HomiliaDB

Księża Towarzystwa Jezusowego · Serce Jezusowe — Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego

KAZANIE O PRAWDZIWEM NABOŻEŃSTWIE DO NAJSŁODSZEGO SERCA JEZUSA

Nabożeństwo wewnętrzne i zewnętrzne — ks. Jan Czeżowski

Gdy moja wiara stała się letniaGdy chcę żyć lepiej, ale nie wiem od czego Najświętsze SerceMiłość Boga
Wyszła krew i woda.
W skrócie. Ks. Jan Czeżowski wyjaśnia, że prawdziwe nabożeństwo do Serca Jezusowego musi być zakorzenione w wewnętrznej miłości i wdzięczności, a nie ograniczać się do zewnętrznych praktyk. Krytykuje obłudę i pobożność tylko zewnętrzną, wskazując, że miłość wyraża się przez życie według przykazań. Adresowany do tych, którym wiara stała się chłodnym rytuałem.

„Na miłości więc i wdzięczności polega wewnętrzne nabożeństwo do Serca Jezusowego, a miłość tę i wdzięczność wtedy prawdziwie okażemy Chrystusowi Panu, jeśli życie i postępki nasze będą według przykazań i nauki Jego”

*Nabożeństwo wewnętrzne i zewnętrzne — ks. Jan Czeżowski*

Wyszła krew i woda. > (Joan. XIX, 34)

Z całego ciała i ze wszystkich członków Jezusa wyszła już wszystka Krew przez rany liczne bardzo i straszne, bo całe ciało Jezusowe na krzyżu było jedną wielką świeżo rozognioną raną; tylko w Sercu Jezusowem kilka kropel krwi jeszcze zostało, i tę chciał wylać dla nas — Jeden z żołnierzy włócznią otworzył bok Jego, a natychmiast wyszła krew i woda — aby nam, Bracia Najmilsi, pokazać szczerość i zupełność ofiary swojej, iżby każdy szczerze i prawdziwie mógł sobie powiedzieć: tak mię umiłował Jezus, iż do ostatniej kropelki Krew swoją wylał za mnie. Była też inna, ważniejsza tego przebicia boku Chrystusowego przyczyna, to jest ta, iż Pan Jezus, pojmując, jako nieskończenie święty i mądry, złość grzechu każdego, i nas grzeszników wszystkich wogóle i każdego w szczególności znając, i kary gniewu i pomsty Bożej za każden grzech wiedząc, chciał nam biednym nędznym grzesznikom dać przytułek i ochronę w przebitem Sercu swojem, abyśmy i brzemię grzechów tam składając znowu do łaski Jego wrócić mogli. Ze zbytku miłości swojej ku nam podjął P. Jezus krwawą mękę swoją, i Krew do ostatniej wysączył kropelki — bo do zbawienia naszego ani krzyża, ani gwoździ, ani cierni, ani biczów nie było potrzeba, dosyć było jednej drobiny Krwi — i by ten zbytek miłości nam ludziom zmysłowym zmysłowo pokazać, dozwolił włócznią otworzyć Serce swoje. Miłość przybiła ręce i nogi Jezusa do krzyża, miłość przebiła Serce Jezusowe. Miłość miłością płacić należy. Ludzie zwyczajem swoim zapomnieli na tą miłość, i właśnie, kiedy najbardziej się od Niego oddalali, przypomniał im się P. Jezus, ustanawiając nabożeństwo do Serca Swego Najsłodszego, które to nabożeństwo wtedy, kiedy cały Świat zdawał się zapierać Chrystusa, od Kościoła św. potwierdzone i po całym katolickim Świecie rozszerzone zostało. Nad tem więc nabożeństwem ku Najsłodszemu Sercu Jezusowemu dziś się zastanówmy, na czem ono polega, a tak się do czci tego Boskiego Serca zapalmy.

Każde nabożeństwo jeżeli prawdziwe jest, musi być **wewnętrzne i zewnętrzne** — wewnętrzne, bo znaki zewnętrzne o tyle jeno wartość mają, o ile z wewnętrznego usposobienia pochodzą; zewnętrzne, bo natura człowieka tak jest usposobiona, iż, co wewnątrz czuje, zewnątrz okazać musi. Każde więc prawdziwe nabożeństwo musi być wewnętrzne i zewnętrzne, zatem i nabożeństwo ku Najsłodszemu Sercu Jezusowemu.

Na czem polega nabożeństwo wewnętrzne, poznamy z słów samegoż Jezusa, które powiedział w objawieniu się św. Małgorzacie, polecając jej zaprowadzenie tego nabożeństwa. Kiedy ta czcigodna zakonnica przed Najśw. Sakramentem na modlitwie trwała, pokazał się jej P. Jezus widomie z Sercem odsłonionem, płomieniejącem, otoczonem koroną ciernową, z krzyżem u wierzchu zatkniętym, z raną otwartą, z której się wydobywały krople Krwi Jego najświętszej, tak jak to na obrazach widzimy, a wskazując na Serce swoje: »Oto Serce — powiada — które tyle ukochało ludzi, iż, na nic się nie oglądając, wydało się za nich całkowicie, by ich przekonać o swojej miłości. W zamian za to odbieram w tym Sakramencie mojej miłości po większej części tylko niewdzięczność, pogardę, brak uszanowania, świętokradztwa, obojętność«. P. Jezus tu się widocznie uskarża na brak miłości i wdzięczności u ludzi. Moje Serce tak ludzi umiłowało, iż się całkowicie wydało, by ich przekonać o mojej miłości, a ludzie co? — nie miłują mnie — nie szanują mnie — zdradzają mnie — obojętnymi są ku mnie — niewdzięcznymi są ku mnie — gardzą mną.

Chcemyli więc, Bracia, ujść tego słusznego i sprawiedliwego wyrzutu Chrystusa Pana i być prawdziwymi czcicielami Serca Jego Boskiego, tak bardzo oziębłością i niewdzięcznością ludzką zranionego — miłości i wdzięczności ku Chrystusowi nam potrzeba. Na miłości i wdzięczności ku Chrystusowi polega prawdziwe nabożeństwo do Najsłodszego Serca Jezusowego, a wszystkie inne zewnętrzne ćwiczenia i przysługi wtedy jeno służą ku czci Serca Jezusowego, kiedy się na miłości i wdzięczności gruntują.

Tu tylko dwie krótkie czynię uwagi: 1) że czcząc Serce P. Jezusa, czcimy tylko Jego miłość ku nam, i z długu miłości Mu się wypłacamy, bo serce jest godłem miłości; 2) że P. Jezus, przypominając się nam i to nowe nabożeństwo ku czci Serca swego ustanawiając, szukał w tem tylko pożytku naszego, i chciał sobie nas tym nowym dowodem miłości swojej bardziej jeszcze zobowiązać. Bo P. Jezus nas nie potrzebuje, ale my Jego, bo P. Jezus bez nas nieskończenie szczęśliwym będzie, ale nie my bez Niego.

Otóż, Bracia, całe nabożeństwo zasadza się na miłości wzajemnej i wdzięczności. Miłość miłością się płaci. Jezus nieskończenie nas umiłował, więc i my Go ze wszystkich sił naszych miłować winniśmy. Miłość w uczynkach się pokazuje; tak i miłość P. Jezusa ku nam w uczynkach się pokazała. Co Pan Jezus dla nas uczynił — wiemy.

On, Bóg, stał się dla nas człowiekiem.

On, Bóg, stał się dla nas niemowlęciem słabem i niedołężnem — dla nas ucieka do Egiptu, dla nas pracuje w warsztacie ubogiego cieśli, dla nas trudzi się przez trzy lata w nauczycielskim zawodzie, dla nas znosi pęta, kajdany, potwarze, bicze i ciernie, gwoździe i śmierć haniebną na krzyżu, dla nas, abyśmy z synów szatańskich synami Bożymi, z dzieci zatracenia dziećmi zbawienia się stali, z piekła poszli do nieba. Oto są dowody Jego ku nam miłości.

My ich dość jasno nie pojmujemy — pojęlibyśmy je lepiej, gdybyśmy więcej mieli miłości. I oto te płomienie wkoło Serca to są godłem tej gorącości miłości P. Jezusa ku nam, a ten krzyż zatknięty na wierzchu Serca to znak zbytku i ogromu tej miłości. Patrząc na nie, kto ma jeno iskierkę wiary, przyznać musi, że P. Jezus bardzo nas umiłował. Dowodem tego nowym jest ustanowienie tego nabożeństwa, bo On chce być od nas miłowanym, dlatego, że nam z tem dobrze.

Teraz, Bracia, powiedzmy sobie: Miłość miłością się płaci. P. Jezus mię tak umiłował, toć i ja Go miłować powinienem — gdzież ta miłość moja ku Niemu? jakaż ona jest?

Chcesz wiedzieć miarę miłości twojej ku Jezusowi, popatrz na uczynki twoje — bo jakie uczynki, taka miłość, bo miłość z uczynków się pokazuje. Popatrz na uczynki twoje, na życie twoje, postępki twoje, zasady, zdania i dążności twoje — zapytaj się sam siebie, ale nie pytaj się miłości własnej, bo ta cię zdradzi, ale pytaj się sumienia twego. Mówisz, że wierzysz... Mówisz, że miłujesz P. Jezusa, a serce twoje pełne niewiary, oziębłości, myśli złych i żądz światowych — miłujesz P. Jezusa, a 7 albo i 20 lat się nie spowiadałeś, ani Go do serca twego w Najświętszym Sakramencie nie przyjąłeś — lub może, o zbrodnio straszna, świętokradzkiemi tylko usty. O, jeśli tak jest, wiedz, że nie masz miłości ku Panu Jezusowi, owszem, że masz nienawiść ku Niemu.

Bracia moi, miłość w uczynkach się pokazuje. Pamiętajmy na to: kto żyje po chrześcijańsku, po Bożemu, ten Chrystusa miłuje — kto żyje po światowemu, ten Świat miłuje, kto po szatańsku, ten szatana miłuje. Miłość Chrystusowa do nieba, miłość świata i szatana do piekła nas zaprowadzi. Czemu tyle między nami złego, takie zatopienie się w rzeczach materyalnych i zmysłowych, taka gnuśność, lenistwo i opieszałość ku rzeczom niebieskim, rzeczom wiary św., tak jakbyśmy nie mieli innego życia, jak to ziemskie, innego celu jak dobry byt materyalny? Skąd to pochodzi? Czy, że wiary nie mamy? Nie. Gdybym się spytał każdego z was, czy wierzysz w naukę Chrystusa Pana, każdyby mi powiedział, że wierzy, i możeby się oburzył na pytanie moje, i każdyby mi powiedział, że miłuje P. Jezusa, i więcej jak siebie samego, jak wszystko inne; a przecie życie i uczynki z tem przekonaniem się nie zgadzają. Co to jest? Oto to, że nie mamy wiary żywej — mamy wiarę, lecz uśpioną na samem dnie serca, przywaloną zmysłowością i żądzami światowemi — wiara na spodzie, a zmysłowość ciała na wierzchu — i stąd pochodzi ta sprzeczność w przekonaniu i postępkach naszych.

Wierzymy, że Chrystus P. stał się dla nas człowiekiem i cierpiał i umarł za nas, ale ta wiara mdła jest, nie ma siły i skutku, mękę i śmierć Chrystusa Pana spuszczamy z oczów naszych jako rzecz, która się przed 2000 lat stała, a my na nią jako na rzecz dnia dzisiejszego patrzeć powinniśmy. Stąd zimnota ku P. Jezusowi.

Wiemy, że raz umrzeć musimy, iż z śmiercią wszystkie nasze zabiegi i starania się skończą, iż wszystko co tak namiętnie miłujemy, i my sami w proch się obrócim, wierzymy, że po śmierci jest sąd straszny z każdego uczynku i słowa i myśli i żądzy naszej — ale na to spoglądamy jako na rzecz dopiero kiedyś, może za 50 i więcej lat nastąpić mogącą, a my ją zawsze każdego dnia i godziny każdej przed oczyma mieć winni, bo nikt z nas nie wie momentu, którego Bóg na sąd swój nas pozwie, i stąd zatapiamy się w zmysłowościach i wygodach, i całe nasze staranie, aby byt materyalny sobie ulepszyć i zabezpieczyć godziwym czy niegodziwym sposobem, i żyjemy tak, jakby Boga nie było, jakbyśmy z postępków i życia naszego przed nikim sprawy zdać nie mieli.

Wierzymy, że jest piekło, ale nam się zdaje, jakby to piekło nie dla nas było, ale dla innych, jakbyśmy mieli przywilej i zapewnienie, że do piekła nie pójdziem — a ono każdy z nas do piekła pójść może. I dlatego, że na to piekło nie spoglądamy jako na miejsce kar, które rzeczywiście nas dotknąć muszą, jeżeli nie będziemy chodzić drogą przykazań Jego, leciemy z grzechów w grzechy najszkaradniejsze.

Wierzymy, że jest niebo, ale nie patrzymy na to niebo jako na nagrodę, która nam wkrótce i pewnie w podziale się dostanie, ale jako na rzecz, która dopiero kiedyś i może spełnić się ma, i dlatego w cierpieniach i przeciwnościach upadamy na duchu i szemrzemy przeciw Bogu.

To samo można powiedzieć o innych artykułach wiary. Oto taka wiara jest martwa. Nie takiej wiary nam potrzeba, nie taka wiara nas zbawi — ale wiary żywej, czynnej, która się w uczynkach pokazuje.

Chcesz wiedzieć, kto ma taką żywą, czynną wiarę? Oto ten, kto wierzy we wszystko bez wyjątku, i tak wierzy, co i jak Kościół katolicki naucza, kto oddala od siebie wszystkie powątpiewania o wierze, odrzuca od siebie zasady i zdania, choćby tylko cień miały sprzeczności z nauką kościelną, kto wiernie chowa przykazania Boskie i kościelne, i grzechu się wszelkiego strzeże i z grzechów się spowiada — kto w nieszczęściu nie rozpacza, w szczęściu się zbyt nie wynosi — drugimi nie gardzi, siebie nie wywyższa — ten ma żywą czynną wiarę.

Kto ma taką wiarę, ma zarazem i miłość ku Jezusowi Panu. Mając żywą wiarę, masz zarazem niezachwianą ufność i miłość nieugiętą; nie mając wiary, ani miłości ku Jezusowi mieć nie możesz, i właśnie dlatego mówiło się tu o wierze. Bo miłość ku Chrystusowi Panu w uczynkach chrześcijańskich się pokazuje — już zaś nie można mieć uczynków chrześcijańskich bez żywej czynnej wiary, bo sprawiedliwy z wiary żyje.

O Bracia moi, oddajmy miłość za miłość — ale czynem i życiem cnotliwem, nie słowem. Wpisywanie się do bractwa Serca Jezusowego, odmawianie pacierzy pewnych, dobre, święte i chwalebne jest — ale nie dosyć na tem — przytem życie cnotliwe, nieskazitelne, bogobojne być powinno, bo na tem zasadza się miłość prawdziwa ku Jezusowi.

Mamy w sercu naszem miłość ku ludziom, którzy może najmniej na miłość naszą zasługują lub o nią dbają — chętnie wypełniamy każde skinienie ich woli — a tylko dla P. Jezusa, który na wszelką miłość zasługuje, i, jak sam w dobroci swojej oświadczył, tak pragnie być od ludzi miłowanym, nie iżby On miłości naszej potrzebował, ale że nam dobrze jest z tem, a On dobra naszego pragnie — dla samego Pana Jezusa iskierki miłości nie mamy, i, jakby Jemu na złość, wszystko wbrew woli Jego czynimy. O, czas by się już poprawić! dość już nadużywania cierpliwości i dobroci Jego! dość już się nagrzeszyło, nażyło dla Świata i zmysłowości! czas już służbie Boga i życiu pobożnemu chwil kilka poświęcić!

Rzekło się, że wewnętrzne nabożeństwo zależy jeszcze na wdzięczności.

Co to jest wdzięczność? Wdzięczność jest to cenienie sobie otrzymanego dobrodziejstwa i pamięć na nie i chęć odpłacenia się według możności za nie. Człowieka, który umie cenić wyświadczone sobie dobrodziejstwo, i pamięta na nie, i stara się przy każdej sposobności wypłacić za nie, wdzięcznym nazywamy. P. Jezus jest pierwszym i największym dobroczyńcą naszym. Stworzenie, odkupienie, na synów Bożych poświęcenie, powołanie do prawdziwej wiary, zaiste wielkie to dobrodziejstwa. Pomijam inne, które P. Jezus każdemu z nas w szczególności w różnych okolicznościach i czasach udzielił. Jakże cenisz dobrodziejstwa Boskie? Jak cenisz dobrodziejstwo stworzenia? Stworzył cię Bóg dla Nieba i Siebie, zbawienie duszy twojej i Bóg jest celem i końcem twoim, a ty żyjesz właśnie tak, jakbyś na potępienie i dla czarta był stworzony. Jakie sprawy, taki i koniec ich — sprawy twoje szatańskie, więc i koniec ich szatański, a koniec szatana — piekło.

Jak cenisz dobrodziejstwo odkupienia? Patrz — urodziłeś się dzieckiem zatracenia — Jezus przez wysługi Krwi i męki swojej przemienił cię w dziecko łaski Bożej — dziecko Boże, gdzie jest Krew Jezusa? Wglądnij do serca twego, kto tam mieszka? — grzech; a gdzie grzech, tam niema Jezusa, bo Jezusa z grzechem nigdy nie pogodzisz, a gdzie niema Jezusa, tam szatan gospodaruje. I na toż to Jezus ucierpiał, abyś był niewolnikiem szatana? O jaki sąd Boży, jaka wieczność cię oczekuje, pomyśl a popraw!

Jak cenisz powołanie do wiary katolickiej? O, wielkie to dobrodziejstwo! Tyle milionów ludzi w pogaństwie, herezyach, odszczepieństwie, tyś w Kościele katolickim, gdzie jedynie zbawić duszę twoją możesz, bo krom Kościoła katolickiego niemasz zbawienia. O chowaniu przykazań kościelnych nie myślisz — a katolikiem się nazywasz? O niewdzięczności nasza!

Religia, mówisz, to dla chłopstwa, aby je w posłuszeństwie utrzymać, spowiedź to dla prostaków, nie dla uczonych. Bracia moi, nie mówcie tak, nie mówcie! Kmiotkowie, ubogi ludek wiejski, i ci prostaczkowie, którymi pomiatamy, wyjdą do nieba, a wy do piekła. O, ma, ma lud nasz wiarę, wiarę żywą, jaką miał cały naród, póki się nie popsuł, i nikt tej wiary wydrzeć nie zdołał, ani chytrość i moc zlutrzałych, zheretyczałych magnatów, pod których niewolniczem jarzmem biedny chłopek jęczał, ani naigrawania filuterskie zwanych filozofów i Świata oświecicieli, ani przemoc i gwałty panujących. Do też ten lud polski pójdzie do nieba, a my oświeceni, uczeni, co mówimy, »wiara dla chłopów, spowiedź dla prostaków«, do piekła się dostaniem. O, tam spowiadać się będziem, nie księdzu, który Chrystusa miejsce zajmuje i grzechy nam odpuścić może, ale szatanowi! Lecz on nas nie rozgrzeszy, szatan cieszyć się będzie, i piekielnym, szyderczym śmiechem na tę spowiedź odpowie! — O niewdzięczności nasza!

Seneka powiedział: »Jeśli powiesz o człowieku, iż jest niewdzięcznym, powiedziałeś wszystko złe o nim, co tylko mógł powiedzieć«. O! Jezus każdemu z nas śmiało i prawdziwie powiedzieć może: Niewdzięczniku! zdradzasz mię jak drugi Judasz grzechami swemi.

Ale to teraz wszystko urojeniem się nam i marzeniem zdaje. Przyjdzie dzień straszny Sądu Pańskiego, gdzie P. Jezus nie jako Zbawiciel łaskawie przemawiać do nas będzie słowami, które do czcigodnej Małgorzaty Alacoque mówił, ale jako sędzia sprawiedliwy, zasiadający na sądowym trybunale w majestacie swoim, rzecze do każdego z nas: oddaj liczbę włodarstwa twego. O, tam się nam oczy otworzą, ale już po czasie, tam poznamy, że to, co nam kapłani i kaznodzieje z miejsc świętych mówili, nie było urojeniem, ale prawdą, szczerą prawdą, którejśmy przyjąć nie chcieli.

O Boże, uchowaj nas od takiej ślepoty i zakamieniałości. Odpłacić za otrzymane dobrodziejstwa P. Jezusowi nie możem, bo tym tylko świadczyć je można, którzy dla braku i niedostatku w jakiejkolwiek rzeczy zdolnymi i sposobnymi są je odbierać. A Pan Jezus, źródło wszelkiej obfitości i doskonałości, żadnego niedostatku w niczem doznać nie może. Ale czem innym możemy Mu się wypłacić. A czemże? Oto tem, iż wiernie i stale wypełniać będziemy Jego wolę. A skądże poznamy Jego wolę? Oto w przykazaniach, w nauce Kościoła — objawia się wola P. Jezusa. Żyjże wedle tych przykazań i nauki, a spełniłeś wolę P. Jezusa, a odpłaciłeś Mu się z otrzymanych dobrodziejstw, o ileś był w stanie.

Na miłości więc i wdzięczności polega wewnętrzne nabożeństwo do Serca Jezusowego, a miłość tę i wdzięczność wtedy prawdziwie okażemy Chrystusowi Panu, jeśli życie i postępki nasze będą według przykazań i nauki Jego, jeśli strzedz będziemy ścieżek rozkazań Jego. To wewnętrzne nabożeństwo nie może nie wyjść na zewnątrz, bo, jak się już powiedziało, takie jest usposobienie człowieka, iż, co wewnątrz czuje, zewnętrznymi znaki okazać musi.

Na czemże więc polega to zewnętrzne nabożeństwo? Na tem najprzód, abyśmy się w Kościele, tym domu Bożym, gdzie jest nietylko obraz Serca Jezusowego, ale prawdziwe Serce w Najśw. Sakramencie, jak najprzyzwoiciej, najskromniej zachowali, co już wszystkim katolikom chować należy, ale szczególniej tym, którzy są czcicielami Serca Jezusowego. Bo kto w przytomności rzeczywistej P. Jezusa źle się zachowuje, napróżno sobie pochlebia, że jest czcicielem Serca Jezusowego. Wieleby się o tem mówić mogło, to tylko powiem, że wielu z tych, co się to czcicielami Serca Jezusowego mienią, tak się w Kościele zachowują, iżby lepiej było, gdyby wcale do Kościoła nie przyszli.

Do zewnętrznego uczczenia Serca Jezusowego należy towarzyszenie księdzu Najświętszy Sakrament do chorego niosącemu. Zasługuje na to P. Jezus, i dawny a chwalebny to zwyczaj, ale już bardzo teraz ustaje; dziś dobrze, jeśli kto czapkę zdejmie, a inny i tego nie czyni, i przyjdzie, broń Boże, do tego, że w miastach katolickich księża pod płaszczem i tajemnie Najświętszy Sakrament do chorych nosić będą musieli, tak jak się to w luterskich i akatolickich miastach dzieje.

Gorące a częste przystępowanie do Stołu Pańskiego, które poprzedziła szczera, dokładna spowiedź, wielką jest czcią Sercu Jezusowemu. O, wielkie w tej mierze jest lenistwo nasze! Jedni raz w rok i to z przymusem i gwałtem sobie zadanym komunikują się, drudzy i tego nie czynią — inni, choć częściej Ciało i Krew Pańską przyjmują, ale bez należytego przygotowania, ozięble i bez winnego dziękczynienia. O, wiele, wieleby tu poprawić trzeba!

Wpisanie się do bractwa Serca Jezusowego, odmawianie pewnych modlitw i pacierzy należy także do zewnętrznej czci Serca Jezusowego, i dobre, święte i chwalebne jest, ale wtedy tylko, kiedy życie jest katolickie.

Otóż, Bracia najmilsi, na czem całe nabożeństwo do Serca Jezusowego zależy. Mówiło to się dlatego, iż liczne a wielkie w tej mierze zachodzą u nas błędy. Wielu sądzi, iż, gdy się wpisali do bractwa, i pacierze odmawiają, i obraz Serca Jezusowego pilnie odwiedzają, już są czcicielami Serca Jezusowego, a o życie katolickie, chrześcijańskie mało dbają. Inni znowu utrzymują, iż tem samem, że nie źle żyją, i przykazania Boskie jako tako chowają, już są gorliwymi czcicielami Serca Jezusowego, i tymi zewnętrznemi oznakami pomiatają.

Nie dosyć na tem — prawdziwe nabożeństwo nietylko w sercu jest, ale i na jaw występuje; jak przyjaźń prawdziwa nietylko w sercu jest, ale w zewnętrznych oznakach i przysługach wzajemnych na wierzch wychodzi. Miłości i wdzięczności prawdziwej, i życia cnotliwego i bogobojnego potrzeba, ale i tych zewnętrznych usług prawdziwemu czcicielowi Serca Jezusowego opuszczać się nie godzi. Dopomóż nam P. Jezu Chryste dojść do takiego ku Sercu Twemu Boskiemu nabożeństwa. Amen.

---

*— ks. Jan Czeżowski*

← wróć do odkrywania