HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania o sprawach dnia

Kazanie XVI. Kościół chrześcijański potęgą imperialną

Gdy wiara wydaje się nierozumna Natura i jedność KościołaHierarchia i urząd
„I stanie się na końcu czasów, że góra domu Pańskiego stanie mocno jako szczyt gór i wyniesie się ponad pagórki, i popłyną do niej wszystkie narody."
W skrócie. Kazanie wywodzi z Pisma i Proroków, że Kościół Chrystusowy jest prawdziwym widzialnym królestwem-imperium, nie metaforą duchową. Newman analizuje władzę Chrystusa i Apostołów jako analogię cesarstwa, z Piotrem jako namiestnikiem dzierżącym klucze, i wykazuje, że władza apostolska musiała przejść na następców. Historia potwierdza proroctwa: Kościół nieprzerwanie rozszerzał się wbrew potęgom ziemskim.

„dano Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a wszystkie narody, ludy i języki miały Mu służyć"[^FN2].”

*„I stanie się na końcu czasów, że góra domu Pańskiego stanie mocno jako szczyt gór i wyniesie się ponad pagórki, i popłyną do niej wszystkie narody."* — Iz 2,2

Gdy Chrystus przyszedł i objął w posiadanie swój własny Dom, musiało to pociągnąć za sobą wielkie zmiany w jego urządzeniu i położeniu. I rzeczywiście tak było: Dom ten został wywyższony i ugruntowany ponad wszelką władzę ziemską, stał się schronieniem i ojczyzną dla wszystkich narodów. Pozostał tym, czym był poprzednio — Kościołem, zachowując tę samą wewnętrzną i charakterystyczną budowę; lecz stał się czymś, czym nigdy przedtem nie był — albo był jedynie w nieznacznej mierze za czasów Dawida i kilku innych królów, i to jako zapowiedź tego, co miało przyjść — stał się Kościołem imperialnym. Był głową cesarstwa.

Stąd też tak wielki nacisk kładzie się na to, iż jest on królestwem, a Chrystus — Królem. Nawet wśród pogan, w chwili Jego przyjścia, krążyło proroctwo, że ten, kto miał zapanować nad światem, wyjdzie z Judei. Tym bardziej Micheasz głosem natchnienia powiedział o Betlejem: „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich, lecz z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu". Daniel zaś ujrzał „kogoś podobnego do Syna Człowieczego", prowadzonego „przed Przedwiecznego", i „dano Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a wszystkie narody, ludy i języki miały Mu służyć". Patriarcha Jakub zaś, na długo przed nimi, rzekł: „Nie oddali się berło od Judy ani laska pasterska spośród nóg jego, aż przyjdzie Ten, do którego ono należy, i Jemu narody będą posłuszne". Jakże więc słusznie bracia Jego radowali się i wznosili okrzyki radości, śpiewając Hosanna, gdy ich Król przyszedł do nich, „sprawiedliwy i pełen zbawienia, łagodny i jedzie na osiołku, na oślęciu, źrebięciu oślicy". A co do Niego samego — Jego pierwsze i ostatnie słowa dotyczyły Jego królestwa, czyli cesarstwa, jak dziś mówimy. Albowiem rozpoczął swą służbę słowami: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie". A przed wstąpieniem powierzył dzieło swoim uczniom, „ukazując się im przez czterdzieści dni", jak mówi święty Łukasz, „i mówiąc o królestwie Bożym".

1\. Wstępując do nieba, rzekł: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi". Wierzymy w Jego władzę w niebie — lecz, rzecz dziwna, zwykliśmy odmawiać Mu władzy na ziemi. Wierzymy, że sprawuje On wobec Ojca w niebie swoje potężne wstawiennictwo; zdaje się jednak, że myślimy, iż Pośrednik nie posiada ziemskiego królestwa. Jako Bóg oczywiście przyznajemy Mu władzę nad ziemią; ale tę władzę miał od chwili, gdy stworzył ląd i morze, i wszystko, co w nich jest. Natomiast po swoim zmartwychwstaniu jako Pośrednik otrzymał królestwo — czy wierzymy, że je posiada? Wiemy, co znaczy królestwo. Oznacza ono polityczną wspólnotę, złączoną wspólnymi prawami, rządzoną przez jedną głowę, utrzymującą wzajemne stosunki między częściami, działającą wspólnie. Wiemy, co oznacza królestwo chaldejskie, perskie czy rzymskie, o których wspomina prorok Daniel — czy wierzymy, że Chrystus posiada dziś królestwo tak samo, jak owe ziemskie mocarstwa posiadały je niegdyś? „Tak — odpowiadamy — ma królestwo; jest to królestwo niewidzialne". Niewidzialne królestwo na ziemi? Cóż miałoby to znaczyć? Królestwo jest ciałem zorganizowanym — czy mamy więc na myśli tajne stowarzyszenie? Bynajmniej; słowami tymi chcemy właściwie powiedzieć, że On nie posiada żadnego ziemskiego królestwa. Przyznajemy prawdę, a zaraz ją przekreślamy. Sprowadzamy Jego słowa do czczej metafory, jak gdy mówimy o „królestwie zwierząt" albo „królestwie roślin". Gdy twierdzimy, że Chrystus posiada niewidzialne królestwo, mamy zapewne na myśli, że ma sługi na ziemi i nadaje im prawa, że wkracza w bieg dziejów i karze winnych — lecz to wszystko czynił przecież już przed swoim wcieleniem, i to wszystko z pewnością nie odpowiada pojęciu ani nie zasługuje na miano królestwa. Równie niedorzeczne byłoby mówienie o niewidzialnych rydwanach i jeźdźcach, niewidzialnych mieczach i włóczniach, niewidzialnych pałacach: jeśli w ogóle ma być królestwem, musi być widzialne — jeśli to słowo ma zachować swój prawdziwy sens.

Można wszakże powiedzieć, że sam Chrystus, Król, jest niewidzialny, i dlatego Jego królestwo równie dobrze może być niewidzialne. Prawda — jest On niewidzialnym Królem widzialnego królestwa; bo z tego, że władca jest ukryty przed wzrokiem, wcale nie wynika, że i jego królestwo musi przestać być faktem widocznym w dzień powszedni. Rzadko bowiem bywa, by władcę jakiegokolwiek królestwa widywano, a i wtedy nie przez wielu, i tylko przy pewnych okazjach. Królowie przebywają w swoich pałacach, a jednak ich władza działa w przestrzeni publicznej. Rzadko rządzą osobiście — rządzą przez narzędzia. Taki jest sposób rządzenia Chrystusa: jest nieobecny, lecz nie zrzekł się swojej władzy; nie oddał jej po prostu w ręce sług, lecz rządzi przez wyznaczonych sobie sług, którym powierzył swych poddanych. Upodabnia się do ziemskich monarchów nie tylko tym, że posiada królestwo, lecz i tym, w jaki sposób je rządzi.

Ten właśnie opis królestwa Chrystusowego pochodzi od Niego samego. „Królestwo niebieskie", mówi, „podobne jest do pewnego człowieka, który udając się w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden". Inna przypowieść, wypowiedziana jako przestroga, przedstawia urzędników królestwa pod postacią rządcy: „Któż jest tym wiernym i roztropnym rządcą, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas wydzielał jej żywność? (...) Lecz jeśli ten sługa powie sobie w duchu: mój pan się ociąga z powrotem — i zacznie bić sługi i służące, jeść, pić i upijać się, to pan tego sługi przyjdzie w dniu, kiedy się tego nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna".

2\. Tak rzecz ma się w ogólności; lecz kto dalej wymieniony jest jako władcy w królestwie — namiestnicy Chrystusa? Dwunastu Apostołów, a przede wszystkim Piotr. Do niego skierował Pan te przedziwne słowa: „Ty jesteś Piotr, i na tej skale zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie". Przez „Kościół" rozumieć należy wspólnotę albo organizm ludzi — i widzimy, że święty Piotr miał klucze tego Kościoła, czyli królestwa, i władzę przyjmowania doń i wykluczania zeń; a nadto straszliwą władzę wiązania i rozwiązywania, której omawianie nie leży w zakresie naszego obecnego tematu.

Co tutaj powiedziane jest o świętym Piotrze, gdzie indziej powiedziane jest o pozostałych Apostołach. I oni są władcami w królestwie Chrystusowym. Chrystus rzekł do nich wszystkich: „Cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie".

A jeszcze wyraźniej przy innej okazji: „Ja przekazuję wam królestwo, jak Mnie przekazał je mój Ojciec; abyście jedli i pili przy moim stole w moim królestwie, i zasiadali na tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela". O Chrystusie prorokowano, że zasiądzie na tronie Dawida — toteż i oni, jako Jego zastępcy w czasie Jego nieobecności, mieli zasiąść na dwunastu tronach.

A ich władza była równa władzy Tego, który ich ustanowił. „Kto was przyjmuje", mówi On, „Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał". I jak rzekł do siedemdziesięciu: „Kto was słucha, Mnie słucha; a kto wami gardzi, Mną gardzi; a kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał". Co więcej, zdaje się nawet, że władza ich była większa od tej, jaką raczył posiadać nasz Pan w dniach swego życia ziemskiego: albowiem podczas gdy tchnął na nich i rzekł: „Weźmijcie Ducha Świętego", przedtem powiedział: „Kto by rzekł słowo przeciwko Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone; lecz kto by rzekł słowo przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym". I tak Apostołowie, słudzy królestwa, jako organy Ducha, otoczeni byli bardziej uroczystymi sankcjami niż sam Król podczas Jego pobytu na ziemi; dlatego też święty Paweł mówi: „Kto wzgardza, nie człowiekiem gardzi, lecz Bogiem, który daje wam swego Ducha Świętego". A gdy święty Piotr wymierzył sąd Ananiaszowi, rzekł: „Nie ludziom skłamałeś, lecz Bogu".

Co więcej, królestwo to miało się rozciągnąć na całą ziemię: „Idźcie więc i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc ich". A w szczególności rozważmy przypowieść o ziarnku gorczycy. „Królestwo niebieskie", mówi nasz Pan, „podobne jest do ziarnka gorczycy, które człowiek zasiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest największe z jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki podniebne przylatują i gniazdują w jego gałęziach". Co tu szczególnie godne uwagi, to końcowy ustęp, który zdaje się nawiązywać, dla porównania, do mocarstwa chaldejskiego opisanego przez proroka Daniela, którego głową był Nabuchodonozor. „Drzewo rosło i stało się potężne, a jego wierzchołek sięgał nieba (...) zwierzęta polne szukały cienia pod nim, a ptaki podniebne gnieździły się w jego konarach". Przypowieść o ziarnku gorczycy ukazuje zatem królestwo Chrystusowe nie tylko jako największe spośród królestw, ale — na podobieństwo królestwa Nabuchodonozora — jako królestwo, pod którym schronienie znajdują rzeczy doń zewnętrzne, czyli jako imperium.

Należy ponadto zauważyć, że widzialne ukazywanie się i przejawianie tego jednego królestwa we wszystkich ziemiach miało być — i bez wątpienia rzeczywiście takim było w dziejach — środkiem, przez który wszystkie ziemie miały zostać nawrócone. Nasz Pan modli się bowiem za swoich wyznawców, aby byli jedno, „aby świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś". I znowu: „aby byli doskonali w jedności, aby świat poznał, że Ty Mnie posłałeś i że Ty ich umiłowałeś, tak jak i Mnie umiłowałeś".

3\. Jedyne pytanie, jakie tu może się nasunąć, jest następujące: czy owa władza imperialna spoczywała wyłącznie w Dwunastu Apostołach, czy też i w innych oprócz nich i po nich.

Odpowiadam: musimy wnioskować, że władza spoczywała i w innych, ze względu na rozmiary cesarstwa; kilka osób bowiem, choćby i natchnionych, nie mogło podołać trosce o wszystkie Kościoły. Jak Mojżesz uznał swe brzemię za nazbyt ciężkie i otrzymał pozwolenie na mianowanie pomocników w swym urzędzie, tak samo działo się bez wątpienia z Apostołami.

Poza tym powiedziano wyraźnie, że Kościół ma trwać aż do końca czasów i że bramy piekielne zostaną pokonane w swej walce przeciw niemu. Apostołowie zaś rychło odeszli — a zatem władza Kościoła spoczywała w innych oprócz Apostołów.

Co więcej, należy zauważyć, że obietnica nie została dana ani wypełniona ściśle wobec Dwunastu Apostołów: jeden z nich upadł, a inny zajął jego miejsce. Znowu: święty Paweł był „w niczym gorszy od pierwszych apostołów", choć dołączony został do ich pierwotnego grona. Gdy zaś po zmartwychwstaniu tchnął na Apostołów i dał im władzę odpuszczania grzechów, świętego Tomasza nie było obecnego — czy więc był on bez tej władzy, którą posiadali pozostali? Z pewnością nie; a zatem mieli ją inni oprócz tych, na których Pan jej osobiście lub pierwotnie udzielił. Wynika z tego wszystkiego, że Dwunastu, do których Pan najpierw przemawiał, było jedynie przedstawicielami pełnej liczby Jego sług, nie wyczerpując jej.

Wniosek ten umacnia rozważenie słów Pana przy innej okazji, które zdają się wyraźnie wskazywać, że Apostołowie nie byli traktowani przez Chrystusa jako osoby prywatne, lecz jako przedstawiciele innych — a raczej, powiedziałbym — Jego samego. On prawdziwie jest jedynym, który — ściśle mówiąc — zasiada na tronie królestwa; jest jedynym Władcą w swoim cesarstwie, choć niewidzialnym. Oni są jedynie regentami albo namiestnikami w czasie Jego nieobecności; a jakakolwiek jest ich władza, nie jest ich własna, pochodzi od Niego; i jak nie wzięła w nich początku, tak i nie zakończyła się wraz z nimi. Byli zaledwie przypadkowymi, choć szczególnie uprzywilejowanymi narzędziami Jego cudownego działania. Tekst, do którego nawiązuję, brzmi następująco: „Nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście (...) Nikogo też na ziemi nie nazywajcie swoim ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie też, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus". Jakie słowa mogłyby dobitniej wykazać, że żadne godności przyznawane Apostołom nie były im przyznawane ze względu na nich samych ani, ściśle mówiąc, nie były w nich osadzone? że były ich własnością jedynie jako narzędzi Tego, który będąc „nieśmiertelny, niewidzialny", rządzi swoim królestwem w każdym wieku na swój sposób — jedynego Mistrza, jedynego Pana, jedynego Nauczyciela, jedynego Kapłana, jedynie uwielbionego we wszystkich swoich świętych, gdy żyją i gdy umierają? Cokolwiek więc Apostołowie posiadali godności i władzy, nie musiało umrzeć wraz z nimi, bo nigdy naprawdę do nich nie należało.

Zdaje się zatem, że kościelna władza dzierżona przez Apostołów przeznaczona była i dla innych; lecz przyjmijmy twierdzenie przeciwne i zobaczmy, co z tego wyniknie. Wyniknie mianowicie to, że nie mamy żadnej biblijnej podstawy dla jakiegokolwiek posługiwania w ramach Ewangelii; gdyż posługiwanie na wzór apostolski jest jedynym posługiwaniem, dla którego mamy jakikolwiek precedens w Nowym Testamencie. Jeśli chcemy być w swym rozumieniu Kościoła opartymi na Piśmie, musimy uznać, że jest on królestwem, że jego urzędnicy posiadają wielkie moce i wysokie dary, że powierzono im strzeżenie Boskiej Prawdy, że są wszyscy ze sobą zjednoczeni i że narody im podlegają. Jeśli odrzucimy ten rodzaj posługiwania jako nieodpowiedni dla naszych czasów, nadaremnie zwrócimy się do Pisma w poszukiwaniu innego. Jeśli zbudujemy sobie posługę i Kościół pozbawione owej dostojnej władzy, o której mówiłem, będą one naszego własnego wymysłu — i nie udawajmy już dłużej, że czerpiemy naszą religię z Biblii. Jesteśmy raczej jak Jeroboam, który stworzył własną religię. „Jezusa znam i Pawła znam", rzekł zły duch w opętanym; „ale wy kim jesteście?" Ludzie dziś uważają, że chrześcijański kapłan to jedynie ktoś, kto naucza nieuczonych, porusza grzesznych, pociesza strapionych i wspomaga biednych. Wielkie to i ewangeliczne posługi — lecz kto uczynił je przywilejem określonego stanu ludzi? Wielkie i ewangeliczne posługi, tak wielkie, tak pełne ewangelicznego ducha, że są prerogatywami wszystkich chrześcijan i nie mogą być ograniczone do jednej klasy. Jeśli urząd kapłański polega jedynie na tym, to wszyscy chrześcijanie są kapłanami. Ludzie mają wyobrażenie, że sama czynność odmawiania modlitw w publicznym nabożeństwie i głoszenia kazań stanowi o byciu sługą Chrystusa — gdzież to jest w Piśmie? Bądźmy szczerzy: oszukujemy samych siebie, zachowując nazwę Kościoła, a odrzucając jego biblijną definicję.

4\. Skoro to są cechy charakterystyczne Kościoła chrześcijańskiego, jakie przedstawia nam Nowy Testament, zwróćmy się następnie do Proroków Starego i zobaczmy, czy te same cechy nie są tam przedstawione jeszcze wyraźniej na ich natchnionych kartach. Jeśli nawet z przytoczonych tekstów z Ewangelii mogliśmy wnioskować o imperialnej naturze królestwa Chrystusowego, o ileż bardziej ta jego właściwość jest rozwinięta w pismach prorockich. Przez państwo imperialne, czyli imperium, rozumie się władzę o szerokim zasięgu na ziemi i poza własnymi granicami. Tak więc królestwo, którego jesteśmy poddanymi, jest małe — składa się z dwóch wysp; lecz cesarstwo zainwestowane w to królestwo rozciąga się na całą ziemię, obejmując nasze kolonie, zależności, umocnione miejsca, narody poddane i płacące daninę, a także takich sprzymierzeńców, którzy w znacznym stopniu podlegają naszemu wpływowi i zwierzchności. Właściwością państwa imperialnego jest to, że panuje nad innymi państwami; a inna jego właściwość — nie istotna, lecz niemal konieczna — polega na tym, że jest ono zawsze w ruchu, posuwając się naprzód lub cofając, lecz nigdy nie zatrzymując się, a agresja jest warunkiem jego istnienia. Podbój należy niemal do istoty imperium, a gdy ono przestaje zdobywać, przestaje być.

Takie jest imperium tego świata; i nie trudno wykazać na podstawie Pisma, że takie też w swojej istocie jest królestwo Chrystusa. „Za dni owych królów", mówi Daniel, mówiąc o pogańskich mocarstwach, „Bóg Nieba wzbudzi królestwo, które nigdy nie zostanie zniszczone; królestwo to nie przejdzie na inny naród; zetrze i zniszczy wszystkie te królestwa, a samo ostoi się na wieki". Religia Chrystusa nie była zwykłym wyznaniem ani filozofią. Wyznanie lub filozofia mogły nie wchodzić w żaden konflikt z królestwami tego świata — mogły istnieć pod imperium rzymskim lub perskim. Nie — królestwo Chrystusa było królestwem przeciwstawnym. Zajmowało grunt; rościło sobie prawo do władania nad tymi, nad którymi dotąd rządziły rządy tego świata bez żadnego rywala; a jeśli owe rządy nie chciały same uznać jego zwierzchności i poddać się mu, i rządzić w jego imieniu i według jego praw, ono „kruszyło" owe rządy — nie bronią cielesną, lecz Mocą Bożą — „bez rąk ludzkich", mówiąc językiem proroka Daniela. Albo, jak wyraża to inny Prorok: „Naród i królestwo, które ci nie służy, przepadnie; takie narody zostaną do szczętu spustoszone".

Królewski Prorok i pozostali Psalmniści dają ten sam opis obiecanego królestwa jako mocy działającej, czynnej, idącej naprzód — mocy zdobywającej i rządzącej. „Przepasz miecz swój na biodro, Mocarzu, w swej chwale i piękności (...) strzały Twoje są ostre, narody padają pod Tobą, pośrodku nieprzyjaciół Króla". I podczas gdy mowa jest o podboju i ostrym orężu służącym ku podbiciu, zarazem daje się do zrozumienia, że oręż ten jest natury niebieskiej: „Jedź, by obronić prawdę, łagodność i sprawiedliwość". Znowu: „Berło sprawiedliwości — berłem królestwa Twojego; umiłowałeś sprawiedliwość, a nienawidziłeś bezprawia". Odpowiadają temu miejsca w Księdze Apokalipsy, gdzie nasz Pan przedstawiony jest na białym koniu — symbolu świętości: „I widziałem: oto biały koń, a ten, co siedział na nim, miał łuk. I dano mu wieniec, i wyruszył jako zwycięzca, by zwyciężać". I znowu: „Ujrzałem niebo otwarte i oto biały koń, a Ten, co na nim siedział, zwał się Wierny i Prawdziwy, oto sprawiedliwie sądzi i walczy (...) A wojska, które są w niebie, towarzyszyły Mu na białych koniach — wystrojone w biały, czysty bisior. A z ust Jego wychodzi ostry miecz, aby nim uderzył narody; On je będzie pasł rózgą żelazną".

Te ostatnie słowa przywodzą na myśl inny słynny Psalm, w którym opisany jest bój między Chrystusem a światem i przepowiedziany triumf Chrystusa. „Powstają królowie ziemi i władcy spiskują pospołu przeciw Panu i Jego Pomazańcowi (...) Żelazną rózgą będziesz ich rozbijał jak naczynie gliniane, które się tłucze. Teraz więc — królowie, zrozumiejcie, nauczcie się, sędziowie ziemi! Służcie Panu z bojaźnią i całujcie Jego stopy z drżeniem". Widzisz więc, że Chrystus kruszy tych, których nie ugnie; i że mądrością królów ziemi jest ukorzyć się przed Chrystusem.

W innym Psalmie: „Niech padną przed Nim na twarz pustynni mieszkańcy, a wrogowie Jego niech liżą proch (...) Niechaj wszyscy królowie oddają Mu pokłon, niech Mu służą wszystkie narody. Bo wyzwoli biedaka, który woła, i nędzarza, który nie ma opieki". Widzisz więc, że Chrystus przekonuje lub niszczy; i że królowie ziemi muszą bić przed Nim pokłony albo lizać proch.

Znowu: „Niechaj się weselą święci w chwale i niechaj radują się na łożach swoich. Niech chwała Boga będzie na ich ustach, a miecz obosieczny w ich dłoniach — by wymierzać zemstę narodom i karę ludom; by zakuć ich królów w kajdany, a ich dostojników w żelazne pęta". Oto bój świętych, oto zwycięstwo chrześcijańskiego wojska — choć broń ich nie jest z ciała.

Jeszcze raz: „Niechaj Bóg powstanie i będą rozproszeni Jego nieprzyjaciele, i niech uciekają przed Jego obliczem ci, którzy Go nienawidzą (...) Rydwanów Bożych — krocie tysięcy; Pan przychodzi wśród nich jak na Synaju, w swej świątyni (...) Bóg rozgromił głowę swych wrogów, owłosiony łeb kroczącego w swoich zbrodniach. Pan rzekł: Sprowadzę z powrotem z Baszanu, sprowadzę ich z głębin morskich (...) Gdy rozproszył narody lubujące się w wojnie, szlachetni przyszli z Egiptu, Kusz pospieszył wyciągać ręce do Boga". Widzisz więc, że Bóg obiecał walczyć za swój lud, a jego lud miał czynić postępy i rozszerzać się, podczas gdy On walczył — jak ongiś.

Sięgając po Księgę Proroka Izajasza, znajdziemy tam obietnice złożone królestwu Chrystusa tak liczne i tak wzniosłe i przejmujące, że nie ma ani czasu, ani potrzeby przytaczania ich w całości. Tak więc w tekście: „Stanie się na końcu czasów, że góra domu Pańskiego stanie mocno jako szczyt gór i wyniesie się ponad pagórki, i popłyną do niej wszystkie narody (...) On będzie rozjemcą pośród narodów, wyda wyroki dla licznych ludów; i przekują swe miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy (...) Poniżona będzie ludzka pycha i wyniosłość upadnie, i Pan jeden będzie wywyższony owego dnia". „W ów dzień korzeń Jessego stać będzie jako znak dla narodów; szukać go będą ludy, a jego siedziba będzie pełna chwały". Znowu: „Ustąpił wyzyskiwacz, skończyło się łupiestwo, zdeptani z ziemi zniknęli. I tron zostanie utwierdzony w miłosierdziu, i zasiadać na nim będzie w prawdzie w przybytku Dawidowym, ten, kto sądzi i sprawiedliwości szuka, i śpieszy ku prawości".

Lecz powiesz może, że takie miejsca u Proroków mówią raczej o triumfie wiary niż Kościoła, i że wiara mogła się szerzyć nawet wtedy, gdyby Kościoła nie było. Rozważmy zatem następujące miejsca ponadto i zobaczmy, czy wzięte razem, dają się tak wyjaśniać. „Powstań, świeć", mówi Prorok do Kościoła, „bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłysła nad tobą (...) I narody pójdą ku twojej światłości, królowie — ku blaskom twego wschodu (...) Synowie cudzoziemców zbudują twoje mury, a ich królowie będą ci służyć (...) Naród i królestwo, które ci nie służy, przepadnie; takie narody zostaną do szczętu spustoszone (...) I przyjdą do ciebie z pokorą synowie twoich ciemięzców, i do stóp twoich padnie każdy, kto tobą pogardzał". Znowu: „Oto uczynię cię nowym, ostrym młotem o zębach; będziesz miażdżył góry i tłuczył je w proch, będziesz obracał pagórki jak plewy". Znowu: „Rozszerz przestrzeń swego namiotu, rozciągnij płótna swego mieszkania bez wahania; wydłuż sznury i wbij mocniej kołki. Bo się rozprzestrzenisz na prawo i lewo, a twoje potomstwo posiądzie narody i zaludni opustoszałe miasta (...) Wszelka broń ukuta przeciw tobie będzie bez skutku; oskarżający cię w sądzie odopriesz". Znowu: „Obcy pójdą paść wasze trzody, a synowie cudzoziemców będą waszymi rolnikami i ogrodnikami. A wy będziecie nazwani kapłanami Pańskimi, mówić się o was będzie: słudzy naszego Boga; będziecie jeść bogactwa narodów i chwałą ich się szczycić". I znowu: „Królowie będą twoimi opiekunami, a ich królowe twoimi żywicielkami; będą się kłaniać ku ziemi z twarzą przy twoich stopach i liżeć proch twoich nóg".

Czego brakuje w takich miejscach do obrazu wielkiego cesarstwa, obejmującego wszystko, co wielkie cesarstwo zwykle przejawia? Rozległe panowanie, i to nie tylko nad bezpośrednimi poddanymi, lecz nad królami innych królestw; agresja i natarcie; prowadzenie wojny z nieprzyjaciółmi; akty sądu nad pysznymi; akty triumfu nad pokonanymi; wysoka imperialna dostojeństwo wobec błagającego o łaskę; wyrozumiałość wobec skruszonego; ojcowska troska o posłusznych. Takie miejsca zakładają ponadto wśród poddanych królestwa wielość różnych stanów i usposobień: jedni wierni, inni powściągani strachem, inni interesem, inni częściowo poddani, inni pośrednio pod wpływem. Pociągają za sobą w konsekwencji, choć tego nie wyrażają wprost, złożoną organizację i połączenie ruchów, i rozmaitość oraz sprzeczność interesów, i inne podobne następstwa rozległej władzy. Oczywiście zakładają też zmienność losu i wszelkie inne właściwości dziejów mocarstwa doczesnego, które zawsze będą mu towarzyszyć, dopóki ludzie są ludźmi — czy, jak w przypadku Żydów, pozostają pod Opatrznością nadprzyrodzoną, czy też nie.

5\. Po tym spojrzeniu na Kościół ewangeliczny, tak jak nam go przedstawiają zapowiedzi naszego Pana i proroctwa poprzedzające Jego przyjście, zwróćmy się na zakończenie do jego historii i zobaczmy, czy proroctwa te nie zostały wypełnione z zadziwiającą dokładnością.

Już za życia Apostołów Ewangelia rozszerzyła się na wschód, zachód i południe — daleko i szeroko, a wraz z nią i Kościół. Mnóstwo ludzi zostało nawróconych we wszystkich narodach, a Apostołowie byli uznawanymi władcami tych rzesz. Tak rozległej i dobrze powiązanej wspólnoty politycznej nie było na ziemi — nawet przed ich męczeństwem — z wyjątkiem samego Cesarstwa Rzymskiego, które było jej siedzibą.

A tym bardziej proroctwa te wypełniły się w późniejszych czasach. Wielu spośród nas sądzi, że historia Kościoła była wypełnieniem owych mrocznych i straszliwych przepowiedni mówiących o mieście zamętu i człowieku grzechu. Otóż tutaj stawiam sprawę przed prostym sądem. Mamy dwa zestawy proroctw: jeden o Dyspensacji Ewangelicznej u Proroka Izajasza i jego braci; drugi u Daniela, świętego Pawła i świętego Jana — o wielkim wrogu Ewangelii. Pytam zatem: który z tych dwóch zestawów proroctw dosłowniej wypełnia się w dziejach Kościoła? W którym z nich mamy mniej potrzeby uciekania się do alegorii, objaśnień i wymuszonych interpretacji? Który z nich nastręcza mniej trudności? Czy rzeczywiście istniała wielka korporacja, czyli ciągły organizm polityczny, na całym świecie, od czasów Apostołów do naszych, nosząca miano Kościoła — jeden i jedyny? Czy nie rozszerzał się on wbrew wszelkiemu sprzeciwowi i nie utrzymywał się w cudowny sposób wobec potęgi świata? Czy nie brał zawsze strony biednych i bezradnych przeciw możnym i pysznym? Czy nie zwyciężał używając broni nie ziemskiej i cielesnej, lecz sprawiedliwości i miłosierdzia — jak zostało przepowiedziane? Czy nie kruszy w proch niezliczonych królestw i zdobywców, którzy mu się sprzeciwili, i czy nie powstawał na nowo, rozkwitając bardziej niż przedtem, po najbardziej beznadziejnych klęskach? Czy nie był zawsze w wojnie z duchem świata, z pychą i zbytkiem, i okrucieństwem, i tyranią, i bezbożnością? Wysławiajmy więc naszego Pana i Zbawiciela za to, co powiedział i co uczynił. Zaiste możemy użyć, i z pełniejszym jeszcze — jeśli to możliwe — uzasadnieniem, słów Salomona: „Błogosławiony Pan, który dał odpoczynek swemu ludowi Izraelowi, zgodnie z tym wszystkim, co przyobiecał; nie zawiodło ani jedno słowo ze wszystkich Jego dobrych obietnic, które głosił przez swego sługę Mojżesza. Niechaj Pan, Bóg nasz, będzie z nami, jak był z naszymi ojcami; niechaj nas nie opuszcza ani nie porzuca; niechaj skłoni nasze serca ku sobie, abyśmy chodzili Jego drogami i przestrzegali Jego poleceń, nakazów i praw, które nakazał naszym ojcom (...) niechaj rozstrzyga sprawę swego sługi i sprawę swojego ludu Izraela w miarę potrzeb każdego dnia, aby wszyscy ludzie na ziemi poznali, że Pan jest Bogiem i że nie ma innego".

---

← wróć do odkrywania