*Lwów, w oktawie Narodzenia Najśw. Maryi Panny 1904*
*„Stanęłam na wszelkiej ziemi i między wszelkim ludem. I w każdym narodzie miałam przodowanie… I rozkorzenił am się w zacnym narodzie."*
Najdrożsi moi w Chrystusie i Maryi!
Jeszcze rok nie upłynął od czasu, kiedy Kapłani czytali wam orędzie „o czci Niepokalanej Boga Rodzicy", a już znowu przychodżę do Was z listem pasterskim o Najświętszej Pannie. Ale prawda, Ukochani moi, wy się temu nie dziwicie? Wszak o Maryi nigdy dosyć! Nigdy Jej godnie nie można uwielbi ć! Zresztą wartość człowieka i narodu mierzy się zawsze czcią, jaką matkę swoją otacza.
Lecz jest jeszcze drugi powód, dla którego w tym roku dzień św. Michała Archanioła obracam na Święto Królowej Aniołów. W tym dniu odbędzie się we Lwowie o godzinie czwartej po południu uroczysta procesya po rynku z cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej, przed którym w roku 1656 król nasz Jan Kazimierz obrał Maryę za Królowę ziem polskich, polecił siebie i całe królestwo Jej miłosierdziu, przysiągł cześć i chwałę Jezusa i Maryi z wszelką usilnością utrzymywać i pomnażać, a wreszcie zobowiązał się uroczystym Ślubem poprawić dolę ludu roboczego.
W procesyi tej wezmą udział wszyscy XX. Biskupi Galicyi, c. k. Namiestnik i Marszałek kraju, bogaci i ubodzy, ludzie z blizka i z dalekich stron naszej Polski. Podczas uroczystości wasz Arcypasterz wygłosi kazanie, po którem nastąpi publiczne odnowienie Ślubów i przysięga, że Jezusa na zawsze chcemy mieć swoim królem, a Maryę na zawsze swoją królową i że wszyscy starać się będziemy, aby każdemu stanowi w narodzie, a zwłaszcza ludowi i robotnikom stała się we wszystkiem sprawiedliwość.
Wy, Ukochani moi, chcielibyście z pewnością być wszyscy w onej chwili we Lwowie i rzucić się razem z Waszym Arcypasterzem do stóp naszej Królowej Łaskawej. Ponieważ to jednak jest rzeczą niemożliwą, abyście wszyscy przybyli do stolicy kraju, więc zarządziłem na dzień św. Michała w całej Archidyecezyi takie samo nabożeństwo, jakie odprawimy we Lwowie, w czasie którego kapłani odczytają wam z ambony moje kazanie. W ten sposób w dniu tym Świętym wszyscy będziemy zjednoczeni myślą, sercem, miłością.
W nauce mojej chcę przypomnieć godność i wielkość Maryi, dla której obok Syna „we czci stanęła na wszelkiej ziemi i między wszelkim ludem i w każdym narodzie miała i ma przodowanie."
Powtóre chcę przywie ść na pamięć, czem Marya była i jest dla narodu polskiego i jakie wszyscy mamy wobec naszej Królowej długi.
O Maryo! Lud Twój zebrany czeka, abym opowiadał Twoją wielkość i chwałę. Ja całą duszą czuję moją nędzę, kiedy mam mówić o Tobie. Więc Ty, Stolico mądrości, racz mię uzdolnić łaską wyprosz oną u Syna.
Marya razem z Synem i obok Syna stoi na czele tajemnic naszej religii. Święty Augustyn zwie Maryę pięknie dziełem wieczystej rady Bożej, bo w tej samej chwili, kiedy Syn Boży postanowił stać się człowiekiem dla zbawienia ludzkiego, Trójca Św. obrała Maryę za Jego matkę. Stąd, jak Chrystus „pierworodnym jest wszystkiego stworzenia", tak Marya pierworodna jest między ludźmi, a nawet Aniołami, bo pierwsza była w myśli Bożej, pierwsza w sercu Bożem.
Macierzyństwo Boże tworzy główną część istoty Maryi, jest też największą Jej godnością. Godność zaś ta tak wielka, że Święty Tomasz z Akwinu zwie ją „do pewnego stopnia nieskończoną." „Zaraz po Bogu, idzie być Matką Boga" powiada Albert Wielki. Mógł Bóg stworzyć większy świat, dodaje św. Bonawentura, ale większego już nic nad macierzyństwo Boże stworzyć nie mógł.
Nie robimy z Maryi Boga. Pamiętamy o tem, że Marya jest stworzeniem, a temsamem między Nią a Bogiem istnieje przepaść nieskończona, którą tylko miłość zapełnia. Ale równocześnie nie wolno nam ani na chwilę zapomnieć, że przepaść jest też między Maryą a resztą stworzenia, bo jak Bóg jest tylko jeden i jedyny w porządku niestworzonym, tak Marya, jako Matka Boga, jest jedna tylko i jedyna w porządku stworzonym. Tworzy Ona jakby świat osobny między Bogiem a resztą stworzenia i osobną hierarchię.
Z godności macierzyństwa Bożego płynie Świętość Maryi. Kogo bowiem Bóg na jaki urząd wybiera, tego też do tego urzędu przysposabia i wyposaża wszystkiemi potrzebnemi zaletami i łaskami. Im świętsza jest Marya, im wyżej Ją Bóg wyniósł Swymi darami, o tyle Jezus, Syn Boży, musiał mniej nisko zstąpić, stając się człowiekiem. Chcesz więc słyszeć, jak wielka jest Świętość Maryi? Otóż wiedz, że zbliża się ona do nieskończoności podobnie jak godność Maryi i chociaż ma granice, to umysł stworzony nie zdolny ich znaleźć! „Jeśli się raz powie o Świętości Maryi, że nie jest ona nieskończona, to potem można o niej już całą resztę powiedzieć i to co się powie, nigdy jeszcze nie jest dosyć. Jeden Stwórca może określić miary Jej Świętości" — woła Św. Bernardyn z Syeny.
Powiedziałem, że macierzyństwo Boże tworzy główną część istoty Maryi. Drugą częścią Jej istoty jest to, że jest matką wszystkich ludzi. Tylko jeden Bóg, który jest miłością i miłosierdziem, chce się szczęściem swojem podzielić ze stworzeniem, mimo że Go obraziło; jeden tylko Bóg mógł obmyśleć taką nieskończenie piękną kombinacyę, w której matka obrazonego jest równocześnie matką grzeszników, matką Sędziego — taką obydwu: pozwanych i winowajców.
Któż nie wie, czem jest matka w rodzinie? Serce matki to największe z dzieł Bożych w porządku natury. Dobra matka żyje tylko dzieckiem, żyje tylko dla dziecka. Znałem matkę, która ile razy w chorobę popadła, mawiała: „Mnie nikt uzdrowić nie potrafi, jeno obecność moich dzieci." Jeden z synów był kapłanem. Na wakacyach wydeptał on przy odmawianiu brewiarza ścieżkę w ogródku przy domu rodzicielskim. Raz przerwała mu matka pacierze i powiada: „Jutro już znowu odjedziesz i znowu będzie smutno w domu. Czy wiesz, w jaki sposób odpędzam smutek z serca po twoim odjeździe? Oto, kiedy wieczór już wszyscy się spać pokładą, biorę różaniec i chodzę po tej ścieżce, którą wydeptałeś i gdy skończę, spokój wraca, bo czuję dzieci moje bezpieczne w Sercu Jezusa i Maryi." Oto serce matki!
Matka jest dla dziecka pierwszą mistrzynią, najlepszym poradnikiem, w chwilach nieszczęścia ucieczką, oparciem. Nie opuści nawet dziecięcia trądem okrytego, nie wzgardzi niem, nawet wtenczas, kiedy cały świat się od niego odwraca. Między ojca a dzieci matkę postawił Bóg aniołem, aby obie strony zbliżyła do siebie, a w razie potrzeby miękczyła serce Ojca. Aby zrozumieć znaczenie matki, wystarczy popatrzyć na próżnię, jaką jej śmierć po sobie wytwarza. Chociażby mąż pozostały był najrozumniejszy i najsilniejszy, to on wobec swych sierot jest bezsilny, bezradny, bo dzieciom trzeba pieszczot matczynych — trzeba piersi matczynej.
Otóż tego arcydzieła jakiem jest matka, nie brak także w życiu nadprzyrodzonym, w religii chrześcijańskiej, na drodze do nieba, bo i to życie wiary ma swoje boleści i prace, swoje upadki i zguby z tą różnicą, że tu nie o byt skończony, ale o wieczność całą chodzi. I tu potrzebny łącznik między niebem a ziemią, i tu potrzeba niewiasty, któraby miękczyła serce Ojca niebieskiego na korzyść grzesznika. I tu potrzebna mistrzyni, podpora, przystań, ucieczka. — Jest nią Marya, matka wszystkich ludzi, a tyle wyższa od matki naturalnej, o ile niebo góruje nad ziemią, duch nad ciałem, wieczność nad przemijającą doczesnością.
A nazwa ta duchownej matki całej ludzkości, dana Maryi, nie jest próżnym tytułem. Marya jest naszą matką najprawdziwszą, bo zrodziła Jezusa, który uczynił wszystkich, co w Niego uwierzyli, swoimi braćmi (Rzym. 8, 29) i członkami swego mistycznego ciała (1 Kor. 6, 15), a temsamem przybranem i dziećmi Maryi. „Błogosławiony brat — woła Św. Bonawentura w myśl Św. Pawła — błogosławiony brat, przez którego Marya jest naszą matką i błogosławiona matka, przez którą Chrystus jest naszym bratem."
Marya jest naszą najprawdziwszą matką, bo uczestniczyła i współdziałała także w dziele odkupienia ludzi, karmiąc i strzegąc Chrystusa przez całe życie, a wreszcie stawiwszy ofiarę przed ołtarzem na Golgocie, gdzie odczuła i dzieliła z Jezusem rany gwoździ, tortury Jego pragnienia, gorycz naigrawania, smutek opuszczenia.
Jak Adamowi w raju Bóg uczynił w Ewie „pomoc jemu podobną" (Gen. 2, 18), aby była matką wszystkich żyjących, tak też i drugiemu Adamowi, Chrystusowi, Bóg dał pomoc Jemu podobną, aby się stała matką wszystkich ludzi, odrodzonych w krwi Jej Syna na dzieci Boże. Prawdziwą współpracowniczką Jezusową jest Marya w dziele odkupienia i zbawienia ludzi.
Aby zaś i najmniejsza w tym względzie nie powstała wątpliwość, że Marya jest naszą Matką, nadał Jej Jezus to miano w najuroczystszej chwili świata, kiedy na krzyżu odprawił krwawą Mszę Świętą. Wiecie, Ukochani moi, co wówczas Jezus powiedział do Maryi i co powiedział do Jana, który przedstawiał ludzkość całą. Powiedział, jak Święty Jan Damasceński pięknie uważa (w 2. kazaniu o Św. Janie), słowa, formą i skutecznością podobne do słów sakramentalnych, któremi w Wielki Czwartek ustanowił nam Najśw. Sakrament. W wieczerniku rzekł nad chlebem: „To jest ciało moje", nad winem: „To jest krew moja" i w tej chwili chleb stał się ciałem, wino krwią Jezusową. Potem dał je ludzkości na wieczny podarek.
Na krzyżu mówi: „Oto — czyli to jest matka twoja, — to jest syn twój." I tutaj słowa te jako Boga musiały mieć swą skuteczność, a więc sprawiły to, co oznaczały, czyli poświęciły Maryę na matkę całej ludzkości, a ludzkość na dzieci Maryi. Słowa bowiem Jezusowe nigdy nie były czczym frazesem, jak się to nieraz u ludzi zdarza, tem mniej mogły być prostym komplementem w chwili, kiedy spełniał najwznioślejszy akt swej władzy Arcykapłańskiej i swej największej miłości. Potężne te słowa: „Oto matka twoja", napełniły po brzegi serce Maryi niezmierną troskliwością macierzyńską, a owe: „Oto syn twój", serce ludzkości miłością prawdziwie synowską ku Maryi, a przytem zjednoczyły oba te serca już na wieki.
Marya zrozumiała intencyę Jezusa, i obok Jana ukochała całą ludzkość jako swoje dziecię. I Jan zrozumiał myśl Jezusową, bo zabierając Maryę do swego domu, nie nazywa siebie w Ewangelii imieniem własnem, ale wspólnem ucznia, które przystoi i przynależy każdemu chrześcijaninowi. — „Od onej godziny wziął ją uczeń na swą pieczę" (Jan 19, 27).
Jako matka Jezusowa i matka ludzi, jako łącznik między niebem a ziemią, jako pomoc i współpracowniczka Jezusowa w dziele odkupienia ludzkości, jest Marya także pośredniczką i pierwszą służebnicą Pańską w łask rozdawnictwie, o ile mianowicie wszystkie dobrodziejstwa i łaski duchowne i doczesne wyprasza i tym którzy ich pragną i tym nawet, co ich nie chcą i Maryę odrzucają. Mógł Bóg bezsprzecznie wszystkie łaski rozdawać ludziom wprost i bez pośrednictwa Maryi. Ale taka była i jest wola Boża i taki od Boga ustanowiony porządek, że dziś wszyscy ludzie i ci którzy znają Maryę i ci nawet, którzy Jej znać nie chcą, otrzymują wszystkie łaski i dobrodziejstwa duchowne i doczesne tylko przez ręce Maryi. Wiara katolicka w orędownictwo Maryi, nie oznacza bynajmniej nieufności w miłosierdzie Boże, ale tylko nieufność ku sobie samym z powodu naszej niegodności. Prosimy Maryę o pośrednictwo, aby Jej godność uzupełniła naszą nędzę. Jak Maryi w chwili wcielenia zawdzięczamy Jezusa, tak chciał Bóg, abyśmy zawsze Jego łaski zawdzięczali Maryi. Jezus zwiesza się na Niej jako kwiat na różdżce Jessego. Jeśli chcemy zerwać kwiat, musimy wprzód modlitwą nachylić, nakłonić ku sobie gałąź, która go dźwiga. To rozumiejąc katolik, do „Ojcze nasz" dodaje zawsze „Zdrowaś Marya" — bo Marya jako pośredniczka i szafarka łask Bożych, jest jakby sakramentem na każdą łaskę. Najwięcej zaś troszczy się Marya o los wielkich grzeszników, bo ci są najbiedniejsi i najbardziej Jej opieki potrzebują. Czytamy w Piśmie Św., że Booz pozwolił aby Ruth zbierała kłosy na polu przez żniwiarzy zostawione. I Maryi pozwala Bóg zbierać kłosy tj. ludzi zatwardziałych w grzechu, których nawet najgorliwszym kapłanom nie dały się ująć kazaniem i spowiedzią. Marya ich widzi, pamięta o nich, ciągle się za nimi wstawia, o łaskę nawrócenia prosi — prawdziwa dusz zbieraczka! Pełen ufności ku tej matce miłosierdzia, pisze pięknie Św. Bonawentura: „Chociażbym był na potępienie skazany, toby jeszcze Pan Jezus nie mógł mnie ostatecznie od siebie odstrasz yć, gdybym Go prawdziwie kochał i gdybym Go z całego serca szukał. Uchwycił bym Go rękam i moimi, przycisnąłbym Go do serca i nie puściłbym Go dopoty, dopókiby mi nie pobłogosławił i nie dałbym Mu oddalić się bez zabrania mię z sobą. A gdybym już więcej nic zrobić nie mógł, tobym się w ranach Jego Świętych ukrył i sprawiedliwość Jego dosięgnąćby mnie nie mogła póty, pokibym wytrwał w tem najświętszem ukryciu. A gdyby mnie nawet mój Zbawiciel z powodu ogromu grzechów moich od siebie odepchną ł, to poszedłbym rzucić się do nóg Matki Jego Najświętszej i nie ruszyłbym się stamtąd, pokiby mi przebaczenia nie wyjednała."
A wyjedna z pewnością, bo Marya pełna litości dla ludzi, jest przemożna u Pana Boga. Czy wiecie jak daleko Ojcowie Kościoła posuwają władzę Maryi? Aż do wszechmocy. Nie gorszcie się, Ukochani moi, temi słowy! Ja pewnie was nie chcę uczyć bałwochwalstwa. Wszechwładną jest Marya, ale wszechwładną błagalną, wszechwładną na kolanach zdobywającą nam miłosierdzie Boże. „Od tego czasu, kiedy Marya wyrzekła »fiat«, powiada nasz Birkowski, to w takiej wadze jest »fiat« Panny Najświętszej w niebie, iż niemasz tej łaski, tego daru któryby schodził inaczej na ziemię, jak przez »fiat« Panny błogosławionej Maryi."
W tej myśli też śpiewa o Maryi największy poeta włoski: „O niewiasto, tak jesteś wielka, tak potężna, że ktokolwiek pragnie dostąpić łaski, a nie ucieka się do Ciebie, chce, żeby jego pragnienie bez skrzydeł wzlatywało do nieba!"
I nie może być inaczej, bo jeśli miłość Chrystusa ku ludziom jest niczem niezasługiwanym darem i łaską, to miłość Jego a temsamem spełnienie Jej próśb jest obowiązkiem, co prawda, nie trudnym do wypełnienia, bo serce i życzenia Najświętszej Panny regulują się i miarkują stale wedle pragnień serca Bożego.
Pamiętam ja, że warunki życia, na których urządzona jest społeczność niebieska, w niejednem odmienne są od warunków życia ludzkości na ziemi. Czytam bowiem w Piśmie Św., że cierpienie i śmierć straciły już swą moc nad Chrystusem w niebie, bo już nie może cierpieć ani umierać; ale nigdzie nie czytam, aby Chrystus był się wyzbył najlepszego serca synowskiego, żeby Marya nad Nim była utraciła swą moc, swój wpływ.
Wiem też, że matka ziemska, kiedy jej syn królewski dojdzie do pełnoletności, i włoży na głowę koronę, staje się pierwszą jego poddanką. I w niebie Marya pierwszą jest poddanką Syna, który już zamienił wieniec ciernio wy na koronę chwały. Z drugiej strony nie wolno nam jednak zapominać, że jeśli gdzie, to w niebie miłość naczelnem i podstawowem jest prawem, że temsamem Marya najbardziej tam jest umiłowana, a więc Jej prośba, modlitwa u Syna, tak jak rozkazem.
Otóż taka jest godność i urząd Maryi, taka Jej Świętość, taka moc u Boga. To są też katolickie czyli powszechne pobudki, dla których w kościele cześć Maryi rośnie i rosnąć będzie dalej z pokolenia na pokolenie, czyli powody, dla których „stanęła na wszelkiej ziemi i między wszelkim ludem i w każdym katolickim narodzie miała i mieć będzie przodowanie." O ile bardziej, — powtarzamy, — jakie stworzenie podobne jest do swego Stwórcy i im ściślej jest zjednoczone z Bogiem-Człowiekiem, o tyle wyższa jest jego godność i wznioślejsze jego stanowisko w religii. A ponieważ Najśw. Panna z wszystkich stworzeń najbardziej łaską upodobniła się do Stwórcy i najbliższa jest Synowi Bożemu, najściślej z Nim zjednoczona, więc też Kościół, ludzkość cała, winny Maryi składać osobną, szczególną cześć religijną, jaką zresztą żadnemu Świętemu się nie należy, a która mniejsza jest tylko od czci, należnej Trójcy Przenajświętszej.
Nie lękać się nam zaś, że cześć Maryi może w czemkolwiek przyćmić, zmniejszyć cześć Boga Chrystusa. Przeciwnie, miłość ku Bogarodzicy jest najlepszym termometrem miłości ku Jej Synowi; w miarę jak pierwsza rośnie, podnosi się i druga, bo katolik rozumie, że „nad wszelkie hołdy pożądańszą i milszą Maryi jest rzeczą to, abyśmy należycie znali i miłowali Jezusa" — zauważa pięknie Pius X. Marya jest jakby monstrancyą, ukazującą nam ciągle Jezusa ku czci publicznej.
Słowem, Chrystusa i Maryę, matkę i Syna, sam Bóg złączył ściśle i nieodmiennie we wspólności życia i w czci wspólnej — a co Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza!
„Co Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza."
Bóg także połączył Maryę i nasz naród wspólnotą życia, radości i smutków, jakie ono niesie.
Czytając słowa Eklezjastyka, iż Marya „rozkorzenił a się w zacnym narodzie", któż z nas nie odnosi wrażenia, że mowa tu o stosunku Bogarodzicy do naszej Polski? Rozkorzenił a się Marya u nas, jak nigdzie indziej, bo wraz z wiarą katolicką Jej cześć weszła w sam rdzeń narodu, stała się częścią składową duszy polskiej, wycisnęła swe znamię na zwyczaju naszym i obyczaju. Naród nasz — nie waham się tego powiedzieć — jest pomiędzy wszystkimi narodem najbardziej Maryańskim. Historyja nasza, przez długie wieki, jest jakby historyją Maryi w narodzie. Między Maryą a narodem stanął jakby sojusz na dobro i złą dolę.
Do Kijowa wdarła się dzicz tatarska. Święty Jacek usłyszawszy, że nieprzyjaciel jest w mieście, chciał ocalić przynajmniej Najśw. Sakrament. Bierze go tedy z ołtarza i ucieka. Wtem słyszy, wedle podania, głos od statuy Najświętszej Panny: „A Mnie, synu, tu zostawiasz? — weź Mię z sobą! Syn Mój ulży ci ciężaru!"
W każdym razie pewne, że Marya tak mówiła co dzień do duszy narodu, odkąd tylko chrzest przyjął: „Weź Mię z sobą na drogę twego życia dziejowego! Weź Mię z sobą, a Syn Mój ulży ci ciężaru!"
I wziął Maryę naród z sobą, jako swoją Opiekunkę i Panią i śpiewał Jej pieśń chwalebną „Bogarodzica", którą słusznie nazwano katechizmem polskim, hymnem ojczystym, pierwszem pisanem prawem Polski; śpiewał ją w pokoju i na wojnie, śpiewał przez usta pielgrzymów Hozyjuszowi w Rzymie. Obok zaś tego hymnu wyśpiewała dusza polska za przykładem Świętej Kingi i błogosławionego Jakoba Strepa w ojczystym języku tyle pieśni ku czci Niepokalanej, na ile się żaden inny lud katolicki nie zdobył. Niemasz też prawie u nas poety od dawnych do najnowszych czasów, któryby z myśli ojczystej nie był utkal korony na skronie Maryi, a przynajmniej wieńca kwiatów polnych nie był złożył z natchnień wieszczych u stóp Panienki Najświętszej. Zjawisko chyba jedyne na świecie!
Wziął Maryę naród z sobą i fundował ku Jej czci katedry, kościoły i klasztory, zdobił Jej wizerunkiem domy w przekonaniu, któremu dał wyraz tak szlachetnie i pięknie, przed laty kilkudziesięciu, mieszczanin krakowski. Gdy mu radzono, aby z domu swego w rynku usunął stary obraz Najświętszej Panny, odpowiedział: „Obraz Maryi niczego nie szpeci, owszem wszystko zdobi."
I dawni mieszczanie lwowscy, z rajcami na czele, tejsamej byli myśli, bo nad bramą ochronną, Krakowską zwaną, umieścili statuę Niepokalanego Poczęcia; na furcie zaś w murach miejskich poza kościołem Jezuitów była rzeźba, wyrażająca również Niepokalanie Poczętą, u której stóp leżał lew, przedstawiający miasto Lwów, z podpisem: „Hac praeside tutus", to jest: „Pod Maryi obroną gród jest bezpieczny."
Tak czuł i wierzył dawny Lwów, w którego murach ani jedna herezya nie powstała, który zawsze był wierny Maryi i Stolicy Świętej, za co odwdzięczając się Sykstus V dał mu swój herb: trzy góry i gwiazdę nad niemi i pozwolił połączyć go z dawnym herbem, tj. z lwem, stojącym w bramie miasta. Cześć naszemu miastu za wszystko, co uczyniło w obronie Niepokalanie Poczętej i co jeszcze czyni ku Jej czci! Niech na zawsze zostanie grodem najbardziej katolickim!
Wziął Maryę naród z sobą: pościł w Jej wigilie; uroczystości Najświętszej Panienki obchodził z weselem jako święta rodzinne; na głos dzwonu mówił Anioł Pański; pierś zdobił szkaplerzem; rękę umacniał do spełnienia obowiązku różańcem, obrazy Jej pokrył dyamentami, osypał perłami.
Ze czci ku Maryi wyrosła królewska kaplica Wniebowzięcia Najśw. Panny na Wawelu, dokąd dzieci królewskie i królowie schodzili się śpiewać pieśni razem ze śpiewakami katedralnymi, podczas gdy kanonicy maryańscy, w ślad za mistrzami starej szkoły Jagiellońskiej, chwalili Niepokalanie Poczętą Godzinkami w kaplicy króla Stefana.
Brał też naród Maryę na wszystkie wojny z sobą, jako wał obronny i puklerz mocny. Za najświętsze hasło bojowe miał imiona: Jezus, Marya!
Słowem, cała Polska zaciągnęła się w Jej służbę: i wielmoże duchowni i świeccy, rycerstwo i szlachta, mężczyźni i niewiasty, mieszczanie i lud siermięzny, co jak dziecię rzucał się Jej do stóp, śpiewając: Matko pociesz, bo płaczemy, Matko ratuj, bo giniemy!
A Marya co na to? Dotrzymała słowa.
Za Jej przyczyną Syn Boży ulżył nam ciężaru. W Wiślicy Łokietek wołał do Niej o pomoc i usłyszał odpowiedź: Surge, Spera, vinces! — wstań, ufaj, zwyciężysz! I zwyciężył. Jeszcze wcześniej Kazimierz Odnowiciel uciekł się pod Jej obronę, aby utracone odzyskać ojców dziedzictwo, i nie nadaremno. Najgenialniejszy wodzowie w narodzie Jej przyczynie przypisywali swoje zwycięstwa. Na prośbę Matyi Bóg nosił nas na skrzydłach orlich i tak umocnił ramię naszych ojców, iż „jeden ścigał tysiąc, a dwóch w tył obracało dziesięć tysięcy" (Deuter. 32, 30), że Papieże nazwali nas żołnierstwem Chrystusa, a cały świat chrześcijański z podziwem wskazywał na nasze zwycięstwa, mówiąc: digitus Dei est hic — widocznie jest z nimi Bóg! Najpiękniejsze karty naszych dziejów, od Lignicy po Chocim i Wiedeń, są prawdziwie „księgą wojen Pańskich" (Num. 21, 14), a Polska nasza prawdziwie była „Polską Bożą, winnicą i Królestwem Bożem", jak ją pięknie Kościół nazywa w kapłańskich pacierzach dziękczynnych za zwycięstwo pod Chocimem.
Ale chyba nigdy jawniej Marya nie okazała się naszą obroną, jak kiedy ojczyzna za króla Jana Kazimierza w podwójnym znalazła się ucisku, szarpana w swem wnętrzu wojnami domowemi, a równocześnie powalona mieczem obcym. Zdawało się, że już wszystko stracone — i wolność i wiara i honor narodu. Ludzie nas opuścili, Bóg tylko nam został i Najświętsza Panna.
Lwów posiadał wówczas w swych murach obraz Matki Bożej łaskami słynący. Umarli i żywi, możni i lud biedny, tysiącami w województwie ruskiem usty i wotami świadczyli, że przed tym obrazem Bóg hojniej niż gdzieindziej na prośbę Maryi daje łaski duszne i cielesne. W czasie oblężenia Chmielnickiego mieszczanie lwowscy dniami i nocami oblegali Maryę w tym obrazie i z wdzięczności za ocalenie umieścili przy nim w kaplicy Domagaliczów srebrną tablicę z napisem: „Maryę, straszną jak zastęp wojsk uszykowanych, poczuli Tatarzy i Kozacy zbuntowani. Senat i lud lwowski uznaje i kornie wielbi Maryi opiekę w oswobodzeniu miasta od oblężenia roku Pańskiego 1648."
Był to więc wizerunek wypróbowany, że tak powiem, cudami.
Mówię: „wypróbowany." Albowiem, jak na drodze doświadczenia nabieramy wiadomości, że w niektórych warem kipiących źródłach Bóg zamknął lecznicze pierwiastki, tak też z rozlicznych pomyślnych, a nadzwyczajnych skutków modlitwy wierni nabywają wiary, że nie obraz sam, ale Bóg na prośbę Maryi w pewnym obrazie czczonej, szczodrze i rychło rozdaje łaski. Dlaczego zaś Bóg i Marya to lub owo miejsce, ten lub ów obraz więcej sobie upodoba li niż inny i jakby do nich przywiązali swe miłosierdzie, nie wiemy. Są to Boże tajemnice, których człowiek rozumem nie zg łębi, jak nie zgłębi i nie rozwiąże pytania, dlaczego Bóg w jedną roślinę raczej włożył siłę uzdrawiającą, podczas gdy drugiej kazał śmiertelny jad wyrabiać.
Otóż do tego obrazu Najśw. Panny Łaskawej przypadli pierwszego kwietnia 1656 r. król, biskupi i wojsko i obrali uroczyście Maryę Patronką i Królową narodu polskiego, ślubowali po wieczne czasy szerzyć i utrzymywać w narodzie cześć Chrystusa i Jego Matki, nie dać więcej powodu do łez wieśnianom i wymierzyć im sprawiedliwość, a w zamian za te obietnice błagali, by Marya dokonczyła, co tak szczęśliwie rozpoczęła w Częstochowie, to jest: żeby nieprzyjaciół aż do ostatniego wyścigała z ojczyzny.
Wiadomo wam, Ukochani moi, jaka odmiana zaszła w naszych ziemiach po tych Ślubach, którymi król publicznie i z urzędu przyznał Maryi tytuł królewski, wypisany już od dawna w sercu narodu.
„Oto odnowił Pan dni nasze jako z pierwu." (Tren. 5, 2). A z wdzięczności za to cały naród śpiewał Maryi stokroć słuszniej, niż niegdyś lud izraelski Judycie: „Tyś chwała Jeruzalem, Tyś wesele izraelskie, Tyś cześć ludu naszego… ręka Pańska posiłiła cię i dlatego będziesz błogosławiona na wieki." (Judyt. 15, 10, 11).
Potem król Jan uprosił jeszcze w Częstochowie dzień chwały pod Wiedniem, gdzie pokazaliśmy, że byliśmy chcieli, to moglibyśmy byli na zawsze być narodem pierwszym na świecie, jeśli nie liczbą, to zasługą u Boga i ludzi.
I w wieku osiemnastym Marya nas nie opuściła, tylko myśmy Ją opuścili, zapomnieli. „Nie było prawdy", możemy powtórzyć za Ozeaszem Prorokiem (4, 12), i nie było miłosierdzia i nie było znajomości Boga na ziemi naszej. Złorzeczenie i kłamstwo i mężobójstwo i kradziestwo i cudzołóstwo wylało z brzegów, a krew się krwi dotknęła." A za odstępstwem tem przyszło, co dalej prorokował Ozeasz (4, 3): „Płakać będzie ziemia."
Zgrzyt fałszywie pojętej wolności, wedle której na jedno tylko była zgoda, — aby się nie zgadzać; śpiewki pijackie, brzęk grosza judaszowego, śmiech szyderczy z przysięgi małżeńskiej, przygluszały pienia ku czci Maryi, które utrzymały się jeszcze w ustach ludu.
Co potem nastąpiło, wszyscy wiemy. „Ojcowie jedli jagodę kwaśną, a zęby synów ścierpnęły." (Jerem. 31, 29). Potrącają nami na własnej ziemi. Dzieciom naszym miejscami zabraniają mówić Zdrowaś Maryo w ojczystym języku. Nasadzają się, aby nazwę Królowej Korony Polskiej wygładzić z Litanii.
Czy już tym razem niemasz ratunku? Żyje Jezus! Żyje Marya! Wiara Święta uczy nadziei. Jest ona, jak pięknie Św. Paweł powiada, podstawą rzeczy tych, których się spodziewamy, wywodem rzeczy, których jeszcze nie widzimy.
Niejednemu, a może i wszystkim już się ten czas nawiedzenia dłuży, bo już długo „czekamy pokoju, a nie było dobra, czasu uleczenia, aliści oto trwoga." (Jerem. 8, 15). Ale czy wszystko uczyniliśmy, co w naszej jest mocy, aby zmyłowanie Pańskie przybliżyć?
„Jeśliś co ślubował Bogu, woła mędrzec Pański, nie omieszkajeż spełnić. Daleko lepiej jest nie ślubować, niżli po Ślubie obietnicy nie spełnić." (Eklezy. 5, 3, 4). Śluby Jana Kazimierza to dług narodowy, zaprzysięzony publicznie. Ciąży on na każdym stanie, na każdej rodzinie i każdej jednostce.
Dług ten dwa główne na nas nakłada zadania. Po pierwsze: utrzymywać i pomnażać na wszystkich ziemiach naszych cześć i chwałę Zbawiciela i Najświętszej Jego Matki, jako Królowej i Pani narodu. Powtóre: przyznanie ludowi wszystkich jego praw, aby wszystkie mógł wypełnić obowiązki.
Otóż czy wszyscy szczerze do tej podwójnej, a nierozdzielnej pracy się zdamy? Dziękuję Bogu i z wdzięcznością stwierdzam publicznie, że w bardzo wielu rodzinach wiara u nas się pogłębiła, bo nie tylko dzieci i niewiasty, ale i mężczyźni wszystkich stanów jawnie garną się do Świętych Sakramentów. Coraz więcej u nas mężczyzn szlachetnych, którzy radziby wszystkie instytucye publiczne oprzeć na prawie Bożem, bo za pierwszy obowiązek mają szczerą, niezłomną, publiczną i narodową wiarę w Chrystusa i cześć Najświętszej Panny!
Ale są u nas też ludzie liberalni, co znaczy, w dosłownym przekładzie wyrazu, niby „hojni", którzy godzą się na miłość Boga, byleby w niej nie było fanatyzmu, jak mówią, jak gdyby kiedy Boga można zbytkiem miłości i zanadto ukochać. Są ludzie, co niby słuchają Stolicy Świętej, ale warunkowo, to jest: o ile Stolica Święta powolną się okaże i spełni ich żądania.
A jeszcze smutniej — mówię to z największym bólem duszy, — a jeszcze smutniej, że znaleźli się także u nas ludzie, co wykrzywiają usta niewiara, maczają pióro w bluźnierstwie i brudzie, co rzucają w serca młodzieży wątpliwości, czy wogóle zda się na co przyzywa ć pomocy Maryi — słowem, co w otwartym buncie oddzielają Królestwo od niebieskiej naszej Królowej! Co im Marya kiedy złego uczyniła?
Otóż niekatolicką robotę tych ludzi, co w sercu społeczeństwa wiarę i Kościół polskiemi chcą rozebra ć rękami, zwalczać, udaremniać, powinnością jest świętą nie tylko duchowieństwa, ale wszystkich stanów i zawodów w narodzie!
Tak mało mamy przyjaciół między ludźmi, więc Pana Boga przez coraz wierniejszą służbę czyńmy sobie dłużnikiem, u Maryi przyjaźni sobie powiększajmy! — „Na religii, na znajomości prawego Boga i służbie Jego osadźmy naród, — wołam słowami Skargi, — i tak się starajmy z religią zespolić i ożenić, jak fundament z budowaniem, które na nim polega i bez niego upada."
Obowiązek konfederatów barskich, że każdy Wiary Świętej katolickiej życiem i krwią obligowany jest bronić, niech będzie także obowiązkiem naszym! Orzeł polski, na którego szyi Papież przed wyprawą pod Chocim umieścił krzyż z napisem: „Pro gloria crucis" — niechaj krzyża nigdy nie zrzuci! Hasło nasze generalne niech będzie na zawsze: „Jezus, Marya!"
Co się tyczy drugiej części Ślubów Jana Kazimierza, wszyscy wiemy, że położenie ludu w niejednem się na lepsze odmieniło. Nikt dziś ludem nie gardzi, wszyscy pragniemy dlań oświaty, dobrobytu. Pracy nad ludem nie brak, bo wszyscy wiemy, że w siermięgę owinieta jest lepsza przyszłość narodu.
Tylko, że jedni chcą tej lepszej przyszłości z Bogiem, drudzy choćby bez Boga; jedni niosąc ludowi kaganiec oświaty, nie gaszą przed nim lampy wiary — inni przypuszczają i rozpalają obok płomienia oświaty jeszcze tylko ogień nienawiści i zemsty: jedni w zgodnej wszystkich stanów pracy starają się ziścić chrześcijański ideał społeczny, aby każdy rolnik i robotnik, co chce pracować, miał chleb dostatni i mógł wieść z rodziną żywot godny człowieka — ale są i tacy, którzy wołają na lud i rzesze robotnicza: Stań osobno i wydrzej przemocą i choćby grzechem słuszne i niesłuszne prawa; jedni idą w lud z bezinteresowną miłością ku niemu — inni na ustach mają dobro ludu, a w sercu chęć wyniesienia się kosztem ludu.
Otóż daj, Boże, aby ci, którzy na niwie ludowej sieją niewiarę, co rychlej nawrócili ze złej drogi; oby zrozumieli, iż z wszystkich nienawiści najsroższą jest Kainowa, braterska; oby starali się wymieść z duszy owo licho, co nikogo nie uszanuje nad sobą już dlatego, że drugi jest wyżej postawiony, że musi rozkazywać i władzę wykonywać, bo ten anarchizm już raz o śmierć przyprawił całość rzeczypospolitej.
Pomnóż Boże, szeregi tych pracowników ludowych, co wierzą jak lud, ufają jak lud, — stroją ściany domów swoich w obrazy Najśw. Panny jak lud, — cenią sobie i odmawiają ochotnie różaniec jak lud. Daj mężów i niewiasty, coby świecili powagą obyczajów, hojnością na cele publiczne, miłością dla każdej piędzi ziemi ojczystej, coby byli dobrymi sąsiadami, przyjaciółmi, rzetelnymi obrońcami ludu roboczego.
Daj także Boże, abyśmy wszyscy zawsze stosowali do siebie obowiązki i przykazania chrześcijańskie, a nie tylko żądali, aby je drudzy wobec nas wypełniali — i żeby w ten sposób wszystkie stany, silne serc jednością, uiściły się w całości ze Ślubów królewskich!
---
Czem zakończę moje orędzie? Wiem, czem je zakończę.
Pójdę za przykładem Proroka i za skinieniem Namiestnika Chrystusowego, który niedawno chwalił nam to publicznie, że u Maryi, Królowej Korony Polskiej, szukamy ratunku.
Prorok Ezdrasz powrócił był do Jerozolimy z resztkami swego ludu z niewoli babilońskiej. Ma z tych niedobitkow urządzić nową społeczność. Od czego zaczyna? Od wznowienia przymierza z Bogiem. Zwołuje lud przed Świątynię i powiada: „Dajcie teraz wyznanie Panu Bogu ojców waszych, a uczyńcie upodobanie Jego." I odpowiedziało wszystko zgromadzenie i rzekło głosem wielkim: „Tak się niechaj stanie!" (Ezdr. 1, 10, 12).
I ja, niegodny sługa Pana mojego, nic w tej uroczystej chwili nie umiem poradzić lepszego, jak, abyśmy wszyscy, kapłani i świeccy, mężowie i niewiasty, odnowili przymierze z Bogiem Ojców naszych i z Maryą Matką naszą!
Królowo i Pani nasza! „Podnieś wokóło oczy Twoje, a oglądaj: Ci wszyscy zgromadzili się, przyszli do Ciebie! Synowie Twoi z daleka przyszli — i tylko dla Ciebie przyszli — a córki Twoje z boku powstały!" (Izaj. 60, 4). Przyszli odnowić przysięgę poddańczą, że Jezusa, Syna Twego, chcą mieć zawsze swoim Królem, a Ciebie, Matuchno ukochana na zawsze swoją Panią i Królową! Chcą Cię uprosić, żebyś nas dalej uważała za swoją własność, „abyś Ty panowała nad nami i Syn Twój, gdyżeś już nieraz wybawiła nas z ręki Madyan!"
Głosem wielkim wołamy zebrane tu wszystkie stany:
Wielka Boga-Człowieka Rodzico i Panno Najświętsza!
My lud Twój (z wszystkich ziem Polski) tutaj zebrany, padamy do stóp Twoich najświętszych (przed Twoim łaskami słynącym obrazem) i jak niegdyś król nasz Jan Kazimierz, Ciebie za Patronkę naszą i za Królowę narodu dzisiaj ponownie obieramy i wszystkie ziemie, miasta i wsie nasze Twojej osobliwszej opiece i obronie polecamy i miłosierdzia Twego w teraźniejszem naszem utrapieniu pokornie żebrzemy.
A że wielkiemi dobrodziejstwy Twemi pobudzeni, płoniemy wszyscy nową i najszczerszą chęcią służenia Tobie, więc przyrzekamy też i na przyszłość Synowi Twojemu, Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi i Tobie Najświętsza Panno, że cześć Waszą i chwałę przenajświętszą zawsze po wszystkich ziemiach naszych — z wszelką usilnością pomnażać i utrzymywać będziemy.
Starać się też usilnie będziemy, aby wszystkim stanom, a zwłaszcza ludowi i robotnikom stała się sprawiedliwość i żebyśmy wszyscy jednem byli sercem, jedną duszą.
Spraw to, Najmiłosierniejsza Pani i Królowo nasza, abyś taksamo, jakoś nas natchnęła do odnowienia tego Ślubu, także nam pomoc u Syna Twego uprosiła do wypełnienia tego, co ślubujemy. Amen.