*„Choćbym miał wszelką wiarę, tak że mógłbym przenosić góry, a miłości bym nie miał, byłbym niczym."* — 1 Kor 13,2
Sądzę, że wszyscy uważni czytelnicy rozdziału, z którego wzięte są te słowa, doznawali już nieraz zdziwienia na widok rozmaitych właściwości przypisanych tam znakomitej cnocie, zwanej miłością — *charity*. Czymże jest miłość? Święty Paweł odpowiada, wyliczając jej liczne przymioty — każdy oddzielny i szczególny. Jest cierpliwa, jest łaskawa, nie zna zazdrości, nie zna wyniosłości, nie okazuje się, nie popełnia nieprzystojności, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie myśli złego. Które z tych określeń ją stanowi? Bo jeśli jest wszystkimi naraz, to zaprawdę jest imieniem wszystkich cnót naraz.
A jeszcze bardziej przemawia za tym wnioskiem to, że święty Paweł gdzie indziej wprost nazywa miłość „wypełnieniem Prawa;" nasz zaś Zbawiciel podobnie zawiera cały nasz obowiązek w miłowaniu Boga i miłowaniu bliźniego. Święty Jakub zaś nazywa ją „prawem królewskim;" a święty Jan powiada: „Wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci." Tak tedy rozdział, z którego pochodzi ten tekst, wydaje się być jedynie szczegółowym rozwinięciem tego, co natchnieni pisarze głoszą w słowach ogólnych.
Dobrze też dla odmiany rozważyć opis wiary, podany gdzie indziej przez tego samego Apostoła, który w rozdziale przed nami opisuje miłość. W Liście do Hebrajczyków poświęca wierze znacznie dłuższy rozdział; lecz metoda jego jest tam zupełnie odmienna. Wychodzi od definicji, a następnie objaśnia ten wyraźny i dokładny jej opis szeregiem przykładów. Cały rozdział zbudowany jest na powtarzaniu ciągle na nowo — w Noem, w Abrahamie, w Mojżeszu, w Dawidzie i w Prorokach — jednej i tej samej, precyzyjnie określonej doskonałości, zwanej wiarą, której nikt pomylić nie może. Wzmianka o niej pada też w naszym tekście; i tam, choć w innym Liście i w środku zupełnie odmiennego toku myśli, opis jej — na ile sięga — wiernie zgadza się z tym, co powiedziano w Liście do Hebrajczyków: „…wiara, tak że mógłbym przenosić góry;" a jest to właśnie ten opis, który dał nasz Pan, i który wyraża z pewnością tę samą postawę ducha, dzięki której Noe, Abraham, Mojżesz i Dawid głosili sprawiedliwość, otrzymywali obietnice, wyrzekali się świata, walczyli mężnie w boju. Dlaczego więc wiara jest tak określonego charakteru, a miłość tak rozległa i ogarniająca wszystko?
Otóż przyczyna zdaje się być niemal tą samą, co na pierwszy rzut oka jest trudnością. Trudność polega na tym, czy miłość, skoro jest taka, jaką opisuje święty Paweł, nie jest zarazem wszystkimi cnotami; a ja odpowiadam, że w pewnym sensie jest wszystkimi cnotami naraz, i dlatego święty Paweł nie może jej opisać dokładniej ani węziej, niż to czyni. Innymi słowy — jest ona korzeniem wszelkich świętych usposobień i wyrasta z siebie, i rozkwita w nie: one są jej częściami, i gdy ją opisujemy, z konieczności musimy je wymieniać. Miłość jest — rzec by można — tworzywem, z którego urobione są wszystkie łaski, tą właściwością ducha, która jest owocem odrodzenia i w której mieszka Duch; wedle słów świętego Jana: „Każdy, kto miłuje, z Boga jest narodzony;" … „kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim." Taka jest miłość i jako taka trwać będzie wiecznie. „Miłość nigdy nie ustaje." Wiara i nadzieja są łaskami stanu niedoskonałego i ustają wraz z tym stanem; lecz miłość jest od nich większa, bo jest doskonałością. Wiara i nadzieja są łaskami o tyle, o ile należymy do tego świata — który jest doczesny; lecz miłość jest łaską dlatego, że jesteśmy stworzeniami Bożymi czy tu, czy gdziekolwiek indziej, i uczestnikami odkupienia, które trwać ma wiecznie. Wiary nie będzie, gdy nastanie widzenie; nadziei nie będzie, gdy nastanie spełnienie; lecz miłość będzie — jak wierzymy — wzrastać coraz bardziej po wszystkie wieki. Wiara i nadzieja są środkami, przez które wyrażamy naszą miłość: wierzymy słowu Bożemu, bo je miłujemy; spodziewamy się nieba, bo je miłujemy. Nie mielibyśmy żadnej nadziei ani troski o nie, gdybyśmy go nie miłowali; nie ufalibyśmy i nie zdawali się na Boga niebios, gdybyśmy Go nie miłowali. Wiara zatem i nadzieja są jedynie narzędziami lub wyrazem miłości; co do samej zaś miłości — nie miłujemy dlatego, że wierzymy, bo i diabły wierzą, a jednak nie miłują; ani nie miłujemy dlatego, że się spodziewamy, bo i obłudnicy żywią nadzieję, a jednak nie miłują. Miłujemy zaś bez żadnej przyczyny poza nią samą: miłujemy, bo taką jest nasza natura; a taką jest nasza natura, bo uczynił ją taką Bóg Duch Święty. Miłość jest bezpośrednim owocem i dowodem odrodzenia.
Wyrazić tę samą myśl innymi słowy można tak: wiara i nadzieja nie są same przez się koniecznie łaskami, lecz tylko wówczas, gdy wszczepione są w miłość i w niej znalezione. Balaam miał wiarę i nadzieję, lecz nie miał miłości. „Oby śmierć moją była śmiercią sprawiedliwych!" — jest to akt nadziei. „Słowo, które Bóg włoży w moje usta, to będę mówił" — jest to akt wiary; lecz postępowanie jego pokazało, że ani jego wiara, ani nadzieja nie były miłujące. Sługa z przypowieści, który upadł do nóg pana swego i prosił o darowanie długu, miał zarówno wiarę, jak i nadzieję. Wierzył, że pan jest w stanie mu przebaczyć, i miał nadzieję, że zechce to uczynić. Wyszedł i napotkał współsługę, który był mu winien drobną sumę, i zachował się wobec niego jednocześnie niemilościernie i niewdzięcznie wobec swego pana. Nie miał ani miłości Boga — bo był zarozumiały — ani miłości brata — bo był twardego serca. Są zatem dwa rodzaje wiary w Boga: wiara dobra i wiara bezwartościowa; i dwa rodzaje nadziei w Boga: dobra i bezwartościowa; lecz nie ma dwóch rodzajów miłości Boga. Miłość musi być zawsze niebiańska; jest zawsze znakiem odrodzonych. Wiara i nadzieja nie są same przez się znakami — tylko owa wiara, „która działa przez miłość," i owa nadzieja, która „miłuje to, co Bóg nakazuje, i pragnie tego, co Bóg obiecuje." W tekście powiedziano: „Choćbym miał wszelką wiarę, bez miłości jestem niczym;" nigdzie zaś nie powiedziano: „Choćbym miał wszelką miłość, bez wiary jestem niczym."
Miłość jest zatem nasieniem świętości i wyrasta we wszelkie doskonałości — nie niszcząc bynajmniej ich swoistości, lecz czyniąc je tym, czym są. Chwast ma łodygę, liście i kwiaty; ma je i roślina woniejąca; to, że jest woniejąca, nie sprawia, że przestaje mieć łodygę, liście i kwiaty; lecz wszystkie one są miłe, bo z niej wyrastają. Podobnie dusza ożywiona duchem miłości ma wiarę i nadzieję, i wiele władz i przyzwyczajeń — z których jedne mogłaby mieć bez miłości, a innych nie; lecz tak czy inaczej, w tej duszy wszystkie one istnieją w miłości, choć się od niej różnią; podobnie jak łodyga, liście i kwiaty są równie odrębne i pełne w jednej roślinie, jak w drugiej, a jednak różnią się swą jakością stosownie do natury rośliny.
Lecz tu można zapytać, czy Pismo Święte nie czyni wiary, nie zaś miłości, korzeniem, a wszystkich łask jej owocami. Sądzę, że nie; przeciwnie — wyraźnie daje do zrozumienia, że czymś innym niż wiara jest ów korzeń, i to nie tylko w naszym tekście, ale też w przypowieści Pana naszego o Siewcy; gdzie czytamy o ludziach, którzy „słysząc, przyjmują słowo z radością," a jednak nie mając „korzenia," odstępują. Otóż przyjmowanie słowa z radością z pewnością zakłada wiarę; wiara zatem jest z pewnością czymś różnym od korzenia, bo ci ludzie przyjmują z radością, a jednak „nie mają korzenia." Jednak dopuszczalne jest nazywanie wiary korzeniem, bo przynajmniej w pewnym sensie uczynki z niej wypływają. Stąd też Pismo mówi o „wierze, która działa przez miłość," co sugerowałoby w swym brzmieniu, że wiara jest wcześniejsza od miłości. I znowu: w rozdziale, w którym znajduje się nasz tekst, czytamy o „wierze, nadziei i miłości" — szyku słów, który zdaje się wskazywać, że wiara poprzedza miłość. I znowu: święty Paweł mówi gdzie indziej: „Celem przykazania jest miłość płynąca z czystego serca, z dobrego sumienia i z wiary nieobłudnej;" gdzie wiara przedstawiona jest jakby jako źródło miłości.
To musi być tedy przyznane; i w związku z tym nasuwa się pytanie, jak pogodzić te dwa przeciwne sposoby wyrażania się: w jakim sensie wiara jest początkiem miłości, a w jakim miłość jest źródłem wiary; czy miłość wypływa z wiary, czy wiara z miłości; co jest pierwsze, a co ostatnie. Otóż odpowiadam, co następuje.
Wiara jest pierwszym pierwiastkiem religii, a miłość — świętości; i jak świętość i religia są czymś odrębnym, a zarazem złączonym, tak odrębne i złączone są miłość i wiara. Świętość może istnieć bez religii; religia nie może istnieć bez świętości. Ochrzczone niemowlęta, zanim dojdą do używania rozumu, są święte; nie są religijne. Świętość jest miłością Prawa Bożego. Gdy Bóg odradza niemowlę, udziela mu daru swego Ducha Świętego; a czymże jest ów Duch w ten sposób udzielony, jeśli nie Prawem wypisanym na jego sercu? Taką była obietnica: „Prawa moje dam w umysły ich i na sercach ich napiszę je." I stąd powiedziano: „To jest miłość Boga, abyśmy zachowywali przykazania Jego." Bóg przychodzi do nas jako Prawo, zanim przyjdzie jako Prawodawca; to znaczy: wznosi swój tron w naszym wnętrzu i uzdalnia nas do posłuszeństwa Mu, zanim nauczyliśmy się rozmyślać nad własnymi odczuciami i poznawać głos Boży. Takim przypadkiem był — jakby w typie — przypadek Samuela: nie wiedział, kto go woła, dopóki kapłan Heli mu tego nie powiedział. Heli oznacza religię, Samuel — świętość; Heli oznacza wiarę, Samuel — miłość.
Miłość zatem jest poruszeniem nowego ducha w nas — świętego i odnowionego serca, którego udziela nam Bóg Duch Święty; a będąc taką, rozumiemy, jak może istnieć w niemowlętach, które słuchają wewnętrznego prawa, nie wiedząc o nim, jakimś rodzajem naturalnej służby, podobnie jak rośliny i drzewa pełnią funkcje własnej natury — służby jak najbardziej miłej Bogu jako moralnej i duchowej, choć nie intelektualnej. I taki — jak mamy podstawy sądzić — może być stan owych maluczkich, którzy zostają ochrzczeni i zabraniu ze świata, nim nauczyli się rozumować albo grzeszyć. Mogą być jak kamienie Wiecznego Bruku, wołające nieustannie chwałę Bożą; ledwo dostrzegalne, jakby pochłonięte przez chwałę otaczającą tron Boży; albo jak owe dziwne koła opisane przez Proroka, które żyły, a jednak w pewien sposób były narzędziem; bo w niebie, gdzie nie ma grubej materii, same podwaliny Świątyni zbudowane są z duchów.
Miłość jest zatem życiem tych, którzy nie znają zewnętrznego świata, lecz oddają cześć Bogu objawiającemu się w nich samych. Takie życie nie może jednak trwać długo na ziemi. Oczy widzą i rozum ogarnia świat niższy: słońce, księżyc, gwiazdy i ziemię, i ludzi, i wszystko, co człowiek czyni lub wytwarza; a świat ten nie mówi o Bogu na swej powierzchni. Okazuje się jakby sam był Bogiem i przedmiotem czci, albo przynajmniej staje się tworem uzurpatora, który uczynił siebie „bogiem tego świata." Zmuszeni jesteśmy natychmiast rozmyślać, rozumować, decydować i działać; bo stoimy pomiędzy dwoma: głosem wewnętrznym mówiącym jedno w naszym wnętrzu, a światem mówiącym co innego z zewnątrz; świat kusi, a Duch szepcze ostrzeżenia. Stąd wiara staje się konieczna; innymi słowy — Bóg z największym miłosierdziem wsparł nas w tej walce, przemawiając nie tylko w naszych sercach, lecz i przez świat zmysłowy; a ten Głos nazywamy objawieniem. Bóg opanował ten świat zmysłów, włożył mu słowo w usta i kazał mu prorokować o Nim. I tak są dwa głosy nawet w zewnętrznym świecie: głos kusiciela, wzywający nas, abyśmy upadli i oddali mu pokłon, a on da nam wszystko; i głos Boży, mówiący w pomoc głosowi w naszych sercach. I jak miłość jest tym, co słyszy głos w naszym wnętrzu, tak wiara jest tym, co słyszy głos poza nami; i jak miłość oddaje cześć Bogu w przybytku wewnętrznym, tak wiara rozpoznaje Go w świecie; i jak miłość jest życiem Bożym w duszy samotnej, tak wiara jest strażniczką miłości w naszych obcowaniu z ludźmi; i podczas gdy wiara służy miłości, miłość jest tą, która udziela wierze jej chwały i doskonałości.
I tak właśnie wiara ma się do miłości jak religia do świętości; bo religia jest Prawem Bożym przychodzącym do nas z zewnątrz, tak jak świętość jest przyzwoleniem na to samo Prawo wypisane wewnątrz. Miłość jest tedy kontemplacyjna, spokojna, czysta, łagodna, obfitująca we wszelkie dzieła dobroci i prawdy; wiara zaś jest krzepka i energiczna, ukształtowana dla tego świata, walcząca z nim, kształcąca ducha ku miłości, umacniająca go w posłuszeństwie i przemagająca zmysły i rozum przez pobudki potężniejsze od ich własnych.
Co więcej, jest rzeczą oczywistą, że choć miłość jest korzeniem, z którego wyrasta wiara, to jednak wiara, przyjmując cudowne orędzie Ewangelii i stawiając przed duszą jej święte Przedmioty — tajemnice wiary, Trójcę Świętą i Zbawiciela Wcielonego — rozszerza naszą miłość i wznosi ją do doskonałości, której inaczej nigdy by nie osiągnęła.
I tak nasz obowiązek polega na wierze działającej przez miłość: miłość jest ofiarą, którą składamy Bogu, a wiara jest składającym ofiarę. A jednak nie są one czymś odrębnym od siebie, chyba tylko w naszym sposobie patrzenia na nie. Kapłan i ofiara są jednym: miłująca wiara i wierząca miłość.
I tak odpowiadam na pytanie o związek miłości i wiary. Miłość jest warunkiem wiary; wiara zaś z kolei jest piastunką i dojrzycielką miłości: wyprowadza miłość ku uczynkom i dlatego zwana jest korzeniem uczynków miłości; treścią tych uczynków jest miłość, ich zarysem i kierunkiem — wiara.
Skoro tak jest, nie powinniśmy się zapewne dziwić słowom świętego Pawła zawartym w tekście i dalszych wersetach. Miłość jest prawdziwą zasadą rządzącą duszą odrodzoną, a wiara jej służy. Miłość jest celem, wiara środkiem; a jeśli środek jest trudny, tym trudniejszy jest cel. Święty Paweł powiada, że wiara zdolna przenosić góry nie wystarczy bez miłości; i rzeczywiście wiara jest tylko w połowie drogi — że tak powiem — do nieba. Przez wiarę wyrzekamy się tego świata, lecz przez miłość sięgamy do świata następnego; i zdarza się często z tej lub innej przyczyny, że ludzie są w stanie dotrzeć do jednego, nie postępując ku drugiemu. Aż nazbyt prawdą jest, że ogół ludzi nie żyje ani wiarą, ani miłością; żyją dla siebie, miłują siebie samolubnie i nie pragną niczego poza widzialnym urządzeniem rzeczy. Ten świat jest dla nich wszystkim we wszystkim. Lecz mówię o osobach religijnych; a te, jak sądzę, przyznają, że niesmak do świata jest czymś zupełnie innym od ducha miłości. Z biegiem lat zawody, utrapienia i troski życia odwodzą duszę religijną od przywiązania do tego świata. Człowiek widzi, że jest on jedną tylko marnością. Ani nie odbiera zeń przyjemności, ani o nią nie zabiega. Nie patrzy w przyszłość z nadzieją; nie ma żadnych widoków; nie dba o uśmiech ani zmarszczenie brwi świata — o to, co może dać, a czego może odmówić. Co więcej — nawet przyjaciele są mu niczym; wie, że w jego największych potrzebach naprawdę nie mogą mu pomóc, i nie ufa, że pozostaną mu wierni. I tak z biegiem czasu, przy bardzo skromnej mierze prawdziwej miłości Bożej, jest w stanie — w jakiejkolwiek sferze żyje — działać ponad światem, na swój sposób; pełnić swój prosty, bezpośredni obowiązek, bo rozum mu mówi, że powinien, i bo nie doznaje wielkich pokus, które by go od tego odwodziły. Zwróćcie uwagę — dlaczego zachowuje przykazania Boże: z rozumu, bo wie, że powinien, i bo nie ma mocnych pobudek, które by mu to uniemożliwiały. Niestety! Nie z miłości do tych przykazań. Ma tyle tylko ducha miłości, ile wystarcza, aby jego rezygnacja nie stała się rozpaczą, a wiara jego nie umarła. Albo też — doznał udręki obciążonego sumienia, udręki skalania sprowadzonego przez niezliczone małe grzechy każdego dnia, ohydy własnej pychy, próżności, drażliwości, upartości, zarozumiałości, popędliwości, bezbożności, zatwardziałości serca i wszelkiego innego zła, które go osacza; i pragnie gorąco być oczyszczony — lecz raczej z niechęci do grzechu niż z bezpośredniej miłości Boga i Chrystusa.
Oto tedy ów stan pośredni, w którym niektórzy z nas mogą się znajdować w drodze z ziemi do nieba, i przed którym przestrzega nas tekst. Mówi nam on, że wiara w najlepszym razie czyni tylko bohatera, lecz miłość czyni świętego; że wiara może tylko wznieść nas ponad świat, lecz miłość przywodzi nas pod tron Boży; że wiara może tylko uczynić nas trzeźwymi, lecz miłość czyni nas szczęśliwymi. Ostrzega nas, że człowiek może mieć najjaśniejsze, najspokojniejsze, najdokładniejsze pojęcie o rzeczywistościach nieba; że może w najpełniejszy sposób urzeczywistniać i działać wedle prawd Ewangelii; że może rozumieć, iż wszystko wokół niego jest jedynie zasłoną, nie substancją; że może mieć taką pełną ufność w słowo Boże, aby móc czynić cuda; że może mieć tak prostą, bezwarunkową wiarę, aby rozdać swój majątek, aby rozdać wszystko, co posiada, ubogim; że może tak pogardzić światem, że sercem tak królewskim może go podeptać, iż nawet odda ciało swoje na spalenie w chwalebnym męczeństwie — a jednak — nie powiadam: że może być bez miłości; Boże broń! — nie przypuszczam, aby Apostoł miał na myśli, że kiedykolwiek taki przypadek rzeczywiście zaistniał, lecz że jest on możliwy w sensie abstrakcyjnym; że żaden z właściwych aktów wiary, sam w sobie i z konieczności, nie zakłada miłości; że wiara jest czymś od miłości różnym. Powiada zatem: choćby ktoś był tym wszystkim, co powiedziano, a jednak jeśli nie jest jeszcze czymś nadto, jeśli nie ma miłości, nic mu to nie pomoże. O, straszna przestroga dla wszystkich, których kusi duma z ich trudów, cierpień, ofiar czy uczynków! Należymy do Chrystusa nie przez samą wiarę ani nie przez same uczynki, lecz przez miłość; nie przez nienawiść do świata, ani przez nienawiść do grzechu, ani przez śmiałość dla przyszłego życia, ani przez spokój, ani przez wspaniałomyślność — choć tego wszystkiego czynić i być nam trzeba; i jeśli mamy miłość w doskonałości, to ją mieć będziemy — lecz miłość rodzi wiarę, nie wiara miłość. Zbawiamy się nie przez żadną z tych rzeczy, lecz przez ów niebiański płomień w nas, który trawiąc to, co widzialne, wznosi się ku temu, co niewidzialne. Miłość jest spokojnym, cichym, pełnym zadowolenia przyzwoleniem i przylgnięciem duszy w kontemplacji Boga; nie tylko przedkładaniem Boga ponad wszystko, lecz radowaniem się Nim dlatego, że jest Bogiem, i dlatego, że przykazania Jego są dobre; nie żadnym gwałtownym wzruszeniem czy uniesieniem, lecz — jak opisuje ją święty Paweł — długowieczną w cierpieniu, łaskawą, skromną, niepozorną, niewinną, prostą, porządną, bezinteresowną, łagodną, czystego serca, słodkiego usposobienia, cierpliwą, wytrwałą. Wiara bez miłości jest sucha, szorstka i soków pozbawiona; nie ma w niej nic słodkiego, pociągającego, zjednującego, kojącego; lecz to miłość sprowadziła Chrystusa na ziemię. Miłość jest tylko innym imieniem Pocieszyciela. To wieczna miłość jest węzłem wszystkich rzeczy w niebie i na ziemi; to miłość, w której Ojciec i Syn są jedno w jedności Ducha; przez którą Aniołowie w niebie są jednym, przez którą wszyscy Święci są jednym z Bogiem, przez którą Kościół jest jednym na ziemi.