*Kazanie wygłoszone 3 maja w kościele św. Wincentego Ferrera.*
*„Cała piękna jesteś, umiłowana moja, i nie ma w tobie zmazy ni najmniejszej skazy."*
Słowa te znajdują się w Pieśni nad Pieśniami Salomona, a święty Kościół katolicki odnosi je do duszy i ciała Najświętszej Dziewicy Maryi. W Piśmie Świętym król przemawia do swojej oblubienicy tymi słowy. Król ów nie jest nikim innym jak samym Bogiem Wszechmogącym, i zaiste, gdy pośród wszystkich córek ludzkich pytamy siebie, kto był oblubienicą Boga Wszechmogącego, musimy bezzwłocznie odpowiedzieć: Dziewica Matka, która porodziła wiecznego Boga, uczynionego człowiekiem. Gdziekolwiek zatem Pismo Święte i natchnione pisma Starego Zakonu mówią słowa miłości i wyrażają przymioty przynależne oblubienicy, odnoszą się one wprost do Najświętszej Dziewicy Maryi. Spośród wielu darów i łask, które prorok w niej dostrzegał i z których jej winszował, są i te: mówi nam, że ujrzał ją po prawicy króla w złotej szacie, otoczoną wszelką rozmaitością; że wszelkie piękno i wdzięk jaśniały na niej; lecz nadto powiadał, że przed jego oczyma stanęło widzenie tak doskonałej czystości, tak doskonałej niepokalności, że napełniony Duchem Świętym i radością Bożą zawołał: „Cała piękna jesteś, umiłowana moja, i nie ma w tobie zmazy ni najmniejszej skazy."
Oto, najdrożsi, pierwsza wielka łaska, jaką Dziewica nad Dziewicami otrzymała w pierwszej chwili swego istnienia. Kiedy rozważamy więź, jaką wcielenie naszego Boskiego Pana nawiązało między Najświętszą Dziewicą Maryją a Bogiem Wszechmogącym — mianowicie, że miała być Matką Bożą, że On, biorąc od niej swoją świętą ludzkość, miał być z nią zjednoczony tak, by być ciałem z jej ciała i kością z jej kości — że miał być całkowicie jej, jak dziecię należy do matki przy narodzeniu — i że w tej nowej relacji swojego człowieczeństwa nie miał doznać najmniejszego uszczerbku w swojej własnej nieskończonej świętości, przynależnej Mu jako Bogu — gdy rozważamy to wszystko i widzimy tę przerażającą bliskość, w jaką stworzenie zostaje przywiedzione do Boga Wszechmogącego w tej tajemnicy odkupienia człowieka, pierwsza myśl, jaka nasuwa się umysłowi, jest następująca: wiem, że albo Bóg musiał utracić coś ze swojej świętości, albo też stworzenie, które wybrał na swoją Matkę, musiało być całkowicie czyste, całkowicie święte i dlatego zdatne, by być Matką Bożą — albo Bóg musiał wyrzec się części swojej świętości, przychodząc osobiście do grzesznicy, przyjmując skażoną krew, biorąc od niej tę naturę, która nam przynależy, która była naturą złamaną, zniekształconą i skrzywioną, skażoną grzechem i, jeśli wolicie, przesyconą grzechem — bo cóż jest w końcu dzieje ludzkich, jak nie kronika grzechu — albo Maryja musiała być bez grzechu. Lecz gdyby Bóg Wszechmogący wziął tę naturę od kogoś, kto nosił w swojej krwi osobistą skazę grzechu powszechnego, musielibyśmy stwierdzić, że Bóg Wszechmogący naraziłby tym samym na szwank swoją własną nieskończoną świętość — co więcej, że uczynił więcej niż to, że zaprzeczył własnemu słowu; słowo Boże bowiem głosi, że nic skalanego, nic skażonego nie przybliży się do Boga Wszechmogącego. Dusza, która odchodzi z tego świata z najmniejszą choćby skazą grzechu, musi zapłacić do ostatniego grosza i oczyścić się do doskonałej czystości, zanim zdoła choć przelotnie ujrzeć Boga w niebie. A jeśli ta niepokalność i czystość jest konieczna nawet po to, by móc oglądać Boga, och, pomyślcie zatem o czystości i niepokalności, jaka musiała być konieczna nie tylko po to, by oglądać Boga, lecz by przyjąć Go do swojego łona, by dać Mu to samo życie ludzkie, którym żył, by dać Mu tę samą naturę, którą wziął i zjednoczył z Sobą w jedności swojej własnej Boskiej Osoby — by dać Mu to człowieczeństwo, które dosłownie uczynił swoim własnym. Jakiejż nieskończonej czystości, jakiejże doskonałej niewinności i niepokalności to wymagało, chyba że gotowi bylibyśmy uznać, iż Bóg Wszechmogący wszedł w osobistą styczność z grzesznicą i dopuścił tym samym, by coś nieczystego zetknęło się z Nim. Lecz nie; tajemnica, która przyniosła Przedwiecznemu Synowi Bożemu tyle cierpienia, tyle upokorzenia, tyle smutku i bólu, nie przyniosła Mu żadnego kompromisu z grzechem, żadnej zmazy Jego własnej nieskończonej świętości, nie poniżyła Go ani trochę poniżej owej miary nieskończonej świętości, która jest Jego istotą i naturą jako Boga. I dlatego konieczne było, aby Ten, który przychodził odkupić grzeszny ród, znalazł w tej jednostce owego rodu, od której wziął swoją najświętszą ludzkość, doskonałą czystość i nieskazitelność.
Co więcej, wiemy, że Bóg Wszechmogący nigdy jeszcze nie powołał żadnego stworzenia do jakiejkolwiek godności ani żadnego urzędu, nie udzielając temu stworzeniu łask odpowiadających wielkości, wspaniałości i obowiązkom, które na nie nałożył. Stąd też, kiedy miał stworzyć Proroka Jeremiasza, kiedy miał go uczynić prorokiem, tchnąć w jego umysł swoje Boskie natchnienie, kiedy miał posłać tego człowieka, by ogłaszał narodom Jego gniew — Pismo Święte wprost nam donosi, że uświęcił tego człowieka w łonie matki jego, jeszcze przed narodzeniem, i że niemowlę-prorok przyszło na ten świat bez najmniejszej zmazy grzechu. Słuchajcie słów Pisma Świętego: „Słowo Pańskie doszło mnie i rzekło: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię; zanim wyszedłeś z łona, poświęciłem cię i uczyniłem prorokiem dla narodów." Podobnież, gdy Bóg Wszechmogący stworzył człowieka, który miał osiągnąć najwyższą godność pośród proroków — to jest nie tylko zwiastować przyjście Boga, lecz wskazać Boga pośród ludzi w Osobie Jezusa Chrystusa — Jan Chrzciciel, stworzony dla tego wzniosłego i świętego celu, stworzony, by być pośród ludzi tym, czym Gabriel Archanioł był dla Maryi — to jest zwiastunem Bożych zamysłów — Bóg uświęcił go w łonie matki jego i Jan Chrzciciel narodził się bez grzechu. Jeżeli Bóg Wszechmogący uświęca człowieka przed narodzeniem, uprzedza sakramentalne odrodzenie przez obrzezanie, uświęca go przed sakramentem, jak w przypadku Jeremiasza i Jana Chrzciciela — i to jedynie dlatego, że ów człowiek powołany był do głoszenia słowa Bożego — och, najdrożsi, z pewnością musiała istnieć jakaś wyróżniona świętość, jakaś szczególna łaska zachowana dla Maryi, tak dalece wyższa od łaski proroka i przywileju Poprzednika, jak urząd Maryi przewyższa ich urzędy. Jeremiasz miał jedynie obwieszczać słowo Boże, mu objawione. Maryja miała porodzić Słowo Boże, wcielone w swoim niepokalanym łonie. Jan Chrzciciel miał wskazać Go i powiedzieć: „Oto Baranek Boży." Maryja miała trzymać Go w swoich ramionach i powiedzieć światu: „Ten Baranek Boży, który ma zbawić wszystkich ludzi, jest moim Synem." I dlatego, skoro jej urząd przewyższał godność proroka, kaznodziei i Poprzednika, skoro jej dostojeństwo tak dalece przekraczało wszystko, co niebo i ziemia mogły kiedykolwiek poznać lub wyobrazić sobie w stworzeniu, tak Bóg Wszechmogący zachował ją jedną, spośród wszystkich, co stworzył na tej ziemi, abyśmy poczęta, podobnie jak narodzona, była bez grzechu — by ten nurt grzechu, który dotknął nas wszystkich i swoim dotknieniem nas skalał, nigdy nie zbliżył się i nie pokalał niepokalanej Maryi — by ów grzech, który w Adamie wmieszał się w naszą krew i jej strumieniem dotarł do żył serca każdego dziecięcia tej ziemi, nigdy nie przepłynął przez niepokalane żyły, które dostarczyły Jezusowi Chrystusowi krwi, którą zmył grzech świata. Dlatego Bóg Wszechmogący od wieków miał o tym zamysł i przezorność. „Pan posiadł mnie na początku swoich dróg, przed swymi dziełami, na początku;" — to znaczy, w wiecznych i Boskich radach Wszechmogącego Boga, Maryja jaśniała w całym blasku, w całej niepokalanej bieli swojej świętości i czystości, jako pierwsza, najwspanialsza i największa ze wszystkich zamysłów przedwiecznej mądrości Bożej, gdyż w niej miała się spełnić tajemnica nad tajemnicami, tajemnica ukryta od wieków z Chrystusem w Bogu — mianowicie wcielenie Przedwiecznego Słowa. Tak ujrzał ją prorok jaśniejącą w wiecznych radach Bożych, gdy w owej natchnionej chwili wejrzał ku górze na Patmos i ujrzał niebiosa otwarte i wszystkie chwały Boże objawione — tam, pośród chórów aniołów Bożych, tam, w pełnym blasku i przepychu światłości zstępującej od Ojca Światłości, i zawołał: „Ujrzałem, i oto wielki znak ukazał się na niebie: niewiasta obleczona w słońce, a księżyc pod jej stopami, a na jej głowie korona z dwunastu gwiazd." Kimże była ta niewiasta? Patrzcie, co następuje, a sami się dowiecie. „I porodziła syna mężczyznę, który miał rządzić wszystkimi narodami laską żelazną; a syn jej został wzięty do Boga i do Jego tronu." Kimże może być, jeśli nie tą niewiastą, która porodziła owego Syna Mężczyznę, Jezusa Chrystusa, Syna Bożego? Tak ujrzał ją prorok — znak i zapowiedź zwycięstwa i chwały. Jakże wymowne są tajemnicze słowa, które następują: „i smok wyrzucił za kobietą z paszczy swojej wodę jakby rzekę, aby ją rzeka porwała. I ziemia przyszła z pomocą kobiecie, i ziemia otworzyła swoją paszczę i pochłonęła rzekę, którą smok wyrzucił ze swojej paszczy." Ziemia pochłonęła naprawdę te śmiercionośne wody. Cały świat był nimi przesycony, lecz one nigdy jej nie dotknęły. I widzimy w tej tajemnicy Niepokalane Poczęcie, bo nie umiem inaczej go nazwać jak tylko tajemnicą łaski Bożej, i jest ono potrójnym triumfem — mianowicie triumfem Boga, triumfem ludzkiej natury i własnym triumfem i chwałą Maryi.
Rozważcie te rzeczy, moi przyjaciele. Przede wszystkim rozważmy triumf Boży w Maryi. Przypomnijcie sobie, najdrożsi, okoliczności towarzyszące upadkowi i grzechowi człowieka. Bóg stworzył nas w naturze doskonałej — doskonałej w swej budowie, doskonałej w swej pięknej harmonii, doskonałej w swym początku, doskonałej w swoim wiecznym przeznaczeniu, doskonałej w wolności i chwale, którą uwieńczył człowieka przed upadkiem. „Mało co mniejszym uczyniłeś go od aniołów, chwałą i czcią go uwieńczyłeś." Potem wszedł grzech na ten świat i zepsował piękne dzieło Boże. Całe najpiękniejsze dzieło Boże zostało zniszczone przez grzech Adama. Nieskazitelność naszej natury doznała uszczerbku. Harmonia naszego stworzenia została zakłócona. Złe namiętności i niegodziwe skłonności zostały uwolnione, a dusza z jej duchowymi dążeniami, czystą miłością i nieograniczoną wolnością stała się ich niewolnicą. Lecz choć diabeł odniósł nad Bogiem triumf, łamiąc, niszcząc, kalając i psując w ten sposób dzieło Boże w człowieku, jego triumf nie był doskonały. Bóg pragnął jeszcze usprawiedliwić Siebie. Bóg nie chciał dać swemu wrogowi zupełnego i całkowitego zwycięstwa nad Sobą przez zniszczenie i zepsucie Swego dzieła. Bóg wziął Maryję na stronę i rzekł: Dla niej niech nie będzie grzechu; dla niej niech nie będzie niszczącej skazy, dla niej żadnej plamy. Wziął ją, w wiecznych Swoich zamysłach, na łono własnej nieskończonej świętości i wszechmogącej potęgi, i gdy cała nasza natura została zniszczona, w niej zachowała swą pierwotną czystość, nieskazitelność i piękno, w jednej duszy i ciele Najświętszej Dziewicy Maryi. Widzimy tak triumf Boży; i warto tu zauważyć, najdrożsi, że choć w Piśmie Świętym często czytamy o zamysłach Bożych udaremnionych, o dziele Bożym obalanym i psowanym przez grzech lub jakiegoś złego sprawcę — to jednak nigdy nie jest ono zniszczone do końca. Bóg nigdy nie daje swemu wrogowi zupełnego triumfu. Tak na przykład, na początku, w czasie potopu, wszyscy ludzie byli pogrążeni w grzechu, i Bóg, spoglądając z nieba, rzekł: „Żałuję, żem stworzył ten ród, bo mój duch już nie jest pośród nich." A jednak Bóg Wszechmogący zachował dla Siebie Noego i jego dzieci, i z całego rodu ludzkiego oni właśnie ocaleli w czystości i świętości, aby Bóg nie został całkowicie zwyciężony przez diabła. Znowu, gdy Bóg Wszechmogący gotował się zesłać ogień na Sodomę, nie mógł znaleźć dziesięciu sprawiedliwych w całym kraju. A jednak, wśród powszechnego zepsucia, Lot i jego rodzina zostali ocaleni. Byli świętymi tam, gdzie wszystko inne było niecnością, i zachowali Boga w swoich sercach. Znowu, gdy pokolenie Beniamina zostało wytępione spośród innych pokoleń Izraela, kilku ocalało, aby dzieło Boże nie zostało doszczętnie zniszczone. I tak prorok, mówiąc o ludzie żydowskim, powiada: „Choćby synowie Izraela byli jak piasek morski, reszta tylko się ocali."
Tak tedy stwierdzamy niezmiennie, że Bóg Wszechmogący pozwala — w swojej mądrości i w swoim gniewie — diabłu posuwać się do pewnej granicy i do tej granicy swawolić w zniszczeniu; lecz nagle go wstrzymuje. Bóg wyciąga swoją rękę i mówi mu: „Dotąd dojdziesz, a nie dalej." To powinno być dla nas wielką nauką w naszych czasach. Prawda, że zdaje się nam w naszych czasach, iż ów diabeł pychy, ów diabeł niedowiarstwa, ów diabeł rewolucji, ów diabeł samowoli puszczony jest wolno pośród narodów, by hulać w Kościele Bożym, by strącić koronę z głowy Pasterza, by wywrócić wierny i starożytny naród, który przez wieki go podtrzymywał, i uczynić zeń najzacieklejszego wroga Kościoła, i pozbawić Głowę Kościoła na pewien czas władzy. Dziś ów diabeł hulaszczo panoszy się po świecie, zamykając kościoły katolickie, wyganiając jezuitów, zatruwając źródła oświaty, rozluźniając święte więzy małżeństwa i społeczeństwa, bluźniąc Jezusowi Chrystusowi w Eucharystii, prześladując Jego kapłanów, biskupów i namiestników na ziemi. Lecz wiemy, że w pewnej chwili, gdy się tego najmniej spodziewamy — może właśnie w połowie jego pozornej chwały — owa straszliwa, niewidzialna ręka zostanie wyciągnięta i rozlegnie się głos: „Dość — wstecz! Dotąd, w swoim gniewie, i dotąd, nawet w swojej miłości, zezwoliłem ci. Wstecz! Niech nastanie pokój."
I tak Bóg Wszechmogący odniósł triumf nawet w upadku Adama, który wniósł śmierć na świat, skaził krew, wzbudził namiętności, zniszczył równowagę i harmonię ludzkiej natury i sprawił, że nawet zwierzęta leśne przybrały swą dzikość, którą mają po dzień dzisiejszy. Cała natura została skażona, oprócz natury Maryi. Jej ręka wszechmogącego Pana wznosiła ponad wszelkie napaści i zakusy jej nieprzyjaciół, i w Maryi Bóg odniósł triumf w tym, że w niej zachowana została Jego chwała, ona bowiem nigdy nie była skażona grzechem ani przezeń zepsuta. Jest to zarazem triumf naszej natury. Moi przyjaciele, gdyby Maryja nie była poczęta bez grzechu, moglibyśmy zostać odkupieni, moglibyśmy zbawić nasze dusze, jak mamy nadzieję czynić to teraz; moglibyśmy wstąpić do chwały nieba; lecz doskonałego człowieka nigdy byśmy nie oglądali. Niebo byłoby zgromadzeniem pokutników, gdyby Maryi tam nie było — ze łzami na twarzach — lecz żadna łza na twoim obliczu, o Niepokalana Matko! Krew Jezusa Chrystusa na rękach wszystkich — żadna krew twego Boskiego Syna na twoich niepokalanym rękach, o Maryjo! Człowiek nieupadły byłby jedynie wspomnieniem przeszłości. Nawet w niebie brakłoby przedstawiciela tego, co Bóg uczynił w Adamie, gdyby Maryi tam nie było — i dlatego nasza natura odniósła w niej triumf. Wszyscy możemy wznosić ku niej oczy w niebie, wszyscy możemy ją kontemplować i możemy chwalić nasze człowieczeństwo w Maryi bez najmniejszej obawy pychy czy bluźnierstwa przeciw Bogu, gdyż człowieczeństwo, które jest w Maryi, poczęte bez grzechu, jest godne wszelkiej czci i wszelkiej chwały. Nie będę jej porównywał w jej niepokalanym poczęciu z grzesznikami; porównam ją ze świętymi, i patrzcie, jak ponad nimi góruje. Wszelka świętość, czy to wyrobiona przez lata pokuty, przez post i umartwianie, przez mozolne wysiłki na rzecz nawracania dusz, przez całkowite poświęcenie i ofiarę Bogu, przez męczeństwo, przez jakąkolwiek postać świętości, zmierza ku jednej tylko rzeczy — ku doskonałej bezgrzeszności i doskonałej czystości duszy. Doskonała bezgrzeszność i doskonała czystość duszy oznaczają doskonałe zjednoczenie przez najwyższy rodzaj miłości Bożej z Bogiem Wszechmogącym. Bóg tak nas miłuje, najdrożsi, że pragnie mieć nas wszystkich razem z Nim zjednoczonych w owej bliskiej jedności najsilniejszej i najgorętszej miłości. Czemu to zjednoczenie nie jest osiągnięte? Z powodu jakiejś małej niedoskonałości, jakiejś małej grzeszności, jakiegoś małego skrzywienia w naszych duszach, które nas od owego doskonałego zjednoczenia miłości z Bogiem oddziela. Otóż celem wszystkich świętych jest osiągnięcie owego żarliwego i doskonałego zjednoczenia z Bogiem przez oczyszczenie swoich dusz, ciał, uczuć i zmysłów z wszelkiego śladu, skłonności, a nawet pokusy do grzechu. Gdy to osiągnęli, Bóg uwieńcza ich bezgrzeszność doskonałym zjednoczeniem miłości i dosięgają szczytu swoich pragnień. Właśnie tu — dokładnie tam, gdzie wszyscy święci skończyli — tu, dokładnie tam, gdzie wszyscy święci, zmęczeni i wyczerpani trudem wznoszenia się w górę, uklękli w błogim spoczynku na szczycie chrześcijańskiej doskonałości — tu zaczyna się świętość Maryi; bo w swoim niepokalanym poczęciu została poczęta bez grzechu — żadna myśl ani cień myśli skłonny ku grzechowi nie był jej nigdy dozwolony spaść na czyste słońce jej duszy. Żadna pokusa do grzechu nie mogła nigdy przyspieszyć bicia jej świętego serca. Nic grzesznego nie mogło nigdy zbliżyć się do niej. Umocniona w doskonałej bezgrzeszności swego niepokalanego poczęcia, w chwili gdy została poczęta, przewyższyła świętością — to jest doskonałą bezgrzesznością, a co za tym idzie, doskonałym zjednoczeniem miłości z Bogiem — wszystkich świętych i aniołów w niebie.
Na tym polega znaczenie słów Pisma Świętego, gdzie prorok powiada: „Mądrość zbudowała sobie dom, a fundamenty jego położone są na szczytach świętej góry. Pan miłuje progi Syjonu bardziej niż wszystkie pałace i przybytki Judy." Wiecie, że każde słowo Pisma Świętego ma głębokie i Boskie znaczenie. Jakież znaczenie mogą mieć te słowa? Odnieśmy je do świętości Maryi, a znajdziemy pierwszą chwilę jej istnienia na szczycie świętej góry — to jest jej pierwszy krok w życiu — milszym Panu niż pałace i przybytki Judy; to jest wszystkie gmachy świętości wzniesione kiedykolwiek na tej ziemi. To był początek — poczęcie niewiasty przeznaczonej, by być Matką Boga, uczynionego człowiekiem. Lecz możecie mi zadać pytanie: skoro tak jest, jeśli nigdy nie zgrzeszyła, nawet w Adamie, to z pewnością nie potrzebowała Odkupiciela; z pewnością była jedyną, dla której nie było konieczne, żeby Bóg stał się człowiekiem; Bóg stał się człowiekiem, by odkupić grzeszników — by ich zbawić; jeżeli ta niewiasta nie potrzebowała odkupienia ani zbawienia, dlaczego mówi w Magnificat: „Wielbi dusza moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu, moim Zbawcy"? Otóż, moi przyjaciele, ona zawdzięcza krwi Kalwarii tyle samo co my, i więcej jeszcze. On był bardziej jej Zbawcą niż naszym. Skądże pochodzi łaska jej niepokalanego poczęcia? Skądże pochodzi moc, która jej strzegła, gdy całą resztę ludzkości unosił prąd grzechu? Był to jej Boski Syn, przejrzany w latach swego człowieczeństwa — przejrzany okiem Bożej sprawiedliwości w konaniu na krzyżu; to krew przelana na Kalwarii, by nas zbawić, ocaliła Maryję od tego, by kiedykolwiek była skażona grzechem. Czyż nie wiecie, że Bóg Wszechmogący może zbawiać w jakikolwiek sposób, jaki Mu się podoba? Czyż nie wiecie, moi przyjaciele, że Bóg Wszechmogący nie jest zobowiązany do zbawienia tej czy innej duszy w ten lub ów szczególny sposób? Na przykład Bóg Wszechmogący wyznaczył obrzezanie jako jedyny sposób, przez który grzech pierworodny miał być gładzony pod starym prawem, a jednak wiemy, że uświęcił Jeremiasza i Jana Chrzciciela bez obrzezania i przed nim; bo choć obrzezanie było zwyczajną drogą, Bóg Wszechmogący nie wiązał sobie rąk ani nie zobowiązywał Siebie do niestosowania nigdy drogi nadzwyczajnej. I tak wszędzie, gdzie jest ludzki duch uzdolniony do nieba, owo zbawienie i owa zdatność nabyte są krwią Jezusa Chrystusa i nią jedynie. Ona zbawiła Maryję, jak nas zbawiła, tylko w inny sposób; nas zbawiła, spływając na nasze grzeszne głowy w chrzcie — dosłownie zmywając plamę, która już tam była; Maryję zbawiła, uprzedzając chrzest, uwalniając ją od konieczności sakramentu z wyprzedzeniem. W nas ta krew Jezusa Chrystusa jest łaską oczyszczającą; w Maryi była łaską zapobiegliwą. Jest zbawionym stworzeniem tak samo jak my. Wyobraźcie sobie na przykład mądrego proroka — człowieka, który miał znajomość przyszłości — stojącego na wybrzeżu morskim i widzącego grupę osób gotowych wsiąść na statek odpływający do odległego portu, i że mówi jednemu z nich: „Ten statek rozbije się; nie wsiadaj na pokład" — i ta osoba posłuchała jego rady i ocalała; pozostali odpłynęli na statku i rozbija się on, jak przepowiedziano; prorok jest tam, jakimiś tajemniczymi środkami, i ocala ich wszystkich. Jest on w równej mierze zbawcą osoby, która pozostała na brzegu, co tych, których ocalił na statku po katastrofie. I tak jest z Bogiem. Wziął Maryję na stronę, Jego duch ją osłonił i ją zbawił. Ach, jak chwalebnie zbawia ją Bóg! jak wspaniale usprawiedliwia Siebie w niej! jak łaskawie i miłosiernie zachował w niej jeden okaz naszej czystej i nietkniętej natury! Słusznie mógł ją niejako wznieść w Swojej dłoni, by przerazić diabła już w dniu jego triumfu, gdy rzekł: „Niewiasta, duchu zła, którą dobrze znasz, zetrze twoją głowę." Maryja była postrachem piekła od początku, bo piekło od początku lękało się czystej, nieupadłej natury człowieka, a ta ocalała jedynie w niej.
Rozmyślajmy zatem nad tymi rzeczami i, dziękując Bogu za wszystko, co uczynił — za największy dar miłosierdzia dla naszego rodu, gdyż Bóg tak uświęcił stworzenie, by było godne zbliżyć się do Niego — starajmy się, na nasz skromny sposób, oczyszczając nasze dusze, oddalając od siebie nasze grzechy i płacząc nad głupstwami i błędami, które dopuściliśmy do naszych dusz, przygotować siebie, byśmy i my, w nieskończenie odległej mierze, mogli zdołać zbliżyć się do Niego i do Maryi, Świętej Matki Bożej.