*„Błogosławiony żywot, który cię nosił, i piersi, któreś ssał."* — Łk 11, 27
Za czasów Papieża Liberyusza żyło w Rzymie dwoje małżonków, znanych z szlachetnego rodu — bo Jan był patrycyuszem rzymskim — ale więcej jeszcze z niezwykłej pobożności. Nie mając dzieci, postanowili oni cały swój majątek poświęcić Najświętszej Pannie, i modlili się gorąco, by im raczyła wskazać, na co ich dostatków chce użyć. Najmiłościwsza Matka wysłuchała ich pokornej modlitwy i pewnej nocy objawiła im we śnie, że mają pod Jej wezwaniem zbudować kościół na wzgórzu Eskwilinus zwanem, i to na tem miejscu, które nazajutrz znajdą śniegiem pokryte. Ledwie dzień zaświtał, pobiegł Jan z radosną wieścią do papieża Liberyusza, który tejże nocy podobną od Najświętszej Panny otrzymał wskazówkę. Jakoż zaraz liczna procesya, z Ojcem świętym na czele, wyruszyła na owo wzgórze, i rzecz dziwna, znaleziono tam warstwę świeżego śniegu, a było to w czasie największych upałów, bo w początkach sierpnia. Wszyscy upadli na kolana, wielbiąc Boga w Trójcy Jedynego i dziękując Królowej Niebieskiej za to cudowne iście zjawisko.
Raczono wziąć się do budowy i już w r. 367 stanął tu piękny kościół, który 5 sierpnia uroczyście poświęcono; na pamiątkę zaś tego dnia ustanowione zostało dzisiejsze święto. Kościół ten, podniesiony później do godności bazyliki większej, pierwsze dzierży miejsce między świątyniami ku czci Najświętszej Panny w Rzymie wzniesionemi; ztąd też dano mu nazwę bazyliki Mariae Majoris, czyli Najśw. Panny Maryi Większej, od owego zaś cudu nazwano go bazyliką Najśw. Panny Śnieżnej, od papieża Liberyusza, bazyliką liberyańską. Odnowił go wspaniale w wieku XVI. papież Sykstus V., w dziewiętnastym papież Pius IX, lecz największy jego skarb, to żłóbek P. Jezusa, przeniesiony tu z Betleem, i obraz Matki Bożej, malowany, jak twierdzą, przez św. Łukasza; tu także mieszczą się ciała św. Hieronima i św. Piusa V.
---
Najmilsi, słysząc, jak ów dar pobożnych małżonków mile został przyjęty i hojnie nagrodzony, może niejeden z was radby zawołać: O gdybym to i ja mógł zrobić podobną ofiarę dla Najświętszej Matki. Zapewne, byłaby to rzecz piękna i święta, gdyby była z wolą Bożą zgodna; ale stawiać kościoły rzadko kto może. Zato każdy może zbudować Najśw. Pannie kościół duchowny w swojej rodzinie i w swojem sercu; a jakimże sposobem? Oto przez służbę wierną. Co więcej, taka służba więcej stokroć ma ceny, niż złoto i marmury, gdybyśmy do nich nie dodali serca kochającego i życia świętego.
Posłuchajcie tedy dzisiaj, dlaczego i jak mamy służyć Bogarodzicy.
Lecz pierwej przenosimy się duchem na owo wzgórze pokryte śniegiem i z całym Rzymem wysławiamy Twą dobroć, o Najmiłościwsza Pani. Zaprawdę, Tyś podobna do śniegu; jak bowiem śnieg jest biały i jasny, tak Ty jaśniejesz przedziwną czystością. Jak śnieg pokrywa góry i doliny, tak Ty miłosierdziem napełniasz sprawiedliwych i grzeszników. Jak śnieg zdradza ślady dzikich zwierząt, tak Ty odsłaniasz zasadzki czartów. Jak śnieg topniejąc użyźnia ziemię, tak Ty napawasz nas wodą łaski. Prosimy Cię o to i teraz.
---
Służyć winniśmy Najświętszej Pannie, bo jako Matka Tego, który jest Panem wszechświata, i jako Królowa nieba i ziemi, jest Panią wszystkich stworzeń; wszystkie zatem stworzenia rozumne uznać się powinny Jej sługami. Wprawdzie powiedział Pan Jezus: Panu Bogu twemu kłaniać się będziesz, a Jemu samemu służyć będziesz¹⁾; lecz należy to tak rozumieć, że cześć boska jednemu Bogu się należy i że On jest celem ostatecznym, do którego wszystko zmierzać powinno; jeżeli tedy służymy Maryi, jeżeli Ją czcimy i kochamy, to dla Pana Boga, czyli jak powiedział św. Bernard: „sławiąc Matkę, wysławiamy Syna", z którego wszystka wielkość Maryi i cała Jej chwała pochodzi. Z drugiej strony sam Bóg żąda, byśmy wszyscy służyli Najśw. Pannie Maryi, bo wszakże nie tylko wylał na Nią całe morze łask, ale wybrał Ją na umiłowaną Córkę swoją, na Oblubienicę Ducha Świętego, na Matkę Słowa Przedwiecznego; kiedy zaś ta Dziewica stała się Bogarodzicą, sam Syn Boży był Jej poddany, miłował Ją najwięcej po Ojcu swoim, spełniał po synowsku Jej wolę, powierzył Jej pieczy swój Kościół i wyniósł Ją ponad wszystkie chóry anielskie. Czyżby Ten, który powiedział: Czcij ojca twego i matkę twoją, a przez Apostoła nakazał: Słudzy posłuszni bądźcie panom, jako Chrystusowi²⁾, nie miał wymagać czci dla Matki wszystkich ludzi i posłuszeństwa dla Pani wszystkich stworzeń? Toż rozumiemy, dlaczego raz Pan Jezus pochylił głowę z krzyża do św. Gertrudy, modlącej się właśnie do Najświętszej Panny, i rzekł: „Tę cześć, którą oddajesz Matce mojej najsłodszej, potrafię ci wynagrodzić według całej hojności i szczodrobliwości mojej".
Służyć winniśmy Najśw. Pannie, bo to Pani dziwnie wielka, piękna i święta. Sam Duch Święty nazywa Ją wybraną jak słońce, a Pan Jezus w widzeniu tak zachęca św. Małgorzatę z Kortony: „Córko moja, czcij, czcij Matkę moją, której wielkości i piękności świat nigdy pojąć nie zdoła". Ona godnością ze wszystkich stworzeń najwyższa, Ona łaski wszelakiej pełna, Ona wszystkiemi cnotami jaśniejąca; służyć zatem tej Pani to zaszczyt niewysłowiony, — większy zaiste, niż piastować pierwszy urząd królewski, większy, niż być najpotężniejszym z mocarzy ziemskich, — większy niż wszystkie korony zgromadzić na swej skroni.
Służyć winniśmy Najśw. Pannie, bo jest zarazem Matką dziwnie czułą i dobrą. O Maryo — mówi słusznie św. Dyonizy — w Tobie nic innego znaleźć nie mogę, jedno dobroć i łaskawość, słodycz i łagodność, miłość i miłosierdzie. Sam Duch Święty nazywa Ją Matką pięknej miłości, bo Ona kocha nas miłością niezwyciężoną i mocniejszą niż śmierć. Lecz chociaż wszyscy ludzie mają prawo do tej miłości, szczególną atoli cząstkę odbierają ci, którzy służą po synowsku tej Matce, jak Ona sama zapewnia: Ja miłuję tych, którzy mię miłują. Ta Matka ich pieści, jakby małe niemowlęta; ta Matka ich strzeże, jak kokosz swe kurczęta; ta Matka ich karmi „Manną skrytą" i napawa „wodą wytryskującą na żywot wieczny"; ta Matka ich odziewa „szatą nieśmiertelności", to znowu tę szatę łaską Jezusową naprawia; ta Matka opiekuje się nimi w życiu, przy śmierci i po śmierci. Jakże tedy słodko służyć tej Matce! Ktoby temu nie wierzył, niech się zapyta gorących jej czcicieli. „O jak błogo, jak przyjemnie miłować Imię twoje Maryo — odzywa się św. Bonawentura. Jak balsam miły i jak woń wdzięczna Imię Twoje dla wszystkich, którzy Cię miłują". Inny miłośnik Maryi, św. Bernard, skarży się, że mu ta Matka serce wyrwała, a zachwycony Jej słodkością woła: „O wielka, o miłosierna, o wielce chwalebna Maryo, samo wymówienie imienia Twego miłością zapala, samo wspomnienie o Tobie pociesza serca miłujących Ciebie". Lecz pocóż pytać się świętych; powiedzcie raczej wy sami, czy po miłości Jezusowej znacie coś tkliwszego, coś słodszego, coś więcej pocieszającego, nad miłość tej Matki?
Służyć winniśmy Najśw. Pannie Maryi, bo jest zarazem Królową dziwnie łaskawą i hojną. Podczas gdy do królowych ziemskich przystęp nie jest łatwy, ta Królowa zaraz daje posłuchanie każdemu, choćby był najlichszym żebraczkiem. Mając z woli Bożej klucze do niebieskiej skarbnicy i władzę tak wielką, iż modlitwą swoją wszystko może, tego tylko pragnie, by wszyscy spieszyli do Niej po skarby; toż oczekuje próśb ludzkich, a nieraz nawet takowe uprzedza. Pełna litości dla nędzy wszelakiej, otwiera wszystkim łono miłosierdzia, by z jej pełności zaczerpnęli wszyscy — więzień uwolnienie, chory lekarstwo, zasmucony pociechę, grzesznik przebaczenie, sprawiedliwy łaskę³⁾. Możeliż być tedy rzecz korzystniejsza, jak służyć tej Królowej? Ona sama odzywa się do nas słowy Pisma św.: We mnie wszelka łaska drogi i prawdy, we mnie wszystka nadzieja żywota i cnoty⁴⁾. Błogosławiony człowiek, który mię słucha i który czuwa u drzwi moich na każdy dzień. Kto mię znajdzie, znajdzie żywot i wyczerpnie zbawienie od Pana⁵⁾. Ojcowie zaś kościoła powiadają śmiało, że służyć Maryi to droga zbawienia. Mianowicie, ta służba ratuje w pokusach, tak że nieraz sama myśl o Najśw. Pannie lub jedno do Niej westchnienie wstrzymuje od grzechu. Ta służba odrywa serce od świata, a pociąga je do Boga, i słusznie powiedział św. Tomasz z Villanowy: „Kto chce przyciągnąć do siebie Jezusa i połączyć się z Nim, niech się do Matki ucieka, niech się Matce oddaje". Ta służba sprowadza wiele łask w życiu, pokrzepia przy śmierci i otwiera wrota do szczęśliwej wieczności; toż pisarze duchowni prawdziwe nabożeństwo do Najśw. Panny uważają za znak wybrania do chwały, a pobożny Blosius śmiało twierdzi, że nie może być, aby poszedł na zatracenie, kto gorąco i pokornie służy Maryi, bo prędzej niebo i ziemia zaginie, nim Marya opuści tego, który wzywa Jej opieki.
---
II.
Służcie Jej tedy najprzód wy, Bracia kapłani. Wy macie nie tylko sami jaśnieć cnotami, ale być światłością świata i solą ziemi, to jest, uświęcać dusze i rozszerzać Królestwo Jezusowe. Zadanie wasze wielkie, tymczasem siły wasze słabe, wrogowie wasze potężni; gdzież tedy znajdziecie światło, moc i pociechę, jeżeli nie w sercu Zbawiciela, a kto was zaprowadzi do tego Serca, jeżeli nie Bogarodzica? Służbie Jej poświęćcie zatem całe swe życie, i wzajem duszę i ciało, każdą waszą walkę i każdą pracę poruczcie Jej straży. Wszakże Ona to opiekowała się Apostołami po Zmartwychwstaniu Pańskiem, Ona św. Ignacemu z Lojoli wskazała drogę życia, Ona krzepmiła w ciężkich próbach św. Józefa Kalasantego, Ona św. Alfonsowi i tylu innym pomogła zachować bez szwanku kwiat dziewictwa, Ona i dziś pracom kapłanów i misyonarzy wyprасza błogosławieństwo. Niedawno temu misyonarz Bataillon miał trudną przeprawę na australijskiej wyspie Wallis, bo znaczna część dzikich nie tylko nie chciała przyjąć chrztu, ale postanowiła uderzyć na wierną trzódkę, by ją wygładzić do szczętu. Misyonarz wezwał pomocy Królowej niebieskiej, a utworzywszy naprędce chorągiew z Jej wizerunkiem, uszykował pod nią wszystkich nawróconych i kazał im odmawiać różaniec; sam zaś, uzbrojony również różańcem i krzyżem, wystąpił przeciw poganom i w imię Jezusa wezwał ich do odwrotu. Rzeczywiście poganie pierzchnęli w panicznej trwodze, a niezadługo potem ukorzyli się przed krzyżem.
Służcie tej Pani wszyscy wierni Chrystusowi, bez różnicy stanu, płci i wieku. Służcie Jej królowie ziemscy, a Ona, jako Królowa Niebieska, nauczy was rządzić ludami ku ich pożytkowi i ku chwale Bożej. Wzorem niech wam będzie Święty Szczepan, król węgierski, który nie tylko koronę swoją poświęcił Najśw. Pannie i przez całe życie gorąco ją czcił, ale nadto w obliczu śmierci tak się modlił: „Królowo niebieska, Twojej opiece powierzam cały Kościół święty z biskupami i duchowieństwem i całe królestwo z możnymi i z ludem".
Służcie tej Pani mądrzy i uczeni, a Ona, jako stolica mądrości, odsłoni wam tajniki, dla duchów pysznych niedostępne, i nauczy was bojaźni Bożej. Wzorem niech wam będzie święty Tomasz z Akwinu, który ilekroć spotykał jaką trudność w naukach, klękał pokornie i przez Najśw. Pannę prosił o światło wewnętrzne.
Służcie tej Pani prostaczkowie, a Ona, jako Mistrzyni najdoskonalsza, nauczy was w swojej szkole prawd i dróg Bożych. Wzorem niech wam będzie św. Józef z Kupertynu, który wielkiej nauki nie posiadał, a jednak dzięki nabożeństwu do Najśw. Matki takiej nabył biegłości w umiejętnościach Bożych, że pierwszych mistrzów wprawiał w zdumienie.
Służcie tej Pani ludzie możni i bogaci, a Ona, jako Pani można, nauczy was, jak używać dostatków wedle woli Bożej i przy wielkości ziemskiej zachować pokorę. Wzorem niech wam będzie św. Franciszek Borgiasz, który przed wstąpieniem do Towarzystwa Jezusowego był namiestnikiem królewskim i magnatem hiszpańskim, a jednak brał udział we wszystkich nabożeństwach i praktykach na cześć Bogarodzicy, nie wyróżniając się od prostoty.
Służcie tej Pani ludzie ubodzy i cierpiący, a Ona, jako Panna łaskawa i Pocieszycielka strapionych, nauczy was dźwigać krzyż mężnie i skarbić sobie skarby w niebie⁶⁾, których złodziej nie wykradnie. Wzorem niech wam będzie św. Benedykt Józef Labre, żebrak, który nic nie miał, a jednak czuł się szczęśliwym, bo miał Boga i mógł całe godziny trawić na modlitwie przed obrazem Najśw. Panny w jednym z kościołów rzymskich.
Służcie tej Pani rodzice chrześcijańscy, a Ona, jako Opiekunka rodzin, nauczy was wychowywać wasze dzieci i roztoczy baczną straż nad waszem ogniskiem domowem. Wzorem niech wam będą rodzice bł. Kryspina z Viterbo, którzy synowi swemu wpоili zawczasu nabożeństwo do Bogarodzicy i nauczyli go wołać w każdej przygodzie: Najświętsza Panno Maryo dopomóż. Jakoż ta właśnie modlitewka uratowała go od śmierci, a przynajmniej od kalectwa, kiedy wraz z kilku chłopcami spadł z wysokiego drzewa na stertę kamieni.
Służcie tej Pani dzieci chrześcijańskie, a Ona, jako Matka najmilsza, nauczy was służby Bożej i poprowadzi was bezpiecznie po śliskich ścieżkach życia. Wzorem niech wam będą św. Stanisław Kostka i sw. Róża Limańska, istne anioły w ludzkiem ciele, a przytem prawie od kolebki kochające i wzajem ulubione dzieci Maryi.
Służcie tej Pani młodzieńcy i dziewice, a Ona, jako Królowa Panieńska, nauczy was dochować bez uszczerbku lilii czystości i wesprze w walce z wrogami duszy. Wzorem niech wam będą sw. Franciszek Salezy, sw. Katarzyna Seneńska i tyle innych świętych, co w młodym wieku złożyli ślub dziewictwa u stóp Maryi i dzięki Jej opiece doszli do wysokiej doskonałości.
Służcie tej Pani starcy, bliscy śmierci, a Ona, jako Orędowniczka umierających, pokrzepi was w chwili zgonu i ulgę wam przyniesie w karze czyścowej. Wzorem niech wam będzie sw. Alfons Liguori, który acz złamany wiekiem, pracą i chorobą nie omieszkiwał ku czci Najśw. Panny odmawiać codzie Różańca, pościć co sobotę o chlebie i wodzie i szerzyć Jej chwały słowem i piórem.
Jednem słowem, służcie tej Pani wszyscy, wielcy i mali, światli i nieumiejętni, szczęśliwi i cierpiący, sprawiedliwi i grzesznicy, a doświadczycie wszyscy, jak błogosławionem jest imię Marya i jak słodka Jej służba.
---
III.
Lecz jakże służyć tej Pani? Oto spełniając jak najwierniej Jej wolę; a że Ona tego tylko pragnie, czego Bóg pragnie, więc spełniać wolę Bożą, czyli strzec się grzechu i czynić dobrze. Czuwać u Jej drzwi na każdy dzień i pytać się często w modlitwie: Co chcesz, Pani, abym uczynił? iżby nawet Jej życzenia zgadywać. Ofiarować Jej, a przez Nią Panu Jezusowi, całą swoją istotę i całe swe życie, a tę ofiarę często ponawiać. Starać się Jej przypodobać na każdym kroku i składać Jej jakiś podarunek, czy to np. jakaś modlitwę lub pieśń, czy jakieś umartwienie, czy jakaś jałmużnę, czy szczególnie Mszę św. lub Komunię św. Zależeć we wszystkiem od Jej skinienia i prosić przed każdą sprawą o Jej pomoc. Myśleć o Niej jak najczęściej i rozważać Jej przywileje, cnoty i sprawy, by się stać do Niej podobnym i wedle sił głosić Jej chwałę. Należeć do jakiegoś Jej bractwa i przynajmniej w większe Jej święta przystępować do Sakramentów św. Mieć w domu Jej obraz, a na piersiach Jej medalik, nosić przytem Jej szatę, czyli szkaplerz, odmawiać codzień cząstkę różańca, i pozdrawiać Ją na głos dzwonu lub uderzenie zegara.
Cokolwiek atoli czynimy ku czci tej Pani, czyńmy z wielką miłością, raz że Ona godna takiej miłości, a powtóre, że nie tyle czyn zewnętrzny, ile miłość, z jaką go spełniamy, ma wartość w Jej oczach. Ona sama oto nas prosi: Daj mi serce twoje, a oczy twoje niech strzegą dróg moich⁷⁾. Sw. Odilon będąc jeszcze dzieckiem, został za przyczyną Najświętszej Matki cudownie uleczony z kalectwa, i poczuwał się ztąd przez całe życie do wielkiej wdzięczności. Pewnego razu wziął powróz na szyję, a stanąwszy przed obrazem Bogarodzicy, prosił gorąco, by Najmiłościwsza ta Pani uważała go nie tylko za swego sługę, ale nawet za swego niewolnika. Odtąd przymnożył czci i miłości, a ilekroć wymawiał imię Marya lub spoglądał na Jej obraz, zawsze pochylał głowę z pokorą. Najmilsi, i my również uważajmy się za niewolników Maryi i przywiążmy się do Niej, nie słabym powrozem, ale silnym łańcuchem miłości.
Wreszcie, służmy tej Pani wytrwale, bo tylko ten, kto wytrwa aż do końca, zbawion będzie⁸⁾. Życie nasze krótkie, a wieczność długa, warto zatem zakoszтować dla Niej trochę trudu, zwłaszcza, że trud, jakiego wymaga służba Maryi, jest nader miły i lekki. Czytamy o biskupie magdeburskim Udonie, że tenże będąc uczniem, nie mógł się niczego nauczyć, bo miał słabą głowę. Strapiony chłopczyna udał się po pomoc do Najśw. Panny i rzeczywiście dobra ta Matka raczyła mu objawić w widzeniu, że nie tylko uczyni wielkie postępy w naukach, ale że zostanie biskupem tego miasta. Tak się też stało. Udo, wyniesiony na stolicę biskupią, był z początku dobrym pasterzem i gorącym czcicielem Najśw. Panny, później atoli oddał się lenistwu i zbytkom. Wówczas Bogarodzica zesłała mu upomnienie w sennem widzeniu. Zdało się biskupowi, że jest w swojej katedrze i widzi, jak przez otwarte drzwi wchodzą dwaj Aniołowie z zapalonemi pochodniami i stają przed ołtarzem. Dwaj inni Aniołowie rozesłali dywan i ustawili na nim dwa złote krzesła; za nimi wszedł młodzieniec z mieczem ognistym w ręku, a stanąwszy na środku, zawołał głosem wielkim: „Wy Święci niebiescy, których kości w tym kościele spoczywają, wychodźcie i przypatrzcie się sądowi Bożemu". W tej chwili ukazali się Święci i usiedli obok ołtarza. Wreszcie zjawił się sam Sędzia Najwyższy, Jezus Chrystus, pośród rzeszy Aniołów, i zajął miejsce na złotym tronie. Za nim weszła Najśw. Matka w orszaku św. Dziewic i usiadła obok Syna. Na Jego skinienie Aniołowie stawili przed tronem Udona, poczem wystąpił sw. Maurycy i rzekł: „Sędzio Najwyższy, imieniem ludu zgorszonego żądam sprawiedliwości na opieszałego biskupa Udona; — niech ginie nagłą śmiercią". Wprawdzie Najśw. Panna wstawiła się za winowajcą, ale Pan Jezus odrzekł: „Nie, Matko, już dosyć prosiłaś za nim i dosyć go upominałem. Teraz wybiła dla niego godzina sprawiedliwości, niech będzie zabity". A Święci powtórzyli: „Niech będzie zabity". I błysnął miecz w ręku Anioła, a głowa Udona spadła na ziemię. Wtem ocknął się biskup i tak sobie wziął do serca to upomnienie, że stał się innym człowiekiem.
Najmilsi, może i któremu z nas grozi w tej chwili podobny wyrok; patrzmy tedy, abyśmy się nie opuszczali w służbie Bożej i w służbie Maryi, a jeżeliśmy popadli w lenistwo, lub co gorsza, w grzechy zabrnęli, wracajmy czemprędzej za łaską Jezusową do dawnej gorliwości.
Ty zaś, o Pani, przyjm nas za swe sługi, i spraw swoją przyczyną, byśmy Ci do końca życia pozostali wiernymi. Niech miłość Twoja będzie zawsze w naszych sercach, a Imię Twoje na naszych ustach, byśmy z tem Imieniem, jak niegdyś gołębica Noego z gałązką oliwną, przelecieli ponad wodami potopu — ponad troskami i pokusami ziemskiemi, do stóp Syna Twego a Zbawcy naszego. Amen.
---
¹⁾ Mat. IV, 10. ²⁾ Do Efez. VI, 5. ³⁾ Sw. Bernard. ⁴⁾ Ekkl. XXIV, 25. ⁵⁾ Przyp. VIII, 35. ⁶⁾ Mat. VI, 20. ⁷⁾ Przyp. XXIII, 26. ⁸⁾ Mat. X, 22.