HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania o sprawach dnia

Kazanie XIV. Kościół chrześcijański kontynuacją żydowskiego

Gdy wiara wydaje się nierozumna Natura i jedność KościołaProroctwa i typologia
„Ocalała resztka domu Judy zapuści korzenie w dół i wyda owoc ku górze."
W skrócie. Kazanie dowodzi, że proroctwa Starego Testamentu o przywróceniu królestwa Izraela spełniły się dosłownie w Kościele chrześcijańskim, nie w jakimś przyszłym tysiącleciu. Newman analizuje zasadę 'resztki': mimo zewnętrznych przemian — z lokalnego w powszechny, z żydowskiego w pogański — Kościół zachował tożsamość, bo liczy się linia wiernych, nie masa narodu. Ewangelia jest kontynuacją i rozwinięciem Prawa, nie jego obaleniem.

„Bądźmy pewni, że wiele rzeczy jest w Piśmie Świętym powiedziane jak najwyraźniej; wiele takich, które każdy, pod wpływem łaski Bożej, mógłby sam zaczerpnąć z Pisma,”

*„Ocalała resztka domu Judy zapuści korzenie w dół i wyda owoc ku górze."* — Iz 37,31

Kiedy potęga i splendor rodu Dawida chyliły się ku upadkowi, a ciemność ogarniała Kościół i ludzie pobożni walczyli z trwogą i zwątpieniem, Prorocy przepowiadali, że królestwo świętych zostanie kiedyś przywrócone; że choć jego chwały wówczas zachodziły, nadejdzie jutro w stosownej chwili — jutro bez wieczoru. Czy ta obietnica została już wypełniona, czy też nie? A jeśli tak, to w jakim sensie? Wielu sądzi, że nie została wypełniona wcale i że ma się spełnić w jakimś przyszłym porządku lub tysiącleciu; wielu zaś uważa, że owszem, wypełniła się, lecz nie dosłownie, lecz duchowo i obrazowo; innymi słowy, że zapowiedziane panowanie Chrystusa na ziemi było niczym więcej niż wpływem Ewangelii na dusze ludzkie, triumfami Bożej łaski, przywilejami wiary i nawróceniem wybranych.

Ja natomiast twierdzę, że proroctwa, o których mowa, zostały w swej istocie wypełnione dosłownie i w Dyspensacji, w której żyjemy — tej, która bezpośrednio nastąpiła po żydowskiej; a jeśli tak jest, to nie potrzebujemy ani alegorycznego, ani przyszłego wypełnienia. Nie znaczy to, że nie może istnieć zarówno wypełnienie przenośne, jak i przyszłe; lecz te, jeśli nastąpią, będą czymś ponadto i nie naruszą bezpośredniego sensu świętego tekstu i jego dosłownego wypełnienia.

W tekście-motcie prorok Izajasz, przy okazji najazdu Sennacheryba, skierowuje do Ezechiasza zachęcającą obietnicę, że pomimo obecnych nieszczęść „dom Judy znowu zapuści korzenie w dół i wyda owoc ku górze". Inne proroctwa, równoległe do tego wersetu, brzmią następująco: „Oto nadchodzą dni — wyrocznia Pana — kiedy zawrę z domem Izraela i z domem Judy nowe przymierze… Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę je na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą moim ludem". Następnie: „Oto nadchodzą dni — wyrocznia Pana — kiedy spełnię pomyślną obietnicę, którą dałem domowi Izraela i domowi Judy… Bo tak mówi Pan: Nigdy nie zabraknie Dawidowi potomka, który zasiada na tronie domu Izraela, ani kapłanom lewitom nie zabraknie kogoś, kto by stał przede Mną, składając całopalenia, palił ofiary pokarmowe i zabijał ofiary". Ezechiel mówi tym samym językiem co Jeremiasz: „Ustanowię nad nimi jednego pasterza, który je będzie pasł, mego sługę Dawida; on je pasł będzie, on będzie ich pasterzem. A Ja, Pan, będę ich Bogiem, sługa zaś mój Dawid będzie władcą wśród nich. Ja, Pan, powiedziałem". I Zachariasz: „Tak mówi Pan: Powróciłem do Syjonu i zamieszkam w pośrodku Jeruzalem; Jeruzalem będzie zwane Miastem Wierności, a góra Pana Zastępów — Górą Świętą". I znowu prorok Izajasz: „Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam — wyrocznia Pana — odkupicielem twoim jest Święty Izraela. Oto uczynię cię kłonicą ostro zębatą, nową, do młócenia zdatną; będziesz młócił góry i rozkruszył je, a pagórki w plewy obrócisz". I jeszcze raz: „Przez wzgląd na Syjon nie umilknę, przez wzgląd na Jeruzalem nie spoczywam, dopóki jego sprawiedliwość nie wzejdzie jak zorza i zbawienie jego nie zapłonie jak pochodnia. Narody ujrzą twoją sprawiedliwość i wszyscy królowie — twoją chwałę; i nadadzą ci nowe imię, które usta Pana wymówią".

Już samo to — że te i liczne inne proroctwa mówiące jeszcze wyraźniej o podboju, królestwie, ciele politycznym, rytuale i prawie — zostały wypełnione w Dyspensacji, w której żyjemy, tej, która bezpośrednio nastąpiła po żydowskiej, a nie w jakiejś przyszłej i odrębnej, wynika jasno z wyraźnych twierdzeń osób natchnionych. Takim jest Apostoł, święty Jakub w Dziejach Apostolskich, który po stwierdzeniu wraz ze świętym Piotrem, „jako Bóg naprzód wejrzał na pogan, aby spośród nich wybrać lud dla swego imienia", dodaje: „Temu odpowiadają słowa proroków, bo jest napisane: Potem powrócę i odbuduję przybytek Dawida, który runął; odbuduję jego ruiny i wzniosę go, aby pozostali ludzie szukali Pana i wszystkie narody, nad którymi wezwano moje imię — mówi Pan, który to sprawia". Widzicie, że zdaniem Apostoła wypełnienie proroctwa właśnie się wówczas rozpoczynało; odbudowa królestwa Dawida nie była wydarzeniem przyszłym i odrębnym — dokonywała się wówczas w postępie; stawała się rzeczywistością w nawróceniu pogan. To, co potwierdza ten pogląd, polega na tym, że służy on za wyjaśnienie mocnych słów Mojżesza, w których głoszone jest wieczne zobowiązanie do Prawa, bez względu na jakiekolwiek pokusy jego porzucenia. „Nie będziecie dodawać nic do tego, co ja wam nakazuję, i nie będziecie odjmować" — bo Ewangelia była tylko rozwinięciem Prawa. „Będziesz je wpajał swoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając." „Jeśli pilnie będziecie przestrzegać wszystkich tych poleceń… żaden człowiek nie będzie mógł wam się oprzeć." A po karze zapowiadano im powrót pomyślności pod warunkiem powrotu do Prawa: „Gdy znajdziesz się w ucisku i w dniach ostatecznych dosięgną cię te wszystkie rzeczy, nawrócisz się do Pana, Boga twego, i będziesz słuchał Jego głosu… nie opuści cię, ani nie dozwoli ci zginąć, nie zapomni o przymierzu zawartym z twoimi ojcami przysięgą". Dni ostateczne są wymienione, ale bez żadnej wzmianki o tym, że posłuszeństwo wobec Prawa ma być złagodzone — co tłumaczy się jedynie zasadą, że Ewangelia jest jego kontynuacją.

Z drugiej strony, słowa takie jak „królowie", „książęta" i tym podobne nie są użyte w sensie czysto przenośnym (jak gdyby zapowiadane panowanie miało być wyłącznie moralne, zapowiadany Kościół — niewidzialny, a zapowiadane królestwo Chrystusa — jedynie duchowe) — i to z tej prostej przyczyny, że w czasach chrześcijańskich istniał w rzeczywistości widzialny Kościół, doczesne królestwo, następstwo rządców — tak jak opisują to proroctwa; które spełniły się najróżniej i najszczegółowiej w swym sensie dosłownym. I wiemy, co w takich przypadkach ustalił wielki autorytet naszego Kościoła: „Uważam — mówi — za regułę nieomylną w wykładzie Pisma Świętego, że gdzie sens dosłowny jest możliwy, tam to, co najdalsze od litery, jest zwykle najgorsze". Co więcej, te przenośne wykładnie dały szczególny pretekst bezbożnemu, by szydzić z Biblii — jakby proroctwa zawiodły nawet w przyznaniu ich własnych przyjaciół, którzy, by ukryć ich klęskę, zmuszeni są twierdzić, że nigdy nie miały dosłownego wypełnienia, tylko duchowe. Historia zaś ukazuje ich wypełnienie, a my sami umożliwiamy mu temu zaprzeczać.

Tak więc zarówno wielkość doczesna, jak i duchowa — zarówno widzialne panowanie, jak i tajemny wpływ — były pod Prawem obiecane Kościołowi na przyszłość i zgodnie z obietnicą spełniły się już w czasach ewangelicznych. Chciałbym teraz rozważyć pewne trudności, które na początku mogą pojawiać się przy przyjmowaniu poglądu na Boże postępowanie z Kościołem, który sam w sobie jest najprostszy i najbardziej satysfakcjonujący.

**1.** Po pierwsze, można powiedzieć, że proroctwa nie zostały i nie zostaną wypełnione w literze, ponieważ zawierają wyrażenia i stwierdzenia, które nie dopuszczają lub z pewnością nie dopuściły dosłownego sensu. I tak w jednym z właśnie przytoczonych ustępów mówi się, że Dawid będzie pasł lud wybrany. A przez Dawida nie może być rozumiany nikt inny jak Chrystus — czyli proroctwo jest przenośne; bo jeśli jedna część nie jest dosłowna, to dlaczego inna miałaby być? Znowu mówi się, że „Słońce Sprawiedliwości wzejdzie z uzdrowieniem na swych skrzydłach"; i „oto wyprowadzę sługę mego — Latorośl"; i znowu, „wilk będzie przebywał razem z barankiem, a lampart będzie leżał obok koźlęcia". Znowu: „Wypiszę moje prawo na ich sercach." Wypełnienie proroctwa jest więc albo duchowe, albo — gdzie dopuszcza sens dosłowny — przyszłe.

Lecz ten zarzut z pewnością nie jest uzasadniony i nie kryje w sobie żadnej prawdziwej trudności, jak pokaże nam choćby chwila namysłu; bo rzecz oczywista, że stosowanie przenośni w jakimś piśmie nie czyni go przenośnym w całości. Używamy nieustannie obrazów mowy za każdym razem gdy mówimy; a jednak kto powie na tej podstawie, że główny bieg naszej rozmowy nie jest rozumiany dosłownie? Mówimy o „ostrym wietrze" i „groźnym niebie", nie mając na myśli dosłownie, że niebo jest zdolne grozić albo wiatr — ciąć; a mimo tych przenośni mówimy to, co mamy na myśli, jeśli chodzi o ogólny bieg i sens naszych zdań.

Jeden z dwóch uczniów powiedział, że serce jego „pałało" w nich, gdy Pan z nimi rozmawiał; czy nie należy rozumieć dosłownie, że On rozmawiał z nimi, tylko dlatego, że ich serce nie paliło się dosłownie? Święty Paweł nazywa Kościół „filarem i podporą prawdy"; czy Kościół nie jest dosłowny i prawda nie jest dosłowna dlatego, że filar nie jest dosłowny? I podobnie mówimy o chrześcijańskim szafarzu jako o pasterzu, a o jego trzodzie — jako o owczarni, nie mając wcale zamiaru mówić alegorycznie ani poetycko.

Znowu, weźmy inną klasę przykładów: święty Piotr nazywa Rzym Babilonem — czy to czyni z jego listu alegorię? Pan nasz nazywa Heroda „tym lisem" — czy to pokazuje, że cała Jego mowa jest przenośnią i że nie mówił dosłownie tego, co powiedział, mianowicie że wypędza złe duchy i dokonuje uzdrowień, i że „żaden prorok nie może ginąć poza Jeruzalem"? I znowu, gdy nadał Szymonowi imię Piotr, czyli Skała — cóż to innego, jak nadanie imienia? Piotr, będące z origin przenośnią, staje się zwykłym imieniem własnym. Podobnie gdy On sam jest nazywany Barankiem — to jedynie Jego święte Imię, wzięte od Jego łaskawego urzędu; i gdy święty Jan Chrzciciel rzekł: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata" — należy go rozumieć tak, że Pan naprawdę i dosłownie gładzi grzech świata, choć jest zwany Barankiem przez przenośnię.

I to właśnie odnosi się do języka Proroków: słowa „Dawid", „Izrael", „Jeruzalem" i tym podobne nie są właściwie przenośniami, lecz imionami własnymi mającymi figuratywne pochodzenie, lub wyrazami, które pierwotnie miały sens wąski, a w miarę rozwoju języka zyskują sens szeroki. Oczywiście, są w Prorokach też słowa i zdania przenośne, bo piszą poetycko; lecz nawet to nie czyni tonu ich języka figuratywnym, podobnie jak dorywcze porównania nie czynią z poematu heroicznego rozbudowanej alegorii. Nie wynika z tego, że ponieważ mówią przenośnie o lwie leżącym z koźlęciem w nawiązaniu do stanu zwierząt przed upadkiem, lub o kwitnącej pustyni — to wszystko, co mówią o doczesnej wielkości Kościoła, jego władzy nad wysokimi i niskimi, bogatymi i ubogimi, jednakowo, jest również przenośnią. Znowu, w samym tekście-motcie ledwie jedno słowo dopuszcza interpretację dosłowną; a jednak nadawać mu sens wyłącznie duchowy, jak gdyby nie mówiono tu o żadnym rodzie ani rodzinie i o żadnym rozroście czy triumfie rodu — to byłoby tłumaczenie go w nicość. Tymczasem takie ustępy nie należą do pospolitych; bardziej powszechnymi przenośniami, jeśli w ogóle tak je nazywać, jest użycie „Dawida" na oznaczenie Chrystusa, „Izraela" — ludu wybranego, „Jeruzalem" — Kościoła i tym podobne. Czy więc komukolwiek sprawia trudność, że Chrystus ma być nazwany Dawidem lub Drugim Dawidem, jak Szymon może być zwany Piotrem? Czy nie jest to jak najbardziej zgodne z dosłowną zapowiedzią, że On miał przyjść na ziemię jako prawdziwy Bóg i odkupić nas? A jeśli tak, to dlaczego miałoby być trudnością, że Izrael nie oznacza jedynie Izraelitów, lecz lud wybrany wszędzie i po wszystkie czasy; i że Jeruzalem jest używane jako nazwa dla ciała politycznego, czyli państwa, czyli ustroju ludu wybranego, w którym spoczywa władza i z którego płynie działanie — zgodnie z Psalmem: „tam stoją trony sądów, trony domu Dawida"? Tak więc gdy mówi się, że Jeruzalem będzie zwane Miastem Wierności, święty tekst oznajmia, że ta bożego mianowania siedziba objawienia i władzy, która znajdowała się wówczas w Jeruzalem i popadła była w błąd, zostanie w przyszłości oświecona niebiańskim poznaniem. A gdy mówi się: „ani kapłanom lewitom nie zabraknie kogoś, kto by stał przede Mną, składając całopalenia" — zakłada to oczywiście, że w Kościele będą zawsze kapłani i zawsze ofiary; lecz nie muszą to być kapłaństwo lewickie ani ofiary ze zwierząt. I gdy mówi się: „Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu" — oznacza to: „Nie bój się, mała trzódko, ludu mego wybranego, który jest teraz dziećmi Izraela i nosi imię Jakuba". Wszystkie te słowa — powiadam — przekazują prawdę dosłowną w swojej istocie; sens nie wymaga wyjaśnienia w dół do nicości, choć przekazany jest przez przenośnię; osoby i rzeczy, o których mowa, istniały wtedy i istnieją dziś.

**2.** Można jednak zapytać, czy możliwe jest uważanie Kościoła chrześcijańskiego — tak różnego od żydowskiego — za jego kontynuację; czy też utrzymywanie, że to, co było obiecane żydowskiemu, spełniło się w istocie w chrześcijańskim. Można argumentować, że Pan nasz założył swój Kościół jako coś nowego na ziemi; że jest on oczywiście odrębny od Kościoła starszego; że ten był lokalny, żydowski, cielesny; tamten zaś katolicki, pogański, duchowy. Może poniższe rozważania zmniejszą tę trudność.

**(1.)** Niechaj będzie zauważone przede wszystkim, że lud wybrany przeszedł w dawnych wiekach przez wiele kolei losu, wiele przemian, zanim nastąpiła rewolucja, która wynikła z przyjścia obiecanego Zbawiciela i która była największą ze wszystkich. Są na obliczu ziemi narody, które trwały przez tysiące lat niezmienione — co do miejsca, instytucji, stosunków z resztą ludzkości. Takim nie był lud Bożego wyboru. Wiedli wędrowne życie pasterzy w ziemi Kanaan za czasów Patriarchów; byli niewolnikami w Egipcie; a potem znowu, po epoce cudów na pustyni, zdobyli sławę jako zdobywcy i królowie w ziemi, gdzie ich przodkowie przebywali w gościnie. I znowu byli niewolnikami — i w kraju o wiele dalszym; i znowu, równie zadziwiająco, choć nie tak cudownie, zostali przywróceni. Miejsce obecności Bożej przenosiło się z miejsca na miejsce: najpierw było w wędrownym przybytku, potem w Sziloh, potem w Jeruzalem. Rządził nimi kolejno: prawodawca, potem doraźni sędziowie, potem królowie, potem kapłani. Należy to mieć starannie na uwadze, gdy komuś na pierwszy rzut oka wydaje się, że Ewangelia przyniosła zmiany w stanie religii zbyt wielkie, by można było uznawać Kościół żydowski za jeden z chrześcijańskim. Jeśli się zapyta: Co jest wspólnego między Kościołem rozpostartym po całej ziemi a Kościołem zamkniętym w jednym jej zakątku, między Kościołem narodowym a katolickim? — odpowiem: Sam zasięg Kościoła i jego losy w ogóle są czymś przypadłościowym wobec jego bytu; rzeczy zewnętrzne nie mogą zniszczyć tożsamości, jeśli ta istnieje, a jest czymś wewnętrznym. Pomimo ogromnych, ba — organicznych zmian w jego ustroju, które nastąpiły przedtem, tożsamość ta się zachowała. Gdy Kościół składał się z domowników Abrahama — zewnętrznie niczym innym niż arabską hordą lub rodziną, wędrowną przez pustynię lub gościem w dolinie — był równie niepodobny do siebie w swej królewskiej postaci, jak tamta lokalna władza w Kanaanie do swego stanu katolickiego pod Ewangelią. I znowu: że Józef, obcy niewolnik, stał się władcą całego Egiptu, albo że cielesni i tchórzliwi poddani faraona stali się Joabami i Abnerami — była to zmiana równie zadziwiająca jak ta, przez którą dwunastu rybaków i wieśniaków zostało ustanowionych nad światem, by wiązać i rozwiązywać. Rozważcie znowu stan Izraela w Babilonie; albo jego stan, gdy przyszedł Chrystus — częściowo osiadłego w części Kanaanu, częściowo w Aleksandrii (z rywalizującą świątynią), a częściowo rozprószonego po obliczu całej ziemi niby mgła albo krople deszczu. I należy zauważyć, jak sugeruje ten ostatni przykład: przemiana z formy lokalnej w katolicką, gdy przyszedł Chrystus, nie była nagła, lecz stopniowa. To, co było najpierw rozproszeniem, stało się dyfuzją; w ostatnich wiekach judaizmu Kościół był już w znacznej mierze katolicki. Oprócz Jeruzalem i Aleksandrii posiadał liczne ośrodki, czyli ważne stanowiska metropolitalne, rozsiane po całym Imperium Rzymskim — jak czytamy w Dziejach Apostolskich; i wokół nich skupiały się liczne rzesze prozelitów spośród pogan, czekające, aż obiecany Paraklet ożywi martwe kości. I w istocie ośrodki te stały się pierwszymi kanałami Ewangelii i punktami wyjścia dla jej szerzenia — jak dowiadujemy się z tej samej natchnionej historii. Takie zmiany jednak, czy stopniowe, czy nie, nie przeszkadzają uważaniu Kościoła za jeden i ten sam przez nie wszystkie. Jakże różny jest człowiek w różnych stadiach swojego istnienia! Jakże różne są wszystkie jego stany tutaj na ziemi od owego ciała, które będzie! — a jednak to samo ciało zmartwychwstanie, które umrze, choćby stało się ciałem duchowym. Nie jest więc zarzutem — a raczej wspiera — pojęcie tożsamości Kościoła żydowskiego z chrześcijańskim, że jest od niego tak różny; albowiem Kościół żydowski był w różnych epokach bardzo różny od samego siebie; a robaki ziemi zdobywają w końcu skrzydła, a jednak są tymi samymi, i człowiek umiera w zepsuciu i powstaje niezniszczalny — nie tracąc jednak pierwotnego ciała.

I należy zauważyć, że zmiana w rzeczach zewnętrznych — na przykład w nazwie i miejscu — była w Starym Testamencie przepowiedziana co do Miasta Bożego. „Nadadzą ci nowe imię" — mówi Prorok, dając do zrozumienia, że dawna nazwa Jeruzalem już nie będzie przysługiwać. I wielki nacisk kładziony jest w Prawie na wolny wybór Boży co do miejsca, gdzie miał On umieścić swoją obecność — jakby wskazując, że może się ono zmienić: „Będzie miejsce, które obierze Pan, Bóg twój, by tam imieniu swemu dać mieszkanie".

**(2.)** Można jednak dalej zarzucać, że zmiana była nie tylko zewnętrzna: Kościół nie tylko przeszedł z formy lokalnej w katolicką, ale stał się Kościołem pogan zamiast Kościołem Żydów. Zmienili się jego członkowie, nie tylko jego siedziba — choć Chrystus i Jego Apostołowie byli przypadkowo Żydami. Jest to zarzut z pewnością poważniejszy, a jednak i on zostanie może usunięty przy uważnym rozważeniu tej kwestii.

Zważcie więc, że zmiany tego rodzaju zachodziły już w historii Izraela, a Kościół pozostawał jednak jeden i ten sam. Jak nieoczekiwana była na przykład zmiana, która zniszczyła samoistne istnienie dziesięciu plemion, która stopiła Judę i Beniamina niemal w jedność i wchłonęła w nich szczątki dziesięciu, których berła zostały złamane! Najpierw zasada ciągłości zdawała się spoczywać w dwunastu synach Jakuba; potem jeden zostaje wyodrębniony do szczególnej roli w ciele politycznym — kapłaństwa — i pozbawiony udziału w terytorium; a inny spośród dwunastu zostaje podzielony na dwa, by uzupełnić pełną liczbę bez tego jednego; a potem wreszcie uprzywilejowana linia zawęża się do Judy. I znowu: w dawniejszych czasach jedynie dwóch spośród tych, którzy wyszli z Egiptu z Mojżeszem, wkroczyło do ziemi obiecanej. Linia ciągłości z pewnością nie była mniej wyraźna, gdy Kościół stał się chrześcijański. Chrystus i Jego Apostołowie byli wszyscy Żydami; pierwsi nawróceni byli Żydami; ośrodki nawrócenia w całym Imperium Rzymskim złożone były z Żydów. W jednym miejscu dowiadujemy się nawet, że „wielka rzesza kapłanów przyjęła wiarę". I należy zauważyć, że pisarze święci sami dają wyraźnie do zrozumienia, że dobrze zdają sobie sprawę z tej szczególności sposobu, w jaki Boże zamiary przenoszą się z epoki na epokę. Chętnie mówią o „resztce" jako jedynej dziedziczce obietnic; zjawisko resztki było jakby prawem Bożych Dyspensacji względem ludzi aż dotąd i za takie głoszone jest — szczególnie przez świętego Pawła. „Bóg nie odrzucił swego ludu, który uprzednio sobie upatrzył. Czyż nie wiecie, co Pismo mówi o Eliaszu?… lecz co mu mówi wyrocznia Boża? Zostawiłem sobie siedem tysięcy mężów"; a potem Apostoł dodaje: „Tak i teraz pozostała resztka wybrana przez łaskę". Żadne słowo nie jest częstsze u Proroków niż właśnie słowo „resztka", jak doskonale wiemy. Tak już w pierwszym rozdziale proroka Izajasza: „Gdyby Pan Zastępów nie pozostawił nam reszty niewielu, stalibyśmy się jak Sodoma". I obiecane było, że „Pan wyciągnie rękę, aby odkupić resztkę swego ludu". A sama groźba wymierzona ludowi polegała nie na tym, że naród zginie — bo to było zbyt pewne — lecz że zginie nawet resztka. „Wezmę resztę Judy" — mówi Bóg Wszechmogący przez Jeremiasza — „tych, którzy zwrócili swe oblicza ku ziemi egipskiej, by się tam osiedlić, i wszyscy zostaną wytępieni". I Ezechiel woła: „Czy chcesz doszczętnie wytępić resztkę Izraela?" I Johanan chce podjąć pewien krok, by „resztka Judy nie zginęła". I Ezdrasz wyznaje grzech swego ludu, który znowu zgrzeszył, gdy „teraz na chwilę Pan, Bóg nasz, okazał nam łaskę, pozostawiając nam grupę ocalałych". I Aggeusz mówi, że „Pan pobudził ducha całej reszty ludu" — jak gdyby był to termin powszechnie przyjęty i niemal techniczny. I podobnie resztce obiecane jest wielkie odrodzenie i zwycięstwo — jak w tekście-motcie: „Ocalała resztka domu Judy zapuści korzenie w dół i wyda owoc ku górze". I u Joela: „Każdy, kto wzywa imienia Pańskiego, będzie zbawiony, bo na górze Syjon i w Jeruzalem będzie wybawienie — jak powiedział Pan — i ocaleni będą ci, których Pan powoła". I Micheasz: „Resztka Jakuba będzie w pośrodku wielu ludów jak rosa od Pana… a resztka Jakuba będzie wśród pogan, wśród wielu ludów, jak lew wśród zwierząt leśnych, jak młody lew wśród trzód owiec, który kiedy idzie, tratuje i rozrywa, i nikt nie wyrwie". I Sofoniasz: „Ten kraj będzie własnością resztki domu Judy… resztka ludu mojego go posiędzie i resztka mojego ludu zamieszka w nim". I Zachariasz, obiecawszy, że „nasienie będzie pomyślne, winorośl wyda owoc swój, a ziemia da swój plon, i niebo da swą rosę", dodaje w imieniu Pana: „Sprawię, że resztka tego ludu odziedzieczy to wszystko". Nie obiecywano więc, że cały Izrael stanie się światłem ziemi i oprze sobie narody, lecz że resztka dozna takiej łaski — resztce to obiecywano; a jak nieliczna może być resztka, widać z przywołania przez świętego Pawła czasów Eliasza, gdy liczyła zaledwie siedem tysięcy mężów. Jak więc nikt nie powie, że lud wybrany przestał być jednym i tym samym po niewoli babilońskiej — choć zamiast Izraelitów stał się Żydami; jak Kościół pozostawał tym samym co wcześniej, choć naród stopniowo się przemieniał — tak gdy przemienił się całkowicie i stał się ze żydowskiego pogański, nie nastąpiło bynajmniej zastąpienie starego Kościoła nowym: był to tylko przejaw odwiecznego prawa „resztki", mocą którego wielu jest powołanych, a mało wybranych. I tak trwa do dziś; Kościół trwa — lecz jako pielgrzym na ziemi, nie mający trwałego zamieszkania w żadnym kraju; złączony najpierw z jednym narodem, potem z innym; tracący dzieci i zyskujący je; pewny gościny nie w żadnym konkretnym miejscu, lecz w jakimś zawsze; a Izrael był tylko pierwszym spośród wielu narodów, w których Kościół znalazł schronienie i od których bierze swoje imię w proroctwie.

Uważam zatem, że słowo „resztka", tak powszechnie używane w Piśmie Świętym, jest znakiem tożsamości Kościoła — w zamyśle jego Boskiego Stwórcy — przed przyjściem Chrystusa i po nim. Jakkolwiek wyraźni i precyzyjni są pisarze święci w głoszeniu, że poganie zostaną powołani, i znowu, że Żydzi jako ogół zostaną odrzuceni, to przecież zamiast przedstawiać uroczyste postanowienie Boże w prostym przeciwstawieniu i wyznaczać w ten sposób linię rozgraniczenia między obiema Jego Dyspensacjami, przyzwyczajeni są mówić o resztce Izraela dziedziczącej narody — jakby pragnęli, by Prawo wchodziło płynnie w Ewangelię, i by pouczać nas, jak to wyraźnie nakazuje święty Paweł, że obietnice dane Izraelowi wypełniają się rzeczywiście — bez żadnych uników — w Bożej opiece roztoczonej nad chrześcijanami.

Na zakończenie: celem poprzednich uwag było usunięcie pewnych trudności w patrzeniu na proroctwa ze Starego Testamentu dane Kościołowi jako na już spełnione i spełnione dosłownie w czasach ewangelicznych. Na pierwszy rzut oka każdy, kto spojrzałby najpierw na proroctwa, a potem na historię Kościoła chrześcijańskiego, powiedziałby, że spełniły się w sposób uderzający; lecz mimo tego oczywistego wypełnienia pozostają pewne punkty do wyjaśnienia — i nimi właśnie byłem zajęty.

**1.** Powiem jedynie naprzód, że niezależnie od tego, czy zdołamy je wyjaśnić zadowalająco czy nie, nie są one większe niż trudności, które towarzyszą innym proro ctwom powszechnie uznawanym za wypełnione — najbardziej wybitnym i znamiennym, jak przepowiednia o rozproszeniu Żydów. Nikt z pewnością nie może przeczytać dwudziestego ósmego rozdziału Powtórzonego Prawa, a potem spojrzeć na rzeczywisty stan Żydów dziś i od czasu przyjścia Pana naszego, bez pewności, że ich obecny stan jest istotnie wypełnieniem przepowiedni; a jednak zauważmy: zagrożono im klęskami, które ich dotknęły, gdyby nie zachowywali swego Prawa — tymczasem kara spadła na nich, jak się zdaje, właśnie za jego przestrzeganie; bo ponieważ nie chcieli wymienić Prawa na Ewangelię, zostali przeto rozproszeni po narodach. Jeśli więc proroctwo Mojżesza rzeczywiście wypełniło się w ich przypadku — jak wierzymy — to wynika stąd z konieczności, że odrzucając Ewangelię, odrzucili w jakiś sposób swoje Prawo; czyli że Ewangelia jest kontynuacją lub rozwinięciem Prawa. A jeśli Ewangelia może być uważana za nowy stan lub warunek Prawa, to chyba nie jest czymś dziwniejszym lub bardziej karkołomnym uważanie Kościoła Ewangelii za kontynuację Kościoła Prawa; i jak proroctwa dotyczące odrzuconej masy narodu wypełniają się w przeszłej i teraźniejszej historii Żydów — mimo tej trudności, czymkolwiek ona jest — tak, mimo trudności mniejszej, proroctwa dotyczące wybranej resztki wypełniają się w historii Kościoła chrześcijańskiego.

**2.** Po drugie, i na zakończenie: niech będzie zauważone, że jeśli proroctwa w swej istocie z pewnością spełniły się dosłownie — jak sądzę, mógłby stwierdzić każdy, kto rozważył tę kwestię — tak że Kościół żydowski i chrześcijański są naprawdę jednym, to wyniknie stąd następująca konsekwencja: mianowicie że ów pozór rozdziału i kontrastu między nimi, który przyznaję, że istnieje, jedynie tym bardziej uwypukla konieczność, by istniała jakaś wielka i rzeczywista zgodność oraz wewnętrzna jedność między jednym a drugim — choćbyśmy nie potrafili jej odkryć — w imię której są one nazywane jednym. To, co się dokonało w Kościele chrześcijańskim, nie jest bynajmniej wypełnieniem obietnic danych żydowskiemu, chyba że można je w bardzo prawdziwym sensie nazwać jednym Kościołem. Im trudniej jest na powierzchni, tym mocniejsza i silniejsza musi być wewnętrzna zasada ciągłości i tożsamości, by ów pozór zrównoważyć. I jakież to są punkty głębokiej jedności między Kościołem w jego postaci żydowskiej a Kościołem w jego postaci chrześcijańskiej — oto jest oczywiście ważne pytanie do zbadania.

Całe Pismo Święte ma swoje trudności; lecz nie zaniedbujmy przez wzgląd na to, co trudne, tego, co jest jasne. Bądźmy pewni, że wiele rzeczy jest w Piśmie Świętym powiedziane jak najwyraźniej; wiele takich, które każdy, pod wpływem łaski Bożej, mógłby sam zaczerpnąć z Pisma, a jednak nie czerpiemy; wiele prawd, które wszyscy ludzie, gdyby starannie rozważyli święty tekst, jednym głosem zgodnie tam znaleźliby. Być może gdybyśmy nauczyli się z niego tego, czego możemy nauczyć się przez własne prywatne studium, bylibyśmy cierpliwsi w uczeniu się od innych tych dalszych prawd, które choć są w Piśmie, sami z siebie z niego wyczytać nie możemy.

---

← wróć do odkrywania