*„Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą."* — Łuk. I, 28.
Cztery tygodnie Adwentu to obraz owych czterech tysięcy lat, które upłynęły od stworzenia człowieka do przyjścia Chrystusa Pana. Przypominają one z jednej strony upadek pierwszego rodzica, „w którym wszyscy zgrzeszyli", i potrzebę odkupienia, z drugiej zaś tęsknotę, z jaką ród ludzki oczekiwał Zbawcy, przyobiecanego jeszcze w raju. Zdaje się, jakobysmy i dziś słyszeli rzewne wołanie Patryarchów i Proroków: Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił: od oblicza twego góryby spłonęły. Spuśćcie rosę niebiosa z wierzchu, a obłoki niech spuszczą ze deszczem sprawiedliwego, niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela. Wreszcie ulitowały się niebiosa i ukazała się na nich „gwiazda Jakubowa", która nie tylko zwiastowała, ale i wydała Słońce sprawiedliwości. Przyszła na świat Niewiasta, mająca, według obietnicy Bożej, stopą Syna swego i swoją zetrzeć głowę węża — szatana; a tą Niewiastą Marya.
Kościół święty szczególnie teraz zwraca nasze myśli i serca do tej Niewiasty, już to odprawiając codzień wotywę o Najśw. Pannie, Roratami zwaną, i umieszczając ku Jej czci siedem świec na ołtarzu, już to ustanawiając na czas Adwentu dwa święta Najśw. Panny, to jest, Niepokalanego Poczęcia i Oczekiwania Porodu. Pierwsze święto znamy, lecz jakiż jest cel drugiego? Oto ten, byśmy rozważali uczucia, jakie przejmowały najświętsze Serce Maryi od chwili zwiastowania aż do narodzenia Pana Jezusa.
Najmilsi, jeżeli się zastanowimy nad temi uczuciami, znajdziemy w nich jakby wzór uczuć, któremi dusza chrześcijańska przed Komunią św. i po Komunii św. płonąć powinna.
O Matko Najmiłościwsza, naucz nas tak przyjmować Pana pod postacią Sakramentu, jak Go przyjęłaś wtenczas, gdy będąc Synem Bożym od wieków, stał się Synem Twoim. Z. M.
Powiada Pismo św., że Mądrość zbudowała sobie dom i ozdobiła go skarbami nieba, by sobie godny zgotować przybytek. Mądrością jest Słowo Przedwieczne, domem zaś tejże Mądrości jest Marya, nazwana od Ojców Kościoła najwspanialszą świątynią Najwyższego i najkosztowniejszym pałacem nieśmiertelnego Króla wieków. Pan ją posiadł na początku dróg swoich, bo od wieków wybrał Ją na Bogarodzicę, w czasie zaś nie tylko zachował Ją nieskalaną od wszelkiej zmazy grzechu, ale wylał na Nią całe morze łask, aż się stała „łaski pełną". Marya przed zwiastowaniem anielskim nie domyślała się nawet swego wyniesienia; współdziałając atoli z każdą łaską, przygotowała się godnie na przyjęcie Mądrości Wcielonej, bo wolna od najlżejszej nawet niewierności, ozdobiła duszę wszelkiemi cnotami w stopniu najdoskonalszym, tak, że była rzeczywiście „domem złotym".
Pośród tych cnót berło królewskie dzierżyła miłość Boga, miłość tak czysta, tak święta, tak gorąca, że wobec niej płomienie wszystkich Serafinów wydają się słabemi tylko iskierkami. Z miłości poszło pragnienie niewysłowione i ustawicznie duszę palące, by jak najściślej zjednoczyć się z Bogiem, jak najdoskonalej podobać się Bogu, jak najwięcej czynić i cierpieć dla Boga; a iż Marya wiedziała z Pisma, że niezadługo przyjdzie obiecany Mesyasz, by stać się Mistrzem, Kapłanem i Królem tak Izraela jak wszystkich ludów i pokoleń: przeto przywoływała Go całym żarem miłującego serca i zapewne nieraz wołała z tęsknotą: Przyjdź, Panie, czemprędzej, abym przynajmniej ucałowała proch ziemi, po której chodzić będą Twoje stopy.
Miłość ku Bogu zrodziła wdzięczność za Jego dary i chęć odwzajemnienia się ofiarą; tóż jeszcze w zaraniu życia oddała Bogu całą swoją istotę; mianowicie, duszę przez ciągłą modlitwę i służbę wierną, ciało przez ślub dozgonnej czystości. Podczas gdy inne dziewice izraelskie, nawet te, które pierwej usługiwały w świątyni, widziały szczyt szczęścia w związku małżeńskim, szczyt chwały w macierzyństwie: Marya nie chciała mieć innego oblubieńca, prócz Boga, innego potomstwa, prócz dobrych uczynków, izby całem sercem mogła powiedzieć: Miły mój mnie, a ja jemu. Mimo, że nie widziała przed sobą przykładu tej cnoty iście anielskiej, ukochała ją jednak tak mocno, że nie chciała być nawet Matką Bożą, gdyby na dziewictwie swojem miała ponieść uszczerbek; bo wszakże do Anioła, zwiastującego Jej godność Macierzyństwa Boskiego, rzekła: Jakożby się to stało, gdy męża nie znam, to jest, gdy dziewicą jestem i dziewicą chcę pozostać.
Acz tak bogata w łaski i cnoty, była atoli Marya całkowicie wyniszczona z siebie, to jest, wolna, już nie mówię od cienia pychy, ale od najlżejszego upodobania w sobie, a natomiast wszystko odnosiła do Boga, we wszystkiem szukała Boga. Ta niezrównana Jej pokora zajaśniała również w chwili zwiastowania, bo nie tylko zatrwożyła się, słysząc wygłoszone przez Anioła pochwały, ale z pokorną wiarą przyjęła zapowiedź Wcielenia Syna Bożego, acz była to tajemnica nad wszelki rozum ludzki, iż pokornem posłuszeństwem poddała się woli Bożej, mówiąc: Oto ja służebnica Pańska. Słusznie powiedzieli Ojcowie Kościoła, że Najśw. Panna miłością ściągnęła Boga na ziemię, dziewictwem zjednała sobie Jego upodobanie, a pokorą Go pojednała. Tak więc wierność dla łaski poświęcającej i dla łask posilkowych, miłość ku Bogu i płynąca z niej miłość bliźnich, pragnienie zjednoczenia się z Bogiem, ofiarowanie się Mu całkowite, dziewictwo i pokora — oto przygotowanie się Maryi na przyjęcie Słowa Przedwiecznego, które w Niej za sprawą Ducha św. stało się ciałem.
Najmilsi, do każdego z nas pragnie również przyjść tenże Syn Boży w ludzkiem ciele, ale ukryty pod postacią Sakramentu. Zaszczyt to niezmierzony, bo po zjednoczeniu natury Boskiej i ludzkiej w Chrystusie Panu i po Boskiem Macierzyństwie Maryi niemasz związku ściślejszego, doskonalszego i świętszego, nad Komunię świętą. Wszakże w niej to daje nam Pan Jezus siebie samego, to jest, swe ciało, duszę i Bóstwo, tem samem udziela nam życia swojego, przemienia nas w Siebie i jednoczy z Sobą, a przez Siebie z Ojcem, byśmy z Nim jedno byli, jako On jest jedno z Ojcem. I jak tu nie zawołać za św. Chryzostomem: Rozważ człowiecze, jakiej chwały dostępujesz i do jakiego stołu jesteś wezwany. Ten, na którego widok drżą Aniołowie i ledwie śmieją nań patrzeć dla promieniejącej z Niego jasności, jest naszym pokarmem, z Tym my się jednoczymy i stajemy się jednem Ciałem Chrystusa, żyjemy i mieszkamy w Nim, jako On sam powiedział: Kto mię pożywa, ten żyć będzie dla mnie, on we mnie mieszka, a ja w nim.
Ten pokarm przyrzadziła nam Marya, dając Ciało Synowi Bożemu, tóż słusznie upomina św. Piotr Damian: „Uważcie, bracia, jakimi dłużnikami jesteśmy względem najświętszej Bogarodzicy, i jakie dzięki składać my Jej winni, po Bogu, za odkupienie nasze; bo to samo ciało Chrystusowe, które Ona porodziła, które do łona swego tuliła, które w pieluszki owijała, które z macierzyńską troskliwością karmiła, to samo mówię, bez żadnej wątpliwości, a nie inne, z ołtarza przyjmujemy". Lecz nie dosyć dziękować Najśw. Matce; trzeba nadto wstępować w Jej ślady i z takiemi usposobieniami przyjmować Pana, z jakiemi Go Ona przyjęła w chwili Wcielenia.
Przedewszystkiem niech każdy, na podobieństwo Maryi, będzie również domem złotym, to jest, niech dusza, w której Pan ma zamieszkać przez Komunię św., jaśnieje blaskiem łaski poświęcającej i bogactwem cnót. Niestety, kiedy spojrzę po świecie, widzę zamiast domów złotych tyle lepianek nędznych, sklejonych z błota, walących się, obdartych; fundamenta ich zgniłe, ściany porozpadane, dach podziurawiony, tak, że deszcz leje się do wnętrza, a w środku ubóstwo i brud. I któż to wszystko sprawił? Grzech śmiertelny. Potrzeba tedy najprzód wziąć rozbrat z grzechem, bo wszakże powiedział Apostoł, że kto Pana przyjmuje w grzechu śmiertelnym, sąd sobie je i pije, Ojcowie zaś Kościoła przyrównywają takiego do pierwszego świętokradcy Judasza. Potrzeba za modlitwą Najśw. Panny oczyścić duszę w Sakramencie Pokuty, a wprowadziwszy do niej łaskę poświęcającą, z łaską zaś Boga, trzeba z Nim razem wziąć się do dzieła naprawy, dopóki taka lepianka nie przemieni się w dom złoty. Wielką tu pomoc może dać Matka Budowniczego Bożego i nasza, bylebysmy tylko z ufnością kołatali do Jej Serca.
Lecz nie dosyć na oczyszczeniu duszy z grzechów i na wiernej pracy około naprawy tejże; trzeba nadto przed Komunią św. powitać Pana takimi aktami, jakimi Go przy zwiastowaniu powitała Marya. Wzbudzić zatem należy przez łaskę Bożą akt wiary, przedstawiając sobie, że przychodzi do nas Pan Jezus z całem swojem Bóstwem i z całem Człowieczeństwem, — ten sam, który się narodził z Dziewicy Maryi, który umarł na krzyżu, który teraz siedzi na prawicy Ojca. Wzbudzić akt pokory, naśladując już to Bogarodzicę, gdy z niewysłowionem uniżeniem się mówiła: „Oto ja służebnica Pańska", — już to setnika, gdy zatrzymywał Chrystusa słowy: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój", — już Apostoła Piotra, kiedy po onym cudownym połowie, rzucając się do nóg Jezusowych, wołał: „Wynijdź odemnie Panie, bom jest człowiek grzeszny". Wzbudzić akt miłości, przypominając sobie, że w tym Sakramencie daje się nam Pan z całą swoją miłością, nie tylko, by być naszym Mistrzem, Lekarzem, Ojcem i Królem, ale także by się stać naszym pokarmem i naszem życiem. Wzbudzić akt pragnienia, wyrywając się do Jezusa, jak pszczółka do miododajnego kwiatka, jak jeleń do źródeł wody, jak niemowlę do piersi matki. Dodać nam trzeba jeszcze akt żalu, którego Najśw. Panna nie potrzebowała, ale który nam zawsze przystoi i zawsze pomaga.
Ponieważ to przygotowanie się nasze będzie w każdym razie lichsze, aniżeli Pan na nie zasługuje: przeto trzeba się nam ukorzyć głęboko i zwrócić pierw do Niego samego, prosząc za pobożnym mistrzem: O najsłodszy i najmiłosierniejszy Jezu, oto ja stoję przed Tobą nędzny i nagi, wzywając łaski i błagając miłosierdzia Twego. Racz nakarmić łaknącego żebraka, ogniem miłości Twojej zapal oziębłość moją, jasnością obecności Twojej oświeć ślepotę moją, abym Cię przyjął z największem nabożeństwem, z gorejącą miłością, z całem pożądaniem i uczuciem serca mojego, jako Cię przyjąć pragnęło wielu Świętych i wiele dusz pobożnych, jak Cię przyjęła Najświętsza Matka Twoja, kiedy Anioł zwiastował Jej tajemnicę Wcielenia. Prosić też trzeba Królowej Niebieskiej, iżby skarbami swoimi ozdobiła biedniutki domek naszej duszy i sama przybyła do tego domku, przyjąć wraz z nami Bożego Gościa; Pan Jezus bowiem miłuje swą Rodzicielkę więcej, niż wszystkie stworzenia, i przychodzi tam nader chętnie, gdzie Ją widzi, miłowaną jako Matkę, czczoną jako Królowę, choćby ta dusza była uboższa niż stajenka betlejemska, którą właśnie dlatego zaszczycił swoją obecnością, że w niej była Marya.
II
Skoro tylko dokonał się cud nad cudami i Słowo stało się ciałem, Najśw. Matka uniżyła się tak głęboko, jak tylko duch Jej zdolał, i za siebie, za ziemię całą i Niebo całe uczciła to Słowo Wcielone, a z Nim i przezeń Ojca i Ducha Świętego. Hymn upokorzenia się i uwielbienia Boga, który zanuciła niejako od pierwszej chwili poczęcia, stał się odtąd głośniejszy, tak, że go usłyszał świat cały. Wielbi duszo moja, Pana, i wejrzał na niskość służebnicy swojej. Albowiem uczynił mi wielkie rzeczy, który możny jest i Święte imię jego — oto jak śpiewa Bogarodzica przy spotkaniu Elżbiety, a ta pieśń powtarza się cicho za każdą Jej myślą, za każdem uderzeniem Jej Serca.
Wcielenie Syna Bożego obdarzyło Ją nową strugą łask, której odpowiedział nowy płomień miłości, tak gorący i wzniosły, że języki ludzkie ni anielskie opisać go nie zdołają; z miłości zaś poszło ciągłe dziękczynienie i ciągłe ofiarowanie się. Marya od początku dni swoich oddała się Bogu całkowicie, z tym większym tedy żarem ponawiała teraz swą ofiarę, poświęcając się ze wszystkiem i na wszystko, pragnąc jak najwięcej czynić i jak najwięcej cierpieć dla Boga, a nadto ofiarując Ojcu Niebieskiemu Syna Jedynego, który odtąd był również Jej Synem. Ta miłość, ogarniając w Bogu wszystkich ludzi, a szczególnie grzeszników i cierpiących, kazała Jej iść spiesznie do Elżbiety, nie tylko by dla chorej ciotki spełniać wszelkie posługi, ale przedewszystkiem, by całej rodzinie zanieść Jezusa i uświęcić przezeń przyszłego poprzednika Jana, nim tenże światło dzienne oglądał. Wróciwszy ztąd do Nazaretu, oddała się, jak pierwej, bogomyślności i cichej pracy, nim przyszedł czas dokonania się wielkiej tajemnicy.
Oby podobnem było dziękczynienie nasze po Komunii św. Przedewszystkiem trzeba się uniżyć aż do dna naszego nicości i naszej nędzy i oddać jak najgłębszy pokłon Panu utajonemu; a iż niepodobna nie uczuć wówczas własnej niegodności i niemocy, przeto wypada najpierw prosić Pana, aby nam pozwolił mówić do Siebie, i sam nas uświęcał, wzruszał i rozpalał swą łaską. Godzi się też zapraszać wszystkich mieszkańców Nieba, szczególnie zaś Królowę Niebieską i Matkę pięknej miłości, aby za nas i z nami składała hołdy i dzięki. Można tu za przykładem bł. Alfonsa Rodriguez przedstawiać sobie, że się widzi w sercu dwa trony wzniesione, jeden dla Pana Jezusa, drugi dla Bogarodzicy, a rzucając się u ich podnóża, odmawiać po trzykroć: Chwała Ojcu i t. d. lub śpiewać w duchu Magnificat.
Lecz nie dosyć dziękować, trzeba nadto odwzajemnić się ofiarą. Pan Jezus daje nam całego siebie, słuszna zatem, byśmy Mu dali całą naszą istotę, ciało ze wszystkimi zmysłami, duszę ze wszystkiemi władzami, wszystkie nasze dobra duchowne i ziemskie, wszystkie nasze myśli, słowa, czyny i cierpienia, tak iżby żyć całkowicie dla Chrystusa i w Chrystusie, na podobieństwo Apostoła Pawła, mówiącego o sobie: Żyję ja, już nie ja, żyje we mnie Chrystus. I nie poprzestajmy na samych słowach, ale starajmy się odtąd działać i cierpieć dla Boga, a szczególnie rozszerzać wedle sił królestwo Jezusowe w duszach, spełniać wiernie wszystkie obowiązki nasze i czynić dobrze dzieciom Bożym, to jest, bliźnim. Aby zaś te ofiary nasze były miłemi Panu, składajmy je na ręce Bogarodzicy, niech Ona nas ofiaruje Jego Sercu i wypraszza nam te dary, których najwięcej potrzebujemy, zwłaszcza wzrost i wytrwanie w miłości. A za to całujmy ze czcią macierzyńskie Jej stopy, uważając się nie tylko za Jej dzieci, ale też za Jej niewolników.
Wreszcie, życie Maryi od chwili zwiastowania było ciągłą adoracją Słowa, które w Niej stało się ciałem: podobnie niech i życie nasze po Komunii św. będzie ciągłą adoracją Najśw. Sakramentu. Rozpaleni miłością ku Bogu utajonemu, spieszmy Go uczcić w świątyni, czy to podczas Ofiary św. czy kiedy indziej; a gdyby nas wstrzymywała choroba lub inna jaka przeszkoda, przenosimy się myślą, nawet pośród nocy, przed Jego przybytek i wraz z Aniołami, otaczającymi tron eucharystyczny, oddawajmy Mu pokłon i składajmy u stóp Jego nasze serca. Toż samo, jak długo te serca są czyste, a daj Boże, by zawsze pozostały czystemi, zapraszajmy do nich z upragnieniem wielkiem Pana Jezusa, przedstawiając sobie, że Najśw. Matka podaje nam sama Komunię św.
Obyśmy wszyscy tak postępowali, a niezawodnie Najśw. Sakrament stałby się dla nas „Chlebem mocnych" i „Manną skrytą" przedziwnej słodkości. Wzorem niech nam tu będzie bł. Małgorzata Marya Alacoque. Była Ona wielką czcicielką Serca Jezusowego i nieraz całe godziny trawiła na rozważaniu Jego dziwów, klęcząc przed przybytkiem Pańskim, zarazem gorącem sercem miłowała Najśw. Matkę. Za tę podwójną miłość hojnie nagrodził Ją Pan, bo nie tylko w kilku widzeniach kazał jej rozkrzewiać nabożeństwo do Boskiego swego Serca, ale sam niejako stał się Jej Mistrzem w życiu duchownem, ucząc ją: po pierwsze, z takiem usposobieniem słuchać Mszy św., z jakiem Najśw. Matka stała pod krzyżem i swe cierpienia ofiarowała Ojcu Niebieskiemu, a przytem prosić o łaskę nawrócenia dla niepokutujących i niewiernych, — po wtóre, z takiemi uczuciami przyjmować Komunię św., z jakiemi Najczystsza Dziewica przyjęła Słowo Wcielone, a przytem prosić o podobną radość świętą, — po trzecie, tak się modlić, jak się modliła Dziecina Marya w chwili ofiarowania się Panu w świątyni, a przytem prosić o dar poświęcenia się. Krom tego Najśw. Matka wyróżniła niezwykłe miłą swą służebnicę, bo raz w widzeniu złożyła Jej Dzieciątko Jezus na ręku.
O Matko droga, i my również chcemy należeć do wiernych sług Twoich, a do gorących czcicieli Serca Jezusowego. Za to racz nam dać Dzieciątko Boże, nie w widzialnej postaci, bo to jest przywilejem wybranych dzieci Twoich, ale pod postacią Sakramentu, i to nie raz jeden, ale często, bardzo często, a zarazem uproś nam choć okruszynę tej miłości, z jaką Słowo Przedwieczne przyjęłaś w Nazarecie i powitałaś w Betleemie. Amen.