HomiliaDB

św. bp Józef Sebastian Pelczar · Kazania maryjne

Kazanie — na święto Najczystszego Serca Najświętszej P. Maryi, przypadające na niedzielę po oktawie Wniebowzięcia Najświętszej P. Maryi

Najświętsza P. Marya Matka i Mistrzyni miłosierdzia względem ubogich.

Gdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Miłość bliźniego i miłosierdziePośrednictwo i współcierpienie
W skrócie. Kazanie na święto Najczystszego Serca Maryi ukazuje Ją jako wzór miłosierdzia: Jej Serce, wolne od grzechu i pełne cnót, jaśniało miłością Boga i bliźnich, a Ona porodziła Miłosierdzie wcielone. Pelczar przeprowadza historyczny wywód od ubóstwa miłości w świecie pogańskim, przez Chrystusa jako Miłosierdzie Wcielone, po Maryję jako Matkę i wzorzec miłosierdzia czynnego. Kazanie wzywa słuchaczy do dzieł miłosiernych, szczególnie wobec ubogich, chorych i zagubionych, jako apostolstwa miłości.

„jak pięknie powiedział św. Epifaniusz, Ona cała jest okiem, aby czuwać nad nami, cała ręką, aby nieść nam ratunek, cała sercem, aby litować się nad nami.”

*Najświętsza P. Marya Matka i Mistrzyni miłosierdzia względem ubogich.*

Treść: Serce Maryi, po Sercu Zbawiciela najświętsze, było pełne łask i cnoty. — Szczególnym blaskiem jaśniała w niem miłość Boga i bliźnich. — Marya porodziła Miłosierdzie i jest wzorem miłosierdzia.

Przed Chrystusem Panem ciężki był los ubogich i cierpiących. — Dopiero Chrystus Pan nakazał miłować bliźniego jak siebie samego i być miłosiernym. — Z Jezusem i Maryą zstępuje miłosierdzie na ziemię i zakłada swą stolicę w Kościele katolickim. — Wzorem doskonałego miłosierdzia jest Marya, bo Jej miłosierdzie było czynne i ofiarne. — Tak i my powinni czynić tyle dobrego ubogim, ile możemy, a mianowicie odwiedzać ich w chorobie. — Wymagają tego dzisiejsze potrzeby, a zwłaszcza niebezpieczeństwo ze strony socyalizmu. — Drogę do tego wskazuje Marya. — Jej miłosierdzie było nadprzyrodzone i z duchem apostolskim połączone, takiem też winno być miłosierdzie nasze. — Szerzenie się niedowiarstwa i moralny upadek klasy najbiedniejszej wymagają apostolstwa miłości. — Pobudki do takiego działania i polecenie ubogich opiece Najlitościwszej Matki.

*„Wody mnogie nie mogły ugasić miłości i rzeki nie zatopią jej."* — Pieśń nad pieśniami, VIII, 7 (z Lekcyi).

Cóż piękniejszego i czci godniejszego, po Sercu Zbawiciela, jak Serce Najświętszej Jego Matki¹). Serce to wolne od najlżejszej nawet zmazy grzechu i zawsze czyste, zawsze święte, zawsze niepokalane, — nazwane słusznie ogrodem zamkniętym, którego stopa niszcząca nigdy nie dotknęła, — to źródłem zapieczętowanem, którego wód nikt nigdy nie zmącił. Serce to pełne łaski i cnoty, podobne iście do wspaniałej świątyni, gdzie ołtarz złoty, gdzie ściany marmurowe, gdzie woń kadzidła, gdzie śpiew przedziwny, gdzie ciągła chwała Boża. Serce to pełne ładu i harmonii, przyrównane trafnie do owego raju, który wznosił się tak wysoko, iż go żadne wiatry i burze nie dosięgnęły. Wprawdzie i w Sercu Maryi odzywały się różne uczucia, jak radości i boleści, lecz były one zawsze święte, bo mające cel godziwy i poddane rozumowi, a przez rozum woli Bożej.

Wszystkie cnoty, i to w mierze najwyższej, zdobiły to Serce; największym atoli blaskiem jaśniała miłość, jak to sam Duch Św. zaświadczył, wkładając w usta Maryi te słowa: Ja jestem matka pięknej miłości. Słusznie też św. Franciszek Salezy nazwał Maryę „Królową miłości", a inny pisarz kościelny powiedział, że Cherubini i Serafini mogliby byli zstąpić z nieba na ziemię, aby w sercu Maryi, niby w szkole, nauczyć się miłości²). Jako niepokalanie poczęta i pełna łaski, miłowała Ona Pana Boga ze wszystkiego serca swego, ze wszystkiej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich; w Bogu zaś i dla Boga miłowała ludzi, i to miłością czystą, szlachetną, ofiarną i stałą, a tak wielką, że nie dorównałaby Jej miłość wszystkich serc ludzkich, w jeden złączona płomień. Miłość Boga i bliźniego — można powiedzieć za św. Bernardem — tak przejęła Serce Maryi, że w niem nie było ani cząsteczki, któraby tą miłością nie pałała. Ogień tej miłości rozpalił sam Duch Św. już w pierwszej chwili poczęcia, w miarę zaś, jak Marya pomnażała się w łasce, rosły i wzbijały się coraz wyżej jej płomienie. I nic w tem dziwnego, bo Ona została wybrana na to, by porodziła Tego, który powiedział: Przyszedłem puścić ogień na ziemię, a zarazem, by stała się Matką całej ludzkości.

Lecz chociaż w Sercu Maryi wszyscy ludzie się mieszczą, największy i najmilszy kącik mają tam nieszczęśliwi, a więc ubodzy, sieroty, chorzy, smutni, błądzący, kuszeni, grzesznicy, umierający, bo wszakże dla nich przedewszystkiem wydała na świat Miłosierdzie i nad nimi to szczególną Bóg sam powierzył Jej pieczę.

Rozważmy dzisiaj, że Najświętsza Panna Marya jest nie tylko Matką miłosierdzia, ale też wzorem, według którego i my miłosierdzie względem ubogich wykonywać powinni. Z. M.

Przed Chrystusem Panem wiele było nędzy na ziemi, a mało miłosierdzia. Żydzi ratowali wprawdzie swoich ubogich, ale nie mieli współczucia dla obcych, bo zbyt ciasno pojmowali miłość bliźniego. Nie brakowało też między nimi takich kapłanów i lewitów, co omijali zdala nieszczęśliwych. Wśród pogan trafiały się również serca czulsze, ale w ogólności dola ubogich, chorych, kalek i starców była pożałowania godna; bo ludzie zapomnieli, że jako dzieci jednego Ojca Niebieskiego są sobie braćmi. Sam Platon, ów wielki mędrzec, uznał ubogich za nieznośny ciężar państwa i radził rządcom, by rugowali z granic tę, jak mówił, nieczystą trzodę. Cóż więc dziwnego, że bogaci brzydzili się ubogimi, jakby wyrzutkami ludzkości, — że jeden z cesarzy rzymskich kazał nimi naładować trzy okręty i zatopić ich w morzu, — że sybaryci rzymscy starymi niewolnikami karmili ryby mureny.

Lecz oto przyszedł sam Syn Boży na ziemię, aby opowiadać Ewangelię ubogim, leczyć chorych, cieszyć nędznych, oświecać ślepych, wskrzeszać umarłych, wszystkim dawać żywot; — przyszedł „w postaci sługi" i okrył się ubóstwem, niby królewskim płaszczem, iżby takowe uszlachetnić; — przyszedł jako brat nasz według ciała, by zaszczepić wśród ludzi prawdziwe braterstwo; — przyszedł jako Mistrz miłości, i nie tylko nakazał: Miłuj bliźniego swego, jako siebie samego i znowu: Bądźcie miłosierni, jako Ojciec wasz niebieski miłosierny jest¹), ale dając nam najdoskonalszy przykład miłosierdzia, umarł na krzyżu za nędzne i grzeszne. Chrystus Pan stał się zatem dla nas miłosierdziem, bo stał się światłem prawdy dla ślepych, chlebem żywota dla głodnych, wodą łaski dla spragnionych, szatą nieśmiertelności dla nagich, lekarstwem duchownem dla chorych, przytułkiem dla sierot, zbawieniem dla grzeszników; z Nim też przyszło miłosierdzie na ziemię i rozgościło się w sercach ludzkich.

Kolebka jego żłóbek i krzyż, ojcem sam Bóg, matką Marya; Ona bowiem nie tylko porodziła Miłosierdzie wcielone i wydała Je na krzyż, ale z krzyża ogłoszona została Matką miłosierdzia. Zarazem rozszerzone zostało Jej Serce, zawsze czułe i kochające, iż miłością ogarnęło wszystkich ludzi, jacy byli, jacy są i jacy będą, przedewszystkiem zaś nieszczęśliwych; wszyscy też mają teraz prawo do macierzyńskiej Jej opieki, byle tylko chcieli Ją znać i Jej wzywać. Kiedy zaś wstąpiła na tron chwały, dał Jej Pan „połowę królestwa swego", bo królestwo miłosierdzia, poddając Jej berłu wszystkich nędznych na duszy lub ciele. Jako królowe ziemskie przyjmują prośby, zwiedzają szpitale i opiekują się zakładami dobroczynnymi; tak i Królowa niebieska daje posłuchanie każdemu i przegląda ciągle tę ziemię, niby szpital wielki, by nieraz nawet nieproszona spieszyć z pomocą czy ulgą; bo jak pięknie powiedział św. Epifaniusz, Ona cała jest okiem, aby czuwać nad nami, cała ręką, aby nieść nam ratunek, cała sercem, aby litować się nad nami.

Z Serca Jezusowego i z Serca Maryi spłynęło miłosierdzie do milionów serc innych i stało się jedną z wybitnych cech świata chrześcijańskiego. Ono już w czasach apostolskich tak przejmowało wiernych, że majętności swoje składali u stóp uczniów Pańskich; ono urządzało uczty miłosne, agapy, przy których dumny patrycyusz siedział obok swego niewolnika, a senator usługiwał ostatniemu nędzarzowi; ono zbierało z ulic pogan zapowietrzonych i budowało gospody, przytułki, szpitale, a w nich córkom patrycyuszów i samym patrycyuszom kazało spełniać najlichsze posługi; ono w biegu wieków utworzyło tyle zakonów, stowarzyszeń, bractw i zakładów dobroczynnych, że nie było nędzy czy choroby, na którąby nie było znalazło pomocy lub ulgi.

Wiele z tych dzieł stało pod sztandarem i nazwą Maryi, a wszystkie chroniły się pod płaszcz Jej opieki. Nadto Najświętsza Panna Marya była i jest najdoskonalszym, po Chrystusie Panu, wzorem miłosierdzia; słuszna zatem, byśmy się w ten wzór bacznie wpatrywali.

Mianowicie, miłosierdzie Najświętszej Panny było czynne i ofiarne. Acz sama uboga — bo własnemi rękami pracowała na utrzymanie życia — dzieliła się jednak chlebem swoim z uboższymi, do chleba zaś dodawała to, co jest stokroć nad ów cenniejszem i pożądańszem, bo współczucie serca, słowo pociechy i jałmużnę modlitwy. Nie mogła Ona patrzeć na nędzę bliźnich, by nie pomogła lub nie ulżyła; też skoro w Kanie spostrzegła troskę na czole nowożeńców, zaraz szepnęła z cicha do Syna: Synu, wina nie mają. Toż samo, zaledwie się dowiedziała o słabości ciotki swej Elżbiety, aliści poszła na góry z kwapieniem, by jej w pokorze i miłości usługiwać. Co więcej, litość dla nędznych posunęła do tego stopnia, że za nich i dla nich ofiarowała Syna swego na śmierć i chciała być z Nim wespół ukrzyżowana. I teraz także, jako Królowa niebieska i Szafarka Boża, nie przestaje nędznym dobrze czynić, a źródło Jej miłosierdzia nigdy się nie zmniejsza, nigdy nie wysycha, nikomu się nie zamyka, wszystkim stoi otworem, mimo że nie wszyscy godni zeń czerpać.

Za przykładem Matki miłosierdzia bądźmy miłosiernymi dla uboższej braci i dzielmy się z nią nie tylko chlebem i groszem, ale też i sercem. Dawajmy jałmużnę z tego, co zbywa od naszych potrzeb, bo to nie rada ale obowiązek, który Bóg sam nałożył, ogłaszając w Starym Zakonie: Rozkazuję tobie, abyś otwierał rękę bratu twemu potrzebującemu i ubogiemu¹), w Nowym zaś: Dajcie, a będzie wam dano²). Bądźmy atoli skorymi czynić więcej nad to, do czegoś my obowiązani. Mógł św. Marcin oddać ubogim połowę płaszcza, św. Jan Jałmużnik ostatnią kołdrę, św. Tomasz z Villanowy jedyne łóżko, a my czyż będziemy im rzucać lichą okruszynę, które ze stołu naszego spadają? Powiecie może: Niech więcej dają bogaci, my ledwie tyle mamy, ile potrzeby nasze wymagają. Tak, ale czy te potrzeby nie są wygórowane? Czy nie zawiele wydajecie na własne przyjemności, wygody, stroje, zabawy, widowiska, podróże, albo przeciwnie, czy nie zanadto kochacie wasz mieszek? Gdybyście sobie odmówili rzeczy zbytkownych i pamiętali lepiej na słowa Pańskie: Czyńcie sobie przyjaciół z mamony niesprawiedliwości, aby gdy zaśniecie, przyjęli was do wiecznych przybytkow¹); nie brakowałoby grosza na jałmużnę. Albo może zastawicie się ubóstwem? Ale i ubodzy mogą dobrze czynić uboższym; wszakże św. Zyta, służąca, pościła o chlebie i wodzie, aby przeznaczone dla niej jedzenie mogła rozdawać biednym, a św. Benedykt Józef, żebrak, dzielił się tem, co wyżebrał, z towarzyszami, sam zaś głód cierpiał. Zresztą, jeżeli nie możecie dać wiele, dajcie mało, byle chętnie, i starajcie się w inny sposób być czynnymi na rozległem polu miłosierdzia, już to biorąc udział w stowarzyszeniach dobroczynnych, już zbierając składki pośród bogatszych, już opiekując się biedną dziatwą, już odwiedzając opuszczonych chorych, już pracując dla ubogich i modląc się za nimi.

Szczególnie zalecam Wam, Najmilsi, odwiedzanie ubogich chorych, bo snadź sam Zbawiciel ceni wielce ten uczynek, skoro w dzień sądu tak wyrzeknie do sprawiedliwych: Byłem chorym, a nawiedziliście mię²). Z drugiej strony któż godniejszym litości, nad biedaka złożonego chorobą, zwłaszcza gdy tenże jest ojcem lub matką licznej rodziny. Dla takichto nie żałujmy ofiar; a jeżeli św. Jan Boży na własnych barkach nosił chorych do szpitala, — jeżeli św. Wincenty a Paulo pielęgnował zapowietrzonych, — jeżeli królowe i księżne, jak św. Elżbieta, św. Jadwiga i t. d. nie tylko obwijały ale i całowały ropiejące się rany nędzarzy, — jeżeli i dziś tyle Sióstr miłosierdzia przykuwa swe życie do łoża chorych, a nawet nie brak dusz pełnych poświęcenia, co się ofiarują na usługi trędowatych, więc na śmierć rychłą i straszną: my przynajmniej nie brzydzmy się lepianką i barłogiem biedaka.

Miłosierdzie czynne — oto obowiązek religijny i społeczny, w naszych czasach nader ważny, bo jak widzimy ze zgrozą, warstwy biedne tu i ówdzie już nie w imię Boga proszą o pomoc, ale w imię szatana domagają się równego podziału dóbr ziemskich.

Kogóż dziś nie przeraża ten socyalizm, występujący coraz groźniej; otóż przedniejszy jego hufiec tworzą ludzie nędzni, a przytem nie mający żadnego wędzidła, bo pozbawieni wiary w Boga, — ludzie paleni żądzą używania, bo szukający nieba na ziemi, — ludzie targani nienawiścią do bogatych, bo patrzący nieraz na ohydne ich samolubstwo.

Otóż trzeba ich rozbroić miłosierdziem, to jest, zbliżyć się do nich z chlebem lub lekarstwem w ręku, ze słowem pociechy na ustach, z miłością w sercu, i przekonać ich, że są jeszcze ludzie, którzy widzą w nich braci, iżby porzucając nienawiść, uznali się dziećmi tejże rodziny Bożej, a wyrzekając się złych pragnień, w ufności w Bogu i w pracy szukali polepszenia swej doli.

Miłosierdzie Najświętszej Panny Maryi było nadprzyrodzone w źródle, w objawach i w ostatecznym celu, to jest Najświętsza Panna czyniła dobrze pod wpływem łaski i dla przypodobania się Bogu, a nie z pobudek przyrodzonych, — działała zawsze wedle woli Bożej, więc z pokorą i miłością, i starała się pociągać wszystkich do Boga.

W Kanie galilejskiej nie tylko szło Jej o to, by oszczędzić nowożeńcom zmartwieniu, ale także, aby wszyscy uwierzyli, że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem. Idąc do Elżbiety, niosła z sobą Słowo Wcielone i uświęciła przezeń całą rodzinę.

Na Kalwaryi zaś o to szczególnie się modliła, by cała ludzkość nędzna, którą widziała w duchu u stóp krzyża, przez Krew Jezusową stała się uczestniczką miłosierdzia Bożego.

W ślad za Najświętszą Panną czyńmy wszystko, co czynimy dobrego, z pobudek wiary, więc dla Pana Boga; czyńmy z pokorą i miłością, czcząc w ubogich cierpiące członki Chrystusowe; czyńmy w tym celu, aby zapomocą miłosierdzia zbliżyć ich do Boga.

Człowiek biedny, a nieugruntowany w zasadach religijnych łatwo wmawia w siebie, że Bóg jest niesprawiedliwy, skoro jednym dał wiele dóbr ziemskich, innym mało lub nic.

Wiedzą o tem przywódcy socyalizmu, jakoż nie tylko w pismach i na zebraniach głoszą, że „Bóg jest przyjacielem bogaczów i ciemięzców", a „wiara w Boga jest złem", ale wszelakim sposobem starają się tę wiarę wyrwać z serc klasy biednej i pracującej, aby ją tem łatwiej popchnąć do rozbojów i mordów. I czegóż trzeba przedewszystkiem do powstrzymania tej zgubnej siejby niedowiarstwa? Apostolstwa miłości.

To właśnie apostolstwo mieli na myśli owi studenci paryscy, ze szlachetnym Ozanamem na czele, kiedy w r. 1833 związali się w pierwszą konferencye św. Wincentego a Paulo i postanowili odwiedzać ubogich chorych; chcieli oni bowiem przekonać niedowiarków, że Kościół katolicki nie jest wcale drzewem spróchniałem i mającym runąć pod ostatnim ciosem siekiery czasu, skoro nowe wypuszcza latorośle, nowe wydaje dzieła.

I zaprawdę, apostolstwo miłości jest nader skuteczne, tak, że ludzie, patrząc na poświęcenie się ciche, szlachetne i ofiarne, muszą wreszcie przyznać, że religia, przejmująca takim duchem, nie jest wynalazkiem ludzkim. Nie podobna również, aby ubodzy, aczby najgłębiej pogrążeni w występkach, oparli się potędze miłości.

Niechże ta miłość zstąpi również do miasta naszego, bo i tu ma ona bogate żniwo. Ktoby temu nie wierzył, niech się przypatrzy tej rzeszy włóczęgów i żebraków z profesyi, mnożącej się z dniem każdym, a przekona się, jaką przepaść upodlenia i zepsucia, a nieraz nawet bezbożności kryje się w wielu duszach, — jak niejeden całemi latami ani pomyśli o Bogu, ani się spowiada, ani chodzi do kościoła, gdy tymczasem zwierzęce popędy występują w całej brzydocie.

Otóż tu jest apostolskie wasze zadanie, miłośnicy Boga i bliźnich, zwłaszcza gdy jesteście członkami towarzystw dobroczynnych¹). Wy to starajcie się zbliżyć do tych ludzi, nieraz wzgardzonych przez społeczeństwo i nienawidzących społeczeństwa, wy ich modlitwą, słowem i ofiarą wyciągajcie z kałuży występku, — wy im mówcie o Bogu miłosiernym, o którym oni zapomnieli, albo którego znać nie chcą, — wy przy pomocy Ducha Św. rozdmuchujcie w ich duszach zagasłą lub słabo tylko tlącą iskrę wiary i miłości, — wy nawróconych i oczyszczonych łaską Sakramentów Św. wiedźcie za sobą na drogę cnoty, — słowem, nieście im nie tylko chleb dla ciała, ale także chleb dla duszy, to jest, Boga.

Chcąc was zachęcić do tej zbożnej pracy, nie będę wam mówił, że uświęcając drugich, samych siebie uszlachetniacie, — że każdy krok wasz będzie nagrodzony w niebiesiech, — że nawet i tu na ziemi nie poskąpi wam Bóg swoich błogosławieństw; raczej poruszę tę strunę, która najsilniej dźwięczy w sercu ludzkiem — strunę miłości.

Otóż uważcie, Najmilsi, że z miłości ku nam, istnym łazarzom, Syn Boży przyjął na się postać sługi i wyniszczył się aż do śmierci krzyżowej, — że On ciągle lituje się nad naszą nędzą duchowną i tylekroć przychodzi do biednych i lichych serc naszych w Komunii świętej, — że wreszcie, On sam wyciąga do nas rękę w postaci ubogiego, On sam leży na łożu w postaci chorego: a zaprawdę, któż z was nie odwzajemni Mu za miłość miłością?

O uproś nam wszystkim tej miłości, dobra i ukochana Matko Maryo. Tobie polecamy wszystkich ubogich, wszystkie sieroty, wszystkich chorych tego miasta i świata całego. Bądź dla nich Opiekunką, Pocieszycielką, Lekarką.

Odwiedzaj ich chatki, ciesz ich sieroctwo, łagódź ich boleści; a gdy im braknie chleba lub opieki, posyłaj do nich serca litościwe; gdyby zaś i takich serc zabrakło, weź Ty sama wszystkich opuszczonych na ramiona, i chodź od domu do domu, od serca do serca; przecież Tobie, o Matko, nie odmówią jałmużny. Opiekunko społeczeństwa, oddal że grożącą mu burzę i uproś bogatszym pokory i miłości, ubogim zaparcia się i cierpliwości, jednych i drugich zwiąż Bożą spójnią w świętą i kochającą się rodzinę. Amen.

← wróć do odkrywania