*Trójcy Świętej*
*„Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego."* — Mt 28,19
Że Ojciec, i Syn, i Duch Święty są w jakimś rzeczywistym sensie Tymi, którym zobowiązani jesteśmy służyć i oddawać cześć — od których pochodzi Ewangelia łaski i w których wyznanie chrześcijaństwa ma swój środek — okazuje to, nad wszelką wątpliwość i w sposób najzupełniej przekonujący, treść przytoczonego tekstu. Gdy Chrystus odchodził, zlecił Apostołom misję i pouczył ich, czego mają nauczać i co głosić; a przede wszystkim mieli oni wprowadzać nawróconych do Jego wyznania, to jest do Jego Kościoła, i to przez uroczysty obrzęd, który — jak sam powiedział Nikodemowi wcześniej — miał przekazywać wysoką łaskę duchową. Ten uroczysty i nadprzyrodzony obrzęd uczniów miał być sprawowany w imię — czyje? W imię (czy możemy wątpić?) Tego, którego uczniami nawróceni odtąd się stawali; owego Boga, którego od tego dnia wyznawali i wielbili; któremu przyrzekali być posłuszni; w którego słowo ufali; którego hojnością mieli być nagrodzeni. A przecież gdy Chrystus chciał wymówić imię Boga, powiedział tylko: „w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego". Uważam przeto, że w samym obliczu tych świętych słów tkwi trudność, dopóki nauka o Trójcy Świętej nie zostanie nam objawiona. Cóż bowiem znaczy: w imię — nie Boga, lecz Trojga? Jest to sposób mówienia nieoczekiwany.
Gdyby nawet powiedziano tylko: „Ojca i Syna", trudność w słowach tego nakazu byłaby i tak niemała. Można by wprawdzie sądzić, że miano przez to oznaczone Najwyższego Pana wszystkiego oraz narzędzie i pośrednika Jego miłosierdzia w nowym Porządku (jak czytamy o Izraelitach, którzy „uwierzyli Bogu i Jego słudze Mojżeszowi" oraz „oddali pokłon Panu i królowi Dawidowi"); lecz i tak byłoby zaskakujące i nie do wytłumaczenia, że Chrystus mówi „Ojciec i Syn", a nie „Bóg i Syn", ani „Bóg i Chrystus", ani coś podobnego — tymczasem imię Boga nie pojawia się w ogóle, a dwa użyte słowa to tak zwane korelaty: jedno implikuje drugie, jedno zwraca się ku drugiemu. Nie ma tu mowy o źródle łask i o kanale, skierowanym ku człowiekowi jako obdarzonemu; jest to raczej sformułowanie jakiejś świętej prawdy, która ma sens sama w sobie, niezależnie od człowieka i od żadnego porządku miłosierdzia wobec niego. Siłę tej uwagi potęguje wzmianka Pana o Duchu Świętym, co mocno utwierdza wrażenie, że trzy Święte Imiona tu przywołane mają znaczenie względem siebie wzajemnie, a nie względem żadnego doczesnego porządku. Gdyby tekst brzmiał: „w imię Boga, Jezusa Chrystusa i Pocieszyciela" — nie twierdzę, że pokonałoby to trudność ani że byłoby zadowalające rozumieć to jako Sprawcę łaski i Jego narzędzia; w każdym razie jednak jest o wiele więcej trudności, a raczej trudność nie do przezwyciężenia, w takim rozumieniu tekstu w tym brzmieniu, w jakim Chrystus rzeczywiście go wypowiedział. A gdy się zważy, że jeśli jeden dar ponad inne należało się nawróconemu od Apostoła, to właśnie wiedza, kogo ma wielbić, czyim sługą się staje, kto jest jego Bogiem — teraz, gdy porzucił bożki — (jak na przykład Mojżesz mówił: „Gdy przyjdę do synów Izraela i powiem im: Bóg ojców waszych posłał mię do was — a oni rzekną do mnie: Jakie jest Jego imię? — cóż im odpowiem?", i Bóg Wszechmogący uznał to pytanie za słuszne, udzielając odpowiedzi; i jak Jakub mówił: „Powiedz mi, proszę, Twoje imię"; i jak Manoach mówił: „Jakie jest Twoje imię?"; i jak w zgodzie z tymi przykładami św. Paweł mówił Ateńczykom: „To, co czcicie nie znając, ja wam głoszę") — powiadam, mając to wszystko przed oczyma, mogliśmy oczekiwać, że w formule chrztu znajdzie się jasne i proste oznajmienie Boga chrześcijanina, jak na przykład: „W imię Boga i Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa" — chyba że prawdziwą jest katolicka nauka o Trójcy Świętej. Jeśli tak bowiem jest, jak Kościół zawsze nauczał — że Ojciec, Syn i Duch Święty są jednym Bogiem, do którego służby zostają wpisani chrześcijanie — słuszną jest rzeczą, aby byli oni naznaczani Ich imieniem przy inicjacji. W tym przypadku trudności nie ma żadnej; święta formuła słów odpowiada wprost na pytanie wielbiciela: „Jakie jest Twoje imię?", na obietnicę Apostoła: „To wam głoszę" — natomiast przy założeniu, jakie głoszą przecznicy tej nauki, że przez „Syna" rozumie się człowieka, a Duch Święty nie jest Bogiem i nie jest wcale osobą rozumną — nad pierwszym aktem nauczania Ewangelii unosi się nader wielka, nieoczekiwana i (pozwolę sobie powiedzieć, po ludzku) zbędna ciemność.
Niechże jednak nie zarzucają katolickim wierzącym, że żadna ciemność nie jest większa od tajemnicy i że prawda święta przez nich wyznawana jest dla nawróconego większym kłopotem niż ten, który wynika z rozważań, na jakich się właśnie zatrzymałem. Albowiem to, na czym naciskałem, to nieprawdopodobieństwo, by Pan nasz wprowadzał ciemność samych słów, podczas gdy w rzeczywistości żadna nie istnieje — co jest właśnie przypadkiem heretyckich interpretacji — i by wolał mówić tak zawiłe, gdy mógł mówić prosto i jasno; natomiast jeśli w Bóstwie istnieje tajemnica wieczna, taka jaką my głosimy, wówczas z natury rzeczy trudność w słowach Jej objawienia być musiała. Chrystus w tym przypadku nie tworzy tajemnicy na potrzeby chwili; posługuje się najjaśniejszą i najdokładniejszą formą mowy, na jaką ludzki język pozwala. I warto to zauważyć, bo można to odnieść do szczegółów tej wielkiej nauki katolickiej, o których zamierzam teraz pokrótce powiedzieć. Mam na myśli to, że — choć wiele mówi się bezmyślnie i bezbożnie przeciwko Symbolowi wiary św. Atanazego jako rzekomemu bełkotowi — to prawdziwy zarzut, jaki żywią niewierni, gdyby mówili ściśle, polega na tym, że Symbol jest zbyt jasny. Żadne zdania nie mogą być prostsze, żadne twierdzenia precyzyjniejsze od tych, z których się składa. Trudność nie leży w żadnym z nich z osobna, lecz w ich wzajemnym połączeniu. I tu tkwi znamienna różnica między nauką o Trójcy Świętej a pewnymi nowoczesnymi sformułowaniami dogmatycznymi dotyczącymi innych kwestii — częściowo prawdziwymi, częściowo nie — które bywały niekiedy ogłaszane jako konieczne do zbawienia. Na przykład wiele sporów toczono w ostatnich wiekach o naukę o usprawiedliwieniu i o wierze; tu jednak rodzą się, jak wszyscy wiemy, nieskończone zawiłości i beznadziejne spory co do tego, co rozumieć przez „wiarę" i co przez „usprawiedliwienie" — tymczasem większość słów w Symbolu, o którym mówię, to słowa pospolite użyte w pospolitym znaczeniu, jak „Pan" i „Bóg", „wieczny" i „wszechmogący", „jeden" i „trzy"; nie są też trudne same twierdzenia. Nie ma tu trudności innej niż ta, która tkwi w naturze rzeczy, w Godnej uwielbienia Tajemnicy, o której mowa — a tej żadna forma słów nie usunie ani nie wyjaśni.
Pragnę teraz przedstawić tę naukę, na ile można to uczynić w kilku słowach, w sposób, w jaki objawia się nam w tekście Pisma Świętego. Czyniąc to, jeśli przyjdzie mi wspomnieć o jednym czy dwóch szczegółach — niech nikt nie sądzi, jak to niektórzy błędnie rozumieją, że takie dodatkowe twierdzenia mają na celu wyjaśnienie; wielka Tajemnica pozostaje bowiem taką jak przedtem i są one użyteczne jedynie jako wdrożenie w nasz umysł tego, co Kościół katolicki zamierza twierdzić, i jako uczynienie jej sprawą prawdziwej wiary i realnego pojęcia, a nie samym tylko nagromadzeniem słów.
Po pierwsze, nie trzeba chyba podkreślać — zważywszy, jak często mówi nam o tym Pismo Święte — że Bóg jest jeden. „Słuchaj, Izraelu" — mówi Mojżesz — „Pan, Bóg nasz, Pan jest jeden." „Nam jest jeden Bóg, Ojciec" — mówi św. Paweł. Znów: „Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest, jeden Bóg i Ojciec wszystkich." Znów: „Jeden Bóg i jeden pośrednik między Bogiem a ludźmi." Można tu zapytać: w jakim sensie „jeden"? Mówimy bowiem o rzeczach jednych, które naprawdę jest wiele; jak Pismo mówi o tym, że wszyscy chrześcijanie stanowią jedno ciało; że Bóg jednoczy się z grzesznikami; że Bóg i człowiek są jednym Chrystusem; i że jeden jest chrzest, choć udzielany niezliczonym. Odpowiadam: Bóg jest jeden w sensie najprostszym i najściślejszym, jak całe Pismo pokazuje; i to jest prawdą, cokolwiek jeszcze jest prawdą — nie w sensie tylko nominalnym lub wtórnym, lecz jeden jako będący jedynym w swoim rodzaju; tak naprawdę jeden, jak każda dusza czy duch jest jedną; ba, nieskończenie bardziej tak naprawdę, bo wszystkie stworzenia są niedoskonałe, a On ma wszelką doskonałość. W Nim nie ma żadnych części ani namiętności, nic zawiązującego się lub niedokończonego, nic przez przekazanie, nic z kategorii cech, nic co dopuszcza wzrost, nic wspólnego z innymi. Jest On oddzielony od wszystkich rzeczy, całkowity, doskonały, prosty i podobny sam sobie a żadnemu innemu; i jeden — nie z nazwy, nie przez przenośnię, nie przez przystosowanie ani abstrakcję, lecz jeden w samym sobie, albo jak wyraża to Symbol, jeden co do substancji, to jest w istocie. Wszystko, czym jest, to On sam i nic poniżej Niego samego; Jego przymioty to On. Czy ma mądrość? — to jedynie znaczy, że On jest mądrością. Czy ma miłość? — to znaczy, że „Bóg jest miłością", jak mówi św. Jan. Czy ma wszechobecność? — to znaczy, że On jest wszechobecny. Czy ma wszechwiedzę? — On jest wszechwszechwiedzący. Czy ma moc? — On jest wszechmogący. Jest on święty, sprawiedliwy, prawdziwy i dobry — nie w sposób przymiotów Jego istoty, lecz świętość, sprawiedliwość, prawda i dobroć to wszystko jedno i to samo On — zależnie od tego, jak Jego stworzenia kontemplują Go w różnych aspektach i relacjach. My, ludzie, jesteśmy niezdolni pojąć Go takim, jakim jest; nie możemy osiągnąć więcej niż przebłyski, przypadkowe lub cząstkowe wglądy w Jego nieskończony Majestat, i te nazywamy różnymi imionami, jakby miał przymioty i był złożonej natury; i tak On w miłosierdziu raczy mówić o sobie, posługując się nawet ludzkimi, zmysłowymi i materialnymi wyrażeniami — jakby mógł się gniewać, Kogo zło nie dotyka; albo żałować, w Którym nie ma żadnej zmienności; albo miał oczy, ramiona czy oddech, Który jest Duchem — podczas gdy jest On naraz i absolutnie wszelką doskonałością, i cokolwiek Nim jest, jest całym tym, czym jest, i jest On zawsze i w całości sobą.
I tak musimy zawsze zaczynać w naszym nauczaniu o Trójcy Świętej: nie należy zaczynać od stwierdzenia, że są Trzy, a potem dopiero, że jest Jeden — aby nie dawać fałszywych pojęć o naturze tego Jednego — lecz trzeba zacząć od położenia fundamentu wielką Prawdą, że jest jeden Bóg w prostym i ścisłym sensie, a potem mówić o Trzech: jest to sposób, w jaki tajemnica była stopniowo objawiana w Piśmie Świętym. W Starym Testamencie czytamy o Jedności; w Nowym zostajemy oświeceni poznaniem Trójcy.
I tu należy zauważyć, że pewne wyobrażenie lub przeczucie świętej Tajemnicy Trójcy w Jedności mamy już w tym, co zostało powiedziane o Boskich Przymiotach. Jak bowiem przymioty Boga są liczne w jednym sposobie mówienia, a jednak wszystkie Jedno w Bogu — tak też są Trzy Osoby Boskie, a jednak te Trzy są Jednym. Niechże nie będzie przez chwilę sądzone, że przyrównuję te dwa przypadki, bo to byłaby herezja sabelijańska; posługuję się jednym jako ilustracją drugiego. I tytułem ilustracji czynię następującą uwagę: gdy mówimy o Bogu jako o Mądrości lub jako o Miłości, chcemy powiedzieć, że On jest Mądrością i że On jest Miłością; że jest każdą z tych rzeczy z osobna i w całości, lecz nie, że Mądrość jest tym samym co Miłość — choć On jest obiema naraz. Mądrość i Miłość reprezentują pojęcia zupełnie od siebie różne i nie do pomieszania, choć są w Nim zjednoczone. We wszystkim, czym On jest i co czyni, jest Mądrością i jest Miłością; a jednak jest zarówno prawdą, że jest On jedyny i bez przymiotów, jak i prawdą, że Miłość nie jest Mądrością. Nadto, jak Bóg jest Mądrością lub Miłością, tak Mądrość lub Miłość jest w Bogu i z Bogiem, i jest tym samym, czym Bóg jest. Czy Bóg jest wieczny? — tak też jest Jego mądrość. Czy jest niezmienny? — tak też jest Jego mądrość. Czy jest niestworzony, nieskończony, wszechmogący, wszechświęty? — Jego mądrość ma te same cechy. Ponieważ Bóg nie ma żadnych części ani namiętności, cokolwiek pochodzi z Boga lub jest naprawdę Boga, jest całym tym, czym On jest. Jeśli pojawia się tu zamęt języka i pozorna gra słów, bierze się to z naszej niezdolności do pojęcia i wyrażenia. Widzimy, że wszystkie te odrębne twierdzenia muszą być prawdziwe; jeśli w ich zestawieniu powstaje pozorna sprzeczność — nie możemy tego uniknąć; nie potrzeba nam się tym niepokoić ani wzbraniać przed głoszeniem któregokolwiek z nich. Ta prosta dokładność wyrażenia, która by je wszystkie godziła, przekracza nasze siły — bo przekracza je również zdolność kontemplowania Wiekuistego takim, jakim jest. Musimy się zadowolić tym, co możemy widzieć, i kierować się tym w praktycznym życiu — nie troszcząc się o pozorną sprzeczność terminów zawartą w naszym wyznaniu.
Drugi przykład można wziąć z materialnych obrazów, którymi posługuje się Pismo Święte. Czytamy o oku Boga i ramieniu Boga. Wiemy, że człowiek ma oko i ramię jako naprawdę części siebie, a nie jako przenośnie; lecz wyobraźmy sobie na chwilę, że jego ciało stało się duchowe — co by z tego wynikło? Czego by to naprawdę skutkowało, nie możemy powiedzieć, bo przekracza to nasze możliwości; ale ponieważ duch nie ma części, można sobie wyobrazić, że wszystkie te oddzielne organy ludzkiego ciała, które istnieją obecnie — zamiast być umieszczone w przestrzeni i wyrastać z niej przez rozciągnięcie — byłyby wszystkie jednym, choć wciąż wszystkie odrębne. Ciało duchowe mogłoby być całe okiem, całe uchem, całe ramieniem, całe sercem; lecz nie w taki sposób, że wszystko to byłoby ze sobą pomieszane i sprowadzone do samych nazw; nie tak, że odtąd nie byłoby ani widzenia, ani słyszenia, ani działania, ani czucia — lecz dlatego, że duch nie ma części w rozciągłości i jest tym, czym jest, w całości i naraz. Wspominam o tym, bo pokazuje nam, że rzeczy mogą realnie istnieć w podmiocie, który kontemplujemy, choć wyglądają jedynie jak pojęcia lub wyobrażenia stworzone przez nasz własny umysł. Jak ciało nie musi tracić oka i dłoni przez to, że się uduchowi — bo jego organy mogłyby istnieć w nim równie prawdziwie jak przedtem, bo było ciałem, lecz w nowy sposób, bo jest duchowe, tak że mogłyby się wydawać zwykłymi abstrakcjami lub nierzeczywistymi przymiotami — tak możemy przypuszczać, że choć Bóg jest Duchem i Jednym, może być również Trójcą: nie tak, by Trójca była tylko nazwą albo oznaczała trzy przejawy, cechy, przymioty czy relacje — jedynie takie pojęcia lub wyobrażenia, do jakich dochodzimy kontemplując Boga — lecz że, jak w owym ciele, które stało się duchowe, oko i dłoń nie byłyby abstrakcjami po przemianie, bo nie były nimi przed nią, i oko nie byłoby koniecznie tym samym co dłoń, choć ciało byłoby całe okiem i całe dłonią — tak (o ile wolno nam na tym najświętszym przedmiocie posługiwać się ludzkimi przykładami) Wieczne Trzy — nie twierdzę, że w ten sam sposób, bo nie staram się wyjaśnić, *jak* tajemnica jest, lecz jasno określić, *co* przez nią rozumiemy — mówię więc, że Wieczne Trzy czczone są przez Kościół katolicki jako odrębne, a jednak Jedno: Najwyższy Bóg jest całkowicie Ojcem, i całkowicie Synem, i całkowicie Duchem Świętym; a jednak trzy Osoby są od siebie wzajemnie odrębne — nie tylko z nazwy lub przez ludzką abstrakcję, lecz w istocie rzeczy, tak prawdziwie jak źródło jest odrębne od strumienia, który z niego wypływa, lub korzeń drzewa od jego gałęzi.
Gdyby ktoś miał pokusę powiedzieć, że jest to mowa ciemna i spekulacja trudna do przedstawienia chrześcijańskiemu ludowi, odpowiadam: nie jest ciemniejsza i trudniejsza od świętej tajemnicy, która jest dziś naszym wielkim przedmiotem; że jest to w istocie jedynie wykład świętej tajemnicy takim, jakim Kościół ją przyjął; że nie zajmuję się obroną Symbolu wiary św. Atanazego, lecz wyjaśnianiem jego treści; i, Bracia moi, że możecie znieść raz w roku przypomnienie, że chrześcijaństwo ćwiczy cały umysł człowieka — nasz najwyższy i najsubtelniejszy rozum — nie mniej niż nasze uczucia, przywiązania, wyobraźnię i sumienie. Jeśli okaże się, że jest dla nas ciężkie i zbyt surowe — czy to dla rozumu, czy dla wyobraźni, czy dla uczucia — skłońmy się w milczącej czci i poddajmy mu z kolei każdą z naszych władz, nie narzekając na jego wzniosłość ani zasięg. A teraz idźmy dalej:
W Starym Testamencie słyszymy wiele o owych przymiotach Boga, o których już mówiłem. Jego wszechmoc: „Jam jest Bóg Wszechmogący; chodź przede Mną i bądź doskonały." Samoistność: „Rzekł Bóg do Mojżesza: JESTEM, KTÓRY JESTEM. Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mię do was." Świętość: „Któż jest Tobie podobny pośród bogów, Panie, wspaniały w świętości, przedziwny w chwale, cuda czyniący!" Miłosierdzie, sprawiedliwość i wierność: „Pan, Pan Bóg, litościwy i miłosierny, cierpliwy, pełen dobroci i wierności, zachowujący łaskę wobec tysięcy, odpuszczający nieprawość, przestępstwo i grzech, lecz nie pozostawiający go bez ukarania." Majestat godny czci: „Abyś się lękał tego chwalebnego i straszliwego imienia: Pana, Boga twojego." Prawda: „Prawda Jego trwa z pokolenia w pokolenie." Wszechobecność: „Gdy wstąpię na niebo, tam jesteś; gdy się położę w Szeolu — jesteś i tam." Wszechwiedzą: „Oczy Pana są na każdym miejscu i patrzą i na złych, i na dobrych." Poznanie serc: „Ty jedynie znasz serca synów ludzkich." Tajemniczość: „Zaiste, Ty jesteś Bogiem ukrytym, Boże Izraela, Zbawicielu!" Wieczność: „Tak mówi Wyniosły i Wzniosły, który trwa na wieki, a którego imię jest Święte." Oto niektóre z niezliczonych objawień Boskich Przymiotów w Starym Testamencie; i choć wszystko, co dotyczy Istoty Najwyższej, jest tajemnicze, to jednak zwykle nie odczuwamy tu żadnej tajemnicy, bo widzimy pewne odbicie tych przymiotów w tym, co sami nazywamy właściwościami, cechami, siłami i skłonnościami naszych własnych umysłów. Zostaliśmy z natury i przez łaskę obdarzeni cząstką pewnych doskonałości, które w pełni przynależą Najwyższemu — jak dobroć, mądrość, sprawiedliwość, prawda i świętość; i choć nie wiemy, jak te przymioty istnieją w Bogu, ba, jak istnieją w nas samych, to jednak, ponieważ sami jesteśmy z nimi oswojeni i nie możemy zaprzeczyć ich istnieniu, nie jesteśmy zaskoczeni, gdy słyszymy, że istnieją w Bogu. Są jednak pewne inne objawienia dotyczące Boskiej Natury — od pierwszej strony Pisma Świętego, coraz wyraźniejsze w miarę postępu Objawienia — co do których nie mamy ani obrazu, ani odpowiednika w sobie samych, które przeto odczuwamy jako dziwne i zadziwiające, i nazywamy niezrozumiałymi, bo nie jesteśmy do nich przyzwyczajeni, a tajemniczymi, bo nie możemy ich wytłumaczyć. Tak w historii stworzenia czytamy: „Duch Boży unosił się nad wodami" — któż powie, jak wyjaśnić to pełne grozy wskazanie? Kto nie pragnąłby „wejrzeć" w takie głębiny, a jednak milczy z poczucia własnej słabości — dopóki nie usłyszy katolickiej nauki o Trójcy, która tłumaczy mu tekst natchniony przez objawienie tajemnicy? Znów czytamy, że gdy Jakub zapaśał się z aniołem, „nazwał to miejsce Peniel", bo widział oblicze Boga, „i ocalało — powiada — moje życie". I Bóg Wszechmogący obiecał Mojżeszowi: „Moje oblicze pójdzie z tobą i dam ci odpoczynek." I znów Mojżesz prosi: „Racz mi pokazać Twoją chwałę! A On odrzekł: Okażę ci całą mą dobroć... nie możesz zobaczyć mojego oblicza, bo żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu." I czytamy, że „Pan objawił się Samuelowi w Szilo przez słowo Pana." I mówi Psalmista: „Przez słowo Pana powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego." I Mądrość mówi w Księdze Przysłów: „Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swych dzieł, przed wiekami. Od wieczności jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała... byłam przy Nim mistrzynią, byłam Jego radością co dzień, bawiłam się przed Nim każdego czasu." I u proroka Izajasza czytamy: „Przebudź się, przebudź, oblecz się w moc, Ramię Pańskie"; i znów: „Osłoniłem cię cieniem mojej dłoni." Jedno takie wyrażenie użyte raz lub dwa razy mogłoby nie zwrócić uwagi; lecz to wymienienie Słowa, Mądrości, Oblicza, Chwały, Ducha, Tchnienia, Twarzy, Ramienia i Dłoni Wszechmocnego jest zbyt częste i zbyt wyraziste pod względem cech osobowych, by pilny czytelnik Pisma Świętego mógł je spokojnie pominąć; i rzeczywiście, przed przyjściem Chrystusa, przyciągało to uwagę żydowskich wierzących, co wyraźnie potwierdzają niektóre niezwykłe urywki ksiąg Mądrości i Eklezjastyka, które wystarczy tu jedynie przywołać.
Wynika zatem z objawień Starego Testamentu, że choć Bóg w swej istocie jest najprostszym i absolutnym Jednym, to jednak jest jakiś rzeczywisty sens, w którym nie jest jednym — choć stworzenia nie mogą dostarczyć nam takich obrazów, które pozwoliłyby nam łatwo przystać na wnioski, do jakich nieuchronnie prowadzą słowa Pisma. Rzeczy nieznane pojmujemy na wzór rzeczy widzianych i doświadczanych; możemy kontemplować Boga Wszechmocnego o tyle, o ile rzeczy ziemskie są częściowym Jego odbiciem; gdy te nas zawiodą, gubimy się. I jak oczywiście nic ziemskiego ani stworzonego nie jest Jego dokładnym i doskonałym obrazem, mamy w najlepszym razie jedynie mgliste przebłyski Jego nieskończonej chwały; a jeśli Pismo cokolwiek nam o Nim objawia, musimy przyjmować to na wiarę — nie rozumiejąc, jak to jest, i nie mając żadnego jasnego pojęcia własnych słów. Gdy oznajmia nam, że Bóg jest mądry i dobry, tworzymy jakieś wyobrażenie o tym, co to znaczy, z właściwości i skłonności właściwych ludzkiej duszy; gdy czytamy o Jego ramieniu lub oku, mamy jakiś mdły, choć niegodny cień prawdy w członkach i organach ludzkiego ciała; ale gdy czytamy o Jego Duchu, Słowie lub Obliczu — jako zarazem bardzo odrębnych od Niego, a jednak najściślej z Nim jednych — jednych ściślej, niż nasze właściwości są jedne z naszymi duszami, realniejszych i wyraźniejszych niż członki i organy naszych ciał — czujemy ciężar owej Tajemnicy, która istnieje również tam, gdzie mówi się o Boskiej Mądrości lub Boskim Ramieniu, choć jej tam nie odczuwamy.
I owa Tajemnica, którą Stary Testament mglisto wskazuje, jest w Nowym wyraźnie ogłoszona; a jest ona następująca: że Bóg wszystkiego, objawiony w Starym Testamencie, jest od wieków Ojcem Syna — zwanego też Jego Słowem i Obrazem — z Jego substancji i uczestnikiem wszystkich Jego doskonałości, i równym Mu samemu, lecz bez bycia odrębnym od Niego, bo jednym z Nim; i że od Ojca i Syna pochodzi wiecznie Duch Święty, który jest również jednej substancji, Bóstwa i majestatu z Ojcem i Synem. Dowiadujemy się nadto, że Syn, czyli Słowo, jest Osobą — to znaczy, mówi się o Nim „On", a nie „To", i można się do Niego zwracać; i że Duch Święty również jest Osobą. Tak więc Bóg istnieje w Trzech Osobach od wieków na wieki: pierwszy, Bóg jest Ojcem; potem, Bóg jest Synem; potem, Bóg jest Duchem Świętym; a Ojciec nie jest Synem, ani Syn Duchem Świętym, ani Duch Święty Ojcem. I Bóg jest każdą z tych Trzech, i niczym ponadto; to jest: jest On albo Ojcem, albo Synem, albo Duchem Świętym. Co więcej: Bóg jest tak całkowicie i w pełni Bogiem w Osobie Ojca, jakby nie było Syna i Ducha; tak całkowicie w Osobie Syna, jakby nie było Ducha i Ojca; tak całkowicie w Osobie Ducha, jakby nie było Ojca i Syna. I Ojciec jest Bogiem, Syn Bogiem i Duch Święty Bogiem — przy czym jest tylko jeden Bóg, i bez żadnej nierówności, bo jest tylko jeden Bóg i jest On bez części i stopni — choć jak to jest, że ta sama Godna Uwielbienia Istota, niepodzielna i numerycznie Jedna, istnieje doskonale i w całości w każdej z Trzech Osób, żadne ludzkie słowa nie zdołają wyjaśnić, żadna ziemska ilustracja nie zdoła tego oddać.
Miejsca w Nowym Testamencie, w których ta święta Tajemnica jest nam wskazywana, są między innymi następujące. Po pierwsze, czytamy — jak już mówiłem — że Bóg jest jeden; po wtóre, że ma On jednorodzonego Syna; dalej, że ten Jednorodzony Syn jest „na łonie Ojca" i że „On i Ojciec jedno są". Dalej, że jest On również Słowem; że „Słowo jest Bogiem i było u Boga"; nadto, że Syn jest odrębną Osobą w prawdziwym sensie, bo przyjął na siebie naszą naturę i stał się człowiekiem, choć Ojciec tego nie uczynił. Cóż to innego jak nie nauka, że ten Bóg, który jest w najściślejszym sensie Jednym, jest zarazem całkowicie Ojcem i całkowicie Synem? albo że Ojciec jest Bogiem i Syn jest Bogiem, a jednak jeden tylko Bóg? Nadto Syn jest wyrażonym „Obrazem" Boga; i jest „w postaci Boga"; i „równy Bogu"; i „kto widział Go, widział Ojca"; i „On jest w Ojcu, a Ojciec w Nim". Nadto Syn posiada wszystkie przymioty Ojca: jest „Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni, który jest i który był, i który przychodzi, Wszechmogący"; „przez Niego zostało stworzone wszystko, co istnieje w niebie i na ziemi, widzialne i niewidzialne"; „wszystko przez Niego i w Nim trwa"; nikt prócz Niego „nie zna Ojca", i nikt prócz Ojca nie „zna Syna"; On „wie wszystko"; On „bada nerki i serca"; On jest „Prawdą i Życiem"; i On jest Sędzią wszystkich ludzi.
I znów, co jest prawdą o Synu, jest prawdą o Duchu Świętym; bo On jest „Duchem Bożym"; „pochodzi od Ojca"; jest w Bogu „jak duch człowieka, który jest w nim"; „bada wszystko, nawet głębokości Boga"; jest „Duchem Prawdy"; jest „Duchem Świętym"; przy stworzeniu „unosił się nad wodami"; „Dokąd ucieknę — pyta Psalmista — przed Twoim Duchem?"; jest Dawcą wszelkich darów, „rozdzielając każdemu z osobna tak, jak chce"; odradzamy się „z Ducha". Sprzeciwiać się łasce Bożej, to smucić, wystawiać na próbę, opierać się, gasić i znieważać Ducha. On jest Pocieszycielem, Rządcą i Przewodnikiem Kościoła; objawia rzeczy przyszłe; a bluźnierstwo przeciwko Niemu nie ma nigdy przebaczenia. We wszystkich tych miejscach z pewnością daje się pojąć zarówno to, że Duch Święty ma swoją własną Osobowość, jak i to, że jest Bogiem.
I tak, biorąc to wszystko razem, słowa Symbolu wiary brzmią: „Jest jedna Osoba Ojca, inna Syna i inna Ducha Świętego; lecz Bóstwo Ojca, Syna i Ducha Świętego jest jedne — chwała równa, majestat współwieczny. Jaki jest Ojciec, taki jest Syn, taki jest Duch Święty. I w tej Trójcy nikt nie jest wcześniejszy ani późniejszy od innego, nikt nie jest większy ani mniejszy od innego; lecz wszystkie trzy Osoby są współwieczne i sobie równe; tak iż we wszystkim, jak już powiedziano, Jedność w Trójcy i Trójca w Jedności jest godna uwielbienia."
Na końcu dodaje się: „Kto zatem chce być zbawiony, musi tak myśleć o Trójcy" — co do czego czynię dwie uwagi i na tym kończę. Po pierwsze — co jest bardzo oczywiste — że takie oświadczenie zakłada, że dana osoba miała sposobność uwierzenia. Nie mówimy o poganach, lecz o chrześcijanach; o tych, którym prawda jest podawana, którym jest ofiarowana, a którzy ją odrzucają. Nie rozpatrujemy przeto w tym Symbolu przypadków nauczania niepełnego lub błędnego — tego, co można by nazwać błędnym pouczeniem rozumu — ani żadnego przypadku niezawinionej nieświadomości; lecz rozmyślne odrzucenie przez człowieka tego, co zostało mu uczciwie przedstawione. Po drugie: gdy Symbol wiary mówi, że „musimy tak myśleć o Trójcy", zdaje się tym samym implikować, że zarysował pewien jasny, treściwy, spójny i wyróżniający pogląd na tę naukę — mianowicie pogląd katolicki — i to w przeciwstawieniu innym poglądom na nią: czy to sabelijańskim, czy ariańskim, czy triteistycznym, czy innym, które można by wymienić; a wszystkie one, nie zaprzeczając słownie Świętym Trzem, zaprzeczają Mu w istocie i w praktyce, i wciągają tych, którzy ich rozmyślnie się trzymają, w anatemę, która jest tu ogłoszona — nie w surowości, lecz jako wierne ostrzeżenie i uroczyste napomnienie.
Niechaj nam się nigdy nie zdarzy mówić o takich przedmiotach bez bojaźni; niechaj nigdy nie prowadzimy sporów bez miłości; niechaj nigdy nie szukamy bez starannych starań — z Bożą pomocą — uświęcenia naszej wiedzy i wyrycia jej w naszych sercach, nie tylko gromadzenia jej w rozumie!