HomiliaDB

Robert Hugh Benson · Notatki kaznodziejskie

Luźne kartki

Gdy szukam swojej drogi albo decyzjiGdy moja wiara stała się letnia Liturgia i jej dziejeObrona wiary
W skrócie. Cztery luźne kartki konferencyjne: o obiektywnej wartości ceremonii (kult jako czyn wobec Boga, nie człowieka — zasada zilustrowana Dawidem i Michal); o angielskich męczennikach elizbietańskich jako wzorach wierności wbrew intelektualnym i cielesnym pokusom; o współczesnych zagrożeniach dla religii (indywidualizm, socjalizm, deizm transcendencji i panteizm immanencji); i katechetyczne wyjaśnienie nauki o odpustach w powiązaniu z czyśćcem i wstawiennictwem Kościoła.

„Gdy raz się to pojmie, Kult Boży staje się czymś innym i cudownie realnym — już nie zależy od twego nastroju.”

Do tych notatek kaznodziejskich dołączam kilka przygotowanych na konferencje.

Proszę o wybaczenie za krótki i suchy wstęp.

Dwa punkty widzenia: (1) subiektywny, (2) obiektywny. Doprowadzone do skrajności: (1) = punkt widzenia człowieka, (2) = punkt widzenia Boga. Najlepszym przykładem jest sposób pojmowania Sakramentów.

(1) Subiektywny. — Chrzest to forma — symbol Bożej miłości; ale nieważny i nierealny wobec braku wiary.

Bierzmowanie. Odnowienie ślubów. Komunia Święta — wiara przyjmującego tworzy Obecność — obecność bez Komunii bezużyteczna, bo człowiek nie bierze czynnego udziału. Pokuta ma być „odciążeniem" — lub, w ujęciu bardziej zaawansowanym, przyjęciem rady. Wszystko zależy od człowieka.

(2) Obiektywny. — Katolicyzm naucza od strony Bożej. Chrzest jest odrodzeniem. … Oczywiście katolicyzm dodaje, że wiara człowieka musi być obecna — że nie może być przeszkody — lecz moc Boża jest niezależna. (Pokarm — Język — Muzyka.)

I. Kult.

Te same dwie klasy w pojmowaniu kultu. (1) Przychodzi słuchać kazań — słuchać modlitw — śpiewać lubiane hymny; (2) przychodzi oddać cześć Bogu.

Ceremoniał. — Dwie klasy bardzo wyraźne. (1) „To mnie nie przemawia"; (2) „To przemawia do Boga." Mówiąc wprost: (1) ma oczy utkwione w człowieku — w tym, co człowiek czyni, lubi, otrzymuje; (2) — w tym, co Bóg czyni, lubi, przyjmuje.

Wchodzi jednak trzecia klasa — „Wysokościowiec". — Pozornie pośrednia — rości sobie prawo do miana katolickiego. Zbadać bliżej — okaże się protestantem. Lubię ceremonię i stosuję ją z następujących powodów. (1) Coś przecież trzeba robić, więc róbmy to pięknie — w sposób lekki i atrakcyjny. (2) Naucza — Następstwo kolorów — Wielki Ołtarz wznosi człowieka do niebiańskiego kultu — Światła uczą, że Chrystus jest światłością świata — Kadzidło jest symbolem modlitwy, dla człowieka. Kwiaty — „piękno i woń świętości." Wszystko to prawda — ale zatrzymać się tutaj! Nie ma większej przeszkody dla religii. Dlaczego? Bo można go od razu zbić jednym człowiekiem. „No cóż, mnie to nie odpowiada, więc nie przyjdę. Rozprasza i irytuje mnie."

Rzecz w tym, że Ceremoniał to coś czynionego dla Boga; np. Msza Uroczysta — można współczuć tym, którzy mówią, że ich rozprasza. Jeśli to tylko „sposób robienia rzeczy", jest zawiły i okrężny. Ale jeśli jest to czyn spełniany wobec Boga — cóż za dostojeństwo! Nie jest już przedstawieniem teatralnym dawanym człowiekowi.

A zatem: Procesja nie jest demonstracją. Kieruje się ku Niewidzialnemu — Bogu — świętemu. Kadzidło — ofiara — świece palą się ku czci Bożej — kwiaty rozkwitają dla Boga.

Cała ta sytuacja w historii Dawida i Michal. „Jak sławny był dziś Król Izraela, który się odsłonił dzisiaj przed oczami służebnic sług swoich!" „Przed Panem, więc będę się weselił przed Panem" — odrzekł Dawid. Michal nie miała dziecka. Taka religia jest jałowa.

(Tę zasadę obiektywną widać w skrajnej formie w tańcu hiszpańskim.)

II. Ofiary materialne.

Pójdźmy z tą zasadą dalej. (1) „Wysokościowiec" gdzieś „stawia granicę" — znamienne, gdzie. Katolik jej nie stawia — nawet tam, gdzie rzecz wydaje się wewnętrznie absurdalna. Świece i kwiaty przy kapliczce — „To jest zabobonne — bo nikt ich nie widzi."

(2) Katolik rozumie istotę. — Bóg widzi świecę — święty jest jej świadomy. (Opisać ubogiego — kupuje — ona się spala — bo Bóg widzi. Warto pamiętać stary angielski zwyczaj pozwalania kwiatom więdnąć — świadczy o głębokim rozumieniu.)

Zabobon.

Oczywiście, niebezpieczeństwo zabobonu istnieje — jak i w każdej innej sprawie. Niebezpieczeństwo tkwi w używaniu Biblii lub pewnych modlitw. Zabobon pojawia się, gdy zastępujemy którąś z tych rzeczy darem z siebie. Obecność na

Mszy Uroczystej zamiast moralności. Świeca zamiast serca. Majątek na szpital. Bóg nie przyjmie daru inaczej niż od duszy nawróconej (np. nie przyjąłbyś 5 funtów od obcego. Gotowość przyjęcia dowodzi przyjaźni). Ale gdy jesteś oddany Bogu, wtedy przyjmie wszystko. Człowiek musi więc dawać — jego celem w życiu jest zjednoczenie z Bogiem: czyny jednoczą stworzenie z Nim — Kapłan Natury — Stworzenie Materialne jest dobre, nie złe. Połączone jest z naturą duchową — niech człowiek nie rozdziela — Dlatego człowiek nieustannie ofiaruje przedstawicieli: pieniądze — świece… piękno ruchu, dźwięku, koloru — jednocząc w ten sposób Stworzenie z Bogiem. Wszystko to jest uświęcone przez najwyższą Ofiarę, jaką człowiek składa z Bóstwa i Człowieczeństwa naszego Pana — wszystko zostaje przyjęte w Umiłowanym.

Gdy raz się to pojmie, Kult Boży staje się czymś innym i cudownie realnym — już nie zależy od twego nastroju. Przychodzisz do Najświętszej Ofiary i utożsamiasz się z nią oraz ze wszystkimi jej towarzyszącymi elementami — każdy pełen czci ruch Kapłana, piękno Prezbiterium, muzyka — to twoje i ofiarujesz to Bogu — „Panie, nie mogę się modlić — jestem zmęczony — zimny… ale weź to wszystko — daję Ci to." Kult Boży staje się zatem rzeczą najwspanialszą i najprostszą na świecie. Najwspanialszą — bo obejmuje wszystko. Każde stworzenie Boże jest symbolicznie, lecz realnie ofiarowane — nie jako zamiennik naszych serc, lecz jako zastaw naszej miłości — najprostszą — bo jest prostym przystąpieniem i oddaniem się dzieci swemu Ojcu.

---

*Wygłoszone w St. Cuthbert's, Ushaw.*

Sytuacja. Przede wszystkim trzeba ją zrozumieć.

(1) Nie tak wyraźnie zarysowana jak dziś. Protestantyzm nie był systemem. Teraz jasne. Wtedy stosunkowo wątpliwe, co dokładnie obejmuje Prymat Piotrowy — np. w XII wieku Henryk II był w złych stosunkach z papieżem… ale zawsze jego synem. Zdawało się z początku, że Henryk VIII nie zamierzał nic więcej. Spór małżeński… Ustawy przychodziły powoli… papieskie dochody były konfiskowane, aż wreszcie: „Król Najwyższą Głową Kościoła i duchowieństwa Anglii"… Można było to rozumieć w sensie bodaj katolickim… Warham to przyjął. Jakże trudno było wówczas przeciętnemu człowiekowi wiedzieć, jak daleko może się posunąć. Znakomite argumenty przeciw temu.

Tedy przyszła pierwsza grupa męczenników… ludzie, którzy jasno zobaczyli, co się kryje w tej sprawie. Tomasz More, Fisher i kartuzi (kartuzi — książęta życia duchowego). Upadek domów zakonnych — nie był dowodem oczywistym.

(2) Panowanie Elżbiety. (a) Czyż teraz nie było już wszystko wyraźne? Tak i nie. Tak — dla tych, którzy byli bezwzględnie wierni Stolicy Apostolskiej. Nie — dla tych, którzy nią nie byli. Tyle argumentów dla pragnących spokoju. „Niemożliwe, żeby zerwanie było ostateczne! Trzydzieści lat, przeciw piętnastu wiekom. Bądźmy rozsądni… naciągnijmy trochę… bądźmy odrobinę nielojalni."

Potem przyszła bulla *Regnans in Excelsis*… punkt absolutnie jasny.

Diabeł…

(b) Światowość. — „To wszystko dam tobie."… Anglia ogromnie prosperuje… Zwycięstwa nad Hiszpanią… zakończone Armadą… Rozkwit poezji i sztuki… To wszystko po ich stronie.

(c) Ciało… najstraszliwsze ze wszystkiego… ból fizyczny… Mówimy o torturach na ławie rozciągającej… ale jak to sobie wyobrazić… nerwowo skrępowany (Bł. Whitaker). Przerażające myśli… długie milczące czekanie…

Otóż męczennicy byli tymi, którzy pokonali te trzy pokusy.

(1) Odrzucili najmniejsze zło… Widzieli wyraźnie, co się kryło w tej sprawie.

(2) Zgodzili się być uważani za zdrajców… pozbawieni satysfakcji korony (Jan Bost).

(3) Znosili rzeczywistą agonię… i patrzyli w przyszłość z jej dalszym ciągiem. Sama egzekucja była niemal ulgą.

Teraz te dni minęły… Ale:

(1) Pamiętajcie, że dzięki Bogu to właśnie ci ludzie umożliwili nam wiarę teraz. Wierzę, że tysiące konwertytów znalazło drogę do Kościoła

przez studium ich dzieła. Odkrywają, że ten protest trwa przez wieki… np. argumenty używane wtedy — są używane teraz… bitwa była stoczona… przez całe czasy prześladowań… 1780 benedyktyn w Yorku; aż po czasy traktarian… gdy konwertyci znaleźli to świadectwo. Ja sam… ostatnie kroki. (*By What Authority.*) Dlatego obowiązek wyrabiania nabożeństwa do męczenników.

(2) Mamy ten sam konflikt w innej formie.

(a) Łatwo być nieco opieszałym. Gdy wchodzimy w konflikt z anglikanami, napotykamy tę samą pokusę przemilczania zasad…

(b) Zarzut, że jesteśmy nieangielskojęzyczni. Niewiarygodne, ale prawdziwe. Jest tu cień usprawiedliwienia… że „ani Żyd, ani Grek"… ale absolutnie fałszywy w sensie, że nie kochamy Anglii…

(c) Ciało. — Praktyka naszej religii otwarcie i nieustannie… „Nie chciałbym być katolikiem tak wcześnie rano."

Jest tu nadal… nieustannie zmienia kształt… właśnie walka dnia dzisiejszego. Wy tutaj przynajmniej, wy, którzy daliście tylu męczenników, nie powinniście zapominać ani zawodzić. Walka była ostra wówczas. Osobiście wierzę, że będzie ostra znowu… zmierzamy ku katastrofie. Tymczasem — w formie tak subtelnej — nie mniej niebezpieczna. Idźcie za męczennikami tą samą drogą, choć pogoda się zmieniła.

Niech dusze nasze będą z ich duszami!

---

To wielka ulga dla kogoś, kto musi często prowadzić polemiki, móc się niekiedy powstrzymać… Przecież wiele nas łączy: choć zobowiązani do utrzymania własnej wiary, radujmy się ze wspólnych podstaw. I najwyższy czas. Bowiem gromadzą się ogromne siły.

Otóż wśród nich nie zaliczam świadomie nauki przyrodniczej jako takiej. Ogromna reakcja pięćdziesiąt lat temu. Teraz — żaden konflikt. (Omnibus i wizyta.)

Ani religioznawstwo porównawcze. Nawet dziesięć lat temu — niebezpieczeństwo. *Złota gałąź* Frazera. Odpowiedź. Czego się spodziewać? — Sam uważam, że zagrażają niebezpieczeństwa daleko bardziej subtelne. Nie to, że religia zostanie obalona. Religia chrześcijańska opiera się na cudzie, a cud wykracza poza prawa naturalne. Lecz raczej: religia łagodnie wypierana przez fałszywe wyobrażenia o osobach w nią zaangażowanych. Religia = więź między Bogiem a człowiekiem. Gdy człowiek myli się co do Boga lub człowieka, pojęcie się zmienia.

I. Człowiek.

Dwie ogromne prawdy: (1) indywidualność, (2) społeczność. Ponieważ każdy błąd opiera się na cząstkowych prawdach — dwa główne zestawy błędów…

(1) Indywidualizm. — Człowiek jest jednostką; zatem, powiadają niektórzy, niczym więcej. Przede wszystkim w religii, twierdzą, jest on jednostką. Powszechny okrzyk: „Ponad wyznaniami i Kościołami." Tymczasem indywidualizm we wszystkich innych dziedzinach oznacza ruinę. Człowiek, który nie umie wyzbyć się indywidualności, staje się wyrzutkiem; w polityce — anarchistą.

W religii jest to szczególnie prawdziwe. Musi skończyć niespójnością. Ta indywidualistyczna tendencja w życiu obywatelskim — (opornicy) — wpływa na religię. A ja powiedziałbym: *Vae soli.* Jeśli religia ma przetrwać, musi przetrwać idea Kościoła. Oczywiście dla nas, katolików, kresem jest katolicyzm. Ale krótko tego: każda jedność lepsza niż żadna. Podtrzymywać praktykę niedzielną; gdy ten nawyk zaniknie, koniec jest bliski.

(2) Socjalizm. — Człowiek jest zatem istotą społeczną; stąd inne niebezpieczeństwo — że człowiek zapomni, iż jest jednostką. Nie zamierzam roztrząsać socjalizmu z ekonomicznego punktu widzenia; ale jego skutki dla religii są zgubne.

Dlaczego? Zanalizować: wiele wspaniałych punktów… Ideały: naprawienie niesprawiedliwości itp.

Lecz oto niebezpieczeństwo. Człowiek tak upija się Ludzkością, że zapomina o Bogu: dąży do zamknięcia świata w samym sobie. „Zreformujmy ten świat na naturalnych podstawach…" Koniec jest ruiną. Nie ma fundamentu dla braterstwa ludzi poza Ojcostwem Boga. Zapomnij, że człowiek jest jednostką z duszą nieśmiertelną, a nie zdołasz pomóc jego śmiertelnemu ciału. Zapomnij, że jest dzieckiem wieczności, a nie uchronisz go nawet w czasie. „Ojcze nasz… daj nam dzisiaj… Rodzina — obywatelska, duchowa…"

II. Bóg.

Dotąd rozważałem tylko człowieka; błędy, jakie stąd wynikają. Lecz nie mniej błędów rodzi się z fałszywych lub niepełnych pojęć o Bogu. Dwie wielkie prawdy o Bogu. Zdają się paradoksem; a przecież nie bardziej niż te o człowieku. (1) Transcendencja… (2) Immanencja… Najwyższe błędy oparte na dwóch prawdach o Naturze Bożej.

(1) Transcendencja. — Nauka pięćdziesiąt lat temu zdawała się odsuwać Boga coraz dalej. Pierwszy wielki cios, gdy stało się jasne, że ziemia nie jest punktem stałym… gwiazdy — małe klejnotowe punkciki w niebieskiej emalii. Cóż, ludzie się otrząsnęli… w końcu mucha jest większa od góry… życie rozumne — jeszcze wyżej. Ale potem kolejny cios — Ewolucja… Przynajmniej myśleliśmy, że stworzył wszystko bezpośrednio: przez chwilę ludzie drżeli, gdy wieki cofały się i zdawały się odpychać Boga: subtelna sugestia, że protoplazma sama się stworzyła. Dobrze — to niebezpieczeństwo minęło. Darwinizm… znów pojawia się Celowość… A jednak Bóg zdaje się odległy: zaczął się jakiś Deizm: spopularyzował się… To uważam za ogromne niebezpieczeństwo teraz. Bo skoro nie możemy Go ogarnąć wyobraźnią, Bóg staje się nieistotny. Tacy jak Haeckel wciąż śmią głosić… i ludzie zaczynają myśleć o Bogu… jako o kimś tak absolutnie odległym, że — w najlepszym razie — nieważnym… „Jak może dbać o mysz taką jak ja?"…

(2) Immanencja. — Otóż — reakcja. Nie do zniesienia; zatem schroniono się w „Bliższy niż oddech… ręce i nogi". To prawda. My też wierzymy: „w Nim żyjemy i poruszamy się." A jednak to, jeśli zapomnisz o Transcendencji, nie mniej zgubne… Kończy się Panteizmem. „Odrzuć stare pojęcie Bytu poza Niebiosami. Nie ma Go; jest tutaj. W pulsowaniu serca… Jakże święty ponad wszystkim. Ty sam jesteś Bogiem…" — i w końcu: nie ma Boga do adorowania; szczytowa samozadowolenie i brak natchnienia.

Jak zatem pogodzić dwa ogromne fakty Dalekości i Bliskości? Adoracji i zażyłości?

Jedynie chrześcijaństwo daje odpowiedź: naucza bowiem, że ten właśnie Bóg jest nie tylko Immanentny, lecz Wcielony… niezadowolony z samej obecności w Naturze: zjednoczył człowieka z Bogiem w nierozerwalnym związku…

Jest to Osoba Jezusa Chrystusa… w starym sensie historycznego chrześcijaństwa… nie Bóg w pozornym człowieczeństwie: nie przebóstwiony Człowiek, lecz…

Ale Biblii nie ulepszycie. Tu w Szkocji kochacie ją… tak bardzo, że odrzuciliście, jak nam się wydaje, inne sposoby, przez które Bóg przemawia. Lecz i my ją kochamy. Tam znajdziecie nie tylko swoje własne dogmaty — ale i nasze.

Albowiem to słowo Boże utrzymuje w cudownej harmonii te głębokie prawdy zarówno o Bogu, jak i o człowieku.

Tam prawdziwy indywidualizm człowieka… „Cóż bowiem za pożytek…" Szukajcie najpierw Królestwa Bożego… Nie szukajcie lekarstwa na zło nadprzyrodzone środkami wyłącznie naturalnymi. Tam też obowiązki społeczne… „bliźni jak siebie samego"… Przede wszystkim — nauka o Bogu… Święty, Święty, Święty… przed Stworzeniem; tam też Dziecię z Betlejem i Mąż Boleści — odpowiedź na wszystkie nasze trudności i rozwiązanie wszystkich naszych wątpliwości.

---

Protestancki punkt widzenia na odpusty — „pozwolenie na grzech" lub na coś gorszenickiego — Drakula.

Bardzo trudno to wyjaśnić.

Trzeba zacząć od bardzo dawna. (Znów Jan.)

I. Grzech ma dwa skutki: (1) winę, (2) karę.

(1) Wina zmazana przez Rozgrzeszenie: wina — nic wspólnego z odpustem.

(2) Ale kara pozostaje.

Oczywiście pozostaje; choć protestanci zdają się tak nie uważać — np. pijak się nawraca.

Jedni są karani w tym życiu — inni w przyszłym: np. pijak… zamożny bankier… Stąd Czyściec.

Lecz możemy, jeśli chcemy, uprzedzić tę karę — na wszelkie sposoby.

Post… Człowiek żył bezecnie… nawraca się. Ale nie mogę sobie wybaczyć. Niekiedy jest zobowiązany — Restytucja… Niekiedy nie jest zobowiązany, ale chce — np. Jan zaniedbywał modlitwę. W przyszłości mówi: „Będę odmawiał Psalmy Pokutne raz w tygodniu." To jest udręka — Sam sobie ją narzuca, trwa przy tym.

Jasne tedy, że w przyszłym życiu ma mniej Czyśćca. Spłacił dług — lub jego część. To jest pewnego rodzaju odpust, który otrzymuje od Boga.

II. Kościół. — W dawnych wiekach Kościół nakładał surowe pokuty — dziesięć lat itp. Teraz nie nakłada — z różnych powodów (częściowo dlatego, że bardzo trudno je egzekwować). W tamtych epokach męczennicy prosili niekiedy o remisję; jakby mówili: „Oto ja cierpię — proszę cię, by darować temu człowiekowi ze względu na mnie" — i biskup to czynił. Miał za sobą orędownictwo męczennika.

Teraz pokuty nie istnieją, a więc więcej Czyśćca. Czy można się od niego uwolnić? Czy Kościół może definitywnie umorzyć? Nie. Brak jurysdykcji tam.

Lecz możemy się modlić, urzędownie… uroczyście przedstawiać Bogu, że ten lub ów grzesznik bardzo żałuje; że wiedzie dobre życie — że chętnie zadaje sobie trud, modli się itp. … i Kościół wierzy, że gdy tak czyni, modlitwy są wysłuchiwane. Dobrze.

Podobnie powiada: „Chcę się modlić za moje dzieci w Czyśćcu; ulżyć im w cierpieniach."

← wróć do odkrywania