*11. Niedziela po Trójcy Świętej*
*„Elizeusz rzekł: Proszę, niechaj będzie na mnie dwoista cząstka twego ducha."* — 2 Krl 2,9
Tak wiele wydaje się na pierwszy rzut oka wspólnych w dziejach Eliasza i Elizeusza, że nie zdumiewa, iż wielu z nas — jak przypuszczam — myli jednego z drugim. Gdy jednak uważnie zbadamy święte opowiadanie, przekonamy się, że różnią się od siebie tak bardzo, jak owe dzieci na rynku opisane przez Pana naszego — figury Jego samego i Jana Chrzciciela — które to najpierw grały, a potem płakały. Zapewne wiele jest rzeczy, które odpowiadają sobie w ich dziejach: obaj czynili cuda; obaj sprzeciwiali się królom; obaj, z woli Bożej, nawiedzali w miłosierdziu pogan w swym sąsiedztwie; obaj żyli w jednej epoce i w jednym kraju, a Opatrzność Boża wyznaczyła im najwidoczniej jeden główny cel — świadczenie przeciwko bałwochwalstwu. Ba, nawet te same cuda czynił jeden i drugi; obaj rozmnożyli oliwę; obaj wskrzesili martwego chłopca — pod tym względem są do siebie podobni.
Różnią się jednak pod wieloma istotnymi względami. Eliasz wiódł życie ascetyczne i samotnicze i był wielkim Reformatorem Izraela; był głosicielem nawrócenia i mścicielem czci Bożej nad fałszywymi bogami i ich czcicielami. To, czego dokonali w Judzie królowie Ezechiasz i Jozjasz, uczynił w Izraelu Prorok Eliasz i tą samą bronią — mieczem. Elizeusz natomiast żył pośród świata, obcował z ludźmi ze wszystkich stanów, miał większy wpływ polityczny (jak to dziś nazywamy) i wyższe dary niewidzialne.
O Eliaszu napisano: „Był to człowiek w owłosionej szacie i przepasany skórzanym pasem na biodrach". Czytamy o nim najpierw, że żywiony był cudownie przez kruki w ukryciu, potem żył z oliwy i mąki cudownie rozmnożonej — i tak przez trzy lata. Następnie objawił wielki cud na górze Karmel wobec całego ludu, sprowadzając ogień z nieba na ofiarę i wymordowując czterystu pięćdziesięciu proroków Baala; potem uciekał na pustynię, cudownie wspierany przez Anioła, czterdzieści dni i nocy bez pokarmu; potem powrócił i ogłosił wyrok na Achaba; następnie przywołał ogień z nieba na posłańców Ochozjasza; a na końcu wzięty został bez śmierci w wichrze. Takie są koleje jego dziejów — pełne tajemniczości przez cały czas, jakby nie żył na ziemi, lecz tylko pojawiał się od czasu do czasu w szczególnych celach. Jak Melchizedek, nie ma ani początku dni, ani końca życia; pojawia się nagle jako „Eliasz Tiszbit, spośród mieszkańców Gileadu", i równie nagle zostaje zabrany. Szczególnymi jego rysami są z jednej strony surowy tryb życia, z drugiej — zniszczenie bałwochwalstwa.
Elizeusza nie można z kolei nazywać głosicielem nawrócenia ani reformatorem — jakby Eliasz wykonał za niego to dzieło w mierze, w jakiej było ono osiągalne. Co więcej, Elizeusz żył publicznie, w znanych siedzibac; przewodniczył szkołom proroków i utrzymywał stosunki z królami Izraela, Judy, Edomu i Syrii.
Różnica między tymi dwoma Prorokami zaznaczona jest w tym, że Eliasz, a nie Elizeusz, wzięty jest za typ Jana Chrzciciela, poprzednika Pańskiego; a z naszej znajomości Jana możemy wyrobić sobie pewne pojęcie o urzędzie Eliasza. Chrzciciel przygotował drogę Chrystusowi — zdaje się, że takie było też zadanie Eliasza wobec epoki, która po nim nastąpiła. Przed jego posługą prorocy Baala mieli przewagę, a prawdziwi prorocy ukrywali się w jaskiniach, żywieni chlebem i wodą; Eliasz odwrócił ten stan rzeczy, przywrócił prorokom Pańskim ich pozycję i wtedy został odjęty. W ten sposób przygotował drogę Elizeuszowi. Eliasz zatem jako poprzednik, reformator, głosiciel nawrócenia i sprawiedliwości był typem Jana Chrzciciela — ale kogo typem jest Elizeusz? O tym właśnie chcę teraz powiedzieć kilka słów.
Nie powinniśmy się dziwić, nawet gdyby Prorok Elizeusz nie był typem żadnego sługi Bożego mającego przyjść. Wszakże Boże Opatrzności prowadzone są tak przedziwnie w postaci figur i znaków, że wydaje się wysoce prawdopodobne, iż Elizeusz miał uosobić jakąś osobę lub osoby w czasach Ewangelii, podobnie jak Eliasz jest typem Jana. Nie jest też rzeczą stosowną sprzeciwiać się temu na tej podstawie, że Pismo Święte milczy w tej kwestii, albowiem Pismo nie mówi nam, że Izaak jest typem Chrystusa, ani Józef, ani Hiob, ani Jeremiasz — a jednak trudno wątpić, że wszyscy byli nimi; a skoro Apostoł miał wiele do powiedzenia (czego nie powiedział) o Melchizedechu, nie ma powodu, by nie mógł miał również czegoś do powiedzenia o Elizeuszu, gdyby tak wypadło. Skoro przykłady typologicznego odpowiednictwa między dziejami Starego i Nowego Testamentu zostały nam w Piśmie podane, arbitralne byłoby twierdzenie, że owo odpowiednictwo na tych przykładach się kończy; prawdopodobne jest raczej, że zamierzone jest, byśmy sumiennie korzystali w naszych objaśnieniach Pisma z klucza, który samo Pismo nam dało.
Jednakże nawet jeśli Elizeusz jest przedstawicielem jakiegoś chrześcijańskiego urzędu lub posługi, nie wynika stąd, by musiało istnieć dokładne i rozstrzygające odpowiednictwo między typem a antytypem. Wiemy przecież, że Eliasz przedstawia Chrzciciela — a mimo to są w jego dziejach punkty niepodobne do Jana, bardziej podobne do samego Chrystusa. Chrzciciel nie czynił cudów; Eliasz nawet wskrzeszał umarłych i pod tym względem był raczej typem Chrystusa niż Chrzciciela. I znowu, gdy wstąpił w górę, był raczej typem Chrystusa niż poprzednika Chrystusowego.
Nie możemy więc mieć w wykładach typologicznych, które sami opracowujemy, tej samej pewności, jaką czujemy, gdy dostarcza nam ich Pismo Święte; wielkim jednak błędem jest przypuszczać, że religia zajmuje się tylko faktami i doktrynami pewnymi. Wiara ma obowiązki wobec tego, co prawdopodobne i wątpliwe, podobnie jak wobec wyraźnego nauczania Pisma. Kogo więc przedstawia Elizeusz? Czy zapowiada Chrystusa? Wszyscy prorocy są typami Chrystusa jako prorocy; i rzeczywiście Elizeusz jest typem Chrystusa w niektórych niezwykłych punktach swych dziejów, właściwych tylko jemu. Na przykład, gdy przyszedł od Jordanu, obdarowany przez Eliasza mocą Ducha, podobny był z pewnością do Pana naszego, który ochrzczony przez Jana w Jordanie, otrzymał w następstwie Ducha. I gdy jego kości po śmierci wskrzesiły martwego, typizował (nie sposób wątpić) Wiecznego Zbawiciela, którego ciało umierając na krzyżu jest naszym życiem i zmartwychwstaniem. A jednak mimo tych paraleli trudno nazwać Elizeusza szczególnym typem Chrystusa bardziej niż Eliasza.
Kogo więc przedstawia Elizeusz? Innymi słowy: jaką naukę dla czasów chrześcijańskich można wysnuć z dziejów Elizeusza? Jakie światło rzucają te dzieje na obecny stan Kościoła i na obecne obowiązki nas, jego członków? Sądzę, że możemy powiedzieć: podobnie jak Eliasz przedstawia Chrzciciela, poprzednika Chrystusa, tak Elizeusz zapowiada *następców* Chrystusa — sługi Jego przychodzące po Nim i dziedziczące Jego dary; sam zaś Chrystus nie jest dokładnie przedstawiony przez żadnego z nich, lecz staje między nimi — albo (o ile w ogóle) przedstawiają Go obaj naraz: gdy jeden odchodził, a drugi zajmował jego miejsce; jednocześnie jako Antytyp Eliasza wstępującego do nieba i Elizeusza stojącego przy Jordanie i przyjmującego dar Ducha.
Przyjmijmy zatem Elizeusza za figurę ulubionych sług i naśladowców Chrystusa, aby w ten sposób rzucić światło na ich obowiązki i przywileje. Przez ulubionych i szczególnych sług Chrystusa nie mam na myśli jedynie Jego szafarzy, takich jak biskupi i inni, lecz wszystkich, którzy w jakiejś mierze noszą na sobie wyraźne znamiona Pana Jezusa: ewangelistów, wyznawców, pustelników, założycieli zakonów, doktorów i tym podobnych. Elizeusz jest typem ich wszystkich: chwalebnego zastępu Apostołów, czcigodnej społeczności Proroków, szlachetnej armii Męczenników. Przejdźmy przez kilka punktów tego podobieństwa.
**1.** Choć Eliasz był tak wielkim prorokiem, Elizeusz miał dwoistą cząstkę jego ducha. Wydaje się, że to ma swój odpowiednik w dziejach chrześcijańskich. Pan nasz powiada, że choć „między narodzonymi z niewiast nie ma większego niż Jan Chrzciciel, to jednak najmniejszy w Królestwie niebieskim" — to jest w chrześcijańskim Kościele — „jest większy niż on". Wyjaśnia to wzmianka Ewangelisty, że Duch nie był dany, dopóki Chrystus nie został uwielbiony. Jan „był napełniony Duchem Świętym jeszcze w łonie matki"; a jednak nawet ten niezwykły dar był niczym w porównaniu z ową Obecnością Ducha, którą naśladowcy Chrystusa otrzymali i przez którą zostali odrodzeni. Jest to zaiste dwoista, a raczej siedmiokrotna cząstka Ducha, dająca nam mocą wiary władze ponad wszystko, co możemy przewidzieć lub ogarnąć myślą. To tedy jest pierwszy punkt podobieństwa: naśladowcy Chrystusa, jak Elizeusz, rozpoczynają swą Bożą drogę od wód Jordanu, mając na sobie moc Ducha Świętego.
**2.** Następnie zwracam uwagę na szczególną wspólnotę, albo — jak mogę to nazwać — obywatelstwo, jakie Elizeusz cieszył się ze światem niewidzialnym. Eliasz uważał się za samotnego, choć nim nie był; świat niewidzialny był przed nim ukryty. Choć usługiwały mu Anioły, choć cudownie wspierał go Bóg Wszechmogący, jednak — jak Jan Chrzciciel, gdy posłał zapytać Chrystusa: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść?" — wydawał sobie samemu, że jest jeden przeciwko wielu. Elizeusz zaś miał przywilej wiedzieć, że jest jednym z wielkiego zastępu, który toczy bitwy Pańskie, choćby był samotny na ziemi. Jemu objawiona została w pewnej mierze pocieszająca chrześcijańska nauka o Obcowaniu Świętych. Jego oczy zostały oczyszczone, by widzieć widoki, których świat zobaczyć nie może — i to tak wyraźnie, że mógł pocieszyć swego sługę, którego opanował ten strach, który ogarnął Eliasza, gdy uciekał przed Jezabel. Posłuchajcie słów Eliasza: „Ja sam tylko zostałem i szukają duszy mojej, aby ją wziąć". Tymczasem gdy sługa Elizeusza, ujrzawszy wojsko Syryjczyków wokół nich, rzekł do Proroka: „Biada mi, panie mój! cóż poczniemy?" — Elizeusz odpowiedział: „Nie bój się, bo więcej jest z nami niż z nimi". I wtedy błagał Boga Wszechmogącego, by dał słudze swemu na chwilę wgląd w owo chwalebne widzenie, którym on sam w wierze lub z natchnienia cieszył się nieustannie. „Modlił się i mówił: Panie, otwórz oczy jego, niech widzi. I otworzył Pan oczy młodzieńca, i widział; a oto góra pełna była koni i rydwanów ognistych wokół Elizeusza". Jak dobrze owo widzenie odpowiada błogosławionemu przywilejowi, który — jak zapewnia nas Apostoł — jest udzielony nam, chrześcijanom! „Przystąpiliście do góry Syjon i do miasta Boga żywego, niebieskiego Jeruzalem, i do niezliczonego mnóstwa Aniołów, do uroczystego zgromadzenia i do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, i do Boga, sędziego wszystkich, i do duchów sprawiedliwych, którzy osiągnęli doskonałość, i do Jezusa, pośrednika Nowego Przymierza, i do krwi pokropienia, która przemawia lepiej niż krew Abla". Niezliczone mnóstwo Aniołów i duchy sprawiedliwych — mieszkamy w ich cieniu; jesteśmy ochrzczeni we wspólnotę z nimi; wyznaczono nam ich opiekę; jesteśmy, ufamy, wspominani w ich modlitwach. Przebywamy w samej obecności i dworze Boga samego i Jego Wiecznego Syna, Zbawiciela naszego, który za nas umarł i zmartwychwstał, i teraz wstawia się za nami przed Tronem. Mamy przywileje zaiste większe niż Elizeuszowe — lecz tego samego rodzaju.
**3.** Innym darem udzielonym Elizeuszowi i Kościołowi chrześcijańskiemu, który on zapowiadał — to jest jego świętym, a niekiedy jego rządcom — jest dar rozeznawania duchów. O Zbawicielu naszym napisano: „Wiedział, co jest w człowieku"; znał myśli swoich uczniów; wiedział, co działo się w innych miejscach. Z Jego pełni otrzymali uczniowie Jego. Piotr Święty wykrył Ananiasza; Paweł Święty pisze, jakby mógł być duchem w Koryncie, gdy ciałem był nieobecny. I we wszystkich wiekach Kościołowi Katolickiemu jest obiecana instynktowna percepcja prawdy chrześcijańskiej, wykrywająca grubsze i bardziej podstępne formy herezji, choćby z oddalenia, jakby pewnym subtelnym zmysłem — i w ten sposób przekazująca wiarę Ewangelii czystą i nietkniętą na czasy ostatnie. „Namaszczenie," powiada Jan Święty, „które od Niego otrzymaliście, trwa w was i nie potrzebujecie, aby was ktoś pouczał; ale jak to Jego namaszczenie poucza was o wszystkim i jest prawdziwe, i nie jest kłamstwem, i jak was nauczyło, trwajcie w Nim". Zwróćcie uwagę, jak owa duchowa percepcja udzielona była Elizeuszowi w figurze. Gdy Gehazi, wziąwszy od Naamana srebro i szaty, stanął przed Elizeuszem, Prorok rzekł mu: „Czy serce moje nie poszło z tobą, gdy mąż wrócił z rydwanu na twoje spotkanie?". Innym razem dane mu było objawić królowi izraelskiemu wszystkie plany króla Syrii: „Zatrwożyło się serce króla Syrii z powodu tej sprawy; zwołał swoje sługi i rzekł do nich: Czy mi nie powiecie, kto z nas trzyma stronę króla Izraela? Jeden ze sług jego odrzekł: Żaden, panie mój, królu; lecz Elizeusz, prorok w Izraelu, donosi królowi izraelskiemu słowa, które mówisz w swoim łożu". Gdy król Izraela postanowił go zabić i wysłał w tym celu posłańca, „Elizeusz siedział w swoim domu, a starsi siedzieli z nim; a król posłał przed sobą człowieka; lecz nim posłaniec do niego przybył, rzekł do starszych: Widzicie, że ten syn mordercy posłał, by mi odebrać głowę? Patrzcie, gdy przyjdzie posłaniec, zamknijcie drzwi i trzymajcie go mocno przy drzwiach — czy nie słychać kroków jego pana za nim?". Gdy zaś ujrzał Hazaela, wodza króla Syrii, „utkwił w nim wzrok nieruchomo, aż się zawstydził, i zapłakał mąż Boży. Rzekł Hazael: Czemu płacze pan mój? Odpowiedział: Bo wiem, jakie zło wyrządzisz synom Izraela" — ujrzał w jego twarzy jego przyszłe czyny. Jeszcze bardziej znamienne są jego słowa, gdy nie mógł odkryć troski ciążącej na Szunammitce, jakby wskazując, że taka niewiedzą była u niego wyjątkowa: „Dusza jej jest zasmucona, a Pan ukrył to przede mną i nie powiedział mi".
**4.** Dalszą mocą udzieloną Elizeuszowi, pod względem której zdaje się przewyższać swego poprzednika Eliasza, jest władza nakładania duchowych kar i sądów. Mam na myśli to, że kary przez niego wymierzane dokonywały się nie ziemskimi, lecz nadprzyrodzonymi środkami. Eliasz wprawdzie sprowadzał ogień z nieba na posłańców Ochozjasza, ale jego wielki sąd nad czcicielami Baala dokonał się mieczem. Elizeuszowe zaś sądy i kary, o których czytamy, były nadprzyrodzonego rodzaju, uwydatniając wyraźniej ów rys kapłaństwa duchowego, które miało nadejść, a które Eliasz jedynie mgliście zapowiadał. Na przykład, gdy przechodził przez Betel, małe dzieci wybiegły z miasta i urągały mu, wołając: „Wyłysy, wyłysy!" — „I obejrzał się, i spojrzał na nie, i przeklął je w imieniu Pańskim; i wyszły dwa niedźwiedzie z lasu, i rozszarpały spośród nich czterdziestu dwóch chłopców". Gdy Gehazi został przyłapany, dotknął go trądem; gdy Syryjczycy go otoczyli, „modlił się do Pana i mówił: Uderz, proszę, ten lud ślepotą. I uderzył ich ślepotą według słowa Elizeusza". A gdy niedowierzający pan wydrwił jego proroctwo o obfitości podczas oblężenia Samarii przez Syryjczyków, rzekł: „Oto ujrzysz to na własne oczy, ale jeść z tego nie będziesz" — i istotnie, tratowany był na śmierć w bramie przez lud wychodzący, by skorzystać z obfitości, gdy to spełniło się przez ucieczkę Syryjczyków, którzy opuścili swój obóz. To zdaje się być znaczenie słów: „Kto ujdzie przed mieczem Jehu, zabije go Elizeusz". Podobnie w czasach Ewangelii Paweł Święty dotknął Elimasa ślepotą; Piotr Święty ogłosił sąd Boży nad Ananiaszem i Safirą, którzy jak Gehazi winni byli chciwości i kłamstwa; i Paweł Święty nakazał wydać nierządnego Koryntianina szatanowi. Co więcej, wszystkim sługom Chrystusa powierzona jest straszliwa władza odpuszczania i zatrzymywania grzechów, według słów: „Którym grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są zatrzymane".
**5.** Dalej: osoba Elizeusza zdaje się być obdarzona niezwykłą świętością i mocą cudotwórczą. Nawet dotknięcie jego relikwii po śmierci wskrzesiło umarłego. Pan nasz posiadał tę władzę jak wszystkie inne w jej pełni; wychodziła z Niego moc. I Apostołowie Jego odziedziczyli ją w swojej mierze. Czytamy, że „wynosili chorych na ulice i kładli na łożach i noszach, aby choć cień przechodzącego Piotra padł na któregoś z nich". I o Pawle Świętym — że „Bóg czynił niezwykłe cuda przez ręce Pawła, tak że na chorych kładziono chustki i przepaski wzięte z jego ciała, a choroby ustępowały od nich, a duchy nieczyste wychodziły". Tutaj ponadto widzimy wyższość Apostołów nad Elizeuszem; albowiem pewnego razu, gdy syn Szunammitki umarł, Elizeusz najwyraźniej próbował podobnego sposobu, lecz bez skutku. Posłał Gehaziego naprzód z laską, by ją położył na twarzy dziecka — „i szedł Gehazi przed nimi, i położył laskę na twarzy dziecka, ale nie było głosu ani odzewu" — choć możliwe, że użycie obłudnego Gehaziego było przyczyną niepowodzenia, jeśli nim było.
**6.** Dalej: wiele jest w cudach Elizeusza — a w pewnej mierze i Eliasza — typicznego dla chrześcijańskich sakramentów. Oczyszczenie Naamana w Jordanie jest wyraźną figurą Chrztu świętego, w którym trąd duszy jest zmywany wodą. I znowu, rozmnożenie oliwy jest, jak cud z chlebami, typem Komunii Świętej, w której Chrystus jest nam dawany nieustannie i bez ustania, na całym świecie — wszystkim, którzy wierzą — każdemu z nich w całości i zupełnie, choć On przebywa po prawicy Boga w niebie. Innym razem Elizeusz rozmnożył dwadzieścia chlebów jęczmiennych i nieco zboża, tak że wystarczyło z naddatkiem dla stu mężczyzn.
**7.** Mógłbym też powiedzieć wiele o tym, do czego nawiązałem na początku tych uwag — mam na myśli bliski związek Elizeusza z biegiem spraw tego świata i jego obcowanie z nimi, pod którym to względem podobny jest do Chrystusa i Jego Kościoła. Eliasz, jak Chrzciciel, żył poza światem; Elizeusz natomiast był ściśle związany z wielkimi ruchami politycznymi (jak to teraz nazywamy) swych czasów. To przez niego Jozafat i Joram odnieśli zwycięstwo nad Moabem. To przez niego Jehu wyniesiony został na tron, a Jezabel i Joram zostali zabici. Wmieszał się w rady Benadada, króla Syrii; a jego ostatnim czynem w „chorobie, z której umarł", było obiecanie Joaszowi, królowi Izraela, trzech zwycięstw nad Syryjczykami. Jednak nie rościł sobie żadnej ziemskiej władzy w tym wszystkim; działał z Boga i na mocy nadprzyrodzonych uprawnień — odpowiadając w ten sposób słowom Pana naszego o Jego królestwie, że nie jest ono z tego świata, bo inaczej słudzy Jego walczyliby.
**8.** Wreszcie warto zauważyć godność i powagę, jaką Elizeusz zachowywał w obcowaniu z ludźmi, wysokimi i niskiego stanu — przez co był stosownym typem owego Świętego Kościoła Powszechnego, któremu obiecano: „Naród i królestwo, które ci nie będą służyć, zginą; zaiste, narody te zostaną zupełnie zniszczone".
Rozważmy na przykład jego postępowanie z Szunammitką. Była ona „wielką kobietą", jak mówi Pismo Święte — zamożną i poważaną; on był człowiekiem ubogim i wędrowcem. Ona w swej pobożności, widząc, że często tamtędy przechodzi, namawiała go, by jadał chleb w jej domu, i dała mu pokój. Gdyby to się dziś działo, zwałoby się ją opiekunką Elizeusza, a on uchodziełby za bardzo jej zobowiązanego i powinien spoglądać na nią z szacunkiem. Jaka jednak była rzeczywista postawa Elizeusza i tej pobożnej kobiety wobec siebie nawzajem? Oboje czuli, że jego obecność przynosi jej o wiele więcej, niż ona mogła uczynić dla niego. Toteż mimo jej bogactwa i jego ubóstwa on w jej domu zachowywał się jak pan, a ona jak służka. Czytamy: „Zdarzyło się pewnego dnia, że tam przybył i udał się do izby, i zasnął tam. I rzekł do Gehaziego, swego sługi: Zawołaj tę Szunammitę. I zawołał ją, a ona stanęła przed nim. I rzekł do niego: Powiedz jej teraz: Oto zadałaś sobie tyle trudu dla nas; co dla ciebie uczynić? Czy wstawić się za tobą do króla albo do dowódcy wojska? Odpowiedziała: Mieszkam wśród mego ludu. I rzekł: Cóż zatem uczynić dla niej? Gehazi odpowiedział: Zaprawdę, nie ma syna, a mąż jej jest stary. I rzekł: Zawołaj ją. I zawołał ją, a ona stanęła w drzwiach. I rzekł: O tej porze, za rok o tym czasie, będziesz piastować syna". Takie zachowanie zostałoby dziś nazwane pychą u kogoś takiego jak Elizeusz — tak różne są drogi Boga i nasze drogi. Byłoby to zaiste rażącą pychą i zuchwalstwe, gdyby tak postępował z siebie samego; lecz on był w swoich czasach szafarzem tajemnic Bożych i zachowywał się jedynie tak, jak przystało na jego rangę i urząd przedstawiciela Bożego. Rozważmy też jego postępowanie wobec Naamana, które tak bardzo oburzyło dumnego Syryjczyka. Zamiast wyjść mu na spotkanie, posłał mu tylko wiadomość, by umył się w Jordanie. W ten sposób wywyższał swój niebiański urząd, by przypomnieć Naamanowi, że w Izraelu jest Bóg; tymczasem Naaman i jego pan uważali go za zwykłego sługę króla izraelskiego, obowiązanego czynić, co mu każą. Rozważmy też jego postępowanie wobec posłańca Jehorama, o którym już wspomniano, gdy „siedział w swoim domu, a starsi z nim" — i wobec Joasza na łożu śmierci, z którym „mąż Boży był rozgniewany", bo „uderzył tylko trzy razy i zatrzymał się". Czyż nie jest tu figura owego Kościoła, przed którym królowie mają „kłaniać się twarzą ku ziemi i lizać proch stóp jego"?
Na zakończenie. Uwagi te prowadzą nas do następującej refleksji. Jeśli Elizeusz jest w duchu wśród nas nadal — to znaczy, jeśli Kościół Chrystusowy, ujrzany w swych rządcach, swych wyznawcach, swych ascetach i swych doktorach, jest przedstawiony w pismach prorockich tak, jak Elizeusz opisany jest w dziejach Izraela — jakże wiele musimy się nauczyć, zanim zyskamy jasny i prosty pogląd na jego prawdziwy charakter! Jakże wielka zasłona leży na oczach tych, którzy traktują go jako zwykłą instytucję tego świata! Zaiste, jesteśmy pod nadprzyrodzonym porządkiem, choć nie uświadamiamy go sobie; a gdybyśmy go sobie uświadamiali, byłoby nam, sądzę, dane go ujrzeć — to znaczy, bez wątpienia, dane by nam były bardziej namacalne jego dowody. Bóg żąda od nas najpierw wiary, a potem raczył udzielić nam widzenia. Gdybyśmy wierzyli, że jesteśmy pod Jego bezpośrednim rządem, nagrodził by nas znakami takiego przywileju, o których dziś nie wiemy. Gdybyśmy wołali: „Gdzież jest Pan, Bóg Eliasza?" — wody by się rozstąpiły. Nigdy więc, bracia moi, nie przychodźcie do Kościoła ani do Komunii Świętej, nigdy nie bywajcie przy chrzcie, ślubie czy pogrzebie, ani przy żadnym innym obrzędzie, bez poczucia, że jest tam o wiele więcej, niż widzicie. Gdzie dwaj lub trzej zgromadzeni są w imię Chrystusa, On jest pośród nich. Wierzcie, że gdyby wasze oczy były otwarte — jak oczy owego młodzieńca — ujrzelibyście konie i rydwany ogniste wokół. Ramię Boże nie jest skrócone, choćby człowiek nie wierzył. On dokonuje swych cudów mimo nas. Eliasz wziął do nieba przez cud, a widział to jeden tylko człowiek; cud jednak dokonał się mimo wszystko. Aniołowie są wśród nas i zdolni są uczynić cokolwiek. I czynią cuda dla wierzących, o których świat nic nie wie. Według wiary naszej tak się nam dzieje. Tylko wierzcie, a wszystko jest nasze. Będziemy mieć w umysłach naszych jasne i głęboko zakorzenione przekonania o rzeczywistości świata niewidzialnego — choć nie będziemy mogli ich przekazać innym ani wyjaśnić, w jaki sposób je posiedliśmy.
---