HomiliaDB

św. bp Józef Sebastian Pelczar · Kazania maryjne

Kazanie — na święto Przeniesienia Domku Loretańskiego Najświętszej Panny Maryi, przypadające na dzień 10 grudnia

O czci obrazów Najświętszej Panny Maryi.

Gdy moja wiara stała się letnia Kult i nabożeństwa maryjneLiturgia i jej dzieje
„W Syjonie jestem utwierdziona i w miejscu świętym takiem odpoczywałam." — Ekli. XXIV, 15. (z Lekcyi).
W skrócie. Kazanie na święto Przeniesienia Domku Loretańskiego omawia historię domku z Nazaretu i naukę Kościoła o czci obrazów świętych. Pelczar przytacza dekrety soboru nicejskiego II i trydenckiego, wyjaśniając, że cześć obrazów jest czystą czcią względną, skierowaną ku osobie wyobrażonej, nie samemu wizerunkowi. Kazanie zachęca wiernych do domowej czci Maryi przez obrazy i do pielgrzymek jako wyraz żywej wiary.

„cześć, składana obrazowi, odnosi się do przedmiotu, jaki tenże przedstawia. Podobnie orzekł św.”

*O czci obrazów Najświętszej Panny Maryi.*

*„W Syjonie jestem utwierdziona i w miejscu świętym takiem odpoczywałam."* — Ekli. XXIV, 15. (z Lekcyi).

Syonem, w którym Najświętszą Pannę została utwierdzoną, czyli napełniona łaską, jest Nazaret, a miejscem świętym, w którem odpoczywała, jest błogosławiony Jej domek. Tu Ona przyszła na świat, jako Niepokalana, — tu później mieszkała z czystym Oblubieńcem Józefem, — tu Słowo stało się ciałem, — tu wśród modlitwy i cichej pracy przebył Pan Jezus lata pacholęce i młodzieńcze, — tu zamknął powieki umierającemu Opiekunowi, — ztąd wyszedł na opowiadanie Ewangelii. Domek ten, tylu tajemnicami wsławiony, przemienił, jak podanie twierdzi, sam św. Piotr na kościółek, który w wieku IV-ym pobożna cesarzowa Helena wspaniale obudowała, umieściwszy na jego czele napis łaciński: „Oto święte miejsce, gdzie się rozpoczęło zbawienie ludzi". Stał on się przedmiotem pielgrzymek, które nie ustały nawet po zajęciu Ziemi świętej przez Arabów. Krzyżowcy, pokonawszy Saracenów, przywrócili ten kościół do dawnej świętności, a w Nazarecie założyli stolicę arcybiskupią. Pielgrzymował tu w r. 1219 św. Franciszek z Asyżu, w r. 1252 św. Ludwik, król francuski; ale już w r. 1263 zburzyli Saraceni kościół, nie tknąwszy samego domku. Kiedy ostatnia posiadłość chrześcijańska, Ptolemaida, wpadła w ich ręce i temuż Domkowi groziło zbezczeszczenie, moc Boża przeniosła go cudownie po nad morze do dalmatyńskiego miasta Tersatu.

Było to 10 maja 1291, kiedy mieszkańcy tegoż miasta spostrzegli na stoku małego wzgórza domek, którego tam pierwej nie było. Miał on kształt zupełnie odmienny, bo była to czworograniasta budowla bez fundamentów, jednem tylko zaopatrzona oknem i jedněmi drzwiami. Ściany, wzniesione z czerwonawego kamienia, mieściły wewnątrz malowidła, przedstawiające sceny z życia Najświętszej Panny, mianowicie tajemnice Zwiastowania, podczas gdy sufit na tle niebieskiem ozdobiony był gwiazdami. W jednym rogu znajdował się ołtarz kamienny, a nad nim malowany obraz Ukrzyżowanego, po prawej ołtarza stała we framudze statua z drzewa cedrowego, przedstawiająca Najświętszą Pannę z Dzieciątkiem Jezus na ręku, a tuż obok szafka z naczyniami. Na wieść o zjawieniu się tego Domku wyległ wszystek lud z miasta i patrzył nań ze zdziwieniem. Wtem wśród tłumu ukazał się proboszcz tersacki Aleksander, mąż znany ze świątobliwości, i opowiedział zdumionemu ludowi, że według widzenia, jakie otrzymał, jestto ten sam dom, w którym Słowo stało się Ciałem, że ten ołtarz postawił św. Piotr i Ofiarę świętą na nim sprawował, że wreszcie krucyfiks i statua są dziełem św. Łukasza. Na dowód przytoczył nagle swoje wyzdrowienie, był bowiem od trzech lat chory. Aby jednak rzecz całą sprawdzić, wysłał ban, czyli rządca tego kraju, Mikołaj Frangipani, czterech wiarogodnych mężów do Nazaretu, którzy po dokładném zbadaniu przekonali się, że domek Najświętszej Panny został oddzielony od fundamentów, i że fundamenta, które jeszcze istniały, zupełnie się zgadzają z domkiem znalezionym w Tersacie.

Niebawem cześć wielka otoczyła ten Domek, ale już 10 grudnia 1294 zniknął on z oczu mieszkańców, a przeniesiony przez Aniołów po nad morze Adriatyckie, osiadł we Włoszech, najprzód w lasku wawrzynowym pobożnej matrony Laurety czyli Lorety, zkąd poszła nazwa Loret i loretański, następnie po ośmiu miesiącach na sąsiednim wzgórzu, wreszcie 7 września 1295 r. na tem miejscu, gdzie się dziś znajduje. Już w roku 1296 wysłał papież Bonifacy VIII. szesnastu rycerzy do Tersatu i Nazaretu dla sprawdzenia cudu, co też jego następcy bullami stwierdzili, a jeden z nich, Innocenty XII, osobne święto „przeniesienia Domku loretańskiego" na dzień 10 grudnia ustanowił. Wnet zaczęły płynąć do Loretu nieustanne fale pielgrzymów, zwabionych licznymi odpustami i sławą dokonanych tam cudów; między nimi byli także papieże (jak n. p. Pius IX.) i Święci (jak n. p. św. Ignacy Lojola, św. Karol Boromeusz, św. Filip Nereusz, św. Franciszek Salezy, św. Wincenty a Paulo, św. Alfons Liguori, św. Benedykt Józef Labre i inni).

Wejdźmy za nimi do tego Domku, mieszczącego się dziś w środku ogromnej świątyni i otoczonego z zewnątrz marmurową ścianą, której rzeźby przedstawiają wizerunki przodków Najświętszej Panny i sceny z Jej życia. Postać tegoż nie zmieniła się prawie od r. 1291, krom tego, że dodano posadzkę i sklepienie, z którego wiszą lampy płonące.

Jeden tylko jest ołtarz, a nad nim bogato ozdobiona statua Bogarodzicy, trzymającej Dzieciątko Jezus na ręku, za ołtarzem zaś jest mała izdebka z framugą, zwana kuchenką Najświętszej Panny, gdzie pokazują dwie miseczki gliniane, jakoby należące niegdyś do świętej Rodziny. Niepodobna wyrazić, jak słodkich uczuć doznaje w tym Domku dusza wierząca; totóż podczas cichych Mszy świętych, odprawiających się tam nieraz aż do wieczora, gdy natłok kapłanów jest wielki, słychać tylko westchnienia gorące i stłumione jęki.

Najmilsi. Nie wszyscy mogą pielgrzymować do Loretu, ale wszyscy mogą okazać swe nabożeństwo do Najświętszej Panny przez cześć Jej obrazów, a o tej czci chciejcie dziś posłuchać.

Cześć obrazów świętych sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa. Wprawdzie podczas prześladowań przedstawiano tajemnice wiary zazwyczaj pod jakimiś godłami, jak n. p. Chrystusa Pana pod postacią dobrego pasterza; kiedy atoli Kościół odzyskał swobodę, nie lękano się malować lub rzeźbić wizerunków Zbawiciela, Najświętszej Matki, Aniołów i Świętych, poczem zdobiono nimi świątynie, domy, ulice i drogi.

Kościół pochwalił używanie obrazów, chcąc, by takowe przypominały wiernym jużto sprawy odkupienia naszego i artykuły wiary, już cuda, jakie Bóg zdziałał przez ludzi świętych, już przykłady, jakie ci Święci nam zostawili. Słusznie też powiedział św. Grzegorz Wielki, że one są księgami dla nieumiętnych. Kościół upoważnił zarazem cześć względną, oddawaną obrazom, a kiedy heretycy, obrazoburcami zwani, poczęli je lekważyć i niszczyć, potępił ich na soborze nicejskim drugim (r. 787), postanawiając, że obrazy święte mają być wystawiane nie tylko w kościołach i na naczyniach świętych, ale także po domach i przy drogach, — że tym obrazom należy się pokłon i cześć, ale nie cześć najwyższa, która przysługuje tylko naturze Boskiej, — że wreszcie cześć, składana obrazowi, odnosi się do przedmiotu, jaki tenże przedstawia. Podobnie orzekł św. Sobór Trydencki przeciw protestantom, którzy tę cześć śmieli nazwać bałwochwalstwem. „Obrazom Chrystusa Pana, Bogarodzicy Dziewicy i innych Świętych — oto jego dekret — należy oddawać winną cześć i poszanowanie, nie jakoby się wierzyło, że w nich tkwi jakieś bóstwo, lub moc jakaś, dla której tę cześć składać im trzeba, albo jakobyśmy je o co prosić mieli, albo w nich mieli zaufać, jak to czynili poganie, którzy w bożyszczach pokładali swe nadzieje; ale ponieważ cześć im oddawana odnosi się do pierwowzorów, które one wyobrażają, tak że za pośrednictwem obrazów, które całujemy, przed którymi odkrywamy głowy, lub padamy na kolana, wielbimy Chrystusa i czcimy Świętych, których podobieństwo one przedstawiają".

Obrazy Najświętszej Panny znane już były w pierwszych wiekach, wszakże w katakumbach rzymskich, gdzie chrześcijanie zbierali się na nabożeństwa i grzebali swych umarłych, jest przeszło sto wizerunków na ścianie, przedstawiających Bogarodzicę jużto w postaci modlącej się Dziewicy, jużto jako Matkę, tulącą Dzieciątko do piersi. Słynnym jest mianowicie obraz, odkryty na cmentarzu świętej Pryscylli, a sięgający czasów apostolskich. Bogarodzica siedzi na tronie czy na katedrze, z głowy Jej spada zasłona, otaczająca z wdziękiem oblicze i pokrywająca ramiona, obyczajem niewiast żydowskich. Boskie Dziecię spoczywa na kolanach Matki, pochylone ku Jej łonu, z główką zwróconą ku widzom, a ruchem swym zdaje się jawnie przywoływać ich, aby się garnęli w te matczyne słodkie ramiona. Gwiazda o jasnych pięciu promieniach wznosi się ponad błogosławioną Dziewicą i światłem niebieskiem rozjaśnia Jej czoło. Po lewej stronie stoi mąż młody jeszcze wiekiem, odziany tylko płaszczem i podniesioną ręką prawą ukazuje Maryję społem i gwiazdę; to Izajasz Prorok, który w obliczu gwiazdy jaśniejącej nad domem Jakóba głosi swą słynną wyrocznię: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna, któremu imię Emmanuel".

Były też już w pierwszych czasach małe posążki Maryi, które wierni chowali po domach.

Niektóre z tych obrazów przyszły do większej czci niż inne i ściągały nawet zdaleka pielgrzymów, czyto dlatego, że je przypisywano świętemu Łukaszowi — a taki obraz mamy w Częstochowie — czy też, że przy nich za przyczyną Bogarodzicy jawne i liczne działy się cuda. Nazwano je obrazami cudownymi, nie jakoby w samym obrazie tkwiła jakaś moc cudotwórcza, ale że Najświętszą Pannę tym, którzy się przed nimi modlą, okazuje się miłościwszą i chętniej wyprasza łaski, nieraz nadzwyczajne, albo cechę cudu mające, nagradzając ich ufność, zwłaszcza połączoną z ofiarami i trudami. Władza duchowna bada ściśle te cuda i nie wydaje wyroków, dopóki niema oczywistych dowodów; a więc o dłużej trwającym złudzeniu lub o oszustwie nie może być mowy. Wszakże w Lourdes przez kilka lat w obecności lekarzy i znawców sprawdzano cuda, jakie się tam za sprawą Najświętszej Panny dokonały, mimo że takowe były jawne i uderzające. Toż samo należy powiedzieć o nadprzyrodzonych zjawiskach, które na niektórych obrazach Najświętszej Panny miały miejsce. Tak n.p. przy końcu wieku przeszłego kilka obrazów rzymskich otwierało oczy i płakało, co sądownie zostało stwierdzonem; ale bo też niebawem cały Rzym zapłakał. Coś podobnego powtórzyło się r. 1850 w Rimini, r. 1854 w Civita-vecchii, r. 1862 w Vicovaro, jakby na znak, że niebawem spadną na Państwo kościelne i na Stolicę świętą ciężkie udręczenia, co też rzeczywiście się stało. Zjawiska te widziały tysiące ludzi, nie tylko Włosi, ale i cudzoziemcy, wśród nich nawet protestanci, a niektórzy napisami na murach onych kościołów dali świadectwo prawdzie.

Znaczna część obrazów cudownych zawdzięcza swój początek zjawieniom się Najświętszej Panny; też malarze, skromnego zazwyczaj talentu i nieznanego nazwiska, taką nadali im postać, w jakiej Najświętszą Panna raczyła się ukazać. One to właśnie ściągają do siebie najwięcej pielgrzymów, a wzniesione nad niemi świątynie są niejako ziemskiemi stolicami Królowej Niebieskiej i zarazem widowniami Jej potęgi i dobroci. Niema narodu katolickiego, któryby nie posiadał takich stolic i takich obrazów, wszakże w samej Polsce naliczono ich aż 463, a celniejsze między nimi zostały za wyrokiem Stolicy świętej uroczyście uwieńczone koroną. Nie brak też w innych krajach obrazów ukoronowanych, a w samym Rzymie jest ich 120; co jasno pokazuje, jak miłościwa jest ta Królowa dla swoich poddanych i jak wielka cześć oddaje Jej świat chrześcijański.

A jakoż uczcić obrazy Bogarodzicy? Przedewszystkiem starać się, aby obraz Jej doskonałości był wyryty na naszej duszy, czyli by stać się podobnym do Niej w miłości, pokorze, czystości i w innych cnotach; bo na cóżby się przydało oddawać Jej obrazom cześć zewnętrzną, a duszę mieć poplamioną grzechami i spodloną w służbie szatana. Czytamy, że książę polski, Bolesław Krzywousty, nosił na szyi medalion z wizerunkiem swego ojca, a kiedy go napadała jaka pokusa, całował takowy i mawiał: „Nie pozwól, ojcze, abym ubliżył twojej pamięci". Podobnie i my, Najmilsi, nie tylko nośmy na szyi medaliki Najświętszej Panny, ale w chwilach pokusy całujmy takowe i módlmy się: „Nie dopuść, o Matko, abym obraził Pana Boga i zasmucił Twe Serce".

I czymże jeszcze uczcić obrazy Bogarodzicy? Oto pielgrzymką do Jej wybranych stolic. Jak z jednej strony Pan Bóg wybiera niektóre miejsca, by tam jawniej niż gdzieindziej objawiać swą moc i dobroć; tak z drugiej leży to w naturze człowieka, że na tych miejscach z większą ufnością zanosi swe modły i chętniej składa swe ofiary.

Już w pierwszych czasach Kościoła znane były pielgrzymki, czyto do Ziemi świętej, czy do grobów Apostołów i Męczenników; wzmogły się one w wiekach średnich i nowszych, a ich kresem stały się także owe miejsca, gdzie się znajdują cudowne obrazy Najświętszej Panny. Pielgrzymowali tam Święci, jak n. p. św. Dominik do Roc-Amadour, św. Ignacy Lojola do Montserratu; pielgrzymowali królowie, jak n. p. Ludwik IX. przed wyprawą krzyżową, Jan III. przed potrzebą wiedeńską; pielgrzymowali uczeni i prostaczkowie, magnaci i lud wieśniaczy.

Zwiedzcie i dzisiaj główne Jej serca, jak n. p. Loret we Włoszech, Częstochowę w Królestwie Polskiem, Maria-Zell w Austryi, Einsiedeln w Szwajcaryi, Lourdes we Francyi, Montserrat w Hiszpanii i t. p., a zobaczycie tam, w większe zwłaszcza uroczystości Najświętszej Panny, tłumy pielgrzymów wszelkiego stanu, śpiewających z uniesieniem pieśni ku Jej chwale, to znowu oblegających konfesyonały i Stoły Pańskie. A któż wypowie, ile tam łask za przyczyną Bogarodzicy spływa na ziemię, ile dusz jednoczy się z Bogiem i zachęca się do poprawy lub udoskonalenia życia, ile wreszcie pociech spada, niby rosa, na spalone od trosk i cierpień serca ludzkie. Pielgrzymki na miejsca święte są zatem dobre, byleby je rodziła wiara, a ożywiał duch miłości i pokuty; bo pielgrzymować li tylko z ciekawości lub z innej niskiej pobudki, a do tego dopuszczać się wśród drogi swawoli, byłoby ciężkiem ubliżeniem Maryi i ściągnęłoby karę Bożą. Patrzcie tedy, Najmilsi, abyście pielgrzymki wasze odprawiali z takiem usposobieniem, z jakiem Boże Pacholę szło do Jerozolimy w towarzystwie Maryi i Józefa.

Dobrze jest także odwiedzać obrazy Najświętszej Panny po kościołach lub kaplicach i modlić się przed nimi. Tak czynili zawsze ludzie święci i pobożni, a między innymi św. Franciszek Ksawery, który nieraz całe noce przepędzał na modlitwie przed obrazem Bogarodzicy — albo św. Bernardyn Seneński, który jeszcze jako młodzieniaszek odwiedzał codziennie odległą kaplicę Najświętszej Panny — albo św. Franciszek Solanus, który często siadał z arfą przed obrazem Maryi i śpiewał pieśni ku Jej chwale, — albo pobożny O. Trexo, jezuita, który nazywał siebie niewolnikiem Maryi i często przychodził do Jej kościoła, niby czekając na rozkazy, a wtenczas zlewał łzami posadzkę i po tysiąckroć ją całował, ciesząc się niewymownie, że jest w domu swej Pani i t. p. Obyście, Najmilsi, mieli choć cząstkę takiej miłości ku Bogarodzicy.

Dobrze jest zdobić te obrazy wotami, lampami i kwiatami. Wota oznaczają, że u stóp Maryi składamy nasze serca; pełno też ich w onych krajach, gdzie lud gorąco kocha Maryję, przedewszystkiem we Włoszech.

Lampy, jako godła gorącej miłości, która chciałaby spłonąć nakształt oliwy, znane są w całym świecie katolickim; lecz najmilsze wrażenie sprawiają one wieczorem na ulicach Rzymu, gdzie świecą gęsto, niby gwiazdy, na cześć swej Królowej. Kwiaty wreszcie wyrażają, że dla przypodobania się Jej chcemy ustroić się w cnoty. W tej myśli ofiarowywał je bł. Kryspin; przytem zwykł był mawiać: „Dziwna jest ta moja Królowa; ja Jej daję kwiaty, a Ona odpowiada, że chce mojego serca". W tejże myśli św. Joanna, królowa francuska, własnemi rękami zdobiła obrazy i ołtarze Maryi. Jest też do dzisiaj zwyczaj w niektórych krajach, mianowicie we Francyi, że w dni uroczyste Najświętszej Panny składają Jej pobożni w darze bukiety i świece płonące.

Dobrze jest umieszczać Jej obrazy na ścianach domów, wewnątrz i zewnątrz, tudzież na figurach przy drodze, a przechodzając obok nich, pozdrawiać Bogarodzicę. Tak czynił św. Bernard; totóż kiedy raz pełen miłości wyrzekł: „Pozdrawiam Cię, droga moja Matko", usłyszał wzajem te słowa: „Pozdrawiam Cię, drogi mój synu Bernardzie". Inny sługa Boży, Jan Olier, idąc przez miasto, wybierał szczególnie te ulice, na których znajdowały się obrazy Maryi. Byli też pobożni czciciele, którzy te obrazy brali z sobą w podróż, albo wieszali na sztandarach wojennych i na masztach okrętów. Tak n. p. święty król Ferdynand miał we wszystkich wyprawach obraz Najświętszej Panny; wódz Don Juan d'Austria przed bitwą pod Lepantem kazał rozwinąć chorągiew z wizerunkiem Królowej zwycięskiej. My przynajmniej nośmy zawsze na szyi Jej medalik.

Dobrze jest wpatrywać się w obrazy Najświętszej Panny, a przytem wynurzać Jej swą miłość i ofiarować swą służbę. Tak czynił bł. Alfons Rodriguez, a nawet raz rozpalony żarem wewnętrznym, zawołał: „Wiem, Maryjo, że mię miłujesz, ale ja Cię prawie więcej miłuję". Podobnemi uczuciami przejęty był św. Franciszek Salezy i jeszcze jako młodzieniaszek złożył przed ołtarzem Najświętszej Panny w Paryżu ślub dziewictwa. Tożsamo nasz św. Stanisław Kostka tak wielce ukochał obraz swej najmilszej Matki, że nawet w chwili śmierci trzymał go w swym ręku. Obyśmy mieli choć cząstkę podobnej miłości.

Dobrze jest przed każdą ważniejszą sprawą klękać przed obrazem Najświętszej Panny i prosić o Jej błogosławieństwo. Tak czynił pobożny kapłan Jan Olier, ilekroć wychodził z domu, i święty cesarz Henryk II., ilekroć wjeżdżał do miasta. Tożsamo św. Ludwina, bawiąc po za domem, wstępowała zawsze do kościoła, by przed ołtarzem Najświętszej Panny Maryi zmówić przynajmniej Pozdrowienie anielskie.

Dobrze jest wreszcie we wszystkich potrzebach modlić się o pomoc Najświętszej Matki przed Jej obrazem, gdyż sam widok słodkiego Jej oblicza do ufności nas zachęca. Niedawno temu młodzieniec pewien z dobrej rodziny francuskiej, straciwszy w rozpuście wiarę, cnotę i majątek, postanowił się utopić. Już szedł brzegiem Sekwany, szukając miejsca dogodnego, gdy wtem szybko, jak błyskawica, przeleciała po jego głowie ta myśl: „Za chwilę wydobędą z wody mojego trupa i wystawią na widok publiczny, ale dusza moja gdzie będzie?" W tej chwili wrócił do miasta i niespodziewanie znalazł się przed kościołem Najświętszej Panny Zwycięskiej, gdzie Arcybractwo Niepokalanego Serca Maryi modli się codziennie o nawrócenie grzeszników. Wszedłszy do wnętrza, a był to już wieczór, zbliżył się do ołtarza i spojrzał na obraz. Natychmiast opanowało go jakieś uczucie niewypowiedziane, a tak silne, że nie mogąc sobie rady dać, wybiegł z kościoła. Wrócił tam jednak nazajutrz o świcie i wejrzał znowu na obraz, przed którym klęczał właśnie świątobliwy proboszcz Desgenettes. Wzruszony ponownie, zbliżył się do kapłana i poprosił go o chwilę rozmowy, ale skończyło się na tem, że odprawił bardzo szczerą i żałosną spowiedź. Z kościoła wyszedł już innym człowiekiem, a niebawem poświęcił się służbie duchownej i został misjonarzem pośród dzikich wyspiarzy.

Obyś, Najświętsza Matko, spoglądała na nas okiem miłosierdzia i słodkości, ilekroć modlić się będziem przed Twoim obrazem, byśmy zawsze u stóp Twoich znajdowali światło w ciemnościach, pomoc w pokusach, ulgę w cierpieniach, wybawienie w grzechach, nadzieję przy śmierci. Niech oko ciała i serca szuka Cię ciągle w życiu, a gdy się zamkną nasze powieki, niech duch nasz ucieszy się widokiem Twoim w wieczności. Amen.

← wróć do odkrywania