HomiliaDB

Księża Towarzystwa Jezusowego · Serce Jezusowe — Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego

SZEŚĆ NAUK O NAJŚWIĘTSZEM SERCU PANA JEZUSA

Cykl VI nauk: Serce Jezusa Sercem Brata, Przyjaciela, Obrońcy, Lekarza, Nauczyciela i Pasterza

Gdy chcę zacząć od nowaGdy potrzebuję nadziei Najświętsze SerceMiłosierdzie Boże
W skrócie. Cykl sześciu nauk ukazuje Serce Jezusa kolejno jako Brata, Przyjaciela, Obrońcę, Lekarza, Nauczyciela i Pasterza — każda rola ilustrowana konkretnymi scenami ewangelicznymi i refleksją nad ludzką niewdzięcznością. Serce Jezusa jawi się jako nieskończenie cierpliwe i wiernie kochające mimo odrzucenia. Skierowane do grzeszników pragnących powrotu i do szukających pociechy w słabości.

„Znalazł skarb, kto przyjaciela znalazł”

*Cykl VI nauk: Serce Jezusa Sercem Brata, Przyjaciela, Obrońcy, Lekarza, Nauczyciela i Pasterza*

Serce Jezusa — serce Brata nam najukochańszego.

Wpatrując się myślą w miłość najsłodszego Serca Jezusowego, któż nie powie, że to jest miłość najukochańszego nam Brata? Bo czyż nie miłość to więcej niż braterska, gdy raczej naszą, niż anielską postać i naturę przyjął na siebie, a to dlatego, aby raczej nas niż Aniołów mógł zwać słodkiem tem imieniem: Bracią swoją? I zowie tak — a z tej miłości nie przestał na tem, że się stał człowiekiem, ale chciał jeszcze doznać najdotkliwszych dziecinnego i młodego wieku niewygód, aby tem bardziej we wszystkiem nam był podobny, i tem łatwiej i właściwiej od nas za Brata naszego był uznany.

1. A stawszy się człowiekiem, nie byłże więc prawdziwie ze wszech miar braterskiego ku nam serca? Bo wszak z tego to jedynie pochodziło serca, że ze wszystkimi, a najbardziej z grzesznikami tak łagodnie się obchodził. Każdego przyjmował, i nikogo nigdy nie odprawił bez pociechy od siebie. Z tego to pochodziło Serca, że tak tkliwym był na nędze nasze, aż do wylania łez swych nad śmiercią Łazarza, aż do zalania się gorzkiemi łzami nad przyszłą zgubą w grzechach zaślepionej Jerozolimy. Z tego to pochodziło Serca, że krwawym się zalewał potem w Ogrojcu na smutny widok uderzający w tkliwe Serce Jego. A jakiż to był widok? Ten nieszczęsny, że w bliższej i dalszej przyszłości widział na i na bardzo wielu duszach udaremnioną mękę swoją przez wielu zaciętość w grzechach, w których aż do końca dotrwają grzesznicy. Z tego to pochodziło Serca, iż tak troskliwie wdrażał nam, abyśmy z miłości ku Niemu ratowali, ile możemy, ubogich naszych współbraci, mówiąc: Coście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili! (Mat. XXV. 40). I nie jestże to najukochańszego Brata miłość?

Ale dalej pytam: dlaczego to w Najświętszym Sakramencie ukrywa swój Majestat, rzeczywistą zaś przytomność swoją w nim tak rozmnaża, iż w każdym kościele, na każdym ołtarzu, gdzie tylko jest ofiara Mszy Św., jest On przytomnym? Owszem, w każdej najmniejszej nawet poświęconej cząstce jest On przytomny? Dlaczegóż tak wspaniale nam się oddał? Dlatego tylko, aby lepiej i dzielniej niż on starozakonny Józef Egipski bracią swoją, wiernych wszystkich, miał przy sobie, aby tem częściej, tem poufalej i tem pożyteczniej do ich serc mógł przemawiać — a więc aby wypełnił i dowiódł tego aktu miłości, o którym przez swego mędrca zapewniał nas kiedyś: Rozkoszą moją być z synami ludzkiemi (Przyp. VIII. 31).

A dawszy tyle dowodów miłości swej ku nam — tyle uczyniwszy dla nas, śmiało już ten Brat nasz do sądu świata całego, do sądu nawet serca twojego odwołać się może i odwołuje: Sądźcież między mną a bracią moją, cóż więcej uczynić mogłem dla niej, a nie uczyniłem! (Iz. V. 4).

2. Cóż jednak za to wszystko za okropne ten Boski Brat nasz Jezus otrzymuje od nas niewdzięczności! A nie mówię od pogańskiego, od niewiernego świata, co Go nie zna, albo fałszywie Go zna — ale co ma Jezus od tych, co Go znają? Co ma od swoich? Naprzykład od każdego z nas ten Król, ten Brat — co ma?

O, jaka się, widzę, wszczęła walka! Ach, nowego rodzaju to walka. A ty wchodzisz pono do tej walki — do jakiej? Oto walczy Jezus miłością swoją przeciw tobie — a ty przeciw Niemu czem walczysz? Twoją niepamięcią na Niego, twoją niemiłością, nieczcią, oziębłością, a może i grzechów twoich złością walczysz. Któż tu nad kim przemaga? Król twój, Brat twój kochający cię, Serce swe wylewający dla cię Jezus? Nie przemaga nad tobą? Nie dajesz mu przemódz nad sobą? Serce twe uparte, rzucić swego nie chce, skłonić się ku dobremu nie chce. Nie chce! bo nie kocha Jezusa — a siebie zgubnie, fałszywie kocha. O jakże wiele zaiste od swoich cierpi Jezus! I kiedyż ty przynajmniej położysz koniec temu Jego cierpieniu? Nie czekaj, aż kłaść go Jezus będzie, bo z pewnością położy gorzki straszny koniec, jeśli ty Jego cierpieniom od siebie nie położysz końca — bo straszny jest w karaniu swojem; sprawiedliwość Jego zażąda od ciebie surowego rachunku aż do ostatniego szeląga. Kładnijże więc ty koniec i wołaj już pełen ufności do słodkości Serca Brata twego Jezusa, póki czas życia i zasługi: »O Serce Jezusa najsłodsze, jakżeż pełną ufności miłość powinna wzniecać we mnie Twoja ku nam dobroć! O Jezu, ślepy byłbym, gdybym, zeznając, iż w Tobie tak dobrego mam Brata, tak czułego na nasze nędze, w moich własnych nędzach gdzieindziej, a nie u Ciebie szukał pociechy, Ciebie Jezu nie miłował nad wszelkie stworzenie, Ciebie nie uznawał w moim bliźnim, który z Tobą Jezu także jest spokrewniony, a zatem godzien, abym mu przybiegał w pomoc w jego potrzebach, z podobną uprzejmością, jaką Ty Jezu raczysz mnie okazywać. Nieczuły byłbym, gdybym, wiedząc o Twojem pragnieniu, jakiem pałasz w Najświętszym Sakramencie, by mieszkać z nami, sam też nie tęsknił do Ciebie, nie odwiedzał Ciebie, i nie łączył się z Tobą w tej Tajemnicy miłości.

O Jezu dobry, pokornie Cię proszę, daj mi serce z podobnem Sercu Twemu przywiązaniem i miłością. Amen.

Serce Jezusa — serce Przyjaciela nam najwierniejszego.

„Znalazł skarb, kto przyjaciela znalazł" (Kecl. VI. 14). Wierny, stateczny a potężny przyjaciel, to skarb nieoceniony. Otóż właśnie Serce Jezusa tym jest skarbem: bo jest sercem Przyjaciela nam najwierniejszego, najstateczniejszego, najpotężniejszego.

1. Znamy prawo przyjaźni, które samo tylko serce dyktuje, i serce je rozumie, i do skutku przywodzić umie, że ani czas, ani miejsce — nikt i nic na świecie nie zmieni tego prawa.

Ach! daremnie tu sobie wyobrażamy przyjaciół tego świata, przyjaźń i prawa przyjaźni. Wiele gada świat o przyjaciołach, o przyjaźniach, wiele sobie z nich obiecuje, a cóż w skutku pokazuje? Jaki świat, tacy i przyjaciele jego, u których póty przyjaźni, póki szczęścia, póki pomyślności, póki uroku, powabów, wdzięków. Niema tego, niema i przyjaźni, niema i przyjaciół: zniknęli tak prędko oni, jak tamto. Bo słyszałeś kiedy, by kto tyle dochował przyjaciołom swym wiary, przyjaźni, ile nam Jezus dochował i dochowuje swej przyjaźni? Opuszczaż On nas kiedy tak, aby się ani słowem swem nie odezwał do nas? Słyszanoż, aby na wołanie czyje zatykał uszy swoje Jezus? Obrażony, nawet ciężko, niech tylko postrzeże, że ten co obraził do Niego powraca, a już On pierwszy rękę Mu do zgody podaje. Owszem, temu nawet co się całkiem odwrócił od Niego, i o łasce, o przyjaźni Jego, o powrocie do Niego ani myśli — On pierwszy się nasuwa z swą łaską, z swą przyjaźnią. O, ile On ma na to i używa sposobów! Jakby nie miał pokoju, gdyśmy z Nim w nieprzyjaźni, nigdy nie da nam On pokoju. Pełne troskliwości Serce Jego o nas, nie przestaje kołatać do serca naszego o pojednanie się z Nim. Na co tu obcych dowodów, własne sumienie każdemu z nas niezbitym na to dowodem. Takie to ku nam Serce tego Boskiego Przyjaciela!

O, nie myśl już o przyjaciołach i przyjaźniach świata tego. Bo Przyjaciel, co to zdradzony, skrzywdzony, opuszczony odemnie, mnie nie opuszcza. Ledwo Go szukam, jużem Go znalazł. Pochlebstwa, fałszu nigdy mi nie powie. Gdzie się obrócę, wszędzie przyjacielskie swe oko ma na mnie zwrócone. Nim uczynię co złego, i gdy czynię, i gdy już uczyniłem, nigdy nie pochwali mi tego, ale mnie wnet napomni szczerze poprostu. A choć gorzko czasem i gromko napomni, przecież zawsze z miłości ku mnie.

Serce moje, o jakżeś się grubo myliło, gdyś po przyjaciołach i przyjaźniach ludzkich biegało, a na tego prawdziwego Przyjaciela zapomniałoś! O, cóż mi po wszystkich bez tego jednego?! Ten jeden stanie mi za wszystkich i za wszystko.

2. Ale przypatrzmy się jeszcze Sercu tego Przyjaciela naszego, abyśmy Go polubili, i swoje serca z Jego Sercem połączyli. Rzuć twe oko na tę głęboką tajemnicę Ołtarza, której się dziwują Aniołowie, a zazdrości nam piekło.

Jest On w Sakramencie Ołtarza żywy i prawdziwy, i tęskni sobie Boskie Jego Serce za nami. Dzień i noc przebywa na ołtarzach, choć niema czasem, ktoby Mu tam cześć należną oddawał — choć często ubogie i niechędogie są te święte naczynia, do których się zniża Jego Majestat. A jednak przebywa, nie przykrzy sobie. Co większa, nie przez jednego w Najświętszym Sakramencie nie już po judaszowsku całowany, ale niegodnie bywa przyjmowany! Nie wzbrania się jednak cierpliwy ten Baranek, gdy świętokradzkiemi ustami w świętokradzką duszę, jak na powtórne zarżnięcie, Go wprowadzają. Idzie — a idzie, aby przewrotności zmyślonego swego przyjaciela nie objawił. A wstrzymując pioruny gotowe, dość tymczasem ma na tem, że świętokradcę tego jak niegdyś Judasza tajemnie strofuje: Niby przyjacielskim pocałunkiem twoim, a ono po nieprzyjacielsku zdradzasz mię, przyjaciela twego, twojem takiem przyjęciem! (Por. Łuk. XXII).

Ktoby to wierzył, tymczasem tak bywa. Tak to temu Przyjacielowi swojemu ci najbardziej, co za przyjaźnią świata tego się ubiegają, tak pospolicie się wypłacają! A jednak jakby nie czuł tego, trwa w wierności swojej Przyjaciel ten Jezus!

Dziwujesz się duszo, i niebo temu się dziwi. Ale abyśmy sobie dobrze ocenili tego naszego Przyjaciela, i sercem się do Niego przywiązali, uważmy jeszcze dziwną ową stateczność przyjaźni Jego ku nam.

3. Przedstaw sobie, na jakie to w tym Najświętszym swoim Sakramencie wystawia się prześladowania, że tak powiem, aby tylko prawdziwych przyjaciół swoich nie pozbawił tak drogiego a tak potrzebnego im skarbu! Strach obiega na samo wspomnienie zniewag, które od kacerzy i niewiernych odbiera. Ale mniej się dziwić temu, bo ci się nie znają na świętości i zacności Sakramentu tego — co najdotkliwsze jest Sercu Jego — to to, że od swoich, i co się zowią katolikami, co o rzeczywistej przytomności Jego w Sakramencie wiedzieć i wierzyć powinni, od tych często jawne i wyraźne wzgardy, nieczci, nieuszanowania odbiera, ci w dzikich zamieniają się prześladowców, ci zdają się nie znać tego Pana, co ich krwią swoją odkupił, ci zdają się brzydzić się Ciałem Jego najświętszem, bo nigdy Go nie przyjmują, albo się wstydzić, bo ledwie raz do roku do stołu tego Pańskiego przystąpią, i bodajby umyci na duszy brali tę najświętszą tajemnicę miłości, ale ją częstokroć najstraszliwszemi gwałcą świętokradztwami. Ach użal się duszo, użal się nad Sercem Przyjaciela twojego, krzywdzonego tak srodze! Ale się też pilnie obejrzyjmy i na siebie.

Choć nie w tym sposobie, przecie może się łączymy do nich na krzywdzenie tego Przyjaciela naszego w Jego świętych przybytkach. Naprzykład, gdy się tu schodzimy, jakaż wnętrzna i zewnętrzna bywa nasza uczciwość? Wszak On tu obecny! Serce twoje może Mu tu żadnego pobożności uczucia nie ukazuje, a dusza twoja Bóg wie jakiemi zajęta myślami. A jeśli tak, ach nagradzaj, jeśli Go kochasz, nagradzaj te nieczci, nieuszanowania, te wzgardy — nagradzaj Mu za siebie i za drugich.

O, patrzmy i poznawajmy i oceniajmy to Serce naszego Boskiego Przyjaciela Jezusa, bo nigdy Go nie wyczerpiemy!

Mimo oto tak wielkich, dotkliwszych nad mękę krzyżową, wprost Sercu Jego wymierzonych krzywd, w tych nieczciachs, w tych świętokradztwach, Serce Jego atoli, niezwyciężone niczem, mieszka między nami. Gdyby drugie tyle i więcej ich nawet spiknęło się na Jego obrazę w tym Najświętszym Sakramencie, Onby jednak dotrzymał słowa danego, że nierozdzielnym będzie towarzyszem pielgrzymowania naszego, bo tak rzekł: Ja z wami będę aż do skończenia świata.

O cudo stateczności! o, wyznajmyż to cudo! W jakimże innym przyjacielu tak wierne, tak stateczne znajdziemy serce?

A gdy takie Jego Serce dla nas, dlaczegoż nie przekładamy Go nad wszystko, co tylko mniemamy być miłem? O, ile to razy, mój Boże, bywa tak u nas, że, aby nie urazić tego, kogo zowiem przyjacielem naszym, choć w istocie nim nie jest — ile to razy tego prawdziwego Przyjaciela, Jezusa, przyjaźń i łaskę sobie narażamy dla ludzkiej przyjaźni? I tak, coby najpierwszym i największym miał być u nas Jezus, to często ostatnim jest u nas, i jak nic.

O sądy ludzkie! O serca ludzkie! O jakże Serce Jezusa krzywdzone jest od was! Cierpliwe teraz to Serce Jego — ale przyjdzie czas, a gdy przyjdzie, o jakże wtenczas osądzi, pohańbi, potępi On was! Bo przyjaźń zamieniona w nieprzyjaźń zawsze najgorsza — a jeszcze takiego, tak potężnego a wzgardzonego przyjaciela!

Rozważasz to uważnie, Bracie, w sercu swojem? — cóż ty na to? O tak — przyrównaj twe serce do Jego Serca, a znajdując tak niezmiernie dalekiem twoje od Jego, rzuć się w żałość, i wołaj z głębokości serca swojego słabego: O Serce Jezusa mojego, mnie kochające tak przyjacielsko — choć moje serce dalekie było od Twego, bo daleka była miłość moja od Twojej, drogi mój Mistrzu Jezu! oto już serce moje Tobie, i to nie tak na ofiarę, jak raczej na naprawę oddaję. Bo cóż mnie i Tobie po takiem sercu, co Cię nie kocha? O cudo miłości! Serce Jezusa mojego! Dokazałoś cudu nad tylu sercami, co Cię jedynie kochały, nad wszystko Cię przenosiły, dokażże tego cudu Twojego i nad tem lichem, błędnem, niestałem sercem mojem! Niech już serce moje zacznie Cię kochać i nie ustawać w kochaniu Ciebie. Niech pocznie wreszcie nagradzać Tobie za tyle nieczci z krzywdą honoru Twego poczynionych Tobie. Niech Ciebie jednego mam już nad wszystko! Któż mi tak przyjaciel jak Ty Jezu? Ty Pan serca mego! Pan duszy mojej! Komuż więc serce moje bezpieczniej oddam, jak nie Tobie! Ach! Ty mój jedyny, najwierniejszy Przyjacielu — bądź mi takim w życiu, w zgonie, w wieczności. Amen.

Serce Jezusa — serce najgorliwszego Obrońcy naszego.

---

Sprawa zbawienia duszy jest to najważniejsza sprawa. Na cóżby się przydało wygrać wszystkie a przegrać tę jedną, od której wszystko, bo wieczne szczęście zawisło. Cóż mu pomoże cały świat pozyskać, a na duszy szkodę ponieść (Mat. XVI. 26). A ta sprawa rękom twoim powierzona!

Przy tylu nieprzyjaciołach, sadzących się na twą przegraną, potrzebny tobie obrońca — sam sobie nie możesz być obrońcą. A taki potrzebny obrońca, coby i potężny i w obronie był umiejętny. Życzysz sobie zapewne zbawienia — bo co potrzebne tobie więcej jak zbawienie?

Dzięki Ci Jezu! Dobre Twoje Serce zrobiło nam się Obrońcą przed oblicznością sprawiedliwego a groźnego Boga! Oto głos zapewnienia ukochanego ucznia i Apostoła: Rzecznika mamy u Ojca, Jezusa Chrystusa sprawiedliwego — On jest ubłaganiem za grzechy nasze (Jan II. 1—2). Więcejże nam tu potrzeba do ufania pobudek, jak gdy słyszymy, że Jezus naszej sprawy jest Obrońcą? Więcejże trzeba pobudek do pociechy na tym padole biedy, jak ta nowina, że Jezus jest naszej sprawy Obrońcą? Większejże trzeba tu pobudki do miłości ku Jezusowi, jak gdy wiemy, że Jezus jest naszej sprawy Obrońcą? Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli — już Aniołowie śpiewali. Abyśmy się więc całem sercem naszem oddali i zaufali Jemu, poznajmyż najmilsi dziś to wielkie, potężne Serce naszego Obrońcy Jezusa.

1. Gorliwość i wspaniałość Jego jest taka, iż broni każdego, kto tylko bronionym być chce przed trybunałem Boga Ojca. Niema zaś takiej sprawy, którejby nie przyjął na się, i do szczęśliwego nie doprowadził końca, skoro się tylko z należytem przygotowaniem do Niego kto uda.

Posłuchajmy tylko, jak przychęca, jak ośmiela wszystkich: Chodźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i obciążeni jesteście, a ja was ochłodzę, ja obronię — bo wiecie, żem nie przyszedł szukać, tylko co zgubione, nie przyszedłem leczyć, tylko co zranione, nie przyszedłem ożywiać, tylko co zabite. Do mnie więc, do mnie wszyscy (Por. Mat. XI).

O, dowiódł skutkiem, jak się lituje Serce Jego nawet wtedy, kiedy dzikie serca ludzkie najdotkliwiej zakrwawiają Mu Serce. Mamy tego przykład. Co bardziej niegodnem było Jego litości? co bardziej godnem było największej kary? więc, co bardziej w zrozpaczonym było stanie, jak sprawa tych, co Go ukrzyżowali? I jeszcze Mu śród tak okrutnego dzieła swego urągali? Co bardziej było niegodnem Jego obrony, jak tacy zapamiętali bogobójcy? A przecież, patrzmy — nie radzi On się ich złości, ich grzechu, a tylko dobroci Serca swego — bo, nie mogąc czem innem bronić ich sprawy widocznie złej przed Ojcem swym niebieskim, broni ich niewidomością, mówiąc: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą co czynią.

Taki to Obrońca Jezus biednych grzeszników na ziemi! A sposób, którym broni, jest miłość. A miłość wszystko mocna wymyślić. Bo nie ustami, nie piórem On obroni, ale mocniej. Siedząc oto na prawicy Boga Ojca Wszechmogącego, przedstawia Mu potoki krwi swojej, blizny ran swoich. I tu, tu właśnie gasną pioruny, które my w ręku sprawiedliwego Boga grzechami naszymi zapalamy.

To taki sposób Jego bronienia naszej sprawy na niebie! A na ziemi, co mniemasz? W Sakramencie Ołtarza, jako pośrednik między Bogiem a nami, czyż tam i błagalnej i upraszalnej i zadośćczynnej nie czyni Bogu Ojcu ofiary z siebie za grzechy nasze? Gdyby nie miała ziemia tej ofiary, cóżby wstrzymało gromy i pioruny Boże, aby w rozwalinach nie zagrzebły świata, dla jego wielkich nieprawości! Że stoi świat dotąd, winien to jedynie Sercu Jezusa, nie przestającemu błagać Boskiej Sprawiedliwości za światem przestępnym.

Nieszczęśliwy, kto wzgardził tym Obrońcą! Nieszczęśliwy, kto nie szuka sposobów ujmowania sobie tego Obrońcy, i jeszcze, jakby na przekorę, serce swoje od Jego a Jego od siebie odwraca! Kto nie Jemu, ale, co Jemu jest przeciwnem, temu oddaje i zaprzedaje swe serce — nieszczęśliwy! Bo, czyż może takiego, który widocznie czynami swoimi zgubić chce sprawę zbawienia swojego — takiego, który rozmyślnie leci na zgubę, w niecnych swych sprawach upamiętać się nie chce, a tak sam na się dekret przegranej swojej pisze — możeż takiego wziąć w obronę? Nigdy.

Gdy tak rozważamy, spojrzyjmyż i sami na siebie! Nie jestżeś w jaki sposób i ty z rzędu tych zrozpaczonych, co naumyślnie niecnemi sprawami swojemi wyrok zguby piszą na siebie? Chowaj cię Boże! Szanuj łaskę twego Obrońcy.

2. A za tę gorliwość tak dzielną, tak przemyślną w sposoby bronienia sprawy naszej, czegoż Serce naszego Obrońcy za taką swoją miłość chce od nas?

Czego Obrońca nasz Jezus za swą obronę chce od nas? I co tu pytać? Samo serce nasze mówi nam, czego taki miłośnik spodziewa się po nas. Chce i domaga się w nagrodę serca naszego, to jest, naszej wzajemnej miłości. A tej dlatego tylko się domaga, że wie, iż nasza miłość nieodbicie Mu potrzebna do wygrania sprawy naszej przed Ojcem Niebieskim, któremu inaczej nie może nas umilić, chyba że sam wprzód naszą miłość będzie posiadał, i tę Mu przedstawi: Patrz, Ojcze! dusza ta kocha mię, i we mnie całą swą pokłada nadzieję.

Nic naszego — nic — ale nas chce Jezus, tego chce Jezus, co w naszej jest woli, serca naszego chce, któreby Go miłowało godnie. Bo gdzie jest miłość ku miłośnikowi temu, tam wszystko jest, a wszystko dobre, wszystko podług Jego woli, wszystko Jemu miłe. A gdzie niema miłości ku Niemu, a tylko miłość siebie samego, i to jeszcze zmyślona miłość, tam nic dobrego niema, tam nic też dobrego od Zbawcy swego spodziewać się nie można.

Słyszysz, cóż ty na to powiesz? Warunek to jest ze strony Obrońcy naszego Jezusa, w sprawie najważniejszej, bo w sprawie zbawienia twojego! Warunek ten od Niego, a wybór i wykonanie warunku od ciebie zależy! Do czego lgnąłeś dotąd, wiesz i wstydzisz się pewnie. I dziwisz się — za co dotąd bronił twej sprawy Zbawiciel, żeś duszo nie zginęła? A bronił wtedy, gdy z twojej i z Boga strony wszystko już było gotowe do twej zguby — ze strony twojej, wielkie i mnogie grzechy, a ze strony Boga zagniewana sprawiedliwość Jego. Obronił cię, i żyjesz! Ukazał blizny ran swoich Ojcu. Ukazał Mu strumienie krwi swojej, przelanej za ciebie. Ukazał! I zagniewana sprawiedliwość Jego umilkła! Taki to Jezus, Obrońca twój! A taki Jezus już tu nie pyta o przeszłość twoją. Obrońca twój! A taki pyta cię tylko o przyszłość. Cóż odtąd obierasz, duszo moja, powiedz? zali życzysz sobie tego, aby sprawa zbawienia twego od twego Obrońcy Jezusa do szczęśliwego tobie końca doprowadzoną była? Cóż tedy obierasz? Słyszysz, co w usta psalmisty swego włożył o sobie Zbawiciel, i co temu światu oznajmić kazał: Omnia in numero, pondere et mensura disposuisti (Sap. XI. 6). Na wszystko więc miara u Boga. Miara jest cierpliwości i miara jest gniewu. A gdy się wyleje gniew Jego, to się nie wstrzyma już niczem. Warunku swego, który ci naznaczył, nie odstąpi Jezus. Miłość za miłość musi Mu być oddana. Serce nasze na wzór Serca Jego być powinno. Woła oto do nas przez usta Mędrca swego: Oddaj mi serce twoje, jak ja moje oddałem tobie — a serce twoje niechże tak szczere zawsze ku mnie będzie, jak moje zawsze ku tobie jest szczere. Słyszysz duszo? Po co się tu targować? Jedno jednemu się tylko należy. A temu się tylko jednemu należy, który do tyla się nam oddał bez granic! I do tyla gorliwym jest w obronie najważniejszej sprawy, bo sprawy zbawienia duszy naszej.

O, Jezu! duszo duszy mojej! bierz już serce moje, chętnie je oddaję Tobie. W czyichże rękach przystojniej być sercu memu jak w Twoich? A tu, gdy o sobie i o Tobie pomyślę, Jezu, ze strony Twojej nie mam się czego lękać o sprawę zbawienia mojego, ta w dobrych rękach, bo w Twoich! Boję się tylko ze strony serca mego, aby to serce moje samo nie zniszczyło wszystkich Twoich pięknych usiłowań o zbawienie duszy mojej. O! Serce najdroższe! wszakże i to mi wyjednać możesz u Twego przedwiecznego Ojca. Wyjednajże mi, proszę, szczerą a nieprzymuszoną wolę, na wzór Twojej, zbawienia mojego. O tę cię tylko łaskę proszę, i prosić nie przestanę. A gdy ją otrzymam, już wtenczas i w największych nawałnościach i pokusach żywota mojego pewien jestem, że mię doprowadzisz szczęśliwie do portu wieczności. Amen.

Serce Jezusa — serce Lekarza dusz naszych.

Nie trzeba zdrowym lekarza — ale źle się mającym. (Mat. IX. 12).

Przyszedł wielki Lekarz — mówi św. Augustyn — bo był wielki chory, a tym wielkim chorym był świat, a lekarzem wielkim na tego wielkiego chorego, jest Syn Boga żywego w ciele ludzkiem, Chrystus Jezus, z Sercem swojem najsłodszem, litującem się nad schorzałym światem. Byłby zginął ten wielki chory, świat, gdyby nie ten wielki Lekarz, jak zginął każdy pojedynczy człowiek tą grzechową tknięty chorobą, który się nie oddał temu Lekarzowi, co cudownem swojem lekarstwem, nie z ziemi wziętem, ale z nieba przyniesionem, z każdego chorego, co się tylko dał leczyć, całą wyjął truciznę. A ta nieszczęsna trucizna z raju wyniesiona — mniejsza o to, że ona objęła ciało — ale to najgorsza, że ona objęła duszę. Otóż sam korzeń zabójczej trucizny wyjął z nas ten Lekarz — ale jak pracowicie, jak kosztownie wyjął, bo śmiercią swoją! Wyjął z nas truciznę, ale skutek tej trucizny, dotykający duszę i ciało z ich władzami, w nas zostawił, abyśmy nie zapominali na to, czem jesteśmy, a trzymali się w pokorze i na baczności, a walczyli, i nieufni w sobie, bojący się upadku, po lekarstwo w słabościach bieżeli do Lekarza, a przepisów Jego wiernie się trzymali, nie wierząc nikomu, tylko Jemu, nie zasięgając znikąd lekarstwa na duchowną niemoc, tylko z Jego przepisów.

1. I tak więc, jak ciało swoim, tak i dusza swoim podlega chorobom, na śmierć ją zabić mogącym! A wiesz, co to jest na śmierć? i na jaką śmierć? — ach! okrutniejszą, niż śmierć ciała twego. Owoż, abyśmy polubili i całem sercem przylgnęli do tego Boskiego Lekarza, przypatrzmy się bracia teraz, co to za Serce Jego ku nam, i co za lekarstwa! Jak trafne, jak skuteczne, i na chorobę i na wszelką nawet skłonność do choroby! tak, iż musimy wyznać, że szczerze nas kocha ten Lekarz, a zdrowia i życia duszy naszej tak pragnie, jakby zdrowie jej Jego zdrowiem, a jej życie Jego życiem było! O! nie równajmy ziemskich lekarzy, których widzimy, z tym niebieskim Lekarzem, którego nie widzim; jak nie możem równać ciała do duszy, i chorób i śmierci ciała do chorób i śmierci duszy! Bo co za różnica tego wszystkiego! Większa, niż nieba do ziemi! Najprzód tu szukać trzeba lekarza ziemskiego, a ten Niebieski sam się narzuca chorym i niechorym. Noc u Niego to samo co dzień; On zawsze gotowy.

Tam lekarza i lekarstwa opłacać trzeba, a tu i Lekarz i lekarstwo bezpłatne; i na każdy czas, na każdą godzinę otworem każdemu, kto tylko zdrowia i życia duszy życzy sobie, aby tylko zaufał Jemu i pod Jego się przepisy poddał. A przepisy Jego? pełne mądrości, pełne dobroci, nie szarpiące, nie kaleczące, nie sprawujące odrazy, jak ziemskich lekarzy. Lekarstwa zaś Jego? nie tylko zdrowiu i życiu duszy, ale często zdrowiu i życiu ciała pomocne. Najpierwsze wielkie lekarstwo Jego jest: Sakramentalna pokuta! Tobie, rozbitkowi na morzu świata tego, jedyna do ratunku duszy twojej podana ci deska! To kąpiel święta, z zasług Jego na Kalwaryi sporządzona, dla obmycia cię z grzechowych brudów, dla powrócenia sił odjętych grzechami. To balsam cudowny, nie tu zrodzony, ale z nieba przyniesiony, i rany gojący, i życie wracający.

A drugie? jeszcze lepsze nad to lekarstwo — Ciało i Krew Jego najświętsza! To zasiłek nad zasiłki — ziemia tego nie daje z siebie — niebo go tylko daje. A jak cudowne zasiłek ten ma w sobie własności! bo i co się straciło, to wraca: łaskę Boską, suknię niewinności, i siły duszy do nowej a szczęśliwszej walki przeciw światu, ciału, czartu wzmacnia. Tem zaś bardziej wzmacnia, a hojniej ubogaca, im częściej a goręcej i z większem utęsknieniem i z mocniejszą wiarą i z większem wylaniem serca do tego się Boskiego idzie zasiłku! Wiesz duszo! nie to jest życie, że się żyje, ale lepsze nad to jest życie, życie łaski, przyjaźni Boga, połączenia się z Nim tu, a z tego łączenia się pewny zadatek połączenia się z Nim na wieki — to życie nad wszystkie życia! Chceszże żyć takiem życiem duszo? Otóż twój Lekarz Jezus w świętej Komunii jest takiem życiem. Sam On tak mówi: Kto mię pożywa, nie ogląda śmierci, a żyć będzie na wieki (Jan VI. 52). O wieleż to dusz z takiego zasiłku pospieszyło na żywot wieczny! O, czy to słyszymy, czy to rozumiemy!

2. A nie tylko duszy, ale i serca jest Lekarzem Jezus! Daremnie ludzie po ulgę na strapienie serc swych uciekają się gdzieindziej. Tu, tu niech się uciekają! O! wiele to On zasmuconych, zafrasowanych serc uleczył?! Wszystkie, które się tylko z ufnością i z pobożnością do Serca Jego rzucały, znalazły ulgę, pociechę. Masz te prawdy przed sobą. Powiedzże teraz duszo.

Powiedz — i któryż lekarz tak swych chorych leczy, jak Ten? Któryż ceną ran i śmierci swej tak wyjednał zdrowie chorym swoim, jak ten nasz Lekarz Jezus Chrystus? Któryż lekarz tak blizkną a skuteczną ma pomoc na wszystkie choroby, jak ten nasz Lekarz duszy, serca, ciała? Ach, to już nieżywy, kto ani się zna, ani się chce poznać na Lekarzu tym i na Jego lekarstwach! A takich, niestety, wielu i bardzo wielu jest na świecie, co to żyją jak desperaty. Ty się znasz i na Lekarzu tym i na lekarstwach Jego. I co z tego, że się tylko znasz? Paweł Apostoł wyrzucał niegdyś Koryntyanom: Między wami wiele chorych i słabych i wiele ich zasnęło (1 Kor. XI. 30). A jakąż naznaczył przyczynę temu, iż wielu z nich widział i bezsilnych i drzemiących i śpiących, a wtedy najbardziej drzemiących i śpiących, kiedy najwięcej czuwania było potrzeba, gdy jako na nowych a nieugruntowanych jeszcze, wiele szło nowych zewsząd podstępów i pokus — już od świata (t. j. od złych ludzi na świecie) — już od ich własnych namiętności — a tego wszystkiego łowiec ten piekielny, szatan, używał jak sieci na ich ułowienie i zgubę — a oni przecie, jakby śpiący, albo ocz nie mający, bezsilni, nieśmiali na oparcie się tym sidłom byli. Jakąż tego przyczynę naznaczał im Paweł? I jaką widział? tę — iż nie z żywą wiarą, nie z wielkiem tęsknieniem, nie z gorącem przygotowaniem szli do utajonego tego Lekarza i lekarstwa Jego — a tylko, z jakiegoś tam szli zwyczaju czy względu. To było ich nieszczęściem, o które gromił ich Apostoł.

Jezus jest Lekarz nasz! — i tak troskliwy — i tak z posługą gotowy — i tak się znający na sztuce leczenia — i tak lekarstwa Jego trafne, cudowne, i przepisy Jego mądre, z rozumem zgodne. I nie samemu tylko zdrowiu i życiu duszy, ale zdrowiu i życiu nawet ciała pomocne. Taki Lekarz, takie Jego lekarstwa! A cóż za to od pacyentów, od swoich ma ten Lekarz? O! jak Go boli! bardziej niż Go bolało, gdy Go krzyżowali! Bo tam widział, iż ręka niewidomości Go krzyżowała! Ale tu już więcej niż krzyżowanie! Bo ten Boski Lekarz i siebie i swoje Boskie lekarstwa od swoich, od katolików, od tak zwanych wiernych — od jednych wzgardzone, od drugich świętokradzko znieważone widzi! Gdy jedni od Niego i od Jego lekarstwa, jakby to od trucizny uciekają; a inni przychodzą i biorą, ale to z taką oziębłością, z taką obojętnością, jakby nie wiedzieli przed jakim stoją Lekarzem, i jakie przyjmują lekarstwo! Ach! niema u nich tej serca gorącości, któraby się współubiegała z Aniołami. A takie przyjmowanie takiego lekarstwa cóż za dziw, że się rodzajem trucizny dla przyjmującego stawa?! I dlatego to żal serca swego przez usta swego Psalmisty oświadcza ten Lekarz Boski: Cóż za pożytek z krwi mojej! (Ps. XXIX. 10).

Czegóż chce? i czego się domaga ten Boski Lekarz z wdzięczności od swoich pacyentów? Nie innej chce i domaga się, bo tak należy, nagrody, tylko serca. Oto i mówi: Synu! daj mi serce twoje, Jam ci oddał moje. Ale my takie syny, o gruba niewdzięczności! takie, że komu innemu chętnie oddajemy nasze serca, i oddaliśmy nieraz może. A Jemu? same tylko czcze, próżne dajemy słowo to: Kocham Cię! Kłamiemy! bo nie kochamy Go z głębi serca naszego.

Serce moje! zapytajmy każdy serca swego, serce moje! co u ciebie, powiedz, dla tego duszy twojej Lekarza? Jaka Jemu cześć? Jakie uszanowanie? Jaka miłość? Jakie oddanie się Jemu? Ach, nieśmy, nieśmy już, każdy swe serce Jemu na ofiarę; w Serce Jego składajmy serce nasze i mówmy:

Twojem być powinno serce moje — niechże będzie Twojem. O duszy mej Lekarzu, Jezu! bierzże to moje serce, a zlecz je. Niech od Twego Serca serce moje nauczy się kochać Ciebie, ale podobną Twojej miłością kochać Ciebie. O jedyną tylko łaskę tę proszę Cię: przez Twe serce proszę, Jezu! Nie odmawiaj tej pociechy sercu memu. Gdy się moja wędrówka po tej ziemi kończyć już będzie, niechże na drogę wieczności, posilony Twem Ciałem, mam Ciebie Lekarza przewodnikiem moim do wieczności, gdzie Ty z Bogiem Ojcem i z Duchem świętym żyjesz i królujesz, Bóg i Pan mój na wieki. Amen.

---

Serce Jezusa — serce Nauczyciela najcierpliwszego.

---

Świat miał wielu nauczycieli — ale póki tego jednego nie miał, wiemy, czem był świat, jak wiemy, czem jest tam, gdzie tego Boskiego Nauczyciela nie ma, albo Go nie słucha, i jakim być musi świat, kiedy się Jego nauce nie podda. Wszystkie i największe nauki bez Jego nauki na nic się dobrego nie przydadzą światu. Boski tylko ten Nauczyciel zdolny jest świat rajem, a ludzi Aniołami uczynić.

Boska tylko nauka umie oświecić, nauczyć człowieka a namiętności jego w karbach bojaźni Bożej trzymać. O bez tej nauki świat będzie jak piekło, a ludzie na nim jak opętańcy, jak szaleńcy; bo nie będą wiedzieć, czego się trzymać, co godziwe, a co niegodziwe. Taki też rzeczywiście był stan świata i być musiał bez tego Nauczyciela, bez Jego Boskiej nauki. I musi być taki świat, z natury świata i z natury ludzi. Bo jakaż ta natura ludzi? Opisał nam ją nasz Nauczyciel, Jezus — taka jest, iż tylko zgorszenia umie z siebie dawać. A natura świata jaka? — taka, iż wszelkie zgorszenia umie i lubi przyjmować. Ukazał się Boski ten Nauczyciel z swojem Boskiem Światłem, i zmieniła się postać świata w świetniejszą i rozumniejszą — poznał się człowiek na prawdziwej zacności i rodowitości swojej, a z niej poznał, co nad nim, a co pod nim być winno. Nad nim? Sam tylko Bóg, Jego prawo i Jego wiara? A pod nim? świat, ciało i czart z wszystkiemi zepsutej natury skłonnościami, które pierwej ubóstwiał człowiek, a te z wszystkim rozumem jego prowadziły go jak chciały, a on jak niewolnik dał im się prowadzić jak wyroczni, słuchał ich i czynił, co mu one kazały czynić.

Świat nie był wart Boskiego Mistrza — ale Go potrzebował — a jeszcze bardziej potrzebowała Go chwała Boga. I poznał się wreszcie świat na Bogu i na należności swej Bogu. I ty już poznałeś się na Jezusie, jako na Bracie — jako na Przyjacielu, jako na Obrońcy, i jako na Lekarzu twoim. Poznajże się teraz na Jezusie jako na najcierpliwszym Nauczycielu twoim, życzącym tobie wszelkiego dobra, nawet doczesnego: abyś żył tylko dla Niego, jak On jest Królem, Bratem, Przyjacielem, Adwokatem, Lekarzem, Nauczycielem, Oblubieńcem — słowem — Jezusem tylko dla Ciebie.

1. Nauczać ludzi, zrodzonych w ciemnocie, wzrosłych z przesądami i nałogami, a nauczać nauk, których nie słyszeli nigdy jeszcze, przesądom, zmysłom i zmysłowościom wbrew przeciwnych nauk, a nauczać ludzi tępych, z natury swej niepojętnych, jest to urząd potrzebujący nadludzkiej cierpliwości. Choćby nie było innych przykrości, jest nią samo stawienie się dziecięciem z dziećmi, prostakiem z prostakami, dla zastosowania się do ich pojęcia i do ich sposobu myślenia — aby wpojone błędy wyrwać z nich, a prawdę w nich wpoić. Duszo! abyś oceniła Serce tego Mistrza i Nauczyciela twego Jezusa i Jego cierpliwość i trafność w nauczaniu dróg zbawienia, domyślaj się jak chcesz, wszystko nad twoją będzie wyobraźnię.

A nie bierzmy miary z nauczycieli świata tego, i z ich sposobu nauczania, bo jak Nauczyciel ten, tak i nauka Jego i Jego sposób nauczania nad wszelkie porównanie, bo tu wszystko Boskie — tu tylko się dziwić i rozmiłować, i tylko brać od Niego przykład i wzór i uczenia się i przenikania prawd Jego. On tylko z swoją nauką jest Księgą otwartą i Mistrzem otwartym.

Mój Boże! Co to za widok! patrzmy — Syn Boga żywego postacią człowieka ubożuchnego odziany, jakby jeden z najniższych ludzi, jakby Nazaret tylko, a nie co wyższego było Jego szkołą. Co to za zniżenie się nad stan? Od wsi do wsi, od miasteczka do miasteczka przechodzi! Ewangelię świętą, nowinę całe nową opowiada, zwiastuje! A co za gorliwość! co za niepohamowana w Nim chęć, ba, chciwość zbawiania! wszędzie obchodzić, szukać, aby tylko znaleźć, oświecić, nauczyć, zleczyć na ciele, a z ciała przenieść zleczenie na duszę! Ach! nie, nie na Siebie, nie na Siebie się ogląda ten Mistrz zbawienia, ale ogląda się jedynie na Boga Ojca, którego szuka chwały, i na tych, których szuka zbawienia. Chwała Ojca, dusz zbawienie: to zysk, to nagroda nauczycielstwa Jego! A trudy, a nudy, a przeciwieństwa, a prześladowania, a przycinki zazdrosnych nieprzyjaciół, faryzeuszów? to był jakby dodatek Jego, który jedynie na chwałę Ojca, na pożytek dusz obracał! A do nauczań swoich wszędzie łączył przykład, jako skazówkę drogi do nieba.

2. Cóż i najlepsza nauka bez dobrego przykładu? I tak: słyszymy naukę Jego o pokorze, o cierpliwości, o szukaniu tylko Boga, a nie chwały swojej, o posłuszeństwie, o łagodności, o poddaniu się we wszystkiem woli Bożej. Patrzmyż wraz na Jego żłób, na Jego życie, na Jego prace, na krzyż. Tu wszystko mamy w przykładzie, co słyszymy z ust Jego.

A słowa i przykłady Jego? dla twego pouczenia, abyś wiedziała duszo, jaką drogą iść tobie za twoim Panem. O! już tu milczcie, nie powiadajcie, nie gadajcie mi o szkołach, o nauczycielach świata tego. Niech umilkną przed tym Nauczycielem, albo raczej niechby do szkoły tego Mistrza poszli wszyscy, niechby pożyczyli sobie mądrości u Niego — bo czegóż dzisiejsi nauczyciele szukają? pospolicie swojej chwały, nie zaś chwały mojego Jezusa. Czegóż nauczają? bodajby nauczali i nauczać chcieli tylko to, co jest z Boga i z prawdy Jego, a nie co z siebie albo ze sobie podobnych, i z mniemań świata wyczerpnęli! Bodajby nauka ich zmierzała tylko do tego, aby serca i umysły słuchaczów łączyć z Jezusem, a nie odrywać ich od Jezusa a w obojętność i oziębłość wprawiać. Ale, o jak się sprawdza na wielu dzisiejszych nauczycielach świata tego, co rzekł Psalmista Pański: Mówiali przeciwko mnie językiem zdradliwym, i ogarnęli mnie mowami nienawistnemi, i walczyli na mię bez przyczyny! (Ps. VIII. 3). Milczcie mi więc o szkołach i o nauczycielach świata tego! Jak cień do słońca, tak i oni i ich nauka do nauki Mistrza tego, bo ta uczy zgromadzać, a tamta rozpraszać, ta uśmierza serca, podbija rozumy, a tamta psuje serca a rozumy poi pychą — ta uczy okiełzać namiętności, tamta wolne im cugle popuszczać.

Otwarta jest szkoła Jezusa, uczy otwarcie, gorliwie, że chciałby wszystką swoją mądrość wlać w nas ku ściślejszemu połączeniu nas z sobą tu w doczesności, a potem w wieczności. Uczy i tajemnic, przez tajemne ale zrozumiałe swe głosy. Bodajby tylko serca nasze przejąć się chciały tymi Jego głosami! Uczy, nie opuszczając żadnej sposobności, w którejby nam nie dał lekcyi zbawienia. Daje, bo nas kocha, i zbawienia nam życzyć nie przestaje.

Duszo! od tylu już to lat jesteś w szkole tego twojego Mistrza, a wieleś dobrego się nauczyła? Pokaż mi, albo raczej Bogu i sumieniowi twojemu pokaż choć jedną twoją cnotę, któraby mogła się przecież nazwać cnotą, któraby cechę ucznia Chrystusowego nosiła na sobie! Co kluczem jest do cnót wszelkich, a bez czego żadna się nigdy nie ostoi cnota nasza, to prawdziwa pobożność. Maszże przynajmniej choć początkowego w sobie ducha pobożności? Ach! podobno niejednego z nas tu dotyczy ów wyrzut, jaki czynił niegdyś Zbawiciel uczniom swoim. Od tak dawnego czasu jestem między wami, a wy mię nie znacie! (Jan XIV. 7).

Być w szkole takiego Mistrza, słyszeć tak zbawienną i z taką miłością i tak gorliwie i od tak długiego czasu i tak praktycznie, bo przykładem wykładaną i wyświecaną słyszeć i widzieć naukę, a być nieukiem, to hańba, to wstyd, to niedarowany grzech! Dziwna cierpliwość Mistrza! ale dziwniejsza niepojętność, albo raczej niechęć pojmowania ucznia!

I dlaczegoż do tyla cierpliwym jest Jezus? Poznaj siebie, duszo! Dlatego jedynie, że jest Oblubieńcem twej duszy. Wielka to chwała tobie, duszo! Od Oblubieńca Tego na oblubienicę jesteś przybrana. A trzeba tobie na to dowodów, żeś ty duszo oblubienicą Jego, a ten Oblubieniec, na uszczęśliwienie twoje wieczne, najgorętszą cię kocha miłością? Patrz na stajenkę, to praktyczna Jego miłość ku tobie — z stajenki wznieś twe oczy na krzyż, to praktyczniejsza miłość. Z krzyża spuść twe oczy nagle na okrytą a najświętszą tajemnicę Ciała i Krwi Jego, a w Nim bóstwa i człowieczeństwa nierozerwanym związkiem połączonego i przebywającego — a to już cudna miłość Jego!... A za to wszystko od swej oblubienicy duszy, czegóż chce ten Oblubieniec? Nic, tylko serca — w naszych chce żyć i przebywać sercach, iżby się sprawdziło o nas, co Paweł Apostoł rzekł o sobie: Żyję ja, już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus (Gal. II. 20).

Tyle już uczynił, i tyle jeszcze czyni Oblubieniec Nauczyciel ten nasz Jezus, i cóż ma za to od nas? Zdumiewajcie się nieba, bo to jest niewdzięczność największa! W tem wszystkiem co widzim, co słyszym, Serce Boskie tchnie samą miłością — a serca ludzkie tchną tylko oziębłością. A może i moje serce tej się oziębłości nauczyło. »Ludzie nie kochają Miłości — woła Bernard św. — tak jest, nie kochają Miłości! I cóż oni kochają?«

O serce moje! o pocznijże już kochać twojego Jezusa. Pocznij, a nie kończ, abyśmy zasłużyli Go kochać całem na wieki sercem. Amen.

Serce Jezusa — serce Pasterza najlepszego.

---

Nikt nie mógł powiedzieć — sam tylko Jezus, jako Bóg i jako Odkupiciel i jako dusz naszych miłośnik, miał prawo wyrzec i wyrzekł: Jam jest Pasterz dobry. O, nie tylko dobry, ale najlepszy! Cały widomy i niewidomy świat to przyznał. A jeśliby chciało, toby i piekło przyznało, żeś najlepszy nam Pasterz. A my nieszczęśliwego ojca Adama nieszczęśliwe dzieci doświadczyli i doświadczamy, żeś najlepszy nam Pasterz Jezu! Oby tylko my owce Twoje chcieli się poznać na Tobie, drogim Pasterzu naszym! Albo raczej, jak się znamy, obyśmy tak głosu i przewodnictwa Twojego słuchać zawsze chcieli, a innego obcego nie słuchali.

Najlepszy nam Pasterz Jezus. Wszystkie przymioty najdoskonalszego Pasterza w najdoskonalszy sposób zawarł w Sercu swem najsłodszem Jezus.

1. Najprzód zna wszystkie owce swoje — swoje — wszystkie! bo wszystkie Jego pracą, Krwią i śmiercią nabyte. Kosztowny to nabytek, kosztowne owce. Duszo, raduj się! Słyszysz? Zna cię twój Pasterz Jezus. Zapisał cię w Sercu swojem? Obyś Go poznać i o Nim myśleć tak chciała zawsze, jak On myśli o tobie! Zna i tak zna owce swoje, jak znany jest sam od Ojca swego niebieskiego. Zna i ma je przed swemi oczami, i po imieniu każdą z nich zowie. I nie po bezdrożach, i nie po przepaściach, lecz prostemi, sobie wiadomemi, a bezpiecznemi prowadzi je ścieżkami — prawda, czasem przykremi, ale nigdy błędnemi.

Z szczególniejszą opatrznością rządzi niemi, bo je kocha, i życzy im dobrze. Wie zaś, co dobre, i co ich duszom pomocne. A nigdy nie przestaje odzywać się głosem przestrogi swej, aby wiedziały owce, za kim iść i czego się trzymać. Zbłąka się która? Nie daje pokoju, jakby wszystko zginęło, gdy jedna mu zginęła, rzuca się między ciernie i głogi, przebiega pagórki i doliny — woła, szuka... Znalazł?! O co za radość Sercu Jego! Jakby się wszystko znalazło, gdy się jedna znalazła. Bierze ją na ramiona, wyrzutów jej nie czyni, że się była zgubiła — wszystkie owszem znaki radości swej widzieć i czuć jej daje.

Płochością, lekkomyślnością dała się zranić która? Wszystkie zaraz do zleczenia jej na pogotowiu lekarstwa u Niego. O zaiste, dobry, najlepszy to Pasterz, lepszego niema, lepszego nie trzeba.

2. Ale są, co się czynią, a przynajmniej czynić się chcą pasterzami owiec. Ale jakimi? W jakim celu? Bracia, uważmy dobrze. Najmilszy nasz Pasterz Jezus wskazał tych dla naszej przestrogi, co chcą być naszymi pasterzami. A każdy z nich przymila się tobie, każdy się narzuca, a czasem, jakby na gwałt, wdziera się do ciebie. A w jakim celu? Aby cię osidlić i zgubić.

Którzyż to są mniemani ci pasterze, co się niby przyjaciółmi czynią twymi, a w rzeczy samej są zdrajcy? Poznać ich trzeba tobie, bo wśród nich pierwszy jak najemnik, a ten jest Świat, czyli ludzie na nim zepsuci ze wszystkiemi swemi ponętami. O, już to on wielu pogubił! O, już to nań wielu narzeka, i tu w doczesności, i tam w nieszczęśliwej wieczności! Kto? — zapytasz. Wszyscy narzekają, co się jego zdaniami przewrotnemi rządzili. Ten nieprzyjaciel świat mocen tylko zgorszenia wyziewać.

Drugi jak złodziej, własna miłość ze wszystkiemi swemi pożądliwościami i zdradliwymi zmysłami. Domowi nieprzyjaciele zawsze najgorsi, mówi Zbawiciel. Kto nie czuwał nad nimi, na wieki zginął.

Trzeci drapieżnym nazwany wilkiem, jest szatan. Dziś nie wierzy weń wielu. Nieszczęśliwy, kto się nie chce poznać na sztukach jego. Krąży on tylko na pożarcie dusz. Samegoż człowieka, jego zmysłów, ciała i żądz serca używa na podnietę ku jego zgubie.

A ci trzej, jakby w zmowie otwartej, stoją zawsze na pogotowiu. Cierpi ten najlepszy Pasterz Jezus tych swoich i twoich nieprzyjaciół. A cierpi dlatego jedynie, aby ci podać sposobność do ich zwyciężenia, a uwieńczenia cię za zwycięstwo. A nie sam jeden walczysz. Jeden nigdy nie podołasz trzem, ani nawet jednemu z nich. Jezus, ten Pasterz twój najlepszy, z Sercem swojem najsłodszem, On walczy w tobie i z tobą. Chciej jeno walczyć, a szczerze, a zwycięstwo twoje pewne. A dajesz się zwalczyć — to z ciebie zawsze wina, że albo sam się wdajesz w niebezpieczeństwo, albo przestrogom i napomnieniom Pasterza twego tryumfować w tobie nie dajesz.

Patrz w niebo! jak tam teraz tryumfują! A wszyscy ci przeciw trzem tym nieprzyjaciołom walczyli kiedyś, i zwyciężyli z pomocą tego najlepszego Pasterza Jezusa.

3. Pasterza Jezusa! Przy Nim na niczem nigdy owcom nie zbędzie. Oby tylko owce chciały się Go trzymać, Jego słuchać, i z Jego ręki się karmić! Która się tylko trzyma tego Pasterza, a innych nie słucha, i ani oka, ani ucha, ani serca swego i na chwilę im nie da, każda taka owca śmiało się chlubi z ukoronowanym Pasterza tego Prorokiem: *Pan mię rządzi, a na niczem mi schodzić nie będzie — na miejscu paszy tam mię osadził* (Ps. XX, 1—2).

Dobrze się owce karmią przy tym swoim Pasterzu — karmi je tem co wprost z Serca Jego wynika. Karmi je słowem swojem, a słowo Jego, to słowo żywota. Tuczy je Ciałem swojem najświętszem, napawa je Krwią swoją najdroższą. A ten pokarm i napój Jego rodzi Mu święte jagnięta, rodzi Mu Anioły na ziemi.

I któraż matka tak swe dzieci karmi, któraż do tyla kocha swe dzieci? Inny, co chce być naszym Pasterzem, i nas pod swoją chce wziąć opiekę, nie przychodzi, tylko aby nas zabił, a najgorzej, bo aby na duszy nas zabił, jak nas ten nasz Pasterz Jezus ostrzega u Św. Jana. Nasz Pasterz Jezus na to tylko przyszedł, i na to jest Pasterzem, aby Jego owce nie tylko miały żywot, ale i obficie miały.

I czego nam tu więcej trzeba? Ach, wyznajmy z Prorokiem: *Nie masz innego narodu tak wielkiego, któryby miał bogi tak przybliżające się do niego, jako Pan Bóg nasz przytomny jest na wszystkie prośby nasze!* (Deuter. IV. 7). Chluba to być pod takim Pasterzem!

Więcej chcemy? Mamy. Oto tak się rozmiłował w nas ten Pasterz swych owiec, że trzeba było, to i życie swe za owce i w obronie owiec położył. Nie, nie On się karmi owcami, ale owszem On karmi owce. Nie odziewa się ich wełną i skórą, siebie On owszem ze wszystkiego dał odrzeć, aby je przyodział sukienką łaski i swojej przyjaźni. Sam cierpiał nędzę, głód, aby one nie były w nędzy. Nie pracuje jak tylko dla owiec — nie jest Pasterzem jest tylko dla owiec. I broni je, i uczy sposobów, jak się same też bronić mają od wilków. Smutne są? cieszy — chore są? leczy — zabite są? ożywia. O któż tu nie poznaje Serca dobrego, najlepszego nam Pasterza! I jakże do takiego Pasterza całem nie przylgnąć sercem?

Ale też, o jak przewrotne czasem masz owce, Pasterzu nasz, Jezu! Chytre, wykradają się czasem z pod rządów i z pod straży Twojej. Gardzą czasem paszą Twoją. Nie chcą czasem brać z ręki Twojej paszy zdrowej, zbawiennej na życie — wolą czasem z cudzej ręki brać truciznę na swe zabicie. Samochcąc czasem w zęby wilków idą — w znajomość, w przyjaźń owszem, w poufałość z niemi wchodzą.

Duszo! ty co na to? Jak bywa u ciebie? Obejrzyj się na swój sposób życia, na sprawy swoje. A nie robisz ty czasami hańby, wstydu, żalu Pasterzowi twemu Jezusowi? Maż On zawsze pociechę z ciebie, owcy swojej, tak drogo kupionej, tak drogo zapłaconej? A nie trzebaż tu tobie, Chrystusowa owco, na cel twój się obejrzeć i upamiętać? A jeśli się nie upamiętasz, czyliż sama dobroć Jego straszliwego tobie nie wyda pozwu, powołującego ciebie na sąd Jego straszliwy?

»O Serce najsłodsze najlepszego mego Pasterza Jezusa! Oświadczam się przed Tobą, i przed Twoim dworem niebieskim — pójdę, dokądkolwiek mię poprowadzisz. Pójdę z Tobą i na twarde skały z cierpliwością, znijdę z Tobą i na nizkie miejsca z pokorą. Wiem, że jesteś wszędzie przy mnie, a wszędzie z Sercem najlepszego Pasterza. Prowadź mnie i moją wolę, mój Pasterzu jedyny, Chryste Jezu, Boże, Panie mój! Prowadź — niech jak Twoją jestem owcą, tak podług twojej myśli, pokorną, posłuszną, łagodną będę twoją owcą — aż się tak z Tobą moim Pasterzem złączę w owczarni Twej niebieskiej«. Amen.

← wróć do odkrywania