HomiliaDB

John Henry Newman · Kazania na różne okazje

Kazanie XI. Porządek — świadek i narzędzie jedności

Wygłoszone 9 XI 1853 w St. Chad's w Birmingham, na I Synodzie Diecezjalnym

Gdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Hierarchia i urządNatura i jedność Kościoła
„I posłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. I rzekł do nich: Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby, ani chleba, ani pieniędzy, ani dwóch sukien; a gdziekolwiek wejdziecie do domu, tam zostańcie i stamtąd nie wychodźcie."
W skrócie. Kazanie na Pierwszy Synod Diecezjalny (1853) rozważa temat porządku jako odbicia Bożej natury i fundamentu wszelkiego stworzenia. Newman dowodzi, że jedność i porządek w Kościele nie są wynalazkiem ludzkim, lecz konieczną konsekwencją jedności samego Boga. Synod biskupi jest przejawem tej Bożej jedności i zobowiązuje wiernych do posłuszeństwa dla własnego dobra.

„Bóg porządku oparł całe stworzenie na jedności, a zatem na prawie.”

*Wygłoszone 9 XI 1853 w St. Chad's w Birmingham, na I Synodzie Diecezjalnym*

*„I posłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. I rzekł do nich: Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby, ani chleba, ani pieniędzy, ani dwóch sukien; a gdziekolwiek wejdziecie do domu, tam zostańcie i stamtąd nie wychodźcie."* — Łk 9,2–4

Słowa te, zaczerpnięte z Ewangelii, która właśnie znalazła swe miejsce w świętej uroczystości, w której bierzemy teraz udział, można nazwać obrzędowym nakazem, z jakim głosiciele Nowego Prawa zostali posłani do wypełnienia swego dzieła miłości. W tym właśnie względzie, jak i pod innymi względami, są to słowa niezwykłe: wskazują nam bowiem, jak głęboko sprzeczne jest z charakterem i duchem Bożych postanowień czynienie czegokolwiek bez porządku i przepisu. Gdyby można było sobie wyobrazić okoliczność, w której zewnętrzne formy mogłyby być zaniechane, byłaby nią zapewne właśnie ta chwila, kiedy Uczniowie mieli stać się tułaczami na obliczu ziemi, miotanymi jak liście przez gwałtowny wicher, a szczęśliwymi mogli się uważać, jeśli podczas swego posłannictwa zdołali uniknąć tortur i śmierci. A jednak nawet w owym pierwszym wkroczeniu w krainy ciemności i grzechu, zanim wierni rozrośli się w rozległy i zorganizowany organizm, zanim zdobyli wystarczającą siłę i znaczenie, by oddziaływać na świat — nawet w owym wstępnym i tymczasowym stanie Kościoła widzimy, że jego Boski Założyciel wyposażył go w kanony i dekrety dotyczące pierwszych prostych ruchów i czynności jego sług. Nawet w owych rudymentarnych wysiłkach ma się potwierdzić zasada Apostoła: *„Non est dissentĭonis Deus sed pacis"*. Nie jest On Bogiem zamętu, niezgody, przypadkowych, bezładnych, prywatnych dróg w wykonywaniu Jego woli, lecz Bogiem działania określonego, uregulowanego, przepisanego. Mogłoby się zdawać, że jest rzeczą obojętną, jak Uczniowie przystąpią do swego misyjnego dzieła; lecz nie — mieli wychodzić *„in pace, et in nomine Domini"*: sam ich strój, sposób bycia i odbywanie podróży zostały z góry dla nich wyznaczone i miały być jednego, a nie innego rodzaju.

Wszystkie dzieła Boże opierają się na jedności, ponieważ opierają się na Nim samym — na Tym, który jest najprzepaściciej prostą i transcendentną ze wszystkich możliwych jedności. On jest w pełnym tego słowa znaczeniu Jedynym; a ponieważ zarazem jest wieloraki w swoich przymiotach i czynach, takimi, jakimi jawią się one naszym umysłom, wynika z tego, że ład i harmonia muszą należeć do samej Jego istoty. Być wielorakim i odrębnym w swoich przymiotach, a mimo to być tylko jednym; być świętością, sprawiedliwością, prawdą, miłością, mocą, mądrością — być zarazem każdym z nich w pełni, jak gdyby był tylko tym jednym, jak gdyby pozostałe nie istniały — zakłada to w Boskiej Naturze nieskończenie suwerenny i zupełnie niepojęty porządek, będący przymiotem równie cudownym jak każdy inny i wynikającym ze wszystkich pozostałych. Jest On nieskończonym prawem, podobnie jak nieskończoną mocą, mądrością i miłością. Co więcej, sam już pomysł porządku zakłada pomysł podrzędności. Jeśli porządek istnieje w Boskich Przymiotach, muszą one pozostawać w relacji jedne do drugich; i choć każdy jest sam w sobie doskonały, musi działać tak, by nie naruszać doskonałości pozostałych, i musi niejako ustępować pozostałym przy poszczególnych okazjach. I tak moc Boża jest wprawdzie nieskończona, lecz podlega Jego mądrości i sprawiedliwości; sprawiedliwość znów jest nieskończona, lecz i ona podlega Jego miłości; a miłość z kolei jest nieskończona, lecz podlega Jego nieudzielnej świętości. Istnieje wzajemne porozumienie między przymiotem a przymiotem, tak że jeden nie wkracza w sferę drugiego, bo każdy jest najwyższy we własnej dziedzinie; i tak nieskończoność nieskończoności, każda działająca w swoim własnym porządku, zlewa się razem w nieskończenie prostą jedność Boga.

Taka jest jedność, a co za tym idzie harmonia i piękno Boskiej Natury, nawet rozpatrywane jedynie w świetle dostarczonym nam przez tradycje rodzaju ludzkiego i dociekania ludzkiego rozumu. Lecz jakkolwiek cudowny jest ów porządek i owa harmonia rozpatrywane jedynie na sposób naturalny, daleko cudowniejsze są one w tajemnicach Objawienia. Tam wprowadzeni jesteśmy w niewysłowiony, uwielbienia godny, najpełniejszy łaski dogmat Trójcy w Jedności — będący, jak mógłbym to ująć, tryumfem Jedności nad trudnościami, które naszym ograniczonym władz umysłowym wydają się niemożliwościami i sprzecznościami. Jak mocna, jak bezwzględna, jak nieskończenie niepodzielna musi być ta Jedność Boga, skoro nie jest naruszona przez prawdę o Jego byciu Troistym! Jak nieporównana jest ta jedność substancji, która pozostaje niezakłócona i bezpieczna, choć jest zajęta i posiadana całkowicie i bez reszty nie tylko przez Ojca, lecz i przez Syna; nie tylko przez Ojca i Syna, ale i przez Ducha Świętego! I podobnie jak — jak powiedziałem — istnieje podrzędność przymiotu wobec przymiotu, bez żadnego uszczerbku dla nieskończoności każdego z nich z osobna, co jest chwałą Boga Natury; tak też istnieje porządek, a można nawet powiedzieć, podrzędność między Osobą a Osobą, i to jest nieudzielną chwałą Boga Łaski. Ojciec, Syn i Duch Święty są sobie równi w Bóstwie, gdyż inaczej każda z Nich nie byłaby jednym Bogiem. A jednak, jakkolwiek prawdą jest, że żadna z Boskich Osób nie jest mniej nieskończona, mniej wieczna, mniej wszechwystarczająca od Dwóch Pozostałych, prawdą jest zarazem, że w dziejach Wiekuistej tajemnicy Ojciec jest pierwszy w porządku jako Źródło Bóstwa; Syn — drugi, jako Zrodzony z Pierwszego; a Duch Święty — trzeci, jako Tchniętą od Ojca i Syna. I dlatego zdaje się, że Osoby Druga i Trzecia sprawują pewne urzędy — jak posłanie — właściwe jedynie im. Stąd było stosowne, aby to Syn, a nie Ojciec przyjął ciało; i stosowne, aby Duch Święty był ożywiającym życiem zarówno stworzenia zmysłowego, jak i rozumnego, raczej niż Ojciec lub Syn.

Co więcej, tak droga jest Bogu Wszechmogącemu owa zasada porządku i prawa, będąca cechą Jego chwalebnej Istoty, że gdy zechciał objawić się człowiekowi, sam poddał się warunkom dodatkowego prawa, które nie należało do Jego natury, lecz było jedynie tworem Jego woli. Ograniczył niejako zasięg swojej wszechmocy zobowiązaniem swojej obietnicy. Rozpatrywany sam w sobie, nie jest oczywiście w żadnym względzie dłużnikiem swoich stworzeń ani przed nimi odpowiedzialnym; żadna sprawiedliwość nie mogła istnieć między nimi a Nim; nie mogły Mu przynosić zysku ani domagać się od Niego czegokolwiek; były, wedle słów naszego Pana, jedynie *„servi inutiles"*; a jednak Wszechmogący, w sposób tak cudowny powoławszy do istnienia stworzenie rozumne, jeszcze cudowniej postawił je na równi z sobą. Wyposażył je w prawa i tytuły. Obdarzył je zdolnością zasługiwania i podstawą do oddziaływania na Jego własne postanowienia i czyny. Odtąd nie tylko stworzenia są skrępowane, ale i On sam. *„Dimitte Me"* — rzekł do Mojżesza wstawiającego się za Izraelem: „Wypuść Mię", „Daj mi swobodę", „Nie stój na drodze Mojej woli": *„Dimitte Me ut irascatur furor meus contra eos"* — „niechaj zapłonie gniew Mój przeciw nim". Był powstrzymany w wykonywaniu swojego przymiotu sprawiedliwości koniecznością dochowania wierności swojemu słowu. Co zaś pragnę zauważyć, to to, że gdyby pojęcie prawa i poddania się mu nie było pierwotnym składnikiem idei Boskiej Istoty, nie byłby nigdy przedtem postawił się w tym, co — jak w tym przypadku — może być nazwane stanem ograniczenia. Dobrowolnie składał obietnice i zaciągał zobowiązania, albowiem w samej Jego naturze leży miłowanie porządku, reguły i podrzędności dla nich samych.

Skoro takie jest nauczanie zarówno natury, jak i łaski o Wszechmogącym, nie dziwi, że podczas gdy nasza szczęśliwość polega we wszystkim na upodabnianiu się do Niego, właśnie w tym względzie Jego wzorzec powinien być naszym obowiązkiem i naszym dobrem. Bóg porządku oparł całe stworzenie na jedności, a zatem na prawie. Był czas, gdy filozofowie twierdzili, że wszystko dzieje się przypadkowo; że zjawiska świata materialnego są wynikiem ślepego tańca wiecznych atomów i że piękno na obliczu natury nie jest żadnym zadatkiem ani dowodem istnienia jakiegoś systematycznego planu, którego byłoby owocem. Taka fantazja jest dziś po prostu pogardzana i porzucana nawet przez tych, którzy nie rozpoznają w swoich dziełach Boskiego Stwórcy. Nawet ci, którzy nie mają oczu, by widzieć Wszechwiedzącego i Wszechmogącego, śmieją się dziś i odrzucają pomysł przypadku i hazardu w biegu fizycznej natury: albowiem im dalej ich dociekania sięgają w materialną budowę wszechświata, tym pewniejsze jest istnienie, tym rozleglejszy zasięg porządku i prawa. Nie ma w świecie fizycznym nieograniczonej, bezprawnej swobody — na wzór swego Twórcy. Nie jest on wprawdzie dobry tak, jak On jest dobry, nawet we własnym stopniu, bo jest pełen błędów i niedoskonałości i mógłby być lepszy, niż jest. Nie jest mądry tak, jak On jest mądry; raczej nie ma w nim wcale inteligencji. Nie jest trwały tak, jak On jest trwały; przeciwnie, jest nieustannie w ruchu i nieustannie się zmienia. Lecz jeden przymiot Boga posiada bez wyjątku i bez uszczerbku — i tym przymiotem jest porządek. Tu właśnie jest on doskonały w swojej skończonej mierze i na swój sposób, jest po prostu przejawem harmonii i prawa — tak jak nieskończony Stwórca sam w sobie.

I tak samo rzecz się ma ze stworzeniem rozumnym, zarówno w niebie, jak i na ziemi. Aniołowie mają swą hierarchię powyżej; podzieleni na dziewięć chórów, śpiewają chwałę Wszechmogącego i spełniają Jego wolę. A tutaj, na dole, historia ludzkości opiera się na istnieniu społeczeństwa i bez uformowanych organizmów politycznych nie ma żadnego biegu wydarzeń do opowiedzenia. Dopóki ludzie pozostają dzikusami, nie ma nic o nich do powiedzenia; i to nie wszystko: ale im dokładniej historię świata można zbadać i ująć w kształt, tym wyraźniej okazuje się, że postępuje ona według stałych praw, zarówno co do czasu, jak i miejsca — oczywiście nie naruszając odpowiedzialności poszczególnego człowieka.

Lecz spośród wszystkich przykładów jedności, harmonii i prawa, jakie Stwórca dał nam na swój własny obraz, najznamienitszy jest ten, który ustanowił, gdy przyszedł na ziemię, a najdoskonalszy — ten, który istnieje w Jego Kościele. W podniosłej muzyce jego doktryn, w głębokiej mądrości jego nakazów, w majestacie jego Hierarchii, w pięknie jego Obrzędów, w olśniewającym blasku jego Świętych, w konsekwentnym marszu jego polityki i w różnorodnym bogactwie jego długiej historii — we wszystkim tym rozpoznajemy rękę Boga porządku, świetliście i wspaniale objawioną. W całości i w częściach, w swoich wielorakich aspektach, jeden i ten sam obraz prawa i reguły wciąż nam się jawi; jak w owych skrystalizowanych substancjach fizycznego świata, które zarówno w masie, jak i w szczegółach polegają na powtarzaniu się jednej i tej samej struktury.

Bracia moi w świętym posługiwaniu, widzicie, do jakiego wniosku prowadzę wątek myśli, który snułem. My, mocą owego posługiwania, jesteśmy zawsze poddanymi i stróżami owego *Sacramentum Unitatis*, które Święci Ojcowie zawsze uznawali za złożone w Kościele Bożym. Takimi jesteśmy z racji naszego urzędu w każdych okolicznościach; lecz jeśli jest czas, kiedy jesteśmy w szczególny sposób świadkami tej wielkiej i wiecznej prawdy, to nie wtedy, gdy jeden po drugim spełniamy nasze codzienne obowiązki — choć nawet wtedy reprezentujemy we własnych osobach jedność jej nauczania i jej reguły — ani nawet wtedy, gdy sprawujemy Mszę Świętą wśród własnego ludu — choć wówczas formalnie jednoczymy ich wszystkich i opieczętowujemy pieczęcią jednego Boga, jednego Pośrednika, jedynej Ofiary za grzech raz złożonej i jednej Wiary — lecz z pewnością w owych szczególnych i rzadkich porach, których obecna jest jedną, kiedy wszystkie stany i rzędy wybranego domu zostają zgromadzone ze wszystkich stron w jednym miejscu, pod wezwaniem jednego Ducha, w postaci widzialnej Hierarchii i jako obraz całego Kościoła Katolickiego; kiedy Biskup w swojej Katedrze na swym tronie, duchowieństwo dzielące jego rady i troski, Pasterze delegowani przez niego, by paść jego trzodę na każdym miejscu, zakonnicy których własny Wikariusz Chrystusa posłał mu z pomocą w jego nieustannych trudach, duchowni niższych szczebli, klerycy z Seminarium i wierni lud uczestniczący w uroczystościach — kiedy wszyscy tak zgromadzeni są w dostojnej formie Synodu i w powadze jego przepisanego ceremonialnego porządku; i tym bardziej jeszcze, jeśli potrzeba więcej słów, kiedy owo zebranie Kościoła posiada wyjątkowy i najgłębiej wzruszający przywilej bycia pierwszym, jakie odbyło się przez długie trzysta lat, i jest znakiem zmiany czasów i zmartwychwstania na tej wyspie pięknej obecności Katolicyzmu.

Wielebni Bracia, w takich okolicznościach cóż dziwnego, że mój umysł wraca ku historii i nauczaniu wielkiego sługi Bożego, pierwotnego Biskupa i Męczennika, którego los przypadł na dni, które — w odniesieniu do szczególnego tematu, jaki mamy przed sobą — można porównać z naszymi własnymi? W początkach Nowego Porządku rzeczy znajdowały się w owym tymczasowym stanie, którego dotknąłem na początku; nie dlatego jakoby dogmat i reguła Kościoła mogły być różne w jednym czasie i innym, lecz *„Haec omnia operatur unus atque idem Spiritus, dividens singulis, prout vult"* — „Wszystko to sprawia jeden i ten sam Duch, rozdzielający każdemu, jak chce". Od początku wprawdzie, jak zawsze, istniało jedno źródło władzy kościelnej; od początku jeden pasterz ordynariusz wszystkich wiernych; od początku biskupi zasiadali na swych tronach w Kościele z prawa Bożego; od początku hierarchia była wyznaczona; lecz nie od początku wszystkie te postanowienia były zachowywane z tą dokładnością, której wymagały i do której były zdolne. Na początku dwunastu, nie jeden, miało powszechną jurysdykcję; na początku biskupi i kapłani, choć zawsze odrębni w swoim urzędzie, nie zawsze byli odrębni w swej pracy i swej pozycji; na początku ci, którzy zostali powołani do naśladowania rad ewangelicznych, zachowywali je nie we wspólnocie ani w samotności, lecz na łonie swych rodzin. Pod tymi i wieloma innymi względami Kościół widzialny, choć ustanowiony od początku w swojej istocie, nie był od początku objawiony w pełni swego działania i swych instytucji.

Gdy jednak ostatni Apostoł został zabrany na swój tron w górze i wyrocznia natchnienia zamknęła się na zawsze; gdy wierni zostali pozostawieni owej zwyczajnej władzy, która miała zastąpić szczególną porę cudownego działania — wtedy wzniósł się przed ich oczyma w swojej normalnej postaci i w pełnych proporcjach ów majestatyczny Przybytek, którego plany zostały kreślone od początku przez samego Pana wśród Jego wybranych Uczniów. Wtedy to właśnie Hierarchia wyszła w widzialnej chwale i zasiadła na swoich wyświęconych siedzeniach w zgromadzeniu wiernych. Wtedy nastąpiły z kolei święte periodyczne zgromadzenia, i uroczyte obrzędy kultu, i cześć dla miejsc świętych, i ozdobienie materialnych budowli; jedno postanowienie za drugim, urzeczywistniając w czynie i działaniu wielką ideę, która była przekazywana Kościołowi od dnia Zielonych Świątek. Wtedy, krótko mówiąc, Kościół przeszedł z tego, co mogę nazwać Apostolskim Wikariatem, do swojej prawdziwej formy Diecezjalnego Episkopalstwa, które kto niszczy — jak zauważył papież i doktor szczególnie drogi angielskim katolikom — jest zwiastunem Antychrysta.

I owa zmiana rządzenia dokonała się nie dlatego, że prześladowania ustały, nie dlatego że mocarstwa świata dały przyzwolenie, lecz dlatego, że spodobało się Duchowi Świętemu dla dobra wiernych, właśnie w owej chwili, wiązać ściślej, w każdej części Kościoła, rządzących i podwładnych w bliższą i bardziej miłosną jedność. I tak, jako zapoczątkowaniu i ku zachęcie dobrego dzieła, ta sama Boska Opatrzność zesłała Kościołowi właśnie w owym czasie chwalebnego Męczennika, świętego Ignacego z Antiochii, by był jego prorokiem i doktorem — tak w odniesieniu do nauki o Wcieleniu, jak w odniesieniu do „nauki świętych", a w sposób szczególny co do struktury i sakramentalnej mocy Hierarchii kościelnej. Jakże radośnie i pokrzepiająco brzmiały jego słowa w uszach owych pierwszych chrześcijan, dochodząc do nich, gdy podążał drogą ku męczeństwu. Stosownie i na czasie przemawiają do nas w tej chwili, gdy pomagamy w tej samej przemianie kościelnej, która wówczas była w toku. Trafnie zatem i bez potrzeby przeprosin mogę teraz przytoczyć niektóre z nich jako odpowiedni komentarz do ceremonialnego porządku tych dni.

„Jezus Chrystus" — mówi do Efezjan — „nasze prawdziwe Życie, jest Myślą Ojca; i tak Biskupi ustanowieni aż po krańce ziemi są według Myśli Jezusa Chrystusa. Przystoi wam zatem myśleć zgodnie z Biskupem waszym, jak też czynicie. Albowiem słynne Prezbiterium wasze, godne Boga, przywiązane jest do swego Biskupa tak mocno, jak struny do harfy. Przeto przez waszą jednomyślność i miłość pełną harmonii Jezus Chrystus jest opiewany; i każdy z was staje się uczestnikiem chóru. Przeto pożyteczną jest dla was rzeczą żyć w nienagannej jedności, abyście zawsze mieli udział w społeczności z Bogiem. Niech nikt się nie łudzi: jeśli nie jest przy Ołtarzu, nie ma chleba Bożego. Bo jeśli modlitwa jednego lub dwóch jest tak potężna, jak nam powiedziano, o ileż potężniejsza jest modlitwa Biskupa i całego Kościoła? Ten zatem, kto nie łączy się ze zgromadzeniem, jest pyszny i już sam siebie potępił. Strzeżmy się więc, byśmy nie stawiali siebie przeciw Biskupowi, abyśmy mogli być poddani Bogu. I im bardziej ktoś widzi, że jego Biskup milczy, tym bardziej niech go czci; bo kogo Gospodarz domu posyła, by był nad Jego domem, tego winniśmy przyjmować, jak samego Tego, który go posłał. Jasne jest zatem, że winniśmy na Biskupa patrzeć jak na samego Pana."

Do Magnezjan: „Przystoi bowiem, by dla czci Jezusa Chrystusa, Biskupa nas wszystkich, który tego chce, abyście zachowywali posłuszeństwo wolne od obłudy; ponieważ człowiek nie łudzi Biskupa, którego widzi, lecz raczej działa podstępnie z niewidzialnym Biskupem, więc kwestia nie dotyczy ciała, lecz Boga, który zna ukryte serce."

Do Trallian: „Kto jest przy Ołtarzu, jest czysty; kto zaś jest poza nim, nie jest czysty. To znaczy: kto cokolwiek czyni bez Biskupa i Prezbiterów i Diakonów, nie jest czysty w sumieniu."

Do Filadelfian: „Choć niektórzy chcieli mnie zwieść według ciała, jednak duch nie daje się zwieść, będąc od Boga. Wie bowiem, skąd pochodzi i dokąd zmierza, i odkrywa ukryte serce. Zawołałem, gdy byłem pośród was, mówiłem głośnym głosem: Słuchajcie Biskupa i Prezbiterium i Diakonów. Niektórzy zaś sądzą, że mówiłem to, wiedząc z góry o rozłamie niektórych. Lecz świadkiem jest mi Ten, dla którego jestem w okowach, że nie wiedziałem o tym od żadnego człowieka. Lecz Duch mówił, mówiąc w ten sposób: Nie czyńcie nic bez Biskupa; strzeżcie ciał waszych jako świątyń Bożych; miłujcie jedność; uciekajcie od podziału; bądźcie naśladowcami Chrystusa, jak On swego Ojca."

Oby wszyscy nauczyli się ze słów pożegnalnych tego, który napominał nas — rzec można — w samych mękach męczeństwa: iżbyśmy postępowali coraz bardziej w duchu posłuszeństwa, w braterskiej miłości, we wzajemnej wyrozumiałości i ustępliwości, we współczuciu i litości jedni dla drugich. *„In humilitate superiores sibi invicem arbitrantes"*, mówi Apostoł, *„non quae sua sunt singuli considerantes, sed ea quae aliorum. Supportantes invicem, et donantes vobismet ipsis, si quis adversus aliquem habet querelam."* — „W pokorze uważając jedni drugich za wyższych od siebie; każdy nie mając wzglądu na rzeczy swoje, ale każdy też na rzeczy drugich; znosząc jedni drugich i odpuszczając sobie nawzajem, jeśli kto ma skargę przeciw komuś." Świat patrzy na nas jak na ludzi politycznych, chytrych, chciwych, podobnych jego własnym dzieciom. Dostrzega w ustanowieniu naszej Hierarchii dzieło ambitnych aspiracji i sądzi, że wiążą nas jedynie więzy ziemskie: egoizm, wyrachowanie, duch partyjny, służalczy lęk i ciemnota. Nie wie (jakże może wiedzieć?) nic o owym ukrytym życiu, o wierze, miłości, duchu adoracji, który jest naszą zasadą jedności. Nie wie nic o Jego Boskiej Obecności — Tego, który odchodząc widzialnie z ziemi, powiedział nam, że będziemy Go mieć, choć świat Go mieć nie będzie. Nie ma doświadczenia działania łaski, skuteczności Sakramentów, mocy modlitwy, cnoty świętych relikwii, obcowania Świętych, chwalebnego wstawiennictwa Matki Bożej ani troski i czułości Anioła Stróża. Przyjmuje z góry za pewne, że to, co widzi, i dokładnie tyle, ile widzi, jest całością naszej istoty. My wiemy, mili i Wielebni Bracia, wiemy, jesteśmy sobie nawzajem i Bogu świadkami, w spokojnej i wdzięcznej ufności, że mamy coś, o czym świat nawet nie śni. Wiemy dobrze, że we wszystkich tych sprawach, które przez ostatnie kilka lat ściągnęły na nas gniew ludzki — w ustanowieniu Hierarchii i w celebrowaniu Synodów — jedynie staraliśmy się doskonalej spełniać wolę Bożą. Wiemy dobrze, że postępowaliśmy jako ci, którzy pewnego dnia będą musieli zdać rachunek z powierzonych im darów i z czynów przed straszliwym sądem; i że to, co świat bierze za ambicję lub chytrość, było jedynie wylewem miłości.

Wasza Ekscelencjo, ojcze nasz, przez te właśnie zmiany — stając się Biskupem angielskiej Diecezji, a nie dłużej Wikariuszem Stolicy Apostolskiej posłanym tu dla opieki nad wiernymi — ograniczacie swą władzę i nakładacie na siebie zobowiązania, których przedtem nie mieliście. Nie będąc już tylko przedstawicielem Tego, który posiada pełnię jurysdykcji, lecz jako pasterz trzody, jesteście związani ze swoim duchowieństwem i ludem, wpleceni w ciało wiernych, którymi rządzicie i którym służycie, węzłem bliższym i bardziej surową odpowiedzialnością. Nie tylko z woli i intencji, ale z urzędu i stanowiska odtąd nie będziecie podejmować żadnych kroków sami, lecz z radą innych i dla ich dobra. Jak Przedwieczny poddał się warunkom przymierza, gdy zechciał objawić się grzesznemu człowiekowi, jak uczynił siebie poddanym prawu ludzkiej natury, gdy przyjął ludzkie ciało — tak zobowiązania diecezjalne, które podjęliście, czynią was mniej wolnymi niż byliście przedtem; i z miłości do dusz waszych kapłanów i waszego ludu radujecie się z takiej niewoli.

I tym bardziej prawda ta dotyczy każdego z nas, Wielebni Bracia, dzieci i sług Biskupa, każdego na swoim miejscu. Nie jesteśmy już samotnymi pracownikami w naszych poszczególnych dziedzinach, odciętymi od braci i z dala od naszej głowy. Jesteśmy — w sensie, w jakim nie byliśmy dotąd — członkami jednego ciała. Uczestniczymy w sposób szczególny w wielkim *Sacramentum Unitatis* i tym samym przybliżamy się do Bożego Źródła prawdy, czystości i miłości, który jest obecny, gdy jesteśmy zgromadzeni razem. Zebraliśmy się tu, by czerpać łaskę, pouczenie, pociechę i zachętę od Jedynego Wiecznego Biskupa Kościoła, którego reprezentuje nasz widzialny Ojciec i Głowa. Przybyliśmy, aby ów niebiański porządek i pokój, owa doskonałość prawa i owa hierarchia darów i cnót, której przejawem jest Kościół, zostały również ustanowione i objawione — według naszej miary — w nas samych. Przychodzimy tutaj, by wrócić lepiej zdolnymi do rządzenia sobą, do spełniania woli Bożej, do głoszenia Jego słowa i bycia wzorem dla Jego ludu.

Tak! Jeśli jest na ziemi widzialne odwzorowanie nieba, to istnieje ono w Kościele zebranym razem w jednym miejscu; i przychodzimy tutaj, by czerpać z tego obecnego źródła łaski siłę, zdrowie i wigor, potrzebne nam na drodze ku niemu. Gdy nawet upadły sługa Boży i jego świta weszli do grona proroków pod Starym Prawem i ujrzeli ich prorokujących, a Samuela stojącego ponad nimi, Duch Boży zstąpił na intruzów i oni też zaczęli prorokować. Z kolei pod Nowym Prawem, gdy nawet niewierzący wszedł do zgromadzeń rodzącego się Kościoła — Apostoł jest naszym świadkiem — był zwyciężony i przemieniony przez harmonię jej kultu. Sam jej obecność i działanie było wystarczającym znakiem jej boskości. Cóż zatem, Wielebni Bracia, nie wywrze na nas wpływ jej ceremonialnego porządku — na nas, którzy, choć błądzimy jak śmiertelni ludzie, żywimy jednak ufność, że mamy w sobie łaskę Bożą; którzy zmierzamy ku łagodności, czystości, miłości i oderwaniu od świata, i którzy wiernie, choć niedoskonale, spełniamy wzniosłe powołanie każdemu z osobna dane? Czy nie możemy wierzyć, przez miłosierdzie Tego, który nas wybrał, że zabierzemy ze sobą coś, czego dotychczas nie mieliśmy? Pełniejszy i głębszy ogląd wielkiego planu zbawienia, którego jesteśmy sługami; jaśniejsze rozumienie piękna Domu Bożego; mocniejszą wiarę w trwałość tej skały, na której stoi; głębszą pobożność ku Temu, który w nim mieszka; spokojniejszy, bardziej pogodny i bardziej radosny usposobienie ducha, by stawiać czoło próbom spotykającym nas na naszej drodze, które są wyznaczone, by prowadzić nas naprzód ku niebu.

← wróć do odkrywania