Najśw. Panna Marya jest wzorem i Mistrzynią modlitwy.
Treść: Zjawienie się obrazu Najśw. Panny Dobrej Rady w Genazzano. — Najśw. Panna przynosi nam dobrą radę, ucząc nas przedewszystkiem modlitwy.
Modlitwa Najśw. Panny Maryi była najdoskonalsza po modlitwie Chrystusa Pana. — Ona też spełniła najlepiej rozkaz Pański: Potrzeba zawżdy się modlić. — Niestety, u ludzi, nawet wierzących, modlitwa jest bardzo zaniedbana, bo wielu się zdaje, jakoby Bóg był gdzieś daleko od nas. — Dzięki szczególnemu przywilejowi, Najśw. Panna Marya nie doświadczała żadnych roztargnień, a Jej modlitwa odznaczała się pokorą, ufnością i miłością. — Jak my mamy strzedz się roztargnień i oziębłości. — Drogę wskazuje nam świątobliwa Mechtylda od Najśw. Sakramentu. — Co do rodzaju i przedmiotu
Najśw. Panna modliła się ustnie i myślnie, na modlitwie zaś wielbiła Boga, ofiarowała się, dziękowała i prosiła. — I my mamy wstępować w Jej ślady, a przedewszystkiem za Jej przyczyną błagać o dar modlitwy. — Przykład daje nam św. Ignacy z Lojoli.
*„Jako winne drzewo wypuściłam wdzięczną wonność."* — Ekli. XXIV, 23 (z Lekcyi).
W Genazzano, mieście włoskiem, wznosił się w wiekach średnich klasztor OO. Augustyanów, a przy nim kościół, który atoli wskutek wojen czy zamieszek uległ zniszczeniu. W wieku XV-ym, za rządów Papieża Pawia II, pobożna niewiasta Petrucia wzięła się do odbudowania tego kościoła i ofiarowała na ten cel wszystką majętność; lecz było tego za mało, tak że robota wreszcie stanęła. Petrucia wezwała pomocy z wysokości, i oto w sposób iście cudowny ukazał się na murze obraz Najśw. Panny, przyniesiony tam czy namalowany przez Aniołów, jak twierdzi stara legenda. Wieść o tem zjawieniu rozeszła się po całych Włoszech i wnet ofiarami wiernych stanął tam wspaniały kościół, do którego po dzisiejszy dzień spieszą tłumy pielgrzymów. Papieże uposażyli go hojnie w odpusty, a jeden z nich, Pius VI, pozwolił Ojcom Augustyanom tegoż miasta odprawiać w rocznicę zjawienia, to jest 26 kwietnia, osobne nabożeństwo, które w naszych czasach Ojciec św. Leon XIII. zatwierdził i rozszerzył.
Obraz Najśw. Panny Dobrej Rady — bo taką nazwę otrzymał — stał się sławnym w całym świecie katolickim, a nowy ten tytuł jest dla wiernych zachętą do tem większej ufności w opiece Maryi, zwłaszcza wtenczas, gdy im potrzeba dobrej rady. Najmilsi, komuż z nas taka rada nie jest pożądana? Wszakże i my znajdujemy się nieraz w życiu, jakby na rozdrożu, nie wiedząc, w którą stronę się puścić. Cóż wtenczas mamy czynić? Oto przedewszystkiem nie idzmy za głosem namiętności, które narzucają nam zasłonę i ciągną nas w przepaść. Nie idzmy również za mądrością świata, którą Apostoł nazywa nieprzyjaciółką Boga¹). Nie idzmy wreszcie li tylko za roztropnością własną, aby się nie spełniła na nas groźba Pańska: Biada wam, którzyscie mądrymi w oczach waszych²). Ale uznajmy potrzebę światła Bożego, pomni słów Pańskich: Moja jest rada i prawość, moja jest roztropność³), i prośmy o to światło: Boże ojców moich i Panie miłosierdzia, dajże mi mądrość, stojącą przy stolicy Twojej⁴), zeszlijże ją z świętych niebios Twoich, aby ze mną była i ze mną pracowała⁵). Patrzmy tylko, aby modlitwa nasza była pokorna i z wolą Bożą zgodna, a w ważniejszych sprawach łączmy z nią ćwiczenia duchowne na samotności, albo przynajmniej spowiedź przed światłym przewodnikiem duszy.
Ponieważ zaś Najświętsza Panna jest Matką Mądrości Wcielonej i Matką naszą, przeto prośmy zawsze z Nią i przez Nią o światło niebieskie. Za Jej wstawieniem spuści ta Mądrość swe promienie na dusze nasze, albo pośle do nas Aniołów swoich z dobrą radą. Zarazem Marya nauczy nas w szkole swojej środka najskuteczniejszego do nabycia mądrości niebieskiej i uproszenia sobie dobrej rady, to jest, nauczy nas modlić się, bo Ona wzorem i Mistrzynią modlitwy.
Przypatrzmy się dzisiaj, jaka była modlitwa Najśw. Panny Maryi i jaka winna być modlitwa nasza. Z. M.
Jako winne drzewo wypuściłam wdzięczną wonność, temi to słowy odzywa się Najśw. Panna Marya na początku dzisiejszej Lekcyi. I cóż to jest ta wonność, jeżeli nie modlitwa, która według słów Pisma, podobna jest do kadzidła i wznosi się aż przed tron Boży¹). Wonność ta była nader wdzięczna, bo jak słusznie twierdzi św. Bonawentura, a za nim św. Alfons Lig., po Chrystusie Panu nikt tak doskonale się nie modlił, jak Bogarodzica. Jako mądrości świętej pełna, zrozumiała Ona lepiej, niż najbystrzejsze Duchy niebieskie, kto to jest Bóg, a kto człowiek, i jakie człowiek względem Boga ma obowiązki. Rozumiała, że człowiek, jako stworzenie Boże, winien wyrywać się z tęsknotą do najmiłościwszego Ojca, jako żebrak, winien wyciągać rękę do najhojniejszego Pana, jako dłużnik, winien dziękować najłaskawszemu Dobroczyńcy, jako grzesznik, winien uniżać się i kruszyć przed Najświętszym Sędzią, czyli że winien modlić się i ciągle się modlić.
Najświętsza Panna spełniła też najwierniej rozkaz Pański: Potrzeba zawżdy się modlić i nie ustawać²); i rzec można, że Jej modlitwa rozpoczęła się z pierwszem uderzeniem Jej serca, a nie skończy się nigdy, bo trwa bez przerwy w przybytkach niebieskich. Jako najdoskonalej miłująca Pana Boga, zostawała Ona nietylko w ciągłem zjednoczeniu z Bogiem, i miała nieustające pragnienie modlitwy, ale nadto długie godziny na niej trawiła. Opowiada stara tradycya, że będąc jeszcze na posługach w świątyni jerozolimskiej, cały ranek aż do trzeciej godziny popołudniu i wielką część nocy bogomyślności poświęcała. Tak było później w Nazarecie, tak podczas czynnego życia Zbawiciela, tak po Jego Zmartwychwstaniu; wszakże Pismo święte mówi, że uczniowie Pańscy trwali jednomyślnie na modlitwie z Maryą Matką Jezusową³). Nie przeszkadzały Jej wcale zajęcia domowe, bo zawsze i wszędzie pamiętała na obecność Bożą, a serce Jej było najpiękniejszą świątynią Najwyższego. Nie przeszkadzał nawet sen, bo według słów św. Bernardyna¹) i innych, duch Jej i we śnie zajmował się Bogiem, tak że mogła snadnie powiedzieć: Ja śpię, a serce me czuje²).
Obyśmy mieli choc iskrę tego ducha modlitwy! Ale niestety, ze smutkiem powiedzieć trzeba, że ludzie mało się modlą i źle się modlą. Nie mówię już o tych nieszczęśliwych, którzy odrzuciwszy wiarę, starają się zapomnieć o Bogu, a tem samem stają się według słów Pisma, podobnymi do nierozumnych zwierząt; ale nawet pośród wierzących jakże mało jest takich, którzyby pamiętali, że bez modlitwy niepodobna otrzymać łask, ani żyć po chrześciańsku, ani się zbawić, — którzyby zatem cenili, jak słuszna, modlitwę i oddawali się jej należycie. Wielu ludziom zdaje się prawie, że ten Bóg jest gdzieś daleko od nas, i że nam daleko do Boga; tymczasem my w Bogu żyjemy, ruszamy się i jesteśmy³), iż jako powietrze ziemię, tak i nierównie doskonalej, Bóg nas istotą swoją otacza, przenika i napełnia. Nadto nam niezmiernie blisko do Boga, bo jeszcze kilka chwil, dłuższych lub krótszych, a staniemy przed Nim, jako naszym Sędzią. Tóż łączmy się z Nim w czasie, aby się zjednoczyć w wieczności; a iż świat zewnętrzny zakrywa nam widok Boga, przeto przebijajmy tę zasłonę modlitwą i wznosimy się do Boga jakby na skrzydłach; to znowu szukajmy Go w świątyni serc naszych, albo wypuszczajmy z tych serc westchnienia święte, niby strzały ogniste.
Najświętsza Panna modliła się z niewysłowionem skupieniem, tak, że żadne roztargnienie, choćby najlżejsze i niedobrowolne, nie zmąciło Jej ducha, podczas gdy rozmawiała z Bogiem. Podobna do wspaniałej góry, której szczyt, wyższy nad obłoki, kąpie się ciągle w promieniach słońca, nie znała Ona, co to chmury czarne, czy myśli ziemskiej, czy żądzy złej, czy troski nieporządnej; owszem, wszystko w Niej było czyste, wszystko wzniosłe, wszystko Boże, iż według słów Pisma dosięgała aż do Nieba, stojąc na ziemi¹). Sprawił to szczególny przywilej Boży, ściśle złączony z łaską Niepokalanego Poczęcia, która nietylko zachowała Najśw. Pannę od skazenia grzechu i od słabości, jaką grzech sprowadził, ale obdarzyła Ją przeobfitem światłem wewnętrznem. Ze swej strony dołożyła Ona czuwania i nie przestała prosić o dar modlitwy; a chociaż świat zewnętrzny nie odrywał Jej myśli od Boga, to jednak pomna słów Pańskich: Zawiodę ją na pustynię i będę mówił do serca jej²), szukała samotności i ukochała milczenie. Słusznie też Duch Św. przyrównał Ją do synogarlicy³), lubiącej miejsca odludne.
Oto znowu wzór dla nas. Nie możemy uniknąć całkowicie roztargnień na modlitwie, bo duch nasz ciemny, wola słaba, wyobraźnia rozkiełznana, żądze niesforne, miłość własna ciągle czynna, do tego życie zewnętrzne porywa nas w swój wir, świat mami nas swemi fraszkami, a nieraz i szatan wypuszcza na nas swe pociski; możemy jednak i powinniśmy za łaską Jezusową sprawić, by te roztargnienia nie były dobrowolnemi i nie odbierały nam owocu modlitwy. Potrzeba tylko prosić o łaskę Jezusową i z tą łaską pracować; lecz rzadko kto prosi o dar modlitwy, a od pracy ucieka zwykle lenistwo nasze. Cóż więc dziwnego, że modlitwa nasza jest często tak rozproszona, tak licha, tak Panu Bogu niemila, że aż się na nas skarżyć musi, jak na owych żydów: Ten lud czci mnie wargami swemi, ale serce jego dalekie jest odemnie¹). I cóż czynić, by ujść tej skargi? Oto do każdej modlitwy przygotować się, jak upomina Duch Św.: Przed modlitwą przygotuj duszę twoją, a nie bądź jako człowiek, który Boga kusi²); to jest, poprosić o łaskę, ukorzyć się przed Bogiem i stawić się w Jego obecności. Podczas modlitwy należy rugować obce myśli, cisnące się do duszy, a natomiast pamiętać ciągle, że my liche robaczki ziemi, my „proch i popiół", rozmawiamy z Królem nieskończonego majestatu; jeżeli zaś mimo to roztargnienia lub pokusy nie przestaną nas nagabywać, wołać nam trzeba do Pana za ową Chananejką: Zmiłuj się nademną, Panie, bo dusza moja dręczona jest od złego ducha, to znowu tulić się do Opiekunki modlących się, a zarazem Mistrzyni modlitwy, Maryi, prosząc: Połóż, o dobra Matko, rękę swoją na mojej głowie i rozprosz te niedobre myśli, które mię trapią; niech duch mój zapomni o wszystkiem, co ziemskie, i szybkim lotem wznosi się do Boga, jakoś Ty się zawsze wznosiła.
Modlitwa Najśw. Panny Maryi odznaczała się również temi cnotami, które wartość modlitwy stanowią i skutek jej zapewniają, mianowicie pokorą, ufnością i miłością. Uniżała się Marya przed Bogiem, powtarzając często w życiu, szczególnie zaś na modlitwie: Oto ja służebnica Twoja, Panie, oto ja najlichsze Twoje stworzenie. Prosiła o to tylko, co z wolą Bożą zgodne, i ufała, że to otrzyma, wiedząc, że miłosierdzie Boże jest niewyczerpane; a jako w Kanie galilejskiej nie zraziła się odpowiedzią Chrystusową: Co mnie i tobie niewiasto? jeszcze nie przyszła moja godzina³), ale pewna wysłuchania, rzekła do sług: Cokolwiek wam rzecze, czyńcie; tak też przedtem i potem nie pozostał w niej choćby cień nieufności. Nadto płonąc całą miłością ku Bogu, rozpalała niewypowiedzianym żarem każdą modlitwę. Zaprawdę, jeżeli Święci, modląc się, omdlewali nieraz z nadmiaru miłości, albo jak św. Filip Nereusz wołali: „Dosyć już, Panie, dosyć pociech Twoich", — jeżeli św. Stanisław Kostka musiał mokrą chustę przykładać do piersi, bo nie mógł wytrzymać wewnętrznych płomieni: to cóż się musiało dziać w sercu Matki pięknej miłości!
A cóż się dzieje w nas podczas modlitwy? Czasem serce się rozgrzewa i łza się pokazuje; ale ogień ten wnet gaśnie, łza prędko wysycha, poczem następuje chłód, nieraz tak wielki, że przychodzi nam wołać ze wstydem: Przebacz, Panie, że w tym stanie odważamy się mówić do Ciebie. Ale nie dosyć zawstydzić się; trzeba nadto poprawić, co nie dostaje naszej modlitwie. Mianowicie, przed modlitwą dobrze jest skruszyć serce aktem żalu i rozpalić je aktem miłości, podczas modlitwy zaś przypominać sobie, jaki ten Bóg dobry, jaki cierpliwy, jaki miłosierny, i rzucać okiem ducha to na żłóbek, to na krzyż, to na Najśw. Sakrament, to na tron chwały, to na serce Bogarodzicy, aby w rozważaniu rozpalił się ogień¹). Jeżeli mimo to dusza doświadczy wielkich oschłości, nie trzeba porzucać modlitwy, ale znosząc mężnie tę próbę, błagać Boga: Nie odwracaj odemnie oblicza Twego; to znowu zwracać się do Najśw. Panny z ufnością nowożeńców w Kanie: Matko droga, ulituj się nademną, bo wody gorzkie zalewają moją duszę; spuśćże tedy z górnej piwnicy z Serca Jezusowego choć kilka kropel Bożej pociechy, a całą strugę miłości świętej.
Tak czyniła świątobliwa zakonnica Mechtylda od Najświętszego Sakramentu, założycielka wieczystej adoracyi. Przebywając w klasztorze w Beugers, podczas gdy tam grasowała zaraźliwa choroba, znalazła się ona w nader trudnem położeniu, bo brakło jej wszelkiej duchownej i ziemskiej pomocy, tak dalece, że nie miała się kogo poradzić, ani przed kim wyspowiadać, do tego dopuścił Pan na nią wewnętrzną oschłość. W tem opuszczeniu była już bliska rozpaczy; lecz oto coś szepnęło jej w duszy: Czyli nie wiesz, że Najśw. Panna jest Pocieszycielką strapionych i Matką dobrej rady? Natychmiast klęka przed Jej obrazem i błaga: O Maryo, Tyś ostatnią moją ucieczką, do Ciebie spieszę z ufnością; czy i Ty zechcesz mię opuścić? Za chwilę wrócił pokój, a z nim światło i pociecha.
Za przykładem tej pobożnej zakonnicy, uciekajmy się w czasie wewnętrznych udręczeń do Najmiłościwszej Matki, a z Nią do Ducha Świętego, iżby On sam modlił się w nas „wzdychaniem niewymownem"¹). Zarazem za Jego łaską ożywiajmy każdą modlitwę wiarą, ufnością, pokorą i miłością, jak to czyniła Marya.
A jakiż rodzaj modlitwy był Jej najmilszy? Bez wątpienia, Najśw. Panna modliła się ustnie, i według zwyczaju izraelskiego odmawiała często psalmy, przyczem dusza Jej, jak lutnia pod ręką mistrza, wydawała przedziwne tony to pokory i miłości, to nadziei i tęsknoty za Obiecanym Mesyaszem. Czytywała również z rozkoszą Pismo św., a szczególnie Proroków, i nieraz wołała z Izajaszem: Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił²); to znowu modliła się, by Jej Pan dał poznać tę, która miała zrodzić Emanuela.
Z modlitwą ustną łączyła myślną, i nietylko zatapiała się w doskonałościach Boskich, nietylko rozważała codzień zakon Pański, ale pełna Ducha Świętego, w ofiarach starozakonnych widziała przyszłą Mękę Zbawcy. Kiedy już Słowo stało się ciałem, a dzieło zbawienia spełniać się poczęło, Najśw. Panna patrzyła bacznie na te dziwy Boże i wszelkie słowo zachowywała w sercu swojem¹). W Nazarecie i podczas publicznego życia Chrystusa Pana wnikała w tajniki Jego Serca, to znowu zastanawiała się nad Jego nauką i czynami. Po Zmartwychwstaniu lubiła obchodzić te miejsca, które On krwią swoją uświęcił, duchem zaś przebywała najmilej w wieczerniku i na Kalwaryi, zkąd przez Górę Oliwną zdążała do nieba.
Twierdzą przytem Ojcowie święci, że Pan Bóg udzielił Najświętszej Pannie przeobfitego daru kontemplacyi, to jest, tej modlitwy wlanej, w której dusza bez własnej pracy poznaje w świetle nadprzyrodzonym Pana Boga, o ile na ziemi poznać Go można, i upaja się Jego miłością. Co więcej, jeżeli św. Paweł bywał porywany aż do trzeciego nieba, jeżeli św. Jan oglądał za życia chwałę górnego Jeruzalem, jeżeli tylu Świętych otrzymało od Boga zachwyty, widzenia, objawienia i inne dary nadzwyczajne: nie można wątpić, że takowe i Bogarodzicy dostały się w udziale i to w większej nierównie mierze.
Co do nas, Najmilsi, módlmy się również ustnie, tak jednak, by duch nasz ważył na słowa i zdobywał się na odpowiednie akty, albo przynajmniej obudzał w sobie ogólne uczucia czci, miłości, żalu, upokorzenia się i t. p. Tylko nie za wiele naraz, inaczej łatwo możemy się znudzić i stracić uwagę; ani też sądźmy, że należy używać w modlitwie pięknych lub uczonych zwrotów, bo Bóg patrzy na serce, a nie na słowa. Módlmy się także myślnie, rozważając czy doskonałości Boskie, czy tajemnice wiary, czy rzeczy ostateczne, czy szczególnie życie wewnętrzne i zewnętrzne Chrystusa Pana i Najśw. Matki. Kto może, niech rozmyśla według prawideł św. Ignacego, używając ku pomocy dobrej książki; kto nie może, niech odmawia każdą modlitwę powoli i z zastanowieniem się, a mianowicie niech przy Różańcu rozważa, co każda tajemnica przypomina i czego od nas żąda, niemasz bowiem lepszej książeczki do rozmyślania nad Różaniec, i bieglejszej mistrzyni nad Najśw. Pannę. Przedewszystkiem niech każdy łączy się z Panem Jezusem, który, jak mówi Pismo, usuwał się na samotność i całe noce trawił na modlitwie.
Co do przedmiotu wreszcie i celu, Najśw. Panna Marya modlitwą swoją wielbiła przedewszystkiem Pana Boga, — wielbiła Go w Jego majestacie, — wielbiła Go w Jego dziełach i słowach, — wielbiła w każdem stworzeniu; sama zaś uniżała się przed Bogiem jak najgłębiej, zstępując aż na dno nicości swojej i wystawiając Tego, który sam możny i święty, wejrzał na niskość służebnicy swojej. Tóż samo i teraz na czele wszystkich mieszkańców nieba uniża się przed stolicą Baranka i wraz z Człowieczeństwem Jezusowem składa hołdy Bogu w Trójcy Św. Jedynemu. Łączmy się w tych hołdach z naszą Królową, i wraz z całą rzeszą niebieską śpiewajmy Panu już tu na ziemi pieśń chwały; ponieważ zaś nietylko stworzeniami ale i grzesznikami jesteśmy, przeto dodawajmy często do tej pieśni psalm pokutny: Zmiłuj się nademną, Boże, według wielkiego miłosierdzia Twego¹).
Najświętsza Panna ofiarowała się Bogu w modlitwie, oddając siebie i swoje wszystko do rozrządzenia Jego woli. To ofiarowanie się uczyniła Ona już w świątyni jerozolimskiej, dzieckiem jeszcze będąc, ponawaiała zaś takowe często w życiu, lecz nigdy tak wyraźnie, jak na Kalwaryi, bo wtenczas dodała prośbę, by była wraz z Synem znieważona, umęczona, ukrzyżowana, byle Bóg był uwielbion, a ród ludzki zbawion. Po zmartwychwstaniu Chrystusa oddawała się również na żertwę całopalną dla dobra Jego Kościoła, zwłaszcza wtenczas, kiedy słuchała Mszy św., lub przyjmowała Komunię świętą; a przytem tęskniła nieustannie za oglądaniem najmilszego Syna, dopóki miłość, nakształt ognia, nie strawiła Jej życia. W podobnym duchu ofiary oddawajmy się Bogu na wszystko, co zechce z nami uczynić, uwielbiając na każdym kroku Jego wolę i tego tylko pragnąc, by życie nasze spłonęło, jak lampa, dla chwały Bożej i dobra bliźnich, a serca nasze, niekalane brudem ziemskim, nakształt gołębicy wzlatywały ciągle w górę.
Najświętsza Panna dziękowała w modlitwie, dziękowała zaś za wszystkie dary Jej dane, i to nietylko za przyrodzone, ale i przedewszystkiem za nadprzyrodzone, nietylko za pociechy, ale i za boleści; wiedziała bowiem, że wszystko z ręki Bożej pochodzi. Dziękowała także za łaski dane całej ludzkości od stworzenia świata, szczególnie zaś za Wcielenie Słowa, za Ofiarę krwawą i bezkrwawą, za słowo prawdy i za Chleb żywota, za ustanowienie Kościoła i za złożone w nim krynice wody żywej. Ten hymn dziękczynienia płynął ciągle z Jej serca, jak długo żyła na ziemi, płynie i teraz z tronu chwały, za Niebo całe i ziemię całą, za wszystkie pokolenia i wieki, a osobliwie za niewdzięcznych, którzy nie dziękują Bogu. Może i my do nich należymy? Może na podobieństwo onych trędowatych, umiemy prosić o dary, a nie umiemy i nie chcemy za nie dziękować? Może, co gorsza, sami darami policzkujemy ich Dawcę? Tóż przynajmniej odtąd uczmy się dziękować od Mistrzyni modlitwy, dziękować za wszystko, więc za pociechę i boleść, za chwałę i poniżenie, dziękować codziennie, a najgoręcej po Komunii św., dziękować za siebie i za drugich, dziękować sercem, usty i czynem; aby zaś te dzięki tem milszemi były Panu, składajmy je na ręce Bogarodzicy.
Najświętsza Panna błagała wreszcie Pana Boga w modlitwie, prosząc dla siebie o dary duchowne, a zwłaszcza o miłość doskonałą, dla świata o zmiłowanie Boże i o rychłe zesłanie Zbawcy. Kiedy już ten Zbawca przyszedł, nie przestała się modlić, by Go wszyscy poznali i umiłowali, by Jego słowo oświeciło każdy umysł, Jego Krew obmyła wszystkie dusze grzeszne, Jego Kościół rozszerzył się po całym świecie, by Niebo zapełniło się Błogosławionymi. O to samo modli się i teraz, jako najczulsza Matka miłosierdzia, i jużto wstrzymuje karzący miecz Sędziego, już wyprасza łaski dla milionów i milionów swoich dzieci, których potrzeby widzi w istocie Bożej, jakby w niezmierzonem zwierciedle.
Za Jej przykładem prośmy również o dary duchowne dla siebie, zwłaszcza o miłość wielką i o wytrwanie w miłości, o ziemskie zaś pod warunkiem, jeżeli takowe do zbawienia naszego posłużą. Ale na tem nie dosyć. Byłoby samolubstwem, Bogu niemilym a nam szkodliwem, pamiętać tylko o sobie; owszem, trzeba nam złotą wstęgą miłości opasywać wszystką bracie naszą, bliższą i dalszą, więc rodzinę ziemską i duchowną, to jest, wszystkie członki Kościoła, osobliwie zaś tych, którzy miłosierdzia Bożego więcej potrzebują, jako kuszonych, błądzących, grzeszników, umierających, pokutujących w czyścu i niedowiarków; tych nieść nam trzeba w duchu przed Stolicę miłosierdzia, do Matki najlitościwszej, by za Jej przyczyną znaleźli łaskę ku pogodnemu ratunkowi¹).
A o cóż dziś przedewszystkiem będziemy prosić? O dar modlitwy i dar rady, bo nam tych darów bardzo potrzeba. Kiedy św. Ignacy zamyślał porzucić życie światowe a oddać się Bogu, prosił gorąco Ducha Świętego, za wstawieniem Przeczystej Jego Oblubienicy, o wskazówkę, gdzie i jak ma służyć Bogu. Jakoż pewnej nocy, podczas modlitwy, objawiła mu się Najśw. Matka z Dzieciątkiem Jezus na reku, a równocześnie natchnienie wewnętrzne kazało mu iść do Jej kościoła na górze Montserrat, gdzie też Ignacy po spowiedzi generalnej miecz rycerski przed ołtarzem zawiesił, pieniądze ubogim rozdał, sam zaś do Manresy na pokutę i posługę chorych się udał. Tu wkrótce do wielkiej przyszedł bogomyślności, a nawet stał się jednym z najbieglejszych mistrzów modlitwy.
O Matko najmiłościwsza, my nie śmiemy nawet pragnąć, abyś się nam ukazała widzialnie, bośmy tego nie godni; ale zato prosimy Cię, i bardzo gorąco, byś nam wyjednała obfity dar modlitwy. O Stolico mądrości, naucz nas gardzić rzeczami doczesnemi, a pożądać niebieskich i szukać Boga na każdym kroku. O Naczynie przedziwnego nabożeństwa, uczyń przy pomocy łaski Jezusowej serca nasze naczyniami duchownemi i czystemi, by z nich, jakby z kadzielnic, wznosiła się nieustannie woń święta. Amen.