HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania o sprawach dnia

Kazanie VIII. Kościół i świat

Gdy moja wiara stała się letniaGdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Łaska a wolnośćNatura i jedność Kościoła
„Skoro jednak poznaliście Boga, a raczej sami zostaliście przez Boga poznani, jakże możecie się znowu zwracać ku owym słabym i nędznym żywiołom, pod których jarzmo na nowo chcecie się poddać?"
W skrócie. Kazanie wyjaśnia, dlaczego święty Paweł nazywa Prawo Mojżeszowe 'słabymi i nędznymi żywiołami' — nie dlatego, że było złe, lecz dlatego, że pozbawione Bożej obecności stało się martwym porządkiem świata. Newman uczy, że każda ziemska rzecz — zawód, rodzina, bogactwo — jest sama w sobie zepsuta i potrzebuje uświęcenia przez Chrystusa. Zaproszenie do uduchowienia świata poprzez modlitwę, dziesięcinę, post i dzieła miłosierdzia.

„rzeczy tego świata są wartościowe tylko o tyle, o ile jest w nich Boża Obecność”

*„Skoro jednak poznaliście Boga, a raczej sami zostaliście przez Boga poznani, jakże możecie się znowu zwracać ku owym słabym i nędznym żywiołom, pod których jarzmo na nowo chcecie się poddać?"* — Ga 4,9

Nauka, którą święty Paweł często głosi — podobnie jak inni autorzy świętych pism — powiada, że Nowe Przymierze Ewangelii wyparło Prawo żydowskie wraz z wszystkimi jego postanowieniami; że przez Chrzest wszyscy, którzy uwierzyli — Żydzi nie mniej niż poganie — zostali przez Chrystusa wyzwoleni spod wszelkich żywiołów tego świata, a co za tym idzie, spod Prawa żydowskiego, które odtąd nie miało już nad nimi żadnej władzy. Tę właśnie myśl wyraża Apostoł w słowach tekstu, gdy upomina Galatów za to, że pragną wrócić do niewoli judaizmu po tym, jak poznali Boga łaski. Mówi też do Kolosan: „Jeśliście razem z Chrystusem pomarli dla żywiołów świata, dlaczego, jakbyście jeszcze żyli dla świata, dajecie się nakłaniać do przepisów?" I do Rzymian: „Wy, bracia moi, umarliście dla Prawa przez Ciało Chrystusa, by złączyć się z innym — z Tym, który powstał z martwych". I znowu: „Teraz zaś zostaliśmy uwolnieni od Prawa, bo umarliśmy temu, co nas trzymało w mocy, tak byśmy pełnili służbę w duchu nowym, a nie według przestarzałej litery". I jeszcze: „Istotnie, dawne przykazanie zostaje unicestwione, bo jest słabe i bezużyteczne — gdyż Prawo nie dało nic doskonałego — a wprowadza się lepszą nadzieję… Prawo bowiem ustanawia kapłanami ludzi mających słabości, słowo zaś przysięgi, po Prawie, ustanawia Syna doskonałego na wieki". A na znak spełnienia tej nauki: kiedy Pan nasz wyzionął ducha na krzyżu, zasłona w świątyni rozdarła się na dwoje; świętość owego Miejsca Najświętszego trwała bowiem dotąd, lecz odtąd była jej koniec.

Taka jest wielka nauka, która szczególnie żywo przemawiała za czasów świętego Pawła, zanim jeszcze Świątynia została zburzona przez Rzymian; mianowicie: że choć aby być zbawionym, musimy być dziećmi Abrahama, to właśnie wiara czyni nas dziećmi; że choć musimy należeć do Izraela, by należeć do wybranych, to jednak wybranie kroczy linią Izraela duchowego, linią Chrystusa — wybranego Nasienia — i tych, którzy narodzili się z Ducha Chrystusowego; że choć musimy przynależeć do Kościoła Bożego, Kościół ten nie jest już dłużej miejscowy ani zamknięty w Jerozolimie, lecz można go znaleźć i rozszerzać po wszystkich ziemiach; że choć jesteśmy pod Prawem, to pod Prawem nowym, ewangelicznym, nie zaś pod Prawem litery, Prawem Mojżesza; i że „skoro mówi «nowe», to samo pierwsze uznał za przedawnione; a to, co się przedawnia i starzeje, bliskie jest zaniku". Prawo Mojżeszowe minęło zatem i przepadło, bo przyszedł Chrystus.

Gdy się to mówi, niekiedy pada pytanie: „Jeżeli tak jest, jeżeli Prawo żydowskie umarło, jak mogło kiedykolwiek być żywe? Jeśli Prawo posiadało moc, to musiała to być moc od Boga, a co jest od Boga, musi trwać. Albo nie pochodzi ono od Boga, albo nie mogło dobiec końca. Albo nigdy nie żyło, albo nigdy nie umarło. Jakże postanowienia Prawa mogą być tym, czym je nazywa święty Paweł w tekście — «słabymi i nędznymi żywiołami» czy «żywiołami świata» czy «martwymi obrzędami» — jeśli były Boże? A że były Boże, zapewnia nas Nowy Testament nie mniej niż Stary."

Na to pytanie spróbuję teraz odpowiedzieć.

Sprawa przedstawia się bowiem, jak się zdaje, następująco. Bóg Wszechmogący, czyniąc od początku dobrodziejstwa człowiekowi, nie działał wbrew zarządzeniom tego świata, lecz przez nie. Uczynił On dobrymi — przez swe błogosławieństwo — rzeczy, które same w sobie były słabe i bezużyteczne; lecz gdy cofnął swe błogosławieństwo, powróciły one do swojej słabości. Ustrój żydowski był żywiołem ziemskim, uczynionym Bożym przez Jego obecność i na czas, kiedy ta obecność trwała; gdy ją odwołał, ustrój ów znowu stał się ziemski, jak był od początku. Pozwólcie, że wyjaśnię to dokładniej.

Chcę przez to powiedzieć: gdy Bóg zamierzył wzbudzić lud, który byłby świadkiem Jego imienia, nie zesłał na ziemię rasy aniołów, nie ukształtował ustroju takiego, jakiego człowiek nigdy nie widział, lecz wziął ustrój ziemski i tchnął weń swego Ducha, tak że stał się on duszą żywą. Oczywiście rząd i naród żydowski pod wieloma względami były swoiste i różne od otaczających je narodów; były jednak swoiste znacznie bardziej w samym celu, ku któremu zmierzały — to jest w czci prawdziwego Boga — niż w środkach służących do jego osiągnięcia. Niewierni już niejednokrotnie skwapliwie dowodzili, że wiele elementów, jeśli nie całość Prawa i zwyczajów Mojżesza, znaleźć można u innych narodów. Tak na przykład obrzezanie, które Bóg nadał Abrahamowi, spotykamy u Egipcjan i u innych. Dotyczy to też znacznej liczby żydowskich obrzędów i zwyczajów. Toteż niewierni drwili: „To więc, mimo wszystko, jest wasz wyjątkowy lud! Na tym kończy się jego pretensja do Boskiego pochodzenia! Żaden element judaizmu nie jest oryginalny; zaczerpnięty od Egipcjan i innych sąsiadów — nie jest Boski." I przystępowali do rozpatrywania Żydów, przedstawiając ich dzieje w czysto świeckim świetle, i z niemałym powodzeniem. Wykazywali, że naród ten powstał i upadł jak inne narody, że rządziły nim te same zasady polityczne, że zdarzały mu się te same wypadki. Traktowali narodziny monarchii jako naturalny skutek istniejących przyczyn, a bunt pokoleń pod Jeroboamem — jako naturalną i usprawiedliwioną rewolucję. Mówili o bogactwie Żydów, o ich handlu, wojnach i rolnictwie — wszystko tym samym, doczesnym sposobem, filozoficznie, jak to nazywali, z niemałą dozą pogardy i wyniosłości. We wszystkim tym jednak przeoczyli prawdziwą odrębność judaizmu. Z pewnością pod względem zewnętrznym judaizm był w dużej mierze uformowany na wzorcu, który odpowiadał innym narodom Wschodu; różnił się jednak od nich tym, że choćby na zewnątrz był do nich podobny, wewnątrz rządził nim inny duch. Działała w nim niewidzialna Boska moc, nadając mu cel odrębny od wszystkich innych ustrojów i wznosząc go ku Bogu. Miał aspekt zewnętrzny i wewnętrzny. Dla ludzi tego świata wyglądał jak ustrój doczesny; lecz dla czystego sercem, dla tego, komu otworzono oczy, jawi się jako to, czym naprawdę był — sługa Boga. Dla takich jak Saul czy Achab był tylko ziemskim królestwem. Prawdopodobnie nie dostrzegali żadnej różnicy — nie byli jej wcale świadomi — między Świątynią w Jerozolimie a pogańską świątynią w Gazie czy Askalonie, domem Rimmona lub Asztarty, bogini Sydończyków, chyba że ta ostatnia bardziej im się podobała — jak ołtarz w Damaszku przypadł do gustu królowi Achazowi. Nie widzieli w Ziemi Świętej niczego, czego nie byłoby w Syrii lub Filistei. Cuda nie zdarzały się tak często, jak skłonni jesteśmy sądzić. Spoglądali na Jerozolimę, na jej kapłanów, świątynię i obrzędy — podobnie jak ludzie tego świata patrzą dziś na Kościół Powszechny — jako na zwykły establishment.

Co więcej: skoro taką była wola Boża, a ustrój żydowski był — jak inne ustroje, i sam w sobie, i poza Jego obecnością — jedynie żywiołem świata, miał on swój początek i koniec, swój wzrost i swój upadek. Wszystkie mocarstwa przeminęły i to samo spotkało żydowskie — mam na myśli: z naturalnego biegu wypadków. Właśnie to szczególnie zwodzi niewierzącego. Myśli on, że w zmienności i śmiertelności ludu żydowskiego dostrzega dowód, iż naród ten był podobny innym narodom i że Bóg nie objawił się w Żydach ani przez nich. Widzi, że przyczyny naturalne dały temu narodowi początek i koniec, i mniema, że skoro wyjaśnił — jak to nazywa — jego historię, nie potrzebuje już nic więcej; tymczasem prawa działania znamionują obecność Boskiej ręki, a nie jej brak, i choć zewnętrzna postać judaizmu była ziemska, Bóg natchnął go w skrytości i posługiwał się nim dla swoich celów.

Podobnie rzecz się ma z chrześcijaństwem. Niewierni usiłowali wskazać ludzkie przyczyny jego narodzin — takie jak dyscyplina Kościoła czy nauka o życiu przyszłym; niektórzy zaś z jego obrońców z nie mniejszą gorliwością dowodzili, że przyczyn tych wskazać nie można. Wydaje się jednak, że mało to znaczy, w którą stronę rozstrzygniemy tę kwestię; co więcej, jest bardziej prawdopodobne z góry, że przyczyny ludzkie rzeczywiście sprawiły — w potocznym sensie tego słowa — to, co im się przypisuje. Niewierni naszych czasów, którzy mienią się filozofami, mówią o chrześcijaństwie jak o niezwykłym fakcie w dziejach świata — lecz fakcie ludzkim. My zaś wcale nie musimy zaprzeczać, że w pewnym sensie jest ono ludzkie — o tyle mianowicie, o ile patrzy się na nie z zewnątrz. Jest skarbem Bożym, ale w naczyniach ziemskich. Jego historia to dzieje pewnej zasady powszechnego panowania, skrępowanej i utrudnianej przez okoliczności; jego podboje były dokonywane przez narzędzia moralne — „oręż nie cielesny", jak mówi święty Paweł — lecz były to przecież podboje; można je porównać do imperiów tego świata, do zdobyczy Nabuchodonozora lub Rzymian, dokonanych mieczem; albo też można o nim mówić jak o filozofii i porównywać je do ludzkich systemów myśli. Lecz jeśli jest imperium, jeśli jest filozofią, to skoro miało swój początek, będzie miało i koniec. Tak prorokują niewierni. Z chłodną pewnością siebie wyczekują ostatecznego upadku chrześcijaństwa, gdyż wiedząc, że ono powstało, spodziewają się jego końca; skoro świat był przed nim, myślą, że go przeżyje. Cóż, gdyby Pismo nie zaręczało, że Kościół przetrwa aż do końca, gdy przyjdzie Chrystus, nic nie powinno nas zaskoczyć, nawet gdyby upadło, a inne religie zajęły jego miejsce. Bóg działa przez środki ludzkie. Jak posługuje się poszczególnymi ludźmi i natchnia ich, a oni mimo to umierają, tak samo mógłby posługiwać się jakimś ciałem lub zgromadzeniem ludzi, które po dwóch tysiącach lat swego biegu w końcu by przeminęło. Mogłoby być odwołane, jak inne dary Boże są odwoływane, gdy bywają nadużywane. Chrześcijaństwo mogłoby być takie; mogło być przeznaczone do wygaśnięcia, tak jak wygasa poszczególny człowiek. A może jest rzeczywiście do tego przeznaczone; może jest skazane na starość, na rozkład i na śmierć ostateczną — lecz wiemy, że gdy umrze, świat umrze razem z nim. Trwanie świata odmierzane jest przez Kościół. Jeśli Kościół umrze, czas świata jest skończony. Świat nigdy nie będzie się cieszył z upadku Kościoła. Jeśli Kościół zachoruje, świat zawyje z rozpaczy o siebie samego, bo Kościół — niczym Samson — pogrzebie wszystkich pod swymi gruzami. A jednak mogłoby być tak w istocie, że Kościół chrześcijański dobiegnie końca — może dobiec końca, tak jak dobiegł go Kościół żydowski; o tyle mianowicie, o ile jest śmiertelny, o ile jego członkowie są śmiertelni.

Ta właściwość Opatrzności Bożej, o której tu mowa, dostrzegalna jest niemal już w samym stworzeniu człowieka. Człowiek stał się istotą rozumną po tym, jak stał się cielesną. „I ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi, i tchnął w nozdrza jego tchnienie życia, i stał się człowiek duszą żywą". Oto dwa akty Stwórcy — ulepienie prochu i tchnienie życia — a trafiają w sedno omawianej tu zasady. Człowiek jest oczywiście ukształtowany na tym samym wzorcu co inne zwierzęta; jego szkielet jest do nich podobny; upodabnia go do niektórych z nich wiele cech. Toteż niewierni pospieszyli stwierdzić, że nie różni się on naprawdę od zwierząt; że skoro zewnętrznie jest do nich podobny, posiada ciało zorganizowane, można go leczyć sztuką medyczną jak gdyby był tylko zbudowaną z materii maszyną i musi posługiwać się mózgiem jako narzędziem myśli — to w konsekwencji nie ma duszy; podobnie jak w odniesieniu do judaizmu odmawiali mu niebiańskiego ducha, bo miał ziemskie ciało.

Tak samo rzecz się ma z Sakramentami Ewangelii. Bóg nie tworzy dla nas nowych i cudownych narzędzi, by przez nie udzielać swoich dobrodziejstw, lecz przyjmuje i przysposobie środki już istniejące. Bierze wodę, która już jest środkiem naturalnego zdrowia i czystości, i poświęca ją, by nieść życie duchowe. Zmienia jej przeznaczenie. Wybiera też chleb i wino — główne środki i symbole cielesnego pokarmu — bierze je, błogosławi im; nie pomija ich, lecz używa. Pozostawia je w wyglądzie takimi, jakimi były; obdarza je jednak Boską Obecnością, której przedtem nie miały. Tak jak napełnił żydowską Świątynię z drzewa i kamienia chwałą w chwili jej poświęcenia; jak tchnął tchnienie życia w proch ziemi i uczynił z niego człowieka — tak też zstępuje w mocy na swoje wybrane znaki, słabe same w sobie, i czyni je tym, czym nie były.

Z tego, co zostało powiedziane, wynika następująca nauka: rzeczy tego świata są wartościowe tylko o tyle, o ile jest w nich Boża Obecność, o ile On w nie tchnął; same w sobie są jedynie prochem i marnością; i tak samo szalone i obłąkane byłoby — gdybyśmy myśleli słusznie — zakochać się w czymkolwiek ziemskim, jeśli nie tchnęłoby w to światło z nieba, jak pragnienie karmienia się popiołem lub przykuwania się do trupa.

Na tym polegał błąd Żydów w stosunku do ich Prawa i dlatego święty Paweł nazywa je „obrzędami", „żywiołami świata", „słabymi i nędznymi żywiołami", „cielesnymi" i „bezużytecznymi". W istocie były one zawsze takie w porównaniu z kultem chrześcijańskim; lecz szczególnie takie były, gdy patrzyło się na nie w ich ówczesnym stanie, gdy Bóg je opuścił. Ewangelia przywróciła człowieka do tego samego stanu — a raczej do wyższego — niż ten, z którego upadł. Gdy Adam był w raju, posiadał dar, którego potem nie miał: dar Ducha; mieszkała w nim Boska chwała, niebiańska moc, którą utracił przez grzech; po grzechu pozostała mu jedynie dusza naturalna; a gdy umarł, i ta dusza od niego odeszła. Ewangelia jest zatem tak dalece wyższa nad Prawo — nawet w jego najlepszym stanie — jak duch wyższy jest nad samą duszę, jak człowiek Boży wyższy jest nad człowieka naturalnego. Takie zatem było Prawo w swym najlepszym kształcie: był to jedynie krok ku przywróceniu owych przywilejów, w których człowiek był stworzony; ustanowione przez Boga, lecz nie będące mieszkaniem Jego Ducha Świętego; nawiedzone przez Niego jedynie od czasu do czasu; mające w sobie pewną Obecność Bożą, która je uświęcała i utrzymywała przy życiu. Lecz gdy Chrystus przyszedł z odzyskanym darem łaski i chwały, owa Boska Obecność — czymkolwiek była — która niegdyś była w Prawie, opuściła je; było ono teraz całkowicie martwe, powróciło do stanu zwykłego świata, z którego zostało wzięte; popadło znowu w martwotę i bezużyteczność upadłego i skazanego na zagładę bytu; a troszczyć się o nie lub wyznawać je — jak czynili Galaci i inni — było dla chrześcijan równie niedorzeczne i przewrotne, jak przyłączyć się do świata w jakikolwiek inny sposób: w służbie ambicji i pogoni za bogactwem. Słusznie tedy mógł Apostoł powiedzieć słowami tekstu: „Skoro jednak poznaliście Boga, jakże możecie się znowu zwracać ku owym słabym i nędznym żywiołom, pod których jarzmo na nowo chcecie się poddać?"

Teraz też możemy zobaczyć, jak dalece napomnienie świętego Pawła przeciw uleganiu obrzędom stosuje się do nas. Przyjmując — nie przesądzam tu sprawy — że nasz wiek nie jest narażony na pokusę judaizmu, to przecież oprócz Prawa Mojżeszowego istnieją inne martwe rzeczy, ku którym jesteśmy skłonni przywiązać serca. Prawo stało się cielesne, gdy opuścił je Bóg; są jednak rzeczy, które nigdy nie były inaczej niż cielesne i w których Bóg nigdy nie był — i to one mogą być naszą pokusą, jak Prawo żydowskie było pokusą dla Żydów. Święty Jan mówi wyraźnie: „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie; jeśli ktoś miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Bo wszystko, co jest na świecie — pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia — nie pochodzi od Ojca, lecz od świata". I znowu: „Cały świat leży w mocy Złego". Świat może być w jednym wieku nieco lepszy lub nieco gorszy niż w innym, lecz w istocie jest zawsze taki sam. Mam na myśli, że cały widzialny bieg rzeczy — narody, imperia, państwa, ustroje, zawody, rzemiosła, handel, społeczeństwo, wszelkiego rodzaju zajęcia — nie jest, nie powiem wprost i wyraźnie grzeszny (rzecz jasna nie), lecz bierze się ze zła, tkwi w złu i jest narzędziem zła; ma w sobie naturę zła; jest potomstwem Adama grzesznika, nosi w sobie zarazę upadku Adama; nigdy nie byłby taki, jakim go widzimy, gdyby nie upadek Adama. Wszystko to — każda rzecz na świecie — jest sama w sobie obca Bogu i przy pierwszym spojrzeniu musi być tak pojmowana i traktowana; i choć istnieją — dzięki Bogu — wyjątki od tej reguły mocą Ewangelii, i naszym obowiązkiem jest dążyć do ich pomnażania, to jednak muszą one być udowodnione, zanim możemy je za takie uznać. Szatan jest bogiem tego świata. Bóg stworzył wszystkie rzeczy jako dobre; lecz gdy człowiek upadł, zły duch je opanował i są złe, dopóki Bóg nie dotknie ich znowu swym Boskim Światłem. W Abrahamie stworzył nowy początek i uświęcił świętą rodzinę, która rozrosła się w naród, a naród ten stał się święty dla Pana. Potem gros odpadło, a On zachował resztkę; z niej zaś rozszerzył i rozsypał po szerokiej przestrzeni duchowe i odrodzzone królestwo, które błogosławionym sposobem wkraczało w świat. Lecz tylko w tej mierze, w jakiej istniejące rzeczy są wprowadzane do tego królestwa i podporządkowywane mu; tylko w tej mierze, w jakiej królowie i książęta, możni i rządcy, ludzie biznesu i ludzie pióra, rzemieślnicy, kupcy i robotnicy zniżają się przed Kościołem Chrystusowym i — językiem proroka Izajasza — „kłaniają się mu twarzą ku ziemi i liżą proch jego stóp" — tylko w tej mierze świat staje się żywy i duchowy, a więc godny miłości i miejscem odpoczynku dla chrześcijanina.

Widoczne jest zatem, jak mało ogół ludzi dba o to, by czerpać swoje normy postępowania z religii lub szukać w niej błogosławieństwa dla swych czynów. Zamiast wznosić świat przez wiarę do poziomu odrodzonego syna Bożego, sami zniżają się do świata i jego urządzeń. Widoczne jest — i przekona się o tym każdy, kto zada sobie trud, by to śledzić — że ludzie w ogóle nie podają, nie odczuwają i nie szukają religijnych racji dla tego, co czynią. Religia jest tak mało nawet pozornym wyznaniem świata w chwili obecnej, że ci, którzy naprawdę odczuwają jej wymagania, nie mają odwagi wyznać swych uczuć; nie odważają się publicznie zalecać jakichkolwiek działań na podstawach religijnych. Broniąc jakiejś sprawy publicznie lub stosując perswazję w życiu prywatnym, muszą ukrywać lub odsuwać na bok te motywy, które, jak należy mieć nadzieję, rzeczywiście nimi kierują, i wysuwają inne — niższe, co więcej — czysto doczesne, zaczerpnięte z roztropności politycznej, użyteczności, zdrowego rozsądku (jak to się mówi) lub ostrożności. Jeśli tego zaniedbają, uchodzą za nierozważnych i nierozsądnych. Co więcej, zmuszeni są tak postępować, jeśli mają odnieść sukces w dobrych zamierzeniach — a co ważniejsze — jeśli nie chcą miotać pereł przed wieprze. Czy możemy mieć wyraźniejszy dowód, że obecny bieg rzeczy — mimo przechwałek ludzkich — jest w istocie i do głębi zły, a nawet zły tym bardziej z powodu tych przechwałek?

Albo weźcie któryś z planów i systemów modnych dziś — plany dobroczynności dla ubogich, dla młodych lub dla ogółu społeczeństwa — a znajdziecie, że zamiast być budowane na religii, religia jest im wręcz zawadą. Orędownicy i promotorzy tych planów przyznają, że nie wiedzą, co z religią zrobić; ich plany działają bardzo dobrze, gdyby nie religia; religia nasuwa trudności, których nie można przezwyciężyć. Na ten temat nie można tu wchodzić w szczegóły; lecz ci, którzy rozglądają się wokół siebie, rozpoznają to, co mam na myśli, i myślę, że przyznają, iż jest to prawda.

I podobnie w tych wysiłkach, które chwalebnie podejmuje się w celu zachowania rzeczy w dotychczasowym kształcie i zapobieżenia ruinie i zagładzie kraju, ludzie boją się oprzeć na „przykazaniu dawnym, któreście słyszeli od początku". Boją się zapalić swój ogień od ołtarza Bożego; boją się uznać Tę, dzięki której jedynie zdobywają światło i moc i zbawienie — Matkę Świętych.

Gdy wchodzimy w szczegóły życia, ta sama prawda — jak w każdym wieku — narzuca się nam z siłą i przekonaniem. Nie zamierzam tu rozstrzygać, czy wiek ten jest lepszy, czy gorszy od poprzednich; to nie należy do obecnego zamysłu. Świat zawsze „leży w mocy Złego" — lecz przyzwyczailiśmy się wystarczająco wyznawać winy minionych czasów, które nas nie dotyczą; nie dostrzegamy zła we własnej epoce. Dlatego potrzeba nam, by nam o nim przypominano. Potrzeba nam przypomnienia, że wszystkich naszych codziennych zajęć i czynów nie trzeba dowodzić, że są złe — są one na pewno złe bez żadnego dowodu, chyba że można udowodnić, że są dobre. Chyba że ten święty i nadludzki wpływ, który wyszedł od Chrystusa, gdy tchnął na Apostołów, który oni przekazali dalej, który odtąd przenikał świat jak zaczyn, odnawiając go w sprawiedliwości — który przyszedł do nas najpierw w Chrzcie i wyzwolił nas ze służby Szatanowi — chyba że ten Boski Dar był w nas pielęgnowany i rozwijany i rozlewa się wokół nas i od nas na przedmioty naszych dążeń i wysiłków, na nasze plany i zamierzenia, na nasze słowa i czyny — to wszystkie te rzeczy są na pewno złe, bez formalnego dowodzenia tego. Jeśli uprawiamy jakiś handel lub zawód, zdobywamy pieniądze, nawiązujemy stosunki w życiu, żenimy się i osiadamy, wychowujemy dzieci, cokolwiek robimy — nie mamy prawa zakładać z góry, że to nie jest ziemskie, zmysłowe i ze świata; będzie takie bez naszego trudu, jeśli nie włożymy trudu w przeciwną stronę, jeśli nie będziemy dążyć i modlić się, by tak nie było. Pozostawiona sama sobie, natura ludzka zmierza ku śmierci i zupełnemu odpadnięciu od Boga, choćby zewnętrznie wyglądała niepozornie. Co czynili ludzie przed przybyciem potopu? Czy coś zupełnie innego od tego, co czynią teraz? Nie; robili to samo co my. „Jedli i pili, żenili się i wydawali za mąż, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali". Czy te rzeczy są złe? Tak; są złe, chyba że są dobre; są złe, chyba że stały się dobre; są złe, dopóki Chrystus ich nie uświęci; a wtedy i dopiero wtedy są dobre. Są złe dla każdego z nas z osobna, chyba że Chrystus uświęcił je w nas, chyba że zostały dotknięte palcem Bożym i oświecone nauką i mocą Jego Syna.

We wszystkim zatem musimy uduchowić ten świat; a jeśli pytacie o przykłady, jak to czynić, podaję następujące. Gdy naród wstępuje do Kościoła Chrystusowego i bierze na swe ramiona Jego jarzmo, formalnie przyłącza się do sprawy Bożej i odłącza od złego świata. Gdy zwierzchnik cywilny broni wiary chrześcijańskiej i wystawia ją w całej chwale na wysokich miejscach jako latarnię dla świata, o tyle oddaje się Bogu i uświęca i uduchowia tę część świata, nad którą ma władzę. Gdy ludzie odkładają część swoich zysków na służbę Bożą, uświęcają te zyski. Gdy głowa domu odprawia modlitwę rodzinną i inne nabożne ćwiczenia i okazuje, że — wzorem Abrahama — postanowiła z Bożą pomocą czcić Go, przyłącza się do królestwa Bożego i wyzwala swój dom z jego naturalnego związku z tym bezużytecznym światem. Gdy ktoś uświęca w swoim prywatnym życiu święte pory roku, składa dary Boże Bogu i uświęca wszystkie pory roku ofiarą niektórych z nich. Gdy bogacz, którego obowiązek nakazuje mu być gościnnym, dba też o karmienie głodnych i przyodzianie nagich, uświęca w ten sposób swoje bogactwo. Gdy żyje w dostatku, a mimo to zachowuje zaparcie się siebie; gdy buduje dom, ale i Kościoły buduje; gdy sadzi i sieje, ale płaci dziesięciny; gdy kupuje i sprzedaje, ale zarazem hojnie ofiaruje na rzecz religii; gdy nic nie czyni w świecie, nie będąc nieufnym wobec świata, czuwając nad sobą, wystawiając siebie na próbę w obawie, by świat go nie uwodził, składając ofiary dla udowodnienia swojej gorliwości — we wszystkich tych sposobach obrzezuje się od świata obrzezaniem Chrystusowym. To jest obrzezanie serca od świata. To jest wyzwolenie od martwych obrzędów; i choćby nawet to, gdyby było czynione doskonale, nie wystarczyło — bo trzeba też oderwać się od ciała — to przynajmniej jest to zwycięstwo nad głównym i groźnym nieprzyjacielem.

Bracia moi, nie jest to sprawa słów ani czegoś, czego można słuchać niedbale dlatego, że słyszeliśmy to już często. Śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa jest nieustannym wezwaniem, byście umierali dla czasu i żyli dla wieczności. Nie poprzestawajcie na tym stanie, w jakim się znajdujecie; nie poprzestawajcie na naturze; poprzestawajcie jedynie na łasce. Strzeżcie się przyjmowania niskiego miernika obowiązku i dążenia do niczego poza tym, co możecie łatwo wypełnić. Módlcie się do Boga, by oświecił was poznaniem zakresu waszego obowiązku, by oświecił was prawdziwym spojrzeniem na ten świat. Strzeżcie się, by świat was nie uwiódł. Będzie usiłował przekonać was, że jest rozumny i rozsądny, że religia jest bardzo dobra na swój sposób, lecz że jesteśmy urodzeni dla świata. I zostaniecie z całą pewnością uwiedzeni, jeśli nie będziecie czuwać i modlić się, byście nie weszli w pokusę. Musicie albo zwyciężyć świat, albo świat was zwycięży. Musicie być albo panem, albo sługą. Opowiedzcie się więc i „trwajcie w wolności, którą nas Chrystus wyzwolił".

← wróć do odkrywania