HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania o sprawach dnia

Kazanie XI. Szlachetność chrześcijańska

Zesłanie Ducha Świętego

Gdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Duch Święty i Jego daryPowszechne powołanie do świętości
„Nie zostawię was sierotami: przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie Mnie oglądał, lecz wy Mnie widzieć będziecie."
W skrócie. Drugie kazanie na Zesłanie Ducha Świętego omawia szczególną godność chrześcijanina, który jest świątynią Ducha Świętego. Newman wyjaśnia, że ta godność różni się od pychy: rodzi powagę, spokój, nieustraszenie i niezależność od opinii świata. Im głębiej chrześcijanin pojmuje, co w nim zamieszkuje, tym bardziej wzrasta w majestatycznej pokorze i dojrzałości duchowej.

„— woła — „Cóż! Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego?" Jakby mówił: „Czyżbyście byli tak małoduszni i nikczemni, że hańbicie siebie w służbie diabła? C”

*Zesłanie Ducha Świętego*

*„Nie zostawię was sierotami: przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie Mnie oglądał, lecz wy Mnie widzieć będziecie."* — J 14,18-19

Gdy Zbawiciel nasz opuszczał swoich uczniów, zapowiedział im, że wkrótce do nich powróci, aby ich smutek przemienił się w radość. Odchodził, a przecież mieli Go oglądać — choć świat Go nie widział — bo mieli dostąpić łaski obecności Tego, który jest Mu równy i z Nim jeden, który miał ich z Nim zjednoczyć: Trzeciej Osoby Wiecznej Trójcy, Boga Ducha Świętego.

Powiedział, że odchodzi, a przecież powraca; bo przyszedł Duch Święty, a Jego przyjście było w istocie przyjściem Chrystusa. Chrystus powiedział, że przerwa między Jego odejściem a powrotem będzie krótka — i tak istotnie było: dziesięć dni. Odszedł w Wniebowstąpienie; powraca w dzień Pięćdziesiątnicy.

Lecz choć Pan nasz i Zbawiciel zesłał nam swego Ducha Świętego przy swoim odejściu, istniała wszakże różnica między posługą Ducha a tą, którą On sam w swej łaskawości pełnił wobec uczniów za dni swego ciała; potrzeby ich bowiem nie były już takie same jak dawniej. Chrystus, będąc z nimi, nie miał potrzeby pocieszać ich w ucisku ani wspierać ich w próbie jako ich Paraklet, gdyż próby i ucisku nie doznawali, póki był z nimi; Duch Święty natomiast przyszedł zwłaszcza po to, by udzielać im radości w utrapieniu. Przyszedł nadto, by pouczyć ich w pełni o tym, co Pan objawił im jedynie częściowo; stąd też pociecha, jakiej udzielał Duch, różniła się od tej, którą otrzymali od Chrystusa — tak samo jak zachęty i nagrody, jakimi obsypuje się dzieci, bardzo różnią się od tych, które dodają sił i pobudzają dorosłych mężczyzn w trudnych obowiązkach. Były też inne okoliczności, warte szczególnej uwagi, które odmieniły stan uczuć i myśli Apostołów po tym, gdy Pan ich umarł i zmartwychwstał, i które sprawiły, że potrzebowali innej pociechy niż ta, jaką dawała im Jego cielesna obecność. Nie ma powodu sądzić, że w czasie gdy był z nimi, pojmowali ową przeraźliwą prawdę, iż jest On prawdziwym Bogiem w naszej naturze. „Jestem pośród was" — mówił — „jako ten, który służy." Lecz przez swe zmartwychwstanie objawił tę tajemnicę. Święty Tomasz oddał Mu cześć słowami: „Pan mój i Bóg mój"; i wtedy oddalił się od nich, nie obcując z nimi jak dawniej, a wkrótce wstąpił do nieba. Jest rzeczą oczywistą, że po takim objawieniu Apostołowie nie mogli wrócić do swobodnego z Nim obcowania, choćby On sam im to zaproponował. To, co było, nie mogło być znowu: ich dziecięcy stan, zanim „otworzyli się im oczy i poznali Go". Skoro więc nie mogli widzieć Boga i żyć, z konieczności „znikł im z oczu". A jeśli zgodnie z obietnicą miał do nich powrócić, musiało się to dokonać w nowy sposób i z wyższą pociechą.

I tak gdy Duch Chrystusowy zstąpił w obiecanym czasie, „nakłonił niebiosa i zstąpił, a pod stopami Jego ciemność". Przyszedł niewidzialnie i niewidzialnie zamieszkał w Kościele aż po dziś dzień. Nie objawia swej chwały zmysłom śmiertelnych. Nie słyszymy szmerów Jego cichego, łagodnego głosu, serca nasze nie płoną w nas na znak Jego Obecności. Prawda jest taka, że my chrześcijanie wiemy o Nim zbyt wiele, by znieść jawne objawienie Jego wielkości. W swym miłosierdziu ukrywa się przed tymi, których zmysłowy dotyk Wszechmocnej Ręki by powalił. A jednak jest rzeczą jasną, że mimo tej troskliwej wzglądu na naszą słabość, Jego nawiedzenie nie może nie być pełne grozy — i tak czy inaczej — dla stworzeń, które wiedzą to, co wiemy, i są tym, czym jesteśmy. Nie da się tego uniknąć; sama tajemność Jego przyjścia ma swoją powagę: czyż nie jest lękiem wyczekiwać Go, przerażeniem Go przyjmować, ciężarem obcować z Nim w zażyłości? I choć radujemy się — i słusznie — nie możemy się radować z lekkim sercem dzieci, które żyją widzeniem, lecz z rozważną radością mężów dojrzałych, którzy odczuwają niepokój, dostrzegają trudności, wyglądają niebezpieczeństw i — słowami świętego Jana — wiedzą zarazem, że „cały świat leży w złem" i „że Syn Boży przyszedł i dał nam rozum, abyśmy poznali Tego, który jest prawdziwy", i odkryli Jego prawdziwy majestat i moc.

Dlatego też — czego można by się spodziewać — obcowanie Apostołów z Chrystusem przez Ducha po Jego Wniebowstąpieniu było bardzo różne od obcowania z Nim na ziemi. Choć trwali nieustannie w oczekiwaniu na Jego pokój — „nie taki, jaki daje świat" — i nieustannie go otrzymywali, to jednak — jak świadczy historia — doznając radości z tego daru, jednocześnie się go lękali. Weźmy też pod uwagę nader poruszające słowa samego Zbawiciela, które miały się spełnić w przyjściu Pocieszyciela: „Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone; lecz jeśli ktoś powie przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone." Czyż to Pismo nie sugeruje co najmniej tyle — cokolwiek jeszcze sugeruje — że naszego wywyższonego Zbawiciela, który jest po prawicy Bożej i stamtąd zsyła Ducha Bożego, należy się bardzo bać, nawet pośród Jego łaskawych pocieszeń? Stąd święty Paweł powiada: „Z bojaźnią i drżeniem sprawujcie wasze zbawienie"; i znowu: „Nie zasmucajcie Ducha Świętego Bożego"; i znowu: „Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży w was mieszka? Jeżeli ktoś niszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg".

Ta wielka prawda jest wyciśnięta na całym przebiegu owego świętego obcowania z Chrystusem, które Kościół zapewnia swoim dzieciom; w miarę jak jest ono wznioślejsze i pełniejsze łaski od owej pierwotnej więzi, jaką cieszyli się Apostołowie, w tej samej mierze jest też i pełniejsze grozy. Gdy raz wstąpił, odtąd zamiast swobodnej rozmowy mamy uroczyste obrzędy; zamiast poufałego towarzyszenia — tajemnicze posługi; zamiast pytań zadawanych do woli — ciche posłuszeństwo; zamiast zasiadania do stołu — pochylenie w adoracji; zamiast jedzenia i picia — post i czuwanie. Ten, który ujął Pana i napomniał Go, nie ośmielił się do Niego przemówić po Jego zmartwychwstaniu, gdy Go ujrzał i poznał. Ten, który spoczął na Jego piersi przy wieczerzy, padł jak martwy do Jego stóp. Takim był widok uwielbionego Zbawiciela ludzkości, wracającego do swych odkupionych w mocy Ducha — z Obecnością bardziej przenikającą, bo bardziej wewnętrzną, i bardziej rzeczywistą, bo bardziej ukrytą. A jak nowy był sposób Jego przyjścia, tak i Jego dar był nowy. Był to pokój, lecz pokój nowy — „nie taki, jaki daje świat": nie uniesienie ludzi młodych, lekkomyślnych i prostodusznych, łatwo wzbudzone i łatwo tracone — lecz powaga, umiarkowanie, trwałe pocieszenie, pełne czci, głębokie w kontemplacji.

Stąd też — im żarliwsze, im bardziej urzekające uczucia chrześcijanina, im gorętsza jego miłość, im chwalebniejsze jego wizje — tym poważniejsze, bardziej skupione i spokojniejsze być musi jego nabożeństwo i wyznanie wiary. Kto był tak upojony miłością Bożą jak święty Jan? kto tak przepełniony Duchem? A jednak cóż może być spokojniejsze niż jego słowa: „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi!... Gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest"? I kto płonął bardziej żarliwą gorliwością niż święty Paweł? A jednak zwróćcie uwagę na jego nakaz skierowany do obdarzonych darami Koryntian: „Niechaj wszystko służy zbudowaniu; duchy proroków poddane są prorokom; Bóg bowiem nie jest Bogiem nieporządku, lecz pokoju... Niechaj wszystko odbywa się przyzwoicie i w porządku". Podobnie też, w zapowiedzi ewangelicznej doskonałości, czytamy o uderzającej powadze i świętej postawie Samuela i jego grona proroków, gdy Saul przyszedł do Ramy; szaleństwo zaś Saula, gdy dostał się pod Bożą moc, wyobraża nam nieokiełznane i niespokojne zachowanie sekt heretyckich we wszystkich wiekach, które — mimo wszelkich znaków obecności dobrego ducha wśród nich — w głoszeniu czy modlitwie są pełne zamętu i gwałtowności, wywołują dziki strach lub gwałtowną ekstazę, a nawet dziwne cielesne dolegliwości, drgawki i krzyki u swych nawróconych lub słuchaczy.

Lecz jeśli powaga i umiarkowanie widoczne były nawet w owych czasach, gdy dziedzice obietnicy byli jeszcze małoletni — jak dzieci oddane pod władzę wychowawcy — i gdy święty Dawid „tańczył przed Panem z całej siły, skacząc i tańcząc przed Panem" — tym bardziej duch Kościoła chrześcijańskiego jest wzniosły i niebiański, szlachetny, majestatyczny, spokojny i niezmącony. Jest to bowiem stan serca udzielany przez Boskiego Parakleta, który stoi przy nas, by nas umacniać i podnosić nasz wzrost, i niejako prostować nasze członki, i wyposażać nas w skrzydła Aniołów, którymi wznosimy się ku niebu — przez Tego, który przejmuje nas w posiadanie i zamieszkuje w nas, i czyni z nas swoich wykonawców i narzędzia, a nawet — w jakiejś mierze — swoich powierników i doradców, aż „zdołamy pojąć z wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość, długość, wysokość i głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyśmy zostali napełnieni całą Pełnią Boga". Ludzie pobożni, wiedząc, jak wielkich rzeczy dla nich dokonano, nie mogą w następstwie tego nie wzrastać duchem. Wiemy, jak władza i odpowiedzialność odmieniają ludzi w sprawach tego świata. Stają się poważniejsi, bardziej czujni, bardziej rozważni, bardziej praktyczni, bardziej zdecydowani; boją się popełniać błędy, a jednak śmielej działają, gdyż mają świadomość wolności i mocy oraz sposobność do wielkich osiągnięć. I tak chrześcijanin — nawet biorąc pod uwagę samą tylko naturę, bez mówienia o wpływie łaski niebieskiej — nie może nie przejść ze stanu dziecięctwa w stan męskiej dojrzałości, gdy pojmuje swoje własne przywileje. Im więcej zna i szanuje dar, który mu powierzono, tym bardziej szanuje siebie samego, jako tego, komu dar ten oddano pod opiekę.

Rozważcie słowa, w jakich Pan nasz i Apostołowie opisują ten dar: „Jeśli Mnie ktoś miłuje" — mówi Chrystus, tuż po słowach motto — „będzie zachowywał moją naukę, i Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy." Znowu, słowami świętego Pawła: „Wy jesteście świątynią Boga żywego; jak powiedział Bóg: «Będę w nich mieszkał i będę chodził wśród nich»." Znowu: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie?" I święty Jan: „Jeśli ktoś wyznaje, że Jezus jest Synem Bożym, Bóg trwa w nim, a on w Bogu". Czy nie jest oczywiste, że nauka tu ogłoszona wywyższy chrześcijanina ponad niego samego, i — nie umniejszając, lecz wręcz pogłębiając jego pokorę — sprawi, że wszystko, co ziemskie, wyda mu się małe i mało warte, i uchroni go od niepokojów ducha, które z natury rzeczy tamte doczesne sprawy wywołują?

Niestety — powtarzam — jak dalekie od nas są w tej zdegenerowanej epoce takie rozważania, gdy zdajemy się niemal utracić ewangeliczne dary przez nasze grzechy. Lecz nie myśląc o nas samych, z pewnością warto rozważyć wzniosły ewangeliczny ton myśli sam w sobie. Ten więc, kto wierzy, że słowami świętego Pawła jest „złączony z Panem" jako „jeden duch", z konieczności ceni swój błogosławiony stan i spogląda z góry na wszystko — nawet na to, co największe tutaj na dole. „Wy jesteście z Boga, dzieci" — powiada umiłowany uczeń — „i zwyciężyliście ich, dlatego że większy jest Ten, który w was jest, od tego, który jest na świecie. Oni są ze świata... My jesteśmy z Boga. Kto zna Boga, słucha nas; kto nie jest z Boga, nas nie słucha". Oto język świętych; stąd też święty Paweł, czując majestat owej nowej natury, która jest nam udzielona, zwraca się z oburzeniem do tych, którzy o niej zapominają. „Cóż!" — woła — „Cóż! Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego?" Jakby mówił: „Czyżbyście byli tak małoduszni i nikczemni, że hańbicie siebie w służbie diabła? Czy nie bylibyśmy pełni litości dla człowieka szlachetnego urodzenia, wysokiej pozycji czy nieposzlakowanej opinii, który poniżył się w oczach świata, utracił honor, złamał słowo lub okazał tchórzostwo? I czy my — z samego tylko poczucia godności — nie powinniśmy wstydzić się kalać naszą duchową czystość, królewską krew drugiego Adama, czynami ciemności? Pozostawmy zastępom złych duchów, nienawidzącym Chrystusa, pożeranie prochu ziemi przez wszystkie dni ich życia. Przeklęci są ponad wszelkie bydło i wszelkie zwierzę polne; czołgać się będą, aż dojdą do swego końca i zginą. Chrześcijanom zaś dane jest chodzić w światłości jak dzieci światłości i wznosić swoje serca ku górze, wyglądając Tego, który odszedł, by znów do nich powrócić."

Z tego samego powodu chrześcijanie są wzywani do tego, by mało ważyć zwykłe cele, do których ludzie dążą — bogactwo, zbytek, wyróżnienie, popularność i władzę. To właśnie ta obojętność wobec świata sprowadzała na nich w czasach pierwotnych zarzut próżniactwa. Ich pogańscy wrogowie mówili prawdę: próżniacy byli i obojętni wobec spraw doczesnych. Jeśli dobra tego świata same się im nastręczały, nie byli zobowiązani ich odrzucać; nie zakazywaliby też innym korzystać z nich w sposób religijny; lecz uważali je za marności, za zabawki dzieci, które poważni ludzie puszczają z rąk. Co więcej, święty Paweł ujawnia takie samo uczucie wobec naszych doczesnych powołań i stanów w ogóle. W toku ich omawiania nagle się urywa, jakby niecierpliwy nadmiarem słów: „A to powiem, bracia" — woła — „czas jest krótki."

Stąd też troski życia dotykają chrześcijanina coraz mniej i mniej, w miarę jak rośnie w nim rozumienie jego prawdziwego szczęścia w Dziele Ducha; i choćby był prześladowany — wziąwszy przykład skrajny — dobrze wie, że dzięki wewnętrznej obecności Bożej jest większy od tych, którzy chwilowo mają nad nim władzę, co Męczennicy i Wyznawcy wielekroć pokazali.

Podobnie będzie spokojny i skupiony we wszelkich okolicznościach; będzie mało ważył krzywdy i zapominał o nich z samego już nimi pogardzania. Będzie nieustraszony, gdyż bardziej boi się Boga niż człowieka; będzie stały w wierze i konsekwentny, „widząc Niewidzialnego"; nie będzie niecierpliwy, bo nie ma własnej woli; nie będzie rychło się rozczarowywał, bo nie ma złudnych nadziei; nie będzie niespokojny, bo nie ma trwogi; nie olśni go blask świata, bo nie ma ambicji; nie da się przekupić, bo nie ma pożądliwości.

A teraz, idąc dalej, zauważmy z drugiej strony, że cała ta wielkość ducha, którą tu opisywałem, w innych systemach religijnych wyradzająca się w pychę, jest w Ewangelii zgodna — co więcej, wewnętrznie złączona — z najgłębszą pokorą. Prawda, że tak wielkie są chrześcijańskie przywileje, iż istnieje poważne niebezpieczeństwo, że ludzie pospolici ulegną przez nie zarozumiałości; lecz dzieje się tak wtedy, gdy przywłaszczają je sobie ci, którzy nie mają do nich prawa. Czyż nie zacząłem od stwierdzenia, że Dzieło Ducha jest dziełem bojaźni, „czci i bojaźni Bożej"? Zatem ci, którzy chełpią się tym darem, zapomnieli o samych podstawach Ewangelii Chrystusowej. Zapomnieli, że dar jest nie tylko „wonią życia ku życiu", lecz „wonią śmierci ku śmierci"; że można „znieważyć Ducha łaski"; i że „niemożliwe jest, żeby tych, którzy raz zostali oświeceni — gdyby odpadli — odnowić ku nawróceniu". Ponadto — jeśli czynią coś dobrego: „co mają, czego by nie otrzymali?" — i skąd wiedzą, że Ten, przez kogo żyją ich dusze, nie cofnie tego życia? Owszem, z pewnością je cofnie, jeśli przywłaszczą sobie chwałę, która należy do Niego. Dlaczego Herod został porażony przez Anioła? O, straszliwy przykład zazdrosności Bożej! „Lud zawołał: «To głos boga, a nie człowieka!» Natychmiast uderzył go anioł Pański, ponieważ nie oddał czci Bogu". Uderzony został natychmiast: nagle i doszczętnie odchodzą od nas nasza moc, nasza świętość, nasze szczęście i nasz wpływ — jak gasnąca lampa albo ciężar, który spada — skoro tylko spoczniemy na nich i chlubimy się nimi, zamiast odnosić je do Dawcy. Niechaj Bóg w swym miłosierdziu zachowa nas od tego grzechu! Święty Paweł pokazuje nam, jak należy odczuwać Boże dary i jak chlubić się bez pychy, gdy najpierw powiada: „Pracowałem więcej od nich wszystkich" — a następnie dodaje: „lecz nie ja, lecz łaska Boża ze mną".

Przeto szacunek dla siebie samego u chrześcijanina nie jest uczuciem osobistym i samolubnym, lecz raczej zasadą lojalnego oddania i czci wobec owego Boskiego Pana, który raczy go nawiedzać. Postępuje nie pochopnie, lecz z powściągiem i w bojaźni, mając świadomość, że oko Boże jest nad nim, ręka Boża na nim i głos Boży w nim. Postępuje z pamięcią, że jego Wszechwiedzący Przewodnik jest zarazem jego przyszłym Sędzią, i że w czasie gdy go pobudza, zapisuje też w swojej księdze, jak on odpowiada na Jego zbożne natchnienia. Postępuje z pamięcią obciążoną dawną słabością i grzechem, i ze świadomością, że ma o wiele więcej do opłakiwania i do czego pokutować za minione lata, niż powodów do radości. Tak jest, z pewnością: ma on niejedną tajną ranę do uleczenia; niejedną bliznę do opatrzenia; niejedną bolączkę — jak Łazarz; niejedną chroniczną niemoc; niejedną złą przepowiednię nadchodzących niebezpieczeństw. Co innego nie ufać światu, a co innego ufać sobie samemu.

Lecz niestety — powtarzam — jak nierzeczywiste są w tej epoce takie rozważania, gdy ani w nas samych, ani w otaczającym nas Kościele nie znajdują one spełnienia! Jak stosownie mówić o myślach i usposobieniach, których ludzie dnia dzisiejszego nie tylko nie pielęgnują, lecz chętnie potępiają! A jednak może to, co przepada wobec wielu, znajdzie posłuch u nielicznych; co przepadło dziś, może zostać przypomniane jutro; co przepadło w pełni, może zostać zachowane w cząstkach; co nie zdołało przekonać, może wzbudzić wątpliwości; co zawiodło w sercu, może zrodzić pragnienie. Nie wolno nam wahać się mówić, czy ludzie chcą słuchać, czy nie chcą — wiedząc, że „kto uważa na wiatr, nie będzie siał, a kto patrzy na chmury, nie będzie żął".

Oby my wszyscy razem kroczyli naprzód z tą porą roku, gdy Duch zstąpił, abyśmy wzrastali w łasce i w poznaniu Pana naszego i Zbawiciela! Niech ci, którzy mieli chwile skupienia, rozciągną je na całe życie; niech ci, którzy czynili dobre postanowienia w Wielkim Poście, pamiętają o nich w Wielkanocnym czasie; niech ci, którzy dotąd żyli pobożnie, uczą się nabożeństwa; niech ci, którzy żyli w czystym sumieniu, uczą się żyć wiarą; niech ci, którzy złożyli dobre wyznanie, dążą do konsekwencji; niech ci, którzy lubują się w religijnym nabożeństwie, dążą do wewnętrznej świętości; niech ci, którzy mają wiedzę, uczą się miłować; niech ci, którzy rozmyślają, nie zapominają o umartwieniu. Niechaj ta święta pora nie opuszcza nas takimi, jakimi nas zastała; niechaj opuszcza nas nie jako dzieci, lecz jako dziedziców i obywateli Królestwa Bożego. Przez czterdzieści dni słyszeliśmy „to, co dotyczy Królestwa Bożego". Może przyjść czas, gdy będziemy pragnąć ujrzeć choć jeden dzień Syna Człowieczego, a nie ujrzymy. Korzystajmy ze czasu, póki trwa dzień dzisiejszy; „aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa".

← wróć do odkrywania