*„Przez jednego Ducha wszyscy jesteśmy ochrzczeni w jedno Ciało."* — 1 Kor 12,13
Jak jeden jest Duch Święty, tak jedno tylko jest widzialne Ciało chrześcijan, które Bóg Wszechmogący „zna po imieniu", i jeden Chrzest, który do niego wprowadza. Wynika to ze słów tekstu, które są niemal równoległe do słów świętego Pawła do Efezjan: „Jedno jest Ciało i jeden Duch, jeden Chrzest." Lecz tekst uczy nas czegoś więcej; nie tylko tego, że Duch Święty przebywa w Kościele i że Chrzest wprowadza do niego, ale że Duch Święty wprowadza przez Chrzest — że Duch Święty chrzci; innymi słowy, że każdy poszczególny członek otrzymuje dar Ducha Świętego jako wstępny krok, jako warunek albo środek swego włączenia do Kościoła; lub też, wedle słów naszego Zbawiciela, że nikt nie może doń wstąpić inaczej, jak tylko przez odrodzenie.
A jest to o wiele więcej, niż wielu ludzi gotowych jest przyznać; ich największą ustępliwością jest stwierdzenie, że Kościół posiada w sobie obecność Ducha Świętego, i że dlatego przebywać w Kościele znaczy przebywać w tym, co ma obecność Ducha Świętego — znaczy tedy trwać niejako na drodze Ducha, co nie może nie być stanem łaski i przywileju; lecz że Duch Święty dany jest niemowlętom, jedno po drugim, w chwili Chrztu — tego przyjąć nie chcą. A przecież można by sądzić, że słowa tekstu nie mogą być jaśniejszym dowodem tej prawdy; oni jednak jej nie przyjmują.
Ten niepełny pogląd na sakrament Chrztu — bo tak właśnie muszę go bez wahania nazwać — zostanie teraz rozpatrzony, i to w związku z popularnym argumentem za Chrztem niemowląt, który, jakkolwiek w swoim właściwym miejscu jak najbardziej słuszny, jest jednak w naszych czasach ledwie pożyteczny, jako że zdaje się popierać błąd, o którym mowa. Mam na myśli rzekome podobieństwo między Chrztem a Obrzezaniem.
Nie można zaprzeczyć, że Obrzezanie w pewnych ważnych względach przypomina Chrzest i że można, owszem nawet z pożytkiem, powoływać się na nie w celu objaśnienia Chrztu. Obrzezanie było wejściem do Przymierza żydowskiego i wyrażało wyrzeczenie się ciała. Pod tymi względami przypomina Chrzest; stąd też przysłużyło się w argumentacji za Chrztem niemowląt, jako że samo było udzielane niemowlętom. Lecz choć przypomina Chrzest w pewnych względach, w innych — ważniejszych — różni się od niego. Kiedy zatem okazuje się, że jest to główny i szczególnie chętnie stosowany argument na rzecz Chrztu niemowląt wśród chrześcijan, jest pewien powód do troski, by okoliczność ta nie oznaczała lub nie wprowadzała niedostatecznych poglądów na sakrament chrześcijański. Obawa ta, lękam się, jest dzisiaj uzasadniona.
Udzielamy Chrztu niemowlętom przede wszystkim dlatego, że Kościół zawsze tak czynił; a pomijając już obowiązek przestrzegania i przekazywania tego, co otrzymaliśmy — w przypadku tak wielkiego przywileju jak Chrzest bylibyśmy zaiste niewdzięczni i nieczuli, gdybyśmy nie dawali naszym dzieciom dobrodziejstwa tego zwyczaju, choćby Pismo Święte nie mówiło o tym ani słowa, byleby nie mówiło nic przeciwnego. Ale niezależnie od tego uważamy, że w słowach naszego Zbawiciela znajdujemy nakaz przyprowadzania dzieci do Niego po Jego błogosławieństwo. Powiedział On nadto, że mają one być członkami Jego Królestwa; że Chrzest jest jedynym wejściem — nowym narodzeniem do niego. Udzielamy przeto Chrztu dzieciom jako pewnego dobra dla ich dusz.
Lecz kiedy ludzie odmawiają przyjęcia nauki o odrodzeniu chrzcielnym w przypadku niemowląt, szukają wówczas sposobu, by obronić Chrzest niemowląt, którego — może z przyzwyczajenia, dobrego uczucia lub innych przyczyn — nie chcą porzucić. Zwykłym i zrozumiałym uzasadnieniem Chrztu niemowląt jest zapewnienie im odpuszczenia grzechów i daru Ducha Świętego — odrodzenia: lecz jeśli ten święty przywilej nie jest im w Chrzcie dany, można zapytać, po co w ogóle udzielać im Chrztu? Dlaczego nie poczekać, aż będą mogli rozumieć sens obrzędu i sami będą mogli mieć wiarę i pokutę? Z pewnością wydaje się to postępowaniem bardzo zawiłym i nierozumnym: najpierw kłaść nacisk na konieczność pokuty i wiary u osób przystępujących do Chrztu, a potem udzielać Chrztu powszechnie w taki sposób, by wykluczyć możliwość posiadania przez nich pokuty i wiary. Mówię, byłoby to dziwne i niekonsekwentne, gdyby Chrzest sam w sobie nie był tak bezpośrednim dobrodziejstwem, że gdy rodzice domagają się go dla swych dzieci, wszelkie abstrakcyjne reguły muszą — z miłości — koniecznie ustąpić. Udzielamy go zawsze wtedy, gdy nie napotykamy u przyjmującego jakiejś rzeczywistej przeszkody, która mogłaby umniejszyć jego skuteczność — podobnie jak dajemy lekarstwo chorym. W przeciwnym razie zarzut jest słuszny; i rzeczywiście, ludzie przenikliwi, którzy przeczą jego odradzającej mocy w przypadku niemowląt, dochodzą nieraz do wniosku, że udzielanie go dzieciom jest aktem zbędnym i natarczywym, ba, profanacją świętej instytucji. Wydaje im się drwiną chrzcić niemowlęta; marnowaniem budującego obrzędu — by nie rzec sakramentu — na tych, którzy nie mogą go pojąć ani z niego skorzystać; i prawdę mówiąc, ich wniosek wydaje się rozumny i prostolinijny, jeśli przyjmiemy ich przesłanki. Zdaje się bowiem, że ci, którzy przeczą odrodzeniu niemowląt, powinni — gdyby byli konsekwentni (czego na szczęście nie są) — powstrzymać się od ich chrzczenia. Zaiste, jeśli trzymamy się Pisma Świętego, kwestia jest rozstrzygnięta od razu; nikt bowiem nie może zaprzeczyć, że w Piśmie Świętym mówi się o wiele więcej na rzecz związku między Chrztem a łaską Bożą niż o obowiązku Chrztu niemowląt. Można by wymienić niezmiernie mało miejsc w Nowym Testamencie, gdzie Chrzest jest wzmiankowany bez bezpośredniej lub pośredniej mowy o wpływach duchowych. Jakie mamy prawo rozdzielać to, co Bóg połączył? Zwłaszcza że z drugiej strony nie można wskazać tekstu, który wyraźnie nakazywałby Chrzest niemowląt. Jeśli nauka i praktyka są nie do pogodzenia — chrzcielne odrodzenie i Chrzest niemowląt — niechaj ustąpi praktyka, której nie ma w Piśmie Świętym, nauce, która w nim jest; i niechaj nam — jeśli możemy to znieść — pozbawimy niemowlęta Chrztu, a nie Chrzest jego nadprzyrodzonej mocy. Raczej idźmy wbrew Tradycji niż wbrew Pismu Świętemu. A ponieważ ta właśnie trudność spada na tych, którzy przeczą Odrodzeniu, chcąc jednocześnie zachować Chrzest niemowląt, zobaczmy teraz, jak ją pokonują.
Nie musimy zakładać, że wszystko, co tu wyłożyłem, przechodzi przez umysł każdego, kto zaprzecza odrodzeniu niemowląt w Chrzcie; bez wątpienia jednak zakłada to pewne procesy myślenia, które może być dla nas pożyteczne prześledzić. Przy tym rozumieniu zauważam, że częściowo zakładane, a częściowo rzeczywiste podobieństwo Obrzezania służy w istocie — czy to sobie uświadamiają, czy nie — jako swego rodzaju schronienie dla tych, którzy zajęli tę pośrednią pozycję między katolicką nauką a heretycką praktyką. Korzystają oni z przykładu Obrzezania jako dowodu na to, że ustanowienie Boże nie musi przekazywać łaski, choć wprowadza do stanu łaski; i argumentują na podstawie analogii między Obrzezaniem a Chrztem, że to, co miało miejsce w przypadku ustanowienia mozaicznego, dotyczy również chrześcijańskiego. Obrzezanie dopuszczało do pewnych przywilejów, do środków łaski, do nauczania i tym podobnych; Chrzest, ich zdaniem, czyni to samo i nic ponadto. Ma też te same co Obrzezanie pożytki: uczy konieczności wewnętrznego uświęcenia i sugeruje pierwotny zdeprawowany stan naszej natury. Podobnie też powinien być udzielany niemowlętom, jako że Obrzezanie było tak udzielane za Prawa.
Nie przeczę, że pogląd ten jest wewnętrznie spójny i pozornie przekonujący. I byłby w pełni zadowalający jako pogląd, gdyby był Skrypturystyczny. Lecz oczywisty zarzut wobec niego polega na tym, że Chrystus i Jego Apostołowie przypisują ustanowieniu Chrztu łaskę, jakiej w Starym Testamencie nie przypisywano Obrzezaniu — a to właśnie jest różnica, która sprawia, że to drugie jest zwykłym obrzędem, a pierwsze sakramentem; i jeśli tak jest, niczemu to nie służy, by budować argument na założeniu, że obydwa ustanowienia są dokładnie tym samym.
Zaiste, w znacznej mierze zapomnieliśmy o różnicy między ustanowieniami żydowskimi a chrześcijańskimi. Mówiono niegdyś, za świętym Pawłem: „Prawo ma cień, Ewangelia — obraz, niebo — rzeczywistość"; innymi słowy, że z owych dóbr niebieskich, które prefigurowało Żydowskie Dispensacja, Dispensacja Chrześcijańska udziela pewnej cząstki lub zadatku. Na tym polega różnica między naszym obrzędem a mozaicznym. Obrzędy żydowskie nie miały w sobie żadnej substancji błogosławieństwa; były jedynie zewnętrznymi znakam i typami duchowych przywilejów. Nie było w nich „łaski i prawdy". Gdy przyszedł Boski Antytup, były one po prostu i jedynie na przeszkodzie; jedynie zasłaniały przed okiem wiary rzeczywistość, w której objawieniu służyły. Były jak poprzednicy w procesji, którzy, ogłosiwszy przybycie swego Księcia, muszą sami ustąpić, bo inaczej zagrozą jego przejściu. Nie one jedne, lecz wszelkie czysto zewnętrzne obrzędy stały się wówczas na zawsze nie na czasie, jako zwykłe przeszkody tamujące Boskie światło. A jednak Chrystus, znosząc je jako środki przebłagania lub zwykłe oznaki wyznania, czy też jako proroctwa tego, co nie było już przyszłością, wprowadził w ich miejsce inną klasę ustanowień — Tajemnice, jak bywają nazywane, wśród których są Sakramenty, to jest obrzędy, które w sobie samych są równie bezwartościowe i bezsilne jak żydowskie, ale są — czym tamte nie były — narzędziami przykładania Jego zasług do poszczególnych wierzących. Chociaż zasiada On teraz po prawicy Boga, to w pewnym sensie nigdy nie opuścił świata, odkąd doń wszedł; przez bowiem posługę Ducha Świętego jest rzeczywiście obecny pośród nas w sposób nieznany i nieustannie udziela siebie tym, którzy Go szukają. Nawet będąc widzialnie na ziemi, On, Syn Człowieczy, przebywał zarazem „w niebie"; i teraz, choć wstąpił na wysokość, jest jeszcze na ziemi. I podobnie jak jest wciąż z nami mimo przebywania w niebie, tak też godzina Jego krzyża i męki jest wiecznie mistycznie obecna, chociaż minęło od niej osiemset lat. Czas i przestrzeń nie mają udziału w duchowym Królestwie, które założył; a obrzędy Jego Kościoła są jak tajemnicze czary, przez które oboje znosi. Nie są one jak ustanowienia żydowskie — długie i mozolne, kosztowne lub uciążliwe, mające w sobie cokolwiek wartości lub zasługi: są tak proste, tak zwięzłe, z tak małą ilością substancji zewnętrznej, że umysł nie jest przez żaden moment odwrócony od Tego, który przez nie działa, lecz bierze je za to, czym naprawdę są — zewnętrznymi jedynie o tyle, o ile służą za pośrednictwo daru niebieskiego. Tak więc Chrystus jaśnieje przez nie jak przez ciała przezroczyste, bez przeszkody. Jest Światłością i Życiem Kościoła, działając przezeń, rozdzielając ze swej pełni, spajając i łącząc każdą jego część; a te Tajemnice Kościoła nie są zwykłymi zewnętrznymi znakami, lecz — że tak powiem — emanacjami Jego łaski, przybierającymi formy zewnętrzne, tak jak Aniołowie mogliby to czynić, gdy ukazywali się ludziom. Dotknął ich i tchnął na nie, gdy je ustanawiał; i odtąd mają w sobie moc, która wychodzi z nich i otacza je dokoła, tak że oko wiary nie dostrzega w nich żadnego pierwiastka materii. Raz jeden zawisł na krzyżu, i krew i woda wypłynęły z Jego przebitego boku, lecz przez posługę Ducha krew i woda płyną nieprzerwanie, jak gdyby Jego krzyż był rzeczywiście wzniesiony pośród nas, a woda chrzcielna była jedynie zewnętrznym obrazem docierającym do naszych zmysłów. I tak też w prawdziwym sensie owa woda nie jest tym, czym była wprzódy, lecz obdarzona jest nowymi i duchowymi właściwościami. Nie tak, by zmieniała się jej materialna substancja, którą widzą nasze oczy, ani by nadawano jej jakąś nową naturę, lecz tak że ożywiający Duch, który mógł uczynić chleb z kamieni i podtrzymywać życie zwierzęce z prochu i popiołu, przykłada przez nią krew Chrystusa; lub według nauki tekstu, że To On, a nie człowiek, jest chrzcicielem.
Tę wielką prawdę święty Paweł przedstawia nam, między innymi miejscami, w drugim rozdziale swego Listu do Kolosan. Najpierw mówi: „W Chrystusie przebywa cała pełnia Bóstwa cieleśnie, i macie pełnię w Nim, który jest Głową wszelkiego Zwierzchnictwa i Władzy." Tu objawiona nam jest najuroczytsza i porywająca duszę nauka o Wcieleniu, jako kamień węgielny całego systemu Kościoła; „Słowo, które stało się ciałem", będąc Drogą wyznaczoną przez Boga, przez którą jesteśmy odradzani i zbawiani. Apostoł opisuje następnie sposób, w jaki ta Boska pełnia jest nam udzielana, i czyniąc to, zestawia żydowski obrzęd Obrzezania z duchowym ustanowieniem, które go zastąpiło. „W Nim też — to jest w Chrystusie — zostaliście obrzezani obrzezaniem nie ludzką ręką dokonanym", niebiańskim, nadprzyrodzonym, niewidzialnym; „gdy wyzuliście się z ciała grzechów cielesnych i przyjęliście" prawdziwe obrzezanie, „obrzezanie Chrystusa, to jest pogrzebanie z Nim w Chrzcie." Chrzest jest zatem duchowym Obrzezaniem. Apostoł mówi dalej jeszcze wyraźniej: „Niechaj tedy nikt nie sądzi was w jadaniu lub piciu, albo w zakresie święta, nowiu lub szabatu; a są to cień tego, co miało przyjść, a ciało jest z Chrystusa." Otóż gdyby Chrzest był jedynie zewnętrznym obrzędem, jak Obrzezanie, jakimż dziwnym dowodem byłoby na to, że Ewangelia zastępuje wszelkie zewnętrzne obrzędy, twierdzenie, że nakazuje Chrzest! Apostoł mówi: „Macie Chrzest, nie myślcie tedy o cieniach" — jakby Chrzest zajmował miejsce cieni, jakby był z pewnością nie cieniem, lecz substancją. I znów mówi: „Lecz ciało jest z Chrystusa"; Obrzezanie jest cieniem, a Chrzest i inne Tajemnice Kościoła są „ciałem" — i to dlatego, że są „z Chrystusa." Na koniec zaś mówi o obowiązku „trzymania się Głowy, to jest Chrystusa, od którego całe Ciało, odżywiane i spajane dzięki stawom i węzłom, rośnie wzrostem Bożym." Czymże są te stawy i węzły, jeśli nie chrześcijańskimi ustanowieniami i posługami wraz z tymi, którzy je sprawują? Zwróćmy jednak uwagę — są one natury takiej, by służyć „wzrostowi" Kościoła.
Tak uczy święty Paweł po śmierci Chrystusa; tę samą naukę głosi wcześniej święty Jan Chrzciciel: „Ja was chrzczę wodą ku pokucie, lecz Ten, co przyjdzie za mną, Jego obuwie nosić nie jestem godzien: On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem." Niewątpliwie jest tu aluzja do szczególnego zstąpienia Ducha w dzień Pięćdziesiątnicy; lecz nawet przyjmując ją jako taką, wypełnienie słów Chrzciciela wówczas staje się dla nas zadatkiem wypełnienia słów naszego Zbawiciela do Nikodema — aż do końca czasów. Ten, który przyszedł przez ogień w Pięćdziesiątnicy, przychodzić będzie — jak rzekł — przez wodę teraz. Możemy jednak zasadnie uważać te właśnie słowa Chrzciciela za odnoszące się do zwykłego Chrztu chrześcijańskiego, jak też do Chrztu cudownego Apostołów. Jakby mówił: „Chrzest Chrystusa nie będzie zwykłą wodą, jak mój. To, co z niego widzicie, jest wprawdzie wodą, lecz jest to jedynie jego podrzędny element; jest bowiem wodą obdarzoną wysokimi i nadprzyrodzonymi właściwościami. Czyż nie zdziwiłoby was, gdyby woda paliła jak ogień? Taka, i więcej niż taka, jest tajemnica owej wody, którą On wyleje na was, mając skuteczny i przenikliwy wpływ na samą duszę."
A jeśli ktoś powie, że takie fragmenty jak ten nie muszą oznaczać wszystkiego, co założyłem, odpowiem, że pytanie nie brzmi, co muszą oznaczać, lecz co oznaczają. Nie chodzi mi teraz o dowodzenie, lecz o wyjaśnianie nauki o Chrzcie i jej zilustrowanie z Pisma Świętego.
Wracajmy: stąd też chrzcielna Chrzcielnica zwana jest „obmyciem odrodzenia" — nie zwykłej wody — „i odnowieniem Ducha Świętego, który wylał On na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego"; i mówi się, że Chrystus „umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą przez Słowo, aby sam sobie przedstawić Kościół chwalebny."
Rozważmy ponadto przykłady udzielania Chrztu w Dziejach Apostolskich. Jeśli jest on tak poważnym obrzędem, jak to przedstawiłem, musi być tam ukazany jako rzecz wielka i przyjmowany z bojaźnią i wdzięcznością. I oto przekonamy się, że te oczekiwania są w pełni spełnione. Na przykład w dzień Pięćdziesiątnicy święty Piotr rzekł do tłumu, który pytał, co czynić: „Nawróćcie się i niechaj każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów, a weźmiecie dar Ducha Świętego." Ci zatem, „którzy przyjęli chętnie słowo jego, ochrzczeni zostali", aby dostąpić tych przywilejów; i wnet słyszymy o nich, że „trwali (...) w weselu i w prostocie serca, chwalaąc Boga." Gdy zaś Eunuch Etiopski był ochrzczony przez Filipa, „szedł dalej, radując się." Po tym, jak święty Paweł został powalony przez Zbawiciela, którego prześladował, i posłany do Damaszku, zaczął się modlić; lecz choć w pewnym sensie był już człowiekiem przemienionym, nie otrzymał jeszcze daru odrodzenia, ani też go nie otrzymał inaczej, jak tylko przez posługę Ananiasza, który był doń posłany przez Chrystusa właśnie po to, by mógł być „napełniony Duchem Świętym." Ananiasz rzekł do niego: „A teraz, czemu zwlekasz? Wstań, daj się ochrzcić i obmyć z grzechów twoich, wzywając imienia Pańskiego." Podobnie Korneliusz, człowiek pobożny — i to niewątpliwie za tajemną pomocą Bożą — jednak nie został przyjęty do rodziny Chrystusa inaczej jak przez Chrzest. Nawet zstąpienie Ducha Świętego na niego i jego domowników w sposób cudowny, podczas gdy święty Piotr głosił im Ewangelię, nie uchyliło konieczności Sakramentu. Na koniec zaś, gdy strażnik więzienia w Filippi był ochrzczony, „radował się z całym domem swoim, uwierzywszy Bogu."
Te i podobne miejsca zdają się wyraźnie dowodzić wyższości Chrztu nad Obrzezaniem, jako sakramentu; lecz gdyby tak nie było, jakiż wniosek byśmy wyciągnęli? Żaden inny, jak ten, że Chrzest podobny jest do Obrzezania, że jest jedynie cielesnym ustanowieniem — jeśli wolno tak powiedzieć — a nie duchowym dobrem. Przyjrzyjcie się temu, co z tego wynika. Czy nie pamiętacie, jak wiele mówi święty Paweł o poniżeniu obrzędów Prawa Żydowskiego, z powodu tego, że są oni pierwiastkami tego świata, cielesnymi ustanowieniami? Jeśli zatem Chrzest jest zupełnie podobny do Obrzezania, czy bardziej niż one może mieć miejsce w Nowym Przymierzu? To właśnie było wadą Prawa Mozaicznego, że było jedynie formą; to było jedną z cząstek niewoli Żydów, że byli oddani pod formy, które nie miały w sobie żadnej bezpośredniej ani wewnętrznej cnoty, lecz miały swą wartość duchową jedynie dlatego, że były spełniane dla sumienia i jako środek proroczego pouczenia. Z pewnością nie może to być naszym stanem pod Ewangelią: „My — mówi święty Paweł — gdy byliśmy dziećmi", to jest Żydami, „byliśmy w niewoli pod żywiołami świata; lecz gdy nadeszła pełnia czasu, posłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty... abyśmy otrzymali przybrane synostwo. A ponieważ jesteście synami, posłał Bóg Ducha Syna swojego do serc waszych, wołającego: Abba, Ojcze." Czy możliwe tedy, skoro przyszedł Duch, byśmy mieli podlegać martwym obrzędom i ustanowieniom? To wyraźnie niemożliwe. Jeśli Chrzest nie ma w sobie żadnej duchowej cnoty, czy może być przeznaczony dla nas chrześcijan? Jeśli nie ma mocy odrodzenia, to z pewnością jedynie ci są konsekwentni, którzy odrzucają go w ogóle. Powiem to śmiało: pod Ewangelią nie mamy niczego martwego i ziemskiego, a postępujemy jak judaiści chrześcijańscy dawnych czasów, jeśli poddajemy się czemuś takiemu; przeto jedynie ci są konsekwentni, którzy, przeczą cmocy Chrztu, przeczą zarazem jego powadze jako trwałego ustanowienia Ewangelii. Z pewnością przeznaczony był jedynie dla niemowlęctwa Kościoła, zanim ludzie nie oduczyli się przywiązania do zewnętrznego kultu. Z pewnością był to zwyczaj wschodni, budujący dla tych, którzy lubowali się w symbolicznym kulcie, lecz nam niepotrzebny — owszem, szkodliwy: szkodliwy jako utrudniający prerogatywę chrześcijańskiej wolności, przesłaniający nam widok jedynego chrześcijańskiego Odkupienia, psujący prostotę naszej wiary i ufności, i profanujący Dispensację Ducha! Powtarzam: albo Chrzest jest narzędziem Ducha Świętego, albo nie ma miejsca w chrześcijaństwie. My, którzy zgodnie z nauką powszechnego Kościoła wierzymy, że jest on działaniem Ducha, nie doznajemy w tej kwestii żadnej trudności. Lecz niechaj ci, którzy mu przeczą, sami siebie pilnują. Według własnych zasad popełniają grzech Galatów i odcinają siebie od Chrystusa. Zaiste, jeśli ich nauka jest słuszna, mogą uważać się za tych, do których święty Paweł zwraca się w swych słowach do owych dawnych judaistów: „O nierozumni Galaci" — rzekłby do nich — „któż was omamił? Czyż jesteście tak głupi, że zaczęliście przez Ducha, a teraz chcecie dojść do doskonałości przez ciało? Dlaczego obciążacie siebie zwykłymi ceremoniami, zewnętrznymi obmyciami, żywiołami świata, cieniami dóbr, słabymi, nędznymi i bezpożytecznymi pierwiastkami, którym chcecie znowu służyć? Trwajcie w wolności, którą Chrystus nas wyzwolił, i nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli. Człowiek duchowy wyzwolony jest od zewnętrznych praktyk. Jeśli ochrzczeni jesteście, Chrystus nic wam nie pomoże; albowiem ani Chrzest nie pomaga, ani brak Chrztu, lecz wiara, która działa przez miłość. Ani Chrzest nie pomaga, ani brak Chrztu, lecz nowe stworzenie; a którzy według tej zasady postępować będą, pokój nad nimi i miłosierdzie, i nad Izraelem Bożym."
To bez wątpienia jedyny konsekwentny sposób zapatrywania się na ten święty obrzęd i traktowania go, jeśli nie ma w nim mocy ani łaski powyżej żydowskiego obrzędu. Należałoby go odrzucić. I w miarę jak uważamy go za bezużyteczny, tak dalece powinniśmy go odrzucać. Jeśli uważamy go jedynie za symbol w przypadku dzieci, choć sakrament dla dorosłych, powinniśmy powstrzymać się od marnowania na dzieci tego, co im by przyniosło pożytek jako dorosłym. I to samo stosuje się do wszystkich ustanowień Kościoła: o ile są jedynie zewnętrznymi formami, niech będą zniesione jako części martwego judaizmu. Lecz — chwała Bogu! — żadne z nich takie nie jest. Wszystkie mają życie. Chrystus złożył moc w swoim Kościele i ona rozlewa się z niego we wszystkich jego słowach i dziełach. Dlaczego nie chcecie w to wierzyć? Co zyskujecie dzięki tak zazdrownemu i skąpemu duchowi, tej „twardości serca", jeśli nie utratę myśli pełnych pociechy i majestatu? Widzieć Chrystusa jako nieomal widzialnie objawionego — patrzeć na Jego ustanowienia nie w nich samych, lecz jako na znaki Jego obecności i mocy, jako na akcenty Jego miłości, jako na oblicze i rysy Tego, który stale na nas patrzy, stale się nami opiekuje — oglądać Go tak objawiającego się w chwale dzień po dniu — czyż nie jest to dla tych, którzy w to wierzą, przywilejem niewypowiedzianym? Czy nie jest on tak wielki, że człowiek mógłby dobrze pragnąć, by był prawdziwy, ze względu na swą doskonałość, i uważać błogosławionymi tych, którzy są w stanie go przyjąć? A gdy to wszystko jest wyraźnie objawione w Piśmie Świętym, gdy powiedziano nam wprost, że Chrystus obmywa nas Wodą, by przemienić nas w chwalebny Kościół, że poświęcony chleb jest Jego ciałem, że jest obecny pośród swoich sług i jest w środku swojego Kościoła — dlaczego mamy się cofać, jak Tomasz wątpiący w zmartwychwstanie naszego Pana? „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli!" Zaiste tak jest; i choć świat szydzi z naszej wiary, choć gardzą nami ci, od których moglibyśmy oczekiwać czegoś lepszego, będziemy z radością znosić to, co jest jedynie drobnym ciężarem wobec naszego niezwykłego szczęścia. Podczas gdy oskarżają nas o ufanie sobie samym, o ufanie naszym formom i o nieznajomość Ewangelii, rzekniemy pokornie w sercach naszych: „'Ty, Boże, widzisz mnie': Ty wiesz, że nie pragniemy miłować niczego prócz Ciebie i ufać niczemu prócz krzyżowi Chrystusa; że wyrzekamy się wszelkiej ufności we własne siły i wiemy, że sami z siebie mamy jedynie grzech i nędzę, i cenimy te Twoje ustanowienia nie dla nich samych, lecz jako pamiątki Ciebie i Twojego Syna — pamiątki, które On ustanowił, które On pobłogosławił, i w których przez wiarę oglądamy Go objawionego dzień po dniu, i przez które mamy nadzieję dostąpić przypisania tych zasług, raz na zawsze zdobytych na Krzyżu, jedynej naszej skutecznej pomocy w dzień rozrachunku."