*„Zostań z nami, Panie!" — ks. Stefan Bratkowski*
Zostań z nami (Panie), boć się ma ku wieczorowi, i dzień się już ku zachodowi nachylił. — I wszedł z nimi. > > (Łuk. XXIV, 29.)
Eminencyo, i wy najmilsi słuchacze! Gdy patrzę na ten wspaniały pochód Boga naszego utajonego w N. Sakramencie miłości, na tę uroczystą szatę, którą przywdziało na powitanie Jego miasto nasze, na to uciszenie zgiełku, zawieszenie pracy, na hasło przejścia Pana Jezusa wśród nas, na to morze świateł, co zabłysły jako gwiazdy przed majestatem Pana swego, na te tłumy wierzących i kochających, bo przecież jest tu wielu, których nie ciekawość tylko, ale żywa wiara i miłość przywiodły — o jakże jasno poznaję tę niepojętą potęgę Pana ukrytego, co w utajeniu swojem włada i panuje nad tysiącami serc. I wołam z głębi duszy: O, zostań Panie z nami! A tego Pana serc naszych, otacza orszak tak liczny sług Jego wiernych, duchownych i zakonnych, a tego Pana w mury tego starego grodu, ze starej a szczupłej Jego Świątyni, wnosi w objęciach Arcykapłan nasz, jak Symeon pochylony wiekiem a gorący miłością, na stopnie ołtarza zgotowanej mu Świątyni, której sklepieniem niebiosa a podnóżkiem ta ziemia nasza. A wynosi Go, by umieścić na tronie chwały, aby się ten naród cały, co z każdej dzielnicy wysłał mu przedstawicieli swoich, pokłonił, swą wiarę niezachwianą Mu wyznał, oddał się ponownie na służbę wiekuistą, jawnie za grzechy i obrazy czci Jego wyrządzone przebłagał. Widząc to wszystko, patrząc na ten cichy Majestat Pana, wśród nas, ludu swego, znów z głębi duszy wołam: O, zostań z nami, Panie! Zostań z tą ziemią Twoją, boć się ma ku wieczorowi — bo coraz nam ciężej i smutniej, zostań, bo blaski szczęścia gasną, bo promienie chwały zakrył obłok żałobny. Zostań Panie z tym narodem Twoim, co za Ciebie walczył, i chwałę Twą szerzył; dziś dzień jego ma się ku zachodowi, bo część tego narodu w ucisku — w łzach — i w krwi, a w części jego zachodzi słońce wiary, miłości Tobie należnej. O, zapal wiarę, rozgrzej serce narodu, dodaj siły do walki z błędem wciskającym się i trującym go jadem swoim — zostań z nami, bo zbłądzimy i zginiemy, gdy odejdziesz od nas. Zostań z miastem naszem, by jaśniało wiarą i cnotą ku ozdobie i zachęcie narodu całego.
Zostań Panie, odrodź serca nasze, złącz je wszystkie jednością przywiązania do Osoby Twojej, do wiary Twojej, złącz nas w służbie i oddaniu się Tobie Jezu i Kościołowi Twemu. Zostań więc Panie z nami, i prowadź nas Ty sam, a za Tobą niech idą biskupi, kapłani, a za nami naród cały, wszystkie jego stany, drogą wierności i oddania się Tobie w tej smutnej narodu naszego pielgrzymce!
Czemuż ja tak błagam Pana Jezusa, by został z nami? Bo drżę, by nie odszedł, dla grzechów naszych i niewierności naszej, dlatego, że tylu z nas, uwiedzionych fałszem świata, odchodzi od Niego! Ach, czy zostanie? Jeśli zważy na szali sprawiedliwości swojej nieprawości nasze, czy one Go nie odwrócą od nas? Najmilsi moi! Miałyżby się na nas nieszczęśliwie spełnić te straszne groźby proroka, grożącego Izraelowi, że jeśli się nie opamięta, to zostanie bez kapłana, bez ołtarza, a tem samem bez Jego najdroższej obecności!? O tak, gdyby nas oceniał wedle sprawiedliwości Swojej, a ślepoty naszej, wedle ciągle nurtującej w nas niewierności względem Siebie, toby odszedł — ale On nie odejdzie — czemu? Bo ma Serce! O kto się tylko zbliżył szczerze do Jezusa, to nie tylko olśniła go mądrość i wszechmoc Jego, ale przedewszystkiem poczuł niewysłowioną w Nim dobroć, a dobroć to miłość, to Serce. Spojrzyjmy, ale z wiarą żywą na ten Ołtarz! Pod nikłą postacią tego chleba Jezus na nim stanął, a ta sama obecność Jego wśród nas woła dobitnie: Jezus ma Serce dla nas! Ta Hostya cicha, na oko martwa, bezwładna, ona dowodem, że ma Serce bez granic, oddające się nam z zapomnieniem o Sobie, o własnej chwale, o czci Sobie należnej. Ofiara nieustająca Mszy św., to nieprzerwane odwiedzanie nas i karmienie w Komunii św., to woła do nas, jakie On ma Serce! I dlatego to w XVII wieku, nie mogąc znieść już tego zaślepienia i niezrozumienia Siebie, jakiem Mu płacą ludzie w zamian za to poświęcenie wszystkiego dla nas w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, rozdarł zasłony Eucharystyi, i ukazał oczom ludzkim przyczynę swego pozostania z nami. Oto Serce, które tak bardzo ukochało ludzi, a w zamian otrzymuje obojętność i zniewagi — zawołał.
Więc to Serce przy nas, Najmilsi moi! A my tak bardzo serca potrzebujemy! Serca spragnieni, bośmy smutni, a tak ciężki nasz smutek, że tylko takie Wszechmocne Serce zdoła nas pocieszyć. Serca potrzebujemy, bośmy nędzni i grzeszni, grzechy nasze odarły nas z praw do Ojczyzny ziemskiej i niebieskiej — tylko tak wielkie Serce, jak Twoje Boże, zdoła nam przebaczyć, ratować i dźwignąć. Czuli Ojcowie nasi i Święci nasi, jak nam tego Pana Jezusa z tem Sercem potrzeba, dlatego to związali nasz naród z tym Panem, z Jego gorącem Sercem, co płonie pod zasłoną tego Najśw. Sakramentu. O tak, my grzeszni i niegodni, zapominamy o tem związaniu się naszem z Tobą, ale spojrzyj Panie na sługi Twe wierne. Na Stanisława Biskupa, związał nas on z Tobą, bo zginął w czasie Najśw. Ofiary, z ustami pełnemi Krwi Twej Najśw. Na Jacka Św. który Cię ratował, unosząc po falach rzeki, przed zniewagą nieprzyjaciół Twoich. Na niewinnego Kazimierza, co u stóp Twoich, u drzwi ołtarzów Twoich spędzał noce w łzach i modlitwie. Na anioła tej ziemi, Stanisława Kostkę, co Cię tak kochał i tak pożądał, że musiałeś ręką Aniołów uspokajać głód tego dziecięcego serca! O tak, oni to wołają do Ciebie: Zostań Panie z nimi! bo masz Serce, które ich ukochało! Więc i my ze łzami do Ciebie wołamy: Nie patrz Panie na nieprawości nasze, przepuść Panie, przepuść ludowi Twojemu, i zostań z nami. Oto wyszedł Pan nasz ukochany, wyszedł ku nam, byśmy wszyscy w imieniu narodu całego, dziś jeszcze wyznali nasze winy, przebłagali za nie, i oddali się na nowo sercem całem Sercu Jego. A winy są i są wielkie wobec tego Boga utajonego, który nas zgromadzi wkrótce na sąd straszny. O Bracia drodzy! wyznawajmy winy, póki czas, przypomnę wam je wszystkie z miłości i z miłością. Niech tego Bóg słucha, wasi Duszpasterze i Biskup ten Arcypasterz słuchać będzie, w ich obecności śmiało opowiadane ludowi memu złości ich (Iz. XVIII, 1).
Są katolicy — bo któż z nas przez Chrzest Św. nie należy do Kościoła? — ale niema w nas czynów katolickich. Patrząc na życie nas wielu, nie można poznać w niem zasad wiary i obowiązków. Są chrześcijanie, lecz tylko z imienia, ale nie z życia!
Jesteśmy katolikami, ale wielu obojętnych na obowiązki z przykazań płynące, obojętnych na głos Kościoła, sumienia, dla Sakramentów, na modlitwę, dla Stolicy św., a więc obojętni na to wszystko, co życiem swem Chrystus okupił, za nietykalność czego z zapałem tylu przodków naszych życie oddało.
Są katolicy w Polsce, ale są raczej wprost nieprzyjaciółmi, bo sprawdza się przez nich na nas straszna przepowiednia Apostoła narodów: Będzie czas, gdy zdrowej nauki nie ścierpią: ale według swoich pożądliwości nagromadzą sobie nauczycielów, mając świerzbiące uszy, od prawdy słuchanie odwrócą, a ku baśniom się obrócą (2 Tim. IV, 3, 4). Toć powrót do pogaństwa, powrót jednostek, powrót rodzin — w końcu powrót społeczeństwa! Pogaństwo przyszłości.
I czyż nie odejdzie od nas Jezus, czy my już wkrótce nie staniemy się Mu obcymi — skoro On dla nas już obcym się stał prawie?
2. Ducha katolickiego w nas brak, żywej wiary, przywiązania — zrozumienia — umiejętności wiary! Stąd wielu tylko formy bezduszne daje Bogu, a przyczyna tego podwójna:
a) gwałcenie świąt, a więc ani modlitw, ani Słowa Bożego, a więc gardzimy całą czcią Bożą, gardzimy tem, co wszystkie narody najdziksze nawet swoim bóstwom oddają, my gardzimy tem lekkomyślnie względem Boga prawdziwego;
b) Gubienie młodzieży przez złe wychowanie bez zasad, wydzieranie Sercu Jezusa tego, co umiłował i o co wołał: Dopuśćcie dziatkom przyjść do mnie (Mt. XIX, 14). A wy dzieci odwołujecie od Niego, pytacie, jak się uczą? ale nie — jak żyją? Oto nikt się nie troszczy, czy nie stracił niewinności, — ale jaki ma stopień nauki? A wszak z tych dzieci będzie naród, będą mężowie, ojcowie, i oni odejdą od Jezusa. W imieniu tego Jezusa wołam: Ojcowie i matki, oddajcie dzieci dziś Jezusowi, by je z tego tronu błogosławił. Dopuśćcie dziateczkom przyjść do mnie, a nie zabraniajcie im. Na sądzie Bożym zapyta cię samo dziecko twe, ojcze, matko, z gorzkim wyrzutem: czemże zawiniłem wam, iżeście mię opuścili, rodzice w mem niedoświadczeniu dziecinnem? czemże zasłużyłem, że wasza rada mnie nie wsparła, wasza miłość nie wyrwała z paszczęki piekielnej. O Jezu, wskrzesiłeś młodzieńca i oddałeś go matce jego; wskrześ wiarę i niewinność w sercu młodzieży naszej, weź ją sobie, odbierz ją światu!
3. Jak się nie mam lękać, aby nie odszedł od nas Jezus, skoro Osobę Jego znieważamy, a Sercem Jego pogardzamy.
We Mszy św. Jezus pała miłością — a my jak jej słuchamy?
Komunia święta to wyraz, jako nas kocha — a my jak rzadko, jak źle i ozięble do niej przystępujemy. Odejdzie Jezus, bo nie będzie widział serca, w któremby mógł zamieszkać, któreby Go pragnęło przyjąć.
Tak! źle jest Jezusowi wśród nas. Ale Panie spojrzyj na Europę całą, na wszystkie jej narody, a ujrzysz wśród niej tylko jeden naród nieszczęśliwy bardzo, i często niewierny, ale z tego jednego narodu stają przed obliczem Twojem zastępy całe, krwią i ranami okryte. Cóż to za rany? — zapytasz. Za co ta krew się leje? Za wiarę Twoją, w obronie Kościoła Twego. Spójrz na Kroże, tam walczą i piersią zasłaniają Twoją Osobę, Twoją chwałę, aż do krwi — a kto? to Polacy, to nasi bracia, oni swoją pobożnością, swojem poświęceniem, swoją szlachetnością niech Ci wynagrodzą naszą oziębłość, naszą bezbożność, naszą niewdzięczność. Niech krew tych braci naszych osłania naszą niegodziwość, niech miłość ich zasłoni ojczyznę od chłosty sprawiedliwości Twojej.
I ty odejdziesz? O nie! nie odchodź! nam dziś serca potrzeba. Ty z nami Sercem wszystko uczynisz. Otuchy i siły w tej strasznej walce nam trzeba.
Zostań, my dziś głośno wyznajemy winy, i jawnie wypowiadamy, że chcemy być Twoimi, na nowo związać się z Tobą, poddać się prawom Twoim, Kościołowi Twemu, a więc umysł pod Twą mądrość, serce Twej miłości, wolę Twoim rozkazom, życie Kościołowi Twemu! Nie odtrącaj — co mamy, to dajemy, to biedne życie, te rodziny, te dzieci nasze, weź! A Ty, Arcypasterzu, coś Boga i Ojczyznę umiłował, i zcierpiał tyle, oddaj nas Sercu Pana Jezusa, by On Sam został jako przy swoich, panował i rządził nami tak długo, aż dojdziemy wszyscy z tej ziemi tam, gdzie nas już żadna przemoc od Niego nie oderwie. Amen.
---
*— ks. Stefan Bratkowski*