*Wielkanoc*
*„Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie, bo idę do Ojca."* — J 16,16
Z nauki o odejściu Chrystusa ze świata i powrocie do Ojca wyprowadza się w różnych miejscach Pisma Świętego nauki pozornie sobie przeciwne — tak bardzo przeciwne, że czytelnik mógłby na pierwszy rzut oka mieć trudność z ich pogodzeniem. We wcześniejszym okresie swojej działalności Pan nasz daje do zrozumienia, że gdy zostanie zabrany, uczniowie pogrążą się w smutku, i że właśnie wtedy nastanie szczególny czas upokorzenia: „Czy goście weselni mogą się smucić" — pyta — „dopóki Pan Młody jest z nimi? Lecz przyjdą dni, kiedy zabiorą im Pana Młodego, i wtedy będą pościć". A jednak w słowach następujących po naszym tekście, wypowiedzianych przez Niego w chwili odejścia, mówi: „Ujrzę was znowu i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie odbierze". I nieco wcześniej: „Pożyteczne jest dla was moje odejście". I znowu: „Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat Mnie nie zobaczy; wy zaś Mnie widzicie". Odejście Chrystusa do Ojca jest więc zarazem źródłem smutku, bo pociąga za sobą Jego nieobecność, i źródłem radości, bo pociąga za sobą Jego obecność. Z nauki o Jego zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu wyrastają owe chrześcijańskie paradoksy, tak często wspominane w Piśmie Świętym: że smucimy się, a jednak zawsze się radujemy; że niczego nie mamy, a jednak wszystko posiadamy.
Taki jest właśnie nasz obecny stan: utraciliśmy Chrystusa i znaleźliśmy Go; nie widzimy Go, a przecież dostrzegamy. Obejmujemy Jego nogi, a On mówi: „Nie dotykaj Mnie". Jak to rozumieć? Oto jak: utraciliśmy zmysłowe i uświadomione postrzeganie Go; nie możemy na Niego patrzeć, słyszeć Go, rozmawiać z Nim, chodzić za Nim z miejsca na miejsce; lecz cieszymy się duchowym, niematerialnym, wewnętrznym, umysłowym, rzeczywistym widzeniem Go i posiadaniem Go — posiadaniem rzeczywistszym i bliższym niż to, którym Apostołowie cieszyli się za dni Jego ciała, właśnie dlatego, że jest duchowe, bo jest niewidzialne. Wiemy, że im bliżej zbliży się do nas jakiś przedmiot tego świata, tym mniej możemy go kontemplować i pojmować. Chrystus zbliżył się do nas w Kościele chrześcijańskim tak blisko (jeśli wolno mi tak powiedzieć), że nie możemy Nań spojrzeć ani Go rozpoznać. Wstępuje w nas. Obejmuje we władanie i bierze w posiadanie swoje odkupione dziedzictwo; nie przedstawia się nam — lecz przygarnia nas do siebie. Czyni nas swoimi członkami. Nasze oblicza są niejako zwrócone od Niego; nie widzimy Go i nie wiemy o Jego obecności — chyba przez wiarę — bo jest nad nami i w nas. I możemy równocześnie lamentować, że nie jesteśmy świadomi Jego obecności tak, jak Apostołowie byli jej świadomi przed Jego śmiercią; i możemy się radować, bo wiemy, że posiadamy ją nawet bardziej niż oni — stosownie do słów: „którego nie widząc (to jest oczami cielesnymi) miłujecie; w którego teraz, choć Go nie widzicie, wierząc, radujecie się radością niewymowną i pełną chwały, osiągając cel waszej wiary — zbawienie dusz".
O tym wielkim i tajemniczym darze — obecności Chrystusa niewidocznej dla zmysłów, poznawanej przez wiarę, o której mówi nasz tekst i którą podsuwa nam ta pora roku — zamierzam teraz powiedzieć kilka słów.
Zważmy więc, jaka jest obietnica zawarta w tekście i w następujących po nim wierszach: miała się rozpocząć nowa era, czyli to, co Pismo Święte nazywa „dniem Pańskim". Wiemy, jak wiele mówi Pismo Święte o grozie i łaskawości dnia Pańskiego, który zdaje się być jakimś szczególnym czasem nawiedzenia, łaski, sądu, odnowienia, sprawiedliwości i chwały. Wiele mówi się o dniach Pańskich w Starym Testamencie. Na początku czytamy o owych wzniosłych dniach — siedmiu, każdym doskonałym, a wszystkich razem doskonałych — w których wszystkie rzeczy zostały stworzone, dopełnione, pobłogosławione, uznane i zatwierdzone przez Boga Wszechmogącego. I wszystko zakończy się dniem jeszcze większym, który otworzy się wraz z przyjściem Chrystusa z nieba i z sądem; to jest właśnie Dzień Pański, który wprowadzi wieczność szczęśliwości w obecności Boga dla wszystkich wierzących. Innym szczególnym dniem zapowiedzianym i wypełnionym jest ów długi okres, który poprzedza i przygotowuje dzień niebieski, a mianowicie: Dzień Kościoła chrześcijańskiego, Dzień Ewangelii, Dzień łaski. O tym dniu wiele mówią prorocy i o nim mówi nasz Zbawiciel w przytoczonym przez nas fragmencie. Zważmy, jak uroczyście i jak wzniosły jest to dzień. Oto jak Go On opisuje: „Ujrzę was znowu i rozraduje się serce wasze; radości waszej nikt wam nie odbierze. A w owym Dniu nie będziecie Mnie pytać o nic. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: o cokolwiek poprosicie Ojca w imię moje, da wam. Dotąd o nic nie prosiliście w imię moje; proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna... W owym Dniu prosić będziecie w imię moje i nie mówię wam, że Ja będę prosił Ojca za wami, bo Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca". Dzień więc, który zajaśniał nad Kościołem w chwili Zmartwychwstania i rozbłysnął pełnym blaskiem w Wniebowstąpieniu — ów Dzień, który nie ma zachodu, który nie tyle się skończy, ile zostanie pochłonięty chwalebnym ukazaniem się Chrystusa z nieba dla zniszczenia grzechu i śmierci — ów Dzień, w którym teraz żyjemy, opisany jest w tych słowach Chrystusa jako stan szczególnego Bożego objawienia, szczególnego wprowadzenia w obecność Boga. Przez Chrystusa — mówi Apostoł — „mamy przystęp przez wiarę do tej łaski, w której trwamy". On „wskrzesił nas razem i posadził razem na wyżynach niebieskich w Chrystusie Jezusie". „Wasze życie ukryte jest z Chrystusem w Bogu". „Nasza ojczyzna jest w niebie, skąd też wyglądamy Zbawiciela, Pana Jezusa Chrystusa". „Bóg, który powiedział, żeby z ciemności zajaśniało światło, zajaśniał w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa Jezusa". „Wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa". I mówi nasz Pan: „Będę go miłował i objawię mu siebie... Przyjdziemy do niego i będziemy u niego przebywać". My tedy, chrześcijanie, stoimy w dziedzińcach Boga Najwyższego i w pewnym sensie widzimy Jego oblicze; bo Ten, który niegdyś był na ziemi, odszedł teraz z widzialnego kręgu rzeczy w sposób tajemniczy i podwójny — zarówno do Ojca, jak i w głąb naszych serc — jednocząc w ten sposób Stwórcę i stworzenia; stosownie do własnych Jego słów: „Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat Mnie nie zobaczy; wy zaś Mnie widzicie. Ponieważ Ja żyję, i wy żyć będziecie. W owym Dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu, wy we Mnie i Ja w was".
A teraz w obronie tej tajemnicy stwierdzam:
Po pierwsze, że Chrystus jest naprawdę z nami teraz — niezależnie od tego, jak by to się dokonywało. Mówi to wyraźnie On sam: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata". Mówi nawet: „Gdzie dwóch lub trzech zebranych jest w imię moje, tam jestem pośród nich". I w przytaczanym już niejednokrotnie urywku: „Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was". Obecność Chrystusa jest nam więc nadal obiecana, choć przebywa On po prawicy Ojca. Powiesz może: „Tak, jest obecny jako Bóg". Nie — odpowiadam — to za mało. Jest Chrystusem, a Chrystus jest obiecany, i Chrystus jest człowiekiem, a nie tylko Bogiem. Wynika to jasno już z samych słów naszego tekstu. Powiedział, że odchodzi. Czy odchodził jako Bóg, czy jako człowiek? „Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie widzieć" — to dotyczyło Jego śmierci. Odszedł jako człowiek; umarł jako człowiek; jeśli więc obiecuje powrót, to musi mieć na myśli powrót jako człowiek — w jedynym sensie, w jakim mógł powrócić. Jako Bóg jest zawsze obecny, nigdy nie był nieobecny, nigdy nie odchodził; kiedy Jego ciało umarło na Krzyżu i zostało złożone w grobie, gdy Jego dusza odeszła do krainy duchów, On nadal był ze swoimi uczniami w Bożej wszechobecności. Oddzielenie duszy od ciała nie mogło dotknąć Jego niezmiennego i wiecznego Bóstwa. Kiedy więc mówi, że odejdzie i powróci, i pozostanie na zawsze — mówi nie tylko o swej wszechobecnej Boskiej naturze, lecz o naturze ludzkiej. Jako Chrystus stwierdza, że On — wcielony Pośrednik — będzie ze swoim Kościołem na wieki.
Ale znowu: możesz być skłonny tłumaczyć Jego słowa następująco: „Powrócił, lecz w swoim Duchu; to znaczy: Jego Duch przyszedł zamiast Niego; i kiedy mówi się, że jest z nami, oznacza to jedynie, że Jego Duch jest z nami". Nikt oczywiście nie może zaprzeczyć tej najłaskawszej i najpocieszniejszej prawdzie, że Duch Święty przyszedł; ale po co przyszedł? Aby zastąpić nieobecność Chrystusa, czy aby dokonać Jego obecności? Z pewnością po to, by uczynić Go obecnym. Nie myślmy ani przez chwilę, że Bóg Duch Święty przychodzi w takim sensie, że Bóg Syn pozostaje z dala. Nie; nie przyszedł tak, jakoby Chrystus nie miał przyjść — lecz przyszedł właśnie po to, by w Jego przyjściu przyszedł Chrystus. Przez Ducha Świętego mamy wspólnotę z Ojcem i Synem. „W Chrystusie jesteście wbudowani" — mówi święty Paweł — „na mieszkanie Boże przez Ducha". „Świątynią Bożą jesteście i Duch Boży mieszka w was". „Wzmocnieni mocą przez Jego Ducha w wewnętrznym człowieku — żeby Chrystus zamieszkał przez wiarę w waszych sercach". Duch Święty sprawia, a wiara przyjmuje zamieszkanie Chrystusa w sercu. A zatem Duch nie zajmuje miejsca Chrystusa w duszy, lecz zabezpiecza to miejsce dla Chrystusa. Święty Paweł usilnie podkreśla tę obecność Chrystusa w tych, którzy mają Jego Ducha: „Czyż nie wiecie, że ciała wasze są członkami Chrystusa?" „Wszyscyśmy w jednym Duchu zostali ochrzczeni w jedno Ciało... wyście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi Jego członkami". „Samych siebie badajcie, czy trwacie w wierze; czy Jezus Chrystus jest w was — chyba żeście odpadli". „Chrystus w was, nadzieja chwały". I święty Jan: „Kto ma Syna, ma życie; kto nie ma Syna Bożego, nie ma życia". I sam nasz Pan: „Trwajcie we Mnie, a Ja w was. Ja jestem krzewem winnym, wy zaś latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity". Duch Święty raczy więc do nas przychodzić po to, by przez swoje przyjście Chrystus mógł do nas przyjść — nie cieleśnie ani widzialnie, lecz by mógł wstąpić w nas. I tak jest On zarazem obecny i nieobecny: nieobecny, bo opuścił ziemię; obecny, bo nie opuścił wiernej duszy. Albo, jak sam mówi: „Świat Mnie nie zobaczy, lecz wy Mnie widzicie".
Zapytasz: Jak może być obecny w chrześcijaninie i w Kościele, a przecież nie być na ziemi, lecz po prawicy Boga? Odpowiadam: Kościół chrześcijański zbudowany jest z wiernych dusz, a któż z nas może powiedzieć, gdzie naprawdę i po prostu przebywa dusza? Dusza działa wprawdzie przez ciało i postrzega przez ciało; lecz gdzie ona jest? Jaki ma związek z miejscem? I czemu miałoby być rzeczą nieprawdopodobną, że moc Ducha może tak nawiedzić duszę, że otworzy się przed nią Boże objawienie, którego ona jednak nie spostrzeże, bo obecne jej postrzeganie dokonuje się jedynie przez ciało? Któż ograniczy moc łaskawego Ducha Bożego? Skąd wiemy, czy nie czyni On Chrystusa obecnym z nami, sprawiając, że to my jesteśmy obecni z Chrystusem? Jak ziemia obraca się wokół słońca, a jednak mówi się, że słońce się porusza, tak nasze dusze mogą być faktycznie wzięte do Chrystusa, gdy On mówi, że przychodzi do nas. Lecz nie potrzeba nalegać na jeden sposób pojmowania tej tajemnicy, gdy dla Boga możliwych jest dziesięć tysięcy sposobów, o których nic nie wiemy. Pismo Święte mówi dosyć, byśmy wiedzieli, że na duszę mogą być wywierane wpływy tak zadziwiające, iż nie sposób rozstrzygnąć, czy dusza pozostaje w ciele, czy nie, kiedy jest im poddana. Święty Paweł, mówiąc o sobie, stwierdza: „Czy w ciele — nie wiem; czy poza ciałem — nie wiem, Bóg wie: uniesiony aż do trzeciego nieba". I powtarza swoje słowa: „Znam człowieka" — mając na myśli siebie — „czy w ciele, nie wiem; czy poza ciałem, nie wiem, Bóg wie: że został uniesiony do raju i słyszał tajemne słowa, których człowiekowi nie godzi się powtarzać". Święty Paweł został przeniesiony do raju, a jego ciało pozostało tam, gdzie było; i czy dusza była od niego oddzielona — tego nie mógł rozstrzygnąć. Jakże my możemy się ośmielać rozstrzygać, co Duch Święty może lub czego nie może czynić wobec wiernych dusz teraz, i czy nie objawia im Chrystusa w nich i dla nich, przywodząc je do Chrystusa? I znowu: rozważmy moc szatana, który pokazał naszemu Panu wszystkie królestwa świata „w jednej chwili"; czy nie mógłby Duch Wszechmocny uczynić z nami o wiele więcej, niż zły duch uczynił z naszym Panem? Czy nie mógłby w jednej chwili wprowadzić nasze dusze przed oblicze Boże, gdy nasze ciała są na ziemi?
I dalej: skoro tak mało wiemy o naszych własnych duszach, to z drugiej strony zupełnie nie znamy stanu, w którym teraz przebywa nasz błogosławiony Pan, ani stosunku tego widzialnego świata do Niego; ani też czy nie jest możliwe, żeby On w jakiś tajemniczy sposób przychodził do nas, choć zasiada po prawicy Boga. Czy po swoim zmartwychwstaniu nie wszedł do izby, której drzwi były zamknięte, a jednak pozwolił się dotykać, by udowodnić, że nie jest duchem? Z pewnością więc, choć przyobleczony jest w naszą naturę i jest doskonałym człowiekiem, Jego uwielbione ciało nie jest skrępowane tymi prawami, którym podlegają nasze śmiertelne ciała.
A ponadto: niezależnie od tego, czy jest to trudne do pojęcia, czy nie — Pismo Święte daje nam przynajmniej jeden przykład Jego ukazania się po Wniebowstąpieniu, jakby po to, by nas upewnić, że Jego obecność jest możliwa, choć tajemnicza. Wszyscy wiemy, że wielokrotnie raczył ukazywać się swoim świętym w widzeniach. Tak ukazał się świętemu Janowi, jak opisuje Księga Apokalipsy; i świętemu Pawłowi, gdy ten przebywał w Koryncie, w Jerozolimie kilka razy i na statku. Owe ukazania się były zapewne nie rzeczywistą obecnością Chrystusa, lecz — jak możemy się domyślać — wrażeniami Bożo danymi i obrazami odciśniętymi na umyśle. W ten sam sposób możemy wytłumaczyć Jego ukazanie się świętemu Szczepanowi. Gdy ów błogosławiony Męczennik rzekł: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga" — możemy przypuszczać, że nie widział tego rzeczywiście, lecz miał tylko wizję. To, jak powtarzam, mogły być wizje; lecz co powiemy o ukazaniu się Chrystusa świętemu Pawłowi w chwili jego nawrócenia, gdy był w drodze do Damaszku? Bo wówczas Pan Jezus był przez niego naprawdę widziany i słyszany z bliska. „Padł na ziemię i usłyszał głos mówiący do niego: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Powiedział: Kimże jesteś, Panie? A Pan powiedział: Jestem Jezus, którego ty prześladujesz". Jak to się dokonało? Nie wiemy. Czy ciało może być w dwóch miejscach jednocześnie? Nie twierdzę tego; mówię jedynie: oto tajemnica. Dla kontrastu z tym rzeczywistym oglądaniem Pana czytamy zaraz, że Ananiaszowi Pan ukazał się „w widzeniu". I stąd też, gdy Ananiasz przyszedł do Szawła, powiedział, że Bóg wybrał go, aby „ujrzał Sprawiedliwego i usłyszał głos z ust Jego". I stąd on sam pisze w Liście do Koryntian: „Czyż nie jestem apostołem? Czyż nie jestem wolny? Czyż nie widziałem Jezusa, Pana naszego?" Czy pisałby tak, gdyby miał tylko wizję? Czyż nie miał o wiele więcej wizji Go — nie jednej tylko? I znowu: po wzmiankach o ukazaniu się Pana świętemu Piotrowi, Jedenastu, pięciuset braciom naraz i świętemu Jakubowi, dodaje: „W końcu ukazał się i mnie jako poronionemu płodowi". To znaczy: mówi o tym, że dostąpił widoku Chrystusa w równie rzeczywistym, prawdziwym i dosłownym sensie, jak inni Apostołowie Go widzieli. Święty Paweł więc widział Go i słyszał Jego słowa — Tego, który zasiadał po prawicy Boga. A ów dosłowny ogląd zdaje się był z nieznanych powodów konieczny do urzędu Apostoła; zgodnie bowiem z przytoczonymi właśnie słowami świętego Pawła, święty Piotr, gdy należało wybrać Apostoła na miejsce Judasza, powiedział: „Trzeba więc, aby jeden z tych mężów, którzy towarzyszyli nam przez cały czas... od chrztu Janowego aż do dnia, w którym został wzięty od nas, stał się razem z nami świadkiem Jego zmartwychwstania". I znowu, do Korneliusza: „Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków". Jeśli święty Paweł widział tylko wizję Chrystusa, a nie samego Chrystusa „prawdziwie i rzeczywiście", to nie był świadkiem Jego zmartwychwstania. Ale jeśli Go rzeczywiście widział, to możliwe, by Chrystus był z nami obecny, tak jak był z nim.
Jeszcze raz: można by powiedzieć, że „Święty Paweł był świadomy obecności Chrystusa w chwili nawrócenia i że rzeczywiście widział obrazy i słyszał głosy Raju; natomiast my nic nie widzimy ani nie słyszymy. Nie jesteśmy więc w obecności Chrystusa, bo gdybyśmy byli, musielibyśmy być tego świadomi". Aby odeprzeć ten zarzut, zwróćmy uwagę na opis ukazania się Pana uczniom po Zmartwychwstaniu — opisy te są nader ważne po pierwsze dlatego, że pokazują, iż taka nieświadoma wspólnota z Chrystusem jest możliwa; po drugie zaś dlatego, że z samego charakteru owego czterdziestodniowego okresu po Zmartwychwstaniu wynika, że taka wspólnota jest prawdopodobnie tym rodzajem wspólnoty, którą nam teraz dano, gdyż wówczas Pan zaczął trwać wobec Kościoła w takiej relacji, w jakiej trwa nadal, i zapewne chciał przez to dać nam do zrozumienia, jaka jest teraz Jego obecność z nami.
Rozważmy więc, jaki był charakter Jego obecności w Kościele po Zmartwychwstaniu. Polegała ona na tym, że przychodził i odchodził, kiedy chciał; że przeszkody materialne, takie jak zamknięte drzwi, nie były dla Niego żadną przeszkodą; i że gdy był obecny, uczniowie nie rozpoznawali Go. Święty Marek mówi, że ukazał się dwom uczniom idącym na wieś do Emaus „w innej postaci". Święty Łukasz, który relacjonuje to zdarzenie szerzej, mówi, że gdy rozmawiał z nimi, serce ich pałało w nich. Warto zauważyć, że owi dwaj uczniowie zdają się nie byli tego świadomi w tamtej chwili; dopiero patrząc wstecz, przypomnieli sobie jako coś minionego to, co nie uderzyło ich, gdy się działo. „Czyż serce nasze nie pałało w nas" — mówią — „kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?" Lecz wówczas ich serca zdawały się być, że tak powiem, skrępowane tak samo jak ich oczy. Przyjmowały wrażenia, lecz nie mogły sobie uświadomić, że je przyjmują; później jednak stały się świadome tego, co było. Zauważmy też, kiedy zostały im otwarte oczy; tu nagle stajemy wobec najwznioślejszego i najuroczystszego Obrzędu Ewangelii, bo właśnie gdy On łamał i konsekrował Chleb — otworzył im się wzrok. Ewidentnie kładzie się na tym nacisk, bo wkrótce potem święty Łukasz podsumowuje opis tego łaskawego zdarzenia, odwołując się właśnie do tego: „Opowiadali, co zaszło w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba". Tak bowiem zostało zarządzone, żeby Chrystus nie był jednocześnie widziany i rozpoznawany; najpierw był widziany, potem rozpoznany. Jedynie przez wiarę wiadomo, że jest obecny; nie rozpoznaje się Go wzrokiem. Gdy otworzył oczy swoich uczniów, natychmiast znikł. Zabrał swoją widzialną obecność i zostawił jedynie pamiątkę siebie. Znikł z oczu, by być obecny w sakramencie; i aby połączyć swoją obecność widzialną ze swoją obecnością niewidzialną, przez chwilę jedną ukazał się ich otwartym oczom — objawił się, jeśli wolno mi tak powiedzieć, przechodząc ze swego ukrycia, w którym był widziany bez rozpoznania, do tego, w którym jest rozpoznawany bez widzenia.
Albo znowu: rozważmy opis ukazania się Marii Magdalenie. Gdy stała przy grobie i płakała, ukazał się jej, lecz ona Go nie poznała. Gdy się jej objawił, nie zniknął wprawdzie od razu, lecz nie pozwolił się jej dotknąć — jakby w inny sposób chciał pokazać, że Jego obecność w nowym królestwie nie będzie obecnością zmysłową. Dwaj uczniowie nie mogli Go widzieć po tym, jak Go rozpoznali; Maria Magdalena nie mogła Go dotknąć. Ale potem świętemu Tomaszowi pozwolono zarówno widzieć, jak i dotykać; ten miał pełny dowód zmysłowy. Lecz zauważmy, co nasz Pan mu mówi: „Tomaszu, uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli". Wiara jest lepsza niż wzrok lub dotyk.
Niech tyle wystarczy tytułem rozważań nad tym najuroczystszym i najwznioślejszym przedmiotem. Chrystus obiecał być z nami aż do końca — być z nami nie tylko tak, jak przebywa w jedności Ojca i Syna, nie w Wszechobecności Natury Bożej, lecz osobiście, jako Chrystus, jako Bóg i człowiek; być obecny z nami nie miejscowo i zmysłowo, lecz jednak rzeczywiście, w naszych sercach i dla naszej wiary. I to przez Ducha Świętego dokonuje się ta łaskawa wspólnota. Jak jej dokonuje — nie wiemy; na czym dokładnie polega — nie wiemy. Nie widzimy Go; lecz winniśmy wierzyć, że Go posiadamy — że zostaliśmy doprowadzeni pod działanie Jego uzdrawiającej ręki, Jego życiodajnego oddechu, manny spływającej z Jego ust i krwi wytryskującej z Jego boku. A potem, patrząc wstecz, będziemy świadomi, że byliśmy tak obdarowani. Taki jest Dzień Pański, w którym się znajdujemy, jakby w wypełnieniu słów proroka: „Pan, Bóg mój, przybędzie i wszyscy święci z Tobą. W ów Dzień nie będzie już ani jasności, ani mrozu i lodu, lecz będzie dzień jeden, znany Panu, nie dzień i nie noc; i wieczorową porą będzie jasność". Już bowiem, zanim nastanie koniec, chrześcijanie, patrząc wstecz na lata minione, poczują przynajmniej w jakimś stopniu, że Chrystus był z nimi, choć tego nie wiedzieli — tylko wierzyli w to podówczas. Przypomnią sobie wtedy owo pałanie serc. Choć nawet wówczas zdawali się nie wierzyć w nic, jednak potem, jeśli przyszli do Niego szczerze, doświadczą jakiejś niebieskiej woni i posmaku nieśmiertelności — kiedy się najmniej spodziewają — unoszących się nad ich umysłami, jakby na znak, że Bóg był z nimi, i wszystko, co minęło, a co przedtem wydawało im się jedynie ziemskie, zostanie oblane promieniami chwały. I dotyczy to w pewnym sensie wszystkich obrzędów i ustanowień Kościoła, wszystkich opatrzeń, jakie nas dotykają: że patrząc na nie wstecz, choć wydawały się bez znaczenia w danej chwili, nie wzbudzały żadnych silnych uczuć, a nawet były bolesne i nieprzyjemne, to jednak jeśli przychodziliśmy do nich i poddawaliśmy się im w wierze, zostają potem przemienione i czujemy, że dobrze było nam tam być; i mamy świadectwo — jako nagrodę naszego posłuszeństwa — że Chrystus wypełnił swoją obietnicę i, jak rzekł, jest tu przez Ducha, choć przebywa u Ojca.
Niechaj On uzdalnia nas do pełnego korzystania z Jego hojności i do otrzymywania pełnej miary błogosławieństwa. „Jest rzeka, której nurty rozweselają miasto Boże, przybytek Najwyższego. Bóg jest pośród niego, nie zachwieje się; Bóg mu pomoże rankiem skoro świt... Spokojnie, i wiedzcie, żem jest Bogiem; będę wywyższony między narodami, będę wywyższony na ziemi. Pan Zastępów jest z nami; Bóg Jakuba jest naszą warownią".