HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania o sprawach dnia

Kazanie I. Dzieło chrześcijanina

Niedziela Siedemdziesiątnicy (Septuagesima)

Gdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czegoGdy moja wiara stała się letnia Obowiązki stanuŁaska a wolność
„Człowiek wychodzi do swojej pracy i do swojego trudu aż po wieczór."
W skrócie. Kazanie na Niedzielę Siedemdziesiątnicy głosi, że wszyscy chrześcijanie zostali powołani do czynnej służby Bogu — praca jest religijnym obowiązkiem, nie tylko powinnością naturalną. Newman polemizuje z antynomizmem: łaska Ewangelii nie znosi Prawa, lecz daje moc do jego wypełnienia. Tekst wzywa do podjęcia właściwego dzieła życia i wytrwania w nim aż do wieczoru.

„Człowiek wychodzi do swojej pracy i do swojego trudu aż po wieczór.”

*Niedziela Siedemdziesiątnicy (Septuagesima)*

*„Człowiek wychodzi do swojej pracy i do swojego trudu aż po wieczór."* — Ps 104,23

Choć Bóg stworzył niebiosa i ziemię w sześciu dniach, a potem odpoczął, spoczął jedynie po to, by podjąć dzieło innego rodzaju; albowiem Pan nasz mówi: „Ojciec mój działa aż dotąd", a potem dodaje: „i Ja działam". I w innym miejscu mówi On wyraźniej o sobie samym: „Trzeba Mi pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień; nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać". A gdy ta noc nadeszła, rzekł: „Wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do spełnienia." „Wykonało się". I w tekście powiedziano nam ogólnie o wszystkich ludziach: „Człowiek wychodzi do swojej pracy i do swojego trudu aż po wieczór." Stwórca działał aż do nadejścia Szabatu; Odkupiciel działał aż do zaćmienia słońca i nastania nocy. „Słońce wschodzi" i „człowiek wychodzi", i pracuje „aż po wieczór"; gdy „stróżowie domu się chwiać będą, i mężowie silni się pochylą, i te, co wyglądają przez okna, ściemnieją, i ustanie żucie, bo człowiek idzie do swego wiecznego domu, a po ulicach kręcą się żałobnicy"; gdy „srebrna lina zerwie się i złota czara rozleci, a proch wróci do ziemi, skąd powstał, a duch powróci do Boga, który go dał". Wieczorem człowiek powraca do Boga, a jego uczynki — dobre czy złe — „idą za nim".

Ta uroczysta prawda, że zostaliśmy posłani na ten świat, by wykonać pewne dzieło, jest w rozmaity sposób ukazana w liturgii na ten dzień. Najpierw czytamy na początku Księgi Rodzaju o dziele Boga Wszechmogącego przy stwarzaniu świata, które jest wzorcem wszelkich dzieł, do jakich Jego stworzenia są zdolne przez Jego łaskę i ku Jego chwale. Następnie czytamy o Adamie umieszczonym w Raju, w ogrodzie Eden, „aby go uprawiał i strzegł". Wkrótce — biada! — upadł on i stał się poddany cięższemu trudowi, bo ziemia była przeklęta dla jego winy i wydawała mu ciernie i osty. Jednak Bóg w swym miłosierdziu nie opuścił go; i tak oto czytamy w Ewangelii o gospodarzu, który wychodził od rana do wieczora „najmować robotników do swojej winnicy". Wychodził wcześnie, potem około godziny trzeciej, i około szóstej, i dziewiątej, i nie ustawał aż do jedenastej. Takimi były Jego postępowania z rodzajem ludzkim aż do nadejścia pełni czasu, a w ostatnich dniach, nawet o jedenastej godzinie, posłał swego Syna, by zebrał robotników do swojego dzieła ze wszystkich stron ziemi. A historia owych nowych ewangelicznych robotników przedstawiona jest nam w dzisiejszej Lekcji, na wzorcu świętego Pawła, który „prowadził wojnę"; który zasadził winnicę; który orał, i młócił, i depcząc wymłacał zboże; albowiem konieczność ciążyła na nim, i biada mu, gdyby nie głosił Ewangelii. Co więcej zaś — umartwiał własne ciało i poddawał je w jarzmo, aby po tym, gdy innym głosił, nie okazało się na końcu, że sam jest odrzucony.

Tak więc liturgia na ten dzień prowadzi nas od stworzenia wszystkich rzeczy do sądu, i to z jedną myślą — o dziele, które zostało nam zlecone. Adam miał uprawiać raj; człowiek upadły miał „w pocie oblicza jeść chleb" z ziemi przeklętej; robotnicy pracowali w winnicy — jedni przez „spiekotę dnia", inni pod wieczór; a Apostołowie i ich następcy orali, i siali, i sadzili na innym polu, lecz wciąż w służbie swego Pana, jak było od początku. Tak też nauka podana nam dziś stoi w kontraście z nauką Epifanii. Skończyło się święto łaski i oto nastały dni robocze, dlatego czytamy o człowieku wychodzącym do swojej pracy i do swojego trudu od wschodu słońca aż po wieczór. Lub możemy powiązać te dwa okresy z Wielkim Postem, który ma nastąpić; a ponieważ Pan nasz mówi w Kazaniu na Górze o trzech wielkich obowiązkach religijnych — modlitwie, jałmużnie i poście, to jest o obowiązkach wobec Boga, wobec bliźniego i wobec samego siebie — możemy uznać, że Epifania przypomina nam o kulcie w świątyni, Niedziela Siedemdziesiątnicy o dobrych uczynkach, a Wielki Post o zaparciu się siebie i samodyscyplinie.

Otóż nauka przedstawiana nam dziś wymaga szczególnego uwydatnienia, ponieważ w tych ostatnich czasach pojawili się ludzie głoszący herezję, którzy wiele mówią o bezpłatnej łasce Ewangelii, ale zaprzeczają, że nakłada ona pracę tak samo jak udziela błogosławieństwa; a raczej — że udziela łaski właśnie po to, by nakazać dzieło. Boże Narodzenie przychodzi pierwsze, a Niedziela Siedemdziesiątnicy potem: musimy otrzymać łaskę, zanim będziemy pracować, aby móc pracować; lecz tak samo pewnie, jak łaska jest nam udzielana, tak samo pewnie jest nam nakazane dzieło. Owi nauczyciele twierdzili, że uczynki były wymagane jedynie pod Prawem, a pod Ewangelią zamiast nich przychodzi łaska; prawda jednak jest taka, że Prawo nakazywało uczynki, a łaska Ewangelii je wypełnia; Prawo rozkazywało, lecz nie dawało mocy; Ewangelia udziela tej mocy. Tak więc Ewangelia jest wypełnieniem Prawa. Chrystus mówi: „Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić." Ewangelia nie znosi uczynków, ale zapewnia dla nich warunki. „Człowiek wychodzi do swojej pracy i do swojego trudu" od poranka świata aż po jego wieczór. We wszystkich epokach jest tak samo. Adam w raju, Adam upadły, Noe o poranku, Abraham o godzinie trzeciej, naród wybrany o szóstej i dziewiątej, a chrześcijanie o jedenastej — wszyscy, w zakresie obowiązku pracy, mają jedną religię.

I tak mówi święty Paweł: „Czy więc znosimy Prawo przez wiarę? Żadną miarą! Owszem, potwierdzamy Prawo". Dalej oznajmia nam, że „jak grzech zaznaczył swoje królowanie śmiercią, tak łaska" zaznacza swoje królowanie „przez sprawiedliwość", nie bez sprawiedliwości, „ku życiu wiecznemu". I znowu: „Wymaganie Prawa zostało spełnione w nas, którzy postępujemy nie według ciała, ale według Ducha." A do Efezjan: „Jesteśmy Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych czynów". I do Filipian: „Zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem; albowiem Bóg jest tym, który w was sprawia i chcenie, i działanie, zgodnie z wolą swoją".

Tu jednak może się nasunąć sprzeciw wyprowadzony z przypowieści o robotnikach, który wymaga rozpatrzenia. Można by powiedzieć, że robotnicy wyobrażający Żydów skarżą się, że ci wezwani wieczorem, to znaczy chrześcijanie, pracowali tylko przez krótki czas i w chłodzie dnia. „I szemrali na pana domu, mówiąc: Ci ostatni pracowali tylko jedną godzinę, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i upał." Stąd można by wnioskować, że chrześcijanie nie mają żadnego uciążliwego ani długotrwałego trudu, lecz są zbawieni bez wysiłku, przez łaskę. Otóż prawda, że należymy do tych, którzy zostali powołani, gdy dzień chylił się ku końcowi; to jednak nie dowodzi ani że zadanie nasze jest lekkie, ani że czas naszej pracy krótki, co kilka słów pokaże.

Albowiem cóż oznacza „ciężar dnia i upał"? Wyjaśniłem to już. Oznacza to, że religia ciążyła Żydom jak brzemię, bo nie byli jej dorośli; i była jak południowy żar, przytłaczając ich swą intensywnością, bo nie mieli przed nim żadnej osłony. „Słońce" — mówi Psalmista — „wychodzi z krańca nieba i obiega je aż do drugiego krańca, i nic nie ukryje się przed jego żarem". I on sam kontynuuje: „Prawo Pańskie jest doskonałe i krzepi duszę; świadectwo Pańskie jest pewne, naucza prostaczka mądrości". Cóż tak jasne i chwalebne jak słońce? A cóż tak przygniatające słabych? Cóż tak czyste i przenikliwe jak Prawo Pańskie? A cóż tak dociekliwe i straszliwe dla grzesznika? „Słowo Boże — mówi Apostoł — jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny"; i dlatego tylko sondowało i raniło tych, którzy nie byli nań przygotowani, i mogli tylko wołać: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała tej śmierci?". Oto był ciężar i upał dnia: posiadać doskonałe Prawo i serce nieodrodzone; grzmoty Synaju, a zarazem władzę ciała; Mojżesza z kamiennymi tablicami i lud stawiający złotego cielca. Mogli najwyżej wyznawać: „Prawo wprawdzie jest duchowe, ale ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu; nie rozumiem bowiem tego, co czynię; bo nie to czynię, co chcę, ale to, czego nienawidzę, to właśnie czynię." Ale dla nas natomiast Chrystus wykupił nas od ciężaru i upału, i przekleństwa Prawa, stając się za nas przekleństwem; i odtąd możemy mówić wraz z Apostołem: „To, co było mi zyskiem, uznałem za stratę dla Chrystusa; ... nie mówię, że to już osiągnąłem albo że jestem już doskonały; jedno jednak czynię: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, zmierzam ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie".

Czy chcecie zobaczyć, jak mało chrześcijanin jest przez swoje zbawienie od „ciężaru i upału dnia" uwolniony od trudu? Weźcie Lekcję na tę niedzielę i cały rozdział, którego stanowi część. Jest to jeden z owych ustępów, w których święty Paweł mówi o sobie i swoich braciach robotnikach w winnicy; i na tym przykładzie zdołacie rozsądzić, jak mało Chrystus uchronił tych, których miłuje, od trudu i ucisku. Chrystus — wiemy o tym — jest drugim Adamem i przywrócił nam lepszy raj. Zamiast rzeki, która rozdzielała się na cztery ramiona i nawadniała ogród, dał nam „rzekę wody życia, lśniącą jak kryształ, wypływającą z tronu Boga i Baranka"; a zamiast „wszelkiego drzewa ogrodu", z którego Adam mógł swobodnie spożywać, dał nam „drzewo życia, rodzące dwanaście owoców, w każdym miesiącu wydające swój owoc, a liście tego drzewa służą na uzdrowienie narodów". A jednak porównajcie stan Adama w drugim rozdziale Księgi Rodzaju ze stanem świętego Pawła w dziewiątym rozdziale jego Pierwszego Listu do Koryntian, a stanie się jasne, że nasze błogosławieństwo pod Ewangelią nie polega na zniesieniu pracy, lecz na darze siły; że pierwotny raj nie został nam jeszcze przywrócony ze swoim spokojem i bezpieczeństwem, i że nasze obowiązki są wciąż obowiązkami nie Adama niewinnego, lecz Adama upadłego.

Adam na przykład był otoczony przez poddane mu stworzenia, lecz nie miał wobec nich żadnych obowiązków; był panem stworzenia, a one mu służyły. Bóg Wszechmogący przyprowadzał je do niego, a on nadawał im imiona; i był wolny, by przyjmować ich hołd lub się od niego uwalniać, wędrując wedle woli po drzewach ogrodu. Lecz cóż mówi błogosławiony Apostoł? Stawia się na równi z tymi, którzy są niemal jak wół wijący zboże, i żąda tylko, by nie zakneblowano im pyska, lecz by zabezpieczono ich zapłatę. Mówi o sobie jako o Apostole, czyli wysłanniku do braci; jako o służącym przy świętych sprawach; jako o kimś, na kogo ciąży konieczność; i jako o tym, który uczynił siebie „sługą wszystkich, żeby pozyskać jak najliczniejszych". „Dla Żydów — mówi — stałem się jak Żyd, aby pozyskać Żydów; dla tych, co są pod Prawem, jak ten, co jest pod Prawem, żeby pozyskać tych, którzy są pod Prawem; dla tych zaś, co są bez Prawa, jak ten, który jest bez Prawa, ... żeby pozyskać tych, którzy są bez Prawa. Dla słabych stałem się słaby, żeby pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych." A Adam, choć żył w stanie spokoju i skupienia, nie był samotny; gdy bowiem nie znalazło się dla niego odpowiednie oparcie, „Pan Bóg zesłał głęboki sen na Adama i gdy zasnął, wyjął jedno z jego żeber, a otwarte miejsce zamknął ciałem; i z tego żebra, które wyjął z Adama, Pan Bóg zbudował kobietę i przyprowadził ją do Adama." Lecz święty Paweł opowiada nam, że w swoim własnym przypadku odwrócił to Boże postanowienie. „Oto moja odpowiedź dla tych, którzy mnie sądzą. Czy nie mamy prawa jeść i pić? Czy nie mamy prawa brać ze sobą kobiety — siostry — jak też inni Apostołowie i bracia Pańscy, i Kefas?" Mógł być jak Adam, a nie chciał. I zadaniem Adama było uprawiać ogród — nieciężka praca w Edenie — i poskramiać ziemię, która nie wymagała wielkiego wysiłku, lecz słuchała bez oporu. Czymże jednak była uprawa ziemi przez świętego Pawła? Na jakim gruncie pracował? I czy postępował z nim łagodnie, czy był dlań surowy, by go poddać w jarzmo? Czy korzystał z jego kwiatów i owoców, czy też strzegł się cierni i ostów i ujarzmiał go w pocie czoła? Słuchajcie jego własnego sprawozdania: „Każdy, który walczy, wszystkiego sobie odmawia; oni czynią to, żeby zdobyć znikomy wieniec, my zaś — wieniec niezniszczalny. Ja zatem biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w powietrze; lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym, głosząc innym, sam nie był zdyskwalifikowany." Nie można więc twierdzić, że dlatego, iż nie nosimy ciężaru i upału dnia, powróciliśmy do raju. Nie jest tak, byśmy mieli lżejsze dzieło, lecz mamy większą siłę.

Ani też po drugie nie możemy wywodzić z skargi robotników — „Ci pracowali tylko jedną godzinę" — że nasze dzieło jest krótsze. Jesteśmy bowiem powołani, jak widać, o wieczorze świata, nie o własnym wieczorze. Powołani jesteśmy własnego poranka, powołani od dzieciństwa. Przez jedenastą godzinę nie jest rozumiane to, że chrześcijanie mają mało do zrobienia, lecz że czas jest krótki; że nastają ostatnie czasy; że jest „nagląca potrzeba"; że mają wiele do zrobienia w krótkim czasie; że „nadchodzi noc, gdy nikt nie będzie mógł działać"; że Pan jest bliski i że mają na Niego czekać. „To wam powiadam, bracia — mówi święty Paweł — czas jest krótki; odtąd ci, którzy mają żony, niech żyją tak, jakby ich nie mieli; a ci, którzy płaczą, jakby nie płakali; ci zaś, którzy się radują, tak jakby się nie radowali; ci, którzy nabywają, jak gdyby nie posiadali; ci, którzy używają tego świata, tak jakby nie używali go w pełni, bo przemija bowiem postać tego świata". Inaczej było z Żydami; mieli przydział świata doczesnego; wchodzili do winnicy rankiem; mieli czas przed sobą; mogli rachować na przyszłość. Kazano im „chodzić i jeść chleb swój z weselem, i pić wino swoje z radosnym sercem, i niechaj ich szaty będą zawsze białe, a niechaj olejku na głowie ich nie brakuje, i niechaj żyją radośnie z żoną, którą umiłowali, przez wszystkie dni ich marnego żywota; ... bo to jest ich cząstka w tym życiu i w ich trudzie, który podejmują pod słońcem". Ale dla nas jest inaczej. Ziemia i niebo wciąż przemijają; Chrystus wciąż nadchodzi; chrześcijanie wciąż unoszą głowy i wyglądają, i dlatego jest wieczór. Nie wolno nam przywiązywać serca do rzeczy teraźniejszych; nie wolno nam mówić do duszy: „Masz wielkie dobra złożone na wiele lat; odpoczywaj, jedz, pij i używaj"; i dlatego jest wieczór. Nie wolno nam myśleć o domu, ani o braciach, ani o siostrze, ani o ojcu, ani o matce, ani o żonie, ani o dzieciach, ani o roli; i dlatego jest wieczór. Wieczór jest długi, a dzień był krótki; bo pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi. Co zdaje się krzepkie, ginie; co zdaje się ustawicznie zamierać, trwa; i ta ostatnia epoka, choć wciąż chyląca się ku końcowi, trwała dłużej niż poprzednie, a chrześcijanie mają więcej czasu na większe dzieło, niż gdyby zostali najęci rankiem.

O, niechaj nam zawsze towarzyszy świadomość, że nie zostaliśmy posłani na ten świat, by stać cały dzień bezczynnie, lecz by wychodzić do swojej pracy i do swojego trudu aż po wieczór! Aż po wieczór — nie tylko o zmierzchu życia, lecz służąc Bogu od młodości i nie czekając, aż opuszczą nas siły. Aż po wieczór — nie tylko za dnia, byśmy nie zaczęli biec dobrze, a nie dotrwali do mety. „Oddajmy chwałę Panu, Bogu naszemu, zanim sprowadzi ciemność, zanim nogi nasze potkną się o mroczne góry"; i nawróciwszy się do Niego, baczmy, by nasza dobroć nie była „jak poranna mgła i jak rosa, która prędko znika". Koniec jest dowodem wszystkiego. Gdy słońce świeci, ta ziemia podoba się; ale spójrzmy ku owemu wieczorowi i ku chłodowi dnia, gdy Pan winnicy będzie chodził wśród drzew swojego ogrodu i powie swojemu rządcy: „Zawołaj robotników i wypłać im należność, zaczynając od ostatnich aż do pierwszych." Ów wieczór będzie próbą: gdy minie żar, gorączka i zgiełk południa, gdy światło poczyna gasnąć, a widok się zasnuwa, i cienie się wydłużają, i ruchliwy świat milknie, i „drzwi zamkną się na ulicy, i córki śpiewu zamilkną, i strach będzie na drodze, i zakwitnie migdałowiec, i szarańcza będzie ciężarem, i apetyt zniknie", i „dzban rozbije się u źródła, i koło złamie się przy studni"; wtedy, gdy to będzie „marność nad marnościami, wszystko marność", i przyjdzie Pan, „który wywiedzie na jaw to, co ukryte w ciemności, i ujawni zamysły serc" — wtedy „będziemy rozróżniać między sprawiedliwym a bezbożnym, między tym, kto służy Bogu, a tym, kto Mu nie służy".

Niech ten dzień i ta godzina zawsze będą w naszych myślach! Gdy wstajemy i gdy się kładziemy; gdy mówimy i gdy milczymy; gdy działamy i gdy odpoczywamy: czy jemy, czy pijemy, czy cokolwiek czynimy — niechaj nam nigdy nie uchodzi z pamięci, że „za to wszystko Bóg przywiedzie nas przed swój sąd". Albowiem „przychodzi rychło, a Jego nagroda jest z Nim, by oddać każdemu według jego czynu".

„Błogosławieni, którzy wykonują Jego przykazania, aby mieli prawo do drzewa życia i mogli wejść bramami do Miasta." Błogosławieni będą wówczas, i tylko oni, ci, którzy z Apostołem mieli zawsze na ustach i w sercach pytanie: „Panie, co chcesz, żebym czynił?"; których dusza „tęskniła gorąco do sądów Bożych w każdym czasie"; którzy „spieszyli się i nie zwlekali z wypełnianiem Jego przykazań"; którzy nie czekali, aż ich najęto, ani nie biegli na oślep, ani nie zadawali ciosów w powietrze, ani nie brali ciemności za światło i światła za ciemność, ani nie poprzestali na znajomości tego, co słuszne, ani nie pocieszali się odczuwaniem tego, co dobre, ani nie pysznili się swoimi przywilejami — lecz gorliwie zabrali się do pełnienia woli Bożej.

Odwróćmy się od wszelkich cieni — cieni zmysłów, cieni rozumowania i sporów, cieni zwracających się do naszej wyobraźni i upodobań. Usiłujmy przez łaskę Bożą postąpić naprzód i uświęcić wewnętrznego człowieka. Tu nie możemy się mylić. Cokolwiek jest słuszne, cokolwiek jest niesłuszne w tym zawiłym świecie, w tym na pewno będziemy mieć rację: „pełniąc sprawiedliwość, miłując miłosierdzie i postępując pokornie z Bogiem naszym"; zapierając się własnej woli, panując nad językiem, łagodząc i osładzając swój temperament, umartwiając namiętności; ucząc się cierpliwości, łagodności, czystości, przebaczania krzywd i wytrwałości w czynieniu dobra.

---

← wróć do odkrywania