HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom III

Kazanie XXIV. Wstawiennictwo

Gdy nie umiem się modlićGdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Modlitwa afektywna i prostotyMiłość bliźniego i miłosierdzie
„Modląc się w każdym czasie w Duchu wszelką modlitwą i błaganiem, i czuwając nad tym z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych."
W skrócie. Newman wskazuje modlitwę wstawienniczą jako najpotężniejszy sposób służenia bliźnim: gdy słowem i czynem możemy wpłynąć na niewielu, modlitwą możemy obejmować cały świat. Wstawiennictwo nie jest pobożną naiwności, lecz realnym działaniem miłości, które przekracza fizyczne granice obecności i wpływu. Kazanie ukazuje, jak przez modlitwę za innych chrześcijanin staje się współpracownikiem Bożej Opatrzności w sposób dostępny każdemu, bez względu na stan i możliwości.

„Słowem i czynem możemy co najwyżej nauczyć lub wpłynąć na niewielu; modlitwami możemy służyć całemu światu i każdemu jego człowiekowi z osobna: wysokim i niskim, przyjacielowi, obcemu i wrogowi.”

*„Modląc się w każdym czasie w Duchu wszelką modlitwą i błaganiem, i czuwając nad tym z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych."* — Ef 6,18

Każdy, kto ma jakiekolwiek rozeznanie w Ewangelii, wie, że modlitwa jest jednym z jej szczególnych ustanowień; lecz nie każdy, być może, zauważył, jakiego rodzaju modlitwę jej natchnieni nauczyciele zalecają z największą starannością. Modlitwa za siebie samego jest spośród wszystkich obowiązków najoczywistszą, skoro tylko dane nam jest w ogóle modlić się — a Chrystus wyraźnie i miłościwie nam to dozwolił, przychodząc na świat. Jest to jasne z samej natury rzeczy; lecz On sam dał nam nadto wyraźne przykazanie i obietnicę odnoszące się do nas osobiście, abyśmy „prosili, a będzie nam dano". A jednak godne uwagi jest, że choć modlitwa za siebie jest pierwszym i najoczywistszym z chrześcijańskich obowiązków, Apostołowie kładą szczególny nacisk na inny jej rodzaj: modlitwę za innych, za siebie wespół z innymi, za Kościół i za świat, aby został przyprowadzony do Kościoła. Wstawiennictwo jest znamieniem chrześcijańskiego kultu, przywilejem niebieskiego synostwa, ćwiczeniem ducha doskonałego i duchowego. To jest przedmiot, ku któremu pragnę teraz skierować waszą uwagę.

**1.** Najpierw zwróćmy się do wyraźnych nakazów Pisma Świętego. Na przykład sam tekst cytowany w motcie: „Modląc się w każdym czasie wszelką modlitwą i błaganiem w Duchu, i czuwając nad tym z całą wytrwałością i błaganiem za wszystkich świętych." Zwróćcie uwagę na gorliwość wstawiennictwa tu nakazanego: „w każdym czasie", „z wszelkim błaganiem" i „kosztem snu". Znów, w Liście do Kolosan: „Trwajcie wytrwale w modlitwie, czuwając w niej z dziękczynieniem; módlcie się jednocześnie i za nas." Znów: „Bracia, módlcie się za nas." I jeszcze, ze szczegółami: „Napominam przeto, aby przede wszystkim zanoszone były błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi; za królów i za wszystkich sprawujących władzę. Chcę więc, aby mężczyźni modlili się na każdym miejscu." Z drugiej strony przejdźcie Listy i policzcie, ile zawierają napomnień do modlitwy jedynie za siebie samego. Znajdziecie ich mało, a raczej nie ma ich wcale. Nawet te, które na pierwszy rzut oka zdają się takimi, okazują się w istocie mieć na względzie dobro Kościoła. Tak na przykład, by wziąć słowa następujące po tekście motta, święty Paweł, prosząc braci o modlitwy, pozornie prosi za siebie; lecz zaraz objaśnia, dlaczego — „aby mógł głosić Ewangelię"; albo gdzie indziej — aby „słowo Pańskie biegło i było wysławiane"; albo tam, gdzie mówi: „Kto mówi językami, niech się modli o dar tłumaczenia" — bo i to było błaganie dla zbudowania Kościoła.

Rozważcie następnie własny przykład świętego Pawła, który jest w zupełnej zgodzie z jego napomnieniami: „Nie przestaję dziękować za was, wspominając was w moich modlitwach, aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w poznaniu Jego." „Dziękuję Bogu mojemu za każdym razem, ilekroć was wspominam — zawsze w każdej modlitwie, zanosząc ją z radością za was wszystkich." „Dziękujemy Bogu, Ojcu Pana naszego Jezusa Chrystusa, modląc się zawsze za was." „Dziękujemy Bogu zawsze za was wszystkich, wymieniając was w naszych modlitwach."

Przykłady modlitwy zapisane w księdze Dziejów Apostolskich są tego samego rodzaju: są to niemal wyłącznie modlitwy wstawiennicze, zanoszone przy udzielaniu święceń, bierzmowaniu, uleczeniach, misjach i tym podobnych. Na przykład: „Gdy służyli Panu i pościli, rzekł Duch Święty: Wyznaczcie mi Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem. Wtedy po poście i modlitwie, nałożywszy na nich ręce, odprawili ich." I znów: „A Piotr wywarł wszystkich na dwór, klęknął i modlił się; następnie zwrócił się ku ciału i rzekł: Tabito, wstań."

**2.** Oto nauka przekazana nam przez słowa i czyny Apostołów i ich braci. Nie mogłoby być inaczej, jeśli chrześcijaństwo jest religią społeczną — a jest nią w sposób szczególny. Jeśli chrześcijanie mają żyć razem, będą się razem modlić; a modlitwa wspólna ma z konieczności charakter wstawiennicza, jako zanoszona za siebie nawzajem i za całość, i za każdego z nas jako część tej całości. W tej mierze zatem, w jakiej jedność jest szczególnym obowiązkiem ewangelicznym, modlitwa ewangeliczna przybiera charakter społeczny; i wstawiennictwo staje się znakiem istnienia Kościoła powszechnego.

Przytoczone powyżej przykłady modlitwy wstawienniczej pochodzą tedy od chrześcijan. Z drugiej strony zestawcie z nimi zapisane przykłady modlitwy u tych, którzy chrześcijanami nie byli, a znajdziecie, że nie mają one charakteru wstawienniczego. Na przykład: modlitwa świętego Piotra na tarasie otrzymała, jak wiemy, odpowiedź w postaci objawienia o powołaniu pogan — jeśli więc rozpatrywać ją w świetle przytoczonych już tekstów, możemy wnioskować, że jak odpowiedź, taka była i modlitwa: odnosiła się ona do innych. Natomiast Korneliusz, nie będący jeszcze chrześcijaninem, również doczekał się wysłuchania swej modlitwy. „Modlitwa twoja została wysłuchana; poślij po Szymona, który nosi przydomek Piotr; on powie ci, co masz czynić." Czy możemy wątpić, wychodząc z tych słów Anioła, że jego modlitwy były zanoszone przede wszystkim za siebie samego? I znów: przy nawróceniu świętego Pawła powiedziano nam: „Oto się modli." Jest oczywiste, że modlił się za siebie; i zauważcie — było to zanim stał się chrześcijaninem. Jeśli więc mamy sądzić o względnym znaczeniu religijnych obowiązków na podstawie odnotowanych przykładów ich wypełniania, powiedzielibyśmy, że wstawiennictwo jest tym rodzajem modlitwy, który wyróżnia chrześcijanina spośród tych, którzy chrześcijanami nie są.

**3.** Lecz przykład świętego Pawła otwiera przed nami drugi powód tego rozróżnienia. Wstawiennictwo jest szczególnym obowiązkiem chrześcijanina, gdyż on jeden jest w stanie go ofiarować. Jest ono działaniem usprawiedliwionych i posłusznych, synów Bożych, „którzy postępują nie według ciała, lecz według Ducha" — nie zaś cielesnych i nieodrodzonych. Jest to oczywiste nawet dla rozumu naturalnego. Niewidomy, którego uzdrowiono, powiedział o Chrystusie: „Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników; ale jeśli ktoś jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę, tego wysłuchuje." Saul-prześladowca nie mógł oczywiście wstawiać się tak jak święty Paweł Apostoł. Musiał jeszcze przyjąć chrzest i dostąpić przebaczenia. Byłoby zarozumiałością i zuchwalstwem w pokutniku, przed jego odrodzeniem, czynić cokolwiek innego, jak wyznawać swe grzechy i błagać o odwrócenie gniewu. Nie wyszedł on jeszcze poza siebie samego; nie otrzymał jeszcze pozwolenia, by to uczynić; i ma dosyć do czynienia w swoim wnętrzu. Sumienie przygniata go ciężko, a nie ma on „skrzydeł gołębicy, by ulecieć i spocząć." Nie potrzeba, jak mówię, sięgać do Pisma Świętego po pouczenie w tak oczywistej sprawie. Nasze pierwsze modlitwy zawsze muszą być za nas samych. Nasze własne zbawienie jest sprawą osobistą; dopóki nie trudzimy się o jego zapewnienie, dopóki nie staramy się żyć pobożnie i nie modlimy się o zdolność do tego — owszem, i nie uczyniliśmy postępu — zajmowanie się innymi jest tylko obłudą lub przynajmniej zuchwalcem. Nie mam przez to na myśli, że modlitwa za siebie zawsze musi wyprzedzać wstawiennictwo w porządku czasowym. Chwała Bogu, wszyscy staliśmy się Jego dziećmi, zanim jeszcze popełniliśmy jakikolwiek grzech; rozpoczęliśmy życie w czystości i niewinności. Wstawiennictwo nigdy nie jest tak na miejscu, jak wtedy, gdy grzech został zupełnie usunięty, a serce jest pełne miłości i wolne od egoizmu. Nie przeczę też, że troska o dusze innych ludzi może być pierwszym objawem, że człowiek zaczyna myśleć o własnej; albo że osoby świadome wielkiej swej winy modlą się często za tych, których czczą i miłują, pod wpływem strachu, bólu lub innego silnego wzruszenia — i może niekiedy też w innych chwilach. Niemniej jest prawdą, że jest coś niedostosowanego i niespójnego w tym, że człowiek będący nałogowym i rozmyślnym grzesznikiem śmie się wstawiać. Jest też prawdą, że większość ludzi mniej lub bardziej odchodzi od Boga, kala chrzcielną szatę, potrzebuje łaski nawrócenia i musi być przebudzona do konieczności modlitwy za siebie jako do pierwszego kroku w jakiejkolwiek modlitwie.

„Bóg nie wysłuchuje grzeszników" — natura nam to mówi; lecz nikt prócz samego Boga nie mógłby nam powiedzieć, że będzie wysłuchiwał i obdarzał odpowiedzią tych, którzy grzesznikami nie są; bo „gdy uczynimy wszystko, jesteśmy sługami nieużytecznymi i żadnej nagrody nie możemy się domagać za swoje usługi." Lecz On łaskawie przyrzekł nam tę łaskę w Piśmie Świętym, jak pokażą następujące teksty.

Na przykład święty Jakub mówi: „Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego." Święty Jan: „Cokolwiek byśmy prosili, otrzymujemy od Niego, bo przestrzegamy Jego przykazań i czynimy to, co się Mu podoba." Rozważmy następnie uważnie uroczyste słowa naszego Pana wypowiedziane krótko przed Jego ukrzyżowaniem — słowa skierowane co prawda w pierwszym rzędzie do Apostołów, lecz z pewnością należące w odpowiedniej mierze do wszystkich, którzy „wierzą w Niego przez ich słowo". Znajdziemy w nich, że nieustanne posłuszeństwo, dojrzała, trwała, całożyciowa świętość jest tu przedstawiona jako warunek Jego zażyłej przychylności i mocy we wstawiennictwie. „Jeżeli we Mnie trwacie — mówi — a słowa moje w was trwają, proście o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że przyniesiecie owoc obfity i że będziecie moimi uczniami. Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej. Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego; ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego." Z tego uroczystego daru szczególnie ewangelicznego przywileju — bycia „przyjaciółmi" Chrystusa — jest pewne, że jak modlitwa pokuty zjednuje grzesznikom chrzest i usprawiedliwienie, tak nasz wyższy dar posiadania mocy u Niego i przywodzenia do skutku zależy od „dodawania do naszej wiary cnoty".

Zwróćmy się do przykładów świętych mężów w minionych ekonomiach, których posłuszeństwo i przywileje były zapowiedziami ewangelicznych. Święty Jakub, po cytowanym już fragmencie swego listu, mówi tak o Eliaszu: „Eliasz był człowiekiem podobnym do nas, a modlił się żarliwie, by deszcz nie padał, i nie padało na ziemię przez trzy lata i sześć miesięcy." Sprawiedliwy Job został wyznaczony przez Boga Wszechmocnego na skutecznego orędownika za błądzącymi przyjaciółmi. Mojżesz, który był „wierny w całym domu" Bożym, dostarcza nam innego znamienitego przykładu wstawienniczej mocy: tak na Górze i przy innych okazjach, gdy błagał za zbuntowanym ludem, jak i w bitwie z Amalekitami, kiedy Izrael zwyciężał tak długo, jak jego ręce pozostawały wzniesione w modlitwie. Mamy tu uderzającą figurę owej nieustannej, żarliwej, niestrudzanej modlitwy mężów „wznoszących święte ręce", która pod Ewangelią przeważa przed Bogiem Wszechmocnym. Znów, w księdze Jeremiasza, Mojżesz i Samuel są przedstawieni jako orędownicy tak potężni, że jedynie grzechy Żydów były zbyt wielkie na to, by ich modlitwy odniosły skutek. Podobnie w księdze Ezechiela zawarte jest domniemanie, że trzej tacy jak Noe, Daniel i Job wystarczyliby, w pewnych przypadkach, by ocalić winne narody od sądu. Sodomę mógłby uratować dziesiątek. Abraham, choć nie mógł ocalić wspomnianego opuszczonego miasta, zdołał jednak wyratować Lota z zagłady; jak też kiedy indziej skutecznie wstawił się za Abimelekiem. Samo powiadomienie go o zamiarze Bożym względem Sodomy było oczywiście szczególnym zaszczytem i oznaczało go jako przyjaciela Bożego. „Czyż mam zataić przed Abrahamem to, co zamierzam uczynić, skoro Abraham stanie się na pewno wielkim i potężnym narodem, i przez niego będą błogosławione wszystkie narody ziemi?" I następuje uzasadnienie: „Bo wybrałem go, aby nakazał synom i domowi swojemu po sobie strzec drogi Pańskiej, pełniąc sprawiedliwość i prawo, aby Pan mógł wypełnić względem Abrahama to, co mu obiecał."

**4.** Historia Bożych dzieł z Abrahamem dostarczy nam dodatkowej nauki, którą trzeba mieć stale w pamięci, mówiąc o przywileju świętych na ziemi jako orędowników między Bogiem a człowiekiem. Mogę wyobrazić sobie kogoś, kto — z obawy, by wiara w ten przywilej nie podważała właściwego przyjęcia nauki o Krzyżu — jest zakłopotany, znajdując w powyższych tekstach tak wyraźne jej powiązanie z posłuszeństwem. Mówię: zakłopotany, bo nie chcę rozważać przypadku tych — choć i tacy istnieją — którzy gdy tekst Pisma Świętego wydaje im się być ze sobą w sprzeczności, a jedna jego część odbiega od innej, nie pozwalają sobie być zakłopotanymi, nie zawieszają swego sądu i nie czekają pokornie na światło, nie wierzą, że Boży Plan jest rozleglejszy i głębszy niż ich własne możliwości pojęcia, lecz śmiało naginają do sztucznej zgodności to, co już jest harmonijne w nieskończonych radach Bożych, choć nie dla nich. Mówię do zakłopotanych; i chciałbym, by zauważyli, że Bóg Wszechmocny pamiętał, właśnie w tym przykładzie Abrahama, ojca naszego w duchu, o owym innym aspekcie, pod którym nawet najwyżej wywyższeni spośród dzieci ziemskich muszą zawsze stać w Jego obecności. Powiedziano o nim gdzie indziej: „Abraham uwierzył Bogu i poczytano mu to za sprawiedliwość" — jak wskazuje święty Paweł, gdy rozprawia o wolnej łasce Bożej w naszym odkupieniu. Nawet Abraham był usprawiedliwiony przez wiarę, choć doskonalony przez uczynki; i to, że powiedziano nam o tym w księdze Rodzaju, wydaje się być jakby wskazówką dla zakłopotanego szukającego, że jego trudność może być jedynie pozorna — że gdy Bóg objawia jedną naukę, nie zaniedbuje przez to niczego i drugiej, ani nie nagradza swych sług (choć nagradza) za czyny dokonane własną ich mocą. Z drugiej strony jest to dla nas przestroga, którzy słusznie kładziemy nacisk na prerogatywy udzielone przez Jego łaskę, by pamiętać zawsze, że to łaska tylko uszlachetnia i wywyższa nas w Jego oczach. Abraham jest ojcem naszym w duchu; a jak on, tak i jego dzieci. W nas, jak w nim, wiara musi być fundamentem wszystkiego, co jest przyjemne Bogu. „Przez wiarę stoimy", przez wiarę jesteśmy usprawiedliwieni, przez wiarę jesteśmy posłuszni, przez wiarę nasze uczynki są uświęcone. Wiara wciąż na nowo przyzwala nam na łaskę naszego Chrztu; wiara otwiera przed nami moc wszelkich innych ustanowień Ewangelii — z Najświętszym Sakramentem, który jest najwyższe. Przez wiarę zwyciężamy „w godzinie śmierci i w dzień sądu". I wyrazistość oraz moc, z jaką jest nam to oznajmione w Listach, i jego oczywistość nawet dla naszego rozumu naturalnego, może być przyczyną, dla której mniejszy nacisk jest tam kładziony na obowiązek modlitwy za siebie. Sama instynktowność wiary powiedzie człowieka do tego bez wyraźnego nakazu, a Sakramenty zapewniają jego wypełnianie. — Tyle zatem tytułem przestrogi co do wpływu wiary na nasze zbawienie: przyczynia się ona doń, nie naruszając jednak odrębnej roli uczynków w nadawaniu mocy naszemu wstawiennictwu.

I pozwólcie mi tu zauważyć pewną właściwość Pisma Świętego: mówi ono, jak gdyby odrębne nagrody przypisane były odrębnym łaskom — zgodnie ze słowami naszego Pana: „Temu, kto ma, będzie dodane"; tak że to, co powiedziano, zestawiając wiarę z uczynkami, jest tylko jednym przypadkiem pewnej ogólnej zasady. Tak oto w Kazaniu na Górze błogosławieństwa są ogłaszane poszczególnym cnotom z osobna: „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię"; „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą"; i tak dalej w tym samym duchu. Nie próbuję tu rozstrzygać, jakie są owe poszczególne łaski, jakie nagrody, jaka jest ich wzajemna stosowność, jaki rzeczywisty związek między nagrodą a łaską, ani jak dalece jedna łaska może być oddzielona od innej w rzeczywistości. Wiemy, że wszystkie zależą od jednego korzenia — wiary — i są jedynie różnie rozwinięte w różnych osobach. Widzimy też w Piśmie Świętym, że ta sama nagroda nie jest niezmiennie przypisana tej samej łasce; jak gdyby ze względu na ścisły związek między wszystkimi łaskami ich nagrody mogły być (że tak rzekę) pożyczane i wymieniane jedna z drugą; jednak dość zostało tam powiedziane, by nakierować nasze myśli na istnienie tej zasady samej w sobie, choć nie jesteśmy w stanie zgłębić jej znaczenia i konsekwencji. Na tej właśnie zasadzie nasze Artykuły przypisują usprawiedliwienie jedynie wierze jako symbolu wolnej łaski naszego odkupienia; podobnie jak w przypowieści o faryzeuszu i celniku Pan zdaje się przypisywać je samouniżeniu, a w słowach do „kobiety, która była grzesznicą" — miłości obok wiary, podczas gdy święty Jakub łączy je z uczynkami. W innych przypadkach nagroda następuje w sposób naturalny. Tak dar mądrości jest zwykłym owocem doświadczenia znoszonego pobożnie; odwaga — wytrwałości. W ten sposób święty Paweł wyprowadza szereg darów duchowych jednego z drugiego: doświadczenie z cierpliwości, nadzieję z doświadczenia, śmiałość i ufność z nadziei. Dodam tylko dwa przykłady ze Starego Testamentu. Przykazanie mówi: „Czcij ojca swego i matkę swoją, abyś długo żył na ziemi" — obietnica, która w sposób szczególny wypełniła się nawet w przypadku Rechabitów, którzy nie byli z Izraela. Znów, z historii Daniela dowiadujemy się, że oświecenie lub inna cudowna moc jest nagrodą postu i modlitwy. „W owe dni ja, Daniel, smucąc się, pościłem trzy tygodnie. Nie jadłem smacznego chleba, mięso ani wino nie wchodziło do ust moich, nie namaszczałem się też wcale, aż dopełniły się trzy tygodnie całe… I rzekł do mnie: Nie bój się, Danielu, bo od pierwszego dnia, gdy przyłożyłeś serce do zrozumienia i do umartwienia się przed Bogiem twoim, słowa twoje zostały wysłuchane i ja przybyłem z powodu twoich słów… Teraz przyszedłem, by dać ci zrozumienie tego, co spotka twój lud w ostatnich dniach." Do tego ustępu porównajcie wizję świętego Piotra o poganach podczas modlitwy i postu; i znów słowa naszego Pana o wyrzucaniu „ducha niemego i głuchego": „Ten rodzaj można wyrzucić tylko przez modlitwę i post." Przez podobne tedy rozporządzenie wstawiennictwo jest prerogatywą i darem posłusznych i świętych.

**5.** Dlaczego mielibyśmy wzbraniać się uznać to, co jest tak wielką pociechą wiedzieć? Dlaczego mielibyśmy odmawiać wiary w przemieniającą moc i skuteczność Ofiary naszego Pana? Zaiste, nie umarł On w żadnym pospolitym celu, lecz po to, by wywyższyć człowieka, który był prochem ziemi, do „miejsc niebieskich". Nie umarł po to, by pozostawić go takim, jakim był — grzesznym, ciemnym i nieszczęśliwym. Nie umarł po to, by oglądać swą nabytą własność tak samo słabą w dobrych uczynkach, tak samo skażoną, tak samo małoduszną i strapioną jak przed Jego przyjściem. Raczej umarł, by odnowić go na swój obraz, by uczynić go istotą, w której mógłby się weselić i radować, by uczynić go „uczestnikiem Boskiej natury", by napełnić go wewnątrz i na zewnątrz potokiem łaski i chwały, by obdarzyć go darem po darze, cnotą po cnocie i mocą po mocy — każdą działającą na inne, wszystkim razem działającym, aż stanie się Aniołem na ziemi zamiast buntownikiem i wygnańcem. Umarł, by udzielić mu tego przywileju, który pociąga za sobą lub zawiera wszystkie inne, i który przybliża go najbardziej do Niego samego — przywileju wstawiennictwa. To, powiadam, jest szczególną prerogatywą chrześcijanina; i jeśli jej nie ćwiczy, z pewnością nie wzniósł się do pojmowania swego prawdziwego miejsca wśród stworzeń. Nie mówcie, że jest synem Adama i musi stanąć przed przyszłym sądem — wiem o tym; lecz jest on czymś jeszcze prócz tego. Jak dalece wszedł w ów wyższy stan bytowania, jak dalece jeszcze trwa w swym pierwotnym stanie — to jest, w każdym poszczególnym przypadku, tajemnicą z Bogiem. Niemniej każdy chrześcijanin jest w pewnym sensie jednocześnie w obu: widziany w sobie samym, zawsze modli się o przebaczenie i wyznaje grzech; lecz widziany w Chrystusie, „ma dostęp do tej łaski, w której stoimy, i chlubi się nadzieją chwały Bożej". Widziany w swoim miejscu w „Kościele Pierworodnych wpisanych w niebie", ze swym pierwotnym długiem umorzonym w Chrzcie i wszelkimi późniejszymi karami odsuniętymi przez Rozgrzeszenie, stojący w obecności Bożej wyprostowany i bez zarzutu, przyjęty w Umiłowanym, przyodziany w szaty sprawiedliwości, namaszczony olejkiem, z koroną na głowie, w szacie królewskiej i kapłańskiej, jako dziedzic wieczności, pełen łaski i dobrych uczynków, postępujący we wszystkich przykazaniach Pańskich bez nagany — taki właśnie jest, powiadam, wyraźnie na swoim miejscu, gdy się wstawia. Jest ukształtowany na wzór i w pełni Chrystusa — jest tym, czym Chrystus jest. Chrystus wstawia się w górze, a on wstawia się na dole. Po cóż miałby zwlekać w przedsionku, prosząc o przebaczenie, ten, komu dane było uczestniczyć w łasce Męki Pańskiej, umierać z Nim i zmartwychwstawać? Jest już zdolny do rzeczy wyższych. Jego modlitwa odtąd ma szerszy zasięg i obejmuje nie tylko jego samego, lecz i innych. Zostaje wtajemniczony w plany i zamiary swego Pana i Zbawiciela. Czyta w Piśmie Świętym to, czego wielu tam nie widzi: bieg Jego Opatrzności i zasady Jego rządów w tym świecie. Patrzy na wydarzenia historyczne okiem oświeconym przez Boga. Widzi, że wśród nas toczy się wielka walka między dobrem a złem. Rozpoznaje w mężach stanu, i w wojownikach, i w królach, i w narodach, w rewolucjach i przemianach, w utrapieniu i pomyślności — nie same przypadkowe zjawiska, lecz narzędzia i znaki nieba i piekła. Jest tedy w pewnym sensie prorokiem: nie sługą, który jest posłuszny nie znając planów i zamiarów swego Pana, lecz bliskim „poufnym przyjacielem" Jednorodzonego Syna Bożego — spokojnym, zebranym, przygotowanym, zdecydowanym, pogodnym wśród tego niespokojnego i nieszczęśliwego świata. O tajemnico błogosławieństwa, zbyt wielka, by o niej spokojnie rozmyślać, w obawie byśmy nie ogarnęli zawrotu głowy! Dobrze im, obdarzonym tak wielkim przywilejem, że nie wiedzą go z pewnością; dobrze im, że mogą o nim jedynie nieśmiało się domyślać — lub raczej powiedziałbym: są przyzwyczajeni, a zarazem zobowiązani, rozważać go jako coś zewnętrznego wobec siebie, złożonego w Kościele, którego są tylko członkami, i jako dar wszystkich świętych we wszelkim czasie i miejscu, bez ciekawego dociekania, czy należy on szczególnie do nich bardziej niż do innych, czy też wystarczy im po prostu korzystać z niego jako z powierzonego im (z jakimkolwiek skutkiem) talentu do użycia. Dobrze im; bo jakie śmiertelne serce mogłoby znieść wiadomość, że jest przybliżone do Boga Wcielonego tak blisko, by być jednym z tych, którzy udoskonalają się w świętości i stoją u samych stopni tronu Chrystusowego?

Na zakończenie. Jeśli ktoś zapyta: „Skąd mam wiedzieć, czy jestem wystarczająco zaawansowany w świętości, by się wstawiać?" — ten wyraźnie źle zrozumiał rozważaną tu naukę. Przywilej wstawiennictwa jest skarbem powierzonym wszystkim chrześcijanom, którzy mają czyste sumienie i są w pełnej jedności z Kościołem. Rzeczy ukryte pozostawiamy Bogu — czym jest rzeczywiste zaawansowanie każdego człowieka w świętości i jaka jest jego rzeczywista moc w świecie niewidzialnym. Dwie rzeczy jedynie nas dotyczą: ćwiczenie naszego daru i stawanie się go coraz bardziej godnymi. Leniwy i nieużyteczny sługa zakopał talent swego Pana w chustce. Niech ten grzech będzie daleki od nas w odniesieniu do jednego z największych naszych darów! Słowem i czynem możemy co najwyżej nauczyć lub wpłynąć na niewielu; modlitwami możemy służyć całemu światu i każdemu jego człowiekowi z osobna: wysokim i niskim, przyjacielowi, obcemu i wrogowi. Czy nie napawa zatem trwogą spojrzeć wstecz na nasze minione życie choćby w tym jednym względzie? Skądże wiemy, czy nasz król, nasz kraj, nasz Kościół, nasze instytucje i nasze własne środowiska nie byłyby w daleko szczęśliwszym położeniu niż są, gdybyśmy wytrwale i poważnie modlili się za nie? Jakże możemy skarżyć się na trudności — narodowe czy osobiste — jakże możemy słusznie potępiać i oskarżać złowolnych i możnych, skoro jedynie powierzchownie korzystaliśmy z wstawiennictw zanoszonych w Litanii, Psalmach i w Najświętszej Komunii? Jak zdamy sobie rachunek z dusz, które za naszego życia żyły i umarły w grzechu; z dusz, które zginęły i czekają teraz na sąd — niewiernych, bluźnierców, rozpustnych, chciwych, wyzyskiwaczy; albo i tych, którzy umarli jedynie z wątpliwymi oznakami wiary — pokutników na łożu śmierci, ludzi światowych, chwiejnych, ambitnych, krnąbrnych, płochych, samowolnych — wiedząc, że według wszelkiego prawdopodobieństwa byliśmy przeznaczeni, by wpłynąć na ich los lub go odmienić?

Po wtóre i na koniec: jeśli tak wiele od nas zależy — „jakimiż ludźmi winniśmy być w świętym postępowaniu i pobożności!" Oby odtąd pilniej niż dotąd strzec zwierciadła naszych serc, by było nieskalane i jasne — tak byśmy mogli odbijać w obecności Ojca obraz Syna Bożego, czyste od pyłu i plam tego świata, od zazdrości i zawiści, kłótni i sporów, gorzkości i surowości, lenistwa i nieczystości, trosk i niezadowolenia, fałszu i małostkowości, pychy i próżności! Oby trudzić się — nie własną mocą, lecz mocą Boga Ducha Świętego — by być trzeźwymi, czystymi, wstrzemięźliwymi, łagodnymi, serdecznymi, dobrymi, wiernymi, wytrwałymi, pokornymi, cierpliwymi, pogodnymi, oddanymi — w każdych okolicznościach, o każdym czasie, wśród wszystkich ludzi, pośród wszelkich doświadczeń i boleści tego śmiertelnego życia! Niech Bóg da nam ku temu moc, zgodnie ze swą obietnicą, przez Syna swego, Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa.

← wróć do odkrywania