HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom III

Kazanie XXII. Najlepsza cząstka Marii

Gdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czegoGdy nie umiem się modlić RozmyślanieModlitwa afektywna i prostoty
„Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele rzeczy; ale jednego potrzeba. Maria zaś obrała sobie najlepszą cząstkę, która nie będzie jej odebrana."
W skrócie. Newman wyjaśnia „najlepszą cząstkę Marii" jako wybór modlitewnego siedzenia u stóp Chrystusa ponad troskliwą krzątaniną: nie chodzi o porzucenie obowiązków, lecz o nadanie im właściwej hierarchii i zasilenie ich ciszą kontemplacji. Prawdziwe ćwiczenie się w modlitwie wymaga regularnego oderwania się od spraw zewnętrznych i skupienia na obecności Bożej. Kazanie adresowane jest do tych, którzy pragną głębszej więzi z Bogiem i pytają, jak ją osiągnąć.

„Błogosławieni zaiste ci, których Chrystus wzywa do siebie, by byli Jego szczególnymi towarzyszami i bliskimi przyjaciółmi; bardziej błogosławieni, jeśli posłuchają i wypełnią swe powołanie!”

*„Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele rzeczy; ale jednego potrzeba. Maria zaś obrała sobie najlepszą cząstkę, która nie będzie jej odebrana."* — Łk 10,41-42

Każde słowo Chrystusa jest dobre; ma swoje posłannictwo i swój cel, i nie pada na ziemię. Nie może mówić słów przemijających Ten, który Sam jest „Słowem Bożym" i głosi, wedle swego upodobania, głębokie rady i świętą wolę Tego, który jest niewidzialny. Każde słowo Chrystusa jest dobre; a choćbyśmy otrzymali zapis Jego wypowiedzi nawet od zwykłych ludzi, to i tak moglibyśmy być pewni, że cokolwiek zostało zachowane — wypowiedziane uczniowi czy nieprzyjacielowi, w formie przestrogi, rady, nagany, pociechy, argumentu lub wyroku potępienia — nic nie miało jedynie okazjonalnego znaczenia, ograniczonego zasięgu i ciasnych granic, nic nie dotyczyło wyłącznie chwili, przypadku czy słuchaczy; lecz wszystkie Jego święte mowy, choć przyobleczone w szaty doczesne i służące doraźnemu celowi, a przez to trudne do oddzielenia od tego, co w nich przemijające i bezpośrednie, zachowują swą moc w każdej epoce — trwają w Kościele na ziemi, „przebywają wiecznie w niebie" i biegną w wieczność. Są naszą regułą — „święte, sprawiedliwe i dobre" — „pochodnią dla nóg naszych i światłem na naszych ścieżkach" — w tym właśnie dniu tak samo w pełni i tak samo głęboko jak wówczas, gdy zostały po raz pierwszy wypowiedziane.

A jeśli tak by było nawet wtedy, gdyby jedynie ludzka pilność zebrała okruchy z Jego stołu, o ileż pewniej możemy ufać wartości tego, co zostało o Nim zapisane, skoro przyjmujemy to nie od człowieka, lecz od Boga. Duch Święty, który przyszedł, aby uwielbić Chrystusa i natchnął Ewangelistów do pisania, nie zostawił nam jałowej Ewangelii; lecz z pewnością — niechaj będzie pochwalona Jego imię — wybrał i zachował dla nas te słowa, które miały okazać szczególną użyteczność w czasach późniejszych; słowa, które mogły stać się prawem Kościoła w wierze, postępowaniu i karności — nie prawem wyrytym na kamiennych tablicach, lecz prawem wiary i miłości, ducha, nie litery; prawem dla chętnych serc, które mogły „żyć z każdego słowa", choćby cichego i niewyraźnego, „wychodzącego z Jego ust", i które z nasion rozsianych przez Niebiańskiego Siewcę potrafiły pielęgnować ku życiu Raj Boskiej Prawdy. Spróbujmy więc z pokorą, mając przed oczyma tę myśl i wsparci pomocą Jego łaski, wydobyć jakiś pożytek z rozważanego tekstu.

Marta i Maria były siostrami Łazarza, który później został wskrzeszony z martwych. Wszyscy troje mieszkali razem, lecz Marta była panią domu. Święty Łukasz wspomina w wersecie poprzedzającym nasz tekst, że Chrystus przybył do pewnej wioski, „a pewna niewiasta imieniem Marta przyjęła Go do swego domu." Będąc zatem na czele rodziny, miała obowiązki, które z konieczności pochłaniały jej czas i myśli. A przy tej właśnie okazji była szczególnie zajęta z powodu pragnienia okazania czci swemu Panu. „Marta zaś uwijała się koło rozmaitej posługi." Natomiast jej siostra była wolna od konieczności zajmowania się sprawami doczesnymi, jako że była młodsza. „Miała siostrę zwaną Marią, która siadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa." Ta sama różnica — zarazem w zakresie obowiązku i charakteru — pojawia się w opowiadaniu o śmierci i wskrzeszeniu Łazarza, zawartym w Ewangelii świętego Jana. „Marta zatem, skoro usłyszała, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu naprzeciw; Maria zaś siedziała w domu." Potem Marta „poszła i po kryjomu wezwała swoją siostrę Marię, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię." I znowu, na początku następnego rozdziału: „Tam urządzili Mu ucztę; Marta zaś obsługiwała... Maria zaś wzięła funt olejku nardowego, niezwykle cennego, i namaściła nogi Jezusa, i wytarła je swymi włosami." W tych fragmentach ta sama ogólna różnica między siostrami zarysowuje się, choć w odmiennym wymiarze — Marta wciąż kieruje i działa, podczas gdy Maria jest skromną i cichą służebnicą Chrystusa, która wolna od doczesnych obowiązków, chętnie siada u Jego stóp i słucha Jego głosu, i w milczeniu czci Go tym, co ma najlepszego, nie narzucając się Jego świętej obecności.

Wracając do naszego tekstu: „Marta zaś uwijała się koło rozmaitej posługi i rzekła do Niego: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. A Pan jej odpowiedział" — słowami naszego tekstu — „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele rzeczy; ale jednego potrzeba: Maria zaś obrała sobie najlepszą cząstkę, która nie będzie jej odebrana."

Pragnę wysnuć dwie uwagi z tego zdarzenia i z komentarza naszego Zbawiciela do niego.

**I.** Po pierwsze, z tych słów wynika, na Jego własny autorytet, że istnieją dwa sposoby służenia Mu — poprzez czynne działanie i poprzez cichą adorację. Nie mówi On oczywiście o tych, którzy nazywają siebie Jego sługami, a nimi nie są; którzy naśladują jedną lub drugą formę życia — czy to ci, którzy są „zagłuszeni troskami tego świata", czy też ci, którzy leżą bezczynni i bezużyteczni jak utwardzone pobocze drogi i „nie przynoszą żadnego owocu ku dojrzałości". Nie tak też, jakoby Jego słowa oznaczały, że jakichkolwiek chrześcijan wzywa On do samej tylko czci religijnej albo jakichkolwiek do samego tylko czynnego działania. Są ludzie zabiegani i ludzie korzystający z wolnego czasu, którzy nie mają w Nim żadnego udziału; są inni, którym można zarzucić, że całkowicie poświęcają czas wolny dla zajęć lub zajęcia dla czasu wolnego. Lecz pomijając ludzi nieprawych i przesadnych, wciąż pozostają dwie klasy chrześcijan — podobni do Marty i podobni do Marii — i obie uwielbiają Go na swój własny sposób, w trudzie lub w spokoju, okazując w każdym razie, że nie należą do siebie, lecz zostali kupieni za wielką cenę, postanowieni w wypełnianiu i wytrwali w wypełnianiu Jego woli. Jeśli pracują, to dla Jego chwały; a jeśli adorują, to wciąż z miłości do Niego.

A dalej — obie te klasy Jego uczniów nie wybierają samodzielnie swej drogi służby, lecz ona jest im przez Niego wyznaczona. Marta mogła być starsza, Maria zaś młodsza. Nie powiem, by chrześcijaninowi nigdy nie było dane wybrać własnej drogi — czy będzie służył wraz z Aniołami, czy adorował wraz z Serafinami; często mu to bywa dane; i słusznie może on dziękować Bogu, że w jego mocy leży swobodny wybór owej dobrej cząstki, którą nasz Zbawiciel szczególnie chwali. Lecz zazwyczaj każdy ma sobie wyznaczone własne miejsce w biegu Bożej Opatrzności — o ile zechce je przyjąć; a w każdym razie nie może ulegać wątpliwości, kto jest przeznaczony do trosk doczesnych. Konieczność zarobkowania, obowiązki rodzinne, powinności wynikające ze stanu i urzędu — to są znaki Boże, wykreślające drogę Marty dla wielu. Porzućmy zatem rozważanie o wielu i powiedzmy raczej, kogo można uważać za powołanych do bardziej uprzywilejowanej cząstki Marii; a czyniąc to, wyraźniej pokażę, czym ta cząstka jest.

Pierwszymi, co naturalne, są Starcy, których pora działalności minęła i którzy zdają się przez to być przypominani, by służyli Bogu modlitwą i kontemplacją. Taką była Anna: „była ona bardzo podeszłego wieku... wdową mającą lat osiemdziesiąt cztery, która nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach w dzień i w nocy." Widzimy tu zarazem opis powołanej osoby i samego zajęcia. Warto ponadto zauważyć, że obiektem, ku któremu zmierzała jej służba, były obietnice złożone w Chrystusie Zbawicielu. Gdy Go przyniesiono do Świątyni, ona „wielbiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali odkupienia Jeruzalem." Znowu, ten sam rodzaj osoby, z pewnością też to samo powołanie, przedstawione jest nam w przypowieści o nieustępliwej wdowie. „Powiadał im też przypowieść o tym, że powinni zawsze modlić się i nie ustawać." Wdowa mówiła: „Zrób mi sprawiedliwość przeciw memu przeciwnikowi." „Czyż Bóg nie weźmie w obronę swoich wybranych" — pyta nasz Pan — „którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?" Do tego należy dodać opis świętego Pawła: „Wdowa zaś prawdziwa i osamotniona złożyła nadzieję w Bogu i trwa w błaganiach i modlitwach dniem i nocą."

Następnie w cząstce Marii mieszczą się ci, którzy sprawują posługę przy Ołtarzu. „Błogosławiony, kogo Ty wybrałeś i przybliżył ku sobie" — mówi Psalmista — „aby mieszkał w Twoich przedsionkach." Zgodnie z apostolskim porządkiem diakoni mieli zarządzać doczesnymi sprawami Kościoła, ewangeliści udawać się między pogan, biskupi zaś sprawować rządy; jednak prezbiterzy mieli pozostawać, mniej lub bardziej, w samym łonie ludu Pańskiego, na dziedzińcach Jego domu, przy nabożeństwach Jego kultu, „sprawując posługę kapłańską" — jak czytamy w Dziejach Apostolskich — składając ofiarę chwały i dziękczynienia, nauczając, katechizując, lecz nie pochłoniętych i nie trapionych przez świat. Nie twierdzę, że te odrębne funkcje nigdy nie były łączone w jednej osobie, lecz że były one w sobie odrębne i że dążnością dyscypliny apostolskiej było wyodrębnienie z pośród mnóstwa chrześcijańskich sług pewnych, którzy służyliby Bogu i Kościołowi przez dziękczynienie i wstawiennictwo.

A następnie mogę wymienić Dzieci jako pod pewnym względem uczestników cząstki Marii. Dopóki nie wychodzą w świat, czy to do jego rzemiosł, czy do jego zawodów, czas szkoły powinien być w pewnej mierze kontemplacją ich Pana i Zbawiciela. Oczywiście nie mogą one zagłębiać się w tematy święte tak wytrwale, jak to jest możliwe później; nie należy ich nienaturalnie przymuszać do służby i trzeba je ćwiczyć w czynnych nawykach posłuszeństwa oraz w niezbędnej dyscyplinie na przyszłość; niemniej jednak nie wolno nam zapominać, że Ten, który jest wzorem dla dzieci tak samo jak dla mężów dojrzałych, był w wieku dwunastu lat znaleziony w domu swego Ojca; i że potem, gdy przyszedł tam przed swą Męką, dzieci powitały Go słowami: „Hosanna Synowi Dawida" i wypełniły proroctwo, i zyskały Jego pochwałę, tak czyniąc.

Co więcej — powiada nam święty Paweł (jeśli jego autorytet jest tu niezbędny dla tak oczywistej kwestii), że cząstka Marii jest mniej lub bardziej przydzielona stanu wolnego. Mówię: mniej lub bardziej, bo sama Marta, choć niezamężna, jako pani domu była w pewnej mierze wyjątkiem; oraz dlatego, że słudzy Boży, jak święty Paweł, mogą pozostawać w stanie wolnym — nie po to, by pracować mniej, lecz by pracować bardziej bezpośrednio dla Pana. Słowa świętego Pawła — jak niektórzy zauważyli — niemal zdają się odnosić do języka użytego w naszym tekście, odczytanego w oryginalnej grece; co jest tym bardziej prawdopodobne, że święty Łukasz był towarzyszem Apostoła, a jego Ewangelia zdaje się być gdzie indziej przez niego cytowana. Jak gdyby powiedział: „Niezamężny zabiega o sprawy Pana, aby być świętym i ciałem, i duchem. Mówię to dla waszego własnego pożytku, abyście mogli siedzieć u stóp Pana, nie będąc obarczeni."

A dalej jeszcze — jest ogromna rzesza chrześcijan w sytuacji Marii, umieszczonych w rozmaitych okolicznościach, których nie można opisać w żaden ogólny sposób: bogaci, dysponujący wolnym czasem, lub ludzie czynni w okresach odpoczynku, gdy opuszczają swą zwykłą pracę dla rekreacji. Z pewnością nasz Pan zamierzał, aby niektorzy Jego słudzy wciąż Go wielbili w każdym miejscu — i to nie tylko w sercu, lecz z obrzędowością pobożności. Święty Paweł mówi: „Chcę przeto, aby mężczyźni" — nawet owa płeć, której szczególną karą było „spożywanie chleba w pocie czoła" — „modlili się na każdym miejscu, podnosząc czyste ręce", we wspólnej i publicznej modlitwie, „bez gniewu i sporów." I przekonujemy się, że nawet pewien setnik rzymski, Korneliusz, znalazł czas pośród swych wojennych obowiązków, by służyć Bogu nieustannie jeszcze przed przyjęciem chrześcijaństwa, i za to został nagrodzony poznaniem Ewangelii. „Modlił się zawsze do Boga" — czytamy — a „jego modlitwy i jałmużny stały się pamiątką przed Bogiem."

I na koniec — w cząstce Marii zawarte są z pewnością dusze tych, którzy żyli i umarli w wierze i bojaźni Chrystusa. Pismo Święte mówi nam, że „odpoczywają po swych trudach" — a w tej samej świętej księdze — że ich zajęciem jest modlitwa i chwała. Podczas gdy słudzy Boży na ziemi wołają do Niego dniem i nocą w każdym miejscu, ci „służą Mu dniem i nocą w Jego świątyni" w górze, i z miejsca spoczynku swego pod ołtarzem wstawiają się donośnym głosem za świętymi sprawami, które zostawili po sobie. „Dokądże, Panie Święty i Prawdziwy, nie będziesz sądził i nie pomścisz krwi naszej na mieszkańcach ziemi?" „Dziękujemy Ci, bo wziąłeś swoją wielką moc i zakróleś."

Oto zatem grono tych, którzy stoją w losie Marii — Starcy i Dzieci — Stanu wolnego i Kapłani Boży — i duchy sprawiedliwych, którzy osiągnęli doskonałość — wszyscy jednym głosem, jak Mojżesz na Górze, wznosząc święte ręce do Boga, podczas gdy ich bracia walczą; lub rozważając obietnice, lub słuchając nauczania Zbawiciela, lub zdobiąc i upiększając Jego kult.

**II.** Skoro taki jest dwojaki charakter chrześcijańskiego posłuszeństwa, stwierdzam po drugie, że cząstka Marii jest lepsza z obu. Nasz Pan nie mówi tego wprost, lecz wyraźnie to sugeruje: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele rzeczy; ale jednego potrzeba: Maria zaś obrała sobie najlepszą cząstkę, która nie będzie jej odebrana." Gdyby Jego słowa wziąć dosłownie, mogłyby nawet oznaczać, że serce Marty nie było przy Nim właściwe — czego z innych części opowiadania wyraźnie nie oznaczają. Dlatego to, co On zasugerował, to z pewnością fakt, że cząstka Marty była pełna pułapek jako należąca do doczesnego trudu, zaś Maria nie mogła łatwo zbłądzić w swojej; że możemy być zajęci w sposób zły, lecz nie możemy właściwie adorować Go inaczej jak w sposób właściwy; że służyć Bogu modlitwą i chwałą nieustannie, gdy możemy to czynić zgodnie z innymi obowiązkami, jest dążeniem do „jednej rzeczy potrzebnej" i szczególnie „ową najlepszą cząstką, która nie będzie od nas odebrana."

Nie sposób uważnie czytać Listów świętego Pawła bez dostrzeżenia, jak wiernie komentują one tę zasadę naszego Pana. Czy ktokolwiek wątpi, że mówią one wiele i często o powinnościach kultu, medytacji, dziękczynienia, modlitwy, chwały i wstawiennictwa; i to w taki sposób, by prowadzić chrześcijanina — o ile na to pozwalają mu inne obowiązki — do uczynienia z nich zwykłego zajęcia jego życia? Nie, by zaniedbywał swe prawowite powołanie, ani nawet by zadowalał się bez pewnych czynnych wysiłków czynienia dobra — czy to przez wychowanie młodych, opiekę nad chorymi i potrzebującymi, duszpasterstwo, studia lub inny trud — lecz by poświęcał się życiu u stóp Jezusa i nieustannemu słuchaniu Jego słowa. Czy nie jest też rzeczą jasną, że jest to przywilej nad inne przywileje, jeśli naprawdę Go miłujemy, być powołanym do tego nieziemskiego życia? Rozważcie następujące fragmenty, oprócz już cytowanych, i zobaczcie, czy mogą być w pełni urzeczywistnione w życiu przeciętnego ogółu chrześcijan — choć wszyscy z pewnością muszą wewnętrznie pielęgnować i w stosownej mierze przekładać na zewnętrzne czyny ducha, którego nakazują. Zobaczcie, czy nie są one obrazami owej bardziej błogosławionej cząstki, którą obdarzona była Maria. „Trwajcie w modlitwie, czuwajcie w niej z dziękczynieniem." „Słowo Chrystusa niech w was mieszka obficie, z wszelką mądrością; nauczajcie i napominajcie jedni drugich w psalmach, hymnach i pieśniach duchowych, śpiewając Bogu z wdzięcznością w waszych sercach." „Radujcie się zawsze! Nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie... Ducha nie gaście. Proroctwami nie gardźcie." „Chcę, aby mężczyźni modlili się na każdym miejscu, podnosząc czyste ręce." „Nie upijajcie się winem, bo to jest rozpusta, lecz bądźcie napełnieni Duchem, rozmawiając z sobą w psalmach i hymnach, i pieśniach duchowych, śpiewając i grając Panu w swoich sercach; dziękując zawsze za wszystko Bogu Ojcu, w imię naszego Pana Jezusa Chrystusa." „Stańcie więc, przepasawszy biodra swoje prawdą... tarcze wiary chwyciwszy... i miecz Ducha, którym jest słowo Boże, a przy tym módlcie się nieustannie w Duchu, zanosząc wszelkie prośby i błagania, i czuwajcie w tym wytrwale, wstawiając się za wszystkich świętych." Tak mówi święty Paweł; podobnie święty Piotr: „wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego" (takie jak troski Marty), „gdyż On ma pieczę o was." „Bądźcie trzeźwi i czuwajcie, żebyście się modlili;" i święty Jakub: „Cierpi ktoś wśród was? Niech się modli. Jest ktoś radosny? Niech śpiewa psalmy."

Takie są nakazy Apostołów; teraz zaś zobaczmy, jak były one wypełniane we wczesnym Kościele. Zanim zstąpił Pocieszyciel, wszyscy oni (Apostołowie) „trwali" — tym samym słowem świętego Pawła, użytym w przytoczonych powyżej fragmentach — wytrwale i nieustannie „jednomyślnie na modlitwie, z kobietami i z Maryją, Matką Jezusa, i z Jego braćmi." A po Pięćdziesiątnicy: „Ci zaś" — to samo słowo — wytrwale „codziennie jednomyślnie uczęszczali do świątyni, łamali chleb po domach i spożywali posiłek z radością i prostotą serca, wielbiąc Boga." Ten wczesny przywilej wkrótce jednak, jak wiemy, został im jako całości odebrany. Wybuchło prześladowanie i zostali „rozproszeni" po całej ziemi. Od tej chwili cząstka Marty stała się ich udziałem. Byli pełni trudów — czy to miłych, czy bolesnych — miłych, bo musieli głosić Ewangelię po całym świecie; lecz bolesnych, gdyż tracili nie tylko ziemskie wygody, ale i pewien rodzaj duchowego spokoju. Byli odłączeni od Ustanowień Boskiej łaski jak wędrowcy na pustyni. Tu i ówdzie, gdy wędrowali, spotykali garstkę swoich braci — „proroków i nauczycieli, służących Panu" w Antiochii, lub córki Filipa, „panny, które prorokowały" w Cezarei. Zbierali się na modlitwę potajemnie, lękając się nieprzyjaciół; a z biegiem czasu, gdy ogień prześladowania stawał się gwałtowniejszy, uciekali na pustynię i tam zakładali domy Bożej służby. Tak więc cząstka Marii była Kościołowi odjęta przez wiele lat, podczas gdy on pracował i cierpiał. Sam święty Paweł, ów wielki Apostoł, choć miał swoje chwile przywileju — gdy był uniesiony do trzeciego nieba i słyszał hymny Aniołów — był przecież człowiekiem walki i trudu. Walczył o Prawdę i kładł tym samym fundamenty Świątyni. Był „posłany, żeby głosić, a nie chrzcić." Nie było mu dane budować Domu Bożego, bo był — w przenośni — jak Dawid, „człowiekiem krwi." Zebrał jedynie materiały do Świętej Budowli. Porządek Służby, Sukcesja Apostołów, Nabożeństwa Kultu, Reguła Dyscypliny — wszystko, co w naszej Świętej Religii jest spokojne, piękne i kojące — zostało wyjęte stopniowo z jego pism przez jego przyjaciół i współuczniów, w jego własnych czasach i w czasach po nim, stosownie do stanu, w jakim Kościół się znajdował.

Odpowiednio więc — w miarę jak zaznawano pokoju, budowla była wznoszona tu i tam, w tej czy innej chwili, w grotach, na pustyni lub na górze, gdzie przebywali rozproszeni słudzy Boży; aż nadszedł czas pokoju i przed upływem trzech stuleci dzieło zostało dokonane. Od tej chwili aż po dzień dzisiejszy los Marii jest oferowany rozległym rzeszom chrześcijan, o ile mogą go przyjąć. Gdyby znali swą szczęśliwość, jest ich wielu dziś, w różnych warstwach społeczeństwa, którzy mogliby zaznawać przywileju nieustannej chwały i modlitwy oraz miejsca u stóp Jezusa. Są oni jednak z pewnością w ostateczności nieliczni; bo wielka rzesza chrześcijan ma jedynie dzień Pański jako dzień odpoczynku i sprzeniewierzyłaby się swemu obowiązkowi, gdyby żyła w inne dni tak, jak w ów dzień. Lecz co nie jest dane jednym, jest dane innym — by służyć Bogu w Jego świątyni i zaznawać spokoju. Kim są owi uprzywilejowani, powiedziano już w ogólności — co jest wszystkim, co można powiedzieć w kwestii, w której każdy musi sam decydować wedle swego najlepszego rozeznania i własnych szczególnych okoliczności. A jednak z pewnością, nie próbując wydawać sądów o poszczególnych osobach, tyle przynajmniej możemy powiedzieć: że jeśli jest wiek, w którym cząstka Marii jest całkowicie zarzucona i zdyskredytowana, to wiek ów jest nieuchronnie o tyle obcy duchowi Ewangelii.

Pozwólcie mi zatem na zakończenie zapytać — ku naszemu zbudowaniu — czy może właśnie taki nie jest nasz wiek? Mówię: „może" — bo w sprawach tego rodzaju ludzie ujawniają swoje pobudki i zasady mniej otwarcie niż w innych, jako że są one bardziej bezpośrednio między nimi samymi a Bogiem. Jednak biorąc to pod uwagę, czy przynajmniej nie jest to wiek, w którym mało kto — z uwagi na sam stan społeczeństwa — jest w stanie „poświęcić się nieustannie modlitwie" i innym bezpośrednim posługom religijnym? Czy pożądanie bogactwa nie wgryzło się tak głęboko w nasze serca, że uważamy ubóstwo za największe zło, że uważamy bezpieczeństwo majątku za pierwsze błogosławieństwo, że wszystko mierzymy miarą mamony — że nie tylko sami zabiegamy o nie, lecz angażujemy w naszą własną złą gorliwość wszystkich wokół tak, iż nie mogą się uwolnić od jego pogoni, choćby i chcieli? Czy ramy społeczeństwa nie posuwają się naprzód wedle takiego planu, który wciąga w służbę świata wszystkich jego członków niemal niezależnie od ich woli? Czy nie uchodziłby za człowieka bez ambicji i bezproduktywnego ten, kto nie dbałby o pościg za tym, co Pismo Święte nazywa „korzeniem wszelkiego zła", a miłość do czego — „chciwością będącą bałwochwalstwem", a posiadanie czego uroczyście ogłasza się jako niemal wykluczające człowieka z Królestwa Niebieskiego? Niestety — czy temu można zaprzeczyć? I dlatego oczywiście cały system spokojnej pobożności, świętej medytacji, wolności od doczesnych trosk, który nasz Zbawiciel chwali w przypadku Marii, jest odrzucony, niezrozumiany — lub raczej zupełnie chybiany, podobnie jak wspaniałe słońce przez człowieka ociemniałego — osznierzony i wyśmiany jako coś godnego pogardy i próżnego. Z pewnością nikt, kto jest szczery, nie może wątpić, że gdyby Maria żyła dziś, gdyby z zasady wybrała ów stan życia, w którym znalazł ją Chrystus, gdyby zadowoliła się siedzeniem u stóp Jezusa, słuchaniem Jego słowa i oderwaniem od tego niespokojnego świata — byłaby ganiona i opłakiwana. Ludzie bezmyślni spoglądaliby dziwnie, a ludzie mądrzy — ze współczuciem — na taką osobę, jako marnującą swe życie i wybierającą posępną, radości pozbawioną cząstkę. Dawno temu tak właśnie było. Jeszcze u świętej Marty, gorliwej jak była i prawdomyślnej — nawet w jej przypadku — napotykamy przypomnienie owej niecierpliwości i pogardy, z jaką ci, którzy od niej są jakże różni, synowie tego świata, spoglądają na tych, którzy poświęcają się Bogu. Dawno temu — nawet w niej — zdaje się nam być dana, jakby w typie, owa pochopna, niechrześcijańska postawa, którą ten wiek okazuje wobec nabożnych posług. Czy nie słyszymy nigdy, jak mówi się, że codzienna Służba Kościoła jest niepotrzebna? Czy nie insynuuje się niekiedy, że nie warto jej podtrzymywać, dopóki nie zgromadzi się tłumów na uczestnictwo w niej, jak gdyby jedna jedyna dusza — choćby tylko jedna — nie była wystarczająco cenna dla miłości Chrystusa i pieczy Kościoła? Czy nie zarzuca się niekiedy, że częściowo wypełniony kościół jest widokiem przygnębiającym — jak gdyby nasz Pan Jezus wybrał wielu, a nie niewielu, na swych prawdziwych uczniów? Czy nie utrzymuje się niekiedy, że minister chrześcijański zaniedbuje swą powinność, jeśli nie pracuje nieustannie dla bezdusznej rzeszy, zamiast służyć bardziej religijnej garstce? Niestety! musi być coś złego wśród nas, gdy nasi obrońcy polecają Kościół jedynie ze względu na jego aktywność, popularność i widzialną użyteczność i nie wahaliby się zapewne porzucić nas, gdybyśmy nie mieli rzeszy po swej stronie! Jeśli powodem naszej chluby jest to, że bogaci, i możni, i liczni nas miłują — nie może to nigdy być chluby religijnej, i może stać się naszym potępieniem. Chrystus uczynił ucztę dla „ubogich, ułomnych, chromych i ślepych." To wdowa i sierota, niemocni, bezbronni i pobożni, złączeni w modlitwie, są mocą Kościoła. To ich modlitwy — niech jest ich wielu czy niewielu — modlitwy Marii i tym podobnych Marii — są bezpieczeństwem, pod opieką Chrystusa, tych, którzy wraz z Pawłem i Barnabą walczą bitwy Pańskie. „Próżnym jest wstawać rano, późno siadać do spoczynku i jeść chleb utrudzenia" — jeżeli modlitwy są zaniechane. Jest to zwykłe zaślepienie, gdy sądzimy, że możemy stawić czoło nieprzyjaciołom, którzy stoją u naszych bram, jeśli nasze kościoły pozostają zamknięte, a my oddajemy modlitwie zaledwie kilka minut w ciągu dnia.

Błogosławieni zaiste ci, których Chrystus wzywa do siebie, by byli Jego szczególnymi towarzyszami i bliskimi przyjaciółmi; bardziej błogosławieni, jeśli posłuchają i wypełnią swe powołanie! Błogosławieni nawet ci, którym wolno zdobywać przerwy w tej służbie wobec Niego; lecz uprzywilejowani i obsypani godnością ponad wszelką myśl ci, którzy mogą — bez naruszenia obowiązku — pełnym postanowieniem serca odłożyć na bok sprawy doczesne, wyrzec się pościgu za bogactwem, ustrzec się trosk rodzinnych i stawić siebie jako świętą ofiarę, bez skazy i zmazy, Temu, który za nich umarł. To są ci, którzy „idą za Nim, dokądkolwiek idzie", i do nich szczególnie kieruje On owe nauki wiary i zdania się na Boga, które są zapisane w Jego Ewangelii. „Baczcie" — mówi — „i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo życie człowieka nie zależy od obfitości jego mienia. Nie troszczcie się o życie, co będziecie jedli, ani o ciało, w co będziecie się odziewać. Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie trudzą się ani nie przędą. Nie szukajcie więc, co będziecie jedli i co pili, ani się nie niepokoicie; bo tego wszystkiego narody tego świata szukają, a Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo. Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę; sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb nieśmiertelny w niebie, gdzie złodziej nie może się dostać ani mól zniszczyć. Niech biodra wasze będą przepasane i świece zapalone. Bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu natychmiast otworzyć, gdy nadejdzie i zapuka. Błogosławieni owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam" — On, który na ziemi pozwolił im siedzieć u Jego stóp słuchając Jego słowa, lub namaścić Jego stopy olejkiem, całując je — On z kolei, jak to uczynił przed swą Męką, przez nieogarnioną swą łaskawość, „przepasze się i każe im zasiąść do stołu, i będzie im usługiwał. A gdy przyjdzie o drugiej lub o trzeciej straży nocnej i zastanie ich tak — błogosławieni owi słudzy. I wy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o godzinie, której się nie domyślacie."

← wróć do odkrywania