HomiliaDB

Księża Towarzystwa Jezusowego · Serce Jezusowe — Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego

KAZANIE: SERCE JEZUSA A NAJŚWIĘTSZY SAKRAMENT

Bezmierna miłość Serca Jezusowego w Najśw. Sakramencie — ks. Franciszek Eberhard

Gdy moja wiara stała się letniaGdy nie umiem się modlić Najświętsze SerceEucharystia
Daj mi synu mój serce Twoje!
W skrócie. Ks. Franciszek Eberhard ukazuje miłość Serca Jezusa jako źródło ustanowienia Eucharystii, wzywając do częstego Komunii świętej i nawiedzeń Najświętszego Sakramentu. Podkreśla, że niezdolność kochania rodzi się z oddalenia od Eucharystii. Skierowany do tych, którym brakuje gorliwości eucharystycznej i którzy nie wiedzą, jak zbliżyć się do Boga.

„o dobry Jezu, miłość Serca Twego nagli nas do wzajemnej miłości.”

*Bezmierna miłość Serca Jezusowego w Najśw. Sakramencie — ks. Franciszek Eberhard*

Daj mi synu mój serce Twoje! > (Przyb. XXIII, 26)

Żyjemy obecnie w czasie łaski, w czasie miłosierdzia, w czasie, w którym Bóg w dobroci i miłości swojej nieocenione dowody miłości grzesznemu rodzajowi ludzkiemu wyświadcza.

Oto bowiem moi najmilsi zaledwo upłynął piękny miesiąc maj, ów piękny miesiąc, podczas którego Królowa Niebios i ziemi, Najśw. Królowa Wszystkich Świętych na wiernych Kościoła świętego synów swe łaski wylewała, nadszedł miesiąc czerwiec, poświęcony szczególnej czci najsłodszego Serca Jezusowego, który to miesiąc według niedościgłych wyroków mądrości swojej Boski nasz Zbawiciel Jezus Chrystus wybrał, aby nam dobrze czynić — aby nam dać poznać niepojętą Serca swego miłość ku nam grzesznym. Gdybyśmy to mogli odgadnąć, czemu to Boski Zbawiciel przedewszystkiem przez miesiąc czerwiec chciał, aby się Serce Jego stało dla nas źródłem pociechy, źródłem łaski i miłosierdzia! Ach, między innemi przyczynami zapewnie i ta się znajduje, że nam chciał dać nagrodę za te hołdy, któreśmy złożyli w przeciągu miesiąca zeszłego Matce Jego Niepokalanej, Królowej Dziewic. Chciał, abyśmy poznali, że przez Maryę droga do Niego, że przez tę Bramę Niebieską najpewniej do samego Serca Jego trafimy.

I zaiste, ktokolwiek prawdziwie był nabożnym w przeszłym miesiącu do Maryi, ten dziś znalazł Jezusa, ten dziś pała miłością ku Sercu Jezusowemu, ten tę niezachwianą żywi w sercu swojem nadzieję, że Serce Jezusa stanie się dlań źródłem wszelkiego błogosławieństwa. Zawitał więc dla nas czas łaski i miłosierdzia. Przez Serce Niepokalane Maryi znaleźliśmy Serce Jezusa, które to Serce jest tronem miłości Jezusa Chrystusa ku rodzajowi ludzkiemu. Ta ostatnia myśl moi najmilsi toruje mi drogę do owego przedmiotu, albo raczej ta ostatnia myśl stanowi ów przedmiot, o którym wam w tem kazaniu mówić postanowiłem. Chcę wam pokazać mianowicie, że Najsłodsze Serce Pana Jezusa przepełnione jest najgorętszą ku nam miłością. Nie trudno to będzie, jeśli uwagę waszą zwrócę na tę miłość, którą Serce Jego wyświadczyło nam w ustanowieniu Najświętszego Sakramentu ołtarza — nie trudno to będzie, jeśli wam dowiodę, że Serce Jezusa jest studnią wody żywej i wytryskującej ku żywotowi wiecznemu, że jest prawdziwą wiecznego szczęścia bramą, że jest ukrytym skarbem wszystkich łask i darów, że jest źródłem w ogrodzie rajskim, że jest ucieczką wszystkich grzeszników, że jest ucieczką naszą i mocą naszą w czasie smutku, że jest zbawieniem słabych i życiem umierających, że jest wszystkich wiernych chrześcijan powszechnym i ostatnim w życiu i w śmierci przytułkiem.

Oto w krótkości treść naszych rozmyślań.

Nie bez obawy podejmuję się tej pracy — ach, lękać się muszę, że grzeszne usta moje nie będą w stanie godnie uczcić to Serce Boskie. Dlatego wspierajcie, tak, wspierajcie mnie pobożnemi modlitwy waszemi, aby, czego nieudolność moja nie potrafi, wasze modlitwy uzyskały.

Lecz co pragnę osiągnąć przez to kazanie?

O, cel, com sobie wytknął, jest szlachetny, jest święty, jest nam zbawienny. Chcę i pragnę was wszystkich uczynić miłośnikami Serca Jezusowego; chcę i pragnę, abyście wy zadośćuczynili Boskiemu Sercu za te krzywdy i obelgi, które Mu wyrządzają właśnie w naszych czasach niewdzięczni Kościoła synowie i niewierni; chcę i pragnę, abyście choć jeden cierń wyciągnęli z owego wieńca cierniowego, którym tak boleśnie uwieńczone jest to Serce Boskie; chcę i pragnę, abyście uczynili raz na zawsze zadosyć owemu miłościwemu Serca Jezusowego wołaniu: »Daj mi synu mój serce twoje«. Módlmy się najmilsi, aby to słowo Boże nie zginęło, ale stokrotny przyniosło owoc, błagajmy Niebios Królowej, by pokazała nam drogę, po której dojść możemy do jak najgorętszej miłości tego Serca, co ludzi tak umiłowało. — O Jezu, o Serce Boskie Zbawiciela, przyjmij naszą cześć, przyjmij nasze postanowienia. Pragniemy stać się hołdownikami, czcicielami, miłośnikami Serca Twego, o daj, o co prosimy, przez przyczynę Królowej Anielskiej, którą pozdrawiamy z Archaniołem, wołając: Zdrowaś Maryo.

---

Uroczystość dzisiejsza, moi najmilsi, uroczystość Bożego Serca, daje nam najpewniejsze świadectwo o niepojętej miłości Serca Jezusowego ku nam grzesznym. Umiłowawszy swoich, mówi św. Jan, którzy byli na świecie, aż do końca ich umiłował. Tak przez ustanowienie Najśw. Sakramentu Boskie Serce Zbawiciela wyświadczyło nam miłość, której wielkość wyrazić napróżno usiłujemy. Wielka niegdyś była owa miłość, którą żywił książę Jonatan w sercu swojem dla ubogiego Daniela. Wszystko dla niego uczynił, bronił go w niebezpieczeństwie, aby mu dać świadectwo o swojej miłości, własną suknię mu dał, i wszystkimi sposoby się starał, aby go obronić od gniewu ojca swego: *I uczynił Jonathan z Dawidem przymierze*, mówi Pismo św., *bo go umiłował, jako duszę swoją. Bo zdjął z siebie Jonathas szatę, w której chodził, i dał ją Dawidowi* (1. Reg. XVIII. 3, 4). Wielka była miłość, którą żywił prorok Eliasz w sercu swojem dla ucznia swego Elizeusza. Kiedy bowiem wstąpił Eliasz do nieba, zostawił płaszcz swój Elizeuszowi, którym to płaszczem Elizeusz takie czynił cuda, iż mówili: spoczął duch Eliasza na Elizeuszu.

Więcej jednak jak Jonathan, więcej jak Eliasz uczynił nam Boski nasz Zbawiciel Jezus Chrystus. Nierównie większą miłość żywił On dla nas w Sercu swojem, bo nietylko płaszcz swój, ale samego siebie, ale Serce swoje Boskie nam zostawił w tym Sakramencie miłości, pod figurą chleba i wina, na pociechę duszy naszej, i na zadatek wiecznego szczęścia naszego.

O duszo chrześcijańska, zastanów się tutaj nad przepaścią Boskiej miłości! Morzu kiedyś Bóg naznaczył granice. *Aż póły przyjdziesz*, rzekł do morza, *a dalej nie postąpisz!* (Job. XXXVIII. 11), miłość jednak Serca Jezusa Chrystusa w Najśw. Sakramencie nie ma granic, nie zna granic. O zaiste, woła św. Jan Chryzostom, do końca umiłował nas, to jest do końca miłości, ponieważ nie mógł coś większego uczynić dla miłości naszej, jak wydać samego siebie za nas.

Ustanowieniu Najśw. Sakramentu towarzyszą różne okoliczności, na te okoliczności chcę przedewszystkiem dzisiaj uwagę waszą zwrócić, aby was przekonać o miłości Serca Jezusowego ku nam. Kiedy to Jezus Chrystus ustanowił ten Najświętszy Sakrament? Odpowiedź daje nam Św. Paweł, kiedy mówi: *Pan Jezus, nocy której był wydan, wziął chleb, a dzięki uczyniwszy, łamał i rzekł: Bierzcie a jedzcie; to jest ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę* (1. Kor. XI. 23, 24). W owej tedy nocy, w której Jezus Chrystus miał być wydany na śmierć, dwie miłości, jak pięknie uważa Dydak Stella, dwie miłości sobie przeciwne walczyły w Sercu Jezusowem, jedna miłość Go napominała, aby nas opuścił, aby od nas odszedł, druga miłość, aby został między nami. Największa miłość, którą miał ku nam, w Wieczerniku przy stole znajdującego się Zbawiciela nagliła do odejścia od nas, ponieważ śmierć Jego nasze życie, nasze zbawienie sprawić miała, i dlatego był powiedział uczniom swoim: *Potrzebnem to dla was, abym odszedł*. Tak więc jedna miłość Mu mówiła: Opuść ich! Inna jednak miłość równie wielka radziła Mu, aby został z nami — bo, ponieważ nas nadewszystko miłował, nie mógł być bez nas, nie chciał być bez nas, bo kto wielce miłuje, nie chce być oddalonym od przedmiotu, który miłuje. Dwojakiej więc tej miłości zadosyć uczyniło Serce Jezusowe: Opuścił nas i z nami pozostał. Stąd te słowa, te piękne słowa w owej pieśni Serca Jezusowego: »Tyś powiedział, że na ziemi, nie zostawisz nas samymi, Twoje Serce czuło w niebie, jak nam ciężko żyć bez Ciebie«. Odszedł od nas, poszedł na mękę, poszedł na krzyż, na śmierć; został między nami w Najśw. Sakramencie, w którym to Sakramencie, według słów Soboru Trydenckiego, bogactwa miłości swojej ku ludziom niejako wylał.

Lecz ta miłość w jaśniejszem jeszcze przedstawia się świetle myślącemu chrześcijaninowi. Gdyby P. Jezus Chrystus w innym czasie był ustanowił Najśw. Sakrament, naprzykład kiedy żydzi w tryumfie Go prowadzili, wołając: »Hosanna Synowi Dawidowemu, błogosławiony, który idzie w Imię Pańskie« — albo kiedy zdumieni z Jego władzy cudotwórczej królem swoim obrać Go chcieli — pojąłbym łatwiej Jego sposób działania — możnaby wtenczas było powiedzieć, że chciał im dać jaką nadgrodę za ich wdzięczność — ale oto ustanowił ten Sakrament miłości w owej nocy, w której miał być wydan na śmierć. W owej nocy, w której zeszli się książęta z Izraela, aby radzić nad śmiercią Jego, w owej nocy, w której lud Izraelski chciwy był Krwi Jego, w owej nocy, w której szukali fałszywych świadków, którzy przed sędziami niesprawiedliwymi przeciwko niemu świadczyć mieli — we wilią owego dnia, w którym się świat na Boskiej Jego osobie największego, najokropniejszego grzechu miał dopuścić, w owej nocy, kiedy zaślepieni żydzi w swojej wściekłości wołali: »Zgładźmy go ze ziemi żyjących« — w owej nocy wziął Jezus Chrystus chleb, błogosławił, łamał, dzięki czynił — w owej nocy zostawił nam ciało swoje na pokarm i krew swoją na napój — w owej nocy wyrzekł to wszechmocne, to tajemnicze słowo: *To jest Ciało moje, to jest Krew moja, to czyńcie na moją pamiątkę*.

I cóż to za miłość, cóż to za miłość bezinteresowna! O moi najmilsi, jeśli nam zagraża jakie niebezpieczeństwo, jeśli zbliża się do nas jaka ciężka choroba, jeśli łzę boleści oko nasze roni, jeśli smutek zbolałe serce nasze przyciska — wtenczas zapominamy o wszystkiem innem, i zajęci jesteśmy li samymi sobą — wtenczas chcemy, aby wszystkich oczy na nas były zwrócone, aby nam niesiono choć słaby ratunek. Nie tak Jezus Chrystus, On widzi — On przewiduje co Go czeka — widzi już teraz zdradę Judasza — widzi łańcuchy — widzi bicze — koronę cierniową — płaszcz purpurowy — widzi gwoździe — widzi to łoże najokrutniejszych boleści, krzyż — a oto o tem wszystkiem zapomina, — wyłącznie nami zajęty — środek wymyśla, aby uskutecznić słowa niegdyś do Apostołów wyrzeczone: *Nie zostawię was sierotami*. O dobry Jezu, obecny tu w tym Najśw. Sakramencie, jeśli mnie wolno, abym ja proch i ziemia z Tobą rozmawiał, o powiedz nam, jakim się ołtarzem posługiwałeś przy ustanowieniu tego N. Sakramentu? Moi najmilsi, nie jest tu mowa o owym materyalnym ołtarzu, który się dziś jeszcze zachowuje w kościele św. Jana w Rzymie, nie, mówię o owym niebotycznym ołtarzu, o owym duchownym ołtarzu, na którym Boski Zbawiciel pierwszą ofiarę mszy św. Bogu sprawował.

Dla dokładniejszego wytłumaczenia tej myśli posłuży nam owo zdarzenie o świętym biskupie i męczenniku Lucyanie, o którym historya kościelna opowiada następujący fakt. Ten Święty, prawie już na śmierć zamęczony, wrzuconym został do brudnego więzienia. Tu leżał, ranny już, rzucony na ostre skorupy, z innymi Męczennikami przez dni dwanaście. Pragnął jednak jeszcze raz przed śmiercią ofiarę najświętszą sprawować, aby tym chlebem żywota i siebie i uczniów swoich umocnić do walki ostatniej. Nie było jednak w owym ciemnym więzieniu ani stołu, ani ołtarza, na którymby Świętą Tajemnicę mógł sprawować. Cóż więc uczynił? Nogi jego były ciężkim łańcuchem związane, tylko ręce miał wolne. Obnażył więc pierś swoją i, spoglądając na Męczenników, rzekł: »To serce moje, o mocni Chrystusa Męczennicy, będzie ołtarzem, wy zaś będziecie świątynią — i na tem sercu mojem ofiarować będę Bogu ofiarę chwały«. Wyrzekł, Mszę świętą zaczął i odprawił na ołtarzu serca swojego.

Z tego to zdarzenia wnioskuję, jakiego ołtarza Jezus Chrystus użył dla sprawowania Najświętszej Ofiary w Wieczerniku. Zbliżył się już ów dzień, w którym Jezus Chrystus miał być wydany w ręce grzeszników. Cóż uczynił? O cudzie miłości! Wziął chleb, błogosławił — ale cóż Mu służyło za ołtarz? Oto Najsłodsze Serce Jego było ołtarzem, ołtarzem miłości ku nam grzesznikom. Miłość Serca pobudziła go do sprawowania tej pierwszej ofiary, miłość owego Serca, na którem Jan Św. spoczął. Tak, gdyby miłość Serca Jezusowego ku nam grzesznym nie była tak gorącą, nie mielibyśmy Najświętszego Sakramentu, nie mielibyśmy Boga między nami, bo ustanowienie Najśw. Sakramentu jest pomysłem Serca Jezusowego w nas rozkochanego.

Lecz inne jeszcze okoliczności w ustanowieniu Najśw. Sakramentu przypominają nam gorącą Serca Jezusowego ku nam miłość. Chciał Boski Zbawiciel, abyśmy Go nietylko między nami mieli, mieszkającego na ołtarzach, ale chciał oprócz tego, aby z nami jak najściślej mógł się połączyć. Cóż więc uczynił dla zadowolenia pragnień Serca swego? Został między nami nie jako Król chwały, majestatem wielkim otoczony, ale osłoniony chleba i wina postacią, nietylko jasność Świętego Bóstwa, ale nadto i powaby swego świętego kryje człowieczeństwa. Miłość Serca Jego pobudziła Go do największego poniżenia, do zupełnego wyniszczenia w tej tajemnicy miłości. Bóg pod postacią chleba i wina! Za dni śmiertelnego żywota swego krył zarównież chwałę swoją pod płaszczem pokory, promienie jednak tej wiecznej chwały odbijały się nieraz na Jego czcigodnej osobie, i zdradzały tajemnicę, którą się okrył. Urodził się w stajence betleemskiej z Przeczystej Dziewicy jako biedna dziecina, lecz oto Niebo ogłasza nad kolebką chwałę Jego, ledwo bowiem dało się słyszeć pierwsze kwilenie Boga-Dziecięcia, a już Aniołowie opiewają z wysokości niebios chwałę, jaką przynosił Ojcu swemu przez ukorzenie swe w żłóbku. Leżał w żłóbku między bydlęty nierozumnemi, lecz oto na wschodzie cudownie okazuje się gwiazda, która przywodzi do szopki trzech mędrców, a przed Bogiem-Dziecięciem między bydlętami leżącym królowie zginają swe kolana. Na Kalwaryi umiera, okryty hańbą, wyśmiany i wzgardzony, między zbrodniarzami, lecz Jego miłość, Jego heroiczna cierpliwość mówi wszystkim, że Ten co cierpi więcej jest niźli człowiekiem — stąd też łotr sławi Boskie Jego panowanie. Lecz tu w Eucharystyi wszystko wyniszczone — wszystko przyćmione — wszystko bezwładne — jedno tylko oko wiary widzi Majestat Boga, co się kryje z miłości, co osłania swoją potęgę i chwałę. Oto nowy pomysł miłości Serca Jezusowego, aby tak mógł zdobyć serca nasze, i ułatwić nam przystęp do tego Świętego Stołu, do którego nie poważylibyśmy się zbliżyć, gdyby choć najlżejsze światełko wrodzonej mu chwały błysło oczom naszym.

O moi najmilsi! Któż nie poznaje dobroci Serca Jezusowego, to rozważając. Ach, a nic jeszcze nie mówiłem o sposobie, który wybrał, aby w Kościele katolickim nietylko przy jednym, ale przy wszystkich kapłanach była możność i moc konsekrowania — nic nie mówiłem, że nie na jednym tylko miejscu całego świata chciał zostawać — nic nie mówiłem o powszechności Jego miłości, że pragnie aby wszyscy do Niego mieli przystęp, że chciał, aby jeden tylko grzech stanowił przeszkodę zbliżenia się do Niego — nic nie mówiłem o tem Świętem Serca Jego pragnieniu, by przystępowanie do tego Stołu Świętego tyle nam razy dozwolone było, ilekroć sami zapragniemy, z tym tylko warunkiem, by sumienie nasze było czyste i wolne od wszelkiego grzesznego przywiązania. Do jak wielkiej więc Sercu Jezusowemu obowiązani jesteśmy wdzięczności za ten Najświętszy Sakrament! A gdzie nasza wdzięczność? gdzie nasza miłość? »Cóż oddam Panu za wszystko, co mnie dobrze uczynił?« wołał niegdyś ukoronowany Dawid. A czem były dobrodziejstwa Dawidowi wyświadczone w porównaniu do tych dobrodziejstw, czy tego dobrodziejstwa, że Serce Jezusa zapragnęło mieszkać między nami!? Lecz ach mało wdzięcznych synów, mało wdzięcznych córek ma Boski nasz Zbawiciel Jezus Chrystus.

Dziki Amerykanin z podziwieniem patrzał na katolickiego kapłana, siadającego z nim w łódź, przebiegającego społem jego pustynie, z podziwieniem patrzał na Stwórcę świata, zstępującego na ołtarz na głos kapłana — lecz kiedy potem przyjął Go do serca, zachwycony takiej miłości nadmiarem, zasmucił się rzewnie, iż nie prędzej poznał tyle kochającego i pełnego dobroci Boga.

A my chrześcijanie, a wierni Kościoła, wychowani w Kościele katolickim!? O jest w tem tajemnica, że Serce Jezusa tak mało ma prawdziwych miłośników. Aby ożywić nabożeństwo do Najśw. Sakramentu, dlatego przedewszystkiem objawił nam Jezus Chrystus Serce swoje — a my — ach mówmy prawdę, a my tak ciemni — a my tak obojętni — a my tak nieczuli — a my tak oziębli co do wszystkiego, co się tyczy tego Sakramentu miłości! Już był Chrystus Pan na ziemi — widzieli Go żydzi — Jego cuda — słuchali głosu Jego, przekonali się o dobroci Serca Jego, a jednak odezwać się wtenczas do żydów musiał św. Jan Chrzciciel: *Stanął w pośrodku was, którego nie znacie*. Obchodzili się z P. Jezusem, jak z owym nieznajomym świat się obchodzi, który z dalekiej krainy przyjechał, i nie ma żadnych krewnych, żadnego znaczenia. Nikt na niego nie zważa, nikt prawie nie troszczy się o niego. Tak i Jezus Chrystus dla wielu ludzi jest obcym, nieznajomym. Stał się obcym braciom Swoim: Kto się pyta o Jezusa? kto się stara o wypełnienie pragnień Serca Jego? Chrześcijanie, stanął w pośrodku was, którego wy nie znacie! Stanął w pośrodku was Jezus Chrystus, Bóg i Zbawiciel wasz, i mówi: *Oto ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata*. Stanął w pośrodku was — jest między wami w tym Sakramencie miłości, goreje tu Serce Jego miłością — wyniszcza się tu dla was, a wy Go nie znacie, wy żyjecie, jak gdybyście o Nim nic nie wiedzieli, nic nie słyszeli. Wam może wszędzie jest dobrze, tylko nie przed P. Jezusem; wam każde może towarzystwo jest przyjemne, tylko nie towarzystwo Jezusa Chrystusa; wam może każdy inny pokarm jest pożądany, tylko nie ten pokarm niebieski — ten chleb Aniołów — Komunia św. Albo jak sobie wytłumaczyć tę obojętność tylu chrześcijan, że nie czują żadnej w sobie ponęty, aby odwiedzać czasem Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie? jak wytłumaczyć sobie lekkomyślność tylu chrześcijan, którzy przestępują owe przykazania kościelne, aby wysłuchali przynajmniej co niedzielę Mszy Świętej, aby przynajmniej raz w roku przystąpili do Stołu Pańskiego!

O mój Boże, mój Boże, czy te świeckie zabawy, które was odciągają od P. Jezusa — od Jego towarzystwa — od Komunii św., tak są przyjemne i słodkie? Czy wyszłaś już kiedy szczęśliwszą z jakiej świeckiej zabawy? Ach, choć różne są zabawy, w których miłośnicy tego świata szczęścia swego szukają, pod jednym jednak względem równe są wszystkie: że napełniają serce człowieka goryczą. A czy towarzystwo P. Jezusa w Najświętszym Sakramencie, czy Komunia św. choć raz kiedy goryczą serce twoje napełniła? Któż szczęśliwszy, czy ów młodzieniec i owa dziewica, którzy, niepomni wysokiego powołania swego, w uciechach tego świata, w rozkoszach zakazanych szczęście pokładają — czy owa dziewica, która w cichej modlitwie pragnienie serca swego wylewa!? O, był czas, w którym inaczej sądzili ci niewdzięczni o częstej Komunii, o nawiedzeniu Najśw. Sakramentu. Cóżeś sądził o tym Sakramencie wtedy, kiedyś Go po raz pierwszy przyjął do serca? Wtenczas mówiłeś: dzień dzisiejszy jest najpiękniejszym dniem życia mego. Tak nawet i ów starzec zlodowaciały wiekiem czuje, jak serce pała, ilekroć wspomina dzień jedynie piękny swojego życia — jedynie szczęśliwy, z liczby długich dni jego. I nawet grzesznik bezbożny, oddawna zdala od Boga swego żyjący, skrapia łzami swe oczy, widząc, jak Jego Syn gorliwy i czysty, tak jak on sam niegdyś, spieszy zająć po raz pierwszy miejsce u tego Stołu, który on zdawna opuścił. Na widok szczęścia swego dziecka wspomina dzień, który i dla niego był dniem niewinności i wesela — a wspomnienie to przejmuje duszę jego, rodząc w niej zbawienne wyrzuty sumienia. O jak inaczej sądzimy, kiedy namiętności nasze milczą!

O moi najmilsi, my tu zgromadzeni, my, którzy pragniemy być Najsłodszego Serca Jezusa miłośnikami, chciejmy zadosyćuczynić gorącemu pragnieniu Serca Jezusowego. Tak, o dobry Jezu, miłość Serca Twego nagli nas do wzajemnej miłości. Nie możemy zostać obojętnymi na wspomnienie owej miłości, którą Serce Twe Boskie pałało przy ustanowieniu Tego Najśw. Sakramentu.

O dobry Jezu, od dzisiejszej chwili częściej nas zobaczysz przed Twymi przybytkami, częściej łączyć się będziem z Tobą przez Komunię świętą, ze Sercem Twojem w Twem Sercu! O dobrze nam jest mieszkać w Sercu Twojem, i nigdy nie damy się odłączyć od miłości Serca Twego. Amen.

*— ks. Franciszek Eberhard*

← wróć do odkrywania