HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom IV

Kazanie XII. Kościół domem dla samotnych

Gdy jestem samotnyGdy nie mam oparcia Natura i jedność KościołaModlitwa ustna i wspólna
„Wzbudził nas wspólnie i posadził na wyżynach niebieskich w Chrystusie Jezusie."
W skrócie. Kazanie ukazuje Kościół jako dom i rodzinę dla dusz osamotnionych i pozbawionych ziemskich oparć. Newman wskazuje, że liturgia, wspólna modlitwa i sakramenty tworzą wspólnotę, która nie zależy od ludzkich sympatii ani okoliczności. Kościół jest prawdziwym domem dla tych, którzy nie mają innego.

„Choć nie chcą przyjąć lekarstwa Bożego, wyznają jednak, że lekarstwo jest potrzebne, i uciekają się do tego, co — jak sądzą — okaże się nim.”

*„Wzbudził nas wspólnie i posadził na wyżynach niebieskich w Chrystusie Jezusie."* — Ef 2,6

Gdybyśmy od młodości postępowali za natchnieniami łaski Bożej, rozumielibyśmy — bez rozumowania i bez surowej próby — że niebo jest przedmiotem zasługującym na naszą najwyższą miłość i najwytrwalsze starania. Taka jest niewątpliwie szczęśliwość niektórych osób; taka jest w pewnej mierze, być może, szczęśliwość wielu. Są tacy, którzy — na wzór Samuela — mieszkają w świątyni Bożej święci i nieskalani od niemowlęctwa i którzy, za przykładem Jana Chrzciciela, zostają uświęceni przez Ducha Świętego — jeśli nie tak jak on od łona matki, to przynajmniej od swego drugiego narodzenia w świętym Chrzcie. Są też i inni, którzy posiadają ten wielki dar mniej lub bardziej — w których światło Boże zostało zachowane, choć tkwiło w ukryciu; nie zgaszone ani nie przygłuszone przez jawny grzech, choć od początku nie było należycie cenione i pielęgnowane. Wielu jest, jak można mieć nadzieję, takich, którzy zachowują szaty chrzcielne nieskalane, choć wiatr i nawałnica tego świata oraz kurz opieszałości i niedbałości barwią je przez pewien czas — aż w stosownej porze budzą się ze swych snów i, nim jest za późno, oddają swe serca Bogu. Wszyscy ci — czy poszli za Nim od niemowlęctwa, czy od dzieciństwa, czy od chłopięctwa, czy od młodości, czy od progu dojrzałości — nigdy nie stali się małżonkami tego świata; nigdy nie dali mu swych serc, ani nie ślubowali mu posłuszeństwa, ani nie popełnili szaleństwa w sprawach czasu i zmysłów. Dlatego też zdolni są — dzięki samej mocy łaski Bożej udzielanej im przez ustanowienia Ewangelii — pojąć, że obietnica nieba jest obietnicą największą i najbłogosławieńszą, jaka mogła być dana.

Inni odwracają się od Boga i popadają w drogi dobrowolnego grzechu, tracąc w naturalny sposób pierwotnie wszczepione w nich światło Boże; a jeśli zostają odzyskani, zostają odzyskani przez surowszą dyscyplinę. Odzyskuje się ich przez to, że doznają zawodu i cierpienia z rąk tego, od czego spodziewali się dobra; uczą się kochać Boga i cenić niebo nie przez łaskę chrzcielną, lecz przez doświadczenie świata; szukają świata i są przez świat z powrotem odpychani do Boga. Świat staje się dla nich błogosławiony — w dobrej opatrzności Bożej — jako narzędzie Jego łaski, przemienione ze zła na dobro, niby drugi sakrament, który ponownie czyni to, co zostało dokonane w niemowlęctwie, a potem cofnięte. Są przywiedzeni do tego, by mówić razem ze świętym Piotrem: „Panie, do kogóż pójdziemy?" — bo doświadczyli świata, a on ich zawiódł; zaufali mu, a on ich zwodził; oparli się na nim, a on ich przeszył boleścią; szukali w nim przyjemności, a on ubiczował ich na pokutę. O błogosławiony los tych, których błądzenia — choć błądzą — tak są kierowane, że to, co tracą z darmo danego daru Bożego, odzyskują przez Jego przymusowe środki lecznicze!

Lecz niemal wszyscy ludzie — czy są przez to skłaniani do powrotu do Boga, czy nie — poczują z doświadczenia, i to w niedługim czasie, i wyznają, że świat nie wystarczy do ich szczęścia; i szukają zatem środków na zaspokojenie tej potrzeby, choć nie sięgają po nie do religii. Choć nie chcą przyjąć lekarstwa Bożego, wyznają jednak, że lekarstwo jest potrzebne, i uciekają się do tego, co — jak sądzą — okaże się nim. Choć mogą nie miłować Boga i Jego świętego nieba, odkrywają jednak, że nie mogą zadowolić się światem ani całkowicie rzucić z nim losy, choćby tego pragnęli. To prowadzi mnie do tematu, który zamierzam rozważyć, jak sugeruje tekst, a mianowicie: do potrzeby, w jakiej spoczywa ludzkość, posiadania jakiegoś schronienia, ucieczki, odpocznienia, domu lub przytułku od świata zewnętrznego oraz do schronienia czy tajemnego miejsca, jakie Bóg zaopatrzył dla niej w Chrystusie.

Przez świat rozumiem wszystko, z czym człowiek styka się w obcowaniu z bliźnimi, czy to publicznie, czy prywatnie — wszystko, co jest nowe, obce i nie złączone z nim żadną naturalną więzią. Ten świat zewnętrzny jest na pierwszy rzut oka bardzo pociągający i porywający dla ogółu ludzi. Młodzi pragną zazwyczaj wejść w niego, jakby miał on zaspokoić wszystkie ich potrzeby i nadzieje. Pragną wejść w życie, jak się mówi. Serce im bije, gdy wypatrują czasu, kiedy będą — w tym lub innym sensie — sami sobie panami. W domu czy w szkole są pod nadzorem i dlatego wyglądają wolności świata i niezależności bytowania w nim jako wielkiego dobra. Stosownie do swego stanu w życiu — pragną wejść do służby albo zająć się handlem, albo stać się samodzielni w rzemiośle, albo wejść w zabawy i uciech światowe, albo z zainteresowaniem wyglądają jakiegoś zawodu lub zajęcia, które rozniecają ich ambicję i obiecują wyróżnienie.

A gdy pragnienie ich zostaje spełnione, przez pewien czas wszystko idzie może tak, jak by chcieli. Jest tyle nowości i tyle uroku w tym, co się dzieje za drzwiami, że czują się jakby w nowym stanie istnienia i w ten lub inny sposób „radują się z młodości swojej". Szczęśliwi ci, którzy są inaczej usytuowani — bo jest niemało takich, o których można powiedzieć, że nie mieli żadnej młodości; którzy z powodu słabego zdrowia, lub skromnych warunków, lub nieprzyjaznych przełożonych, lub domowego utrapienia, lub innych przyczyn, choć żyją w świecie, nie byli prawie wcale narażeni na jego pokusy ani nie widzieli w nim nic, co by ich zachwycało albo zajmowało ich wyobraźnię czy rozum. Opatrzność Boża tak to dla nich urządziła, że — cokolwiek są ich szczególne próby i doświadczenia — nie pochodzą one od uciech ani zajęć życia. Od początku zaznali świata tylko jako srogiego pana i nic mu nie zawdzięczają. Lecz cokolwiek jest naszym losem — czy zaznaliśmy przyjemności od świata, czy nie; czy nie doznaliśmy jego pokusy, czy jej nie odczuliśmy, czy odczuliśmy i przezwyciężyliśmy, czy odczuliśmy i zostaliśmy przezwyciężeni — wszyscy ludzie, pobożni i niepobożni, przekonują się w niedługim czasie, że świat jest niewystarczający dla ich szczęścia, i szukają odpocznienia gdzie indziej.

Zaiste, tak jest po każdej stronie; świat zewnętrzny okazuje się niewystarczający dla człowieka i szuka on jakiejś bliskiej ucieczki, bardziej intymnej, bardziej utajonej, czystszej, spokojniejszej i trwalszej. To jest główny powód — i powód godny pochwały — dla którego wielka liczba ludzi lepszego rodzaju patrzy w przyszłość na małżeństwo jako na wielki cel życia. Mówią, że to jest ustatkowanie się — i tak jest istotnie. Umysł nie znajduje niczego, co by go zadowalało, w zajęciach i rozrywkach życia, w jego pobudzeniach, zmaganiach, troskach, wysiłkach, dążeniach i zwycięstwach. Jeśli człowiek dorobi się pieniędzy, wybije się w życiu, wzniesie w społeczeństwie, zdobędzie władzę — czy to w wyższej, czy w niższej sferze — to jeszcze nie wystarcza; potrzebuje domu, centrum, na którym może skupić myśli i uczucia, tajemnego miejsca zamieszkania, które ukoiłoby go po trudach świata i byłoby jego ukrytą ostoją i podporą gdziekolwiek by poszedł, i mieszkałoby w jego sercu, choć imię jego nie byłoby na jego ustach. Świat może uwodzić, może przerażać, może wprowadzać w błąd, może zniewolić, ale nie może naprawdę natchnąć ufnością i miłością. Nie ma dla nas spoczynek, jeno w spokoju, ufności i miłości; dlatego wszyscy ludzie — nie biorąc pod uwagę religii — starają się urządzić sobie dom jako jedyną potrzebę swej natury, albo są nieszczęśliwi, gdy go nie mają. Tym samym świadczą przeciw światu, choćby byli dziećmi tego świata; świadczą przeciw niemu tak samo jak najświętsi i najbardziej zapierający się siebie, którzy przez wiarę go zwyciężyli.

Tu więc odnajduje nas Chrystus, znużonych owym światem, w którym jesteśmy zmuszeni żyć i działać — czy to jako dobrowolni, czy jako mimowolni jego słudzy. Odnajduje nas potrzebujących i szukających domu i urządzających go, jak możemy, za pomocą stworzenia, bo to jedyne, co możemy uczynić. Świat, w którym spoczywają nasze obowiązki, jest jak pustynia jałowa, jak wzburzone i burzliwe morze, jak zmienne wiatry i pogody. Nie ma w nim żadnej trwałości, jest jak cień albo widmo; gdy go gonimy, gdy usiłujemy go pochwycić — wymyka się nam albo jest złośliwy i czyni nam szkodę. Potrzebujemy czegoś, czego świat dać nie może: to jest właśnie to, czego potrzebujemy, i to właśnie Ewangelia nam zapewniła.

Powiadam, że Pan nasz Jezus Chrystus, umierając za nasze grzechy na Krzyżu i wstępując na wyżyny, nie zostawił świata takim, jakim go zastał, lecz zostawił za sobą błogosławieństwo. Zostawił w świecie to, czego w nim przedtem nie było — tajemny dom, w którym wiara i miłość mogą się radować gdziekolwiek je znajdą, mimo otaczającego je świata. Pytacie, co to jest? Opisuje to rozdział, z którego pochodzi tekst. Mówi o „fundamencie Apostołów i Proroków, a Jezus Chrystus jest głównym kamieniem węgielnym"; o „Budowli spojonej w całość", „wzrastającej w przybytek święty w Panu"; o „Mieszkaniu Bożym przez Ducha". To jest Kościół Boży, który jest naszym prawdziwym Domem z Bożego zaopatrzenia — Jego własnym niebiańskim dworem, gdzie przebywa ze świętymi i Aniołami, do którego wprowadza nas przez nowe narodzenie, i w którym zapominamy o świecie zewnętrznym i jego licznych utrapieniach.

Żydzi mieli podobną ucieczkę we własnej materialnej Świątyni, choć była oczywiście daleko niższa od tej, którą Chrystus przygotował. Trzy razy w roku wszyscy mężczyźni ze wszystkich stron świata szli do Jeruzalem, aby stanąć przed Bogiem w niej; a niektórym świętym osobom było nawet dozwolone w niej mieszkać. Takimi byli prorok Samuel w swej młodości i Anna prorokini w swojej starości; nie wspominając kapłanów i lewitów, którzy zawsze tam byli z urzędu. Świątynia wznosiła się dostojnie i pięknie na górze Syjon, zapraszała czciciela, wpuszczała go, osłaniała od świata zewnętrznego ze wszystkimi jego nędzami i zniewagami, i wprowadzała go bezpośrednio w Obecność Bożą. Nie dziw więc, że Dawid mówi o niej z takim pobożnym uczuciem i z takim smutkiem i tęsknotą, gdy jest z dala. „O, jakże miłe są przybytki Twoje — mówi — Panie Zastępów! Dusza moja pragnie i tęskni za dziedzińcami Pańskimi; serce moje i ciało moje wołają do Boga żywego… Błogosławieni, którzy mieszkają w domu Twoim; oni wciąż Cię będą chwalić… Lepszy jest dzień jeden w dziedzińcach Twoich niż tysiąc innych. Wolę stać u progu domu Boga mojego, niż mieszkać w namiotach nieprawości". I znowu: „Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego: kiedyż przyjdę i ukażę się przed obliczem Bożym?" „Ześlij Twoje światło i Twoją prawdę, niechaj mnie prowadzą i przywiodą na Twoją górę świętą i do Twych przybytków; i że wejdę do ołtarza Bożego, do Boga, który jest weselem i radością moją; i na cytrze dziękować Ci będę, Boże, Boże mój". I znowu: „Oto chwalcie Pana, wszyscy słudzy Pańscy; którzy nocą stoicie w domu Pańskim, na dziedzińcach domu Boga naszego. Wznieście ręce wasze ku świątyni i chwalcie Pana".

Taka była Świątynia żydowska; lecz poza innymi niedostatkami — jako widzialna i materialna — była ograniczona do jednego miejsca. Nie mogła być domem dla całego świata, ba, nawet nie dla jednego narodu, lecz tylko dla niewielu spośród mnóstwa. Świątynia chrześcijańska jest jednak niewidzialna i duchowa i dlatego może być wszędzie. „Królestwo Boże — mówi Pan nasz, mówiąc o niej — nie przychodzi dostrzegalnie. Nie będą mówić: oto tu albo oto tam — bo oto królestwo Boże jest w was". I znowu do Samarytanki: „Nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcić Ojca… Lecz nadchodzi godzina — i już jest — kiedy prawdziwi czciciele będą czcić Ojca w duchu i w prawdzie; bo takich czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem; a ci, którzy Go czczą, winni Go czcić w duchu i w prawdzie". „W duchu i w prawdzie" — bo gdyby Jego Obecność nie była niewidzialna, nie mogłaby być rzeczywista. To, co jest widziane, nie jest rzeczywiste; to, co jest materialne, jest zniszczalne; to, co jest w czasie, jest przemijające; to, co jest miejscowe, jest tylko cząstkowe. Lecz Świątynia chrześcijańska jest tam, gdzie gdziekolwiek są chrześcijanie w imię Chrystusa; jest tak w pełni w każdym miejscu, jakby nie była nigdzie indziej; i możemy wejść do niej i stanąć pośród jej świętych mieszkańców — niebiańskiej rodziny Bożej — tak rzeczywiście, jak żydowski czciciel udawał się na widzialne dziedzińce Świątyni. Nie widzimy niczego; lecz to — powtarzam — jest warunkiem koniecznym tego, aby była wszędzie. Nie byłaby wszędzie, gdybyśmy widzieli ją gdziekolwiek; nie widzimy niczego, lecz korzystamy z wszystkiego.

I tak jest ona nam ukazana w Starym Testamencie — czy to w proroctwie, czy przez okazjonalne zapowiedzi. Izajasz prorokuje, że „stanie się w dniach ostatnich: Góra domu Pańskiego będzie utwierdzona na szczycie gór i wyniesiona nad wzgórza; a wszystkie narody do niej popłyną". I została ona pokazana w zapowiedzi Jakubowi i słudze Elizeusza: Jakubowi, gdy ujrzał we śnie „drabinę opartą na ziemi, której wierzchołek sięgał nieba, a oto Aniołowie Boży wstępowali po niej i zstępowali"; a słudze Elizeusza, gdy „Pan otworzył oczy młodzieńca… a oto góra pełna była koni i rydwanów ognistych wokół Elizeusza". Były to zapowiedzi tego, co miało być stałym stanem rzeczy, gdy Chrystus przyszedł i „otworzył królestwo niebieskie wszystkim wierzącym"; a na czym owo otwarcie polegało, mówi nam święty Paweł: „Przystąpiliście — powiada — do góry Syjon, do Miasta Boga żywego, do Jeruzalem niebieskiego i do niezliczonego zastępu Aniołów, do uroczystego zebrania i Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebie, i do Boga, Sędziego wszystkich, i do duchów sprawiedliwych uczynionych doskonałymi, i do Jezusa, Pośrednika Nowego Przymierza, i do krwi pokropienia". Takimi są mieszkańcy naszego świętego domu: sam Bóg; Chrystus; zgromadzenie pierworodnych, jak Apostołowie; Aniołowie; i duchy sprawiedliwych. Tak będąc rzeczy, nie dziw, że tekst dosłownie mówi o Kościele jako o niebie na ziemi, powiadając, że Bóg „wzbudził nas razem z Chrystusem… i wzbudził nas wspólnie, i posadził na wyżynach niebieskich w Chrystusie Jezusie". Czym więc widzialna Świątynia była dla Żydów, tym — i o wiele więcej — jest królestwo niebieskie dla nas; jest ono prawdziwym schronieniem i kryjówką, jak i tamta była, i odgradza od świata. Gdy ludzie są udręczeni niepokojem, troską i zawodami — co czynią? szukają schronienia w rodzinach; otaczają się dobrodziejstwami życia domowego i tworzą sobie świat wewnętrzny, aby uczucia ich miały na czym spocząć. Takim to darem, którego oczekiwali natchnieni mężowie, my cieszymy się w Kościele chrześcijańskim. „Ukryj mnie — modli się Psalmista — przed zgromadzeniem złych, od rozruchu czyniących nieprawość". I znowu: „Strzeż mnie jako źrenicy oka; ukryj mnie w cieniu skrzydeł Twoich od bezbożnych, którzy mnie gnębią". I znowu: „Błogosławiony człowiek, którego wybierasz i przyjmujesz do siebie; będzie mieszkał na Twoim dziedzińcu i nasyci się dobrami Twego domu, Twojego świętego Kościoła: będziesz nam czynił rzeczy przedziwne w sprawiedliwości Twojej, o Boże zbawienia naszego". I znowu: „Jednej rzeczy żądałem od Pana i tej szukać będę: abym mieszkał w domu Pańskim wszystkie dni mojego życia, żebym oglądał piękno Pańskie i nawiedził Jego przybytek; bo w dniu nieszczęścia skryje mnie w swoim namiocie, owszem, w tajemnym miejscu swego przybytku ukryje mnie i postawi mnie na skale". I znowu: „Tyś jest moim schronieniem; zachowasz mnie od utrapienia". I jeszcze raz: „O jak wielka jest dobroć Twoja, którą zachowałeś dla tych, co się Ciebie boją… Zakryjesz ich w ukryciu Twojej obecności od napaści ludzi; ukryjesz ich w swoim namiocie od waśni języków. Dzięki niech będą Panu, bo okazał mi przedziwną łaskę w mieście warownym". Podobnie Prorocy; na przykład Prorok Izajasz mówi: „Oto król będzie królował w sprawiedliwości, a książęta rządzić będą w praworządności; i będzie człowiek jakby schronieniem od wiatru i osłoną przed burzą, jak strumienie wody na miejscu suchym, jak cień skały wielkiej w ziemi spragnionej". I znowu: „Byłeś mocą dla ubogiego, mocą dla nędzarza w jego ucisku, schronieniem przed burzą, cieniem przed upałem… na tej górze spocznie ręka Pańska". „Mamy silne miasto; mury i wały wzniesie Bóg ku zbawieniu. Otwórzcie bramy, aby wszedł naród sprawiedliwy, strzegący wierności; Ty zachowasz w doskonałym pokoju tego, czyja myśl trwa przy Tobie, bo Tobie ufa". I znowu: „Dziełem sprawiedliwości będzie pokój, a owocem prawości spokój i bezpieczeństwo na wieki. I będzie lud mój mieszkał w miejscu spokojnym, w mieszkaniach bezpiecznych i w miejscach odpoczynku cichych; kiedy spadnie grad niszczący las". Z czym zgadzają się liczne teksty w Nowym Testamencie, jak słowa świętego Pawła do Kolosan: „Życie wasze jest ukryte z Chrystusem w Bogu".

Teraz zaś to, co zostało powiedziane — małe choć jest w porównaniu z tym, co można by zebrać na ten temat — może wystarczyć, aby nam zasugerować ów wielki przywilej, z którego możemy korzystać, jeśli go szukamy: mieszkania w niebiańskim domu pośród tego burzliwego świata. Świat nie jest pomocnikiem dla człowieka, a pomocnika potrzebuje. Nikt — mężczyzna ani kobieta — nie może stać samotnie; tak jesteśmy ukonstytuowani przez naturę; a świat, zamiast nam pomagać, jest jawnym wrogiem. Tylko powiększa naszą samotność. Eliasz wołał: „Ja tylko jeden pozostałem, a szukają duszy mojej, aby ją wziąć". Jakże mu odpowiedział Bóg Wszechmocny? Łaskawie powiadamiając go, że zachował sobie resztkę siedmiu tysięcy prawdziwych wierzących. Taka jest błogosławiona prawda, którą On i nam przynosi do domu. Możemy być pełni boleści; mogą być walki zewnątrz i strachy wewnątrz; możemy być wystawieni na zmarszczki, naganę lub pogardę ludzi; mogą nas oni stronić; albo — biorąc najlżejszy przypadek — możemy być (a z pewnością będziemy) zmęczeni bezużytecznością tego świata, jego oziębłością, nieprzyjaznym usposobieniem, chłodem i posępnością; będziemy potrzebować czegoś bliższego nam. Czym jest nasze ocalenie? Nie leży w ramieniu ludzkim, w ciele i krwi, w głosie przyjaciela ani w miłym obliczu; jest nim ów święty dom, który Bóg dał nam w Swoim Kościele; owo wieczne Miasto, w którym On ustanowił Swą siedzibę. Jest nim owa niewidzialna Góra, z której Aniołowie patrzą na nas swymi przenikliwymi oczami, a głosy umarłych nas wołają. „Większy jest Ten, który jest w nas, niż ten, który jest na świecie"; „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?" Wielki to przywilej zaiste, gdybyśmy pojmowali tylko jego wielkość! Człowiek szuka stworzenia, gdy świat go uciska; my szukajmy Stwórcy; „szukajmy Pana i Jego mocy, szukajmy Jego oblicza nieustannie". Odwróćmy się od świata, ukryjmy się w Jego mieszkaniu, okryjmy się przed ziemią i znikajmy w duchowym królestwie naszego Boga. Jakże wielkie dobrodziejstwo — nie do pomyślenia — sprzymierzyć się w ten sposób z wyższym stworzeniem Bożym zamiast brać dział z niższym! Czegóż więcej nam potrzeba — czy to by zaspokoić nasze prawdziwe potrzeby, czy nasze własne ich odczucie? Czy potrzebujemy pomocy i pociechy? Czy cokolwiek z tego świata może udzielić takiej siły, jak Ten, który jest obecny w owej Świątyni, którą nam dał? Czy potrzebujemy wyobrażeń i myśli, które by zajęły nasze umysły ku pokrzepieniu i pociesze — jako pojętych towarzyszy, o których możemy myśleć, przy których możemy przebywać, z którymi możemy obcować i z którymi możemy być jedno? Jakaż wspólnota może być chwalebniejsza, bardziej zaspokajająca od tej, którą możemy mieć z tymi mieszkańcami Miasta Bożego, których wylicza święty Paweł? Opuść więc tę ziemską scenę, o duszo dziewicza, choć jest ona jakże pociągająca i czarująca; dąż do wyższej nagrody, do szlachetniejszej społeczności. Wejdź w przybytek Boży. „Kto przebywa pod obroną Najwyższego, mieszka w cieniu Wszechmocnego… Pod skrzydłami Swoimi osłoni cię i będziesz bezpieczny pod Jego piórami. Nie będziesz się bał trwogi nocnej ani strzały lecącej za dnia. Po lwie i żmii będziesz chodził, depcząc lwiątko i smoka". Szatan może czynić co najgorszego; może cię surowo trapić, może cię zranić, może cię napiętnować, może cię okulawić w rzeczach dotyczących tego świata; ale nie może cię dotknąć w rzeczach duchowych; nie ma nad tobą mocy, by wciągnąć cię w grzech i niełaskę Bożą. O duszo dziewicza, niech to będzie twoją ostoją w dzień ciemności. Gdy znużysz się światem — do kogo masz iść? Do nikogo poza Tym, który jest niebieskim Oblubieńcem każdej wiernej duszy. Oddaj Mu się swobodnie i bez obłudy. „Wprowadzi cię do domu wina, a sztandarem nad tobą będzie miłość. Posadzi cię pod swym cieniem, z wielką rozkoszą, a owoc jego będzie słodki na twoim podniebieniu". Nie musisz nic pożądać na ziemi; jesteś pełna i obfitujesz; domy i ziemie, i bracia, i rodzice, i żona, i dzieci — wszystko to jest więcej niż wynagrodzone przez „szczególny dar wiary, milszy twemu umysłowi". Choć jesteś w ciele z ciała, jako członek tego świata, wystarczy, że klękniesz pobożnie na modlitwie, a będziesz od razu w towarzystwie Świętych i Aniołów. Gdziekolwiek jesteś, możesz — przez niepojętą miłosierdzie Boże — w jednej chwili przenieść się w sam środek niewidzialnego świętego Kościoła Bożego i potajemnie przyjąć tę pomoc, której sama myśl jest obecnym, dotykalnym błogosławieństwem. Czy jesteś stroskana? możesz się modlić; czy jesteś wesoła? możesz śpiewać psalmy. Czy jesteś samotna? czy dzień wlecze się ciężko? padnij na kolana, a myśli twoje zaraz zostaną ukojone przez wyobrażenie i przez rzeczywistość twoich niewidzialnych towarzyszy. Czy jesteś kuszona do grzechu? pomyśl wytrwale o tych, którzy być może są świadkami twych czynów z tajemnego mieszkania Bożego; czy utraciłaś przyjaciół? uobecniaj ich przez wiarę; czy jesteś oczerniania? masz pochwałę Aniołów; czy jesteś pod doświadczeniem? masz ich współczucie.

Oby myśli takie jak te, bracia moi, zapadły głęboko w wasze serca i przyniosły dobry owoc w świętości i stałości posłuszeństwa. Cokolwiek było waszym życiem minionym — czy (chwała Bogu) nigdy nie ufaliście niczemu, jeno świętemu Bożemu światłu w sobie, czy też zaufaliście światu, a on was zawiódł — miłosierdzie Boże w Chrystusie jest tu wam ofiarowane w pełnej obfitości. Przyjdźcie do Niego po nie; przystąpcie do Niego w sposób, który On wskazał, a znajdziecie Go — jak powiedział — na Jego świętej Górze Syjon. Niech was wasze dawne grzechy od Niego nie odstraszają. Jakiekolwiek by były, nie mogą one przeszkodzić Jego łasce zesbranej dla wszystkich, którzy do Niego po nią przychodzą. Jeśli przez minione lata zaniedbywaliście Go, być może będziecie musieli za to ucierpieć; lecz nie lękajcie się; On da wam łaskę i siłę, aby znosić taką karę, jaką zechce na was nałożyć. Niech myśl o Jego sprawiedliwej surowości nie powstrzymuje was od przystępowania do Niego. Może On sprawić, że nawet ból będzie dla was słodki. Trzymanie się z dala od Niego nie jest ucieczką od Jego mocy, lecz jedynie od Jego miłości. Oddajcie się Mu w wierze i świętej bojaźni. Jest On Wszechmiłosierny, choć Wszechsprawiedliwy; i choć jest groźny w swoich sądach, jest niemniej zdumiewająco litościwy i pełen czułego współczucia ponad nasze najrozleglejsze oczekiwania; a wobec wszystkich, którzy Go pokornie szukają, On „w gniewie pamiętać będzie o miłosierdziu".

← wróć do odkrywania