przyszedł Chrystus, obietnice te się spełniły, gdyż „widzieliśmy chwałę Jego" — mówi święty Jan — „chwałę jako Jednorodzonego od Ojca".

W rozdziale, którym kończy się werset-motto, święty Paweł przeciwstawia cienie i zadatki dane pod Prawem — zapowiedź „chwały, która miała nastąpić" po przyjściu Chrystusa — samej tej chwale. Mówi, że on i współapostołowie nie są „jak Mojżesz, który nakładał zasłonę na twarz swoją". Nareszcie chwała Boża w pełnej mierze stała się przywilejem i dziedzictwem wszystkich wierzących, którzy teraz, „odsłoniętą twarzą Chrystusa, Zbawiciela swego, oglądając odbicie chwały Pańskiej", zostają „przemieniani na Jego podobieństwo, od jednej miary chwały do drugiej". Słowa naszego Zbawiciela z Jego ostatniej modlitwy za Apostołów i za wszystkich uczniów, pojętych wraz z nimi, przekazują nam tę samą łaskawą prawdę. Mówi On: „Chwałę, którą Mi dałeś, dałem im".

To chwalebne Rozrządzenie, pod którym Kościół istnieje obecnie, zwane jest przez świętego Pawła w tymże rozdziale „posługą Ducha"; i dalej, w samym wersecie-motto, powiada się, że zostajemy przemienieni w chwalebny obraz Chrystusa „przez Ducha Pańskiego".

A ponadto Kościół, jako w ten sposób uczczony i wywyższony przez obecność Ducha Chrystusowego, zwany jest „Królestwem Bożym", „Królestwem Niebieskim" — jak na przykład przez samego Pana naszego: „Bliskie jest Królestwo Niebieskie"; „Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego".

Pragnę teraz poczynić kilka uwag na temat tego szczególnego daru Rozrządzenia Ewangelicznego, który — jak w przytoczonych wyżej miejscach — określany jest jako dar „Ducha", dar „chwały", i przez który Kościół stał się tym, czym przedtem nie był: Królestwem Niebieskim.

I tu, zanim przystąpię do przedmiotu, chciałbym zauważyć, że podobnie jak jest pewien sens, w jakim udzielenie chwały nastąpiło już pod Prawem — mianowicie przez cuda (jak gdy Izraelici są potępiani za to, że „widzieli chwałę Pańską i Jego cuda", a „nie usłuchali głosu Jego") — tak samo pod innym względem chwała ta należy wyłącznie do obiecanej szczęśliwości przyszłej. Niemniej istnieje właściwy i wystarczający sens, w jakim przypisywana jest Kościołowi chrześcijańskiemu, i o to właśnie chodzi nam teraz.

**1.** Po pierwsze, pewien wgląd w moc słowa „chwała" jako naszego obecnego przywileju daje rozważenie znaczenia tytułu „Królestwo Niebieskie", który — jak właśnie powiedziano — przysługuje Kościołowi od czasu przyjścia Chrystusa. Kościół nosi tę nazwę jako dziedziniec i władztwo Boga Wszechmogącego, który wycofał swą królewską obecność z ziemi, gdy człowiek zgrzeszył. Nie znaczy to, by w jakiejkolwiek epoce nie dawał On o sobie świadectwa; lecz nawet w swoich najłaskawszych objawieniach zachowywał się jakby w kraju nieprzyjacielskim — „jak przybysz w ziemi, jak wędrowiec, który skręca, by przenocować". Gdy jednak Chrystus pojednał Go z upadłymi stworzeniami Jego, powrócił On wedle przepowiedni: „Zamieszkam pośród nich i będę chodził wśród nich; pośrodku nich na wieki ustanowię przybytek mój". Od tego czasu istnieje prawdziwe niebo na ziemi, w wypełnieniu widzenia Jakubowego. Odtąd Kościół nie był już cielesnym ustanowieniem, zbudowanym z przemijającego tworzywa, na podobieństwo żydowskiego Przybytku, który był typem Rozrządzenia, do którego należał. Stał się „królestwem, które wzruszyć się nie da", uświęconym, oczyszczonym i uduchowionym przez przelanie w nim krwi Chrystusowej. Stał się ponownie integralną częścią owego niewidzialnego, lecz rzeczywiście istniejącego świata, w którym „Pan jest światłością wieczną"; i trwa we wspólnocie ze szczęśliwymi jego mieszkańcami. Święty Paweł tak opisuje go w Liście do Hebrajczyków: „Przystąpiliście do góry Syon" — do prawdziwej „góry domu Pańskiego", której typem była ziemska Syjon — „i do miasta Boga żywego, Jeruzalem niebieskiego"; to jest, jak gdzie indziej je zwie, „Jeruzalem, które jest w górze", lub jak powiada w innym miejscu: „nasze obywatelstwo jest w niebie"; „i do niezliczonego zgromadzenia Aniołów, do uroczystego zebrania i Kościoła Pierworodnych, zapisanych w niebiosach, i do Boga, Sędziego wszystkich, i do duchów sprawiedliwych uczynionych doskonałymi, i do Jezusa, pośrednika Nowego Przymierza, i do krwi pokropienia, która przemawia lepiej aniżeli krew Abla".

Skoro więc Kościół chrześcijański jest niebem na ziemi, nie ma nic dziwnego w tym, że w pewnym sensie jego wyróżniającym przywilejem lub darem jest chwała — jest to bowiem jedyny przymiot, który zawsze wiążemy z naszym wyobrażeniem o samym Niebie, zgodnie z biblijnymi wskazaniami co do jego natury. Chwałę tutaj można sobie wyobrazić, rozważając to, w co wierzymy o chwale przyszłej.

**2.** Następnie, jeśli rozważymy różnorodność i dostojeństwo darów udzielanych przez Ducha, zdołamy dostrzec po części, dlaczego nasz stan pod Ewangelią nazywany jest stanem chwały. Nie jest rzadkością w dzisiejszych czasach dzielenie działań Ducha Świętego w Kościele na dwa rodzaje: cudowne i moralne. Przez cudowne rozumie się te, które Duch okazał w pierwszych wiekach Ewangelii — dziwne znaki wykraczające poza porządek natury, zwrócone do naszych zmysłów: jak dar uzdrawiania, wskrzeszania umarłych i tym podobne; albo też mówienie językami czy dar proroctwa. Z drugiej strony przez działania lub wpływy moralne rozumie się te, które oddziałują na nasze umysły i uzdalniają nas do bycia tym, czym inaczej być nie mogliśmy — świętymi i przyjętymi we wszystkich gałęziach charakteru chrześcijańskiego; jednym słowem wszystkie te działania, które zmierzają ku Uświęceniu, jak je się nazywa. Te odrębne dzieła Ducha Świętego, rozpatrywane w ich skutkach, zwykło się nazywać nadzwyczajnymi i zwyczajnymi, czyli darami i łaskami; a zwykło się też mawiać, że dary ustały i pozostały nam jedynie łaski; stąd też zwęża się obecną „posługę Ducha" do pewnych wpływów na naszą moralną naturę, do urzędu odmieniania, odnawiania, oczyszczania serca i umysłu, wszczepiania dobrej woli, udzielania poznania naszego obowiązku i mocy jego wypełniania, oraz rozwijania i dojrzewania w nas wszelkich prawych pragnień i nawyków, i prowadzenia nas ku wszelkim świętym uczynkom. Otóż wszystkie te wpływy i działania z pewnością należą do „posługi Ducha"; lecz w jakim właściwym sensie jakiekolwiek skutki sprawowane w nas mogą być nazwane „chwałą"? Dodajcie do nich cuda, które teraz ustały, a uzyskacie istotnie bardziej zrozumiałe znaczenie tego słowa — lecz nawet wtedy nie żadne znaczenie właściwe wyłącznie Ewangelii. Kościół żydowski był obdarowany trwalszą nadludzką obecnością niż chrześcijański i równie przemożnymi cudami, a jednak nie posiadał tego przywileju chwały. Ponadto patriarchowie i nauczyciele Izraela dosięgali stopni uświęcenia równie daleko przerastających nasze możliwości zmierzenia, jak te osiągnięte przez Apostołów i Męczenników pod Ewangelią; i zdaje się, że wedle wszelkich ludzkich pozorów rzeczywiste uświęcenie ogółu chrześcijan nie jest ani prawdziwsze, ani doskonalsze od uświęcenia Żydów. Jak więc my jesteśmy w stanie chwały, a Kościół żydowski — nie? Przyznawszy tedy, że dar Ducha wzmiankowany w Piśmie Świętym obejmuje w sobie zarówno cuda pierwszych wieków, jak i wpływy łaski; przyznawszy też, że uświęcająca łaska udzielona każdemu chrześcijaninowi dana jest z daleko większą pełnią, różnorodnością i mocą, niż była udzielana Żydom (niezależnie od tego, czy ostatecznie bywa dławiona, czy nie); przyznawszy wreszcie, że świętość jest rzeczywiście cechą charakterystyczną owego daru, który Duch Święty teraz rozdziela, podobnie jak cuda były jego zewnętrznym objawieniem w pierwszych wiekach — to wszystko jeszcze nie stanowi wystarczającego opisu owego daru; nie jest równoważne naszemu wielkiemu ewangelicznemu przywilejowi, który jest czymś głębszym, szerszym i bardziej tajemniczym, choć obejmuje w sobie zarówno cuda, jak i łaski. Prawda jest taka, że Duch Święty zamieszkał w Kościele w różnorodności darów jako Duch siedmioraki. Na przykład: czy dar nieśmiertelności ciała jest cudowny, czy moralny? W potocznym sensie tych słów — żaden; a jednak jest to dar udzielony nam w tym życiu mocą Ducha Świętego, zgodnie z tekstami: „ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego" i „Ten, który wskrzesił Chrystusa z martwych, ożywi i wasze śmiertelne ciała przez mieszkającego w was Ducha swego". Dalej: czy usprawiedliwienie, czyli zastosowanie zasług Chrystusa do duszy, jest moralne, czy cudowne? Żadne z tych dwojga; a jednak powiedziane jest nam, że jesteśmy „obmyci, uświęceni, usprawiedliwieni w imię Pana Jezusa i przez Ducha Boga naszego". Albo też: czy dar Ducha Świętego w Sakramencie Święceń jest cudowny, czy moralny? Nie jest ani jednym, ani drugim, lecz nadprzyrodzoną mocą skutecznego posługiwania w sprawach świętych. I jeszcze: czy zjednoczenie z Chrystusem jest cudowne, czy moralne? Przeciwnie — jest to realne, lecz tajemnicze zjednoczenie natury z Nim, zgodnie ze słowami: „jesteśmy członkami ciała Jego, z ciała Jego i z kości Jego". Takie rozważania mogą nam dać nieco głębszy pogląd na charakter owego Daru, który towarzyszy obecności Ducha Świętego w Kościele i który nazywany jest darem chwały, niż pogląd na ogół przyjmowany. Nie powiem, by to, co właśnie powiedziano, wystarczyło do jego zdefiniowania; owszem, utrzymuję, że nie może on być zdefiniowany. Nie może być ograniczony; nie może być podzielony i wyczerpany przez podział. Na tym właśnie polega błąd podziału na cudowny i moralny — jakkolwiek pożyteczny dla pewnych celów — że rości sobie pretensję do ogarnięcia tego, co jest w rzeczywistości niezgłębione i niepojęte. Chciałbym uniknąć tego samego błędu, a przytoczone przykłady mogą temu celowi służyć, poszerzając nasz ogląd, nie zawężając go. Dar ten określony jest w Piśmie Świętym nieostrym i tajemniczym mianem „chwały"; a wszelkie opisy, jakie możemy o nim dać, mogą tylko — i powinny tylko — rozpraszać się w tajemnicę.

**3.** Może jednak zostać zakwestionowane, czy dar Ducha, jakim teraz władamy, jest rzeczywiście tym mianem nazywany. Aby uczynić to zupełnie jasnym, przytoczę tu szereg miejsc z Pisma po kolei, w uzupełnieniu tych, od których zacząłem; i pragnę, byście zwrócili uwagę na to, jak ścisły i nieustanny jest związek, w jakim występują słowa „Duch", „chwała" i „niebo".

„Duch chwały i Duch Boży spoczywa na was."

„A Bóg wszelkiej łaski, który was powołał do wiecznej swej chwały w Chrystusie Jezusie, gdy przez chwilę ucierpiecie, sam was udoskonali."

„Gdyż boska Jego moc udzieliła nam wszystkiego, co potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie Tego, który nas powołał swoją chwałą i doskonałością."

„Których przeznaczył, tych i powołał; a których powołał, tych i usprawiedliwił; a których usprawiedliwił, tych i uwielbił."

„Głosimy mądrość Bożą w tajemnicy, mądrość ukrytą, którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej… Czego oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani w serce człowieka nie wstąpiło, co Bóg przygotował tym, którzy Go miłują… Człowiek cielesny nie przyjmuje rzeczy Ducha Bożego, bo są mu głupstwem i nie może ich poznać, ponieważ rozsądza się je duchowo."

„Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym w miejscach niebiańskich w Chrystusie."

„[Modlę się,] aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam Ducha mądrości i objawienia w poznaniu Jego; oświecone oczy umysłu waszego, abyście wiedzieli, czym jest nadzieja powołania Jego i czym jest bogactwo chwały dziedzictwa Jego w świętych, i czym jest przemożna wielkość mocy Jego względem nas wierzących — według działania potęgi Jego mocy, której użył w Chrystusie, gdy wzbudził Go z martwych."

„Bóg, bogaty w miłosierdzie, dla wielkiej swej miłości, którą nas umiłował, i nas, gdy byliśmy umarłymi przez grzechy, ożywił razem z Chrystusem (łaską jesteście zbawieni) i razem wzbudził, i razem posadził w miejscach niebiańskich w Chrystusie Jezusie… Przez Niego bowiem jedni i drudzy mamy dostęp przez jednego Ducha do Ojca… W którym [Chrystusie] i wy jesteście razem współzbudowani na mieszkanie Boże przez Ducha."

„[Modlę się,] aby dał wam według bogactwa swej chwały, wzmocnić się mocą przez Ducha swego w wewnętrznym człowieku; aby Chrystus zamieszkał przez wiarę w sercach waszych; abyście zakorzenieni i ugruntowani w miłości, zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i głębokość, i wysokość; i poznać miłość Chrystusową, przewyższającą wszelkie poznanie, abyście zostali napełnieni wszelką pełnością Bożą."

„Chrystus umiłował Kościół i siebie samego za niego wydał, aby go uświęcić, oczyściwszy go obmyciem wodą w słowie; aby sam sobie przedstawić chwalebny Kościół, nie mający zmazy ani zmarszczki, ani czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany."

„Niemożliwością bowiem jest, żeby ci, którzy raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebieskiego, i stali się uczestnikami Ducha Świętego, i zakosztowali dobrego słowa Bożego i mocy wieku przyszłego, gdyby upadli, znów odnowili się ku nawróceniu."

Pragnę, byście zwrócili szczególną uwagę na ten ostatni ustęp, który, mówiąc o tych, którzy sprzeciwiają się łasce Bożej, przechodzi przez różne cechy lub określenia chwały, jaką tracą: oświecenie, dar niebieski, Duch Święty, Słowo Boże, moce wieku przyszłego — wszystko to oznacza to samo, widziane w różnym świetle: ów niewymowny przywilej ewangeliczny, który jest zadatkiem i cząstką chwały niebieskiej, świętości i szczęśliwości Aniołów — obecnym wejściem w świat przyszły, otwartym na nasze dusze przez uczestnictwo w Słowie Wcielonym, udzielanym nam przez Ducha Świętego.

Oto tajemniczy stan, w jakim stoją chrześcijanie — o ile wolno szerzej się nad nim rozpisywać. Są w niebie, w świecie duchów, i wystawieni na wszelkiego rodzaju niewidzialne wpływy. „Ich obywatelstwo jest w niebie"; żyją wśród Aniołów i są w zasięgu (że tak powiem) świętych odeszłych. Są sługami przed tronem ich pojednania Ojca — „królami i kapłanami Boga", mającymi szaty swoje opłukane we krwi Baranka i uświęconymi jako świątynie Ducha Świętego. I dlatego rozumiemy nieco, co oznacza troska świętego Pawła, by jego bracia pojęli „szerokość i długość", „bogactwo" chwalebnego dziedzictwa, którego używali; i rozumiemy jego dobitne stwierdzenie, że „człowiek cielesny" nie może go „rozeznać".

Jeśli powrócimy teraz do słów naszego Zbawiciela już przytoczonych, spostrzeżemy, że to wszystko, co Apostołowie powiedzieli w swoich Listach, jest jedynie rozwinięciem dwóch krótkich zdań Jego: „Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść, ani też — jak powiedziano nieco wcześniej — ujrzeć Królestwa Bożego" oraz „Chwałę, którą Mi dałeś, dałem im". Co do tych tekstów czynię następujące dodatkowe uwagi. Gdy Nikodem powątpiewał o twierdzeniu Pana naszego, że narodzenie z Ducha jest wejściem do Jego królestwa, rzekł On: „Jeśli wam powiedziałem rzeczy ziemskie, a nie wierzycie, jakżeż uwierzycie, gdy wam będę mówił o niebiańskich? A nikt nie wstąpił do nieba, tylko Ten, który zstąpił z nieba, Syn Człowieczy, który jest w niebie." Słowami tymi Pan nasz wyraźnie wyjawia, że w pewien tajemniczy sposób On, Syn Człowieczy, był rzeczywiście w niebie, gdy — podług oczu ludzkich — widziano Go jako przebywającego na ziemi. Jego mowa zdaje się biec w ten sposób: „Czy gorszy się wam nauka o nowych narodzinach duszy do Królestwa Bożego? Choć tak wzniosła, jest tylko ziemską prawdą w porównaniu z innymi, które Ja, jako przychodzący z nieba, mógłbym wyjawić. Tajemnicą jest, jak odrodzony człowiek może być obywatelem królestwa niebieskiego — lecz Ja sam, który mówię, jestem w tej chwili również w niebie, i to w tej mojej naturze ludzkiej." W ten sposób większa Tajemnica Wcielenia zostaje uczyniona powłoką i rękojmią dla nas tajemnicy nowego narodzenia. Jako On był w niebie w sposób niewymowny nawet „w dniach swego ciała", tak i my — w naszej mierze; zgodnie ze słowami Jego modlitwy, by uczniowie Jego „wszyscy byli jedno: jako Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, tak aby i oni byli jedno w Nas".

Był On jednak raczył objawić tę wzniosłą prawdę wyraźniej przy pewnej późniejszej sposobności — mianowicie przy Swym Przemienieniu. Niejednemu ta część Świętych Dziejów może się była wydawała pozbawiona celu i sensu. Było to w pewnym sensie cudem; lecz nie miało ani dobroczyńczego celu, ani trwałego następstwa, co jest właściwe cudom Pana naszego, i dokonało się prywatnie. Ale z pewnością ma charakter doktrynalny, będąc niczym mniej jak figuralnym przedstawieniem błogosławionej prawdy zawartej w rozpatrywanych tekstach — wizją chwalebnego Królestwa, które ustanowił na ziemi przyszedłszy. Powiedział do Apostołów: „Zaprawdę powiadam wam: są tu niektórzy z tych, którzy stoją, co nie zaznają śmierci, aż ujrzą Królestwo Boże." Potem, „po sześciu dniach zabrał Jezus Piotra, Jakuba i Jana, brata jego, i zaprowadził ich na górę wysoką osobno; i przemienił się przed nimi. I gdy się modlił, zmieniła się postać oblicza Jego, a szata Jego stała się biała i lśniąca. I jaśniało oblicze Jego jak słońce, a szaty Jego stały się białe jak światłość… A oto rozmawiali z Nim dwaj mężowie — Mojżesz i Eliasz — którzy ukazali się w chwale… Piotr zaś i ci, którzy byli z nim, byli ciężcy od snu; a ocknąwszy się, ujrzeli chwałę Jego." Oto jest Królestwo Boże: Chrystus jako jego centrum, Jego chwała jako jego światłość, Sprawiedliwi uczynieni doskonałymi jako Jego towarzysze, a Apostołowie — Jego świadkowie dla braci. Urzeczywistnia ono to, co dawni Święci widzieli przelotnie — Jakub w Betel, Mojżesz na Synaju.

Skoro tedy tak wielka jest szczególna chwała i „grozawość", jaka przysługuje Kościołowi chrześcijańskiemu, można zapytać: w jakiej mierze dar ten jest udzielany każdemu indywidualnemu członkowi Kościoła? Udzielany jest każdemu członkowi przy jego Chrzcie; co można jasno wnioskować ze słów Pana naszego, który w rozmowie z Nikodemem czyni narodzenie z Ducha — które zarazem deklaruje jako dokonywane przez Chrzest — jedynym środkiem wejścia do swego Królestwa; tak że jeśli ktoś nie jest „narodzony z wody i z Ducha", w żadnym sensie nie jest członkiem Jego Królestwa. Przez to nowe narodzenie Boska Szekina zostaje ustanowiona w człowieku, przenikając duszę i ciało, oddzielając go naprawdę — nie tylko z nazwy — od tych, którzy nie są chrześcijanami, unosząc go w hierarchii bytów, przyciągając i rozbudzając ku życiu to, cokolwiek pozostaje w nim z wyższej natury, i udzielając mu, we właściwym czasie i mierze, swej własnej przedziwnej i niebieskiej cnoty. I tak, gdy on starannie pielęgnuje ten Dar, zostaje — wedle słów tekstu — „przemieniany od chwały do chwały, przez Ducha Pańskiego". Jeśli zaś Dar napotyka opór, stopniowo wycofuje swą obecność; a będąc udaremnionym w swym głównym celu — uświęceniu naszej natury — traci się także co do innych korzyści, jakie niesie. Taką zdaje się być zasada, wedle której działa Wszechmogący Dawca; i gdybyśmy mogli widzieć dusze ludzkie, ujrzelibyśmy je zapewne w ten oto sposób: niemowlęta dopiero ochrzczone — jasne jak Cheruby, niby płomienie ognia wznoszące się ku niebu w ofierze Bogu; potem, gdy przechodzą z dzieciństwa w wiek męski, światło w nich gasnące bądź tężejące, stosownie do każdego przypadku; natomiast dorosłych mężczyzn większość, niestety, mogłaby ukazywać jedynie straszliwe ślady tego, że Pan niegdyś był wśród nich — tylko tu i ówdzie jacyś rozproszeni świadkowie dla Chrystusa pozostający, i to też wszyscy poorani bliznami grzechu.

Na zakończenie: pożądane byłoby, gdyby poglądy, które wam przedstawiałem — będące w swej istocie, ufam, poglądami Kościoła Powszechnego od początku — szerzej były rozumiane i przyjmowane wśród nas. Pod błogosławieństwem Bożym położyłyby one kres wielu przejawom entuzjazmu, który szerzy się ze wszystkich stron, a mogłyby zarazem przyczynić się do rozproszenia owych zimnych i zwykłych pojęć o religii, które stanowią przeciwną skrajność. Dopóki nie rozumiemy, że dary łaski są niewidzialne, nadprzyrodzone i tajemnicze, musimy wybierać między wyjaśnianiem na opak wzniosłych i żarliwych wyrażeń Pisma Świętego a nadawaniem im owej pochopnej, nieuszanowanej i zarozumiałej wykładni, która jest jednym z głównych błędów naszych czasów. Ludzie umysłu rozbudzonego i wrażliwego, wiedzący z Pisma Świętego, że dar Ducha Świętego jest czymś wielkim i nieziemskim, niezadowoleni z ubogich pojęć ogółu, nie wiedząc jednak, gdzie szukać tego, czego potrzebują — wiodą ich ku temu, by życie chrześcijanina, które „ukryte jest z Chrystusem w Bogu", umieszczali w rodzaju religijnego uniesienia, w wyszukanej pobudliwości na tematy święte, w namiętnych myślach, miękkim i rozlazłym tonie uczucia oraz w przesadnym wyznawaniu tego wszystkiego w rozmowie. I dalej, z tej samej przyczyny — z nieznajomości nadprzyrodzonego charakteru Niebiańskiego Daru — usiłują mierzyć go u siebie wzajemnie według jego zmysłowych skutków i za chrześcijan uważają jedynie tych, których sądzą, że mogą rozpoznać jako takich po wyznaniu, języku i postawie. Z drugiej strony, ludzie rozsądni i trzeźwi, oburzeni takimi ekscesami, godzą się z mniemaniem, że dar Ducha Świętego był niemal wyłączną własnością czasów apostolskich, i że teraz co najwyżej czyni z nas porządnych i spokojnych członków społeczeństwa; przywileje zaś przyznane nam w Piśmie Świętym są — jak sądzą — jedynie natury zewnętrznej: wykształcenie i tym podobne, lub co najwyżej przebaczenie grzechów naszych i dopuszczenie do łaski Bożej — bez żadnych rzeczywistych i wrodzonych mocy udzielonych nam samym. Oto skutki, jakie naturalnie wynikają, gdy z tej czy innej przyczyny zaciemniają się jakiekolwiek nauki objawione w miłosierdziu dla naszych potrzeb. Umysł chwyta słowa żywota i usiłuje je pojąć; pozbawiony ich prawdziwego sensu, szuka w tej lub owej postaci błędu — stosownie do okoliczności — zamiast prawdy, jako rodzaju zastępczego zadośćuczynienia.

Jeśli chodzi o nas: w miarę jak urzeczywistniamy ów wyższy pogląd na ten przedmiot, który możemy pokornie ufać, że jest prawdziwym, starajmy się postępować wedle niego. Adorujmy Świętą Obecność w nas z wszelką bojaźnią i „weselmy się z drżeniem". Składajmy w ofierze Mu nasze najlepsze dary — Temu, który zamiast nas brzydzić się nami, zamieszkał w tych grzesznych sercach naszych. Modlitwa, chwała i dziękczynienie, „dobre uczynki i jałmużny", śmiałe i prawdziwe wyznanie wiary i chodzenie w zaparciu się siebie — oto rytuał kultu, przez który służymy Mu w tych Jego Świątyniach. Jak poszczególne i konkretne uczynki wiary przyczyniają się do naszego ostatecznego przyjęcia, nie wiemy; nie wiemy też, jak skutkują one w przemienianiu naszych woli i charakterów — a jednak, przez łaskę Bożą, czynią to z pewnością. Wiemy tylko tyle, że gdy w nich wytrwamy, wewnętrzna światłość rośnie jaśniej i jaśniej, i Bóg objawia się w nas w sposób, którego świat nie zna. W tym tedy polega cały nasz obowiązek: po pierwsze, w kontemplowaniu Boga Wszechmogącego — jako w niebie, tak i w sercach i duszach naszych; a po drugie, gdy Go kontemplujemy, w działaniu względem Niego i dla Niego w uczynkach każdego dnia; w wpatrywaniu się wiarą w Jego chwałę zewnątrz i wewnątrz nas, i w uznawaniu jej przez nasze posłuszeństwo. W ten sposób złączymy wyobrażenia najwznioślejsze co do Jego majestatu i dobroci ku nam z posługą Mu najpokorniejszą, najdrobniejszą i pozbawioną wszelkiej ostentacji.

Na koniec: nauka, nad którą się zatrzymywałem, nie może nie rodzić w nas głębszych i bardziej pełnych czci uczuć wobec Kościoła Chrystusowego jako Jego szczególnego miejsca zamieszkania. Oczywiste jest, że jesteśmy w stanie daleko niezwyklejszym, niż jesteśmy tego w ogóle świadomi. Tłum tego nie rozumie. Tak samo było niegdyś w Izraelu. Nadszedł czas, gdy nawet w Betel, gdzie Bóg udzielił już ostrzeżenia przed taką ciemnotą, sami mieszkańcy tego miasta „szydzili" z Jego proroka, nie domyślając się wcale, że ów ma przy sobie płaszcz Eliasza. W późniejszą epokę prorok Ezechiel był wezwany, by prorokować ludowi „bez względu na to, czy będą słuchać, czy też nie będą słuchać"; i dodane było: „a oni, czy będą słuchać, czy też nie będą słuchać — będą wiedzieć, że prorok był wśród nich".

Nie lękajmy się więc być garstką pośród wielu w naszym przekonaniu. Nie lękajmy się sprzeciwu, podejrzeń, urągania ani pośmiewiska. Bóg widzi nas; a Aniołowie Jego — oni patrzą. Wiedzą, że mamy rację, i świadczą o nas; a „jeszcze tylko chwilę — a Ten, który ma przyjść, przyjdzie i nie będzie zwlekał. A sprawiedliwy z wiary żyć będzie".

---

← wróć do odkrywania