HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania parafialne i zwyczajne, tom VIII

Kazanie XIV. Posłuszeństwo Bogu drogą do wiary w Chrystusa

Gdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czegoGdy moja wiara stała się letnia NawróceniePosłuszeństwo
„Gdy Jezus ujrzał, że odpowiedział rozumnie, rzekł mu: Niedaleko jesteś od królestwa Bożego."
W skrócie. Uczony w Piśmie był 'niedaleko królestwa Bożego' dzięki wierności sumieniu — Chrystus nie zaprzecza naturalnemu prawu moralnemu, lecz je dopełnia. Kazanie obala mit o możliwości nawrócenia bez wcześniejszego posłuszeństwa: ci, którzy wchodzili do Kościoła pierwotnego, byli już ludźmi bogobojnymi. Fałsz polega na czekaniu na nagłą przemianę przy jednoczesnym nieposłuszeństwie sumienia.

„kto usłyszał od Ojca i nauczył się, przyjdzie do Mnie[^FN9]"; „Kto postępuje zgodnie z prawdą, zbliża się do światła[^”

*„Gdy Jezus ujrzał, że odpowiedział rozumnie, rzekł mu: Niedaleko jesteś od królestwa Bożego."* — Mk 12,34

Odpowiedź uczonego w Piśmie, którą nasz błogosławiony Pan tu pochwala, była wywołana przez to, że Chrystus przedstawił mu dwa wielkie przykazania Prawa. Gdy oznajmił, że miłość Boga i bliźniego obejmuje całą naszą powinność, uczony w Piśmie rzekł: „Nauczycielu, słusznieś powiedział. Albowiem jeden jest Bóg, i nie masz innego prócz Niego; a miłować Go całym sercem, całym rozumem i całą duszą, i całą mocą, i miłować bliźniego jak siebie samego — to więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary." Na to wyznanie obowiązku powszechnego posłuszeństwa religijnego Chrystus odpowiedział słowami tekstu: „Niedaleko jesteś od królestwa Bożego", to znaczy: Niedaleko ci do tego, by być chrześcijaninem.

W tych słowach uczy się nas zatem, po pierwsze, że wiara i posłuszeństwo chrześcijanina nie są tą samą religią co religia naturalnego sumienia, jako że w pewien sposób ją przewyższają; a po drugie, że ta droga jest „niedaleka" — niedaleka dla tych, którzy starają się żyć zgodnie ze swoim sumieniem; innymi słowy, że posłuszeństwo sumieniu prowadzi do posłuszeństwa Ewangelii, która zamiast być czymś zupełnie odmiennym, jest jedynie dopełnieniem i udoskonaleniem tej religii, którą naucza nas naturalne sumienie.

Byłoby zaiste dziwne, gdyby Bóg natury mówił jedno, a Bóg łaski — drugie; gdyby prawdy, których nauczyło nas sumienie bez pomocy Pisma Świętego, były przez to Pismo zaprzeczane, gdy je już posiadamy. Lecz tak nie jest; nie ma dwóch sposobów podobania się Bogu; to, co podpowiada sumienie, Chrystus potwierdził i wyjaśnił; miłość Boga i bliźniego to wielkie obowiązki Ewangelii tak samo jak Prawa; kto stara się je wypełniać w świetle natury, ten jest na drodze ku królestwu Chrystusa — jest, jak rzekł nasz Pan, „niedaleko królestwa Chrystusowego"; bo temu, kto ma, będzie dodane.

Nie w jednym czy dwóch miejscach jedynie głosi się nam tę samą naukę; owszem, całe Objawienie opiera się na tych prostych prawdach, których nas uczą sumienia — choć w mierze skromnej, nawet bez niego. To Ten sam Bóg, i żaden inny prócz Niego, przemawia najpierw w naszych sumieniach, a potem w swoim świętym Słowie; i aby nie pozostawić nam żadnej wątpliwości w tej sprawie, powiedział nam o tym z wielkim miłosierdziem w Piśmie Świętym, gdzie wciąż i wciąż (jak w passusie powiązanym z tekstem) powołuje się na wielkie Prawo moralne jako fundament prawdy, którą nauczali Jego Apostołowie i Prorocy, a ostatecznie i Jego Syn: „Boj się Boga i przestrzegaj Jego przykazań; bo to jest całą powinnością człowieka."

A jednak, choć jest to tak oczywiste zarówno z naszego moralnego poczucia, jak i z oświadczeń Pisma Świętego, istnieją mimo to liczne powody, dla których trzeba na tym nalegać; głównie dlatego, że ponieważ przestrzeganie przykazań Bożych jest rzeczą bardzo trudną, ludzie chętnie by sobie wmówili, gdyby mogli, że ścisłe posłuszeństwo nie jest konieczne w Ewangelii i że dla miłości Chrystusa przyjęte zostanie coś innego w jego miejsce. Zamiast trudzić się, przy pomocy łaski Bożej, nad zmianą własnej woli, oczyszczeniem serc i tak przygotowywać się na królestwo Boże, wyobrażają sobie, że w tym królestwie mogą być zbawieni przez coś mniejszego: przez chrzest, przez zachowywanie obrządków zewnętrznych (całopalenia i ofiary, które uczony w Piśmie odsuwa na bok), przez poprawną znajomość prawdy, przez świadomość własnej grzeszności, przez jakiś dawny akt wiary, który ma im wystarczyć na całe życie, przez jakieś silne, nawykłe przekonanie, że są bezpieczni; albo znowu przez wypełnianie tylko jednej części swojego obowiązku przy zaniedbaniu reszty — jak gdyby Bóg w naturze coś powiedział, a Chrystus to odwołał. A gdy ludzie czegoś pragną, nie trudno znaleźć im w Piśmie Świętym teksty, które można zręcznie nagiąć do swoich celów. Ponieważ zatem błąd polegający na przekonaniu, że Chrystus przyszedł po to, by uzyskać dla nas łatwiejsze warunki wstępu do nieba niż te, które mieliśmy przedtem (podczas gdy w rzeczywistości zamiast uczynić posłuszeństwo mniej wymagającym, dał nam On duchowe pomoce, których bez Niego nie mamy, abyśmy mogli Bogu być posłuszni wierniej; i zamiast zdobyć *łatwiejszy* warunek *wstępu*, zdobył nam *całkowite* nasze wejście do nieba, które przedtem było przed nami zamknięte) — ponieważ ten błąd jest tak powszechny, może być rzeczą stosowną nalegać na prawdę przeciwną, choćby oczywistą, mianowicie że posłuszeństwo Bogu jest drogą do poznania i wiary w Chrystusa.

1. Rozważmy najpierw, jak wyraźnie Pismo Święte naucza, że doskonałe posłuszeństwo jest miarą ewangelicznej świętości. Święty Paweł: „Nie bierzcie wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe." „Obrzezanie jest niczym, a nieobrzezanie jest niczym, ważne jest tylko przestrzeganie przykazań Bożych." „Co jest prawdziwe . . . szlachetne . . . sprawiedliwe . . . czyste . . . pełne wdzięku . . . co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakieś dobro i jeśli jest jakaś chwała — o tym myślcie." Święty Jakub: „Ktokolwiek bowiem przestrzega całego Prawa, a przekroczy jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie." Święty Piotr: „Dokładając wszelkich starań, dołączcie do waszej wiary cnotę . . . wiedzę . . . wstrzemięźliwość . . . cierpliwość . . . pobożność . . . miłość braterską . . . miłość." Święty Jan: „Po tym poznajemy, że Go znamy, jeśli przestrzegamy Jego przykazań." I wreszcie sam nasz Pan: „Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie." I ponad wszystko owa jasna wypowiedź w Kazaniu na Górze: „Ktokolwiek . . . zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A ten, kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim."

Te teksty i mnóstwo innych dowodzą, że Ewangelia pozostawia nas dokładnie tam, gdzie nas zastała, jeśli chodzi o konieczność posłuszeństwa Bogu; że Chrystus nie był posłuszny zamiast nas, lecz że posłuszeństwo jest równie bezwzględne, jak gdyby Chrystus nigdy nie przyszedł — ba, nalega się na nie z jeszcze mocniejszymi pobudkami; przy czym różnica polega nie na tym, że łagodzi On surową zasadę zachowywania Jego przykazań, ale że daje nam duchowe pomoce, których nie mamy inaczej jak tylko przez Niego, abyśmy mogli je zachowywać. Służba Chrystusowi jest zatem przedstawiana w Piśmie Świętym nie jako coś odmiennego od posłuszeństwa religijnego, którego uczy nas naturalnie sumienie, lecz jako jego udoskonalenie, jak już rzekłem. Mówi się nam wielokrotnie, że posłuszeństwo Bogu prowadzi do wiary w Chrystusa; że jest to jedyna uznana droga do Chrystusa; i że dlatego wiara w Niego zakłada z reguły, iż żyjemy w posłuszeństwie Bogu. Na przykład: „Każdy . . . kto usłyszał od Ojca i nauczył się, przyjdzie do Mnie"; „Kto postępuje zgodnie z prawdą, zbliża się do światła", to znaczy do Chrystusa; „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał"; „Jeśli ktoś chce pełnić Jego wolę, pozna, czy nauka ta jest od Boga." Z drugiej strony: „Kto Mnie nienawidzi, ten i Ojca mego nienawidzi"; „Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i Ojca mojego"; „Kto zaś nie uznaje Syna, ten nie ma i Ojca"; „Ktokolwiek idzie za daleko i nie trwa w nauce Chrystusa, ten nie ma Boga. Kto zaś trwa w nauce Chrystusa, ten ma i Ojca, i Syna."

Z tych i innych fragmentów Pisma Świętego dowiadujemy się, że choć Chrystus przyszedł być światłością świata, to jednak nie jest On i nie może być światłością dla wszystkich, lecz tylko dla tych, którzy szukają Go drogą Jego przykazań; dla wszystkich zaś innych jest ukryty, gdyż bóg tego świata „zaślepił umysły niewiernych, aby nie olśniło ich światło Ewangelii chwały Chrystusa, który jest obrazem Boga."

2. Gdy zaś zwrócimy się ku historii pierwszego głoszenia Ewangelii, stwierdzimy, że ten pogląd znachodzi potwierdzenie. O ile możemy odtworzyć tę historię, wczesny Kościół chrześcijański składał się przede wszystkim z tych, którzy od dawna przyzwyczajeni byli pilnie słuchać głosu sumienia i tak przygotowywać się na przyjście religii Chrystusowej — owego królestwa Bożego, od którego tekst mówi, że nie byli daleko. Zachariasz i Elżbieta, którym najpierw objawione zostało nadejście królestwa Chrystusa, opisani są jako „oboje sprawiedliwi wobec Boga, postępując nienagannie według wszystkich przykazań i nakazów Pańskich." Józef, małżonek świętej Maryi, nazwany jest „mężem sprawiedliwym"; Symeon opisany jest jako mąż „sprawiedliwy i pobożny"; Natanael — jako „prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu"; Józef z Arymatei był „człowiekiem dobrym i sprawiedliwym"; Korneliusz, setnik, był „człowiekiem pobożnym i bogobojnym razem z całym swoim domem, dającym hojne jałmużny ludowi i nieustannie zwracającym się do Boga z modlitwą." A w Dziejach Apostolskich ogólnie znajdziemy (o ile jesteśmy o czymkolwiek informowani), że głównie do tych zwracał się i tych nawracał święty Paweł, którzy uprzednio zaprawili się w życiu religijnym. W Perge święty Paweł przemawiał do Izraelitów i do bojących się Boga, nie do zwykłych bezmyślnych pogan; i wielu z nich poszło za nim. W Tesalonice uwierzyło wielkie mnóstwo pobożnych Greków; w Atenach Apostoł nadal rozprawiał z Żydami i z osobami wyznające religię, choć przemawiał też do wykształconych pogan, którzy tam zamieszkiwali. Mamy tu zatem liczne dowody na to, że Chrystus i Jego Apostołowie szukali pierwszych naśladowców i znajdowali ich nie wśród jawnych grzeszników, lecz wśród tych, którzy starali się — choćby niedoskonale — być posłuszni Bogu.

Lecz może ktoś zapytać: Czy Chrystus nie dawał żadnej nadziei tym, którzy żyli w grzechu? Bez wątpienia — dawał, jeśli postanowili grzech porzucić. Przyszedł zbawić wszystkich, cokolwiek ich dotychczasowe życie, którzy poddali się Mu jako swemu Panu i Zbawicielowi; a w swoim Kościele zgromadził wszelkiego rodzaju ludzi: i tych, którzy odeszli od Boga, i tych, którzy zawsze wiernie Mu służyli. Jawni grzesznicy muszą mieć jakiś początek nawrócenia, jeśli mają się nawrócić; i ku temu pierwszemu początkowi Chrystus zapraszał ich do siebie natychmiast, bez zwłoki — po przebaczenie i pomoc. Ale to nie jest kwestia, o którą chodzi; oczywiście wszyscy, którzy do Niego przychodzą, będą przyjęci; nikt nie zostanie odrzucony. Kwestia jest inna: czy jest prawdopodobne, że przyjdą, że usłyszą Jego głos i pójdą za Nim; a ponadto, czy z reguły okażą się chrześcijanami tak wytrwałymi i głęboko uformowanymi, jak ci, którzy w porównaniu z nimi nigdy nie odeszli od Boga; i tu wszelka przewaga jest bez wątpienia po stronie tych, którzy (słowami Pisma Świętego) postępowali według wszystkich przykazań Pańskich nienagannie. Gdy grzesznicy prawdziwie się nawracają, są oczywiście całkowicie braćmi w królestwie Chrystusa z tymi, którzy w tym samym sensie „nie potrzebują nawrócenia"; lecz to, że grzesznicy w ogóle się nawrócą, jest (niestety!) tak dalekie od prawdopodobieństwa, że gdy ten niespodziewany wypadek nastąpi, sprawia w niebie taką radość (z powodu swej niezwykłości), jaka nie bywa wzbudzana nawet przez dziewięćdziesiąt dziewięć sprawiedliwych, którzy nie potrzebują takiej przemiany serca. Kilka przykładów takich nawróceń podają nam Ewangelie ku pokrzepieniu wszystkich pokutników — jak choćby owa kobieta wspomniana przez świętego Łukasza, która „wiele miłowała". Chrystus z wielką łaskawością chodził między grzesznikami, by móc ich zbawić; i wiemy, że nawet owi jawni grzesznicy, gdy zdali sobie sprawę, że są grzesznikami, byli bliżej zbawienia i w lepszym stanie niż chciwi i niezbożni faryzeusze, którzy do swych innych ciężkich grzechów dodawali jeszcze obłudę, ślepotę, pogardę dla innych i wyniosłe, przesądne zaufanie do rzekomo zbawiającej mocy swych przywilejów religijnych.

Co więcej, spośród tych pokutników, o których mówię — i których, gdy staną się pokutnikami, nie możemy za bardzo kochać (idąc za wzorem naszego Zbawiciela), a nawet za bardzo szanować; i których Apostołowie po odejściu Chrystusa wprowadzili do Kościoła w tak ogromnych rzeszach — żaden, o ile wiemy, nie doznał żadnej nagłej przemiany z zła na dobro; i nie słyszymy też, by ktokolwiek z nich zaszczycony był jakimś ważnym stanowiskiem w Kościele. Wielki co prawda był grzech świętego Pawła w prześladowaniu wyznawców Chrystusa przed nawróceniem, ale był to grzech innego rodzaju; nie przekraczał on swego sumienia, lecz mu był posłuszny (choćby sumienie to było zaślepione); czynił to, co uważał za swój obowiązek, gdy zastrzymało go niebiańskie widzenie, któremu, gdy mu się ukazało, natychmiast „był posłuszny"; nie grzeszył *przeciw* światłu, lecz *w* ciemności. Nie wiemy nic dokładnego o stanie jego ducha tuż przed nawróceniem; wiemy jednak tyle, że minęły lata od nawrócenia, zanim został użyty jako Apostoł w Kościele Bożym.

Ograniczyłem się do czasu przyjścia Chrystusa, ale nie tylko wówczas, lecz zawsze i we wszelkich okolicznościach — jak pouczają nas wszystkie części Biblii — posłuszeństwo posiadanemu światłu jest sposobem zdobycia większego światła. Słowami Mądrości w Księdze Przysłów: „Ja miłuję tych, którzy mnie miłują, ci, którzy mnie szukają pilnie, znajdą mnie. . . . Prowadzę drogą sprawiedliwości, pośrodku ścieżek prawa." Albo, w jeszcze bardziej stanowczych słowach samego Chrystusa: „Kto jest wierny w bardzo małym, ten i w wielkim jest wierny"; i „Kto ma, temu będzie dodane."

Zobaczmy teraz niektóre konsekwencje wynikające z tej wielkiej prawdy biblijnej.

1. Przede wszystkim dostrzegamy beznadziejność oczekiwania na jakąś nagłą przemianę serca, jeśli żyjemy teraz w grzechu. O wiele więcej osób łudzi się jakimś takim próżnym oczekiwaniem, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. To, że istnieje nawet wielu ludzi bezbożnych, którzy słysząc fałszywe nauki teraz tak powszechne i czerpiąc z nich ogólne wrażenia, spodziewają się jakiegoś możliwego dnia, kiedy Bóg samą swoją mocą, wbrew nim samym, przemieni ich serca, i którzy w ten sposób pozbywają się przykrej myśli, że są teraz w stanie strasznego niebezpieczeństwa — którzy mówią, że nic nie mogą uczynić, dopóki Jego czas nie nadejdzie, a przecież wyznają, że są daleko od Niego; nawet to, jak sądzę, jest faktem, choć samo oszukiwanie się może się wydawać zadziwiające i rażące. A i takich jest bez wątpienia o wiele więcej, którzy nie sądząc, że są od Niego daleko, lecz wprost przeciwnie — mając się za cieszących Jego łaską, są mimo to, przez straszliwy podstęp szatana, doprowadzani do opieszałości i ospałości w posłuszeństwie Jego przykazaniom pod pozorem, że nic nie mogą z siebie i muszą czekać na kolejne poruszenia łaski Bożej, by pobudziły ich do działania. Wszystko, co robią te osoby, to mówić o religii, podczas gdy powinny być czynne i gotowe, i oczekiwać na Błogosławionego Ducha Chrystusowego przez wypełnianie woli Bożej. „Ocknij się, który śpisz, i powstań z martwych, a zaświeci ci Chrystus." Takie jest wezwanie. I bez wątpienia do wszystkich tych, którzy żyją życiem dogadzania sobie, jakkolwiek swe dogadzanie sobie zasłaniają przed sobą mniemaniem o swej wyższej wiedzy religijnej i zdolnością mówienia płynnie w języku biblijnym — do wszystkich takich słowo życia powiada: „Nie łudźcie się; Bóg nie da się z siebie naśmiewać" — On doświadcza serca i wzgardza jedynie uwielbieniem ust. Nie uznaje żadnego człowieka za wierzącego w swego Syna, jeśli ten nie stara się usilnie przestrzegać Jego przykazań do końca; żadnemu z tych, którzy szukają bez zmagania się i uważają się za bezpiecznych — żadnemu z nich nie daje On „władzy, aby stali się dziećmi Bożymi." Nie łudźcie się; tacy wypadli ze stanu, w jakim postawił ich chrzest, i są „daleko od królestwa Bożego." „Co człowiek sieje, to i żąć będzie." A jeśli ktoś mówi, że święty Paweł nawrócił się nagle i bez własnego wysiłku, wystarczy odpowiedzieć, że choć święty Paweł był winien, jego wina nie była winą lenistwa, samolubstwa i obojętności. Jego grzechem było *zaniedbanie studium Pisma Świętego*; i tak, przeoaczywszy wielką prawdę, że Jezus jest Chrystusem, prześladował chrześcijan; choć jednak jego sumienie było źle pouczane i to z własnej jego winy, to jednak był mu posłuszny w takiej formie, w jakiej je posiadał. Czynił to, co czynił, w nieświadomości. Jeśli zatem rzeczywiście jest tak, że święty Paweł *był* nagle nawrócony — stąd, prawda, można powiedzieć, że jakaś mglista nadzieja jest oferowana zapalczywym, nietolerancyjnym fanatykom i krwiożerczym prześladowcom, jeśli działają zgodnie ze swym własnym pojęciem obowiązku; ale nikomu ociężałemu i niedbałemu, ani letniemu; nikomu *jak tylko* tym, którzy mogą powiedzieć za świętym Pawłem, że „żyli według sumienia zupełnie nienagannie wobec Boga aż do tego dnia"; i to nie w łatwym wyznaniu, lecz w najsurowszej sekcie religijnej, oddając się całkowicie swemu obowiązkowi i idąc za prawem Bożym, choć w niewiedzy, to jednak całym sercem i duszą.

2. Lecz po tym wszystkim jest jeszcze o wiele więcej takich, niż dotąd wspomniałem, którzy czekają, by przyszedł czas pokuty, a tymczasem żyją w grzechu. Na przykład: młodzi, którzy uważają, że będzie dość czasu, by pomyśleć o Bogu, gdy się zestarzeją; że religia przyjdzie wówczas sama z siebie i że będą jej pragnąć naturalnie, tak jak teraz pragną swych głupstw i grzechów. Albo ci, którzy są pochłonięci sprawami doczesnymi, którzy przyznają, że nie poświęcają religii uwagi, jaką powinni poświęcać; którzy zaniedbują ustanowienia Kościoła; którzy bezczeszczą dzień Pański; którzy poświęcają mało lub wcale czasu na studium słowa Bożego; którzy pozwalają sobie na różne drobne wykroczenia przeciw sumieniu i z uporem hartują się przeciwko wyrzutom, jakie takie wykroczenia powinny w nich budzić; a wszystko to czynią w przeświadczeniu, że w końcu nadejdzie stosowna pora, gdy będą mogli oddać się obowiązkom religijnym. Postanawiają w końcu wycofać się ze świata i nadrobić zmarnowany czas większą pilnością. Wszyscy tacy — a ileż ich! — sądzą, że zdołają szukać Chrystusa, kiedy tylko zechcą, choć przez całe życie nie żywili prawdziwej miłości ani Boga, ani człowieka; to znaczy, że w swych sercach nie wierzą nauce naszego Pana zawartej w tekście, że być posłusznym Bogu znaczy być blisko Chrystusa, a nieposłusznym — być od Niego daleko.

Jak jasna stanie się ta prawda w ów dzień, gdy tajemnice wszystkich serc będą jawne! *Teraz* nie wierzymy, że ścisłe posłuszeństwo jest tak konieczne, jak jest w istocie. Mówię, że *nie* wierzymy, choć twierdzimy, że wierzymy. Nikt, rzecz jasna, nie wierzy w to w całej pełni, ale większość z nas jest łudzona słowami i mówi, że przyjmuje i wierzy, gdy ledwie co wyznaje. Mówimy, że posłuszeństwo jest bezwzględnie konieczne i dziwi nas, gdy ktoś kwestionuje naszą rzeczywistą wiarę w to, co mówimy; ale nie dajemy tej prawdzie tego miejsca w układzie naszej religii, którego to wyznanie wymaga, i w ten sposób łudzimy nasze sumienia. Stawiamy przed nią w naszym systemie doktrynalnym coś *innego* jako *ważniejsze*: jeden człowiek wiarę, drugi zewnętrzną pobożność, trzeci pilność w doczesnym powołaniu, inny gorliwość o Kościół; to znaczy: bierzemy część zamiast całości naszego obowiązku i w ten sposób narażamy się na zgubę dusz. Są to właśnie owe całopalenia i ofiary, które nawet uczony w Piśmie odsuwa na bok przed ważniejszymi sprawami Prawa. Albo też wyobrażamy sobie, że drogi wiodące do nieba są czymś dziwniejszym i rzadszym niż samo oczywiste wypełnianie obowiązku posłuszeństwa Bogu; niechętnie szukamy Chrystusa w wodach Jordanu, wolelibyśmy szukać w Fafarze i Abanie, rzekach damasceńskich; wolimy szukać Go w górze ponad nami lub zstępować w głębię, zamiast wierzyć, że słowo jest blisko nas, nawet w ustach naszych i w sercu naszym. Stąd w fałszywych religiach niektórzy ludzie posuwali się nawet do umartwiania ciała i do okrucieństwa wobec własnego ciała, by stać się podobnymi bogom i wzlecieć w górę; a w naszej własnej, z błędem równie żałosnym, choć mniej samozaparciowym, ludzie myślą, że pewne dziwaczne stany ich ducha — silne wzruszenia, niepokój, niemęskie podniecenie i egzaltacja myśli i uczuć — są znakami owego niezbadanego Ducha, który jest nam dany nie po to, by uczynić nas czymś *innym niż* ludźmi, lecz by uczynić nas — czym bez Jego łaskawej pomocy nigdy nie będziemy — prawymi, panującymi nad sobą mężami, pokornymi i posłusznymi dziećmi naszego Pana i Zbawiciela.

W ów dzień próby wszystkie te złudzenia zostaną zerwane; staniemy w naszej własnej prawdziwej postaci, bądź niebiańskiej, bądź ziemskiej — w szacie weselnej lub starym odzieniu grzechu; i ileż to wówczas (sądzimy) zostanie ukazanych jako dziedziców światła, którzy szli za Chrystusem Jego wąską drogą i uniżali się na Jego wzór (choć nie z Jego doskonałością i bez żadnej z Jego zasługi) do codziennych obowiązków trzeźwości, miłosierdzia, łagodności, zaparcia się siebie i bojaźni Bożej?

Ci, czy jest ich wielu, czy niewielu, otrzymają wówczas nagrodę od Tego, który za nich umarł, który uczynił ich tym, czym są, i dopełnia w niebie tego, co najpierw przez sumienie, potem przez swego Ducha zapoczątkował tutaj. Zaiste, wzgardzony był na ziemi przez świat — zarówno przez jawnych grzeszników, którzy uważali ich skrupulatność za głupstwo, jak i przez tych pretendentów do Bożej łaski, którzy poczytywali ją za ciemnotę. Ale w rzeczywistości otrzymali od swego Pana skarby zarówno mądrości, jak i wiedzy, choć ludzie tego nie wiedzieli; i zostanie to im wówczas przyznane przez Niego wobec wszystkich stworzeń jako dziedzictwo chwały, przygotowanej dla nich przed założeniem świata.

← wróć do odkrywania