*Serce Jezusa symbolem Bożej ku nam miłości — ks. Aleksander Mohl*
Rozweselił się, jako olbrzym na bieżenie w drogę. > (Ps. 18, 6)
---
**1.** Wielki Pan, a bardzo chwalebny, a wielkości jego niemasz końca! (Ps. 144, 3). Niebiosa wysławiają chwałę Pańską, a dzieła rąk Jego ogłasza utwierdzenie.
Wielki Pan nasz Bóg w Trójcy św. jedyny!
Gdy spojrzymy w niebo, na słońce we dnie, na księżyc i niezliczone gwiazdy, iskrzące się na niem w nocy, gdy myśl naszą puścimy w pogoń za uciekającą przed nami w niezgłębione przestworza kometą, gdy duchem zwiedzim y te wszystkie niezmierzone nad nami światy: my »wczorajsi«, co jutro może będziemy pastwą robactwa, pochowani w zgniliźnie i pogrążeni w zapomnieniu, — my wobec ogromu Majestatu, piękności, mądrości Tego, który to wszystko stworzył, zawołać musimy: Wielki Pan, a bardzo chwalebny, a wielkości Jego niemasz końca. Chwalcie Go w możnościach Jego! Chwalcie Go według mnóstwa wielkości Jego! (Ps. 150, 2). On bowiem, a nie kto inny jest wielki!
On, Bóg jeden we trzech osobach, rzekł, a uczynione są, rozkazał i stworzone są. Postanowił je na wieki wieków, ustawę dał i nie przeminie! (Ps. 148, 6). On uczynił to wszystko. Wielki Pan! Wielki Bóg, Ojciec nasz, wielki Bóg Syn i wielki Bóg Duch Święty!
**2.** Objawiła się wszechmoc Pana naszego Boga w stworzeniu świata, kiedy ślad swej potęgi zostawił we wszelkiem nierozumnem swem stworzeniu, ale jeszcze bardziej i doskonalej się objawiła, kiedy, stwarzając stworzenie rozumne, odtworzył w niem obraz i podobieństwo swoje. W człowieku i nieśmiertelnej jego duszy jak we źwierciadle odbiła się moc i mądrość i piękność Stwórcy, a przedewszystkiem Jego miłość.
Człowiek jedyny z całego widomego stworzenia może swego Pana i Boga naśladować, stać się mądrym, cnotliwym, dobrym, szlachetnym, świętym, kochającym.
To też względem tegoż człowieka Pan Bóg, który nie ma w nienawiści niczego, co uczynił, rozmnożył swą miłość. I rozkoszą Mu się stało być z synami człowieczymi, bo umiłowawszy ich, do końca ich umiłował.
A zaczął od tego, że z miłości ku niemu zgotował mu mieszkanie w raju, wszelkie stworzenie, żyjące na ziemi, w wodzie, lub latające w powietrzu oddając na jego usługi, że za ojczyznę przeznaczył mu niebo i siebie za wieczną nagrodę, — że nieskończoną swoją szczęśliwość uczynił jego przeznaczeniem, a tymczasem ze serca jego przez łaskę uczynił dla Siebie świątynię.
I oto gdy były stworzone, w dzień, którego uczynił Bóg niebo i ziemię, wszelką różdżkę polną, nim weszła na ziemię, i wszelkie ziele krainy niźli wyniknęło. Pan Bóg, powziąwszy postanowienie, rzekł: Uczyńmy człowieka na wyobrażenie i podobieństwo nasze, i utworzył Pan Bóg człowieka z mułu ziemi.
Wyszedł tedy człowiek z rąk Bożych, jako Namiestnik Najwyższego i Pan tego świata, jaśniejący w swej duszy Światłością podobieństwa Bożego i godnością nadziemskiego swego przeznaczenia.
A Pan Bóg tego człowieka miłował miłością nieskończoną, którą odtąd opowiadały sobie niebiosa, uwielbiali Aniołowie.
I było człowiekowi utulonemu miłością Bożą na ziemi dobrze. Miał wszystko, czego potrzebował w obfitości przechodzącej wszystkie jego pragnienia: miał w dodatku zadatek przyszłego szczęścia i zapewnienie ziszczenia najgorętszych swych pragnień w życiu przyszłem przez częste obcowanie z najdroższym swym Ojcem i Panem.
Te odwiedziny Stwórcy u stworzenia — to nowy objaw Jego ku niemu miłości.
**3.** Ale ten człowiek z drogi, która go do doczesnej i wiecznej szczęśliwości prowadziła, wykoleił się i zbłądził. Uwikłany w sidła szatana wściekającego się ze złości na widok jego szczęścia, podeptał podobieństwo Boże w swem sercu, rozdarł dokument, dający mu prawo do nieba, utracił łaskę P. Boga, stał się synem gniewu, pogrążył się w ciemnościach fałszu, błędu i grzechu, i przez mnożące się swe grzechy począł coraz szybszym pędem toczyć się, oddalać od swego przeznaczenia a zbliżać do krainy, kędy mieszka smutek wieczny i śmierć.
We dnie widzimy i rozróżniamy wszystko; w nocy, im później, tem mniej, aż wreszcie przyjdzie chwila, że nie możemy już więcej rozróżniać, ani koloru, ani kształtów, ani znaleźć sobie drogi — bywa, że, zbłąkawszy się w górach, nie wiemy wkońcu, skądeśmy wyszli, dokąd dążymy.
Tak było z ludzkością po upadku Adama — w grzech i ciemność.
I błądząc w tej ciemności, byłaby cała ludzkość, a z nią każdy człowiek, wpadł w przepaść wiecznego potępienia, gdyby Pan, niezmierzony w swych przymiotach, nie postanowił skorzystać ze sposobności, aby okazać ziemi i niebu swe miłosierdzie, tak jak użył buntu i upadku Aniołów, aby okazać swą sprawiedliwość.
Bylibyśmy, bracia w Chrystusie najmilsi, zginęli, gdyby się nie okazała dobrotliwość i ludzkość Zbawiciela naszego Boga, który podług miłosierdzia swojego zbawił nas przez obmycie i odrodzenie i odnowienie Ducha Świętego (2. Tyt. III, 5).
Pan Bóg nietylko przemijająco w widomej postaci okazał się ludziom, (jak w raju), ale stał się ciałem, na które możemy patrzeć, którego możemy dotykać, jak każdego innego, według słów Św. Jana: I mieszkał między nami, bo nas miłował.
Dlatego się urodził i obcował z ludźmi; dlatego przyszedł na świat, bo w miłości swej niezmierzonej chciał nas, cośmy się zacięli, aby się gubić, związkami Adamowemi, związkami miłości tak wielkiej, tak niespodzianej, po tak licznych objawach naszej niewdzięczności porwać za sobą, uczynić szczęśliwymi i wrócić nam utraconą ojczyznę.
---
Jak słońce zapowiada się brzaskiem, potem wstaje wschodem, a w dalszym ciągu obdarza nas z każdą chwilą wzrastającem ciepłem i światłem — tak było z miłością i miłosierdziem Pańskiem względem upadłej ludzkości, względem każdego z nas z osobna.
**1)** Kiedy straszne ciemności błędu i grzechu panowały na świecie, kiedy człowiek o swym Stwórcy zupełnie zapomniał, a pogrążony w występkach nie miał ani w rozumie iskierki myśli dla Pana Boga, aby Go poznać, ani w woli iskierki miłości, aby Go umiłować, kiedy, zmysłowości oddany, znał on tylko to, czuł tylko to, co zmysłom jego dogadzało, i czemu zmysły jego dawały świadectwo, bo się stał przyrównany bydlętom nierozumnym (Ps. 48, 13): wtedy Pan Bóg postanowił przypomnieć mu się, zachwycając swą pięknością, porywając swoją dobrocią, postanowił dać oczom jego sposobność oglądania Boga, uszom słuchania słów pochodzących z ust Boga, sercu miłowania z całej siły Tego, co taki dobry i łaskawy, co idąc przez świat dobrze czynił, i by tak zatęsknił za niebem, zerwał z grzechem, odzyskał utraconą ojczyznę.
Przez swoje wcielenie Syn Boży, Bóg prawdziwy i Stwórca świata pragnął zwrócić na siebie naszą uwagę. On wiedział, że w człowieku przeważa obecnie ciało, że do rzeczy czysto duchowych wznieść mu się jest trudno, więc mu to ułatwił, dostosował do jego słabości, stając pomiędzy ludźmi, jako jeden z nich.
**2)** Miłował człowiek ojca, od którego otrzymał życie, miłował brata, przyjaciela, z którym przestawał, — uczył się u swego nauczyciela, słuchał swego wodza: oto teraz może miłość tę przenieść i na P. Boga, bo znajduje w Nim podobnego do siebie człowieka, który jest mu zarazem Ojcem, i Bratem, i największym Dobrodziejem, i Przyjacielem, i Nauczycielem, i Wodzem.
Wszechmocne słowo Twoje z nieba ze stolicy królewskiej, srogi walecznik, w pośrodek straconej ziemi przyskoczył! (Mądr. 18, 15). I rozradował się jako olbrzym ku bieżeniu w drogę (Ps. 18, 6), z nieba — do żłóbka, ze żłóbka — na krzyż, a z krzyża — znowu do nieba.
---
I był między nami Jezus, Zbawiciel. A kochał nas, kochał gdy na ręku Najśw. Panny kwilił, gdy jako niemowię uciekał do Egiptu, — kochał, gdy w świątyni się ku Ojcu Niebieskiemu ofiarował, gdy nam w Nazarecie przykład życia ukrytego zostawiał, — kochał, gdy przez lat 33 dzielił z nami naszą dolę.
**3)** Matka, gdy uczy swe dziecię stąpać i chodzić, bierze je na ręce, stawia na ziemi, i, idąc przed niem, pokazuje, jak chodzić trzeba. Taż matka, zanim da dziecku potrawę, sama ją przedtem kosztuje, aby dziecko zachęcić do naśladowania, szczególnie, gdy chodzi o lekarstwo gorzkie i wstrętne.
Tak i Pan względem nas, ten Pan, w którego piersi Serce gorzało ogniem miłości nieskończenie większej, niż matki najlepszej ku swemu dziecku. On, mający z Ojca chwałę od początku, stał się z miłości ku nam podobny we wszystkiem do braci swej, aby się stał miłosiernym i wiernym najwyższym kapłanem do Boga. To też nasz kapłan najwyższy nie jest takim, żeby się Sercem nie mógł ulitować nad krewkościami naszemi, bo mamy najwyższego kapłana kuszonego we wszystkiem na podobieństwo z nami, oprócz grzechu.
**4)** Ziemia przeklęta w raju rodzi nam osty i ciernie. My po nich stąpamy, raniąc sobie nogi, a, jęcząc i płacząc na tym łez padole, zdążamy do progu wieczności.
On nas kocha, przyłącza się do nas, i po tej samej ziemi stąpa, co my, — cierpi z powodu nas zimno i upał, cierpi głód i pragnienie, cierpi prześladowanie, zapoznanie, upokorzenie wszelkiego rodzaju, — w pocie czoła zarabia na chleb swój codzienny, — wyciąga do swoich ręce, a oni przyjąć Go nie chcą... oni godzą na życie Jego, starają się Go podejść, podchwycić i zgubić. I im więcej On dobroć swą ludziom okazuje, tem ziemia serc ich ostrzejsze rodzi Mu ciernie.
**5)** Stał się do nas podobny, dzielił nasz los, bo nas umiłował, i litował się nad nami. I nic Go zrazić nie mogło! Ani przewrotność Faryzeuszów, ani lekkomyślność i niewdzięczność żydowskiego ludu, ani nikczemna podłość Judasza, ani niepojętność i ziemskie uczucia Apostołów. Zaledwie skończył głód ich zaspokajać, i cudem niebywałym do swego posłannictwa przykładał pieczęć Boską, oni odmawiają Mu wiary, powiadając: Twarda jest ta mowa, i któż jej słuchać może? i odwracają się od Niego. Odtąd wielu uczniów Jego poszli wstecz, i już z Nim nie chodzili (Jan VI, 61. 67).
A On przecie im właśnie zapowiedział, że miłuje ich aż do zatęsknienia za nimi w niebie, że na każde skinienie kapłana powracać będzie pod postacie Sakramentalne, aby stać się ich pokarmem i życiem. Nawet jeden z dwunastu Mu nie wierzył. Izalim ja nie dwanaście ich obrał, a jeden z was jest dyabeł...
**6)** Biedne Serce Boskie! Rozsadzała je miłość, a miłości spotykało tak mało!
To też skarży się Pan: O narodzie niewierny! dokądże przy was będę? Dokądże was cierpieć będę?
Panie! Ty wiesz sam najlepiej, który sam głębię niezmierzoną Serca Swego znasz... wiesz, że będziesz przy nas aż do śmierci, a śmierci krzyżowej, — że cierpieć nas będziesz aż wylejesz ostatnią Krwi kropelkę za nas na krzyżu, — że mimo zniewagi i świętokradztwa zstępować będziesz na ołtarze nasze, aby wybranych Twoich karmić, wzmacniać, ożywiać, uświęcać!
Umiłowawszy swoje, którzy byli na świecie, do końca ich umiłował.
Tego chciał Jego Ojciec, to była Jego wola, a wola Ojca była Mu pokarmem. To jest wola Tego, który mię posłał, Ojca, abym nic z tego wszystkiego, co mi dał, nie stracił, ale bym to wskrzesił w ostateczny dzień (Jan VI, 39).
A ponieważ do tego trzeba było, aby był podwyższon Syn człowieczy, — bo tylko w ten sposób w wyrokach niebadanych Bożej Opatrzności »że nie miał zginąć ten, który weń uwierzy, ale mieć żywot wieczny« (Jan III, 16), — więc z miłości ku Ojcu i Jego woli z miłości ku nam, On, pośrednik nasz i Zbawiciel, umarł za grzechy nasze, i zraniony jest za nieprawości nasze. I kiedy, zawisłszy między niebem a ziemią, prosi dla nas o przebaczenie, przelewa do ostatniej kropli krew swą za nas, odstępuje nam Serce Matki, i wśród trzęsienia ziemi, zaćmienia słońca, woła głosem wielkim: dokonało się. Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mego — życie swe za nas kładzie: — On spełnia wolę Ojca a nam okazuje — miłość.
**7)** A nie mogąc tem wszystkiem okazać nam Pan swej miłości, mękę swoją utrwala w Najśw. Sakramencie ołtarza, i to, co uczynił z ludzkością całą, przyjmując ciało ludzkie, to powtarza z każdym z nas z osobna, zlewając się z ciałem naszem w Komunii św. w jedno.
Pamiątką cudów swej miłości stał się On sam, jako nowy i po wszystkie czasy i miejsca ponawiający się jej dowód.
**8)** Umarł za nas, jednak miłość Jego zwyciężyć się śmierci nie dała. Silna bowiem jest jako śmierć Jego ku nam miłość. Ludzie, przybiwszy Go do krzyża, wysączyli ostatnią kroplę Jego Krwi najśw., — a On, opuściwszy swe ciało — to arcydzieło Stworzenia — po Bożemu nam to odpłacił, otwierając nam drzwi do Swego Serca na oścież.
I kiedy ręka Longina spełniała czyn świętokradzki, miłość Jego ku nam nią kierowała. On otworzył Swe martwe Serce, aby jak drugi Mojżesz ze skały wyprowadzić nie jedno ale siedem źródeł, niosących do końca świata pomiędzy ludzkość życie, zdrowie, spokój sumienia, wesele serca.
**1)** Cieszmy się bracia w Chrystusie! Serce Boskie stoi dla nas otworem. Choć Ojciec nasz i Pan siedzi w chwale na prawicy Ojca, jednak sierotami nas nie zostawia.
Ile razy Kościół św. wznosi do Niego swe ręce i błaga, aby przyszedł i leczył, uzdrawiał, uświęcał przez Sakramenta Św. dusze przez siebie odkupione — On przychodzi i leczy i uzdrawia i uświęca. Chrzci Piotr, chrzci Paweł, rozgrzesza Piotr, rozgrzesza Paweł, ale w Jego imieniu: owszem to właściwie chrzci i rozgrzesza On — Bóg.
**2)** Ale miłość Jego w szczególny sposób okazuje się wtedy, gdy kapłan, spełniając Jego zlecenie, wstępuje na stopnie ołtarza, bierze chleb, bierze wino i powtarza Jego słowa. A! wtedy sprawdza się znowu słowo Pańskie: Rozkoszą moją być między synami człowieczymi! On Król królów i Pan panów spieszy codziennie na setki tysięcy ołtarzy, do serc milionów wiernych, wielkich i małych. Nie odstraszają Go zniewagi, świętokradztwa, nieuszanowania, oziębłości i niedbalstwa tylu. Byleby innym pomódz, byleby okazać swą miłość, gdyby tego było potrzeba, byłby On gotów jeszcze więcej cierpieć, jak to wyraźnie oświadczył do wybranej Swego Serca Małgorzacie Alacoque.
A chodzi Mu o to, abyśmy o tej miłości Jego wiedzieli, Przypomina nam to raz po raz przez różne objawienia, szczególnie przez te, któremi zaszczycał Bł. Małgorzatę, i przez ustanowienie Nabożeństwa do Serca Swego Najświętszego.
**3)** Kocha nas Pan. Kocha mnie i ciebie. Przecież wierzymy, że On tu o parę kroków na ołtarzu jest prawdziwie, rzeczywiście i istotnie obecny. Jak ja tu jestem z całą swą istotą, jak wy jesteście przedemną, tak On jest tam. A przyszedł tam, zamieszkał tam, abyśmy żywot mieli i obficiej mieli.
**4)** Kochajmy Go tedy i my, bracia w miłości Chrystusowej. A teraz będąc wyzwoleni od grzechu, a stawszy się niewolnikami Boga, mamy owoc nasz ku poświęceniu, a koniec żywot wieczny (Rzym. VI, 22). Dlatego też stworzeni przez miłującego nas Boga, dla nieba, — odkupieni przez Syna Jego jedynego, również wieczną miłością nas miłującego, abyśmy do nieba się mogli dostać, — uświęceni przez Ducha Świętego, Ducha Prawdy i Miłości, abyśmy zdążać do nieba mogli, — chlebem niebieskim nakarmieni: — pamiętajmy bracia, że nasze obcowanie powinno być w niebiesach, skąd Zbawiciela oczekujemy, Pana naszego Jezusa Chrystusa (Fil. III, 20).
**5)** Przez Niego, w Nim i z Nim odzyskaliśmy, cośmy utracili — odzyskaliśmy utracone podobieństwo Boże, prawo do Nieba, przyjaźń Bożą, — odrodziliśmy się do nowego życia.
Miłość Jego ku nam, jak potok, od początku świata, wzrastając w każdej chwili, zalewa nas ze wszystkich stron.
Patrzcie, bracia najmilsi, co nam w miłosierdziu swem wielkiem, niezgłębionem uczynił On, który możny jest! Patrzcie, jaką miłość dał nam Ojciec, że, pomimo upadku pierwszych rodziców i mnogość grzechów ich potomków, nazwani jesteśmy mimo to synami Bożymi. Ale i tego za mało. Jeszcze się nie okazało, czem będziemy. A wiemy, że gdy się okaże, podobni Mu będziemy, iż Go ujrzymy, jako jest (Jan III, 1), bo tych, którzy Jego, Jezusa Chrystusa, sprawiedliwego, wierząc i słuchając, przyjęło, uczynił ich synami Bożymi (Jan I), bo wtedy, gdy umierali dla grzechu i świata, otrzymali żywot Boski, ukryty z Chrystusem w Bogu. Stąd gdy Chrystus się okaże, tedy i oni okażą się z Nim w chwale.
**6.** To kiedyś... Kiedyś złączymy się z Nim widocznie, po dobrej śmierci, do której przez dobre uczynki gotować się powinniśmy. A dziś? Dziś my wygnani, On w chwale. Jednak On nas tak miłuje, że czekać na tę chwilę nie chce, i, kiedy my jeszcze do Nieba wznieść się nie możemy, On z Niebem do nas zstępuje i, ukryty pod postaciami chleba, wchodzi do duszy naszej, zakłada w niej swój tron, i stamtąd rządzi nami, wysłuchuje prośb naszych, pociesza, pokrzepia, ożywia...
Mając Go tedy w sobie, ponieważ z Nim razem powstaliśmy, co w górze jest szukajmy, gdzie Chrystus jest na prawicy Ojca siedząc, co w górze jest miłujmy, nie co na ziemi. Precz z rozpustą, pijaństwem, nienawiścią, przekleństwem, krzywdą ludzką, — to ziemskie, grzeszne. A myśmy z Chrystusem dla świata i grzechów umarli, a żyjemy w Bogu. Więc w górę z Nim razem! Za Nim nasze serca! Jak On bądźmy pokorni, cisi, miłosierni, łagodni, cierpliwi, pracowici, posłuszni, wstrzemięźliwi, uczynni, bo On po to umarł i zmartwychwstał, aby nad żywymi i umarłymi panować.
Kochajmy Tego, który pierwszy nas umiłował, a kochajmy nietylko słowem, ale i czynem, a On umiłuje nas i z Ojcem przyjdzie i mieszkanie w nas wieczne uczyni. Co daj Boże. Amen.
*— ks. Aleksander Mohl*