*1. Niedziela po Trójcy Świętej*
*„I stało się po długim czasie, gdy Pan dał odpocznienie Izraelowi od wszystkich nieprzyjaciół wokół nich, że Jozue był stary i podeszły w latach."* — Joz 23,1
Prawo przyszło przez Mojżesza, lecz łaska i prawda przez Jezusa Chrystusa; jakby jednak dla zapowiedzi tego, co miało nadejść, jakby dla dania znaku i zadatku dóbr przyszłych, bezpośrednio po śmierci Mojżesza nastąpiło swego rodzaju chwilowe spełnienie obietnicy — albo przynajmniej chwilowa wizja jej spełnienia. Kto bowiem nastąpił po Mojżeszu, jeśli nie Jozue? A jak Mojżesz wodził lud ku górze Synaj i z powrotem, ćwicząc go w jałowej puszczy Prawa, tak Jozue, jego następca, poprowadził go do ziemi żyznej i szczęśliwej, i prefigurował przyszłego Zbawiciela, który miał być łaskawy i prawdziwy. Mówię tedy: po śmierci Mojżesza jakby nagły blask nieba rozlał się nad starożytnym Kościołem; Prawo zdało się na chwilę zawieszone w swych groźbach i karach; z jednej strony były same przywileje, z drugiej — samo posłuszeństwo. Jozue wiódł lud naprzód, zwyciężając i zmierzając ku zwycięstwu; wwiódł go w spokój i pomyślność. Jego dzieje składają się z dwóch części: triumfu i pokoju. Najpierw walczył — jak sam powiada w rozdziale, który stanowił część dzisiejszej Służby Bożej: „jeden z nich gonił tysiąc", i żaden mąż nie mógł im się ostać. A potem spoczął, i Izrael razem z nim — „Pan dał im odpocznienie od wszystkich nieprzyjaciół wokół nich." Rano czytaliśmy o jego zwycięstwach, wieczorem — o ich owocu. Oto, co Bóg dla nich uczynił. A ze strony ludu — było posłuszeństwo. „Izrael służył Panu" — czytamy w dwudziestym czwartym rozdziale — „przez wszystkie dni Jozuego i przez wszystkie dni starszych, którzy przeżyli Jozuego." Był to zaiste czas przedziwny: prawość i bezpieczeństwo; dobiegł kresu, gdy Jozue i jego pokolenie odeszli drogą wszelkiego ciała; lecz póki żyli, blask słoneczny spoczywał wciąż nad Izraelitami i był zapowiedzią Nowego Przymierza i czasów Ewangelii. Tak błogosławiony okres nigdy już nie powrócił do Kościoła Izraela, dopóki ten Kościół nie został uwielbiony przez przyjście Słońca Sprawiedliwości i dopóki nie został wyprowadzony z cieni i posępności Prawa w pełnię łaski i prawdy.
Stosowne będzie więc w tym dniu, gdy historia Jozuego staje przed nami w naszych nabożeństwach, rozważyć ją w odniesieniu do życia i posłannictwa naszego Pana Jezusa Chrystusa; owszem, dodam: i do posłannictwa Jego sług i wyznawców; bo w nich, w ich mierze, podobnie jak w Nim w całej pełni, spełnia się typ zawarty w Jozuem, następcy Mojżesza.
1. Na pierwszym miejscu, co jest rzeczą zupełnie oczywistą, Jozue jest typem naszego Pana Jezusa Chrystusa ze względu na imię; albowiem Jozue jest po hebrajsku tym samym, czym Jezus po grecku. Gdy pomyślimy, jak wielkie rzeczy mówi nam Nowy Testament o Imieniu Jezusa, jakiej czci wobec niego się od nas wymaga i jaka moc jest mu przypisywana — któż może wątpić, że to prawdziwie wymowna okoliczność, iż następca Mojżesza nosił to Imię? Okoliczność ta skłania nas już od początku do oczekiwania, że historia Jozuego będzie zawierać wiele odniesień do błogosławionych czasów Ewangelii. Jeśli dane mu zostało to imię, które we właściwym czasie anioł miał ogłosić jako ziemskie imię Syna Bożego — to Imię, które miało być ponad wszelkie imię, przed którym miało się zgiąć wszelkie kolano na niebie, na ziemi i pod ziemią; to Imię, które miało wyrzucać złe duchy, przywracać do zdrowia chromych i czynić wiele zdumiewających dzieł; to Imię, które jest jak wonny olejek rozlany i które będzie trwać na wieki wśród potomności — jakże miałoby nie towarzyszyć takiej łasce słowa coś równie obfitego w czynie? Należy nadmienić, że pierwotne imię Jozuego brzmiało Ozjasz i zostało przemienione w Jozuego przez Mojżesza. Zaiste, zmiana ta nie była dokonana bez racji. Widzimy jej sens; jest jakby cichym znakiem danym nam przez Boga wszechwszelkiego miłosierdzia, że już wtedy miał przed sobą myśl odkupienia, i nas, i panowania łaski i prawdy.
2. I oto jeszcze jedna rzecz godna uwagi: że o ile następca Mojżesza zwał się Jozue, czyli Jezus, o tyle też w szczególny sposób zapowiadał Zbawiciela ludzi pewnym aktem łaski, który okazał — i to wobec nieprzyjaciela. Aż do jego czasów, przy wielu przykładach wiary świętych, nie ma ani jednego przykładu wiary grzesznika. Święty Paweł powiada, że „przez wiarę starsi chwałę sobie zjednali". Wspomina wiarę sprawiedliwego Abla; Enocha, który chodził z Bogiem; Noego, tego kaznodziei sprawiedliwości, którego imię godne było zestawić z imionami Daniela i Hioba jako przykład świętości mogącej ocalić winne miasta; Abrahama, przyjaciela Bożego, którego pobożność tak wielką miała moc przed Bogiem, że On nie ukrył przed nim, co zamierzał uczynić; nieskazitelnego Izaaka; Jakuba, sprawiedliwego i świętego, choćby nawet jego dzieje stanowiły typologiczną zapowiedź łaski Ewangelii; Józefa, doświadczonego i kuszonego, lecz bez grzechu od samej młodości; Mojżesza, najpokorniejszego człowieka na ziemi. O nim mówi Apostoł jako o bezpośrednim poprzedniku Jozuego; owszem, może mówi też o samym Jozuem, gdy powiada: „Przez wiarę mury Jerycha runęły, gdy je okrążano przez siedem dni." Aż do czasów Jozuego nie spotykamy nic prócz wiary świętych; lecz w następnym wierszu i w historii Jozuego mamy przykład odmienny. „Przez wiarę nierządnica Rahab nie zginęła wraz z tymi, którzy nie uwierzyli, bo przyjęła zwiadowców z pokojem." Dlaczego ta zmiana? Dlaczego nagle grzeszna kobieta zostaje oszczędzona i wprowadzona do przymierza przez swoją wiarę — co więcej, otrzymuje w przyszłości zaszczyt bycia przodkinią naszego Pana? Chyba dlatego, że w Jozuem zapowiedziane jest panowanie owego Zbawiciela, a odpuszczenie grzesznicy jest jego najbardziej stosownym towarzyszem. Słowo „Jezus" znaczy Zbawiciel; odnosi się zatem do grzeszników. On przyszedł „nie wzywać sprawiedliwych, ale grzeszników do nawrócenia". „Rzadko kto umiera za sprawiedliwego"; ale „gdyśmy jeszcze byli grzesznikami, Chrystus za nas umarł". Jak tedy Jozue nosił to Imię, tak też sprawował Urząd naszego Pana; a jego pierwszym aktem jest akt miłosierdzia. Zanim jeszcze wchodzi do ziemi, gdy jeszcze on i ona są od siebie daleko, ona spełnia akt wiary, on zaś, przez swoich posłańców, akt łaski. I kiedy przychodzi do miasta grzechu i oblega je dźwiękiem trąb, i bierze je i całkowicie niszczy — w tym dniu zagłady ona przywiązała szkarłatny sznur do swego okna, i jej dom stał się Kościołem, i ona, i wszyscy, którzy w nim się schronili, zostali ocaleni. Taka jest historia Rahab, przywodząca nam na myśl ową ulubioną i błogosławioną pokutnicę, „kobietę, która była grzesznicą", która przyszła i stanęła u nóg naszego Pana za Nim, w milczeniu i we łzach — i której On wypowiedział łaskawe słowa: „Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju".
3. A jak Jozue odpowiada naszemu Panu imieniem i łaskawością, tak też odpowiada Mu w sposobie swego ustanowienia. Gdy Chrystus przyszedł, odziedziczył ziemię z prawa swego Ojca niebieskiego, nie zaś na mocy jakiegokolwiek tytułu ziemskiego. Nie przyszedł jako cesarz świata ani jako pretendent do żadnego tronu doczesnego; nie wywodził się też z linii kapłańskiej; lecz był „bez ojca, bez matki, bez rodowodu" — o ile chodziłoby o jakikolwiek przywilej doczesny; narodzony cudownie; cudownie wspierany; „nie z krwi, ani z woli ciała, ani z woli męża, lecz z Boga". I tutaj też Jozue był typem Jezusa. Mojżesz nie otrzymał polecenia, by mianować na swego następcę jednego ze swych synów; nie odwołał się też do rodziny Aarona ani do pokolenia Judy, z którego sam Szilo miał być zrodzony. Wybrał Jozuego, który nie miał żadnego tytułu ani pretensji do wyboru; a gdy przyszło mu go ustanowić do jego dzieła, jaki był obrzęd? Czy użył oleju, czy złożył ofiarę, czy jakimkolwiek innym sposobem zastosował przepisy Prawa? Nie; poświęcił go nie na sposób prawny, lecz na sposób ewangeliczny; zapowiedział w nim sługi Chrystusa i żołnierzy Jego Kościoła. „Pan rzekł do Mojżesza: Weź Jozuego, syna Nuna, męża, w którym jest Duch, i włóż nań rękę swoją; (...) i złożysz na niego coś ze swej władzy, aby słuchało go całe zgromadzenie synów Izraela" — a miał to uczynić, „żeby zgromadzenie Pana nie było jak owce bez pasterza". „I uczynił Mojżesz, jak mu Pan rozkazał"; „wziął Jozuego (...) i włożył na niego ręce, i dał mu zlecenie, jak Pan polecił przez Mojżesza".
4. Zauważmy następnie, że skoro Jozue był wybrany nie przez człowieka, lecz z woli Bożej, tak też w szczególny sposób ów wybór Boży w nim samym się zamknął. Jozue nie objął go w drodze dziedziczenia, a w historii nie ma mowy o dziedziach, którym miałby go przekazać. Inni wprawdzie — jak Mojżesz i Samuel — dostąpili łaski Bożej, lecz nie pozwolono im jej przekazać swym dzieciom; ale w historii Jozuego, zapisanej w księdze jego imienia, jest oto ta osobliwość, że przynajmniej nie ma żadnej wzmianki o dzieciach, które mogłyby być jego dziedzicami, ani o jakimś szczególnym dziedzictwie w Kanaanie. Ten, który rozdzielał ziemię losem i dawał każdemu jego część w posiadanie, nie miał — wedle świętej historii — ni żony, ni dzieci, ni wybranej posiadłości. Jeśli chodzi o innych sług Bożych Starego Testamentu, czytamy o ich żonach i dzieciach, i wnukach. Czytamy o tym, jak siedzą pod swą winoroślą i pod swym drzewem figowym; o błogosławieństwie dla „owocu ich łona i owocu ich ziemi" i owocu ich „bydła i trzody". „Błogosławiona od Pana będzie jego ziemia" — mówi Mojżesz o pokoleniu własnym Jozuego i o Manassesie — „za cenne dary nieba, za rosę i za głębię kryjącą się w dole, (...) i za najcenniejsze dary starożytnych gór, i za drogocenności trwałych pagórków, i za drogocenności ziemi i jej pełnię." I Salomon napomina: „Idź, jedz swój chleb z radością i pij wesoło swoje wino, bo Bóg przyjął już twoje dzieła. Niech twoje szaty będą zawsze białe i niechaj olejkowi nie brakuje na twej głowie. Żyj radośnie z żoną, którą miłujesz, przez wszystkie dni twojego marnego życia, (...) bo to jest twój dział". A jednak pomimo tego Jozuemu zdają się brakować tych szczególnych błogosławieństw przymierza, pod którym żył.
Weźmy dla kontrastu historię Kaleba. On i Jozue byli dwoma spiegami, którzy jako jedyni dochowali wierności spośród dwunastu, posłanych by obejrzeć ziemię czterdzieści lat przed jej zdobyciem. Oto dwóch sług Bożych, jednakowych w wierności i w nagrodzie, jaka im przypadła. Oni jedni wystąpili mężnie po stronie Boga, rozdarli swe szaty, gdy lud wybuchł nieposłuszeństwem, i o mało nie zostali przez niego ukamienowani. Oni jedni mieli ten przywilej spośród wszystkich wychodzących z Egiptu, że weszli wreszcie do dobrej ziemi, podczas gdy pozostali pomarli na pustyni. Ale zwróćmy uwagę na obietnicę daną Kalebowi. „Mój sługa Kaleb, ponieważ miał innego ducha z nim i szedł za Mną w pełni — jego wprowadzę do ziemi, do której wszedł, i jego potomstwo ją posiądzie". Miał nie tylko wejść, ale otrzymać w posiadanie i być głową rodziny. Jozuemu natomiast, który był od niego większy, żadna taka obietnica nie została dana. I rzeczywiście, gdy weszli, by objąć ziemię w posiadanie, czytamy, jak Kaleb przychodzi do Jozuego, powołuje się na obietnicę i otrzymuje od niego swą własną część ziemi — Hebron. „Czterdzieści lat miałem" — powiada — „gdy Mojżesz, sługa Pański, posłał mnie z Kadesz-Barnei, by wybadał ziemię. (...) I przysiągł Mojżesz w owym dniu, mówiąc: Zaiste ziemia, po której stąpały twoje nogi, będzie twoim dziedzictwem i twych dzieci na wieki, bo w pełni poszedłeś za Panem, moim Bogiem. A teraz oto Pan zachował mnie przy życiu, jak powiedział, przez te czterdzieści pięć lat (...) podczas gdy synowie Izraela błądzili po pustyni; a teraz oto mam dziś osiemdziesiąt pięć lat. Jestem jeszcze dziś tak silny, jak byłem w dniu, gdy posłał mnie Mojżesz. (...) Daj mi teraz tę górę, o której mówił Pan owego dnia (...) I Jozue pobłogosławił go, i dał Kalebowi (...) Hebron jako dziedzictwo". Jozue pobłogosławił go — mniejszy bywa błogosławiony przez większego; Jozue był większy od Kaleba. Kaleb miał obietnicę i jej spełnienie. Jozue — żadnej.
I dalej czytamy o córce Kaleba i o tym, jak Kaleb rzekł: „Kto uderzy na Kiriat-Sefer i zdobędzie je, temu dam Achsę, swą córkę, za żonę"; i czytamy, jak ona prosiła go o ziemię w wianie i otrzymała ją. „Zeskoczyła z osła swego; a Kaleb rzekł do niej: Czego chcesz? Ona odrzekła: Daj mi błogosławieństwo; dałeś mi ziemię południową, daj mi jeszcze źródła wody. I dał jej źródła górne i źródła dolne". Widzimy, jak wielkie znaczenie ma w historii Kaleba historia jego rodziny; ale o Jozuem nie czytamy o żadnym zaszczycie czy nagrodzie w postaci rzeki czy góry — żadnych córek, żadnych zięciów, żadnych wnuków. Żaden potomek nie podąża za nim do grobu; jego imię nie spoczywa na żadnym ziemskim domu. Ma wprawdzie dziedzictwo jak jego bracia, lecz bynajmniej nie na miejscu honorowym i wybitnym. Nie wybrał przed innymi; przeciwnie — wziął część ostatni. Czytamy bowiem: „Gdy skończono dzielić kraj jako dziedzictwo podług ich granic, synowie Izraela dali dziedzictwo Jozuemu, synowi Nuna, pośród siebie". Czy nie widzicie, co to znaczy? Czy Nowe Przymierze nie jest w nim zapowiedziane, tak jak jest ono dziś? Czy nie jest on typem wszystkich godnych sług, „w obecnym ucisku", wszystkich wiernych i roztropnych rządców, których Pan postawił nad swoim domem, by dawali im żywność we właściwym czasie; „którzy ubodzy, wzbogacają wielu; którzy niczego nie mają, a wszystko posiadają"? Czy nie jest on typem samego ich Pana, Dawcy wszelkiego dobra, „który, będąc bogatym, stał się dla nas ubogim, abyśmy przez ubóstwo Jego stali się bogaci"? Kto to nie miał gdzie głowy skłonić? Kto to nie miał bliskiej krewnej prócz swojej Matki? Kto jest Jozue, jeśli nie Chrystus w figurze, Kapłan Nowego Przymierza? Jozue rozdawał; „rozpraszał, dawał ubogim"; czynił ludzi bogatymi; błogosławił ich; zaspokajał potrzeby ich rodzin — nie swoich własnych. A Chrystus odszedł, aby przygotować nam miejsce; i w domu Jego Ojca jest „wiele mieszkań"; i On jest ich szafarzem; i dobrym i wiernym swoim sługom, którzy wchodzą w Jego radość, daje jednemu dziesięć miast, a drugiemu pięć — stosownie do ich czynów.
I to wszystko przywodzi też na pamięć, co Pismo powiada o Melchizedeku, którego już wcześniej wspomniałem, a który był Kapłanem Boga Najwyższego i figurą mającego przyjść Chrystusa; a będąc „bez ojca, bez matki, bez rodowodu, nie mając ani początku dni, ani końca życia, lecz upodobniony do Syna Bożego, trwa kapłanem na zawsze".
5. I wypada tu może wspomnieć o jeszcze jednej okoliczności ściśle związanej z poprzednimi, którą napotykamy w historii Jozuego. Nie czytamy o żadnym opłakiwaniu przez przyjaciół, o żadnych szczególnych honorach oddanych mu przy śmierci. Abrahama pochowali jego synowie Izaak i Izmael; Izaaka — jego synowie Ezaw i Jakub; po Jakubie opłakiwano siedemdziesiąt dni, i przeniesiono go z Egiptu na pole Machpela w ziemi Kanaan. Józef odebrał od braci przysięgę, że wyniosą jego szczątki z Egiptu, gdy go opuszczą — i uczynili to. Mojżesza pochował sam Pan i nikt nie zna miejsca jego grobu — jak się sądzi po to, by lud nie czcił go nadmiernie. Przy śmierci Samuela też zebrali się wszyscy Izraelici i opłakiwali go. Jozue jednak nie był pochowany ani przez synów, ani przez zebrany lud — jakby po to, by nauczyć nas wznosić serca ku Temu, po którym żałoby czynić nie trzeba było, bo On był Żyjącym wśród umarłych; i choć na chwilę złożył się w grobie, uczynił to dlatego, by tam leżąc, ożywić umarłych swoim dotknięciem — aby tak On pierwszy, a potem oni, wszyscy powstali i żyli na wieki.
6. I jeszcze jedno. Powiedziano nam w rozdziale przeczytanym podczas tej Służby Bożej, że Jozue nie dokonał całego dzieła, które należało uczynić, lecz zostawił jego resztkę tym, którzy przyszli po nim. A jednak w pewnym sensie dokonał wszystkiego, bo „wszystkich tych królów i ich ziemię podbił Jozue jednym razem". I dlatego też podzielił nawet kraj, którego nie zdobył; bo to, co uczynił, implikowało i zabezpieczało — o ile potrzebna była pomoc Boża — dokonanie reszty. „Oto" — powiada — „podzieliłem wam losem te narody, które pozostały, jako dziedzictwo dla waszych pokoleń. (...) A Pan, Bóg wasz, On je wypędzi sprzed was. (...) Bądźcie więc bardzo mężni". I tak samo Chrystus dopełnił dla nas całego dzieła odkupienia; a jednak nie jest sprzecznością powiedzieć, że coś jeszcze pozostaje nam do zrobienia: musimy przyjąć ofiarowane nam odkupienie, a owo przyjęcie jest samo w sobie pewnym dziełem. Musimy przykładać Jego łaskę do naszych własnych dusz, a owo zastosowanie zakłada ból, próbę i trud — pośród całej swojej błogości. On cierpiał i zwyciężył, a ci, którzy stają się uczestnikami Jego, doznają w swych własnych osobach cienia i podobieństwa owej Męki i zwycięstwa. W każdym z nich z osobna odgrywa się raz po raz historia Syna Bożego — tak że jak On umarł, oni umierają dla grzechu; jak On zmartwychwstał, tak oni powstają do sprawiedliwości; i w tym naśladowaniu Jego historii polega ich uczestnictwo w Jego chwale. On naprawdę zasadził nas w ziemi obiecanej i wydał nieprzyjaciół naszych w nasze ręce; lecz są oni jeszcze w niej i trzeba ich z niej wypędzić — i jak Izraelici po śmierci Jozuego zawarli z nimi rozejm zamiast słuchać jego rozkazu, tak też my po odejściu naszego Pana, zamiast czynić naszą własną tę sprawiedliwość, którą On nam darmo z łaski swej przypisał na początku, zbyt często zadowalamy się owym nominalnym przypisaniem i myślimy, że wystarczy, iż On „podzielił narody, które pozostały" — lekceważąc sobie wypełnianie Jego nakazów, nakazujących ich wytępienie.
Na zakończenie: choć Jozue jest figurą Chrystusa i Jego wyznawców jako bojownik i zdobywca, w jednym punkcie widzenia wyraźnie się od nich różni. Miał nakaz używania cielesnej broni w swej walce; ale o naszej walce mówi święty Paweł: „broń naszego boju nie jest cielesna, ale potężna w Bogu ku burzeniu warowni". I znowu, jak mówi Prorok: „Nie przez siłę ani przez moc, ale przez mojego Ducha — mówi Pan zastępów". „Jedź" — mówi Psalmista — „dla słowa prawdy, cichości i sprawiedliwości"; a wojska idące za Chrystusem jadą „na białych koniach, odziane w bisior biały i czysty" — i „bisior jest sprawiedliwością świętych". Oto zasada naszej walki. Wznosimy się przez ustępowanie; wstajemy przez upadanie; zwyciężamy przez cierpienie; przekonujemy przez milczenie; bogacimy się przez hojność; dziedziczymy ziemię przez cichość; zyskujemy pocieszenie przez żałobę; zdobywamy chwałę przez pokutę i modlitwę. Prędzej niebo i ziemia przeminą, niż ta zasada zostanie odwrócona; jest to prawo królestwa Chrystusowego i nic go odwrócić nie może prócz grzechu. Jak Akan mógł sprowadzić klęskę na wojska Izraela, tak grzech — jakiegokolwiek rodzaju, czy nałogowy, czy ukryty, czy jawny — może zakłócić ten Boży ład; ale nic innego. Módlmy się, byśmy wszyscy byli ustrzeżeni czystymi od grzechu; módlmy się, byśmy gdy przyjdzie czas, podeszli w latach, byli jak Jozue — nieobdarzeni bogactwami tego świata ani błogosławieństwami życia, ani „cennymi darami, które przynosi słońce" ani „cennymi darami, które księżyc wydaje na świat"; lecz obdarzeni „imieniem lepszym niż synów i córek", „Bogiem wiekuistym za schronienie, a pod nami ramionami wiecznymi".