HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VI

Kazanie V. Chrystus, Syn Boży, który stał się człowiekiem

Wielki Post

Gdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Chrystologia dogmatycznaWcielenie
„Chrystus jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy przybytek, nie ręką uczyniony, to jest nie z tego stworzenia."
W skrócie. Kazanie jest klasycznym wykładem chrystologicznym: Chrystus jest równocześnie w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem, bez pomieszania natur ani uszczerbku w żadnej z nich. Newman podkreśla, że tajemnica Wcielenia jest fundamentem całej ekonomii zbawienia i wzorem dla chrześcijańskiego życia — to, co Bóg połączył w Chrystusie (boskość i człowieczeństwo), wzywa nas do połączenia działania z kontemplacją, ziemi z niebem. Praktyczny wniosek: naśladowanie Chrystusa jest możliwe właśnie dlatego, że jest On prawdziwym człowiekiem.

„Był człowiekiem tak całkowicie, jak gdyby przestał być Bogiem; tak w pełni Bogiem, jak gdyby nigdy nie stał się człowiekiem; tak w pełni jednym i drugim zarazem, jak w ogóle był.”

*Wielki Post*

*„Chrystus jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy przybytek, nie ręką uczyniony, to jest nie z tego stworzenia."* — Hbr 9,11

Przed Paschą Żydzi odmierzali czternaście dni i dopiero wtedy przychodziło Święto. Wypadało ono czternastego dnia miesiąca, o wieczorze; a żeby jeszcze wyraźniej zaznaczyć początek tego okresu, uczyniono go początkiem miesięcy, to znaczy pierwszym miesiącem roku. My tedy, jeśli nasza Wielkanoc odpowiada Passze tak, jak rzeczywistość odpowiada cieniowi, słusznie możemy uważać, że od dnia dzisiejszego — który jest czternaście dni przed Wielkanocą — rozpoczyna się czas świętszy. Tak też zdaje się postanowił nasz Kościół, skoro od tego właśnie dnia zmienia się charakter nabożeństw. Odtąd odnoszą się one bezpośredniej do Tego, którego śmierć i zmartwychwstanie mamy wkrótce uczcić. Pierwsze tygodnie Wielkiego Postu upływają na pokucie, choć z myślą o Nim, który jedynie może dać łaskę i moc naszym ćwiczeniom pokutnym; ostatnie zaś, nie wykluczając pokuty, poświęcone są zwłaszcza rozważaniu tych cierpień, przez które łaska i moc zostały dla nas wysłużone.

Historia zagłady Sodomy i Gomory; dziejów Diny, córki Jakuba; i Józefa w domu Putyfara; opis kuszenia Pana naszego; oraz przypowieść o człowieku, z którego wyszedł zły duch i wrócił siedmiokrotnie — czytane w niedziele tej pory roku — można słusznie nazwać tematami pokutnymi; tego samego charakteru były też Epistoły. Natomiast dzisiejsza Epistoła, z której zaczerpnięty jest tekst, mówi o Wcieleniu i Odkupieniu Chrystusa; zaś Ewangelia oznajmia nam Jego Bóstwo — jest On bowiem tym samym Bogiem, który, jak głosi pierwsza Lekcja ranna, objawił się w krzewie, mówiąc o sobie: *„Jestem, który jestem."* I podobnie Epistoła następnej niedzieli traktuje o Bóstwie Pana naszego i Jego dobrowolnym uniżeniu, a jedna z Lekcji i Ewangelia zawiera świętą relację o Jego męce i śmierci. Druga Lekcja drugiego czytania dotyczy również uniżenia Pana — z listu świętego Pawła. A nadto: wszystkie cztery pierwsze Lekcje dnia dzisiejszego i następnej niedzieli odnoszą się do wybawienia Izraelitów z Egiptu, które jest typem naszego odkupienia.

Rozważmy tedy dzisiaj, zgodnie z widocznym duchem naszych nabożeństw, jedną lub dwie spośród wielkich prawd zawartych w Epistole — nie możemy oczywiście uczynić tego z wielką dokładnością ani wyczerpaniem, lecz wystarczająco, by mogło to być, z miłosierdzia Bożego, pewnym przygotowaniem do uroczystych dni, które czekają nas w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Będzie to stosownym przygotowaniem, da Bóg, na Wielki Piątek — pamiętać, kim jest Pan nasz i co dla nas uczynił. Na razie zaś ograniczmy się do jednego zagadnienia: kim jest Pan nasz — Bogiem i człowiekiem w jednej Osobie. O tej najświętszej i napawającej czcią tajemnicy będę mówił tak prosto i jasno, jak tylko potrafię; jedynie stwierdzając to, co stwierdzić należy, na wzór Kredo, i pozostawiając słuchaczom, jak czynią Kreda, by przyjęli te prawdy do serc z pożytkiem i rozwinęli je, pod łaską Bożą, dla siebie.

Rozważmy tedy, powtarzam, kim jest Chrystus, jak przedstawia Go dzisiejsza Epistoła w słowach tekstu.

**1.** Po pierwsze, Chrystus jest Bogiem: od wieczności był żywym i prawdziwym Bogiem. Nie jest to wyrażone wprost w dzisiejszej Epistole, choć jest tam znacząco wiele sugestii ku temu; jest jednak niemal wprost powiedziane — i to przez Niego samego — w Ewangelii. Mówi tam: *„Zanim Abraham był, Ja jestem"* — słowami tymi oznajmia, że nie zaczął istnieć od łona Dziewicy, ale istniał już przedtem. A używając słów *Ja jestem*, zdaje się nawiązywać, jak już powiedziałem, do Imienia Bożego objawionego Mojżeszowi w płonącym krzewie, gdy ten otrzymał polecenie, by powiedzieć synom Izraela: *„Jestem posłał mnie do was"*. Dalej: święty Paweł mówi o Chrystusie, że był *„w postaci Bożej"* i *„nie uważał za grabież równości z Bogiem"*, a jednak *„ogołocił samego siebie"*. Podobnie święty Jan pisze: *„Na początku było Słowo, i Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo."* Święty Tomasz zaś zwrócił się do Niego: *„Pan mój i Bóg mój"*; święty Paweł orzeka, że jest On *„Bogiem ponad wszystkim, błogosławionym na wieki"*; prorok Izajasz — że jest *„Bogiem mocnym, Ojcem wieczności"*; święty Paweł znowu — że jest *„wielkim Bogiem i Zbawicielem naszym"*; a święty Juda — że jest *„jedynym Panem Bogiem i Panem naszym"*. Nie ma chyba potrzeby rozwodzić się nad tym punktem, który nieustannie staje przed nami w Piśmie Świętym i w naszych nabożeństwach. *„Wysławiamy Go co dzień i czcimy Imię Jego na wieki wieków"* — co byłoby bałwochwalstwem, gdyby On nie był prawdziwym i wiecznym Bogiem, Stwórcą naszym i Panem. Wiemy oczywiście, że Ojciec jest też Bogiem, i Duch Święty podobnie; ale Chrystus jest Bogiem i Panem najpełniej, całkowicie i absolutnie — we wszystkich przymiotach równie doskonały i godny czci, jak gdyby nic nie powiedziano nam o Ojcu ani Duchu Świętym; tak samo godny adoracji, jak Ojciec był czczony przez Żydów zanim Pan przyszedł w ciele, i jak On sam ma być czczony przez nas *„w duchu i w prawdzie."* Sam bowiem mówi wyraźnie: *„Kto Mnie widzi, widzi i Ojca"*; i *„wszyscy powinni czcić Syna, tak jak czczą Ojca"*; i *„Kto nie czci Syna, nie czci i Ojca, który Go posłał"*.

**2.** I tu przechodzimy do drugiego punktu nauki, który należy podkreślić: że Pan nasz będąc Bogiem jest zarazem Synem Bożym — a raczej, że jest Bogiem, ponieważ jest Synem Bożym. Jesteśmy skłonni, słysząc to po raz pierwszy, mówić, że jest Bogiem *choć* jest Synem Bożym, dziwiąc się tajemnicy. Ale co dla człowieka jest tajemnicą, dla Boga jest przyczyną. Jest Bogiem nie pomimo tego, lecz *dlatego*, że jest Synem Bożym. *„Co się narodziło z ciała, ciałem jest; co się narodziło z Ducha, duchem jest"* — a co jest zrodzone z Boga, jest Bogiem. Nie twierdzę, że moglibyśmy śmieć sami tak rozumować, lecz Pismo Święte wyciąga ten wniosek za nas. Sam Chrystus mówi: *„Jak Ojciec ma życie w sobie samym, tak i Synowi dał mieć życie w sobie samym."* A święty Paweł powiada, że jest On *„odblaskiem chwały Bożej i odbiciem Jego istoty"*. I tak, choć nie śmielibyśmy sami rozumować, że Ten, kto jest zrodzony z Boga, jest Bogiem — jak gdyby nam przystało spekulować o rzeczach tak niedociekłych — to jednak w świetle Pisma Świętego możemy. I wreszcie, jeśli należy powiedzieć prawdę, to nie jest chyba tak zdumiewające i tajemnicze, że Syn Boży jest Bogiem, jak to, że w ogóle istnieje Syn Boży. Rozumowi naturalnemu równie daleko do tego, by pojąć, że Bóg może mieć Syna, jak do tego, by pojąć, że jeśli Syn istnieje, musi być Bogiem, bo jest Synem. Obie prawdy są tajemnicami; a jeśli godzimy się z Pismem, że istnieje Jednorodzony Syn, tym łatwiej przyjąć, co Pismo również naucza, że ten Jednorodzony Syn jest Bogiem, dlatego że jest Jednorodzony. I na tym właśnie polega najwyższe znaczenie nauki o wiecznym Synostwie Pana naszego: że jest On Bogiem, ponieważ jest zrodzony z Boga — a kto odrzuca tę drugą prawdę, jest na drodze do odrzucenia, albo okazuje się, że już odrzucił, prawdę pierwszą. Wielką ostoją nauki o Bóstwie Pana naszego jest nauka o Jego Synostwie; uświadamiamy sobie, że On jest Bogiem, dopiero gdy uznajemy Go za Syna z natury i od wieczności.

Co więcej, Synostwo Pana naszego jest nie tylko rękojmią Jego Bóstwa, lecz również warunkiem Jego Wcielenia. Jak Syn był Bogiem, tak z drugiej strony Synowi przystało stać się człowiekiem; należało do Niego posiadać doskonałości Ojca, przystało Mu przybrać postać sługi. Musimy się strzec, by nie sądzić, że Osoby wiecznie błogosławionej i Wszechświętej Trójcy różnią się od siebie jedynie w tym, że Ojciec nie jest Synem, a Syn nie jest Ojcem. Różnią się jeszcze i tym, że Ojciec jest Ojcem, a Syn jest Synem. Będąc jednej substancji, każda z nich posiada odrębne przymioty, których Druga nie ma. Z pewnością owe święte Imiona mają treść i nie należy lekkomyślnie nad nimi przechodzić. A jeśli będziemy je z pobożnością studiować, okaże się, że służą nam ku bardzo miłosiernemu rozumieniu Pisma Świętego; zobaczymy bowiem stosowność — mówię to teraz, gdy owa święta prawda została objawiona — w tym, że Syn Boży przyjął ciało, a przez to lepiej zrozumiemy, co mówi o sobie w Ewangeliach. Syn Boży stał się Synem po raz drugi — choć nie drugim Synem — stając się człowiekiem. Był Synem zarówno przed swoim Wcieleniem, jak i, przez drugą tajemnicę, po nim. Od wieczności był Jednorodzonym na łonie Ojca; a gdy przyszedł na ziemię, ten istotny stosunek do Ojca pozostał niezmieniony; wciąż był Synem, nawet w postaci sługi — wciąż pełnił wolę Ojca jako Słowo i Mądrość Ojca, objawiając chwałę Ojca i wypełniając Jego zamysły.

Weźmy na przykład następujące miejsca z Pisma Świętego: *„Nic nie czynię sam z siebie"*; *„Który Mnie posłał, jest ze Mną"*; *„Ojciec nie zostawił Mnie samego"*; *„Ojciec mój działa aż dotąd i Ja działam"*; *„Cokolwiek mówię, mówię tak, jak Mi Ojciec powiedział"*; *„Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie"*. Otóż prawdą jest, że słowa te można rozumieć o ludzkiej naturze Pana naszego; jeśli jednak ograniczymy się do tego wyjaśnienia, narazimy się na ryzyko pojmowania Chrystusa jako dwóch odrębnych istot, a nie jednej Osoby — lub też stopniowego zapominania bądź zacierania nauki o Jego Bóstwie. Jeśli mówimy, jak gdyby Pan nasz miał ludzką osobowość, to jeśli posiada jeszcze drugą osobowość jako Bóg, nie jest jedną Osobą; a jeśli jej nie posiada, nie jest Bogiem. Takie zatem ustępy, jak przytoczone, zdają się mówić ani o samej ludzkiej naturze Chrystusa, ani o samej Boskiej, lecz o obu razem — to znaczy o Tym, kto będąc Synem Bożym jest zarazem człowiekiem. Ten, kto mówił, był jedną naprawdę istniejącą Osobą — a On, ten jedyny żyjący i wszechmocny Syn, Bóg i człowiek zarazem, był odblaskiem chwały Bożej i Jego Mocą, i czynił to, czego chciał Ojciec, i był w Ojcu, a Ojciec w Nim — nie tylko w niebie, lecz i na ziemi. W niebie był tym i czynił to jako Bóg; na ziemi był tym i czynił to przez tę naturę ludzką, którą przyjął — czy jednak w niebie, czy na ziemi — zawsze jako Syn. Dlatego można o Nim w pełni powiedzieć, gdy mówił, że nie był sam i nie mówił ani nie działał sam z siebie, lecz gdzie On był, tam był i Ojciec, a kto Go widział, widział i Ojca — czy rozważamy Go jako Boga, czy jako człowieka.

Czytamy dalej w Piśmie Świętym o tym, że był posłany przez Ojca, że zwracał się do Ojca, że wstawiał się do Niego za swoimi uczniami i oznajmiał im, że Ojciec jest większy od Niego — w jakim sensie mówi i czyni to wszystko? Niektórzy skłonni są mówić, że mówi jedynie w swojej ludzkiej naturze — słowa kłopotliwe dla umysłu, który naprawdę stara się rozważać Go tak, jak opisuje Go Pismo Święte; jak gdyby mówił jedynie pod osłoną przedstawienia, a nie jako Osoba. Nie; prawdziwiej jest powiedzieć, że On — ten jedyny Wszechłaskawy Syn Boży, który był z Ojcem od początku, równy we wszystkich doskonałościach Bożych i jednością substancji, choć jako Syn podległy — jak był zawsze Jego Słowem, Mądrością, Radą, Wolą i Mocą w niebie, tak też po swoim Wcieleniu na ziemi mówił i działał ciągle na wzór Ojca, choć z Ojcem jak dawniej, w nowej jednak naturze, którą przyoblekł, i w uniżeniu.

Taki jest tedy drugi punkt nauki, który miałem wskazać: że Pan nasz był nie tylko Bogiem, lecz Synem Bożym. Wiemy coś więcej niż to, że Bóg przyodział nasze ciało; choć wszystko jest tajemnicą, mamy punkt wiedzy dalszy i wyraźniejszy, a mianowicie, że nie był to ani Ojciec, ani Duch Święty, lecz Syn Ojca, Bóg Syn, Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, który zstąpił na ziemię — i który, przyjmując łaskawie nową naturę, pozostał jednak Osobą taką, jaką był od wieków: Synem Ojca, mówiąc i działając wobec Ojca jako Syn.

**3.** Przejdźmy teraz, po trzecie, do rozważenia Jego miłosierdzia w przyjęciu naszej natury i tego, co ów akt miłosierdzia oznacza. Tekst mówi o *„wyższym i doskonalszym przybytku"* — wyższym niż cokolwiek ziemskiego. Oznacza to Jego czyste i bezgrzeszne ciało, cudownie ukształtowane z substancji Błogosławionej Dziewicy, i dlatego zwane *„nie ręką uczyniony"*, albo dosłowniej: *„nie z tego stworzenia"* — bo nowym stworzeniem, przez które został uformowany, był właśnie zstąpienie Ducha Świętego. To był ów nowy i doskonały przybytek, w który wstąpił; wstąpił, lecz nie po to, by być w nim zamknięty, nie po to, by być przez niego ograniczony. Najwyższy nie mieszka w świątyniach ręką uczynionych; choć Jego własne ręce *„uczyniły i ukształtowały"* to ciało, nie przestał jednak być tym, czym był, stawszy się człowiekiem, lecz był nadal nieskończonym Bogiem — objawionym w ciele, nie zmienionym przez nie. Przyjął naszą naturę jako narzędzie swoich zamierzeń, a nie jako sprawcę dzieła. Co jest jedną rzeczą, nie może stać się czymś innym; Jego człowieczeństwo pozostało ludzkie, a Jego Bóstwo pozostało Boskie. Bóg stał się człowiekiem, a jednak był nadal Bogiem — mając swe człowieczeństwo jako przydatek, doskonały w swoim rodzaju, ale zależny od Jego Bóstwa. Tak bardzo, że gdyby Pismo Święte nie nazywało Go wyraźnie człowiekiem, mielibyśmy słuszne powody, by się wstrzymać od tej nazwy. Pozostawieni sobie, moglibyśmy uznać za bardziej czcigodne mówienie o Nim jako o Tym, który rzeczywiście przyjął ciało, przyszedł w ludzkim ciele, jest ludzki i tym podobnie — ale nie po prostu jako człowiek. Lecz święty Paweł mówi wyraźnie o naszym jedynym Pośredniku jako o *„człowieku Chrystusie Jezusie"* — nie wspominając własnych słów Pana naszego w tej kwestii. Musimy jednak zawsze pamiętać, że choć był z natury doskonałym człowiekiem, nie był człowiekiem dokładnie w tym samym sensie, w jakim każdy z nas jest człowiekiem. Choć człowiek, nie był ściśle mówiąc — w potocznym rozumieniu tego słowa — jednym z ludzi; nie był takim jak każdy z nas, jednym spośród wielu. Był człowiekiem, ponieważ posiadał całkowicie i doskonale naszą ludzką naturę, ale Jego Osoba nie jest ludzka jak nasza, lecz Boska. Ten, kto istniał od wieczności, pozostał jednym i tym samym, lecz z przydatkiem. Jego Wcielenie było *„wzięciem człowieczeństwa do Boga."* Jak nie miał ziemskiego ojca, tak nie ma ludzkiej osobowości. Nie możemy mówić o Nim jak o zwykłym człowieku, działającym i kierowanym przez ludzki rozum w sobie, lecz był Bogiem, działającym nie tylko jako Bóg, lecz teraz również przez ciało — kiedy chciał. Nie był człowiekiem ubóstwionym, lecz Bogiem, który stał się człowiekiem.

**(1.)** Gdy zatem modlił się do Ojca, nie była to modlitwa człowieka błagającego Boga, lecz modlitwa Wiecznego Syna Bożego, który na wieki uczestniczył w chwale Ojca, zwracającego się do Niego jak dawniej, ale w zupełnie innych okolicznościach i w nowy sposób — nie według tych najgłębszych i niedociekłych relacji właściwych Temu, który był na łonie Ojca, lecz w ekonomii odkupienia, w niższym świecie, to znaczy poprzez uczucia i myśli natury ludzkiej. Gdy płakał nad grobem Łazarza, albo wzdychał nad zatwardziałością serc żydowskich, albo rozglądał się z gniewem, albo miał litość nad rzeszami — objawiał tkliwe miłosierdzie, współczucie, cierpliwość i straszliwy gniew Boga Wszechmogącego, lecz nie bezpośrednio, jako od wieczności, lecz jakby pośrednio — przez przejawy tego człowieczeństwa, którym się przyodział.

**(2.)** Gdy *„splunął na ziemię i uczynił błoto ze śliny, i pomazał błotem oczy ślepego"* — wywierał moc swojej Boskiej Istoty poprzez właściwości i okoliczności ciała. Gdy tchnął na swoich uczniów i rzekł: *„Weźmijcie Ducha Świętego"* — raczył udzielić swego Ducha Świętego przez tchnienie swojej ludzkiej natury. Gdy wychodziła z Niego moc, tak iż ktokolwiek się Go dotknął, odzyskiwał zdrowie — i tu podobnie ukazuje nam, że nie był człowiekiem jednostkowym, takim jak jeden z nas, lecz Bogiem działającym przez naturę ludzką jako przybrany przezeń instrument.

**(3.)** Gdy wylewał swoją drogocenną krew na Krzyżu — nie była to krew człowieka, choć należała do Jego człowieczeństwa, lecz krew pełna mocy i cnoty, ożywiona życiem i łaską, wypływająca w sposób najgłębiej tajemniczy z Tego, który był Stwórcą świata. Tak samo rzecz się ma przy każdym kolejnym udzielaniu siebie poszczególnym chrześcijanom. Jak stał się Ofiarą Przebłagalną przez swą ludzką naturę, tak też jest naszym arcykapłanem w niebie przez tę samą naturę. Teraz przebywa w niebie, wszedłszy do Miejsca Świętego, wstawiając się za nami i udzielając nam błogosławieństw. Daje nam obficie ze swego Ducha; lecz nie udziela Go wprost ze swej Boskiej natury — choć od wieczności Duch Święty pochodzi od Syna jak i od Ojca — lecz przez niezniszczalne ciało, które na siebie przyjął. Chrystus bowiem przyszedł jako arcykapłan przez doskonały przybytek, który przybrał, przybytek nie z tego stworzenia ani nie w zwykłym biegu natury, lecz cudownie uformowany z substancji Dziewicy przez Ducha Świętego; i dlatego strumienie życia płyną do nas od Niego jako od Boga, ale zawsze Boga wcielonego. *„To, co nas ożywia, jest Duchem drugiego Adama, a Jego ciało jest tym, czym On nas ożywia."*

**(4.)** Wspomnę o czwartym i ostatnim wymiarze tej wielkiej tajemnicy. Powiedziałem, że nasz Arcykapłan i Zbawiciel, Syn Boży, przyjmując naszą naturę, działał przez nią nie przestając być tym, czym był przedtem — czyniąc z niej jedynie narzędzie swoich łaskawych zamierzeń. Nie należy jednak sądzić, że dlatego, iż była narzędziem, albo że w tekście zostaje nazwana przybytkiem, nie była z Nim ściśle jedną, lub że była jedynie czymś w rodzaju tego, co zwykle przez przybytek się rozumie — coś, w czym człowiek mieszka i skąd może wychodzić; ani narzędziem, które człowiek bierze do ręki i odkłada. Bynajmniej; choć Jego Boska Natura była suwerenna i nadrzędna, gdy stał się wcielony, to jednak człowieczeństwo, które przyjął, nie było trzymane od Niego z dala — jeśli można tak rzec — jako czyste narzędzie, ani przyodziane jak zwykłe odzienie, ani zamieszkane jak zwykły przybytek, lecz zostało prawdziwie wzięte w najgłębsze i najniedocieklejsze zjednoczenie z Nim. Przyjął je do swej Boskiej Istoty — jeśli ośmielamy się tak powiedzieć — niemal jako nowy przymiot swej Osoby; mówię oczywiście w przenośni, lecz mam na myśli: tak całkowicie i nierozłącznie. Rozważmy, co znaczy Boża sprawiedliwość, miłosierdzie lub mądrość — a może przebłyśnie nam nieco zrozumienie sensu natchnionych pisarzy, gdy mówią o Wcieleniu Syna. Gdybyśmy powiedzieli, że Syn Boży jest sprawiedliwy i miłosierny, mielibyśmy na myśli, że są to przymioty przynależne wszystkiemu, czym jest lub był. Cokolwiek mówi, cokolwiek zamierza, cokolwiek czyni — jest sprawiedliwy i kochający w tym, co mówi, zamierza lub czyni. Nie było chwili, nie było czynu ani opatrzności, w której Bóg działał, nie będąc sprawiedliwym i kochającym — choć oba te przymioty nie muszą być ćwiczone jednocześnie w tym samym czynie. Podobnie Syn Boży jest człowiekiem; wszystko, co konieczne do tworzenia doskonałego człowieczeństwa, jest przyłączone do Jego wiecznej Osoby bezwzględnie i całkowicie — należy do Niego tak samo prawdziwie i w pełni jak Jego sprawiedliwość, prawda lub moc; tak iż równie bezsensownym byłoby mówienie o oddzieleniu jednego z Jego przymiotów od Niego, jak o oderwaniu od Niego Jego człowieczeństwa.

Rzuca to światło na katolicką prawdę, że Bóstwo i człowieczeństwo były *„złączone w jednej Osobie, i nigdy nie będą rozdzielone"* — słowa, które służą nam zarazem, nierzadko, za przypomnienie, jak słabo pojmujemy prawdziwą naukę; bywamy bowiem niekiedy kuszeni, by zapytać: gdzie powiedziane jest w Piśmie Świętym, że człowieczeństwo nigdy nie będzie oddzielone od Bóstwa? — pytanie równie niedorzeczne, jak gdybyśmy pytali, czy Boża sprawiedliwość, miłosierdzie lub świętość może być od Niego oddzielona; albo czy Pismo Święte oświadcza kiedykolwiek, że ten lub ów przymiot nie może zaniknąć — bo jak tamte nie mają rzeczywistego istnienia inaczej niż w Bogu, tak też człowieczeństwo Pana naszego nie ma istnienia inaczej niż w Jego Boskiej naturze; nigdy nie subsystowało inaczej niż jako przynależne do Jego Bóstwa; nie ma samoistności.

Tak więc wszystko, co czynił i mówił na ziemi, było bezpośrednim czynem i słowem Boga Syna, działającego za pośrednictwem swego ludzkiego przybytku. Otoczył się nim; zamieszkał w nim; i odtąd Wieczne Słowo, Syn Boży, Druga Osoba Błogosławionej Trójcy, miał dwie natury — jedną nie mniej własną niż drugą: Boską i ludzką — i działał przez obie, niekiedy przez obie naraz, niekiedy przez jedną, a nie przez drugą; jak Bóg Wszechmogący działa niekiedy przez przymiot sprawiedliwości, niekiedy przez przymiot miłości, niekiedy przez obie razem. Był człowiekiem tak całkowicie, jak gdyby przestał być Bogiem; tak w pełni Bogiem, jak gdyby nigdy nie stał się człowiekiem; tak w pełni jednym i drugim zarazem, jak w ogóle był.

Skład Atanazjański wyraża to wszystko następująco: *„Prawdziwa wiara polega na tym, byśmy wierzyli i wyznawali, że Pan nasz Jezus Chrystus, Syn Boży, jest Bogiem i człowiekiem; Bogiem z substancji Ojca, zrodzonym przed wiekami; i człowiekiem z substancji Matki, narodzonym w czasie. Bogiem doskonałym i człowiekiem doskonałym, złożonym z duszy rozumnej i ludzkiego ciała; który choć jest Bogiem i człowiekiem, jest jednak nie dwoma, lecz jednym Chrystusem; jednym, nie przez przemienienie Bóstwa w ciało"* — jak gdyby mógł przestać być Bogiem — *„lecz przez wzięcie człowieczeństwa do Boga"*, to znaczy wzięcie go do swojej Boskiej Osoby jako własne: *„jednym w całości, nie przez zmieszanie substancji"* — nie przez zlanie się Natury Boskiej i ludzkiej w jakąś jedną nową naturę, jak gdyby przestał być Bogiem i nie stał się człowiekiem — *„lecz przez jedność Osoby."* Na tym polega Jego jedność — nie w jedności natury, lecz w tym, że Ten, kto przyszedł na ziemię, był tym samym, który istniał od wieków.

Na zakończenie pragnę zauważyć, że nie powinniśmy mówić, nie powinniśmy słuchać takich wzniosłych prawd bez głębokiej czci, bojaźni i przygotowania ducha. I może właśnie dlatego ta pora jest właściwą do rozważania ich; gdyśmy zajęci nie weselem i świętowaniem, lecz umartwianiem i uciszaniem siebie. Psalmista mówi: *„Panie, moje serce nie jest wyniosłe ani oczy moje dumne. Nie goniłem za rzeczami wielkim i zbyt wzniosłymi dla mnie. Lecz uciszyłem i ukoiłem swoją duszę, jak dziecko odstawione od piersi swej matki."* Gdy jesteśmy zajęci odrywaniem się od tego świata, gdy wyrzekamy się rzeczy nawet godziwych, gdy panuje w nas skupiony ton myśli i uczucia — wówczas, zaprawdę, jest czas dozwolony, by mówić o wzniosłych tajemnicach wiary. I wtedy też są nam one szczególną pociechą; lecz ci, którzy zaniedbują post, lekceważą też prawowierność. Natomiast tym, którym z łaski Bożej jest inaczej w sercu, Skład wiary Kościoła przynosi ulgę; gdy wśród mroku własnych serc Chrystus wschodzi jak Słońce sprawiedliwości, dając im *„pokój zamiast niepokoju, wieniec zamiast popiołu, olejek wesela zamiast szaty smutku, odzienie chwały zamiast ducha omdlenia, by mogli być nazwani drzewami sprawiedliwości, szczepem Pańskim ku Jego chwale."*

← wróć do odkrywania