*Najśw. Panna Marya jest Mistrzynią i Opiekunką życia rodzinnego.*
Treść: Ludzkość przed Chrystusem była podobna do sieroty błąkającej się w obczyźnie. — Chrystus ulitował się nad tą sierotą i dał jej Matkę, której użył jako Współpracowniczki w naprawie rodziny.
Stan małżeństwa, tej podwaliny rodziny, był przed Chrystusem opłakany. — Chrystus uświęcił takowe i dał Maryę za wzór dla niewiast, które podźwignął z wiekowego upodlenia. — Jej małżeństwo z Józefem ma przyświecać wszystkim związkom małżeńskim, tak co do ich tworzenia, jak co do pożycia. — Niestety, w wielu związkach nie widzimy tego podobieństwa. — Dziewictwo Maryi było płodne, a Dziecię Boże jest wzorem dla dzieci, jak Józef i Marya są wzorem dla rodziców. — Są atoli rodzice, którzy nie spełniają obowiązków względem dzieci, a nawet dają im zgorszenie, bo sami Boga w sercu nie mają. — Marya, najlepsza małżonka, była również wzorem dla wdów. — Życie rodzinne niezmiernej jest wagi dla naszego zwłaszcza narodu. — Wezwanie do rodziców, by swe dzieci polecali zawsze opiece Najśw. Panny, a ztąd wpajali zawczasu w ich serca cześć i miłość ku tej Opiekce rodzin.
*„Ja matka pięknej miłości"* — Syr 24, 24 (z Lekcji).
Najmilsi, czyście wy widzieli kiedy biedną sierotę, tułającą się w obczyźnie, bez ojca i matki, bez dachu i chleba? Głód jest jej pokarmem, łzy napojem, boleść towarzyszką. Taką to sierotą była cała ludzkość przed Chrystusem Panem. Nie miała ona ojca, bo przez grzech straciła synostwo Boże, — nie miała domu, bo grzech zamknął przed nią bramy nieba, — głód ją dręczył, pragnienie paliło, bo spichrze Boże i źródła łaski skapo się otwierały, — smutek ją nękał, rozpacz targała, bo do Ojca swego — Boga bała się przystąpić, a Matki jeszcze nie znała. Lecz oto „w pełności wieków" okazało się nad nią miłosierdzie; przyszedł bowiem na ziemię sam Syn Boży w ludzkiem ciele i wziął niejako tę ludzkość na swe ramiona, ogrzał ją przy swojem Sercu, oczyścił z brudów Krwią swoją, nakarmił chlebem prawdy i żywota, napoił wodą łaski i zaniósł do domu swego — do Kościoła.
Lecz ta sierota zapragnęła jeszcze serca macierzyńskiego; więc Bóg dał jej matkę, i to dziwnie świętą, dziwnie dobrą, dziwnie możną, — a tą Matką Marya. O jakże wielka zachodzi różnica między tą drugą Matką ludzkości, a pierwszą. Ewa wierzy szatanowi, Marya Aniołowi Światłości; Ewa chce być „jako bogowie", Marya uważa się za służebnicę Pańską; Ewa staje się niewolnicą szatana, Marya depcze po jego głowie; Ewa kusząc do grzechu Adama, ściąga przez ten grzech na cały ród ludzki przekleństwo; Marya sprowadza na ziemię Zbawiciela, a przezeń błogosławieństwo; Ewa okuwa nas w kajdany, Marya z nich uwalnia; Ewa grzechem zapala piekło, Marya krzyżem Syna swego otwiera niebo; Ewa przyczyną zguby, Marya początkiem zbawienia¹). Słusznie też odzywa się św. Bernard: „Biegnij Ewo do Maryi, biegnij matko do córki²), bo coś ty zepsuła, to córka naprawiła".
Ponieważ zepsucie ogarnęło nie tylko jednostkę, ale także rodzinę i społeczeństwo, przeto i naprawa musiała sięgać daleko. Rzeczywiście, Zbawiciel przyszedł na to, aby wszystko oczyścić, wszystko uświęcić, wszystko udoskonalić; w tem zaś dziele używa jako Współpracowniczki najświętszej Rodzicielki swojej.
Przypatrzmy się dzisiaj, o ile to Najśw. Panna Marya przyczynia się do naprawy rodziny; w tym zaś celu okażę miłości waszej, że Ona jest Mistrzynią i Opiekunką życia rodzinnego. Z. M.
Podwalinę rodziny stanowi małżeństwo, ztąd też taka zazwyczaj jest rodzina, jakie jest małżeństwo. Przed Chrystusem Panem małżeństwo nisko upadło, bo wskutek grzechu zatracily lub osłabiły się te cechy, jakie mu Bóg nadał od początku, to jest, jedność, świętość i nierozerwalność, a natomiast w całym prawie świecie panowało wielożeństwo; gdzie go zaś wzbraniała ustawa, jak n. p. u Rzymian, tam rozszerzyły się rozwody. Że za tem poszło straszne zepsucie obyczajów, zbyteczna nadmieniać. Kobieta, strącona w przepaść upodlenia, nie miała woli własnej ni praw jakichkolwiek; owszem, ojciec sprzedawał zwykle swe córki, tu i owdzie nawet na targowicy, jak n. p. w Sparcie, a nieraz przeznaczał je na służbę ohydnych bogiń, czyli na rozpustę.
¹) Tak św. Efrem, św. Augustyn, św. Ireneusz, św. Epifaniusz itd.
²) Św. Bernard, De laud. B. V. M. Ser. 2.
Dopiero gdy przyszedł Zbawiciel świata, nie tylko przywrócił małżeństwu dawne cechy, ale nadał mu godność Sakramentu, czyniąc je obrazem zjednoczenia swego z Kościołem i źródłem łaski nadprzyrodzonej, tak, że Apostoł Paweł mógł słusznie powiedzieć: Sakrament to wielki jest, a ja mówię w Chrystusie i w Kościele¹). Chcąc uświęcić małżeństwo, podniósł Chrystus Pan niewiastę z wiekowego poniżenia i dał jej za wzór Matkę swoją, tak, że czy dziewica, czy żona i matka, czy wdowa ma w Bogarodzicy najjaśniejszy przykład wszelakiej cnoty.
Rzeczywiście Najśw. Panna Marya jest najdoskonalszym wzorem dziewic. Jeszcze jako dziecina, udaje się do świątyni jerozolimskiej, gdzie kilkanaście lat trawi na modlitwie, czytaniu ksiąg świętych i różnych posługach, a przytem odznacza się anielską czystością, głęboką pokorą i przedziwną słodyczą, — słowem, cnotami, jakie szczególnie dziewice zdobić powinny. Wyrzekając się nadziei zostania Matką obiecanego Mesjasza, składa wówczas ślub dziewictwa, by nie znać innego oblubieńca prócz Boga i całem sercem należeć do Niego. Pan Bóg przyjął mile tę ofiarę, i nagrodził ją przeobficie; lecz zarazem oznajmił Maryi przez kapłanów i przez natchnienia wewnętrzne, że ma poślubić „sprawiedliwego" Józefa, chciał bowiem, aby ten związek był wzorem dla wszystkich przyszłych małżeństw. A jakże wtenczas zachowała się Marya? Czy może zasłaniała się swoim ślubem? Nie, bo ufała w Bogu, że i w małżeństwie dochowa dziewictwa. Albo może zrażało ją ubóstwo Józefa, skromne jego rzemiosło i wiek nie dość młody? I to nie, bo Ona ceniła tylko cnotę. Skoro tedy poznała wolę Bożą, wyrzekła spokojnie: „Niech mi się stanie" i z miłością oddała
¹) Efez. V, 32.
swą rękę Józefowi, jako wybranemu od Boga Oblubieńcowi.
O gdyby przy zawieraniu wszystkich małżeństw radzono się podobnie woli Bożej i ważono więcej na bogactwo duszy, czyli na cnotę, niżeli na majątek i zalety zewnętrzne, jakże świętobliwiej i szczęśliwiej byłoby w wielu rodzinach. Ale, niestety, zbyt często dzieje się inaczej. Rzadkim jest młodzieniec, przypominający czystego Józefa, a i nie wszystkie dziewice podobne do Najśw. Panny. Nowożeńcy dzisiejsi, wychowani według ducha czasu, zamiast w sprawie tak ważnej prosić o światło Boże i postępować rozważnie, idą zazwyczaj za niskim szałem namiętności, chwilowym kaprysem serca lub podłem wyrachowaniem interesu; zamiast cenić to, co istotną ma wartość, jak religijne zasady, czysty obyczaj i piękny charakter, odważają na szali wdzięki ciała, znaczenie rodu lub stanowiska i wysokość posagu. Pomagają im w tem nieraz sami rodzice; co gorsza, są ojcowie i matki, co dla dogodzenia swej dumie frymarczą szczęściem własnych dzieci. Cóż więc dziwnego, że w takich związkach niema błogosławieństwa Bożego, bo niema bojaźni Bożej, — że miłość prawdziwa jest im obca, bo obcym stał się wzajemny szacunek, — że znika z nich szczęście, bo zniknęła pierw cnota. Jeśli ktoś tu taki, co płacze nad grobem swego szczęścia, niech za łaską Bożą poprawi, co się było zepsuło, i wprowadzi Boga zarówno do serca swego, jak do serca współmałżonka, prosząc w tej sprawie o pośrednictwo Najśw. Panny i czystego Jej Oblubieńca.
Przed Chrystusem żona prawie wszędzie była, nie miłującą towarzyszką, ale podłą niewolnicą męża, a tak jest i dzisiaj w krajach pogańskich, i tam, gdzie panuje islam. Dopiero Naprawiciel wszystkiego, co na niebiosach i na ziemi jest, przywrócił kobiecie utraconą godność ludzką i należne stanowisko w rodzinie, ogłaszając usty Apostoła: Mężowie miłujcie żony wasze, jako Chrystus umiłował Kościół¹). W Nowym Zakonie ma zatem istnieć podobny stosunek między mężem i żoną, jak między Chrystusem i oblubienicą Jego — Kościołem; czyli spójnia małżeństwa winna być miłość nadprzyrodzona, a ztąd czysta, szlachetna i trwała. Najdoskonalszy obraz takiej właśnie miłości przedstawiało małżeństwo Najśw. Panny i św. Józefa, mające snadź przyświecać promienistym blaskiem wszystkim innym gwiazdom. Spójnią tych najświętszych na ziemi małżonków była miłość Boża, która kazała im dążyć do tego, co wzgórę jest, i spełniać zawsze to tylko, co się Bogu podoba. Z tej miłości wyrosła miłość wzajemna, objawiająca się w sercu św. Józefa jako niezmiernia troskliwość i cześć dla swojej Oblubienicy, w sercu Najśw. Panny Maryi jako pokorna uległość względem swego Oblubieńca, u obojga jako chętna pomoc w postępowaniu na drodze Bożej i w znoszeniu krzyżów życia.
¹) Efez. V, 25.
Taka miłość winna ożywiać wszystkich małżonków, ale czy wszystkich ożywia? Uchylmy na chwilę zasłonę, pokrywającą domowe ich pożycie, i zobaczmy, co się tam dzieje. W wielu domach spotkamy jeszcze harmonię i pokój, bo tam panuje duch Boży; nie brak atoli i takich, w których szatan niezgody założył swoje królestwo. Tu n. p. małżonkowie poróżnili się nader prędko i myślą się rozejść, albo już żyją w rozłące, bo nigdy prawdziwej miłości ku sobie nie mieli. Tam mąż sprzykrzył sobie żonę, którą pierw niby to ubóstwiał, toż szuka rozrywki w domach gry lub szynkowniach, a nieraz staje się marnotrawcą i hulaką. Gdzieindziej żona zaniedbuje obowiązki rodzinne, tak dla niej wielkie i święte, bo lubi bawić się, stroić i błyszczeć, mimo że długi rosną, a mąż się gniewa. Są nawet i tacy, co łamią wiarę, zaprzysiężoną przy ołtarzu; lecz o tych lepiej zamilczeć. Możeliż być szczęście w podobnych związkach? Czyż one raczej nie przypominają galerników, przykutych do siebie i pragnących zerwać czemprędzej nieznośne kajdany. Ale wina tu po stronie małżonków; czego bowiem Bóg nie spaja, to łatwo rozdziela namiętność lub słabość ludzka.
Najśw. Panna Marya złożyła jeszcze w świątyni ślub dziewictwa, a za Jej przykładem poszedł Józef św.; oboje żyli zatem jak brat ze siostrą, albo jak dwaj Aniołowie, w czem niemało później znaleźli naśladowców; że wymienimy tylko św. Henryka cesarza i św. Kunegundę, Bolesława Wstydliwego i bł. Kingę, Kolomana węgierskiego księcia i bł. Salomeę. Lecz dziewictwo Maryi było płodnem i uwieńczone zostało koroną macierzyństwa, jakiego świat nigdy nie widział, i któremu niebo wydziwować się nie zdoła, bo właśnie ta Dziewica wybrana została na Matkę Syna Bożego. Maluczki nam się narodził¹) — Nieskalanej Dziewicy za sprawą Ducha Świętego, aby nie tylko stał się nam podobnym we wszystkiem prócz grzechu²), i okazał nam głębię miłości, ale także by był wzorem dla dzieci, jak Marya i Józef mieli być wzorem dla rodziców. Rzeczywiście, Jezus miłował niewyśłowienie swą Matkę i jako niemowlę tulił się do Jej piersi, to znowu obsypywał Ją pieszczotami, — jako młodzieniec osładzał Jej trudy życia i pomagał w pracy, — jako mąż wykonał pierwszy cud na Jej prośbę i jeszcze z krzyża polecił Ją opiece ukochanego ucznia. Wielka była również Jego miłość dla przybranego ojca — Józefa. Uczcie się ztąd, dzieci, kochać swoich rodziców, uczcie
¹) Iz. IX, 6. ²) Żyd. IV, 15.
się, ludzie, miłować Matkę wszech ludzi. Nadto, Pan Jezus ulegał we wszystkiem Józefowi i Maryi, zastrzegając sobie tylko niezależność w tych rzeczach, które „są Ojca Niebieskiego"¹); jakoż Stwórca i Pan wszechświata, uprzedzając życzenia Matki, biegał z dzbankiem do studni lub rozpalał ogień, to znowu na skinienie Józefa podawał mu deski i narzędzia ciesielskie. I jakże tu nie zawołać za pobożnym mistrzem: „Ucz się posłusznym być prochowi; ucz się korzyć, ziemio i glino, i uniżać się pod stopy wszystkich"²).
¹) Łk 2, 49. ²) Tomasz à Kempis, O naśl. Jezusa Chr. Ks. III, r. 2.
Z drugiej strony nie było matki doskonalszej i więcej, a zarazem świętobliwiej miłującej swe dziecię nad Najśw. Pannę Maryę, która jednem sercem miłowała w P. Jezusie Syna Bożego i Syna swojego. Nie było też ojca doskonalszego nad św. Józefa; chociaż bowiem był on tylko opiekunem Dzieciątka Bożego, to jednak Ojciec Niebieski wlał mu uczucia ojcowskie. O któż wypowie, jak bacznie czuwali Oni nad tem Dzieciątkiem, jak troskliwie zaspokajali wszystkie Jego potrzeby, jak pobożnie prowadzili Je do świątyni jerozolimskiej, — a z drugiej strony, jak skwapliwie słuchali wszystkich słów, wychodzących z Jego ust, i jak pokornie klękali u Jego stóp, by uczcić w Nim Bóstwo wcielone. Rodzice chrześcijańscy, naśladujcież choć w części św. Józefa i Matkę Maryę. Miłujcie swe dzieci, byle po Bożemu, zaopatrujcie ich potrzeby, byle bez zbytku, dajcie im staranne wychowanie, byle odpowiednie; przedewszystkiem prowadźcie je do Boga. Dzięki Bogu, i dziś spotkać można rodziców, spełniających godnie swe wielkie powołanie; ale czemuż tego nie mogę powiedzieć o wszystkich. Są, niestety, rodzice, którzy się mało, albo wcale nie troszczą o swe dzieci, gorsi iscie od nierozumnych zwierząt, a podobni do tych Chińczyków, co swe niemowlęta wyrzucają na śmietisko. Niegodni oni imienia ludzi. Są rodzice, którzy przeciwnie w niemądrej miłości pieszczą zbytecznie swe dzieci i dogadzają wszelkim ich zachceniom, wskutek czego te dzieci stają się potem tyranami względem swoich rodziców i sprawcami ciężkich zmartwień. Są rodzice, którzy wychowanie swoich dzieci powierzają całkowicie nauczycielom i nauczycielkom, ludziom zatem obcym, a nie zawsze sumiennym, iżby za to sami mogli używać nieograniczonej swobody. Są rodzice, którzy dzieciom swoim starają się dać naukę, ogładę, majątek, stanowisko, a tylko o to nie dbają, by w nie wpoić silne zasady religijne i zamiłowanie w życiu pobożnem.
Lecz jakże dać mogą to, czego sami nie mają. Wszakże w wielu domach, niby katolickich, nie znajdziesz ni modlitwy, ni postu, ni poszanowania świąt, ni uczęszczania do Sakramentów, ni rozmowy duchownej; a natomiast usłyszysz nieraz zarzuty przeciw wierze, drwinki z rzeczy świętych, wycieczki przeciw kapłanom. Słowem, sami rodzice gorszą nierzadko swe dzieci; a jeżeli do tego i wpływ szkoły jest zgubny, muszą te dzieci wyrosnąć, jeżeli nie na niedowiarków jawnych, tedy przynajmniej na ludzi obojętnych dla religii i myślących jedynie o używaniu. Gangrena moralna toczy nie tylko klasy wykształcone, ale schodzi już do warstw niższych, i ona to jest główną podściółką dzisiejszego socyalizmu, bo serce, w którem niema bojaźni Bożej ni hamulca moralnego, łatwo skłonić do nienawiści, a następnie do rabunku i mordu. O gdybym miał głos wszystkich proroków Izraela: wołałbym do takich rodziców: Nawróćcie się od dróg waszych, bardzo złych¹), i chciejcie zrozumieć, że trzeba dzieci wychowywać religijnie i dać im przedewszystkiem Boga
¹) IV Król. XVII, 13.
przez wiarę, nadzieję i miłość; bo jeżeli im Boga nie dacie, choćbyście wszystko inne dali, zgotujecie im zatracenie, społeczeństwu zgubę, sobie przekleństwo. Jeżeli tedy kochacie swe dzieci i pragniecie własnego szczęścia, weźcie sobie za wzór Rodzinę świętą.
Marya od chwili zaślubin nie opuściła Józefa i dzieliła z nim miłośnie juźto ciche prace w domku nazareckim, już przykre wygnanie w Egipcie. Przyszedł wreszcie czas, że „mąż sprawiedliwy" miał przejść z tej ziemi na krótki czas do otchłani, gdzie Patriarchowie i Prorocy oczekiwali Zbawcy.
O jakże święta i szczęśliwa była ta śmierć! Z jednej strony Pan Jezus przybranego ojca krzepił opowiadaniem o chwale Ojca Niebieskiego i o miłości Ducha Św., jakoteż o ojczyźnie błogosławionych, którą krzyżem swoim miał otworzyć, z drugiej Marya ocierała pot z czoła swego Oblubieńca i niosła mu te drobne ulgi, na jakie tylko niewiasta miłująca wobec umierających zdobyć się może.
Po śmierci św. Józefa oddała się Marya tem więcej modlitwie i miłosiernym uczynkom; kiedy zaś Boski Jej Syn rozpoczął swój urząd nauczycielski, chodziła za Nim krok w krok, i wraz z innemi niewiastami usługiwała Mu i Jego uczniom.
W chwili męki widzimy Ją pod krzyżem, gdzie uczestniczy duchem w Ofierze odkupienia.
Po zmartwychwstaniu Chrystusowem i zesłaniu Ducha Św., mieszka z przybranym synem Janem to w Jerozolimie to w Efezie i modlitwą jakoteż cichym apostolstwem pracuje nad rozszerzeniem Kościoła, dopóki tęsknota za Jezusem nie strawiła Jej życia. Słowem, była Ona jaśniejącym wzorem dziewic, żon, matek i wdów.
Najmilsi, życie rodzinne jest dla każdego narodu niezmiernej wagi.
Nuże tedy, dołóżmy wszyscy baczenia, aby życie rodzinne było u nas zdrowe i silne. Przedewszystkiem zwracam się do was, rodzice chrześcijańscy.
Sami uświęceni i ducha Bożego pełni, zbudujcie w każdym domu tron dla Chrystusa Pana i oddajcie każdą rodzinę opiece Najśw. Matki. Jej straży powierzcie szczególnie najdroższe swe skarby, to jest dzieci, niech ta Najmiłościwsza Opiekunka czuwa nad niemi od samej kolebki.
Jeżeli które z tych dzieci w niemoc zapadnie, nie pomijajcie lekarza, pierw atoli zakołaczcie do Serca Uzdrowienia chorych. Tak uczynili rodzice św. Stefana, kiedy tenże jeszcze jako niemowlę zachorzał. Oto postanowili poświęcić go na służbę Najśw. Panny i złożyli go na Jej ołtarzu w jednym z kościołów, prosząc o zachowanie jedynaka. Stefan wyzdrowiał, a objąwszy później berło węgierskie, uważał się za lennika Niebieskiej Królowej i poddał Jej uroczyście swe królestwo.
Jeżeli te dzieci mimo waszych starań poczną schodzić na manowce, nie szczędźcie im upomnień, ale zarazem szukajcie ratunku u Ucieczki grzesznych. Tak postąpiła matka św. Andrzeja Corsini; jakoż przyczyną Najśw. Panny sprawiła, że Andrzej nie tylko porzucił śliskie drogi życia i przyjął habit karmelitański, ale stał się jasnym świecznikiem Kościoła.
Aby tem łatwiej zapewnić dzieciom opiekę Bogarodzicy, wpajajcie w ich serca zawczasu cześć i miłość ku Niej, — niech Ją kochają jako Najmilszą Matkę, niech Jej słuchają jako najłaskawszej Pani, niech składają Jej hołdy jako najwspanialszej Królowej. O to właśnie starała się matka św. Tomasza Kantuaryjskiego i miała też tę pociechę, że syn jej był od dziecięctwa wielkim czcicielem Maryi. Kiedy raz ciężko zaniemógł, ukazała mu się Najśw. Panna i nie tylko przywróciła zdrowie, ale złożyła do jego rąk dwa klucze złote, na znak, że będzie kiedyś następcą Apostołów. Podobnie czyńcie wszystkie matki chrześcijańskie, a nabożeństwo do Najśw. Panny będzie dla nich puklerzem od pokus, szatą od zimna, pochodnią w ciemnościach, ochłodą w upałach, deską ratunku po strasznych burzach i bezpieczną drabiną do nieba. W tym celu same, wraz z ojcami rodzin, dawajcie dobry przykład dzieciom i sługom, pociągajcie je do bractw Najśw. Panny, przystępujcie z niemi do Sakramentów św. w wigilię Jej świąt, odmawiajcie wspólnie Anioł Pański lub wieczorną Litanię, każcie im dawać jałmużnę w sobotę, jako w dzień Bogarodzicy poświęcony, a codziennie polecać się Jej Sercu.
Temu Sercu najmiłościwszemu oddajemy teraz wszystkie rodziny chrześcijańskie, a szczególnie rodziny polskie. Czuwajże nad niemi po macierzyńsku, o słodka i czuła Opiekunko. Broń je od błędu i grzechu, usuwaj z nich niezgodę, oddalaj od nich troskę, a natomiast wprowadzaj do każdego domu Boga, z Nim zaś błogosławieństwo niebieskie i pokój święty. Niech każdy dom, od książęcego pałacu aż do lepianki biedaka, będzie świątynią Bożą a stolicą Twoją. Amen.