*Wielkanoc*
*„Wdzięk wylany jest na Twych wargach, dlatego Bóg pobłogosławił Cię na wieki. Przypasz swój miecz do biodra, Mocarzu, w blasku swej chwały i piękności."* — Ps 45,3-4
Pan nasz jest tu ukazany w dwóch odrębnych rolach: jako nauczyciel — „Wdzięk wylany jest na Twych wargach" — i jako zwycięzca — „Przypasz swój miecz do biodra"; innymi słowy, jako Prorok i jako Król. Trzeci Jego szczególny urząd, który w tym właśnie czasie staje przed nami w całej swojej doniosłości, to urząd Kapłana: złożył samego siebie Bogu Ojcu w ofierze przebłagalnej za nasze grzechy. Oto trzy główne sposoby, w jakie zostało nam objawione Jego pośrednictwo; i często bywa zauważane, że nikt przed Nim — nawet jako typ czy podobieństwo — nie pełnił wszystkich trzech ról zarazem. Melchizedek na przykład był kapłanem i królem, lecz nie prorokiem. Dawid był prorokiem i królem, lecz nie kapłanem. Jeremiasz był kapłanem i prorokiem, lecz nie królem. Chrystus był Prorokiem, Kapłanem i Królem.
Jako prorok zapowiedział Go Mojżesz — proroka podobnego do siebie, lecz przewyższającego go: „Proroka wzbudzi wam Pan, Bóg wasz, spośród braci waszych, podobnego do mnie; jego słuchać będziecie". A Jakub opisał Go już wcześniej jako króla, gdy powiedział: „Do niego zgromadzą się ludy". Balaam mówił o Nim jako o zdobywcy i wielkim władcy: „Wzejdzie Gwiazda z Jakuba i berło powstanie z Izraela... Z Jakuba wyjdzie Ten, który zapanuje". Dawid zaś mówił o Nim jako o kapłanie — lecz nie kapłanie na wzór Aarona: „Tyś jest Kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka", to jest kapłanem królewskim, którym Aaron nie był. I jeszcze pierwsze ze wszystkich proroctw głosiło: „On zetrze twoją głowę" — to znaczy głowę węża — „a ty zranisz Jego piętę". Miał zwyciężyć przez cierpienie.
Chrystus sprawował swój urząd prorocki przez nauczanie i przepowiadanie przyszłości: przez Kazanie na Górze, przez przypowieści, przez zapowiedź zburzenia Jerozolimy. Pełnił służbę kapłańską, gdy umarł na Krzyżu jako ofiara; gdy poświęcił chleb i kielich, by były ucztą na tej ofierze; i teraz, gdy oręduje za nami po prawicy Boga. A ukazał się jako zwycięzca i król — przez zmartwychwstanie, przez wniebowstąpienie, przez zesłanie Ducha łaski, przez nawrócenie narodów i przez ustanowienie swojego Kościoła, który je przyjmuje i rządzi nimi.
Ponadto zauważmy, że te trzy urzędy zdają się zawierać w sobie i przedstawiać trzy główne stany ludzkości. Jedna wielka klasa ludzi, jeden wielki aspekt człowieczeństwa, to ci, którzy cierpią — jak niewolnicy, prześladowani, ubodzy, chorzy, pogrążeni w żałobie, udręczeni na duchu; inni to ci, którzy pracują i trudzą się, pochłonięci sprawami i obowiązkami, czy to własnymi, czy cudzymi; jeszcze inni to uczeni, mądrzy i oddani studiom. Wytrwałość, życie czynne, myśl — oto trzy bodaj główne stany, w których człowiek się odnajduje. Chrystus podjął je wszystkie. Gdy przy okazji swego chrztu w Jordanie powiedział: „Godziło się nam tak wypełnić wszelką sprawiedliwość" — każdy święty obrzęd Prawa wypełnił dla naszego dobra. Podobnie też przeszedł przez wszystkie stany ludzkiego życia aż do pełni dojrzałości: niemowlęctwo, dziecięctwo, chłopięctwo, młodość, wiek dojrzały — aby być wzorem dla każdego z nich. Podobnie też przyjął na siebie pełną naturę ludzką: ciało, duszę i rozum, by uświęcić ją całkowicie. Toteż w ten sam sposób zjednoczył w sobie, odnowił i przywrócił nam w sobie samym główne losy i stany, w jakich się odnajdujemy — cierpiąc, byśmy wiedzieli, jak cierpieć; pracując, byśmy wiedzieli, jak pracować; i nauczając, byśmy wiedzieli, jak nauczać.
Tak więc gdy Pan nasz przyszedł na ziemię w naszej naturze, połączył w sobie urzędy i zadania wielce od siebie różne. Cierpiał, a przecież triumfował. Myślał i mówił, a zarazem działał. Był pokorny i wzgardzony, a przecież był nauczycielem. Wiódł życie trudów — jak pasterze — a zarazem był mądry i królewski — jak wschodni mędrcy, którzy przyszli oddać cześć Jego narodzinom.
Warto też zauważyć, że przez te urzędy przedstawia nam również Trójcę Przenajświętszą: w swojej własnej naturze jest kapłanem; królestwo otrzymał od Ojca; urząd prorocki zaś sprawuje przez Ducha. Ojciec jest Królem, Syn Kapłanem, a Duch Święty Prorokiem.
Co więcej, gdy Chrystus dał w sobie samym wzorzec tak przeciwstawnych sposobów życia i ich odmiennych doskonałości — wszystkich naraz i w jedności — nie cofnął tego przedziwnego obrazu po swym odejściu. Zostawił po sobie tych, którzy mieli Go zastąpić: stan duchowny jako Jego reprezentantów i narzędzia; i oni, choć naczyniami glinianymi, ukazują stosownie do swojej miary owe trzy przymioty — prorocki, kapłański i królewski — łącząc w sobie cechy i funkcje, które poza Ewangelią byłyby niemal nie do pogodzenia. Poświęcił swoich Apostołów do cierpienia, gdy powiedział: „Z kielicha, który Ja piję, pić będziecie, i chrztem, którym Ja jestem chrzczony, będziecie ochrzczeni"; do nauczania, gdy rzekł: „Pocieszyciel, Duch Święty, On was wszystkiego nauczy"; i do rządzenia, gdy zapowiedział im: „Przyznałem wam królestwo, jak Mnie przyznał je mój Ojciec: abyście jedli i pili przy moim stole w moim królestwie, i zasiadali na tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela".
Co więcej, wszyscy Jego wyznawcy noszą w pewnym sensie wszystkie trzy urzędy, jak Pismo Święte nie zwleka z oznajmieniem. W jednym miejscu powiedziano, że Chrystus „uczynił nas królami i kapłanami Bogu i Ojcu swemu"; w innym: „Wy macie namaszczenie od Świętego i znacie wszystko". Wiedza, moc, wytrwałość — to trzy przywileje Kościoła chrześcijańskiego: wytrwałość, uosobiona w wyznawcach i mnichach; mądrość, w doktorach i nauczycielach; moc, w biskupach i pasterzach. Teraz zaś pragnę to rozwinąć szerzej, by pokazać, co mam na myśli.
1. Mam na myśli to, że gdy spoglądamy na świat i przyglądamy się różnym stanom i funkcjom społeczeństwa, widzimy wiele godnego podziwu — lecz wszystko jest niedoskonałe. Każdy stan, każda warstwa ma swoją szczególną doskonałość, ale jest ona osamotniona. Na przykład — weźmy urząd najwyższy, urząd królewski: jest w nim wiele, co budzi cześć i oddanie. Nie możemy nie spoglądać z uniesieniem ku władzy, którą Bóg pierwotnie ustanowił i tak widomie i dostojnie uczynił jawną. Cały przepych i blask dworu przypomina nam, że w jego centrum stoi ten, kogo Bóg, Wszechmocny Król, utrzymuje. A jednak, po głębszym zastanowieniu, czy nie kryje się w tym wielka skaza — że jest to wyłącznie władza bez poddaństwa; wyłącznie wielkość bez upokorzenia; wyłącznie działanie bez cierpienia? Wielcy władcy mają wprawdzie, jak inni ludzie, swoje prywatne boleści; a jeśli są chrześcijanami, mają przywileje chrześcijańskie, bolesne równie jak radosne — lecz mówię o władzy królewskiej jako takiej i pokazuję, jak wielki kontrast przedstawia w zestawieniu z królewskością Chrystusa. Książęta są wychowywani jako książęta; od urodzenia odbierają hołdy bliskie czci boskiej; chcą czegoś — i staje się; są na górze i nigdy poniżej. Jakże inna jest królewskość Chrystusa! Narodzony nie w złocistych komnatach, lecz w ziemskiej grocie, otoczony bydlęciem, złożony w żłobie; potem wychowany jako syn cieśli; gdy zaś objawił się jako Król Świętych — wciąż bez miejsca, gdzie by głowę skłonił, i umierający na Krzyżu śmiercią złoczyńcy. Nie był królem, nie będąc zarazem cierpiącym. I podobnie jego naśladowcy po Nim. Umył nogi swym braciom i nakazał im czynić to samo wzajemnie. Powiedział im, że „kto chciałby być pierwszym między nimi, niech będzie sługą wszystkich, tak jak Syn Człowieczy przyszedł nie po to, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu". Uprzedził ich też, że otrzymają „domy i ziemie, wraz z prześladowaniami". Taka jest królewska władza Chrystusa — osiągnięta przez upokorzenie, sprawowana w umartwieniu.
2. Weźmy inny przykład. Jest wiele godnego podziwu i szacunku w zawodzie żołnierza. Zbliża się on bardziej niż król do wzorca Chrystusa. Nie tylko jest silny, lecz bywa też słaby. Działa i cierpi. Zwycięża przez ryzyko. Połowę czasu spędza na polu bitwy, połowę na łożu bólu. I czyni to dla innych; nas broni; jesteśmy mu dłużnikami; my zyskujemy jego stratą; trwamy w pokoju dzięki jego wojowaniu. A jednak i tu są wielkie niedostatki. Po pierwsze, oręż cielesny: to rzecz bolesna — przelać krew i zadawać rany, choćby i w obronie własnej. Ale ponadto, co bardziej istotne dla naszego tematu, żołnierz jest ostatecznie tylko narzędziem kierowanym przez innego: jest ramieniem, a nie głową; musi działać, czy w słusznej sprawie, czy w złej. Jego urzędowi brakuje godności — stąd kojarzymy go z brutalną siłą i samowolą, i butą, i przemocą, i surowością, i wszystkimi owych cechami, które wybudzają się, gdy brakuje rozumu, intelektu, świętości i miłości. Chrystus zaś i Jego słudzy to zdobywcy bezkrwawe. Prawda, że przyszedł jako ten, co wraca z bitwy, i Prorok zawołał na Jego widok: „Kto to nadchodzi w szatach purpurowych?... Czemu czerwone są Twe szaty i odzienie Twoje jak tego, który tłoczy winę?". Lecz owa krew była Jego własną; a jeśli po Jego krwi popłynęła krew Jego wrogów, to sprowadził ją na siebie sprawiedliwy sąd Boży, nie On. „Jak owca na rzeź prowadzona i jak baranek niemy wobec strzygącego go, tak On nie otworzył ust swoich."
Lecz „jest czas milczenia i czas mówienia"; toteż w stosownej chwili przemówił i był Prorokiem. W stosownej chwili otworzył usta i rzekł: „Błogosławieni ubodzy duchem" — i tak z pozostałymi błogosławieństwami na górze. „W Nim ukryte są wszystkie skarby mądrości i wiedzy." „Wdzięk wylany jest na Jego wargach, albowiem Bóg pobłogosławił Go na wieki." On nie tylko rozkazuje — On przekonuje. Łagodzi swoimi pocieszającymi słowami grozę swoich czynów. Wyjaśnia sens swoich cierpień. „Pan dał Mu język uczonych, by umiał w odpowiedniej chwili przemawiać słowem do strudzonego." A gdy zaczął nauczać, „wszyscy zdumiewali się słowami łaski, które płynęły z Jego ust". „Nauczał ich jak Ten, kto ma władzę." Dawid, sam prorok i król, człowiek świętych pieśni, choć i mąż krwawy, ukazał wcześniej, jakim władcą ma być zapowiedziany Chrystus: „Kto panuje nad ludźmi, musi być sprawiedliwy i rządzić w bojaźni Bożej; a będzie On jak światłość poranka". A przed nim Mojżesz, inny przywódca ludu Bożego: „Niech jak deszcz zstępuje nauka moja, niech jak rosa opada mowa moja, jak mżawka na zieleń, jak krople rzęsistego deszczu na trawę". I dlatego powiedziano o przyszłym Zbawicielu: „Nie będzie się sprzeczał ani wołał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu; trzciny zgniecionej nie dołamie i knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi". Stąd taki nacisk kładą Prorocy na to, że jest On Bogiem sprawiedliwym i Zbawicielem; że „sprawiedliwość i pokój ucałują się nawzajem"; że „sprawiedliwość jest przepasaniem Jego bioder i wierność opasaniem Jego lędźwi". Takim jest Boski Prorok Kościoła, Tłumacz tajemnic, który nie rządzi jak zdobywcy ziemscy, lecz miłością; nie strachem, nie siłą ramienia, lecz mądrością serca — przekonując, nakłaniając, oświecając, zakładając cesarstwo na wierze i panując władzą nad sumieniem. I taką też była reguła Jego sług po Nim. Byli słabi osobiście, bez wojsk, bez twierdz, nadzy i bezbronni — a przecież władcy, bo byli głosicielami i nauczycielami, bo odwoływali się do rozumu i sumienia; i — rzecz dziwna — choć wydaje się, jakby siła zbrojna mogła wszystko, to władza ducha jest wyżej, i mocni oraz wielcy drżą przed nią.
3. I jeszcze raz. Wiemy, że filozofowie tego świata to ludzie głębokiej refleksji i twórczego geniuszu, którzy głoszą jakąś naukę i dzięki jej powabności gromadzą wokół siebie wyznawców, zakładają szkoły i w konsekwencji dokonują rzeczy niezwykłych. To oni w końcu zmieniają oblicze społeczeństwa, odwracają prawa i poglądy, obalają rządy i burzą królestwa; albo rozszerzają granice naszej wiedzy i wprowadzają nas niejako w nowe światy. To jest zaiste godne podziwu — tak wielka jest moc umysłu — lecz zauważmy, o ile gorszy jest ten pokaz intelektualnej wielkości w porównaniu z tym, co widzimy w Chrystusie i Jego świętych; gorszy, bo niepełny. Owi wielcy filozofowie świata, których słowa są tak dobre i tak skuteczne, sami zbyt często są niczym więcej niż słowami. Któż zaręczy, że czynią tak samo jak mówią? Są oni cieniami prorockiego urzędu Chrystusa — ale gdzie urząd kapłański i królewski? Gdzie znajdziemy w nich szlachetność króla i zaparcie się siebie właściwe kapłanowi? Przeciwnie — zamiast szlachetności bywają często „najpodlejszymi z ludzi"; zamiast zaparcia — najbardziej samolubni i najtchórzliwsi. Mogą zasiadać w wygodzie i dogadzać własnym upodobaniom, i pobłażać ciału, i służyć światu — podczas gdy ich rozum jest tak oświecony, a słowa tak wpływowe. Ze wszystkich form ziemskiej wielkości ta jest bodaj najbardziej godna pogardy. Można się smucić, widząc, że żołnierz jest z natury swego zawodu jedynie materialnym i brutalnym narzędziem; można uznać ową wielką skazę ziemskiej królewskości — że jest czczona, choć sama nie czci; że rozkazuje, choć sama nie słucha; że postanawia i dokonuje bez cierpienia — lecz co powiedzieć o ludziach podobnych Balaamowi, którzy wyznają, lecz nie czynią; którzy głoszą prawdę, a żyją w grzechu; którzy wiedzą, lecz nie miłują?
Taki jest świat — lecz Chrystus przyszedł, by stworzyć świat nowy. Przyszedł na świat, by odrodzić go w sobie samym; by zapoczątkować nowy początek; by być początkiem Bożego stworzenia; by zebrać wszystko razem i podsumować wszystkie rzeczy w sobie. Promienie Jego chwały były rozsiane po świecie: jeden stan ludzkiego życia posiadał niektóre z nich, inny — inne. Świat był jak piękne zwierciadło rozbite w drobne kawałki, nie oddające już jednego, jednolitego obrazu swojego Stwórcy. Lecz On przyszedł, by złączyć to, co było rozproszone; by przetopić to, co było rozbite, w sobie samym. Dał początek wszelkiej doskonałości, „a wszyscy z Jego pełności wzięliśmy". Gdy przyszedł, „Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany" — a przecież był On „Przedziwnym, Doradcą, Bogiem Mocnym, Odwiecznym Ojcem, Księciem Pokoju". Aniołowie zwiastowali Zbawiciela, Chrystusa, Pana — a zarazem był „narodzony w Betlejem" i „leżący w żłobie". Wschodni mędrcy przynieśli Mu złoto — bo był Królem, i kadzidło — bo był Bogiem; ale też mirrę — na znak nadchodzącej śmierci i pogrzebu. Wreszcie: „dawał świadectwo prawdzie" przed Piłatem jako Prorok, cierpiał na krzyżu jako nasz Kapłan, a zarazem był „Jezusem z Nazaretu, Królem Żydowskim".
I podobnie Jego Apostołowie po Nim i na Jego wzór: byli królami — lecz bez przepychu; żołnierzami — lecz tylko własna krew była przelana; nauczycielami — lecz zarazem uczniami samych siebie, wcielając w swoje życie i przez swoje trudy własne nauki.
Tak też w czasach późniejszych owi święci i Ojcowie, ku którym zwracamy wzrok, łączyli w sobie te trzy urzędy razem. Byli wielkimi doktorami — lecz nie filozofami lub literatami jedynie, lecz szlachetnie myślącymi przywódcami Kościołów; i nie tylko — lecz kaznodziejami, misjonarzami, braćmi zakonnymi, wyznawcami i męczennikami. Taka jest chwała Kościoła: mówić, działać i cierpieć z ową łaską, którą Chrystus przyniósł i rozlał szeroko. I spłynęła ona aż po krańce jego odzienia. Nie tylko nieliczni i wybitni, lecz wszystkie jego dzieci — wielkie i małe — które postępują godnie Kościoła i jego Boskiego Pana, będą cieniami Jego samego. Wszyscy jesteśmy zobowiązani, stosownie do naszych możliwości — najpierw poznać prawdę; i ponadto nie wystarczy wiedzieć — trzeba przekazywać tę wiedzę innym. Ale i to nie wszystko: następnie musimy dawać świadectwo prawdzie. Nie możemy obawiać się gniewnych spojrzeń ani gniewu świata ani przejmować się jego szyderstwem. Jeśli zajdzie potrzeba, musimy być gotowi cierpieć za prawdę. To właśnie ową nową rzecz przyniósł Chrystus na świat: niebiańską naukę, system świętych i nadprzyrodzonych prawd, które mają być przyjmowane i przekazywane — bo On jest naszym Prorokiem; podtrzymywane nawet w cierpieniu, na Jego wzór — który jest naszym Kapłanem; i których należy być posłusznym — bo On jest naszym Królem.