*„Czy nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz tylko jeden otrzymuje nagrodę? Biegnijcie tak, abyście ją otrzymali."* — 1 Kor 9,24
Był ktoś, kto przybiegł do Chrystusa i upadł przed Nim na kolana, a jednak nic nie otrzymał; tamten pośpiech i gorączkowy ruch nie był bynajmniej odbiciem tej wewnętrznej gorliwości, z jaką prawdziwa dusza spokojnie i wytrwale dąży ku zbawieniu. Był on jednym z wielu, którzy w pewnym sensie biegną w zawodach, a mimo to nagrody nie zdobywają — bo biegną z własnej woli lub z lekkomyślności. „Jeśli ktoś staje do zapasów, nie otrzymuje wieńca, jeśli nie walczy przepisowo". „Nie posyłałem ich — mówi Pan przez swego Proroka — a oni biegli". Jest wielu takich, którzy nie są jawnie grzeszni, którzy nie wypierają się Chrystusa, którzy czczą Go ustami — owszem, w pewnej mierze i życiem — którzy, jak ów młodzieniec, są w jakimś sensie pobożni, a jednak wieńca nie zdobywają. Nie należą bowiem do tych, którzy, jak błogosławiony Apostoł przemawiający w naszym tekście, przestrzegają reguł zawodów. Nie mają żadnego tytułu do nagrody, bo biegną po swoim torze albo w swoim czasie, albo w innych jeszcze względach wedle własnego upodobania. Tworzą sobie religię na własną miarę i mają prywatne wyobrażenie, jak chrześcijanin być powinien; i nigdy nie wychodzą poza — nawet jeśli ją osiągają — regulację swego życia i postępowania wedle tego własnoręcznie skrojonego wzorca prawdy. Nie można o nich powiedzieć, że „dobiegli do mety", bo też nigdy na nią nie weszli. Albo wchodzą na nią i skręcają w innym kierunku, myląc drogę. „Dobrze biegliście — mówi Paweł do Galatów — któż wam przeszkodził, byście ulegli prawdzie?".
Zostawmy więc na chwilę nasze własne przekonania o tym, co podoba się Bogu, a co nie, i zwróćmy się ku obrazowi, jaki Pismo Święte daje nam prawdziwego życia chrześcijańskiego, a potem spróbujmy zmierzyć nim nasze własne życie. Jedynie Ten, który daje nam szczęście wieczne, ma władzę wyznaczać warunki jego osiągnięcia. Nie zakładajmy, że poznamy je samym zdrowym rozsądkiem. Sięgnijmy po Pismo Święte, by się ich nauczyć.
Pewne jest bowiem to, że Nowy Testament obfituje w wskazówki, sugestie i opisy ducha oraz sposobu życia uczniów Chrystusa — takich, jakimi byli w czasie, gdy był on pisany. Wyobrażenie chrześcijanina, jakie Pismo ukazuje, jest czymś bardzo określonym. Możemy sądzić, że mamy z Pisma jakieś ogólne pojęcie o tym, czym był Żyd, lecz o wiele więcej wiemy, czym był chrześcijanin. Jak Żyd miał charakter bardzo osobliwy, jak Anglik ma charakter sobie właściwy, tak chrześcijanin, opisany w natchnionych księgach, jest podobny tylko do siebie i do nikogo innego. Nie jest podobny do faryzeusza, ani do saduceusza, ani do herodianina, ani do Greka, ani do Rzymianina, ani do Samarytanina — lecz do wyznawcy Chrystusa i tylko do niego. Czy jednak chrześcijanie dzisiejsi muszą być podobni do tego, czym byli chrześcijanie w czasach pierwotnych — to już pytanie dalsze. Zależy mi najpierw na tym, by rozważyć, jak wyglądali pierwsi chrześcijanie, takimi, jakimi ich Pismo opisuje. Chcę potraktować ten temat jako zagadnienie historyczne, jako kwestię faktyczną i tylko w ten sposób; potem przyjdzie czas, byśmy odnieśli go do własnego przypadku i ustalili, w jakiej mierze ludzie naszych czasów muszą kształtować swe życie wedle wzoru danego im raz na zawsze przez natchnienie.
Pewne jest to, że ów jedyny, swoisty charakter i życie chrześcijańskie — i żaden inny — przypisywane są w Piśmie naszemu Panu, Janowi Chrzcicielowi, Apostołom i chrześcijanom w ogóle. Bardzo różny jest nasz Pan od Jana Chrzciciela; bardzo różny Jan od Apostołów; bardzo różni Apostołowie od prywatnych chrześcijan. Jan przyszedł w stroju ascety, odziany w płaszcz z sierści wielbłądziej, żywiąc się szarańczą i dzikim miodem. Nasz Pan przyszedł jedząc i pijąc; żył w świecie, jak Jan na pustyni. Apostołowie byli nauczycielami łaski, tak jak Jan — pokuty; a chrześcijanie w ogólności byli słuchaczami, nie kaznodziejami; wielu spośród nich było nadto kobietami, a przez to jeszcze bardziej odmiennymi od Chrystusa, Jana i Apostołów — a jednak jeden tylko charakter wyróżnia ich wszystkich w Piśmie: samego Chrystusa i Jana Chrzciciela, i Piotra, i Jana, i Pawła, i chrześcijańskiego ludu, mężczyzn i kobiety. Przejdźmy teraz do wydobycia tego charakteru; choć czyniąc to, bracia, nie powiem niczego, czego byście dobrze nie wiedzieli, i niewiele więcej zrobię, niż przytoczę teksty z Pisma. Tyle razy jednak słyszeliście te teksty, że może padają martwe na wasz słuch i nie zostawiają żadnego wyraźnego obrazu swego znaczenia w waszych umysłach.
**1.** Pierwszą wielką i oczywistą właściwością biblijnego chrześcijanina — jeśli wolno mi użyć tego tak nadużywanego wyrazu — jest brak przywiązań i celów doczesnych: życie w tym świecie, lecz nie dla tego świata. Mówi Paweł: „nasza ojczyzna jest w niebie" — innymi słowy, niebo jest naszym miastem. Wiemy, co to znaczy być obywatelem tego świata: mieć interesy, prawa, przywileje, obowiązki, więzy w jakimś mieście lub państwie; zależeć od niego i być zobowiązanym do jego obrony; być jego cząstką. Tak właśnie chrześcijanin odnosi się do nieba. Niebo jest jego miastem, ziemia nie. Przynajmniej tak było w odniesieniu do chrześcijan Pisma. „Nie mamy tu trwałego miasta — mówi ten sam Apostoł w innym miejscu — ale szukamy tego, które ma przyjść". I dlatego dodaje do pierwszego z tych tekstów: „a z nieba wypatrujemy też Zbawcy, Pana Jezusa Chrystusa". To właśnie jest definicja chrześcijanina — kogoś, kto wygląda Chrystusa; nie kto wygląda zysku, zaszczytów, władzy, przyjemności czy wygód, lecz kto wygląda „Zbawcy, Pana Jezusa Chrystusa". To wedle Pisma jest istotnym znamieniem, fundamentem chrześcijanina, z którego wszystko inne wynika; czy jest bogaty czy ubogi, wysoki czy niski — to rzecz dalszego rzędu, którą rozpatrywać można osobno; lecz prawdziwym, pierwotnym chrześcijaninem jest z pewnością on i tylko on, kto nie ma żadnych celów doczesnych, kto nie pragnie być na tym świecie kimś innym, niż jest; kto myśli i dąży ku światu niewidzialnemu, przyszłemu; kto stracił smak do tego świata, dla którego słodkie i gorzkie są jednym; kto wypełnia napomnienie tego samego Apostola w innym liście: „Szukajcie tego, co w górze, nie tego, co na ziemi; umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Kiedy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale".
Stąd wynika, że czuwanie jest szczególnym znamieniem chrześcijanina Pisma, jak nasz Pan tak dobitnie nam to stawia: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, o której godzinie Pan wasz przyjdzie. (...) I wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie". „O północy rozległ się krzyk: «Oto Oblubieniec idzie, wyjdźcie Mu naprzeciw!» (...) Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny, w której Syn Człowieczy przyjdzie". „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem, żeby nie przyszedł niespodziewanie i nie zastał was śpiących; a co mówię wam, mówię wszystkim: Czuwajcie!". I Piotr, który niegdyś wycierpiał za brak czuwania, powtarza tę naukę: „Koniec wszystkiego jest bliski. Bądźcie więc roztropni i czuwajcie w modlitwie".
A zatem modlitwa, jak nakazuje Piotr w ostatnim tekście, jest inną właściwością chrześcijan opisanych w Piśmie. Nie wiedzieli, o której godzinie przyjdzie ich Pan, dlatego czuwali i modlili się o każdej godzinie, aby nie wchodzić w pokuszenie. „Przebywali ciągle w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga". „Trwali jednomyślnie na modlitwie razem z kobietami". „Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca". „Byli wszyscy razem na tym samym miejscu" „o godzinie trzeciej dnia". Znowu: „Piotr i Jan wchodzili do świątyni na modlitwę o godzinie dziewiątej". „Korneliusz, (...) pobożny mąż, (...) dający hojne jałmużny ludowi i stale modlący się do Boga, ujrzał wyraźnie w widzeniu — około godziny dziewiątej dnia — anioła Bożego"; i sam mówi: „Pościłem aż do tej chwili i modliłem się o godzinie dziewiątej w moim domu". „Piotr wyszedł na dach, żeby się pomodlić, około godziny szóstej". „O północy Paweł i Sylas modlili się i śpiewali hymny Bogu". „A wszyscy odprowadzali nas z żonami i dziećmi aż za miasto; uklękliśmy na brzegu morza i modliliśmy się". Ten nawyk modlitwy — modlitwy powracającej rano, w południe i wieczorem — jest jednym z wyróżniających rysów chrześcijaństwa Pisma, wypływającym z tekstu, od którego zacząłem: „nasza ojczyzna jest w niebie".
Krótko mówiąc, między duszą pierwotnego chrześcijanina a jego Zbawicielem i Odkupicielem nie było żadnej bariery, żadnej chmury, żadnego ziemskiego przedmiotu. Chrystus był w jego sercu, dlatego wszystko, co wychodziło z jego serca — myśli, słowa i czyny — tchnęło Chrystusem. Pan był jego światłem i dlatego promieniował tym blaskiem. „Światłem ciała jest oko; jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w jasności. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności". „Z obfitości serca usta mówią. Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło". Albo, jak Chrystus mówi w innym miejscu: „Oczyść najpierw wnętrze kubka, to i zewnętrzna strona będzie czysta". Zwróćcie na to uwagę, bracia: religia, jak widzicie, zaczyna się od serca, ale nie kończy się na sercu. Zaczyna od nawrócenia serca od ziemi ku niebu, od zrzucenia i odrzucenia wszelkich celów doczesnych; ale nie kończy się tam; nie skończyła się tam w chrześcijanach, których opisuje Pismo, których ukształtowały nakazy Pana; ona pociągnęła ku Niemu, który był w ich sercu, wszystkie władze duszy, wszystkie członki ciała. Przejdźmy teraz do zobaczenia, czym owocowało owo wewnętrzne chrześcijaństwo; jak wyglądali zewnętrznie ci chrześcijanie z tamtych pierwszych czasów, którzy byli wewnątrz obywatelami nieba.
**2.** Chrześcijanie byli prostym, niewinnym, poważnym, pokornym, cierpliwym, łagodnym i miłującym gronem, pozbawionym ziemskich korzyści i doczesnych wpływów, jak ukazuje nam każda strona Nowego Testamentu. Opis ich zawarty jest na początku Dziejów Apostolskich: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. (...) Nikt też między nimi nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili wartość sprzedanych dóbr, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby".
Taki był oczywiście naturalny skutek głębokiego przekonania o nicości tego świata i nadrzędnym znaczeniu drugiego. Ci, którzy rozumieli, że są „współobywatelami świętych i domownikami Bożymi", nie mogli nie okazywać tego w swych czynach. W takich jak ich okolicznościach rzucaliby na wiatr słowa, gdyby mówili, że ich ojczyzna jest w niebie, a sami żyli dalej jedząc, pijąc i rozmawiając jak dzieci tego świata. Tu jednak słowa Pana mogą dobrze zastąpić nasze. Rozważcie tedy, jak uroczyście ich przestrzegał.
„Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego". „Jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; przyszedł potop i wytracił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali; lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wytracił wszystkich". Znowu: „Wszyscy zaczęli się z jednomyślnością wymawiać. Pierwszy rzekł mu: «Kupiłem pole i muszę koniecznie wyjść, żeby je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za wymówionego». Drugi rzekł: «Kupiłem pięć par wołów i idę je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za wymówionego». Jeszcze inny rzekł: «Ożeniłem się i dlatego nie mogę przyjść»". Znowu: „Żył pewien bogaty człowiek, który ubierał się w purpurę i bisior i codziennie świetnie ucztował". Znowu: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości. (...) Pewnemu bogatemu człowiekowi dobrze obrodziło pole; (...) rzekł on w duszy swej: «Duszo, masz wielkie dobra złożone na wiele lat; odpoczywaj, jedz, pij i używaj». Lecz Bóg rzekł do niego: «Głupcze! Jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie»". Znowu: „Sprzedajcie, co posiadacie, i dajcie jałmużnę. Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest wasz skarb, tam będzie i wasze serce. Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie". Znowu: „Jakże trudno tym, którzy mają bogactwa, wejść do królestwa Bożego!". Znowu: „Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: Co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać?". Stąd Paweł, idąc wzorem swego Pana i Zbawiciela, poczuwa się do przypominania nam, że „czas jest krótki" — jesteśmy robotnikami jedenastej godziny dnia. „Czas jest krótki. Trzeba więc, żeby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby ich nie mieli, a ci, którzy płaczą — jakby nie płakali, ci zaś, którzy się radują — jakby się nie radowali, ci, którzy nabywają — jakby nie posiadali, ci, którzy używają tego świata — jakby nie używali go w pełni. Przemija bowiem postać tego świata". I znowu: „Żaden żołnierz służący Bogu nie wikła się w sprawy tego życia, aby się spodobać Temu, który go zaciągnął". To oderwanie od świata, które cechowało charakter chrześcijański nakreślony przez Chrystusa i Jego Apostołów, przejawia się w rozmaitych szczegółach rozsianych po całej Księdze Świętej. „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie" — mówi Jan. „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu" — mówi Paweł. Znowu, o sobie samym: „Przez krzyż Chrystusa (...) świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata". Pierwsi chrześcijanie byli oddzieleni od swych ziemskich bliskich i przyjaciół. „Dlatego my odtąd — mówi Apostoł — już nikogo nie znamy według ciała; a jeśli nawet znaliśmy Chrystusa według ciała, to już nie znamy. Jeśli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem; stare minęło, a oto wszystko stało się nowe". Albo słowami Pana: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien; i kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien". Wyrzekali się mienia: „Każdy, kto opuścił domy (...) albo ziemię, ze względu na moje imię, stokroć tyle otrzyma i odziedziczy życie wieczne". Odrzucali od siebie rzeczy osobiste: „Nie noście ze sobą złota ani srebra, ani miedzi w trzosach, ani torby na drogę, ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski, bo wart jest robotnik swego pożywienia". Ofiarowywali Chrystusowi swe najdroższe pragnienia i cele, rzeczy bliższe i droższe niż samo odzienie na nich: „Jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu — mówi nasz Pan językiem obrazowym — odetnij ją i odrzuć od siebie; lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny. A jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je i odrzuć; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do życia, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do ognia piekielnego". Tracili powszechną ludzką sympatię i byli okrutnie prześladowani, traktowani jak jakaś odrębna rasa istot niższa od człowieka: „Będziecie w nienawiści u wszystkich dla mego imienia. (...) Uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana. (...) Jeśli pana domu nazwali Belzebubem, o ileż bardziej domowników jego!".
To, mówiąc zwięźle o wielkim temacie, jest obraz chrześcijanina nakreślony w Nowym Testamencie. Chrześcijanie to ci, którzy wyznają, że miłość do prawdy mieszka w ich sercach; a gdy Chrystus pyta ich, czy miłują Go tak bardzo, by móc pić z Jego kielicha i przyjąć Jego chrzest, odpowiadają: „Możemy" — i ich wyznanie dochodzi do zdumiewającego wypełnienia. Miłują Boga i wyrzekają się świata.
**3.** I tu dochodzimy do trzeciej i ostatniej właściwości chrześcijaństwa Nowego Testamentu, która nieuchronnie wynika z poprzednich dwóch. Jeśli pierwsi uczniowie tak bezwarunkowo wyrzekli się świata i jeśli, po wtóre, tak ściśle i bezzwłocznie brani byli za słowo — to czego, jak sądzicie, można się było spodziewać, jeśli byli to ludzie prawdziwi, a nie obłudnicy? Tego oto — że cieszyli się z tego, że są tak traktowani. To więc jest trzecią główną łaską pierwotnego chrześcijaństwa — radość we wszelkiej postaci; nie tylko czyste serce, nie tylko czyste ręce, lecz, po trzecie, pogodne oblicze. Mówię: radość we wszelkiej postaci, bo w prawdziwej radości zawiera się wiele łask; ludzie radośni są kochający; ludzie radośni są wybaczający; ludzie radośni są szczodrzy. Radość, jeśli jest radością chrześcijańską — wyrafinowaną radością umartwionych i prześladowanych — czyni ludzi spokojnymi, pogodnymi, wdzięcznymi, łagodnymi, czułymi, miłymi, serdecznymi, słodkimi w usposobieniu, pełnymi nadziei; jest pełna wdzięku, tkliwości, głębi, ujmująca. Wszystkim tym byli chrześcijanie Nowego Testamentu, bo osiągnęli to, czego pragnęli. Pragnęli poświęcić królestwo świata i całą jego chwałę z miłości ku Chrystusowi, którego widzieli, którego miłowali, w którego wierzyli, w którym się rozkoszowali; a gdy ich życzenie zostało spełnione, mogli jedynie „radować się w ów dzień i skakać z wesela, bo oto ich zapłata jest wielka w niebie" — błogosławieni oni, trzykroć błogosławieni, bo zaznali za życia rzeczy złych, a ich pociecha miała nadejść w życiu przyszłym.
Taka, mówię, była radość pierwszych uczniów Chrystusa, którym dane było doznać hańby i podjąć trud dla Jego imienia; i takie święte, łagodne łaski były owocem tej radości, jak ukazuje nam każda strona Ewangelii i Listów. „Chlubimy się też z ucisków — mówi Paweł — wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość, cierpliwość — wypróbowanie, wypróbowanie zaś — nadzieję. A nadzieja nie zawodzi, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany". Znowu: „Aż do tej chwili łakniemy i pragniemy, brak nam odzienia, jesteśmy policzkowani i bez stałego miejsca zamieszkania, i utrudzamy się pracując własnymi rękami. Złorzeczą nam — błogosławimy; prześladują nas — znosimy; spotwarzają nas — prosimy, staliśmy się jak śmieci tego świata i odpadki dla wszystkich aż dotąd". Jak ten sam charakter wyłania się przed nami w Błogosławieństwach — tak święty, tak tkliwy, tak pogodny, tak ujmujący! „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie; błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni; błogosławieni cisi; błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości; miłosierni; czystego serca; pokój czyniący; ci, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości". I znowu: „Niech wasza mowa będzie: «Tak, tak; nie, nie». Co nadto jest, pochodzi od Złego". „Powiadam wam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli kto uderzy cię w prawy policzek, nadstaw mu i drugi"; „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie". Znowu: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni; (...) czemu widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?". I znowu: „Przez swoją wytrwałość posiądziecie wasze dusze". Znowu: „Jeśli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi". Znowu: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłować". I znowu: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka". Albo rozważcie też szczególną modlitwę, której sam Pan nauczył nas jako wzoru wszelkiej modlitwy, i zobaczcie, jak odpowiada ona temu jednemu wyobrażeniu chrześcijanina, które tu kreśliłem. Składa się z siedmiu próśb; trzy odnoszą się do Boga Wszechmogącego, cztery do proszących; i czyż można by ułożyć słowa, które by z taką trafnością można nazwać Modlitwą Pielgrzyma? Często słyszymy twierdzenie, że prawdziwym sposobem służenia Bogu jest służenie człowiekowi — jak gdyby religia polegała jedynie na dobrym wypełnianiu naszej roli w życiu, nie zaś na bezpośredniej wierze, posłuszeństwie i kulcie — jakże inny jest duch tej modlitwy! Zło dookoła niego, wrogowie i prześladowcy na jego drodze, pokusa w perspektywie, pomoc na dziś, grzech do wymazania, wola Boża w sercu, imię Boże na ustach, królestwo Boże w nadziei — oto jakiego chrześcijanina nam ukazuje. Cóż za prostota! Cóż za dostojeństwo! I cóż za precyzja! Jak spójne i tożsame ze wszystkim, co gdzie indziej czytamy o nim w Piśmie!
Niestety, bracia, tak jest, że gdy rozważa się przed wami tematy podobne do tego, zbyt wielu z was niecierpliwi się przy nich i pragnie je minąć pośpiesznie, a chętnie każe się sobie przypomnieć przez kaznodzieję — w tym samym tchnieniu, w jakim je przedstawia — ba, sami sobie to przypominacie — że wy, ludzie dnia dzisiejszego, nie możecie mieć w nich żadnego bezpośredniego udziału, że czasy się zmieniły. Czasy się zmieniły, przyznam; lecz nie wchodząc jeszcze w kwestię obowiązku wyznania Ewangelii takiego, jakie opisywałem, proszę was usilnie, byście zdecydowali się oglądać ten obraz. Nie zamykajcie oczu, nie buntujcie się przeciw niemu, nie irytujcie się nim, lecz na niego patrzcie. Zdobądźcie się na oglądanie chrześcijaństwa Biblii; zdobądźcie się na kontemplowanie wyobrażenia chrześcijanina nakreślonego przez natchnienie, bez glosy, komentarza ani ludzkiej tradycji. Zdobądźcie się na wysłuchanie szeregu tekstów — tekstów, które można by pomnożyć siedmiokrotnie; tekstów, którym żadne inne nie przeczą; które nie są stronniczym wyborem, lecz próbką całości Nowego Testamentu. Zanim pójdziecie dalej do pytania: „Jak nas to dotyczy, czy musimy im być posłuszni, czy też nie musimy i dlaczego?" — nakłońcie się, by urzeczywistnić wyobrażenie chrześcijanina biblijnego i ten fakt, że pierwsi chrześcijanie rzeczywiście mu odpowiadali. Zakładając, że musicie wzorzec wam podany zastosować i zmodyfikować, zanim będziecie mogli z niego skorzystać sami — czemu nie przeczę — to przecież jest on waszym wzorcem i żadnym innym; nie macie żadnego innego wzorca chrześcijanina. W Piśmie nie dano wam żadnego innego wyobrażenia chrześcijaństwa. Jeśli posługujecie się Pismem, musicie zacząć od przyjęcia tego wzorca; jakże możecie stosować to, czego nie chcecie badać? Badajcie, jakim jest chrześcijanin biblijny; trwajcie w milczeniu nad nim; módlcie się o łaskę jego pojęcia, jego przyjęcia.
A potem zapytajcie siebie — i bądźcie szczerzy w odpowiedzi. Ten wzorzec chrześcijanina, choć nie nakazujący wam dosłownego naśladownictwa, czyż nie jest to właśnie wzorzec, który spełniał się w innych w każdym wieku od czasu, gdy Nowy Testament był napisany? Zapytacie mnie: w kim? Niechętnie to mówię; mam powody, by prosić was o szczerość i bezstronność; bo tak jest, jak gdyby ze świadomości tego faktu i niechęci do bycia o nim przypominanym, my i nasi ojcowie przywykliśmy szydzić i naśmiewać się z tych wiernych, posłusznych osób i, używając słów samego Zbawiciela, „wyrzucać ich imię jako złe, ze względu na Syna Człowieczego". Lecz jeśli trzeba mówić prawdę — czym jest pokorny mnich i święta zakonnica, i inni tak zwani zakonnicy, jeśli nie chrześcijanami wedle samego wzorca danego nam w Piśmie? Cóż uczynili innego, jak tylko to — uwiecznili w świecie chrześcijaństwo Biblii? Gdyby nasz Zbawiciel przyszedł nagle na ziemię, jak pewnego dnia ją nawiedzi, w kim zobaczyłby rysy chrześcijan, których On i Jego Apostołowie zostawili za sobą, jeśli nie w nich? Kto oprócz nich wyrzeka się domu i przyjaciół, majątku i wygody, dobrego imienia i wolności woli dla królestwa niebieskiego? Gdzie znajdziemy obraz Pawła, Piotra, Jana, Marii matki Marka czy córek Filipa, jeśli nie w tych, którzy — czy to pozostają w odosobnieniu, czy posyłani są na krańce ziemi — mają spokojne oblicza i ciche, miękkie głosy, i wychudłe ciała, i łagodne obyczaje, i serca oderwane od świata, i wole poddane; i za swą łagodność spotykają zniewagi, i za swą czystość — oszczerstwo, i za swą powagę — podejrzliwość, i za swe męstwo — okrucieństwo; a jednak spotykają Chrystusa wszędzie — Chrystusa, ich wszechwystarczającą, wieczną cząstkę, który wynagradza im zarówno tu, jak i w przyszłym życiu wszystko, co cierpią i co ważą się czynić dla Jego imienia?
I na koniec — odnieście ten wzorzec do siebie samych; bo tylko w ten sposób będziecie mieli moc do właściwego jego zastosowania. Wiecie doskonale — większość z nas wie to aż nadto dobrze — że takie nakazy i przykłady nie odnoszą się bezpośrednio do każdego z nas. Nie jesteśmy z osobna zobowiązani do wyrzeczenia się świata przez tak dosłowne jego porzucenie. Przypadek Ananiasza i Safiry wystarczy, by nam to ukazać. Ich grzech polegał na wyznawaniu czegoś, czego nie musieli czynić; na udawaniu dobrowolnego wyrzeczenia, którego nie wypełnili. Zatrzymali część ceny ziemi, z której rezygnacji się popisywali; i Piotr ganił ich za to: „Czyż nie było ono twoim, gdy je posiadałeś? I kiedy zostało sprzedane, czyż nie pozostawało w twojej mocy?" Najstraszliwsze to ostrzeżenie dla każdego, by nie udawał większej świętości lub zaparcia się siebie, niż naprawdę usiłuje żyć; zarazem jednak dowód, że owe wielkie wyrzeczenia, o których mówi Pismo, nie są obowiązkiem wszystkich chrześcijan. Nie mogłyby być dobrowolne, gdyby były nakazane; nie mogłyby być zasługujące, gdyby nie były dobrowolne. Lecz choć nie są obowiązkiem wszystkich, mogą być obowiązkiem waszym; i choć są dobrowolne, możecie mieć do nich powołanie. Może być waszym obowiązkiem dążyć do zasługi. A czy tak jest, nie dowiecie się, dopóki wpierw szczerze nie powierzycie swego umysłu kontemplacji owego chrześcijaństwa, które nakreśla Pismo. Po wszystkim może się okazać, że waszym obowiązkiem jest pozostać jak inni i służyć Bogu najlepiej i najprzyjemniej Mu w życiu świeckim. Lecz nie dowiecie się tego, dopóki nie zapytacie; dość słyszmy o prywatnym osądzie w sprawach doktryny — biada, że nie chcemy go stosować tam, gdzie jest w pewnej mierze dozwolony i pobożny; nie w kwestiach publicznych i kościelnych i wiecznych, niezależnych od nas, lecz osobistych — w wyborze drogi życia, w sprawach obowiązku.
---