Wygłoszone na Kongresie Katolickim w Norwich, sierpień 1913.
Wprowadzenie. — Apokalipsa — „rzesza, której nikt nie mógł policzyć." [Obraz.]
**I. Kongres.**
Coś z tego triumfu. [Obraz.] Tłumy… Kardynał… Msza pontyfikalna. Słuszne — zewnętrzne formy objawiają Jego chwałę.
**II. Jakość.**
A jednak w ostatecznym rozrachunku chodzi właśnie o to… o miarę jednostki.
Ilość zawodzi niekiedy — Kościół jest niezniszczalny — tak: a jednak może zmaleć — własne ostrzeżenie naszego Pana. „Czy znajdzie wiarę?" Tak: powiedział nam, że znajdzie — lecz ile?
**III. Cnoty niezbędne dzisiaj.**
Czy katolicy są wyraźnie lepsi?
(1) Zaangażowanie misyjne. — Lecz nie lekkomyślność.
(2) Sumienie społeczne. — Niepokój… Nasza sprawa.
(3) Pobożność wobec Stolicy Apostolskiej. — Narody w niebezpieczeństwie…
Zakończenie. — „Myśli bardziej stosowne na Rekolekcje?" A jednak Kongres spełznie na niczym, jeśli nie będzie w nim czegoś z ducha rekolekcji.
Zwykła demonstracja? Po co?
---
*Ap 21, 5: Oto wszystko nowym czynię.*
Tak jesteśmy otoczeni chrześcijaństwem, że zapominamy, jak by to było bez niego. Kiedyś przez kilka miesięcy byłem pod panowaniem tureckim — nieopisane wrażenie, gdy wróciłem do czystego, chrześcijańskiego kraju. Takie jest dzieło naszego Pana: czynić stare rzeczy nowymi — i w każdym razie czynić je nowymi dla nas.
**Pierwsze Przyjście.**
(1) Cnoty chrześcijańskie. — Wiele z nich praktycznie stworzonych przez Jego Przyjście, np. Miłosierdzie — jako zjawisko powszechne — przyjmujemy szpitale za coś oczywistego. Niewyobrażalne, w dzisiejszej postaci, w starożytnym świecie. Nawet niewierni je wspierają. Dlaczego? Bo ciało jest rzeczą godną. Już nie: „słabsi padają" — ponieważ słabsi są zarazem członkami Ciała Chrystusa.
(2) Grzech. — (a) U pogan w najlepszym razie błąd; albo zbrodnia przeciw państwu. Jeśli poganin popełnił morderstwo, ktoś pozbawił państwo obywatela. Jedynie u Żydów bywały przebłyski prawdy: „Przeciwko Tobie samemu zgrzeszyłem."
Co się stało? Nasz Pan się narodził — Dziecię z Betlejem: i wyrósł w Męża Boleści. (Znaleziono zwłoki — rozszarpane, pokaleczone. „Cóż za potworna rzecz to uczyniła?") Tak oto nasz Pan na Krzyżu ukazuje nam, czym naprawdę jest grzech.
(b) (Łaska.) Jak mieli mu się opierać? „Szacunek do siebie? — ale go utraciłem." Przeciw państwu? Ale kocham siebie bardziej. Teraz jednak nasz Pan dał nam moc opierania się. Chrzest, Komunia Święta, Bierzmowanie — przez które moc Boża wchodzi w nas. Grzech stał się „nowy" — straszliwszy — lecz możliwy do odparcia.
(3) Cierpienie i śmierć. — Przedtem — coś, przez co trzeba po prostu przejść — bezużyteczne — bolesne. Teraz wiemy, że jest skutkiem grzechu — i pomaga grzech odwrócić. Cała różnica w naszej gotowości do znoszenia go. Śmierć — czarna przepaść — przyjaciele odpadają jeden po drugim. Kiedyś i my mamy wziąć ten straszliwy skok w ciemność. Teraz wiemy, że to tylko odpadnięcie ciała, a my — nasze prawdziwe ja — przechodzimy przez.
**Drugie Przyjście.**
Lecz jak ogromna różnica, jaką Drugie Przyjście sprawi w naszym pojmowaniu rzeczy. Ważność rzeczy się zmieni.
1. Charakter. — Teraz ogromnie zależy nam na tym, co ludzie o nas myślą. Staramy się być „bez skazy." Nie przeszkadza nam czynić rzeczy: przeszkadza nam być przyłapanym. Ilu pogodnych, serdecznych ludzi o zepsutym charakterze. Gdy nasz Pan przyjdzie ponownie, liczyć się będzie wnętrze — nie „Na czym cię przyłapano?" lecz „Co uczyniłeś?" Nasz charakter, nasze prawdziwe ja, ujawni się — zdeformowane, zranione, zepsute.
2. Czas. — Dla niektórych z nas czas to coś, co trzeba „zabić." Jak przeżyć z jak najmniejszą niedogodnością? Co będzie wystarczające? Wtedy nie będzie: „Jak zdołałeś przez to przejść?" lecz: „Z czego zdasz sprawę?" Od tego zależeć będzie wieczność.
3. Ludzie. — Jakże się zdziwimy! Patrząc, kto po prawicy, a kto po lewicy. Tu trzy grupy: dobrzy, źli, obojętni — znośnie przyzwoici. Tam tylko dwie.
(1) Ludzie, z których szydziliśmy, których odpychaliśmy z drogi, na których nie zwracaliśmy uwagi — niektórzy z nich zostaną wywyższeni. Zobaczymy, że tamta cicha wytrwałość była szlachetniejsza niż wszelkie nasze piękne słowa — że dobroć, która kazała nam myśleć, że są nijacy, była nadprzyrodzoną łaską.
(2) Ludzie, których podziwialiśmy — zuchwała mowa — znajomość grzechu — jakże żałosne stworzenia! Cały ten pysk przepadł.
Adwent ma nas obudzić. „Już czas nadszedł." Widzieć rzeczy takimi, jakimi są naprawdę. Religia jest rzeczą najważniejszą. Królestwo nadchodzi coraz bliżej — obudźcie się i zapomnijcie o snach — albowiem królestwo tego świata stanie się królestwem naszego Pana i Jego Chrystusa.
---
*Mk 15, 39: Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym.*
Wprowadzenie. — Zadziwiające, jak w tym świecie trafiamy obok sedna. Z ludźmi: poznajemy kogoś, przyklejamy mu etykietkę; rok później odkrywamy, że go nie zrozumieliśmy. Z ruchami: popularne poruszenie; widzimy zewnętrzne zdarzenia, gubimy znaczenie (Francja i Anglia). Jesteśmy jak nieuczeni ludzie w galerii obrazów; podziwiamy ramy, jesteśmy ślepi na obrazy.
Tak samo z naszym Panem na ziemi. Przyszedł do swoich… Szczególnie uwidocznione w ostatnim tygodniu Jego życia.
**I. Dwie procesje.**
1. Dwa wielkie zdarzenia: jednym była procesja Niedzieli Palmowej. Wyobraźmy sobie podniecenie apostołów. Nareszcie ich Mistrz doczekał się rehabilitacji; poddaje się ludowi. Wyjście wczesnym popołudniem; dziwne upojenie w powietrzu; ludzie wychodzą i patrzą; porwani, przyłączają się. Pogłoska biegnie naprzód; droga pełna; tłum rośnie i rośnie. Zaczyna się wiwatowanie. Wkrótce na zakręcie wbiegają w nich nowe tłumy, kręcą się i zawracają. Dzieci, psy; poważni mężczyźni płaczą i śmieją się — nawet wielcy dostojnicy kościelni są porwani: wspaniałe niebo; miasto Dawida. Nagle zatrzymanie… „Uciszcie ich; to niepoważne. Słyszycie, co krzyczą: Hosanna." Na chwilę uczniowie wahają się. „Powiadam wam" — rozległ się poważny, tryumfalny głos — „że gdyby ci milczeli, kamienie wołać będą." Nie ma wątpliwości; poddał się. Oto Królestwo nadchodzi z mocą. Berło i korona — triumph Jezusa nareszcie. „Bogu niech będą dzięki, dzięki Bogu!"
2. Pięć dni później. — Inna procesja: ulice zatłoczone; głowy wychylone przez okna — z dachów. Słychać: „To Król Żydowski" — szydzą. Na czele idą dzieci, maszerując i śpiewając; motłoch; ostrza włóczni eskorty. Potem, pośrodku, żałosny widok. Postać, tocząca się chwiejnym krokiem, odziana w zakrwawiony chiton; ukoronowana! niosąca prawdziwie wielkie berło! Przed nią kroczy herold — tabliczka I.N.R.I. Ulica pełna wycia i śmiechu; psy szczekają; znów żołnierze; potem motłoch, czwórkami, wyśpiewując pieśni… naprzód, naprzód ku Intronizacji Króla.
A gdy ostatnie okrzyki ucichły i wszystko minęło, przyjaciel Jezusa pada łkając — Klęska w końcu! I przez cały ten dzień trwa czarna rozpacz. Wszyscy szydzą i płaczą — wszyscy oprócz jednego pod Krzyżem; a od niego pada dziwne wyznanie. Inni w Niedzielę Palmową nazywali Go Synem Dawida, porwani blaskiem. Teraz jeden nadaje Mu tytuł jeszcze wyższy.
*Tekst.*
**II. Ten sam błąd dzisiaj.**
Patrząc wstecz, znamy prawdę. „W tym celu" — mówi nasz Pan — „przyszedłem na świat. Przyszedłem zbawić grzeszników… mam być ochrzczony chrztem." Wiemy, że prawdziwym triumfem był Wielki Piątek, nie Niedziela Palmowa: nie w palmach i Hosanna; lecz w ostrzach włóczni, biczach i gwoździach: nie w słaniu szat, lecz w zdzieraniu Jego własnych. Nie źrebię, lecz Krzyż był Jego Tronem. Na źrebięciu panował nad kilkuset; na Krzyżu jest Królem świata.
A jednak nadal popełniamy ten sam błąd.
Czymże w istocie jest chwała Kościoła? Ah! Przyjrzyjcie się uważnie i sprawdźcie przez miarę Krzyża.
(1) Wspaniałość władzy w średniowieczu? Czy katakumby; spalanie męczenników; tortury; bestie. Jedno i drugie ma swoje miejsce. Nasz Pan usankcjonował zewnętrzną chwałę przez Niedzielę Palmową; lecz więcej niż usankcjonował cierpienie.
Nie: „Jeśli kto chce być Moim uczniem, niech idzie za Mną z palmami i śpiewem"; lecz… „Niech weźmie krzyż swój i pójdzie za Mną."
(2) Dwór Francji; gdy Kościół był w honorach? Czy teraz, gdy wśród przytłaczającej nienawiści jest ogałacany i biczowany…
(3) Spójrzcie na wygodnych katolików w świecie, szanowanych; i na Klarysę… która jest wspanialsza? Obie drogi są dozwolone.
(4) Spokojne łoże śmierci dobrego człowieka, który ani wiele zgrzeszył, ani wiele wycierpiał? Czy umierający grzesznik — zgrzeszył ponad wszelkie opisanie — który się nawraca i ze łzami błaga o miłosierdzie?
Przyjrzyjcie się i swojemu życiu. Czyż nie wierzyliście, że osiągacie sukces i że Bóg jest z wami, gdy wszystko szło dobrze? To była wasza Niedziela Palmowa — zupełnie słuszna. Ludzie was chwalili, radowali się z wami. Lecz prawdziwa próba przychodzi w smutku. Wtedy ukrzyżowany Pan był wam bliski… gdy ciemność była gęsta: rozrywani na cztery strony naraz; świadomi, że żaden przyjaciel do was nie dotrze. Wtedy On objawił się w was. Jego Dłonie na waszych; Jego Pocałunek na waszych ustach; Jego Serce bijące przy waszym złamanym sercu.
Błogosławieni, którzy łakną i płaczą: albowiem będą nasyceni i pocieszeni.
Zakończenie. — Dzisiaj się radujemy: składamy jeszcze jeden dar na chwałę Bożą i cześć świętych, którzy wywalczyli swoje korony przez cierpienie; wszystko ku pamięci radosnego zdarzenia. Rzeczy mają się dobrze; wasi kapłani są szczęśliwi; wy jesteście szczęśliwi. Jest liczna kongregacja. To wasza Niedziela Palmowa — chrześcijaństwo nie wyklucza radości: nasz Pan ją usankcjonował. Lecz w dniach radości ważne jest pamiętanie, że stanowią one tylko połowę życia. Człowiek duchowy nie pogrąża się ani w radości, ani w smutku; ani nie wynosi się, ani nie przygnębia.
Prawdziwy sprawdzian zdrowia naszej radości ujawnia się w naszym zachowaniu podczas smutku i walki. Tak bardzo potrzebujemy. Ostrzeżenie św. Piotra, by nie dawać się ogłuszyć, gdy walka nadchodzi, jak gdyby spotykało nas coś „obcego."
Bóg wie, że walki przyjdzie dosyć: na całym świecie odgrywa się na nowo ten stary dramat Męki — w Ameryce Południowej, w Hiszpanii, we Francji i nie mniej w Anglii, dowody odwiecznej wrogości świata do Boga, który ukrzyżował naszego Pana. Stawcie temu więc czoło dzielnie; bądźcie gotowi cierpieć. O bracia — w tym właśnie chwała się objawia. Macie tu wspaniałe kościoły, świadectwa dawnej świetności; lecz wydaliście rzeczy piękniejsze. Daliście niebiu świętych — takich jak Richard Langley — bez porównania większych. Pamiętajcie, by to trwało — dar, który dziś składacie, jest mile przyjęty; lecz są jeszcze lepsze — dusze ukrzyżowane, umartwione. Im głębsza ciemność, tym jaśniejszy Jego Krzyż; im bardziej upojne harfy Nieba, tym promieniszy uśmiech na Obliczu Boga.
---
*J 15, 4: Jak latorośl nie może przynosić owocu… trwajcie we Mnie.*
Brak wytrwałości zawsze wynika z braku wiary: brak wiary zawsze prowadzi do braku wytrwałości. Nawet grzech z namiętności, przez który ktoś upada z łaski, jest możliwy tylko tam, gdzie wiara słabnie.
**I. Konieczność wytrwałości i możliwość upadku.**
Obraz upadłego chrześcijanina — rzecz straszna: nie zna swojej nędzy. Zawiódł jedynie przez to, że nie „trwał." Jego słońce zaszło. Oślepł — i nie wie o tym.
(1) Cynizm.
(2) Jałowość.
Żadnego owocu… ciągłe bujanie liści i kwiatów — na pędzie co roku. Beznadziejna bezskuteczność upadłego chrześcijanina — mrożący efekt azbestowego ognia: nieprawdziwy.
**II. Niebezpieczeństwa i pomoce.**
(1) Igranie z łaską i pokusami — porzucenie modlitwy.
(2) Niemodlenie się o wytrwałość.
**III. To jest osobista przyjaźń.**
Nie przede wszystkim wiara w fakty; lecz w Osobę. Nadprzyrodzony dar wiary oznacza zdolność postrzegania Go i ufania Mu. Świadomość zjednoczenia — i nic na świecie nie zdoła tego zachwiać: żaden argument: jak gdyby ktoś starał się dowieść, że słońce na niebie jest złudzeniem: jak istnienie żony lub męża. Nienaganna logika: udowodnić w sposób demonstratywny, że Jezus Chrystus był tylko człowiekiem i nie istnieje: najmniejszego skutku: „Może i tak. Nie umiem odpowiedzieć; lecz wiem…"
Dwa sposoby podtrzymania tego: (1) obiektywny: nieustraszone korzystanie z systemu sakramentalnego.
(2) Subiektywny: modlitwa myślna i wysiłek.
Zakończenie.